W sprawie płaci minimalnej mamy Adama Smitha po swojej stronie!

Piotr Ikonowicz:

W sprawie płaci minimalnej mamy Adama Smitha po swojej stronie!

Pensja minimalna to najniższa z możliwych płac, jaką może otrzymać osoba zatrudniona na etacie. Wymyślił ją ponad 230 lat temu Adam Smith nazywany ojcem ekonomii. W jednej ze swoich prac napisał: "Nawet najniższa kategoria zwykłych robotników powinna zarobić co najmniej dwa razy tyle, ile potrzebuje na własne utrzymanie, aby każdy był w stanie wychować dwoje dzieci". Niestety, jak pokazują dane, do naszych czasów jego założenie przetrwało jedynie w teorii.


Źródło
Opublikowano: 2013-06-16 09:15:12

Dziś wystąpię w tym programie, będzie mowa o płacy minimalnej oraz inwigilowaniu pracowników przez pracodawców:

Piotr Ikonowicz:


Dziś wystąpię w tym programie, będzie mowa o płacy minimalnej oraz inwigilowaniu pracowników przez pracodawców:

Świat i gospodarka

15 czerwca 2013, godz. 12:00

Magazyn informacyjny ze świata, podsumowujący najważniejsze wydarzenia polityczne i gospodarcze mijającego tygodnia. Program prowadzi Piotr Chęciński.




Źródło
Opublikowano: 2013-06-15 09:53:48

Po tym jak wczoraj prawicowy rząd Grecji dekretem zamknął publiczna telewizję i radio ERT sto tysięcy Greków zgromadziło

Piotr Ikonowicz:

Po tym jak wczoraj prawicowy rząd Grecji dekretem zamknął publiczna telewizję i radio ERT sto tysięcy Greków zgromadziło się na znak protestu pod stacją i koczowało do rana. Telewizja stawia opór, pracownicy nadają przez Internet. Europejski Związek Nadawców wezwał premiera Samarasa do cofnięcia decyzji. Publiczne media były krytyczne wobec rządu i jego polityki zaciskania pasa. Każdy komu droga jest wolność słowa powinien pojawić się pod ambasadą i poprzeć prawo Greków do wolności. Ateny, Warszawa – wspólna sprawa!


Źródło
Opublikowano: 2013-06-12 13:39:21

Młodzi: wegetacja albo bunt

Piotr Ikonowicz:

Młodzi: wegetacja albo bunt

Zapytał mnie młody człowiek z telewizji Polsat Biznes czy będzie rewolucja. Kiedy odpowiedziałem, że głębokie zmiany są potrzebne, bo proces biednienia biednych i bogacenia się bogatych prowadzi do katastrofy, odrzekł, że chcącemu nie dzieje się krzywda. Że ludzie nie muszą przecież podejmować pracy za grosze. Mogą tak jak on, któremu się udało, zacisnąć zęby i odnieść sukces. Świat, w którym „chcieć to móc” byłby piękny, gdyby istniał. Nie winię jednak tych wszystkich młodych ludzi, którzy z całych sił starają się w niego wierzyć. I tych, którym się udało i tych, którzy napotykając na ścianę obiektywnego braku możliwości, bezrobocia strukturalnego, niskich płac, niestrudzenie wciąż na nowo próbują odnieść sukces tam gdzie innym się nie powiodło. 27,6% młodych bezrobotnych wciąż jeszcze rozsyła tysiącami swoje CV, a jednak ci, którym się udało i jak mój rozmówca załapali się na jakąś fuchę w telewizji wciąż utrzymują, że wystarczy się bardziej starać, aby osiągnąć cel. Jednym z najpopularniejszych rozwiązań jest założenie własnej firmy. Jednak spośród założonych w 2006 roku firm do 2011 przetrwało zaledwie 30%. 96% procent firm prywatnych to tzw. mikro przedsiębiorstwa zatrudniające do 9 osób, które mimo, że nędznie płacą pracownikom, ledwo ciągną. Ludzie starszego i średniego pokolenia załamują ręce, bo widzą, że ich pociechy nie mają szans na powtórzenie ich skromnego dorobku. A chodzi o tak skromne osiągnięcia jak emerytura, mieszkanie i wspaniałe wspomnienia z dorocznych miesięcznych wakacji. Mit self-made-mena służy za zasłonę dymną, która ma przesłonić fakt, że ta lepsza, rynkowa gospodarka nie stwarza perspektyw życiowych dla nowych pokoleń Polaków i Polek. Po wielkiej fali emigracji zarobkowej, która wchłonęła pierwszą nadwyżkę siły roboczej, której nie potrafiła zagospodarować „prężnie” rosnąca gospodarka ojczysta, przyszedł kryzys, który zmusi kolejnych absolwentów szkół i uczelni do wegetacji albo buntu. Tylko ten ostatni daje jakąś nadzieję na godne życie.


