Mały i wciąż malejący udział płac w PKB na korzyść udziału zysku przedsiębiorstw

Piotr Ikonowicz:

Mały i wciąż malejący udział płac w PKB na korzyść udziału zysku przedsiębiorstw

Nieproporcjonalnie duży udział w polskim PKB mają zyski przedsiębiorstw (51,4% w 2012 r.), a skrajnie mało przypada pracownikom w postaci płac (35,6%). Tylko w czterech innych krajach Wspólnoty udział zysków w PKB przekracza 50%, a niższy odsetek płac odnotowano jedynie w pogrążonej w kryzysie Grecji. Co ważne, w krajach kojarzonych powszechnie z wysokim poziomem życia (ale także z konkurencyjnością i z dobrą kondycją gospodarki) – Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii, Szwecji i Danii, udział płac w PKB przekracza 50%, natomiast udział zysków nie jest wyższy niż 40%.


Źródło
Opublikowano: 2013-11-27 09:53:23

Gdy zwiększa się popyt firmy nie zatrudniają nowych pracowników tylko podnoszą stopę wyzysku tych, których już mają. Dla

Piotr Ikonowicz:

Gdy zwiększa się popyt firmy nie zatrudniają nowych pracowników tylko podnoszą stopę wyzysku tych, których już mają. Dlatego mamy bez zatrudnieniowy wzrost gospodarczy.

Potwierdza to raport NBP: "W ostatnich latach w Polsce „znacznie mniej przedsiębiorstw decyduje się na zatrudnianie nowych pracowników (…) stosując zmiany w przydziale obowiązków lub zwiększenie wymiaru czasu pracy już zatrudnionych pracowników.”


Źródło
Opublikowano: 2013-11-27 09:48:17

Opłaca się inwestować w płace

Piotr Ikonowicz:

Opłaca się inwestować w płace

Wskaźnik stopy zwrotu z inwestycji w kapitał ludzki w Polsce w tym samym roku wyniósł 1,71, tzn. że z każdego złotego zainwestowanego w pracownika, polskie firmy otrzymywały zwrot w wysokości 1,71 zł. Dla porównania, średnia dla Europy od lat nie przekracza 1,2, w USA wskaźnik ten oscyluje w granicach 1,4-1,5, a w gronie kilkudziesięciu krajów objętych badaniem wyższą od Polski wartość miała tylko Rosja.


Źródło
Opublikowano: 2013-11-27 09:40:18

Polityką zajmuję się od lat. Zdarzało mi się ją uprawiać, pisać o niej i rozmawiać. Dlatego potrafię rozpoznać polityczn

Piotr Ikonowicz:

Polityką zajmuję się od lat. Zdarzało mi się ją uprawiać, pisać o niej i rozmawiać. Dlatego potrafię rozpoznać polityczne zabójstwo na zlecenie. Mój były mąż Piotrek, był mordowany w ten sposób już kilka razy. Odżywał. Więc, kiedy przed publikacją w „Nie” zadzwoniła do mnie od kilku lat nie oglądana Małgorzata Daniszewska, z pytaniem, czy Ikonowicz płaci mi alimenty, od razu poczułam krew. Ho-ho – pomyślałam – coś się szykuje. Żona Jerzego Urbana, twierdząc, że zbiera materiały do dużej gazetowej sylwetki Piotra, nie prosiła o numer do niego, nie zadała żadnego innego pytania. Sprawdzała tylko, czy tak jak była żona Janusza Palikota, jestem gotowa byłego męża rozdziobać. Usłyszawszy, że o żadnych alimentach ani innych kwestiach finansowych nie ma między nami mowy – szybko zakończyła rozmowę. Bo pewnie ciężko zrozumieć w świecie hodowców Jaguarów, że można rozstać się, przechorować wielką miłość i nadal się przyjaźnić, wspólnie odpowiadając za wychowanie dzieci. Więc na wszelki wypadek uprzedzam wszystkich chętnych: w sprawie opluwania Ikonowicza proszę do mnie nie dzwonić. Pewnych rzeczy po prostu nie wypada robić.

Zuzanna Dąbrowska


Źródło
Opublikowano: 2013-11-26 11:28:25

Dziękuję. Walka trwa!

Piotr Ikonowicz:

Dziękuję. Walka trwa!

