Młoda para bez dzieci, zwierząt i nałogów wynajmie mieszkanie – umeblowane i wyposażone w niezbędne urządzenia – na waru

Piotr Ikonowicz:


Młoda para bez dzieci, zwierząt i nałogów wynajmie mieszkanie – umeblowane i wyposażone w niezbędne urządzenia – na warunkach oferenta, gotowi jesteśmy rozpatrzeć wszelkie warianty!
Bez pośredników!
Z góry dziękujemy!

Ktoś dopisał: Nudno żyjecie kochani




Źródło
Opublikowano: 2013-07-28 11:19:44

Jaruzelski zamordował nadzieję

Piotr Ikonowicz:

Jaruzelski zamordował nadzieję

Wkrótce po tym jak generał Jaruzelski ogłosił stan wojenny, na ścianie dworca w Warszawie pojawił się napis: "Generale, może historia ci wybaczy, ale u mnie masz przechlapane. Maniek" Ja czułem podobnie. W tamtym czasie trafiłem do więzienia. Po naszej stronie "żelaznej kurtyny" były dwa rodzaje komunistów: ci, którzy strzelali i ci, do których strzelano. Dla nas, czerwonych, wykształconych na państwowych uniwersytetach, Solidarność to był przede wszystkim ruch robotniczy. W kraju rządzonym przez PZPR po raz pierwszy w życiu zobaczyliśmy robotników jak przemawiają, wiecują, spierają się, głosują i wybierają delegatów. Zakładowe komitety strajkowe wysyłały swych delegatów do międzyzakładowych komitetów strajkowych, które z kolei wyłaniały krajowy Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. To była demokracja robotnicza. Przez 16 miesięcy ten niezwykły ruch społeczno-polityczny współrządził dużym krajem należącym do bloku radzieckiego. Nazywaliśmy ten okres "karnawałem".
Jazruzelski wyprowadzając czołgi na ulicę usprawiedliwiał się hasłem: "Socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości ojczyzny". Ale to było zupełnie bez sensu. Zgoda, wybór, przed którym stanął był trudny. Gdyby nie zaczął strzelać do polskich robotników musiałby zapewne strzelać do rosyjskich czołgów. Ale nawet, jeżeli nasza niepodległość mogła być zagrożona, to socjalizm, rozumiany jako rządy robotnicze, nie był. W końcu to partyjni aparatczycy wykazali największy zapał przy budowie barbarzyńskiego kapitalizmu w Polsce. A transformacja przebiegła tak gładko, bo Jaruzelski odwalił brudną robotę miażdżąc Solidarność, jedyną siłę, która mogła nie tylko ocalić socjalizm, ale i nadać mu nową, demokratyczną formę.
Dziś, straciliśmy już naszą wielką nadzieję. Elity opozycyjne i komunistyczne dogadały się ponad głowami zwykłych ludzi. Zamienili darmowe posiłki w stołówce zakładowej dla wszystkich, na brancze w hotelu Marriott dla tych, którzy zdradzili swych kolegów (w przypadku Solidarności) i tych, którzy zdradzili swoją ideologię (w przypadku członków partii). Szokowa terapia Balcerowicza pochłonęła więcej ofiar niż stan wojenny. Dramatycznie wzrósł wskaźnik samobójstw spowodowanych bezrobociem, biedą i eksmisjami. Jaruzelski jest odpowiedzialny za jedne i drugie ofiary. To on utorował drogę Balcerowiczowi.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-26 08:50:12

Z tekstu o polskich milionerach w Dzienniku Gazecie Prawnej:

Piotr Ikonowicz:

Z tekstu o polskich milionerach w Dzienniku Gazecie Prawnej:

"Największe dochody – tradycyjnie – uzyskiwane były w stolicy. Rekordzistą jest przedsiębiorca, który zarobił niemal 685 mln zł i zapłacił prawie 28 mln zł podatku." T oznacza, ze zapłacił on 4% podatku. Przeciętny Kowalski płaci 18% podatku dochodowego. Polska to jedyne w swoim rodzaju państwo, w którym biedni stawiają bogatym


Źródło
Opublikowano: 2013-07-22 08:26:47

Poglądowa schizofrenia

Piotr Ikonowicz:

Poglądowa schizofrenia

Medycyna nazywa ów sposób myślenia schizofrenią, w każdym razie chodzi tu o zdolność wyznawania dwóch wykluczających się wzajemnie poglądów. Łączy się z tym ściśle zdolność ignorowania faktów, które są oczywiste i nie można ich zmienić. Owe negatywne umiejętności uwidaczniają się zwłaszcza w myśleniu politycznym. Większość ludzi w Polsce uważa słusznie, że oczekiwanie w kolejce do lekarza specjalisty całymi miesiącami, podczas gdy choroba rozwija się w najlepsze, to sytuacja nie do pogodzenia z zadaniem jakie stoi przed służbą zdrowia, którym jest leczenie a nie oczekiwanie aż pacjent umrze. Jednocześnie składka zdrowotna w Polsce jest o wiele za niska; prawie we wszystkich krajach europejskich kształtuje się ona w granicach 14-15%, a w Stanach Zjednoczonych – 18%. W Polsce wynosi jedynie 9% i – co więcej – prawie w całości płacą ją pracownicy. Jednak nikt nie bierze poważnie pod uwagę jej podniesienia. Cała gadka o reformie sprowadza się do rozważań o prywatyzacji czyli o zawężeniu kręgu osób leczonych do tych zamożnych. Większość zgadza się z utyskiwaniem pracodawców na wysokie koszty pracy i ta sama większość uważa, że ich zarobki nie wystarczają na utrzymanie. To co dla pracodawców jest kosztem pracy dla pracownika jest wynagrodzeniem, więc ta przeważająca część ludzi, która zgadza się z jednym i drugim twierdzeniem cierpi właśnie na tę przypadłość polegającą na wyznawaniu dwóch przeciwstawnych poglądów. Jest to tym dziwniejsze, że udział płac w rosnącym dochodzie narodowym systematycznie maleje.
Wszyscy zgadzają się z tym, że malejący przyrost naturalny spowoduje załamanie systemu emerytalnego. Jednocześnie nikt nie kwestionuje faktu, że za 115 złotych zasiłku na dziecko nie da się dziecka utrzymać, a płace jeszcze przed urodzeniem dziecka ledwo wystarczają na życie. Jednak te same osoby, które utyskują na malejącą dzietność Polaków i Polek zdecydowanie oponują przed podwyższeniem podatków, które umożliwiłyby politykę społeczną wspierająca rodziny.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-22 00:12:55

