Już jutro o 18:30 w PaństwoMiasto debata kandydatów na radnych i kandydatek na r

Już jutro o 18:30 w PaństwoMiasto debata kandydatów na radnych i kandydatek na radne! Serdecznie zapraszam!

Przypominamy, że już jutro – czwartek, o godz. 18.30, w sali konferencyjnej Państwomiasto się kolejna debata z cyklu #WarszawaWybiera!
Tym razem naprzeciw siebie staną kandydaci do Rady Warszawy. Jakie mają plany? Co sądzą na temat kluczowych warszawskich problemów? Jak postrzegają swoje dotychczasowe działania? Nasze spotkanie będzie doskonałą okazją, aby to sprawdzić!

Prelegenci będą rywalizować ze sobą w dwóch grupach oraz w dwóch „płaszczyznach”. Pierwszej – dyskusyjnej i drugiej –…

Więcej


WarszawaWybiera

Źródło
Opublikowano: 2014-10-29 12:18:08

Zawisza Marcelina Monika, lat 25, Warszawa | Mój Głos Decyduje

Założyłam profil na „Mój Głos Decyduje” – zapraszam do komentowania!

https://www.mojglosdecyduje.pl/ludzie/zawisza-marcelina-monika

Zawisza Marcelina Monika, lat 25, Warszawa | Mój Głos Decyduje

Absolwentka Polityki Społecznej na Uniwersytecie Warszawskim, studentka politologii. Przewodnicząca warszawskich struktur Partii Zieloni, członkini zarządu partii.

Źródło
Opublikowano: 2014-10-27 16:03:46

Teraz się zorientowałem, że tekst „Wyśniona kraina Korwina” jest nie podpisany. Jego autorem jest Paweł Bolek, działacz

Teraz się zorientowałem, że tekst „Wyśniona kraina Korwina” jest nie podpisany. Jego autorem jest Paweł Bolek, działacz RSS, który jako wolontariusz mieszka w Kambodży i uczy dzieci angielskiego. Na zdjęciu autor gra w piłkę ze swoimi uczniami.


Źródło
Opublikowano: 2014-10-27 14:16:20

Wyśniona kraina Korwina

Wyśniona kraina Korwina

Kambodżę z czystym sumieniem można polecić jako cel studyjnych wyjazdów zwolennikom „myśli ekonomicznej” Janusza Korwin-Mikkego.

Dewiza tego kraju brzmi „Naród, Religia, Król”, 58 proc. eksportu trafia do Stanów Zjednoczonych a podatki nie spędzają snu z niczyich powiek. W państwie tym młody monarcha zwykł się odziewać w biały, gustowny mundur a jego władza nie ogranicza się jedynie do funkcji reprezentacyjnej. Król wedle uznania odwołuje premiera, jego dekrety mają moc ustawy natomiast weto blokuje wszelkie decyzje parlamentu.

Prywatyzacja sektora państwowego odbyła się już w latach osiemdziesiątych XX wieku, a większość ludności pracuje „na własną rękę”. Kwitnie drobny biznes, w co drugim domu można zakupić puszkę piwa i używany telefon komórkowy. Rolnictwo jest ekologiczne, technologia konserwatywna (czyt. pierwotna), a litr benzyny kosztuje niewiele ponad dolara. Żadne przepisy nie regulują żeglugi śródlądowej, nikt nie zapina pasów a siedmiolatek bez kasku może przewozić całą rodzinę na motorowerze. Nie ma też sanepidu, brak niepotrzebnych pozwoleń i kontroli fitosanitarnych pozytywnie wpływa na rozwój populacji myszy, szczurów i karaluchów, co w dobie kryzysu stanowi naturalną rezerwę żywnościową.

Nikt nie musi płacić składek na rentę lub emeryturę, opieka medyczna i szkolnictwo znajdują się w prywatnych rękach, więc trzeba sobie na nie zarobić. W tym liberalnym raju administracja publiczna jest modelowo tania. Pensja policjanta, żołnierza czy nauczyciela to ok. 100 dolarów miesięcznie.

Dzieci wychowują się blisko domu, od najmłodszego pomagając rodzicom w pracy. Sporo z nich biega boso, przez co nie ma też problemu z wadami śródstopia. Społeczeństwo integruje się oglądając wspólnie telewizję w prywatnych klubo-kawiarenkach internetowych.

Rynek sam uregulował kwestię diety: ta oparta na ryżu z warzywami jest zdrowa i oszczędna.

