Dzisiaj byłem na drugiej debacie bardzo inspirującego Stowarzyszenia Nasze Leszczynki. To była "prezydencka" debata, poprzednia była dla kandydatów do Rady. Jestem też potwornie zmęczony bo mam mnóstwo obowiązków ostatnio i zadań do wykonania nie związanych z moim kandydowaniem i też trochę tych związanych. Plus jest taki, że nie mam czasu analizować tego, co mówię na debatach Mówię to, co mówimy jako ludzie tworzący Marzę o Gdyni od 2 lat właściwie więc w jakimś sensie to łatwe. Z drugiej strony wpadam chyba w skrótowość, zakładam, że słuchający wiedzą o nas więcej niż wiedzą. Dzisiaj parę osób pierwszy raz się dowiedziało, że jest 5 kandydujących. Ba, Radio TOK FM nie wiem czy w ogóle o tym wie (ostatnio nie popisali się wiedzą dostępną w choćby PKW). To są wszystko takie problemy politycznej kuchni trochę

Podziwiam płynne wywody kontrkandydatów ale mnie męczą one, nie widzę w takim sposobie mówienia otwartości na rozmowę. Jest kilka spraw, które wymagają wspólnego zastanowienia nad polityką i rozmowy bez ciśnienia. Choćby kwestia samochodów albo Orlicz-Dreszera. Te kwestie są zakładnikiem "badania opinii" i pojmowania rynku a nie powinny. Nie powinno się ich przedstawiać jako nierozwiązywalnych z powodu obiektywnych praw rynku, bo tak nie jest.

Chciałbym więc wspomnieć jeszcze przed pójściem spać debatę poprzednią, sprzed tygodnia. Taką tylko dla kandydatów z okręgu obejmującego tzw. zachodnie dzielnice. Mam dzisiaj poczucie, że była dużo bardziej inspirująca i sensowna, bardzo wiele kwestii szczegółowych omawialiśmy z perspektywy mieszkańca, lub – ja lubię taką – perspektywy pieszego . Owszem było wielu kandydatów i kandydatek ale też nie wszyscy mieli kwestie wypisane wcześniej i mówili bardziej od siebie. Zapisałem kilka kartek z pomysłami i sprawami, które na Leszczynkach są ważne, wiele inspiracji. Było to może wartościowe bardziej niż wizyta w TVP, choć ta też była sporym doświadczeniem

Debaty "prezydenckie" to walka kogutów, popis na elokwencję czy skojarzenia. Czasami wykrzywiony za bardzo od sztampowych wypowiedzi napisanych wcześniej. Obserwuję jednak, że takie debaty są potrzebne, ludzie się bardziej angażują widząc "swojego" kandydata walczącego na tej mównicy… Może to jakieś atawizmy w nas . Gdybym miał czas się zastanowić głębiej nad tym…

Dostałem ostatnio z pewnej gazety pytanie co mnie wyróżnia spośród innych kandydatów. W przypadku wszystkich nas zaangażowanych w Marzę o Gdyni (i osób wspierających) jest to chyba jednak unikatowe, dostępne tylko w pewnych nowych środowiskach doświadczenie łączące aktywizm miejski z polityką, uliczne protesty z szeroko rozumianą pracą organizacyjną. Nie będę tego rozwijać teraz, ale czuję ciągle, że coś by się przydało zmienić w polityce, coś więcej niż same pomysły na sfinansowanie tego zamiast tamtego. Coś tu jest jeszcze głębiej do zmiany.

(zdjęcia z debaty sprzed tygodnia)





Źródło
Opublikowano: 2018-10-10 00:01:19