Filozofia na wygnaniu | Filozoficzny węzeł gordyjski – Polityka.pl

Tomasz Markiewka:

Agnieszka Krzemińska z "Polityki" na propozycję przywrócenia bezpłatnego drugiego kierunku studiów odpowiada, niezbyt mądrze, za ministerstwem tak: "Zresztą ze statystyk wynika, że 10 proc. najlepszych studentów, którzy już dziś mają prawo do bezpłatnego studiowania drugiego kierunku, wcale nie tak chętnie z niego korzysta". Ludzie nie korzystają z tego prawa, bo tak naprawdę jest ono w pewnym sensie ściemą – na drugi kierunek idzie się w ciemno, nie wiedząc, czy się za niego zapłaci, czy nie! Rzetelna dziennikarka powinna takie rzeczy sprawdzać.

Filozofia na wygnaniu | Filozoficzny węzeł gordyjski – Polityka.pl

Sprawa likwidacji studiów filozoficznych w Białymstoku każe otworzyć oczy na problem dużo szerszy: stanu i perspektyw całej polskiej humanistyki.

Źródło
Opublikowano: 2014-01-30 09:34:16

Chciwość – etyka biznesu

Chciwość – etyka biznesu

WOJNA TO POKÓJ, WOLNOŚĆ TO NIEWOLA, IGNORANCJA TO SIŁA, takie hasła ujrzał Winston Smith Orwellowski bohater „Roku 1984” na fasadzie Ministerstwa Prawdy. Hasła te szokują, bo są sprzeczne z logiką i moralnością każdego praktycznie społeczeństwa. Gdy jednak oglądam programy biznesowe (to nowa nazwa gospodarki) , których do znudzenia próbuje się nam wmówić, że CHCIWOŚĆ JEST DOBRA, potwierdza się moja głęboka obawa, że ideologowie nowego wspaniałego świata poszli śladem totalitarnego wzorca ogłupiania poprzez powtarzanie oczywistych absurdów tak często aż staną się prawda, której nikt odważy się podważyć. Stalinowska propaganda, którą w swojej wizji opisywał Orwell miała uzasadnić wszechwładze partii – wielkiego Brata. Propaganda współczesnego kapitalizmu uzasadnia rosnącą władzę bogacącej się mniejszości kosztem coraz bardziej spauperyzowanych mas. Metoda ta polega na całkowitej kontroli nad świadomością jednostki tak aby bez szemrania akceptowała ona swój marny los i wierzyła, że wszelkie doznane niepowodzenia wynikają z winy tego kto przegrywa. Zasadniczą rolę odgrywa tu proces myślowy identyfikowania się z tymi, którzy dzięki chciwości i brakowi skrupułów wspięli się na szczyt i braku poczucia wspólnego losu i utożsamienia z podobnymi do siebie biedakami. Człowiek, który dowiaduje się już w szkole na lekcjach Podstaw Przedsiębiorczości, że bieda jest wynikiem nieudolności, bezrobotni to po prostu lenie, zaczyna gardzić sobą i tym bardziej sobie podobnymi ofiarami systemu, w którym dbałość wyłącznie o swoje jednostkowe interesy jest niepodważalnym dogmatem.
Wśród pojęć szczególnie dziwacznych i przerażających znajduje się lansowana ostatnio w mediach Etyka Biznesu. Ten oczywisty oksymoron (pojęcie wewnętrznie sprzeczne jak jasna ciemność czy gorący lód), jest po kryzysie wywołanym bezprecedensowym pokazem chciwości i braku wyobraźni sektora finansowego w Stanach Zjednoczonych, próbą odbudowy zaufania do spekulantów, za których rozpasanie musieli ostatnio tak słono płacić podatnicy nie tylko w USA, ale i w Europie. Przy okazji komentowania nowego filmu Oliviera Stone’a o nowojorskiej giełdzie krytycy filmowi z zachwytem zauważyli, że pewien aktor hollywoodzki nie tylko pozwala producentom filmów zbijać kasę, ale sam „zainwestował” na giełdzie 20 000 dolarów, aby w krótkim czasie wzbogacić się o 400 000 dolarów. Ten akt czystej spekulacji, który nazwano inwestycją, wydał się dziennikarzom polskiej telewizji godny najwyższego podziwu. Tymczasem etyka ludzka w odróżnieniu od etyki biznesu każe mieć pewność, że na końcu spekulacyjnego łańcucha jacyś biedni ludzie musieli zapracować na te pieniądze, że po prostu wyjęto je z ich kieszeni włożono do kieszeni tzw. inwestora. Jest to tym bardziej komfortowe im mniej spekulant (inwestor) wie o swoich ofiarach., To nie on wydłużał im czas pracy czy obniżał wynagrodzenie. Pieniądze krążyły w rytmie elektronicznych impulsów po świecie tak szybko, że nikt nigdzie nie zdążył wbić łopaty w ziemię by rozpocząć jakąkolwiek inwestycje. Przedstawiciele etyki biznesu twierdzą, że nie ma darmowych obiadów, że za wszystko co konsumujemy ktoś płaci. Wypada się zgodzić. Za zyski spekulantów płacą ludzie, którzy żyją z trudem od pierwszego do pierwszego. To oni fundują te homary i ferrari.
Im większe bogactwo jest skoncentrowane w rękach coraz mniej licznych członków elity, tym większa też następuje koncentracja władzy w środkach przekazu. Dopóki płace ludzi pracy rosły wolniej niż zyski posiadaczy kapitału, uzasadniano to tym, że mimo wszystko rośnie siła nabywcza tych na dole. Od dłuższego jednak czasu siła nabywcza płacy roboczej pozwala na zaspokojenie coraz mniejszej liczby potrzeb pracownika i jego rodziny. Wiele osób podejmuje dziś w Polsce zatrudnienie, które pozwala im jedynie wolniej się zadłużać, bo płaca robocza nie pozwala na równoważenie domowych budżetów. Odmowa podjęcia takiej pracy kończy się szybszym wykluczeniem społecznym. Jej podjęcie jedynie opóźnia proces wykluczenia. Przez długi czas ci, którzy nie mogli pokryć wydatków na zapłacenie rachunków i utrzymanie rodziny z płacy roboczej, otrzymywali pomoc państwa. Innymi słowy w wyniku redystrybucji dochodów, bogatsi obywatele musieli się złożyć na równoważenie budżetów domowych najbiedniejszych. Dziś jednak, kiedy elementem panującej ideologii jest przede wszystkim chciwość, a biednych przybywa w zastraszającym tempie, obniża się podatki. To powoduje rosnący deficyt finansów publicznych. Więc tnie się wydatki socjalne, aby zrównoważyć budżet. Przedkłada się równowagę budżetu państwa nad równowagę budżetów domowych.
Próby oprotestowania tego jawnie krzywdzącego sposobu podziału dochodu narodowego, który mimo kryzysu w Polsce przecież rośnie, piętnowane są jako postawa roszczeniowa i populizm. Jej rzecznicy nie są dopuszczani do debaty publicznej w mediach. A przecież dzisiejsze roszczenia zwykłych ludzi są naprawdę bardzo skromne. Chcą zwyczajnie przetrwać. W tym celu musieliby się jednak zorganizować. A to wymaga, aby przestali wierzyć w to, że chciwość jest dobra. Dziś zmasowana propaganda elit czyni nie do pomyślenia nie tylko jakąkolwiek alternatywę wobec systemu, ale nawet to, że kapitalizm jest reformowalny.