Olympia

Piotr Ikonowicz:

Olympia

Symbole Rewolucji Francuskiej były kobiece. Kobiety w czapkach frygijskich, z piersiami na wierzchu, rozwianymi włosami, wśród powiewających sztandarów. Ale Rewolucja Francuska ogłosiła deklaracje praw człowieka i obywatela. Wkrótce potem jedna z bojowniczek rewolucji, aktorka Olympia de Gouche zaproponowała, żeby Rewolucja przyjęła Deklaracje Praw Kobiety i Obywatelki. Trybunał rewolucyjny ja skazał a gilotyna skróciła ją o głowę.
Gdy Olympia de Gouche wchodziła na szafot pytała: „Skoro my kobiety możemy wchodzić na gilotynę.. Dlaczego nie wolno nam wstępować na trybunę?
W tydzień później Rewolucja Francuska pozbawiła głowy żonę ministra spraw wewnętrznych za zajmowanie się polityką… „bo to nie są sprawy dla kobiet”.
A po kilku latach, gdy Komuna Paryska, w rewolucyjnym okresie wielkich przemian, wśród których było uchwalenie powszechnego prawa wyborczego; powszechnego, ale nie do końca, bo Zgromadzenie złożone z samych mężczyzn odmówiło prawa głosu kobietom, kobiety nie miały prawa do udziału w głosowaniu, w którym stosunkiem głosów 899 do jednego nie przyznano im praw wyborczych. Uchwała była przyjęta jednomyślnie minus jeden.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-19 09:15:56

Aleksandra

Piotr Ikonowicz:

Aleksandra

Aby miłość była naturalna i czysta jak woda, która pijemy, musi być wolna i partnerska; ale samiec żąda posłuszeństwa i odmawia przyjemności. Bez nowej moralności, bez radykalnej zmiany życia codziennego, nie będzie pełnej emancypacji. Jeśli rewolucja społeczna nie kłamie, musi obalić prawne i zwyczajowe prawo własności jakie mężczyzna ma wobec kobiety i sztywne normy ograniczające bogactwo życia.
Mniej więcej takie było przesłanie Aleksandry Kołłontaj, pierwszej kobiety ministra w rządzie Lenina.
Dzięki niej homoseksualizm i aborcja przestały być przestępstwami, małżeństwo nie było już wyrokiem dożywocia, kobiety miały prawo głosu i do równych płac, pojawiły się przedszkola i żłobki, stołówki oraz wspólne pralnie.
Jakiś czas potem, gdy Stalin zamordował rewolucję, Aleksandra zdołała ocalić głowę, ale nie była to już ta sama Aleksandra.

Eduardo Galeano – Lustra


Źródło
Opublikowano: 2013-07-19 08:24:01

Wołyń: razem przeciw faszyzmowi!

Piotr Ikonowicz:

Wołyń: razem przeciw faszyzmowi!

W 1965 roku biskupi polscy napisali do biskupów niemieckich: "W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie." Zaledwie 20 lat po zakończeniu najokrutniejszego ludobójstwa w dziejach ludzkości biskupi pisali: "Drodzy Bracia niemieccy, nie bierzcie nam za złe wyliczanie tego, co wydarzyło się w ostatnim odcinku czasu naszego tysiąclecia. Ma to być nie tyle oskarżenie, co raczej własne usprawiedliwienie. Wiemy doskonale, jak wielka część ludności niemieckiej znajdowała się pod nieludzką, narodowosocjalistyczną presją."
Nie mieści mi się to w głowie. Byłem także zwyczajnie wściekły, kiedy zidiociały tłum idący w kondukcie Jerzego Popiełuszki przechodząc obok Komendy Stołecznej milicji zaczął skandować : "Przebaczamy!". Nie rozumiem, może dlatego, że nie jestem katolikiem. I takie przebaczanie według mnie obraża pamięć ofiar. Nie znaczy to jednak, że potrafię winić dzisiaj cały naród ukraiński za zbrodnię wołyńską sprzed 70 lat. Martwe są nie tylko ofiary ale prawie wszyscy kaci. Mój przyjaciel, robotnik budowlany i socjalista Henio był wywieziony do Niemiec na roboty jako dziecko. Zapytałem go: Heniu, dlaczego nie weźmiesz pieniędzy z Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie? Bo ja się nie chcę z nimi pojednać – odpowiedział Henio i to jest jego prawo.
Współczesnym Ukraińcom nie mogę wybaczyć zbrodni wołyńskiej, bo oni jej nie dokonali. Szkoda jednak, że zamiast babrać się w zapiekłej historycznej złości Sejm RP pominął milczeniem współczesnych politycznych czcicieli zbrodniarzy z UPA z zasiadającej w ukraińskim parlamencie Partii Swoboda, bo im to z pewnością nie należy niczego darować. Spór historyczny ma tylko o tyle sens, o ile wyciągamy z historii wnioski, a w tym wypadku jedyny słuszny wniosek brzmi: Nigdy więcej! Nigdy więcej narodowo- religijnych rzezi, czystek etnicznych. A to wymaga świadomości politycznej i połączenia wszystkich antyfaszystowskich sił w Europie i na świecie. Niestety uchwała naszego Sejmu była jedynie elementem partyjnych przepychanek w samej Polsce i sprawy walki z faszyzmem nie posunęła ani o jeden krok naprzód. Wciąż dzielimy się na Polaków –katolików i Ukraińców-prawosławnych, zamiast na antyfaszystów i faszystów.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-19 00:11:20

A gdyby on (Beniamin Franklin) urodził się kobietą?

Piotr Ikonowicz:

A gdyby on (Beniamin Franklin) urodził się kobietą?