Wzorem do naśladowania może być także indywidualne podejście do biznesu. W zamian za łapówkę (wolny wybór ekonomiczny) można załatwić wszystko, dzięki czemu na ulicach stolicy jeździ więcej Lexusów niż w Londynie. Siła robocza, jedna z najtańszych na świecie, sprawia, że opłaca się tutaj przenosić produkcję, co ma istotny wpływ na walkę z bezrobociem i sprzyja bogaceniu się jednostek przedsiębiorczych.

Wszystko, także i woda, jest towarem, więc ta w kranie nadaje się jedynie do mycia motoroweru. Dzięki temu, że Khmerzy płacą za wodę w butelkach, pomyślnie rozwija się kolejna gałąź przemysłu, bardzo intratna w warunkach indochińskiej duchoty.

Liberalne podejście do kwestii prostytucji jest czynnikiem wzmagającym ruch turystyczny. Pod tym względem kraj jest wyjątkowo przyjazny zagranicznym duchownym pokroju J.E abp. Wesołowskiego oraz ks. Gila. Władze nie przejmują się też lewackimi badaniami na temat rzekomej szkodliwości palenia papierosów, przez co wyroby tytoniowe są tanie i dostępne już od piętnastego roku życia. Butelka lokalnej whiskey kosztuje dolara, puszka piwa – 50 centów. Rynek sam reguluje także kwestię reklamy, dzięki czemu kraj jest pozbawiony idiotycznych zakazów promowania alkoholu.

Ów wymarzony przez korwinistów raj zwie się Kambodża i jest aktualnie jednym z najbiedniejszych państw świata. Wolnorynkowy „Eden” rozwija się zdecydowanie wolniej od sąsiedniego, socjalistycznego Wietnamu, a oddalony o kilka godzin od Phnom Penh legendarny Sajgon prezentuje się zdecydowanie lepiej niż stolica kraju Khmerów. Kambodżę z czystym sumieniem można polecić jako cel studyjnych wyjazdów wszystkim zwolennikom „myśli ekonomicznej” Janusza Korwin-Mikkego. Założę się, że większość z nich poczuje się tu jak w bajce. W bajce o niewidzialnej ręce rynku, Królewnie Śnieżce i siedmiu gołych krasnoludkach.


Źródło
Opublikowano: 2014-10-27 10:01:56

Czerwony feminizm – Agata Nosal-Ikonowicz

Czerwony feminizm – Agata Nosal-Ikonowicz

Od początku transformacji bezrobocie dotyka kobiety częściej niż mężczyzn. Ubóstwo stanowi plagę – 40 proc. gospodarstw domowych żyje poniżej minimum socjalnego. Najczęściej stosowanym przez cierpiące biedę rodziny sposobem na przeżycie jest zintensyfikowanie prac domowych, które w 60 proc. obciążają kobiety. Podczas gdy skutki tak powszechnej w Polsce biedy dotykają przede wszystkim kobiety i ich dzieci, najważniejszymi postaciami wśród feministek są znane liberałki, takie jak Henryka Bochniarz, czy Magdalena Środa, a ideą przewodnią Kongresu Kobiet – jedność, która sprowadza się do udawania, że istnieje wspólnota interesów pomiędzy niskoopłacanymi kobietami-pracownicami a menedżerkami i właścicielkami firm, które za pracę nie chcą pracownikom, w tym kobietom, godnie zapłacić.

Pracująca za płacę minimalną matka nie ma żadnego powodu, aby utożsamiać się z feministkami, które na forum publicznym reprezentują liberałki. Jednak okazuje się, że w kryzysie także coraz mniej powodów po temu mają byłe przedstawicielki klasy średniej.

Typowa ofiara kryzysu
Ewa jest znaną pisarką. Spóźniła się, bo jak mówi – trochę pobłądziła. Może dlatego, że rzadko bywa w uboższych częściach Warszawy. Przyszła, żeby się poradzić, jak ratować siebie i starego, schorowanego ojca przed bezdomnością.

Jest rozkojarzona, sprawia wrażenie jakby pewna część niej przebywała w innym miejscu. Opowiada o wszystkim po trochu. O swoich dokonaniach (które zapewne powinny przynieść w normalnej sytuacji jakąś stabilizację finansową), o długach, o ojcu, który na koniec zostanie bez mieszkania, o byłym mężu, który zażądał rozwodu z jej winy, bo ona nie miała czasu zmywać naczyń, o bankach, komornikach i bogatych feministkach. Potem odbiera komórkę i wtedy nagle jest pozbierana, stanowcza, konkretna.