Ikonowicz


Źródło
Opublikowano: 2014-01-30 06:59:40

KDT: Porządek panuje w Warszawie

KDT: Porządek panuje w Warszawie

Kilkadziesiąt kobiet ubranych w żółte kamizelki z napisem Kupieckie Domy Towarowe stoi przed głównym wejściem i śpiewa o słusznej walce i o zwycięstwie. Jest 8 rano 21 lipca 2009 r. W centrum Warszawy rozpoczyna się eksmisja, której skutkiem, jak głoszą wielkie transparenty wywieszone na zewnątrz blaszanej hali Targowej, będzie utrata pracy przez 2000 warszawiaków.
Zaczynali od handlu z łóżek polowych, blaszanych szczęk pod Pałacem Kultury, aby po porozumieniu z władzami miasta złożyć się na budowę tej hali. Miała być tymczasowa i w projekt nowego domu towarowego kupcy z KDT zainwestowali wiele milionów złotych. Teraz te pieniądze i nadzieje na dalsze normalne życie mają lec w gruzach. Komornik uzbrojony w wyrok sądu otoczony setkami pracowników Agencji Ochrony „Zubrzycki” domaga się opuszczenia hali. „Zubrzycki” to firma ochroniarska specjalizująca się w walce ze stadionowymi chuliganami. Już pierwszy szturm na jedno z 8 wejść do hali KDT pokazuje, że nie przyszli tu niczego chronić, lecz walczyć. Mimo użycia gazu atak zostaje odparty, a krztuszący się i płaczący obrońcy wołają ochrypłymi głosami: „Rodacy pomóżcie!” Wchodzę do środka. Niestety chyba tylko ja jeden. Tłum gapiów pomstuje, ale jest jak najdalszy od przyłączenia się do obrony. Pierwsze, co się rzuca w oczy to materace. Najwidoczniej część spośród około dwustu obrońców KDT spędziła ostatnią noc w swoim miejscu pracy. Na miejscu też spotykam wewnętrznych ochroniarzy KDT, którzy do końca są na posterunku. Stanowią część załogi broniącej KDT. Kierują obrońców do kolejnych atakowanych wejść, obstawiają biuro zarządu. W razie przegranej, oni też będą musieli szukać nowej pracy.
Hala jest otoczona kordonem ochroniarzy i straży miejskiej. Policjantów jest zaledwie garstka i stoją z boku. Kupcy wiedzą już, że agencja ochrony przekracza swoje uprawnienia. Dzwonią, więc po policję w naiwnej wierze, że ich obroni przed „bandziorami” od Zubrzyckiego. Tymczasem zamiast odsieczy następują kolejne ataki. „Waleczni” ochroniarze wyłamują drzwi. W ich miejsce obrońcy stawiają barykadę. Z płyt wiórowych, drzwi od toalet, szaf, wszystkiego, co wejdzie pod rękę. Wszystkim, młodym mężczyznom broniącym wejść, starszym wylęknionym kobietom, dziennikarzom gaz coraz bardziej daje się we znaki. W całej hali oddychanie staje się coraz trudniejsze i trudno zrozumieć, że kolejne ataki są odpierane, bo przy wejściach prawie nic nie widać od gazu. Wbrew nadziejom, na stoiskach z militariami nie ma masek przeciwgazowych.
Młodzi mężczyźni z nasączonymi wodą chustkami na twarzach toczą swój wielki bój. Nie dopuszczają do siebie myśli, że ta walka jest już przegrana. Zbyt są zajęci odbudową kolejnych barykad, rzucaniem, czym popadnie w nacierającą ochronę. Polewaniem napastników wodą z sikawek. Śpiewają hymn, rotę i głośno odmawiają Ojcze nasz i nie mogą się nadziwić, że bycie Polakiem jakoś nie chroni przed niczym. Zdziwień jest tu zresztą o wiele więcej. To wszak oni na początku transformacji „uchwycili swój los we własne ręce” i zamiast ustawiać się w kolejce po zasiłek zamienili państwowe posady na handel uliczny. Zanim liberałowie zaczęli się nimi brzydzić jako nie dość europejskimi, byli ich ulubionym podmiotem społecznym przeciwstawianym zsowietyzonym masom, które oglądają się ciągle na pomoc państwa. Spotykam starego znajomego z „Solidarności”, który z uśmiechem mówi wskazując na chmury gazu – Jak za dawnych dobrych lat!. Co? A ty co tu robisz? pytam. Jak to co? Ja kupiec jestem i pobiegł z wielką płytą na pobliską barykadę.
Po dołujących doniesieniach medialnych, że to kupcy sami na siebie rzucili gaz i zaatakowali biednych ochroniarzy, przychodzi kolej na wieści krzepiące. Obrońcy powtarzają jeden drugiemu, że wystarczy, że wytrzymają do 11-tej, a wtedy w Sejmie będzie wielka konferencja, która przyniesie ratunek. Posłowie mają poprosić o pomoc ministra Schetynę. Ale posłów tu nie ma. Jest dwóch radnych z PiS. Mówi się, że na rozmowy z kupcami jedzie już wojewoda. Większość moich rozmówców zarzuca miastu złą wolę i niechęć do kupiectwa w ogóle.
Dlaczego nie dogadaliście się z miastem w sprawie budowy nowego domu handlowego? pytam. Miasto twierdzi, ze to wasza wina…
Najpierw był zespół negocjacyjny. Cechą charakterystyczną tego tworu był zakaz protokołowania czegokolwiek. Przedstawiliśmy 28 projektów umowy, wyjaśnia wiceprezes KDT Agnieszka Koszewska. Bez odzewu. Wreszcie wiceprezydent Jakubiak dał nam parafowany przez miasto projekt umowy, w którym nie można już było zmienić ani przecinka. Umowa była tak skonstruowana, że uniemożliwiała nam sfinansowanie inwestycji z kredytu bankowego. Czyli była to oferta niemożliwa do zrealizowania. To taka cyniczna gra ze strony miasta. A inne propozycje? Marywilska, i Nadarzyn to nie propozycje miasta tylko innych firm, które dopiero mają budować centra hurtowe. My zaś jesteśmy detalistami. Hala Gwardii była za mała, a na Okopową gdy się zdecydowaliśmy miasto podniosło cenę z 40 na 65 milionów, bo wiedziało, że nasz kapitał wynosi tylko 50.
Już po wszystkim nienawistnik Niesiołowski starał się obrazić kupców z KDT nazywając ich pogardliwie handlarzami. Pewien inżynier, który zmuszony upadkiem przemysłu został szczękowym handlarzem, by wraz z budową hali KDT awansować na kupca, tak wyjaśnia istotę sporu: Wszędzie dokoła są tylko drogie domy handlowe. W Galerii Centrum i Złotych Tarasach są pustki, a u nas tłum klientów, bo jesteśmy przeciętnie o jedną trzecią tańsi. Kapitał złożył zamówienie, wystawił kontrakt, a pani Gronkiewicz nas odstrzeliła. Warszawiacy będą kupować drożej, a my pójdziemy do pośredniaka.
Po pięciu godzinach walk nadchodzi nieuchronny finał. To bitwa o wejście „G”. Kolejna barykada padła pod naporem agentów „Zubrzyckiego”. Na pierwszą linię wyskakują młode dziewczyny. Niektóre z nich trzymają w rękach żelazne rury. Proszę, żeby usiadły i wzięły się pod ręce. Jest nas za mało, odpowiadają. Podchodzę i siadam z nimi. Najbliższej wyjmuję rurę z rąk i proszę żeby usiadła. Nie ma sensu się bić. Nadchodzi policja. Po stronie agentów i policji chwila konsternacji. Biernego oporu się wyraźnie nie spodziewali. Kibice tego nie stosują. W końcu policja wchodzi, a za nią „Zubrzycki” i komornik. Jest już po wszystkim, ale zdezorientowani kupcy grupują się na piętrze w pomieszczeniach zarządu. Ten średniowieczny fortel nie ma jednak sensu. Komornik z chwilą przekroczenia progu KDT rozpoczyna czynność eksmisji i jest po zawodach. Kupcy w geście gniewu i protestu okupują Marszałkowską. Przyłączają się nieliczni kibice Legii. Rozruchów jednak nie ma. W Warszawie każdy musi walczyć sam.
Gronkiewicz nie umie ukryć triumfu. Ci, co się wczoraj wyprowadzili dostaną od nas miejsca pracy (lokale poza przetargiem), ci którzy stawili opór zapłacą bezrobociem. Towar zostawiony w sklepach będzie zajęty na poczet kosztów egzekucji komorniczej. Porządek panuje w Warszawie. L’ordre reigne a Varsovie.