Spośród szesnaściorga rodzeństwa Beniamina Franklina, Jane wydawała się być obdarzona największym talentem i siłą woli.
Ale w wieku, w którym Beniamin wyruszył na podbój świata, Jane wyszła za ubogiego rymarza, który zgodził się ją poślubić bez posagu. Dziesięć miesięcy późnej wydała na świat swe pierwsze dziecko. Przez następne ćwierćwiecze rodziła dzieci co dwa lata. Niektóre z nich umierały zostawiając bliznę w jej sercu. Te, które żyły potrzebowały jedzenia, ubrań, wychowania i pociechy. Jane czuwała nocą utulając płaczące, prała góry ubrań, kąpała je, kursowała między targiem a kuchnią, zmywała stosy talerzy, uczyła abecadła i zawodu, pracowała ramię w ramię z mężem w warsztacie i zajmowała się lokatorami , płacącymi czynsz, który pozwalał jakoś związać koniec z końcem. Jane była oddaną żoną i wzorową wdową. I kiedy dzieci już podrosły opiekowała się niedołężnymi rodzicami, niezamężnymi córkami i bezradnymi życiowo wnukami.
Jane nie zaznała nigdy przyjemności pływania w jeziorze, tak jak to wciąż zwykł czynić nawet w podeszłym wieku Beniamin Franklin. Nigdy nie miała czasu na myślenie czy zwątpienie. Beniamin pozostawał niestrudzonym kochankiem, podczas gdy Jane nie miała się nigdy dowiedzieć, że seks służy czemukolwiek poza produkcją dzieci.
Beniamin, założyciel narodu wynalazców, jest wielkim ponadczasowym bohaterem. Jane jest kobietą swych czasów, taką jak prawie wszystkie kobiety wszystkich czasów. Kobietą, która wypełniła swą powinność na ziemi odkupując część biblijnej winy i przekleństwa. Zrobiła wszystko, żeby nie oszaleć i na próżno szukała odrobiny ciszy.
Jej przypadek nie jest przedmiotem zainteresowania historyków.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-16 14:45:30

Statystykę tę dedykuje tym wszystkim, którzy twierdzą, że można w Polsce wygodnie żyć z zasiłków. Nie tylko nie mozna ży

Piotr Ikonowicz:

Statystykę tę dedykuje tym wszystkim, którzy twierdzą, że można w Polsce wygodnie żyć z zasiłków. Nie tylko nie mozna życ, ale i trudno umrzeć, zważywszy, ze w kilku OPS-ach w Warszawie zabrakło pieniędzy nawet na obniżone zasiłkii pogrzebowe.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-16 06:34:00

Rośnie liczba milionerów i biedaków

Piotr Ikonowicz:

Rośnie liczba milionerów i biedaków

Zasadniczy problem polega na tym, żeby ilość pieniędzy, którą pozyskujemy z różnych źródeł była co najmniej tak duża jak ta, którą musimy wydać, aby utrzymać się na powierzchni. Większość ludzi w Polsce żyje „na styk”, czyli nie ma żadnych rezerw na „w razie czego”. Przeciętny Polak ma 14 688 złotych oszczędności, co daje nam 22 miejsce w Europie. I to mimo, iż pod względem wielkości PKB (Produktu Krajowego Brutto) plasujemy się na szóstym miejscu w UE. Środki ulokowane przez gospodarstwa domowe w bankach na polskim rynku stanowią 34,7 proc. PKB, co daje 22. pozycję wśród krajów Unii. Wynika to zapewne z faktu, iż płace w stosunku do dochodu narodowego wynoszą już zaledwie 37%, podczas gdy przeciętnie w UE – 49%. Wytwarzając coraz większy dochód otrzymujemy za to coraz mniejszą zapłatę. Nic dziwnego, ze w budżetach domowych powstaje dziura, co powoduje rosnące zadłużanie się. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że dwie trzecie polskiego społeczeństwa nie ma żadnych oszczędności. W wywiadzie udzielonym portalowi „Na temat” dr. Przemysław Barbich za Związku Banków Polskich stwierdził: „20 mln Polaków nie ma żadnych oszczędności. (…)Zaledwie 3-4 proc. wszystkich oszczędzających regularnie odkładają pieniądze”. To znaczy zarabiają więcej niż muszą wydać. Jeszcze dramatyczniej brzmi komunikat z badań przeprowadzonych przez bank Nordea: „Aż 82% Polaków nie gromadzi żadnych oszczędności – takie stwierdzenie znalazło się w opublikowanym wczoraj raporcie z badań „Barometr Nordea”. Tak wysoki odsetek żyjących od pierwszego do pierwszego można uznać za szokujący i poszukiwać wyjaśnień, wskazując chociażby na spowolnienie gospodarcze.” Do posiadania „dużych oszczędności przyznał się zaledwie 1% ankietowanych. To współgra z poziomem Indeksu Genworth – Wyniki Indeksu Genworth pokazały, że zaledwie 1% gospodarstw domowych w Polsce ma poczucie bezpieczeństwa finansowego. Odsetek gospodarstw niestabilnych finansowo w porównaniu z 2008 r. wzrósł o dwie trzecie, a udział gospodarstw stabilnych finansowo spadł pięciokrotnie. – Indeks jest finansowym zwierciadłem społeczeństwa i barometrem tego, jak gospodarstwa domowe radzą sobie finansowo – powiedział Dimitris Kioukis, dyrektor zarządzający Genworth Financial w Polsce.
Jak wynika z obliczeń Biura Informacji Kredytowej, BIG InfoMonitora oraz Związku Banków Polskich przeciętny Polak jest dłużny różnym jednostkom ok. 16 tys zł. Dla porównania według GUS „Poziom przeciętnych miesięcznych wydatków w gospodarstwach domowych na osobę w 2012 r. wyniósł 1045 zł i był realnie niższy o 0,8% niż w roku 2011 (w 2011 – spadek o 1,8%), w tym na towary i usługi konsumpcyjne – 1000 zł (realnie niższy niż w 2011 r. o 0,8%). Rok 2012 był drugim z kolei rokiem realnego spadku wydatków po pięciu kolejnych latach (2006-2010) realnego wzrostu. Z tego wynika, że gdyby „przeciętny Polak” przez rok nic na siebie nie wydawał, żył powietrzem, albo dał się zahibernować, i tak by nie spłacił ciążącego na nim zadłużenia. Przeciętny Polak ma więc 14 688 zł. oszczędności i 16 000 zł. długu. Jednak, jak wiadomo przeciętny Polak nie istnieje. Kto inny, większość, ma długi a kto inny, niewielka mniejszość, ma oszczędności. Dlatego pojawiające się często w mediach optymistyczne komunikaty, że rekordowe wzrosły oszczędności Polaków osiągając kwotę biliona złotych, to zwykłe propagandowe i statystyczne kłamstwo.
Zwykle analizując sytuację społeczno-gospodarczą warto sięgać po dane biznesowe, bo z oczywistych względów są one mniej zafałszowane, gdyż służą zyskom a tu nie może być propagandy, bo będą straty a nie zyski. Żeby więc zrozumieć strukturę dochodową naszego społeczeństwa warto przytoczyć ustalenia firmy KPMG: W 2012 roku miesięczny dochód brutto powyżej 7,1 tys. zł osiągnie w Polsce nawet 751 tys. osób, tj. o blisko 23 tys. osób więcej niż w 2011 i o 90 tys. więcej niż w 2010 roku. Łączny dochód do dyspozycji tych konsumentów w całym 2012 roku może sięgnąć nawet 130 mld zł – wynika z najnowszego raportu KPMG "Rynek dóbr luksusowych w Polsce". 7100 złotych miesięcznie brutto to netto 5000 zl. I ludzi w 38 milionowym kraju, którzy zarabiają piątkę na rękę i więcej jest tylko 750 000? To wiele wyjaśnia. Z kolei według badań przeprowadzonych w tym roku przez portal Money.pl przeprowadzonych wśród polskich internautów aż 40% spośród nich nie wystarcza do pierwszego. O tym, że internauci nie są jeszcze reprezentatywni dla polskiego społeczeństwa jako całości świadczy choćby fakt, że zarządzane w Internecie wybory i sondaże dawały zwycięstwo Januszowi Korwinowi-Mikke, który odkąd próg wyborczy podniesiono z 3% do 5% nigdy go nie przekroczył. Według badań Eurostatu aż 33% Polaków nigdy nie skorzystało z Internetu. Brak dostępu do sieci dotyczy więc raczej tych, którzy maja jeszcze niższe dochody niż badani przez Money.pl internauci.
Liberalne media pocieszają nas tym, że rośnie liczba milionerów. Ma ich być ponoć ponad 50 000 a ich liczba stale rośnie. To miłe, jakby powiedział kot Garfield, bardzo miłe.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-15 12:59:13

