Prezesi z nadania Nowogrodzkiej (dawniej powiedziałoby się "nomenklatura") kasują setki tysiecy złotych. Ale zwykłym pracownikom państwo płaci bardzo marnie. Szeregowi urzędnicy od lat nie mogą się doczekać podwyżki. Podobnie jest w ochronie zdrowia, w szkołach czy w pomocy społecznej. Ciągle słychać: "poczekajcie". Niestety, ceny w sklepach nie chcą czekać.

W naszej polityce wielką karierę zrobiło hasło "tanie państwo". Pracownicy budżetówki to ulubiony chłopiec do bicia. Poza Partią Razem nikt nie ma odwagi, żeby się za nimi ująć. PiS konsekwentnie naśladuje tu PO i zaciska pasa na ich brzuchach. Skąpstwo dało się jeszcze jakoś zrozumieć, kiedy sytuacja gospodarcza była zła. Ale dziś dochody budżetu rosną. Pieniądze na podwyżki są. Dla kogo chomikuje je PiS?

Rąbka tajemnicy uchyliła pani minister finansów. Jej wypowiedź w amerykańskim serwisie Bloomberg przemknęła niezauważona w polskich mediach. A szkoda! Okazuje się, że PiS chce przypodobać się zagranicznym inwestorom – w ministerstwie trwają prace nad obniżką podatków.

Amerykański serwis finansowy to dosyć dziwaczne miejsce na ogłaszanie planów rządu. Z drugiej strony rząd przyzwyczaił nas do polityki prowadzonej na kolanach przed zagranicznymi firmami. Wiemy, że pani ambasador Mosbacher decyduje o polskiej liście refundowanych leków. Czy polskie podatki będzie teraz ustalać Wall Street?

https://www.se.pl/…/adrian-zandberg-w-felietonie-dla-super-…

Adrian Zandberg w felietonie dla „Super Expressu”: Czas na podwyżkę w budżetówce!

Mamy dobrą sytuację gospodarczą. W budżecie jest o 30 miliardów więcej, niż przewidywano. Dlaczego rząd skąpi na podwyżki płac w budżetówce?

Źródło
Opublikowano: 2019-01-26 14:15:14