Dziękuję Wam wszystkim, którzy wspieraliście mnie i moją wspaniałą Agatkę w ostatnich trudnych dniach. Myślę, że wyszliśmy z tej próby silniejsi i bardziej zgrani, zaprzyjaźnieni. Żebyście jednak nie sądzili, że to już koniec, przedstawiam Wam nasze plany na najbliższe dni i miesiące.
Plany na najbliższe dni. W tym tygodniu dojdzie do zawarcia porozumienia o współpracy Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej z Warszawska Wspólnota Samorządową. Będzie inicjatywa w sprawie pustostanów w Warszawie. Do laski marszałkowskiej zostanie też zgłoszona przez Twój Ruch, Annę Grodzką i Marszałkinię Wandę Nowicką ustawa o ochronie praw lokatorów i przeciwdziałaniu bezdomności przygotowana prze Agatę Nosal-Ikonowicz, przewodniczącą KSS. Planujemy też z Agatka wyjazd do Ełku na zaproszenie posła Tomasza makowskiego z TR oraz naszych przyjaciół z Ogólnopolskiego Związku Bezrobotnych. Będziemy tam uruchamiać oddział KSS. We czwartek od 11 do 16tej będę miał dyżur w Kancelarii. Są do zatrzymania dwie eksmisje, w tym naszej wspaniałej i bojowej Kingi Wronki, która Warszawa Wawer chce wystawić na bruk mimo obowiązującego okresu ochronnego. Wspólnie z posłem TR Jackiem Kwiatkowskim (tym samym, który razem z Agatka głodował w namiocie pod więzieniem) staramy się o audiencję u burmistrza Wawra pani Koczorowskiej. W kolejnym tygodniu zaprosimy wszystkich członków i sympatyków KSS na spotkanie, na którym podziękujemy szczególnie serdecznie wszystkim osobom, które mnie i Agatę wspierały w tych trudnych dniach rozłąki i postu. Ponadto wspólnie z Ryszardem Kaliszem i jego stowarzyszeniem Dom Wszystkich Polska będziemy prowadzić kampanię na rzecz Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego. Będziemy też planować wyjazdy do tych wszystkich miast w Polsce gdzie zgłosiły się środowiska gotowe poprowadzić oddziały KSS.
Szczególnie ważne są jednak dyskusje nad nowym projektem politycznym na lewicy. W styczniu chcemy odbyć Ogólnopolskie Spotkanie Lewicy, na którym odbędzie się dyskusja programowa i ideowa. Chcemy, aby obecni byli przede wszystkim ludzie czynnie zaangażowani w walki społeczne. Działacze prospołecznych stowarzyszeń, związkowcy, lewicowi intelektualiści. Jednak spotkanie będzie otwarte dla wszystkich. Kampania w sprawie moratorium na eksmisje na bruk i nowelizacji prawa lokatorskiego jakoś związana z moim pobytem w areszcie udowodniła, że opinia publiczna zaczyna się przechylać na nasza stronę. Musimy kuć żelazo póki gorące.

Piotr Ikonowicz


Źródło
Opublikowano: 2013-11-25 06:55:36

Patriotyzm ekonomiczny

Piotr Ikonowicz:

Patriotyzm ekonomiczny

Pomysł, że Polska jest źle urządzona, bo obcy nam mieszają jest wygodny, ale kłamliwy. W Polsce to Polacy Polakom urządzili piekło na ziemi, bo zamiast współpracować rzucili się ochoczo do morderczego wyścigu szczurów. Owszem, międzynarodowe korporacje na tym korzystają, ale to polskie samorządy oddają supermarketom ziemię, na której powstają blaszane, nieestetyczne hale, w których bułka kosztuje mniej niż mąka, z której została wytworzona. Bo nie ma takiej polskiej partii, która by obroniła rodzimy handel przed nieuczciwą konkurencją, zwolnioną przez polski rząd i polski Parlament z płacenia podatków. To nie Hindusi ani Rosjanie oddali w ręce zagranicznego kapitału wszystkie te dziedziny gdzie odbywa się przyspieszona akumulacja kapitału: banki, ubezpieczenia, fundusze emerytalne, handel wielkopowierzchniowy. To polskie, demokratycznie wybrane rządy otworzyły nasz rynek na bezcłowy import drogich leków międzynarodowych koncernów farmaceutycznych, utrzymując wysokie cło na komponenty dla rodzimych zakładów Polfa, które padały jeden po drugim. To wreszcie nasi w Sejmie i w rządzie pozwalają zagranicznych koncernom, które zarabiają na naszym rynku kokosy transferować zyski zagranice, co sprawia, że brakuje kapitału na rozwój rodzimej nauki, technologii, edukacji.
Dlaczego się tak zachowujemy? Bo ludzie, którzy podejmują te decyzje robią to we własnym wąsko pojętym, egoistycznym interesie. A przecież panująca neoliberalna doktryna to właśnie zaleca. Wyniosła wręcz egoizm na sztandary i ołtarze. Nie ma czegoś takiego jak dobro publiczne, bo wspólne to przecież według liberałów niczyje. Ci nieliczni dorobieni biznesmeni, którzy maja jakiś kapitał zdobyli go na wpuszczaniu do kraju tzw. inwestorów, którzy biorą rynek, nie dając nic w zamian. Dają jednak tym, którzy uchylają bramę. Tak jak się daje napiwek odźwiernemu. Dla przykładu jeden fakt. Państwowe France Telecom przejął państwową Telekomunikację Polska, która miała się okazać jedyną dochodowa częścią tego koncernu. Pośredniczył Jan Kulczyk, najbogatszy Polak, który w wyniku pośredniczenia w tej międzyrządowej operacji stał się znaczącym udziałowcem. Po czym zatrudnił w charakterze doradcy byłego prezydenta RP, Aleksandra Kwaśniewskiego. Jeżeli to wszystko jest zgodne z prawem, to natychmiast trzeba będzie to prawo zmienić. Inaczej zostaniemy goli i bosi.
W Europie, tej zjednoczonej, nowoczesnej i kosmopolitycznej karierę robi nowe zjawisko – „patriotyzm ekonomiczny”. To on kazał Włochom przenieść zakłady Fiata, najwydajniejsze i najbardziej dochodowe z Tychów z powrotem do Italii. A francuskiemu rządowi interweniować przeciwko wrogiemu przejęciu kluczowych dla gospodarki firm w rodzaju Gaz de France.
Tymczasem Lech Wałęsa, ten legendarny przywódca sierpniowych strajków zachęcał zagranicznych inwestorów do wejścia do Polski obiecując możliwość zapłacenia polskim pracownikom jak najmniej. Obecny prezydent nie może się nachwalić „dzielności” Polaków gotowych ciężko i wydajnie pracować za głodowe pensje. W kraju gdzie czeka chłonny, w żaden sposób niechroniony rynek zbytu i zdyscyplinowana tania siła robocza, musi prędzej czy później pojawić się kapitał, a potem nędza. Bo nie wystarczy produkcja, wzrost dochodu, jeżeli ludzie nie mają za co kupować, zaspokajać swych podstawowych potrzeb życiowych, mieszkaniowych, edukacyjnych, zdrowotnych czy kulturalnych.
Patriotycznym obowiązkiem ministra pracy i prezydenta jest troszczyć się by w naszym kraju ludzi było stać na urlopy wypoczynkowe, z których jednak trzy czwarte społeczeństwa nie korzysta, bo nie może. Dbający o dobro publiczne minister finansów musi starać się o to, by kapitał wypracowany w kraju był w tym kraju inwestowany w rozwój, tworzenie miejsc pracy, a nie transferowany zagranicę.
Wydając coraz mniej na naukę, kulturę, edukację, nie gonimy państw rozwiniętych tylko się od nich oddalamy. Istnieje nowa wersja dowcipu o wkręcaniu żarówki, która ilustruje poziom neoliberalnego skretynienia naszych elit: „ilu Polaków trzeba do wkręcenia żarówki? Żadnego. Rynek to zrobi”. No i nie zrobił. Nie da się pozostawić tworzenia miejsc pracy firmom prywatnym, bo one w 96% zatrudniają do 9 pracowników, marnie płacą, nie kooperują ze sobą, nie inwestują, nie eksportują i nie są innowacyjne. Bez aktywnej roli państwa w gospodarce nigdzie żaden rozwój się na świecie nie dokonał. Zaciskanie pasa nic tu nie da, bo pieniądze zaoszczędzone na płacach i podatkach i tak trafiają na prywatne konta gdzie są gromadzone, inwestowane w bezpieczne obligacje, a nie w rozwój ekonomiczny kraju. Problemu nie rozwiązuje również giełda, która podnosi poziom ryzyka, nie dając spodziewanych funduszy na rozwój. Nie mówiąc już o tym, że nasz tzw. rynek kapitałowy jest tak płytki, że jest co najwyżej źródłem spekulacyjnych dochodów kilku większych graczy, a nie motorem postępu i rozwoju. Najlepszy dowód, że nikt w Polsce nie podejmuje decyzji inwestycyjnych kierując się indeksami giełdowymi.
Są kraje, które skutecznie wydobywają się z zacofania, podejmując odważne, suwerenne decyzje gospodarcze. To wybijanie się na taka suwerenność bywa kosztowne i karane przez międzynarodowe instytucje finansowe, które stoją na straży interesów najsilniejszych graczy na globalnym rynku. Jednym się udaje, innym nie. Ale nikt nigdy nie dokonał skoku gospodarczego słuchając grzecznie recept Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego czy Światowej Organizacji Handlu. Żeby takiego skoku dokonać trzeba rządu, który będzie emanacją interesów większości polskiego społeczeństwa, która na dotychczasowym modelu rozwoju zależnego i peryferyjnego traci. I tylko taki rząd będzie dość silny. Silny poparciem swych obywateli. Jak w Islandii.


Źródło
Opublikowano: 2013-11-23 09:03:05