Z rozmowy Krytyki Politycznej z Piotrem Kuczyńskim, analitykiem finansowym:

Piotr Ikonowicz:

Z rozmowy Krytyki Politycznej z Piotrem Kuczyńskim, analitykiem finansowym:

Pan dobrze zarabia?

– A co to znaczy dobrze?

W Polsce? Powiedzmy 10 tys. zł na rękę.

– W takim razie zarabiam bardzo dobrze. I czuję się w Polsce doskonale, bo to jest kraj dla zamożnych ludzi.

Dlaczego?

– Władza bardzo się o nas troszczy. W 2007 r. zostały wprowadzone przez minister Gilowską obniżki podatków. Zamiast trzech są dwa progi podatkowe i dwie stawki – 18 i 32 proc. Do tego doszła obniżka składki rentowej. Wiem, ile na tym zyskałem razem z żoną, bo policzyliśmy: 2 tys. miesięcznie. Żyć nie umierać! A przeciętny Polak zyskał 150 zł. I tak jest z większością zmian podatkowych. Fundujemy sobie w niezbyt zamożnym kraju reformy, w wyniku których ja – człowiek w miarę zamożny – staję się bardziej zamożny. Nożyce się rozwierają.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-14 12:02:17

Przypominam tekst, stary ale jary…

Piotr Ikonowicz:

Przypominam tekst, stary ale jary…

Haiti, Obama i ptaki wolności

Wenezuelskie państwowe media przedstawiły swoją teorię trzęsienia ziemi na Haiti. Hugo Chavez powtarza za częścią naukowców, że tragedia mogła zostać wywołana przez amerykański projekt HAARP (High Frequency Active Auroral Research Program), uważany za system broni geofizycznych mających wywoływać destruktywne “katastrofy naturalne”. Chavez opiera swoją teorię na raportach z badań Rosyjskiej Floty Północnej. Z tych dokumentów ma wynikać, że jest “więcej niż prawdopodobne”, że Stany Zjednoczone posiadały “pełną wiedzę” o tym, że próby przeprowadzane w ramach HAARP doprowadzą do katastrofy na Haiti. Z tego też powodu USA miały rozmieścić flotę pod dowództwem generała Ken Keena jako element przygotowań do inwazji.

W marcu 2000 r. 60 Haitańczyków wsiadło do łodzi i wypłynęło. Jak się okazało na śmierć. Zatonęli, bo jako rolnicy uprawiający ryż stracili źródło utrzymania po tym jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy zakazał rządowi Haiti subsydiowania produkcji ryżu. Jednak ten sam MFW „zapomniał” zakazać subsydiowania produkcji ryżu rządowi USA. W związku z tym Haiti importuje ryż ze Stanów Zjednoczonych.

To pierwsze to pewnie element teorii spiskowej. Trudno w to uwierzyć. Podobnie jak trudno uwierzyć w to, że to nie Al-Kaida, ale służby specjalne USA doprowadziły do zawalenia się wież WTC. Jednak epizod sprzed 10 lat jest niewątpliwie prawdziwy i on o wiele więcej wyjaśnia. To za sprawą opisanego tu mechanizmu Haiti jest jednym z najbiedniejszych państw świata. Trzęsienie ziemi zmusiło świat, aby spojrzał w tę czeluść nędzy, w jaką kraje takie jak Haiti wtrąca światowy system polityczno-gospodarczy. W MFW decyduje sześć państw, a zwłaszcza USA. To właśnie taki mechanizm podboju i dyktatu ekonomicznego, który nieposłusznych każe bombardować i okupować, sprawia, że nie ma tak strasznej, horrendalnej rzeczy o Amerykanach, w którą duża część światowej opinii publicznej nie byłaby w stanie uwierzyć. To oni i ich armia stoi na straży porządku światowego, którego demokratyczny charakter budzi tyle wątpliwości co ironicznych uśmiechów. Bo obok MFW, gdzie decyduje sześć państw, jest instytucja jeszcze bardziej „demokratyczna” – Bank Światowy, w którym decyzje podejmuje już osiem państw. Największa jednak demokracja panuje w Światowej Organizacji Handlu, której statut stanowi, że decyzje podejmuje się w niej w demokratycznym głosowaniu. Szkopuł jednak w tym, że w tej organizacji nie odbyło się w całej jej historii ani jedno głosowanie. Owszem – kiedy jeszcze nazywała się GATT a nie WTO, głosowano raz. Ale najwidoczniej nie było to dobre doświadczenie, bo już nigdy później go nie powtórzono. Ktoś powie, co z tego, skoro mamy przecież ONZ. A tam jesteśmy wszyscy. Tak i nie. Zgromadzenie Ogólne, które zrzesza wszystkie państwa nie podejmuje decyzji tylko rekomendacje. A za światowy pokój odpowiada Rada Bezpieczeństwa. Organ zrzeszający wszystkich największych producentów i eksporterów broni.