Piotr Ikonowicz


Źródło
Opublikowano: 2014-01-29 14:51:57

Płeć, socjobiologia i gender studies

Tomasz Markiewka:

W debacie na temat gender warto pamiętać o tym, że nie tylko hierarchowie polskiego kościoła, ale także ludzie mieniący się ateistami/agnostykami, racjonalistami i obrońcami rozumu powielają szkodliwe stereotypy na temat „ideologii” feministycznej. Dla przykładu tekst naczelnego racjonalista.pl.

Płeć, socjobiologia i gender studies

Spis treści: I. Socjobiologia Definicja Ojciec socjobiologii Emocje i kontrowersje Socjobiologiczna reinterpretacja ewolucji Ingerencja genów II. Gender Studies Definicja Emocje i kontrowersje Feministyczno-postmodernistyczna..

Źródło
Opublikowano: 2014-01-28 15:19:07

Intelektualiści żądają od Dutkiewicza wycofania pozwu przeciw Romom (LIST) – Gazetawroclawska.pl

Anka Górska:

"Ośmielamy się przypomnieć Wysokiemu Sądowi i Panu Prezydentowi, że podstawowym Prawem Człowieka, jest prawo do bycia legalnym pod każdą szerokością geograficzną i w każdym miejscu na kuli ziemskiej. Żaden bowiem człowiek nie jest nielegalny, a myślenie, które charakteryzowało takie stanowisko, przejawiało się zwłaszcza w systemach totalitarnych."

Intelektualiści żądają od Dutkiewicza wycofania pozwu przeciw Romom (LIST) – Gazetawroclawska.pl

Środowisko wrocławskich naukowców i publicystów w ostrych słowach zwraca się do prezydenta Rafała Dutkiewicza w sprawie Romów z Wrocławia. – Zwracamy się do Pan

Źródło
Opublikowano: 2014-01-24 09:40:47

Ubierzcie się ciepło. Dziś tęgi mróz, a warszawski RSS ma chrzest bojowy w akcji w obronie niepełnosprawnych dzieci. Co

Ubierzcie się ciepło. Dziś tęgi mróz, a warszawski RSS ma chrzest bojowy w akcji w obronie niepełnosprawnych dzieci. Co innego „szaleć” w internecie,a czym innym jest wyjść na mróz i pokazać, że jesteśmy z tymi, którzy są słabsi i poniewierani. Tu się wykuwa prawdziwa lewica! Przypominam: 10:30 pod kawiarnią
„Na Rozdrożu”!


Źródło
Opublikowano: 2014-01-23 07:10:32

Narodowa jazda Camerona

Piotr Ikonowicz:

Narodowa jazda Camerona

Cameron robi oszczędności. Nie chodzi o duże pieniądze. Chodzi o szczodre w porównaniu z polskimi zasiłki na dzieci imigrantów przebywające w Polsce. I może chodzi w ogóle o to, żeby te dzieci też ściągnąć do UK, żeby kiedyś tam były dzielnymi Brytyjczykami i Brytyjkami płacącymi składki na tamtejszy system emerytalny. A może jak zwykle kiedy atakuje się jakoś grupę obcych chodzi o to, żeby skupić wokół siebie swoich. Tym razem padło na Polaków, już niedługo zapewne wszystkim bolączkom brytyjskiego społeczeństwa będą winni Rumuni. Ktoś musi być winien, a premier woli, żeby to byli Polacy, a nie rząd premiera Camerona. Zacznie od Polaków, ale wkrótce zabierze i swoim rodakom. Bronimy naszych rodaków, bo w końcu przyjechali do obcego kraju i pracują na jego dobrobyt. Nie na wakacje. Jakaś ich część nie znalazła pracy i korzysta z należnych im w ramach UE praw, praw ustanowionych w kraju aktualnego pobytu. Polaków dotychczas chwalono, bo Polak jest zdyscyplinowany, robotny i nieskory do buntu. Zadowoli się mniejszą płacą niż miejscowi i nie narzeka na wydłużony czas pracy, bo się w ojczyźnie przyzwyczaił do nieporównanie gorszej formy pracowniczego niewolnictwa. Więc Cameronowi Polacy powinni pasować. Premier Wielkiej Brytanii jednak doskonale zdaje sobie sprawę, że mimo cięć, brytyjski system opieki socjalnej jest nieporównanie lepszy od polskiego. Wytykając Polakom korzystanie z tego systemu Cameron piecze kolejną pieczeń, bo wykazuje brytyjską wyższość. A niczego Brytyjczycy tak nie lubią, jak wywyższania się nad inne narody. W im gorszym zatem świetle pokaże się Polaków, tym lepiej na tym tle wypadają, gorzej na ogół wykształceni i mniej skłonni do bezmyślnej harówki od świtu do nocy mieszkańcy wysp. O tym, że w Polsce znaczna grupa dzieci nie dojada wiadomo choćby z badań Eurostatu. Karmienie więc dzieci polskich imigrantów z kieszeni brytyjskiego podatnika jest o tyle uzasadnione, że Polacy tez w UK płacą podatki. Obaj przywódcy, Cameron i Tusk, napinają muskuły i korzystają z gratki jaką jest spór odwołujący się do nacjonalizmu, który po obu stronach rodzi fałszywe poczucie wspólnoty każące na chwilę zapomnieć o tym, że obaj przywódcy pragną jak najmniej wydać na pomoc biednym, słabym, chorym i bezrobotnym. Obaj są bowiem po jednej stronie klasowej barykady.