Jest inna, a jednak, ze względu na skalę zjawiska, które ją właśnie dotknęło – jest też typową ofiarą kryzysu z klasy średniej. Czuje się skrzywdzona, obwinia system i państwo. Ale z jakiego powodu się wstydzi? No bo skoro się wstydzi, to jednak nie jest zupełnie jasne, kto w jej przekonaniu jest winien – ona czy system? Kapitalizm jest w kryzysie, a ta część klasy średniej, która właśnie tonie – jak widać– cierpi na rozdwojenie jaźni.
Opowiada o swoim małżeństwie. Zarabiali trochę kasy. On za bardzo kochał matkę, ona była aktywną feministką. Potem był rozwód. Przed rozwodem wzięli kredyt na dom, po rozwodzie wzięli jeszcze jeden kredyt na mieszkanie, żeby móc żyć osobno. Jeszcze potem przyszedł kryzys i przestali spłacać kredyty. Pierwsze poszło pod młotek jej mieszkanie. Następne w kolejce jest mieszkanie jej ojca, które z powodu jego choroby zostało kupione na nią. Bank nie chce zlicytować domu, w którym mieszka były mąż, bo widocznie były mąż ma jakiś układ z bankiem. To widać jest wystarczający powód, aby ją pogrążyć, zresztą wbrew interesom banku.
Kobieca solidarność nie istnieje

Były mąż usłużnie dostarczył także komornikom wykaz miejsc, w których była zatrudniana przez ostatnich 10 lat. Kobieta pracuje na umowy o dzieło, a to, co zarobi, w całości zabierają jej komornicy. Idzie im łatwo, bo przecież posiadają spis wszystkich źródeł jej utrzymania, a dochodów z takiej umowy nic nie chroni. Ostatnio jakiś idiota zabrał jej 300 złotych tantiem, chociaż cały dług wynosi około 100 tysięcy. Po co mu były te drobne? Teraz ona jest zupełnie bez grosza.

Artystka mówi, że nie można się na to wszystko zgodzić, że to tak nie może być. Wstyd i przywiązanie do liberalnych wartości okazują się słabsze od żywego doświadczenia krzywdy i poczucia solidarności
z innymi.

Do niedawna była bardzo zaangażowana w ruch feministyczny. Ma mnóstwo znajomych prezesek, dyrektorek. Potrzebuje etatu, bo tylko takie zatrudnienie gwarantuje, że otrzyma chociaż część swoich zarobków. Żadna z dobrze ustawionych koleżanek nie zdobyła się na taki gest w ramach kobiecej solidarności. Ona mówi, że nie wierzy już w tą kobiecą solidarność.

Co one myślą o feministkach?
Inna rzecz, to czy Ewa oczekiwałaby od ruchu feministycznego, żeby wspierał w trudnych sytuacjach kobiety ze swojego grona, czy w ogóle kobiety? Bo w Polsce od wielu lat dominuje nurt reprezentujący interesy kobiet z klasy średniej. A gdyby zapytać o to, co myślą o feministkach kobiety o nikomu nieznanych nazwiskach i życiorysach z ubogiej warszawskiej Pragi?

Oto jedna z nich – stara, samotna kobieta, której już nieżyjący syn podłączył na lewo uprzednio odłączony przez elektrownię prąd, przez co sąd – nie mogąc osądzić nieboszczyka – przypisał jej winę i skazał na grzywnę, której ona nie jest w stanie zapłacić. Grzywna jest z zamianą na areszt, w którym zapewne polskie państwo niebawem staruszkę umieści i będzie grzało za darmo.

Inna – listonoszka, nabrała kredytów, żeby ratować córkę narkomankę. Nic z tego nie wyszło. Załamała się, podupadła na zdrowiu, straciła pracę. Bank zlicytował mieszkanie. Córka zamieszkała z narzeczonym
– bandytą i narkomanem, a kobietę umieszczono w baraku. W tym baraku przeważają kobiety. Kobiety, którym za mało płacono za pracę, albo kobiety, których przez wiele lat nikt nie chciał zatrudnić. Listonoszka nawet w międzyczasie ukończyła studia. I co? Nadal jest bezrobotna.

Porzucone siostry
Jednak Kongres Kobiet nie zajmuje się problemem bezdomności swoich sióstr. Kobiet, które w rozpaczy miotają się po latach beznadziejnej walki o lepszy byt, próbując teraz uratować siebie i swoich najbliższych przed ostatecznym wykluczeniem z życia społecznego.

A czy Kongres Kobiet radził o tym, co zrobić z nasilającym się zjawiskiem nieogrzewanych zimą mieszkań emerytek i matek? Czy zastanawiał się, dlaczego pomoc społeczna nie może im pomóc? Czy żądał zmiany sytuacji matek przerażonych w zimie, że ich dzieci rozchorują się w niedogrzanych mieszkaniach ogrzewanych butlą gazową, bo prąd już odłączono?