No to co, powiedzą poważni komentatorzy polityczni. Może demokracja światowa nie jest jeszcze doskonała, ale mamy przecież Obamę. On stojąc na czele „wolnego świata” zapewni pokój i dobrobyt. Zapytany o to, jakiej rady udzieliłby Barackowi Obamie, Eduardo Galeano, wybitny pisarz urugwajski, zasugerował, by Obama wyzbył się brzydkiego obyczaju amerykańskich przywódców i przestał powtarzać w kółko słowo „leadership” (przywództwo) i zamienił je na „friendship” (przyjaźń).

Według mnie Obama nie jest wcale Murzynem. Jest biały i jest do tego rasistą. Tylko bowiem biały rasista jest w stanie wysłać jeszcze więcej wojsk do Afganistanu. Eduardo Galeano napisał książkę „Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej”. Książkę, którą Hugo Chavez podarował Obamie z okazji wyboru na prezydenta USA. Bycie urugwajskim, lewicowym pisarzem pozwala patrzeć na USA w szczególny sposób. Tak się bowiem składa, że w okresie dyktatury wojskowej wspieranej przesz Stany Zjednoczone co 55 Urugwajczyk był torturowany, a torturujący otrzymali szkolenie od amerykańskich służb specjalnych. W owym czasie więzienie, w którym przetrzymywano „politycznych”, opowiada Galeano, nazywało się, choć trudno uwierzyć, „LIBERTAD” (co po hiszpańsku znaczy „wolność”). W tym więzieniu nie wolno było gwizdać, śpiewać, pozdrawiać się i rozmawiać, rysować par, kobiet w ciąży, ani ptaków. Do tego więzienia trafił pewien nauczyciel za to, że jak się wyraził aresztujący go oficer policji politycznej „miał ideologiczne idee”. Ów nauczyciel miał pięcioletnią córkę, która odwiedziła go w więzieniu i przyniosła ze sobą rysunek ptaków. Oczywiście cenzor podarł rysunek, bo ptaki były zakazane. Na następne widzenie dziewczynka przyniosła rysunek drzew. Ponieważ drzewa nie były zakazane, pozwolono jej go wnieść. Ojciec zachwycał się rysunkiem córki, ale zapytał: A co to są te kolorowe kręgi wśród gałęzi, czy to owoce, może pomarańcze?” „Cicho głupi”, odrzekła córka. „Nie widzisz, że to są oczy? To są oczy ptaków, które dla ciebie przemyciłam”.
Może książka to za dużo. Może wystarczy podarować Obamie rysunek z ptakami?


Źródło
Opublikowano: 2013-07-14 10:50:24

Znieść kapitalizm! Jest nie do zniesienia!

Piotr Ikonowicz:

Znieść kapitalizm! Jest nie do zniesienia!