Źródło
Opublikowano: 2014-01-17 11:23:22

„My” „ich” przegłosujemy

Piotr Ikonowicz:

„My” „ich” przegłosujemy
Od czasu kiedy Warszawiakom za pomocą ewidentnych machlojek ratusz uniemożliwił zablokowanie w referendum prywatyzacji Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, nie przestaję myśleć o tym, żebyśmy wreszcie tych liberałów zdołali przegłosować. Z badania przeprowadzonego przez Pracownię Badań Społecznych GDA w Sopocie w marcu 2011 r. wynika, że zdecydowana większość ankietowanych Polaków (blisko 70%) opowiedziała się za tym, aby duże spółki Skarbu Państwa, takie jak PZU SA, KGHM Polska Miedź S.A.i Orlen S.A., pozostały pod kontrolą państwa. Z grupy ponad tysiąca Polaków biorących udział w badaniu, 16% opowiedziało się za pełną prywatyzacją tych spółek, natomiast 17% respondentów nie miało zdania w tej sprawie. Nie istnieje jednak na scenie politycznej ani jedna licząca się partia, która kwestionowałaby kontynuowanie procesu prywatyzacji. To dogmat elit, którego nie podziela większość społeczeństwa.
Portal internetowy Bankier.pl ze zdumieniem zauważa: „Okazuje się, że 95% respondentów stoi na stanowisku, że państwo musi zapewnić obywatelowi minimalny dochód. Taki sam odsetek oczekuje bezpłatnej opieki lekarskiej. 88% uważa, że obywatele powinni mieć prawo do bezpłatnej edukacji na studiach, a 84% chciałaby, by państwo gwarantowało dach nad głową – mieszkanie, schronienie. Ponad 80% wymaga, by władza zapewniała obywatelom pracę. Równocześnie ponad połowa badanych uważa, że rolą państwa jest zapewnienie dobrobytu mieszkańcom.”
"Rzeczpospolita" cytuje dziś wyniki badania, jakie w Polsce i w Niemczech przeprowadziły pracownie Homo Homini i INSA-Consulere GmbH. Wynika z nich, że mimo iż jesteśmy biedniejsi niż zachodni sąsiedzi, chcemy płacić wyższe podatki w zamian za lepszą opiekę ze strony państwa. Taką deklarację złożyło 56 proc. Polaków. A to mimo populistycznej, neoliberalnej propagandy, która wręcz namawia do uchylania się od daniny publicznej.
Ta większość optująca przeciw prywatyzacji i za państwem opiekuńczym nie ma swojej partii, bo wszystkie partie bez wyjątku istniejące na polskiej scenie politycznej to pod tym względem partie prawicowe. Tymczasem społeczeństwo w większości kwestii ostro skręca w lewo i nadszedł już czas, żeby mogło pójść i zagłosować zgodnie ze swymi przekonaniami oraz interesami. Powiem więcej. Pojawienie się partii głoszącej program państwa opiekuńczego może skłonić do udziału w wyborach miliony ludzi, którzy od pewnego czasu przestali już dostrzegać związek między toczoną na arenie publicznej walka o władze a swoim losem i życiem.
Obiektywnie wynik takiej konfrontacji między formacją konsekwentnie pro-socjalną a całą resztą może być tylko jeden: że większość nareszcie wygra wybory. Wymaga to jednak, żeby większość społeczeństwa nie korzystająca z urlopów, nie posiadająca żadnych zasobów ani oszczędności uzyska polityczna podmiotowość. Wtedy mechanizm psychologicznego na „my” i „oni”, pozwoli na dokonanie przełomu i zmianę logiki funkcjonowania państwa, budżetu, gospodarki.
Przeciwnicy takiej głębokiej zmiany systemowej będą straszyć krachem, przekonywać, że sprawiedliwy podział dochodu narodowego odbierze ludziom motywację do pracy i obniży poziom przedsiębiorczości. Łatwo te zarzuty odeprzeć powołując się na przykład kraju, który przeszedł podobna drogę od gospodarki planowej do gospodarki rynkowej, czyli Czech. Jest to tym lepszy przykład, że Czesi maja bardzo podobny poziom dochodu narodowego na głowę mieszkańca. Otóż u naszych południowych sąsiadów udało się zapobiec większości tych plag, które są naszym udziałem, a w szczególności rozwarstwieniu społecznemu. Czechy są niekwestionowanym liderem w niwelowaniu różnic w zamożności , dochody poniżej granicy ubóstwa uzyskuje tam zaledwie 9,6 proc. populacji. To jest ponad dwa razy mniej niż w Grecji (23,1 proc.), Rumunii (22,6 proc.), Hiszpanii (22,2 proc.) czy Bułgarii (21,2 proc.). I niemal trzy razy mniej niż w Polsce gdzie wskaźnik ten wynosi 26,7%.
Dopóki powoływaliśmy się na państwa skandynawskie zbywano to przepaścią w poziomie bogactwa. Tu jednak trudno o taki argument, skoro dochód na głowę Czecha wynosi 27,214 $ podczas gdy u nas 21,118 $. Dla porównania w Szwecji gdzie podobnie jak w Czechach jest niskie rozwarstwienie dochód ten to już 40,870 $.
Żeby różnicę między jakością życia mieszkańców między naszymi krajami przedstawić bardziej obrazowo wystarczy przytoczyć badanie CBOS, z którego wynika, że zaledwie co drugi Polak może sobie pozwolić żeby raz do roku pójść restauracji. Czesi niemal codziennie spotykają się w swoich hospodach.
Inny, lepszy świat jest więc możliwy i nie tak znowu daleko trzeba go szukać…

Piotr Ikonowicz


Źródło
Opublikowano: 2014-01-17 06:47:57

Kark siłą narodu

Piotr Ikonowicz:

Kark siłą narodu

Podczas porannego biegania chłopcy narodowcy w dresach z orłem zawołali do mnie: „Sąsiad! Będzie rewolucja!” Skinąłem głową, że się zgadzam”, ale zaraz potem usłyszałem: „ale sąsiad nie będzie zadowolony…”. Warszawska Praga jest narodowa i zawsze z Legią. Jest też biedna, bezrobotna i coraz bardziej zbuntowana. Kiedy szedłem z żoną na „Kolorowa Niepodległą”, blokować przemarsz ONR-u, oni zakładali klubowe szaliki i szli na Marsz Niepodległości. Jednak młodzieńcy o silnych karkach, wytrenowanych na siłowni traktują mnie pobłażliwie za moje społecznikostwo i zwracają się do mnie w trzeciej osobie per „sąsiad”.
Kiełkujący ruch narodowy jest konsekwencją masowego bezrobocia, powszechnej pauperyzacji i oligarchizacji systemu partyjnego. Na razie jednak jest zawieszony między neoliberalnym szaleństwem Janusza Korwina-Mikke, a nieśmiało dochodzącą do głosu retoryką socjalną. Paradoksalnie to właśnie skrajna prawica winiąca biednych za ich biedę, hamuje tryumfalny pochód neofaszyzmu w naszym kraju. Jest więc jak się okazuje jakiś pożytek z libertarian. Gdyby bowiem narodowcy zaczęli obchodzić PiS z lewa, nieszczęście gotowe. Póki co jednak hamuje ich obecność polityków, którzy w zasadniczy sposób przyznają rację neoliberalnej ideologii władzy, popierając słabe państwo, odchodzące od swej funkcji opiekuńczej.
Z badań opinii publicznej wynika, że 61 %. Polaków wolałoby zatrudnić się w państwowej, niż w prywatnej firmie. 85 % badanych chce żeby państwo było silnie obecne na rynku pracy i zapewniło zatrudnienie wszystkim obywatelom. 93 % uważa, że to państwo ma tworzyć nowe miejsca pracy. Także 80 % jest za tym by to do państwa należały elektrownie, lasy i kopalnie. A zatem póki przemówienia nowego guru narodowców Kowalskiego będzie można poznać z portalu „Prokapitalizm”, brunatne niebezpieczeństwo nam nie grozi. Na razie narodowców „pompują” liberalne media uważając, że to świetny sposób na osłabienie PiS-u. Kiedyś kapitaliści chcieli użyć Hitlera do zwalczania lewicy.