Kto miałby się wstawić za tymi wszystkimi kobietami? Gdyby przystąpiły do ruchu feministycznego, to czy te wszystkie prezeski, menedżerki, dziennikarki mogłyby się nimi faktycznie przejąć? Czy ich problemy byłyby przynajmniej równie ważne, jak kłopoty bizneswoman, a ich interesy nie były czasem sprzeczne?
Skoro hołubiony przez media polski ruch feministyczny jest zdominowany przez kobiety z klasy średniej, której pewna część doświadcza w kryzysie pauperyzacji, to logiczną konsekwencją tego jest pojawianie się tu i ówdzie słabych głosów nawiązujących do sytuacji niezamożnych kobiet, a nawet większa popularność feministek lewicowych. Ne pewno nie można jednak liczyć na to, że liberalna Magdalena Środa przestanie być najważniejszą postacią tego ruchu.

Po co więc lewicowym feministkom udział w ruchu, który jako swoją gwiazdę potrafi obrać Henrykę Bochniarz lub Jolantę Kwaśniewską, skoro dla większości kobiet kapitalizm, oparty na nierównościach, rywalizacji i konkurencji nie może przynieść nic dobrego, a którego to systemu Henryka Bochniarz jest zapewne w stanie bronić z większym zaangażowaniem niż kobiet.

Czy lewicowe feministki zmianę świata na lepszy chcą z Henryką Bochniarz wydyskutować na Kongresie?


Źródło
Opublikowano: 2014-10-26 08:40:49

Jeszcze jedna bomba atomowa a dojdziemy już do…

Jeszcze jedna bomba atomowa a dojdziemy już do…

Nie wiem o czym Tusk rozmawiał z Putinem, a gdyby nie podsłuchy nie wiedziałbym, też o czym rozmawiali w knajpie Belka, Sienkiewicz, Sikorski i inni. Politycy kiedy sądzą, że mogą sobie na to pozwolić często wrzucają na luz i mówią rzeczy politycznie niepoprawne. Może po to, żeby odreagować konieczność uważania na każde słowo w życiu publicznym.
Jeżeli jednak Putin powiedział coś o polskim Lwowie, to dzięki Radkowi Sikorskiemu osiągnął swój cel. Udało mu się przypomnieć nam wszystkim i opinii światowej, że Polacy to też nacjonaliści i że jakaś część naszego społeczeństwa nigdy się nie pogodziła z utratą Lwowa. Wystarczy przypomnieć spory wokół stanu cmentarza Orląt Lwowskich czy śpiewane na obozach harcerskich przy ognisku w czasach głębokiego PRL-u o tym jak to „odpoczniemy po swej pracy już w ojczystym Lwowie”. Nie śpiewaliście? Ja śpiewałem.
Im więcej Radek Sikorski popełnia gaf tym bardziej go lubię. Wprawdzie oficjalnie nadal opowiada te wszystkie androny, to jednak przynajmniej wiemy, że prywatnie myśli trzeźwo, czyli, że nie jest idiotą na jakiego czasem wygląda.
Putin zaś ,przy wydatnej pomocy Sikorskiego, przekuł balon naszej poprawności politycznej, która przeciw Rosji i jej agresywnej polityce na Ukrainie kazała nam kochać Ukrainę i Ukraińców pomimo, nie tylko wołyńskiej masakry, ale też aktualnego czczenia jej autorów. Polscy nacjonaliści, na szczęście nie tak liczni i wpływowi jak w Rosji czy na Ukrainie wracają do wyznawanej przez Romana Dmowskiego i jego Narodową Demokrację opcji promoskiewskiej, a tu nagle Putin ustami Sikorskiego leje miód na ich serce słowami o polskim Lwowie.
Viktor Orban, do niedawna wzór dla Jarosława Kaczyńskiego i jego partii do takiego „nowego Monachium” chętnie by przyjechał i wziął udział w podziale Ukrainy. Mówiąc o polskim Lwowie Putin poszedł za ciosem, zaczął proces erozji mentalnej przygotowującej opinię europejską na zaakceptowanie faktycznie dokonanego już podziału Ukrainy. Powstaje wizja, w której Rosjanie już zaczęli odbierać „swoje”, Węgrzy przebierają nogami, a Polacy jeszcze się zastanawiają.
Jeżeli coś można zarzucić Sikorskiemu, to fakt, że dał się użyć do tej gry prowadzonej przez Putina. Zadziałał więc, mam nadzieję mimo woli, jako typowy agent wpływu. Putin nie mógł przecież oficjalnie zgłosić Polsce swej oferty, bo na to jest za sprytny. On to rozgrywa subtelniej. Przemówił ustami marszałka polskiego Sejmu, który dopiero co przestał kierować resortem spraw zagranicznych.
My oczywiście, nawet gdyby oferta była realna i możliwa do skonsumowania, a nie jest, nie powinniśmy jej w ogóle rozważać. To, że w Polsce nacjonalizm nie ociera się o jeden procent poparcia wyborczego to wynik powojennego porządku, w ramach którego Polska jest krajem etnicznie jednolitym. I niech tak zostanie.