Rewolucjoniści chcą zmieniać świat. Konserwatyści są zdania, że nie da się wymyślić nic lepszego, czyli, że i tak żyjemy na najpiękniejszym ze światów możliwych. Umieranie w masowej skali na uleczalne choroby, zbrojenia, śmierć głodowa, brak dostępu do wody pitnej, strukturalne bezrobocie czy globalne ocieplenie uważają oni za słuszną cenę czegoś, co nazywają globalnym wzrostem.
Alterglobaliści, którzy gromadzą dowody nadchodzącej Apokalipsy, dostarczają rewolucjonistom argumentów, choć zamiast wzywać do rewolucji, ograniczają się do powtarzania swojej mantry: ,,Inny (lepszy) świat jest możliwy". Na pytanie: jaki? – nie udzielają wyraźnej odpowiedzi. Taka odpowiedź mogłaby zbyt łatwo stać się programem jakiejś rewolucji, a ruch alterglobalistyczny wzywa raczej możnych tego świata do opamiętania i koncentruje się na reformach a nie zmianach systemowych.
Kiedy dorastałem na Kubie tropikalny huragan, zwany cyklonem zdarzał się raz na kilka lat. Obecnie przez Wielkie Antyle i wybrzeża USA przetacza się kilka potężnych cyklonów rocznie. I nie reżim Castro to sprawił, lecz reżim koncernów naftowych, które na początku wieku wykupywały spółki i zamykały linie tramwajowe, by promować motoryzację, a dziś prowadzą wojny o ropę. Amerykańska administracja utrzymuje specjalnych ekspertów od klimatu, którzy biorą duże pieniądze, za to, że przeczą faktom dotyczącym zmian klimatycznych wywołanych głównej mierze przez indywidualną motoryzację. Najbardziej wstrząsające zaś są prognozy klimatyczne firm ubezpieczeniowych, które musza się trzymać faktów, jako, że w przeciwnym razie poniosłyby zbyt duże straty.
Kiedy jednak przyjrzymy się wydarzeniom, poczytamy wskaźniki, pooglądamy telewizję, to dojdziemy do wniosku, że świat się zmienia i to bynajmniej nie za sprawą rewolucjonistów. W przyspieszonym tempie rośnie przepaść między biednymi i bogatymi. Władza przechodzi z rąk polityków poszczególnych krajów w ręce korporacji światowych, posiadaczy kapitału. Prywatyzacja odbiera demokratycznie wyłonionym władzom resztki wpływu na gospodarkę, a więc i na los obywateli. Praca staje się towarem, której cenę ustala w coraz większym stopniu globalny rynek, więc realne płace spadają. Wszystkie te zmiany są projektowane, zapowiadane, wymuszane i legitymizowane przez wyznawców wolności gospodarczej, czyli globalnego zniewolenia. [oto podręcznikowy przykład dwójmyślenia – przyp. mój] Głoszą je neokonserwatywni liberałowie w imię prawa naturalnego, bo to przecież naturalne i zgodne z Boskim porządkiem, że wielka ryba zjada małą rybę. Robią to też i socjaldemokraci oraz soc-liberałowie, powołując się na potrzebę modernizacji, czyli nadążania za zmianami na gorsze wprowadzanymi przez liberałów i wymaganymi przez korporacje.
Rzeczywistość jakże ironicznie przyznaje alter-globalistom rację: Inny świat jest nie tylko możliwy, on się staje inny na naszych oczach, w zastraszającym tempie, tylko, że nie są to zmiany na lepsze, ale na gorsze. Inny owszem, ale nie lepszy tylko gorszy. Dlaczego? Bo kapitał jest potężny, a ludzie słabi? Przypisywanie przewagi, jaką mają dzisiaj posiadacze kapitału nad posiadaczami kartki wyborczej, obywatelami, jedynie nagiej sile, jest nieprawdziwe. Obecna pozycja korporacji i słabość władzy publicznej to wynik decyzji podejmowanych przez parlamenty i reprezentujące je rządy w takich
organizacjach jak WTO, Unia Europejska czy MFW. Większość tych decyzji była w parlamentach przegłosowywana i wyjaśniana opinii publicznej. Obywatele w swej większości do dzisiaj głosują na polityków, którzy oddają ich w niewolę światowym koncernom. Dzieje się tak, dlatego, że ludzie, którym jest źle zawsze gotowi są popierać zmiany. Ponieważ ludziom na świecie pod wpływem tych zmian żyje się coraz gorzej, tym większa ich gotowość do popierania zmian właśnie. Paradoks polega na tym, że konkretne propozycje zmian mają wyłącznie konserwatyści. Neoliberalna rewolucja, torująca drogę globalnej władzy światowych korporacji ma swoje manifesty, ośrodki naukowe i propagandę. Jej cele są spójne, a argumenty powtarzane po tysiąckroć we wszystkich coraz bardziej prywatnych a coraz mniej publicznych mass mediach.
Tej sugestywnej wizji, jedynie słusznej drodze prywatyzacji, deregulacji, uelastycznienia rynku pracy (mniejsze pensje, dłuższy czas pracy), obniżonych podatków i zanikania redystrybucyjnej funkcji państwa, ani rewolucjoniści ani alterglobaliści nie przeciwstawili jak dotąd wiele więcej poza jałowym "Nie! No pasaran!". Dla tego naszego ,,Nie!" mamy, trzeba przyznać wiele sensownych uzasadnień. Radykalna lewica przypomina jednak coraz bardziej szalonych proroków zapowiadających Apokalipsę i nawet nie próbujących wskazać drogi zbawienia. Program neoliberalny jest jednym wielkim absurdem, jego recepty na światowe i społeczne bolączki przypominają gaszenie pożaru benzyną. Tyle tylko, że najgłupszy nawet program zmian wyprze brak programu. Tak, więc reakcjoniści z całym spokojem wykorzystują wiarę w postęp (nieuchronność i potrzebę zmian), aby cofnąć ludzkość w mroki średniowiecza, gdzie dobro publiczne ulega prywacie, a podboje stają się ważniejsze od systemów podatkowych i budżetu.
Alterglobaliści dostrzegają interes zbiorowości ludzkiej, lokalnej i globalnej, chętnie wypowiadają słowo ludzkość, ale nie proponują tym kolektywom programu działania. Liberałowie odwołują się do jednostki, jej ambicji, energii, chęci dominowania nad innymi jednostkami, aby w końcu tworzyć ład globalny organizujący życie ludzkości pod dyktando maksymalizacji zysków przez coraz mniej licznych i coraz bogatszych. Jednostka w tym ,,nowym wspaniałym świecie" ma do odegrania bardzo poślednią rolę, zostaje wtłoczona w zuniformizowana masę konsumentów, zasobów ludzkich (tak się teraz nazywa niegdysiejszy proletariat) a coraz częściej bezrobotnych i wykluczonych ze społeczeństwa.
Między humanitarnym pochlipywaniem przeciwników neoliberalnej globalizacji, a kłamliwymi hasłami zwolenników wyzwolenia jednostki (od państwa) pojawia się oferta, która proponuje wspólnotę wymierną, znaną: naród oraz instrument realizacji jego interesu: państwo narodowe. Ci, którzy już wiedzą, że nie będzie im dane ,,poznać siły swoich pieniędzy", a jedynie cudzych, którym niewiele mówi pojęcie ,,ludzkości", mają nadzieję zmieścić się w kolektywie zwanym narodem. Nawet głupi, brudny i biedny wciąż pozostaje Polakiem, a nie np. brudnym Rumunem, rosyjskim pogrobowcem Stalina czy niemieckim spadkobiercą Hitlera. Patriotyzm ekonomiczny, szczególne preferencje dla ,,strategicznych" działów gospodarki, próby kontrolowania i ograniczania władzy zagranicznych koncernów, utrzymanie w jakimś zakresie polityki socjalnej państwa, wszystko to pozwala na chwilę powstrzymać zwycięski pochód neokonserwatywnej, globalnej rewolucji kapitału. Wkrótce jednak musi się okazać, że suwerenność w zglobalizowanym świecie jest złudzeniem, a naród podzielony na klasy nie jest solidarny.

W miarę jak burżuazyjna demokracja okazuje się fikcją, rewolucja – oddolna mobilizacja mas staje się imperatywem. Aby jednak do tego doszło potrzebne jest nakreślenie alternatywy dla kapitalizmu. Jeżeli rewolucjoniści nie zaczną rozmawiać o tym, jaki inny świat jest możliwy, jakiego chcemy, jeżeli nie rozpoczniemy dyskusji o socjalizmie, będziemy nadal przegrywać. Trudno, bowiem kogokolwiek namówić do wyruszenia w drogę, której celu nikt nie zna.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-10 16:09:46

Czy kapitalizm jest reformowalny?

Piotr Ikonowicz:

Czy kapitalizm jest reformowalny?

Kapitalizm to system oparty na absurdalnym założeniu, że jeżeli maksymalna liczba jednostek będzie działała na szkodę innych to przyczynią się dla dobra wspólnego. Tam gdzie istnieje państwo i demokracja, dążenie do maksymalizacji prywatnego zysku napotyka na barierę w postaci regulacji prawnych broniących interesów wspólnoty i poszczególnych słabszych jednostek.

Dlatego piewcy wolnego rynku domagają się deregulacji, czyli wyzwolenia realizującego wyłącznie swój egoistyczny interes przedsiębiorcy z „okowów” demokratycznych ograniczeń. Janusz Palikot powiedział w swym wystąpieniu bardzo ważne słowa, nazywając kapitalizm „nieludzką i bezlitosną religią”. Jednocześnie sądzi on, że ten nieludzki system można zreformować, że wystarczy korekta, aby zaczął działać dla dobra wspólnego. Jednak broszura kolportowana na Kongresie 1 majowym w Sali Kongresowej nosi tytuł Nowe Porozumienie Społeczne. Takie porozumienie to nic innego jak uzgodniona przez obywateli regulacja właśnie. Pytanie zatem, czy można zawrzeć umowę społeczną, która ograniczałaby ucisk słabszych przez silniejszych oparty o mit wolnego rynku?