Źródło
Opublikowano: 2014-01-17 06:38:13

Rewolucjonista powinien sięgać do korzeni

Piotr Ikonowicz:

Rewolucjonista powinien sięgać do korzeni

Z Piotrem Ikonowiczem – radykalnym lewicowym politykiem, prawnikiem , współzałożycielem PPS, byłym posłem a obecnie działaczem społecznym oraz liderem Nowej Lewicy

rozmawiali Paweł Pożoga, Bartosz Oszczepalski oraz Wojciech Płeszka. Wywiad został przeprowadzony na kongresie Młodych Socjalistów w Warszawie.

Studiuje.eu: Działasz w Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Przybliż czytelnikom naszego serwisu czym zajmuje się KSS.

Ikonowicz: Jestem jedną z nielicznych osób w kancelarii, która ma ukończone studia prawnicze, dzięki czemu mam możliwość reprezentowania klientów w sądzie. Bronimy głównie lokatorów, ale też zadłużonych, pokrzywdzonych przez wierzycieli, banki, komorników. Bronimy także ludzi w sądach pracy. Kancelaria Sprawiedliwości powstała dlatego, że te nieliczne prawa obywatelskie i pracownicze, jakie ludzie w Polsce posiadają, nie są na ogół przestrzegane. Dostęp do zawodu adwokata czy radcy prawnego jest bardzo utrudniony. Naszych klientów nie stać na to, żeby chodzić do kancelarii adwokackich po pomoc.

Nie ukrywam, że problemy lokatorów wysuwają się tu na czoło. Zbyt duże koszty utrzymania mieszkań powodują, że wydatki na cele mieszkaniowe dochodzą do 50, a nawet więcej, procent budżetu domowego. To oznacza oczywiście, że ludzie stają przed dramatycznym wyborem – czy płacić czynsz, karmić dzieci, kupować lekarstwa, ubrania, czy zaspokajać inne potrzeby z tego samego budżetu. 46 % ankietowanych Polaków w diagnozie społecznej prof. Janusza Czapińskiego twierdzi, że ma kłopot z płaceniem czynszu. Co ciekawe, w tej diagnozie prof. Czapiński używa słowa „zaledwie” 46%, co pokazuje stosunek elit do tych problemów.

S: Na czym dokładnie polega praca członków Kancelarii?

I: Większość z naszych działaczy, którzy udzielają porad prawnych, stają w sądach, blokują eksmisję, prowadzą negocjacje, to samoucy. Bardzo często są to lokatorzy, pracownicy czy ludzie pokrzywdzeni przez establishment, którzy musieli się nauczyć prawa dla własnych potrzeb i tą wiedzą dzielą się teraz z innymi. Osoba przychodząca do kancelarii dostaje pełną obsługę prawną, pomoc psychologiczną, medyczną. Mamy też pracowników socjalnych. Działają oni w KSS potajemnie, ponieważ gdyby się ujawniło, że pomagają biednym, natychmiast zwolniono by ich z pracy. Nie przyjmujemy żadnej opłaty czy dowodów wdzięczności za usługi, co budzi lekki szok wśród tych, którzy są przyzwyczajeni, że wszystko jest transakcją. Osoby, które otrzymują pomoc, same później ją świadczą, np. poprzez udzielanie porad. Moment, w którym człowiek z klienta, staje się osobą pomagającą, jest kluczowy w naszej pracy. Ludzie z ofiar stają się tymi, którzy są aktywni w walce z systemem.

Jeżeli któremuś z naszych klientów czegoś ważnego brakuje, staramy się ten problem rozwiązać. Niedawno nasza działaczka odkryła, że u jednej z pań brakuje pralki. W ciągu dwóch tygodni zorganizowano zbiórkę pieniędzy na zakup pralki. To są takie proste ruchy samopomocy, które ciągle się rozwijają. Nie mamy jeszcze z prawdziwego zdarzenia kasy pożyczkowo-zapomogowej, ale jest taki pomysł, żeby ją stworzyć. I ona z pewnością nie zbankrutuje. Akurat ludzie niezamożni są niezwykle rzetelni w spłacaniu swoich zobowiązań. Jedna z naszych klientek, będąc w trudnej sytuacji, potrzebowała pilnie wynająć mieszkanie. Zapłaciliśmy za nią kwotę pierwszego czynszu – 1400 zł. Dla niej była to gigantyczna kwota. Po 10 dniach, kiedy jej córka wzięła pensję, oddała wszystko co do grosza. To ludzie, którzy obracają dużymi kwotami, potrafią być niedbali.

S: Jak duży jest zakres pomocy KSS? Jak często zdarzają się sytuacje, w których trzeba zareagować i udzielić wsparcia potrzebującym?

I: W tej chwili nasza kancelaria tylko w Warszawie prowadzi kilkaset spraw. Niektóre już są zamknięte, ale można powiedzieć, że mamy akta kilkuset osób. Większość spraw jest bardzo poważna. To nie są tylko mieszkaniówki.

Zajmujemy się sprawą 78-letniej kobiety, która zawiązała spółkę ze swoją wspólniczką, a ona ją oszukała. Doszło do dużego zadłużenia. Oszukana kobieta spłaca teraz różnych wierzycieli. W ciągu dwóch lat ściągnięto z niej 50 tysięcy. Ona żyje w nędzy, ciężko pracuje tylko po to, żeby spłacać dług. Zostało do spłacenia jeszcze 100 tysięcy. Komornik już zaczął wycenę jej mieszkania o powierzchni 21 metrów. Walka w sądzie toczy się o to, żeby go nie zlicytowano i aby kobieta nie wylądowała w przytułku. W samej Warszawie stajemy kilkakrotnie w sądzie w różnych sprawach, a przyjmujemy dziennie około 6 do 10 osób, nie tylko nowych. A w całym kraju, jest to bardzo podobna skala. Problemem jest wykształcenie kadr, które zdążą przerobić te sprawy. Bo mimo, że jesteśmy bezpłatni, jesteśmy skuteczni – około 80% spraw wygrywamy.

S: Większość spraw dotyczy kwestii eksmisji. Jak wyglądają procesy eksmisyjne i jakie są metody zapobiegania temu, aby ludzie nie trafiali na ulicę?