Źródło
Opublikowano: 2013-06-10 21:12:30

Najpierw rewolucja moralna

Piotr Ikonowicz:

Najpierw rewolucja moralna
Aby wzniecić rewolucję socjalną nie wystarczy nędza i rozpacz; niezbędny jest jeszcze wspólny całemu ludowi ideał. (Antonio Gramsci) Rewolucja polityczna jest tylko żywiołowym i koniecznym następstwem rewolucji moralnej i jako taka nie daje się nigdy przeprowadzić z góry (Edward Abramowski). Coraz częściej myśląc o przemianie społecznej jak wolę nazywać rewolucje, łapie się na tym, że coraz mniej lubię polskie społeczeństwo. Mam wrażenie, że przez ostatnie 20 z górą lat zdziczeliśmy. Zdumiewające jak łatwo udało się ludziom zaszczepić wartości , które przeczą humanizmowi, człowieczeństwu, wspólnocie i na piedestał wynoszą panoszącego się gangstera, cwaniaka, polityka – liberała. W świecie gdzie sukces materialny jest przepustką do sławy i powszechnego szacunku i nikt nikogo nie pyta ilu ludzi, ile fabryk i społeczności lokalnych zniszczył aby wspiąć się na szczyt, trudno nawet o nadzieję na radykalne zmiany. Hamulcem moralnym dla bogacenia się kosztem ogółu nie jest nawet instytucja, która moralność ma na sztandarach, bo przecież Kościół katolicki niesłychanie się pośród powszechnej prywatyzacyjnej I reprywatyzacyjnej obłowił.
Symbolem nowych czasów jest „człowiek sukcesu” w drogim aucie, który wymusza na innych uczestnikach ruchu, żeby zjechali mu z drogi, po to żeby on mógł swobodnie łamać ograniczenia prędkości. Nie lubię tych, którzy się rozpychają i tych, którzy z pokorą uznają wyższość silniejszego i pokornie ustępują. W tym ustępowaniu na każdym kroku jest bowiem zgoda na nowe, dzikie reguły gry, w której zwycięzca bierze wszystko, a ostatnich gryzą psy. Prawdziwa rewolucja, która jest warunkiem postępu polega bowiem na nie graniu w grę przeciwnika, ale na zaprzeczeniu jej regułom. Feministka, która domaga się jedynie aby kobiety dostawały równą ilość stanowisk kierowniczych w korporacyjnej hierarchii dziobania, niczego tak naprawdę nie zmienia, bo nie kwestionuje mechanizmu wyzysku i dominacji. Niczego nie osiągniemy odsuwając od władzy Tuska i Platformę, jeżeli władza nie zostanie naprawdę przekazana w dół, do rządzonych. Mechanizm odrastania hydry jest bowiem prosty: kiedy tylko jakieś ugrupowanie wydaje się zyskiwać sympatię wyborców, natychmiast pojawiają się pieniądze, które pomagają wygrać wybory i zobowiązania wobec sponsorów, które czynią to zwycięstwo całkowicie daremnym dla tych, którzy głosowali z nadzieją na zmiany. Pewien biznesmen w Suwałkach na początku transformacji sfinansował wszystkie startujące w wyborach samorządowych komitety wyborcze. Nie mógł przegrać i to on wygrywał potem wszystkie przetargi.
To, że skorumpowany system polityczny jest nie do ruszenia wynika z całkowitej nieobecności zasad i kryteriów moralnych w życiu publicznym i z zaniku tych zasad w życiu prywatnym. Ludzie biorą udział w wyścigu szczurów do sukcesu, bo ten sukces usprawiedliwia i uniewinnia z każdego łajdactwa. Nazywają to wolną konkurencją. Pęd do pieniędzy niszczy nie tylko tkankę społeczną, więzi sąsiedzkie, koleżeńskie ale i rodzinne. Niepokojąca jest dla mnie ilość przypadków, w których muszę bronić kogoś słabego i bezbronnego przed brutalnością najbliższych krewnych, którzy wyrzucają taką osobę na bruk.