To co dziś lubimy nazywać neoliberalizmem to jest w istocie ekonomia neoklasyczna, która powstała w oparciu o idealny model rynku, na którym konkuruje ze sobą olbrzymia ilość podmiotów gospodarczych, na tyle małych, że nie mają wpływu na ceny, płace, koszty wytwarzania. Według tej teorii funkcjonowanie gospodarki polega na reagowaniu na wskazówki rynku, a w ostatniej instancji – konsumenta. Kiedy z takiej czy innej przyczyny reakcja na te wskazówki jest niedoskonała lub nieodpowiednia, może zaistnieć potrzeba, by rząd udoskonalił wskazówki albo uzupełnił reakcję, tak by była ona bardziej zgodna z interesem publicznym. Przedsiębiorstwa dobrze reagują na wskazówki rynku oraz konsumentów w przypadku heroiny, usług erotycznych oraz czynników rakotwórczych. Reakcji takiej nie uznaje się jednak za społecznie pożądaną, moralną czy zdrową i tu jest miejsce na regulację. Często jednak państwo podejmuje interwencje nie w interesie publicznym, lecz w interesie wielkich korporacji prywatnych. Najbardziej dobitnym przykładem jest rozdęty poza granice możliwości budżet zbrojeniowy USA, który służy głównie zaspokojeniu potrzeb prywatnych przedsiębiorstw, a które prezentuje się jako realizację interesu publicznego. Nie sposób uwierzyć, że dysproporcje między rozwojem budownictwa mieszkaniowego a wydatkami zbrojeniowymi są wynikiem woli konsumenta.

Kontrola jednostki – jako konsumenta i obywatela – nad systemem gospodarczym nie znaczy, że władza jest rozdzielona równomiernie. Człowiek który wydaje w ciągu roku 200 000 zł. decyduje – poprzez rynek – z dziesięciokrotnie większą siłą niż ktoś, kto wydaje tylko 20 000 zł. Dla demokratycznej wyobraźni jest to usterką systemu. W procesie sprawowania władzy niektóre jednostki są równiejsze od innych. W rezultacie system zamiast dostępnych usług medycznych, opiekuńczych, mieszkaniowych, dostarcza niezliczoną ilość rodzajów męskich dezodorantów.

Wpływ jaki korporacje mają na rząd jest jednak skrzętnie ukrywany, w myśl zasady, że najsilniejsza władza to ta, której nie widać. Klasycznym przykładem zdobywania publicznego poparcia dla prywatnych celów jest spłacanie ze środków budżetowych zadłużeń instytucji finansowych powstałych w wyniku intratnych spekulacji. Zasada prywatyzacji zysków i nacjonalizacji strat znalazła tu swoje najwyraźniejsze odzwierciedlenie. Proces ten ukazał, że nie tylko nie ma wolnego rynku, na którym opiera się teoria panującego systemu, ale nie ma też demokracji rozumianej jako kontrola obywateli nad publicznymi pieniędzmi, co gwarantowałoby ich wydatkowanie na cele publiczne, a nie prywatne.

Jak głosi jedna z kardynalnych zasad ekonomii klasycznej wyrażona w prawie rynków Saya, produkcja sama tworzy popyt wystarczający do jej nabycia. Tak jednak już dawno nie jest. Robotników budowlanych w Polsce i większości innych krajów nie stać na kupowanie mieszkań, które budują, kryzys nadprodukcji jest wynikiem niedostatecznej siły nabywczej ludności, czego nie da się zbyt długo kamuflować systemem kredytowania konsumpcji, bo prędzej czy później kończy się to krachem.

Kiedy więc Janusz Palikot rzuca hasło pełnego zatrudnienia to odwołuje się albo do teorii neoklasycznej, w której równowaga gospodarcza między produkcją a siłą nabywczą pozwalającą na wykupienie wytworzonych produktów była ustalona na takim poziomie , przy którym zatrudnieni byli wszyscy chętni do pracy i użyteczni pracownicy; albo na keynesowskiej teorii ekonomii popytowej, w której decydująca w tworzeniu efektywnego popytu jest inwestycyjna rola państwa. Balcerowicz, zgodnie z teorią neoklasyczną uważa, że rynek powinien ustać cenę pracy, wtedy gdy jest bezrobocie powinny one spadać aż osiągną poziom równowagi i pełnego zatrudnienia. Na taki, głodowy poziom płac nie ma jednak przyzwolenia społecznego, czego wyrazem jest istnienie w krajach demokratycznych instytucji płacy minimalnej. Palikot idzie więc w kierunku Keynesa i ostatnich pomysłów Baracka Obamy, mówiąc, ze państwo powinno budować fabryki generując zatrudnienie i popyt będące impulsem dla rozwoju gospodarki. Widząc, że rynek, czy też dyktat korporacji nie zapewnienia pełnego wykorzystania najważniejszego zasobu gospodarki jakim jest praca, odwołuje się do państwa, czym zrywa z liberalizmem gospodarczym w jego neoklasycznym, archaicznym balcerowiczowskim wydaniu.

Palikot atakuje państwo za jego niesprawność i zbiurokratyzowanie. W rzeczywistości jednak głównym problemem jest fakt, iż służy ono interesom partykularnym prywatnych wielkich korporacji i wąskiej elity uprzywilejowanych beneficjentów transformacji ustrojowej kosztem dobra ogólnego. Do sformułowania takiej tezy, która w Europie Zachodniej jest już dość banalną obiegową konstatacją, Ruch Palikota jeszcze nie dojrzał. Wiele jednak wskazuje na to, że logika kryzysu społecznego i gospodarczej niewydolności systemu go do niej doprowadzi. A wtedy „korekta kapitalizmu” może się przerodzić w zakwestionowanie rynkowej mitologii.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-10 15:44:07

Tour de France. Hollywoodzka historia Nairo Quintany

Anka Górska:

poszłabym na film o nim
dzisiaj na Tour de France „czasówka”, więc nawet bardziej niecierpliwi mogą popatrzeć na kolarzy, bo to tylko 33km. Michał Kwiatkowski nadal ma szansę na dobry wynik.