I: Zwykle jest tak, że ludzkie prawa są łamane, a jest jeszcze cała taka strefa, gdzie prawo jest niejednoznaczne albo wewnętrznie sprzeczne. I tutaj udaje się nam zmusić sąd do trochę innej legislacji, np. kwestiach lokalu tymczasowego. Lokal tymczasowy to taki, który nadaje się do zamieszkania, ale nie nadaje się do stałego pobytu ludzi. To określenie „stały pobyt ludzi” jest wzięte z prawa budowlanego i oznacza, że w ramach prawa budowlanego, w takim pomieszczeniu, które nie nadaje się na stały pobyt ludzi, człowiek nie powinien pracować bez przerwy dłużej niż 6 godzin… ale może mieszkać. Istotą tego oszustwa z lokalem tymczasowym, jest zwykle to, że jest on przyznawany na miesiąc lub dwa. Są to miejsca np. w hotelach robotniczych, z których ludzie są później wyrzucani. W tej chwili zorganizowaliśmy akcję „nie opuszczamy”. W środę bronię rodziny w Otwocku z małymi dziećmi. Przydzielono im lokal tymczasowy do końca lutego. Nadal mieszkają, a my ich bronimy w sądzie. Będziemy udowadniali, że lokal tymczasowy może mieć trochę gorsze warunki, ale nie może to być lokal, który jest tylko przedsionkiem do wyjścia na bruk.

Jedna warszawska spółdzielnia miała eksmitować kobietę bez obu nóg. I skończyło się na tym, że nie tylko jej nie wyrzucili, ale doprowadziłem do tego, że ludzie na sali sądowej wstali i klaskali tej kobiecie. Później spółdzielnia sama jej dług u siebie wykupiła ze wstydu. Ale to są wyjątkowe sytuacje.

Metod działania jest bardzo wiele – medialna, na posła, na ministra, na rzecznika praw niepełnosprawnych, na rzecznika praw dziecka – czyli interwencje instytucjonalne, blokady, dyskusje, rozmowy z radnymi. Częstą metodą działania jest zawołanie kamer. Jak już burmistrz obiecuje przed kamerą, że da mieszkanie, to potem rzeczywiście daje.

Istotą funkcjonowania Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej jest to, że nie ma przegranych spraw. I że człowiek, nawet gdyby się tak zdarzyło, że zostaje eksmitowany, nie przestaje być naszym klientem. Dalej naszym problemem jest – gdzie on przenocuje. Nie idziemy do domu, bo przegraliśmy. Jesteśmy dalej razem.

S: Jakie postulaty: światopoglądowe czy raczej ekonomiczne, powinny być priorytetem dla lewicy?

I: Ja myślę, że postulaty można wysuwać, ale tak naprawdę, ja proponuję, abyśmy planowali, a nie postulowali. Bo jeśli postulujemy, to pod czyim adresem? Kto się ma ulitować? Korporacje się rozpłaczą? My musimy nakreślić przed społeczeństwem pewną wizję porządku społecznego i gospodarczego, sprawiedliwego, który uczynimy realistycznym. Nie wolno nam bujać w obłokach.

Niektóre osoby mówią o wprowadzeniu 6 godzin pracy, ale mnie się wydaje, że nam nie wolno w taki sposób zaczynać dyskursu. Bo wtedy będziemy tą cholerną elitą, taką awangardą, za którą nikt nigdy nie nadąży. Jeśli ktoś robi po 12 godzin i mu się powie, że może robić 6, to on się postuka w głowę. To jest za duży rozłam pomiędzy rzeczywistością, a założeniami. Ja nie twierdzę, że to 6 godzin nie jest racjonalne. To jest najracjonalniejsze rozwiązanie, ale nie dzisiaj. My musimy rozumieć stan świadomości. Jakby mnie zapytano czy jestem komunistą, odpowiedziałbym, że co najmniej. Ale co to znaczy? To znaczy, że są dwie postawy – akceptacja kapitalizmu i odrzucenie kapitalizmu. Wyimaginowany kapitalizm liberałów nie istnieje. Istnieje kapitalizm, w którym większość klasy średniej jedzie na tym samym wózku co proletariat.

Ludziom trzeba dawać punkty odniesienia, które realnie istnieją i w które można uwierzyć. Dzisiaj odwoływanie się do pewnych istniejących rozwiązań, na przykład w starej Unii, czy to w mieszkalnictwie, czy na rynku pracy, jest dobrą strategią, mimo iż jest to zgniły socjaldemokratyzm. Ale rewolucjonista musi używać tych narzędzi, które są dostępne, dlatego, że póki człowiek ma pustą lodówkę, to on nie pójdzie na mur stać. Ja muszę napełnić lodówkę, żeby on się zaczął rozglądać. Człowiek, którego można głodzić i zmuszać do pracy ponad siły w zbyt długim czasie, nigdy nie będzie upodmiotowiony. Im gorzej tym gorzej, a nie im gorzej tym lepiej. Czyli te reformy, takie jak właśnie socjaldemokratyczna „pieriedyszka” , danie ludziom oddechu, dopiero pozwoli im się zacząć rozglądać. I myśleć na dłuższą metę. Przede wszystkim należy otwierać tę świadomość.

Pytaliście o światopogląd – otóż mamy w Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej osoby z ruchu neokatechumenalnego. Są to ludzie, którzy weszli do Kościoła ze świadomych przyczyn moralnych, jako dojrzałe osoby. Wywodzą się z parafii, w których działają zakonnicy z Ameryki Południowej i Afryki, czyli jakby „teologia wyzwolenia”. Gdy zaczyna się walczyć z krzyżami w szkole, co ja osobiście akceptuję, duża grupa ludzi, z którymi współpracuje kancelaria, zamyka uszy na to co mówimy. Bo czują się obrażeni. Natomiast jeśli chcielibyśmy im wytłumaczyć, dlaczego wieszanie krzyża w szkole jest niedobre, to musieliby nam zaufać. A żeby nam zaufali, musimy rozwiązać kilka innych, poważniejszych problemów niż ten, po co ten krzyż wisi. Taka powinna być droga – najpierw zdobyć zaufanie, a potem pouczać.

S: Jakie światowe ruchy wskazałbyś za wzorcowe dla polskiej lewicy. Czy to miałyby być ruchy z Europy, czy może z Ameryki Łacińskiej?

I: Ameryka Łacińska to są inne realia. Ściągnęliśmy kiedyś do Polski związek bezrobotnych z Peru. Kazali się nam zaprowadzić do sklepów i na bazary. I notowali cały czas. Stworzyli dietę, taką cud, jak przetrwać – najwięcej kalorii, witamin i najmniej pieniędzy. Dali to naszym, a oni pozostali przy schabowym. U nas nie ma głodu, a tam był. Przekładanie jednego na drugie sensu nie ma żadnego. Musimy zupełnie inaczej myśleć. Przed nami nie ma problemu alfabetyzacji. Mamy inne problemy.

My musimy starać się zrobić coś, co ja bym nazwał „zakorzenieniem”. To znaczy –musi być tak, że socjalista, który wychodzi z domu, wita się z sąsiadami i jest przez nich witany. To jest kultura współżycia. Ludzie powinni wiedzieć, że jesteśmy pożyteczni, że mamy coś do zaoferowania, poza opowiadaniem o jakichś zamkach na lodzie. Zapomnijcie o tym pomyśle: „jak my dojdziemy do władzy, to już was urządzimy”. Najpierw musimy być częścią takiego zawiązującego się społecznego oporu. Trzeba znaleźć taki kod kulturowy, taki kod ideologiczny i takie znaki, które pozwolą się ludziom z nami utożsamiać. I to nie może być kod obcy kulturowo dla tych ludzi.