Przegrany częściej budzi pogardę i drwiny niż współczucie i otrzymuje piętno nieudacznika. Mój przyjaciel, budowlaniec Waldek wystawiał faktury VAT-owskie za swe usługi, ale nie otrzymywał zapłaty. Kiedy nie dostawał przelewu za roboty brał przed świętami pożyczkę w Providencie, żeby wypłacić pensje swojej brygadzie. Żona nazywała go ofiarą losu i drwiła z jego nieudolności. Dziś mieszka w Norwegii i kiedy ma przerwę śniadaniową i idzie do sklepu w stroju roboczym, ludzie ustępują mu miejsca w kolejce, bo to idzie człowiek pracy. Do kraju nie wróci. Nie chce być znowu robolem.
Jeżeli wiedza, pracowitość, prawość i szlachetność nic nie znaczą w starciu z cudzymi pieniędzmi i pazernością, społeczeństwo jako całość cofa się do epoki kamiennej. Tu duży może więcej. Konkurencja zamiast współpracy sprawia, że prywatne firmy, które dominują w naszej gospodarce zatrudniają w większości (96%) do 9 osób i znikają z rynku równie szybko jak powstają.
Naszym problemem jest brak pozytywnej wizji społeczeństwa i państwa, która dawałaby szanse na sukces wspólnotom, masom, a nie tylko wybranym, bezwzględnym jednostkom. Póki rządzący liberałowie dzierżyć będą rząd dusz, a strajkujący kolejarze, górnicy czy pielęgniarki nie będą mogły liczyć na wsparcie większości społeczeństwa, bo każdy myśli tylko o sobie, ludzie żyjący z pracy własnej a nie cudzej, czyli większość, będą skazani na porażkę wyrażoną w malejącym udziale płac w rosnącym dochodzie narodowym. Agresja sfrustrowanych i pokrzywdzonych jest umiejętnie kierowana przeciwko państwu i jego demokratycznym instytucjom, a nie przeciw tym, którzy na wycofywaniu się państwa z obrony sfery publicznej i dobra ogółu, najbardziej korzystają. Nikt jakoś nie rzuca gromów na milionerów spokojnie transferujących swe dochody do rajów podatkowych, za to urządza się seanse nienawiści w sprawie uposażeń poselskich, które od bardzo dawna pozostają na tym samym poziomie. Politycy pełniący w istocie rolę kelnerów na usługach bogaczy są znienawidzeni. Jednak ci, którzy urządzili sobie z państwa maszynkę do bogacenia się kosztem ogółu pozostają autorytetami i ulubieńcami mediów. Na jeden występ związkowca w mediach, przypada 100 rozmów z przedstawicielami biznesu.
A nie brak przecież w Polsce ludzi, którzy pamiętają o wspólnocie zwanej społeczeństwem i chcą Polski solidarnej, wspólnotowej, harmonijnie rozwijającej się z korzyścią dla większości. Dlaczego ich głos nie dociera nigdzie? Bo zdominowane przez oligarchię (rządzących nowobogackich i korporacje) media ucinają w zarodku wszystkie głosy mówiące o alternatywie. Przestrzeń publicznej debaty została nam odebrana i poza nielicznymi pismami takimi jak „Fakty i mity” został nam już tylko Internet. Ale czy tylko? Może „aż”.


Źródło
Opublikowano: 2013-06-07 12:09:16

Hospicjum dla dzieci w Gdyni, które powstało ‚z jednego procentu’

Anka Górska:

można? jak się chce, to wszystko można!
chciałoby się, żeby stało puste, ale powstało właśnie dlatego, że jest potrzebne. oby, dzięki takim miejscom, te ostatnie chwile były jednymi z najpiękniejszych.

Hospicjum dla dzieci w Gdyni, które powstało ‚z jednego procentu’

Na gdyńskim Oksywiu zakończyła się budowa pierwszego w północnej Polsce stacjonarnego hospicjum dla dzieci. Powstało dzięki wpłatom z 1 proc. podatków. Teraz trwa zbiórka pieniędzy na jego wyposażenie

Źródło
Opublikowano: 2013-06-05 09:31:41