Tour de France. Hollywoodzka historia Nairo Quintany

Ta opowieść może posłużyć jako scenariusz kolejnego kinowego wyciskacza łez – żyjący w skrajnej biedzie młody chłopiec dostaje rower. Od tej pory postanawia sobie, że wyrwie się z piekła, w którym żyje, i zostanie kolarzem. Ma w sobie tyle uporu, że nawet największe niepowodzenia nie są w stanie odebrać mu motywacji. Udaje mu się. Pod koniec filmu, w wieku 23 lat, zostaje rewelacją w Tour de France. W środę w 'Wielkiej Pętli' czasówka – relacja na żywo na Sport.pl od 15.

Źródło
Opublikowano: 2013-07-10 09:50:00

Matka i córki, czyli survival

Piotr Ikonowicz:

Matka i córki, czyli survival

Córka Agnieszki jest spoko. Ma 12 lat i mimo, że nie ma jeszcze podręczników daje radę. Pożycza książki od koleżanek. Zapisała się do biblioteki i lekcje odrabia regularnie. Agnieszka nie kupiła jeszcze dziewczynkom książek do szkoły, bo spłaca zadłużenie powstałe zeszłej zimy z powodu ogrzewania prądem mieszkania.

Mieszkanie przydzieliło miasto, ale bez c.o., więc samotnie wychowując cztery córki, Agnieszka walczy na wielu frontach. A przecież idzie zima i rachunki za elektryczność znów poszybują niebo. W banku żywności gdzie zaopatrywała się w takie podstawowe produkty jak mąka, kasza, cukier, ryż, makaron, nie ma nic. Miasto stołeczne Warszawa zbudowało dwa stadiony i przestało dofinansowywać fundacje niosące pomoc żywnościową najuboższym. Z mąki Agnieszka piekła chleb i bułki, wychodziło taniej niż pieczywo w sklepie. Na zebraniu rodziców znów wytykanie. Kto ile zapłacił na komitet rodzicielski. Dotacja oświatowa obcięta. Rodzice muszą się składać na zajęcia dodatkowe. Basenu dla drugich klas tez już nie ma, bo miasto oszczędza. Do nie płacących rodziców, ci którzy płacą wystosowują listy. Grożą, jak nie zapłacicie na komitet to wasze dziecko, jako jedyne nie dostanie nagrody na zakończenie roku szkolnego. Wtedy jest jeszcze jedno wyjście. Oszczędzić dziecku upokorzenia i nie wysyłać go na wręczenie świadectw. Odbierze się w sekretariacie.

Dziewczynki są zdolne. Mimo trudności materialnych znakomicie się uczą. Próbują nadrabiać dystans do rówieśników, lepszymi wynikami w nauce. Uczęszczają do ogniska młodzieżowego, gdzie zdobywają liczne nagrody, na przykład w konkursach fotograficznych. Kiedy jednak dochodzi do udziału w finansowanych przez miasto zajęciach sportowych i Agnieszka decyduje o wysłaniu jednej z córek na jazdę konną, dowiaduje się, że te akurat zajęcia nie są odpowiednie dla jej córki. Konie są dla dzieci zamożnych rodziców. Więc nici z realizacji marzenia najmłodszej córeczki. Dziecko dokładnie poznaje swoje miejsce w społecznej hierarchii, mimo starań, jest zawsze na samym dole. A pani wychowawczyni w szkole nie waha się przy całej klasie wyczytywać nazwisk dzieci wytypowanych do dofinansowania obiadów. Po tym wydarzeniu dziewczynki nie chodzą do stołówki, wolą głód niż wstyd. Jedzą swe skromne drugie śniadania na uboczu, żeby nie było widać, jak skromne.

Początek roku szkolnego to dla matki i jej czterech córek trudny okres. Znowu trzeba będzie wysłuchać opowieści koleżanek i kolegów o wakacyjnych wojażach i przygodach i jakoś wykręcić się od opowiadania, co się przez te dwa miesiące robiło. Szkoła odcięta od budżetowego wspomagania będzie przez córki słać do Agnieszki listy na co z kolei powinna wpłacić. Bo przecież zaczną się wycieczki, a zamożniejsi rodzice okażą się jak zwykle niewyczerpani w pomysłach, na co z kolei trzeba się teraz składać, bo to przecież bardzo potrzebne i inne szkoły, klasy już to mają. Agnieszka nie reaguje na tą finansową korespondencję, bo zwykle tych kartek i monitów córki jej w ogóle nie przekazują. Nie chcą jej dodawać zmartwień, a i wybuchów bezsilnej złości ze strony matki też wolałyby uniknąć.

Agnieszka pracuje, gotuje, sprząta, pierze, chodzi do opieki żebrać o zasiłki, załatwia w urzędach dodatek mieszkaniowy, użera się z czyhającymi na każdy zarobiony grosz komornikami. „Bierze na klatę” docinki i pouczenia urzędników, pań z opieki, windykatorów. Jeszcze nie tak dawno, bo jakieś cztery lata temu mieszkała z dziewczynkami w Markocie. Drogę na wolność z tego koszmaru wyrąbała sobie zajmując pustostan, imając się wszelkich zajęć zarobkowych, jakie tylko wpadały w ręce. Próbowano ją zapędzić z powrotem do tego getta dla wiecznie bezdomnych, ale się oparła. Ot fart. Porządny burmistrz, telewizja, jacyś społecznicy i zamiast wracać do miejsca gdzie na dwieście osób przypadały dwa kible i dwa prysznice, dostała mieszkanie komunalne. Teraz toczy walkę, żeby mimo konieczności ogrzewania prądem, opłacać regularnie czynsz i nie stracić tych dwu pokoi, które wraz z córkami zajmuje. Swojego miejsca na ziemi. W ogniu tej walki ukończyła szkołę średnią dla dorosłych i przygotowuje się wraz z jedną ze swoich dziewczyn do matury.

Jest dumna ze swoich dziewczyn. Jest dumna, że je uratowała, ale konieczność ciągłych wyrzeczeń odcisnęła na dzieciach swoje piętno. W domu, który jest twierdzą zewsząd atakowaną, w rodzinie, która toczy wojnę ekonomiczną z całym światem, żeby przetrwać, często z byle powodu wybuchają kłótnie. Agnieszka budzi się w nocy, pali papierosy i płacze. Najstarsza się wyprowadziła. A ona się boi czy dziewczyna jest już dość silna. Czy nie narobi jakichś głupot.


Źródło
Opublikowano: 2013-07-02 09:21:37