Jesteście młodymi inteligentami, którzy są potrzebni. Stajecie po stronie tych, po których stronie nigdy nie stają inteligentni i wykształceni. Trzeba ludziom uświadomić, że istnieje coś w rodzaju nowego faszyzmu: faszyzmu bogatych przeciwko biednym. Prowadziłem kiedyś kampanię samorządową w Janowie Lubelskim nad Wisłą. Opowiadałem o lokatorach, o mieszkaniach. A wstaje facet i nagle mówi: „panie, po panu widać, że pan jest takim miejskim socjalistą, a tu jest teren wiejski, tu te tematy nie chodzą”. O mało nie wszedłem pod stół. Dzisiaj, kiedy występuję i mówię, ludzie w moich słowach odnajdują swój rozum, a nawet swoje uczucia. Tego nie zrobi ktoś wyalienowany. To zrobi tylko ktoś, kto bez przerwy styka się z problemami tych ludzi i się nimi zajmuje.

S: Jak oceniasz stan obecnej polskiej klasy robotniczej? Dlaczego doszło do takiej degradacji znaczenia etosu pracowniczego?

I: W latach 80-tych wszyscy fotografowali się ze stoczniowcami w kaskach. Panował ogólny zachwyt klasą robotniczą, były filmy o robotnikach, Sierpień `80, na topie był „Człowiek z żelaza”. I potem zaorano przemysł. Postanowiono to zrobić w wyniku transformacji. A dokończono całkowicie w ramach unijnego podziału pracy, gdzie mamy być raczej tymi, co sprzątają, niż tymi, co produkują. W związku z tym znaczenie ekonomiczne klasy robotniczej spadło. Ona jest reliktem, w sensie historycznym. Zwróćmy uwagę, że kiedy ruch robotniczy był w natarciu, to robotnik był awangardą rewolucji przemysłowej, która oznaczała postęp. W tej chwili utrzymywanie miejsc pracy w przemyśle ciężkim jest balastem. Jest to rozproszenie, o którym bardzo sensownie mówił Adrian (Zandberg, członek MS – przyp. red.). Jest to także odrzucenie pewnych znaków i pewnej tradycji. Istnieje spór o Pierwszego Maja. Padają pytania czy jest sens w ogóle to kultywować. Taka jest ewolucja obecnego społeczeństwa. Natomiast w istocie poziom oceny rzeczywistości u ludzi stanowiących ten proletariat rozproszony, czyli głównie pracujących w usługach, wcale nie jest taki niski. I teraz możemy powiedzieć tak: w warstwie teoretycznej ci ludzie nie potrafią wyjaśnić dlaczego im się źle żyje, często te wyjaśnienia, które padają, są instynktowne. Natomiast są w stanie niezwykle precyzyjnie ocenić i opisać tę sytuację, która w społeczeństwie panuje. Czyli jeżeli ktoś ma odpowiedzieć na propagandę sukcesu Tuska, to nie inteligencja, tylko ludzie, którzy najbardziej na tym cierpią, najwięcej pracują za najmniejsze pieniądze. My ukuliśmy takie hasło na Pierwszego Maja: „Chcemy więcej zarabiać, a mniej pracować”. I to jest istota naszego ruchu, bo inaczej to się tych stosunków nie unowocześni, zrobi się z nas niewolników. To jest jakaś droga. Natomiast my potem, jako inteligencja, możemy robić syntezę z tego. Jedna wiedza i druga wiedza ze sobą dodane, tworzą pewną mądrość. Stojąc na styku dwóch środowisk – pracowników i inteligencji – można stać się pełnym lewicowcem, rewolucjonistą, który ma pełną świadomość. I z tego styku jedna i druga strona wychodzi dojrzała. Natomiast bezsensowne jest zarzucanie sobie pewnych rzeczy nawzajem, jak ci ludzie zarzucają środowiskom inteligenckiej lewicy, że mówią dyrdymały o sześciogodzinnym dniu pracy, a z kolei inteligencja odpiera, że pracownicy nic nie rozumieją, choć tak naprawdę rozumieją to najlepiej, bo odczuli to na własnej skórze.

S: Czy istnieje realna szansa na sukces radykalnych ruchów lewicowych w wyborach samorządowych, które odbędą się na jesieni?

Dobrze by było w wyborach samorządowych wysunąć dobrych kandydatów na prezydentów miast, służących jako „lokomotywy” , w cieniu których można by forsować osoby z list społecznych, lokatorskich i lewicowych. Jednak ze względu na brak pieniędzy i dużego dostępu do mediów trudno będzie wysunąć listy „czysto partyjne”. Dlatego trzeba poczekać na powstanie dużego ruchu. Gdy to się stanie to nie będzie najmniejszego kłopotu z wprowadzeniem swoich przedstawicieli. Znam wielu działaczy społecznych co do których ich zaplecze czyli tzw. lokalne społeczności nie mają wątpliwości, że chciałyby ich widzieć w samorządzie lub sejmie.

S: Pozostańmy przy temacie wyborów. Rozważałeś startowanie w nadchodzących wyborach prezydenckich?

I: Ja kiedyś zrobiłem taki błąd , że gdy kandydowałem( w 2000 r.-dop. red. ) uczyłem zamiast siać propagandę. Pokazywałem co jest dobre w Solidarności i co było dobre w PRL-u. Mówiłem do obu zwaśnionych stron, że w każdej ma jest jakieś „ziarno prawdy”. Wtedy ta kampania zaskutkowala zniesieniem eksmisji na bruk, dlatego pod tym względem to był „celny strzał”.

Wiadomo że kampania wiąże się z dostępem do mediów . Pod tym względem fajnie było by zebrać 100.000 podpisów i przez jakiś czas w telewizji mówić o rzeczach ważnych dla ruchu pracowniczego. Ja niestety nie mam możliwości kandydowania. Nie tyle dlatego że nie mam tak dużego zaplecza żeby zebrać te podpisy, ale również dlatego że elita polityczna dokonała na mojej osobie zemsty. Jestem skazany w dwóch procesach: za blokadę eksmisji oraz na podstawie fałszywego oskarżenia za pobicie policjanta i właściciela posesji. W jednym wyroku byłem skazany na wyrok więzienia w zawieszeniu a w drugim na prace społeczne . Nie odbywam tych prac bo pomagam ludziom i w związku z tym nie mam na to czasu. Najważniejszą dolegliwością tego drugiego wyroku (pierwszy się już przedawnił) jest to że przez pięć lat będę pozbawiony biernego prawa wyborczego i nie mogę kandydować nawet na radnego. Oczywiście to nie oznacza że nie interesuje się wyborami.

Gdy się startuje w wyborach nie można tego robić na silę lecz w przekonaniu , że jest to tylko formalność. W przeciwnym razie ten wyborca może polegać tylko na tym że jesteśmy strasznie przyzwoici. Ja byłem kiedyś takim posłem który był „kwiatem do kożucha” . Wchodziłem do sejmu z listy ugrupowania, z którym się na pewno nie zgadzałem i mówiłem rzeczy, które były sprzeczne z ich przekonaniami. Można być konfigurantem jeśli ktoś szuka wygodnego życia i „pajacowania”. Rewolucjonista powinien sięgać do korzeni i budować wszystko od dołu . Osiem lat zasiadałem w sejmie reprezentując PPS . Po tym okresie czasu nastąpiło dziesięć lat poza parlamentem, które były dla mnie o wiele ciekawsze, w tym sensie że teraz poruszam się w tkance miasta, spotykam zwykłych ludzi i te kontakty powodują u mnie poczucie spełnienia. Jestem szczęśliwym człowiekiem dzięki temu, że znalazłem swoje miejsce. Cieszę się , że nie jestem facetem do którego ktoś ma pretensje że bierze wysoką pensję a i tak nic nie załatwia., przeciwnie – nie biorę grosza a załatwiam. Taka jest różnica między mną posłem a mną działaczem społecznym a na politykę przyjdzie jeszcze czas.