Piotr Ikonowicz


Źródło
Opublikowano: 2014-10-25 08:34:27

DWA BRZEGI: M. ZENKA vs M. ZAWISZA / Komercjalizacja usług oświatowych | PolitykaWarszawska.pl

Zatłoczone klasy, zajęcia na dwie zmiany, niezdrowe i drogie jedzenie w stołówkach, i powiększająca się przepaść pomiędzy bogatszymi a biedniejszymi dziećmi – to tylko niektóre negatywne efekty prowadzonej systematycznie od kilku lat polityki zaciskania pasa stołecznej edukacji. Dla włodarzy Warszawy edukacja nie jest priorytetem, dlatego oszczędności szukają w outsourcingu. Warszawskie władze zdają się zapominać, że szkoła to całość, nie można powierzać jej funkcji zewnętrznym podmiotom, nastawionym jedynie na zysk.

DWA BRZEGI: M. ZENKA vs M. ZAWISZA / Komercjalizacja usług oświatowych | PolitykaWarszawska.pl

Dokąd powinna zmierzać warszawska oświata? Czy należy zachować publiczny charakter warszawskich szkół, przedszkoli i stołówek? Czy też dopuścić podmioty komercyjne do świadczenia usług oświatowych? Kwestia jest o tyle ważna, że edukacja to zbyt istotna sprawa, aby pozwolić jej zmieniać się "na dziko…

Źródło
Opublikowano: 2014-10-24 19:09:55

Anna, kucharka szkolna

Anna, kucharka szkolna

– Ja jestem tutaj od niedawna. Pracuję jako kucharka w szkole w okolicy, mieszkam też niedaleko. Działkę zajęłam, bo wcześniej przychodziłam z dzieckiem do koleżanki i nam się bardzo spodobało. To dla nas taka odskocznia. Mieszkam w blokowisku, a tutaj jest tak wspaniale latem i wiosną. Dla nas…

Więcej



Źródło
Opublikowano: 2014-10-22 18:44:37

Aplikacja i coś na kształt cyfrowej ramki na zdjęcia. Wiemy, na czym polega Zoom.Me…

Anka Górska:

chcę to!!!

Aplikacja i coś na kształt cyfrowej ramki na zdjęcia. Wiemy, na czym polega Zoom.Me…

– Robisz zdjęcie smartfonem. Przez bezpłatną aplikację wysyłasz je bezpośrednio na Zoom.Me, które stoją w domach twoich bliskich – mówił na premierze swojego start-upu Mateusz Kusznierewicz, polski żeglarz i medalista, który postanowił zainwestować w nowe technologie. Zoom.Me to aplikacja na smartfo…

Źródło
Opublikowano: 2014-10-21 00:00:01

Blokada eksmisji na Wawrzyszewie. Matka z córką nie trafiły na bruk

Kilkadziesiąt osób, m.in. działacze Kancelarii Solidarności Społecznej, członkowie Partii Zieloni i mieszkańcy squatu Syrena, czekało na ul. Szekspira na Wawrzyszewie na komornika, który zapowiedział się tu na godz. 10. Miał eksmitować dwie lokatorki bloku. Agnieszka Roszak dzieli mieszkanie ze starszą matką. Jest niedowidząca, poważnie choruje na nerki, co dwa dni musi jeździć na dializę. Egzekucja komornicza została jednak w ostatniej chwili wstrzymana. Lokatorki czekają teraz na decyzję władz dzielnicy.

Blokada eksmisji na Wawrzyszewie. Matka z córką nie trafiły na bruk

Kilkadziesiąt osób zgromadziło się dziś rano przed blokiem na ul. Szekspira, skąd miały być eksmitowane dwie kobiety. Egzekucja komornicza została jednak w ostatniej chwili wstrzymana. Lokatorki czekają teraz na decyzję władz dzielnicy.

Źródło
Opublikowano: 2014-10-20 18:07:28