Studiuje.eu : Dziękujemy za wywiad.


Źródło
Opublikowano: 2014-01-15 11:07:12

Co to jest sprawiedliwość społeczna? – zapytała mnie pewna internautka i odpowiedziałem jej nastepująco:

Piotr Ikonowicz:

Co to jest sprawiedliwość społeczna? – zapytała mnie pewna internautka i odpowiedziałem jej nastepująco:

W polskim prawie istnieje takie pojęcie jak zasady współżycia społecznego. Na tej zasadzie np. Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej uzyskała w sądzie orzeczenie zwalniające parę schorowanych straszych ludzi od obowiązku spłaty istniejącego w wyniku reprywatyzacji długu. Sprawiedliwe społeczeństwo to takie, które się owymi zasadami współżycia społecznego kieruje. Jedną z kardynalnych wytycznych jest tu nie dopuszczanie do nadmiernych różnic majątkowych między ludźmi. Społeczeństwo, w którym pracę jednej osoby wycenia się na wartą tysiąc razy więcej niż innej nie kieruje się zasadą sprawiedliwości społecznej. Jednocześnie różnice majątkowe prowadzą do narzucania swojej woli ubogim obywatelom przez bogatych. To także jest cecha społeczeństwa niesprawiedliwego. W ramach sprawiedliwego społeczeństwa istnieje obowiązek wspólnoty opiekowania sie najsłabszymi: chorymi, ułomnymi, dziećmi, ludźmi niezaradnymi życiwo, itp. Tworząc Konstytucję Komisja Konstytucyjna Zgromadzenia Narodowego, której byłem członkiem zdecydowała się na zapisanie zasady sprawiedliwosci społecznje w art. 2 uznając doniosłość i ustrojową wagę tej zasady.


Źródło
Opublikowano: 2014-01-15 11:03:45

Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej prosi o pomoc!

Piotr Ikonowicz:

Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej prosi o pomoc!

Z chwilą utworzenia Ruchu Sprawiedliwości Społecznej z jakiegokolwiek wsparcia Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej wycofał się Janusz Palikot. Jesteśmy przywaleni stertą nie zapłaconych rachunków. Znów grozi nam eksmisja z lokalu, w którym świadczymy pomoc. Bez waszych wpłat będzie nam coraz trudniej dalej pomagać. My jesteśmy ostatnią deską ratunku dla ludzi, którzy przychodzą po pomoc. Wy jesteście ostatnią deską ratunku dla KSS. Podaję numer konta: Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej
14 1020 1156 0000 7202 0083 2899


Źródło
Opublikowano: 2014-01-15 09:36:01

Poznajecie tego chłopaka?

Anka Górska:

Poznajecie tego chłopaka?
Przypadkiem nie przypomina Wam kogoś?
Pamiętajcie, aby nie ominąć jutro puszki WOŚP.
Ten sprzęt naprawdę ratuje życie.
Nasze cudowne dzieci, zwłaszcza Artur, są tego najlepszym dowodem.
A gdybyście jednak nie mogli wyjść jutro z domu, zajrzyjcie na allegro. Można tam kupić masę rzeczy, a całość pieniędzy z tych aukcji też trafia do Orkiestry.
Wśród przedmiotów wystawionych do sprzedaży, m.in. ten bardzo ładny zegarek: http://aukcje.wosp.org.pl/pierre-cardin-zegarek-damski-supe…
Aukcja trwa tylko 3 dni, więc licytujcie, linkujcie, niech uzyska dobrą cenę.
Warto.


Źródło
Opublikowano: 2014-01-11 20:31:45

Przystawka z Millera

Piotr Ikonowicz:

Przystawka z Millera

Leszek Miller ogłosił, że żaden ruch na lewicy alternatywny wobec SLD nie jest możliwy. SLD nie ukrywa, że jego priorytetem jest powstrzymanie PiS-u, który jak wynika z sondaży, ma szansę na zdobycie władzy. W tym celu Sojusz jest gotów po nadchodzących wyborach wejść w koalicję z Platformą Obywatelską. Taka postawa wskazuje na rezygnację z realizacji jakiegoś lewicowego i prospołecznego programu. A zatem obecny zwrot programowy SLD w lewo służy jedynie pozyskiwaniu głosów ludzi niezadowolonych z rządów Donalda Tuska. Jednak kiedy te głosy zostaną już zdobyte, Miller położy je u stóp obecnego premiera.
Warto zastanowić się nad motywacją jaka stoi za tą strategią polityczną. Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to brak wiary w możliwość samodzielnego rządzenia, w możliwość stania się alternatywą dla dwóch zwalczających się stronnictw prawicowych: PO i PiS. W tej sytuacji Leszek Miller postanowił wybrać „mniejsze zło”. Liczy na to, że jeżeli nawet Prawo i Sprawiedliwość wybory wygra, to nie będzie to zwycięstwo pozwalające na samodzielne rządzenie, a wobec braku zdolności koalicyjnej marszałek powierzy tworzenie nowego gabinetu Donaldowi Tuskowi, który wobec braku większości w Sejmie zaprosi SLD do koalicji. Co ciekawsze, jak wynika z badań, takie rozwiązanie jest gotowa zaakceptować duża część wyborców Sojuszu.
Paradoksalnie ta strategia i to ujawniona jeszcze przed wyborami nie jest nawet skuteczna w wąskim pragmatycznym rozumieniu. Bo jeżeli głosy oddane na opozycyjną partię, która przyznaje się do lewicowości, maja nie przynieść przełomu, lecz kontynuację, to będzie ich odpowiednio mniej. Im bardziej ludzie mają dość obecnej sytuacji narastającego rozwarstwienia i opresji ekonomicznej, tym chętniej głosować będą na PiS, a to oznacza, że może on zebrać dość głosów, aby rządzić samodzielnie. SLD, które nie udaje nawet, że ma własna, lewicowa alternatywę dla neoliberalnych rządów skazuje się na trwałą marginalizację, którą ambicja bycią przystawką słabnącej Platformy tylko podkreśla.


Źródło
Opublikowano: 2014-01-11 16:36:51

Onkolodzy: znieśmy limity w leczeniu nowotworów

Anka Górska:

Wiedzieliście, że w Polsce trzeba załatwić samemu milion formalności i odbyć swoiste "interwju" w NFZ, żeby mieć sfinansowany np. przeszczep szpiku?
tak jest.
osobiście znam osobę, która musiała przejść długą i upokarzającą procedurę udowadniania urzędnikom, że zasługuje, żeby uratować jej życie.
Ewa Czajkowska jesteśmy z Tobą! zawsze.

Onkolodzy: znieśmy limity w leczeniu nowotworów

W Polsce każdego dnia umiera 1050 osób, w tym 6 proc. z powodu wypadków, a aż 25 proc. z powodu nowotworów. By przeciwdziałać sytuacji, w której pacjentom ze

Źródło
Opublikowano: 2014-01-08 19:32:01