Z każdym kolejnym tekstem Matczaka dyskusja o pracy robi się coraz głupsza. Rozu

Tomasz Markiewka:


Z każdym kolejnym tekstem Matczaka dyskusja o robi się coraz głupsza. Rozumiem pokusę, by machnąć na to ręką. Ale Matczak jest zawzięcie promowany przez „Gazetę Wyborczą” i jego głupoty trafiają do tysięcy ludzi, warto więc chyba je kontrować.

Powiada Matczak: „Mam prawo mówić, że jest w Polsce problem z etosem pracy – że młodzi ludzie są gotowi pracować tak ciężko jak moje pokolenie. Nie jest to wyraz niezrozumienia”.

Wiecie, ludzie byli gotowi wysyłać swoje dzieci na kilkunastogodzinną harówkę w kopalniach. Dziś są. Nawet taki pracuś jak Matczak. Czy to znaczy, że upadł etos pracy? A może – zaryzykujmy rewolucyjną tezę – tak wygląda postęp cywilizacyjny? Że nie trzeba ryzykować życia i zdrowia w celu zdobycia środków na utrzymanie?

Czasem mam wrażenie, że ludzie tacy jak Matczak panicznie boją się postępu – tego, że Polska może upodobnić się do najbardziej rozwiniętych krajów zachodnich, gdzie coraz częściej dyskutuje się o takich pomysłach jak czterodniowy tydzień pracy.

Ironizuje Matczak: „Jestem przekonany, że gdyby Martin Luther King Jr. i Thurgood Marshall, walczący o desegregację rasową, mieli obok siebie Zandberga, więcej by odpoczywali”.

Martin Luther King deklarował się jako zwolennik „demokratycznego socjalizmu”, krytykował kapitalizm i walczył o prawa pracownicze. Nie chcę martwić Matczaka, ale w tej dyskusji stałby on najpewniej po stronie Zandberga.

Inna sprawa, że Matczak miesza pracę zawodową z aktywizmem. I jakoś mu do głowy nie przyjdzie, że trudno pogodzić jedno z drugim. To może umknąć komuś, kto na bieżąco zajmuje się komentowaniem polityki, ale ciężko jednocześnie spędzać kilkanaście godzin w i być zaangażowanym obywatelem lub obywatelką. Zaharowani ludzie nigdy nie stworzą społeczeństwa obywatelskiego.

Ubolewa Matczak: „Bolszewicy nienawidzili kułaków, bo ci mieli więcej. Rozkułaczali ich więc z majątku. Dzisiaj ich filozoficzni następcy wciąż rozkułaczają tych, którzy mają więcej. Rozkułaczają z ludzkiego szacunku, z kapitału społecznego, przez agresję słowną i potępienie”.

W sensie: zabierano ludziom majątki i ich mordowano, a teraz kiedy Matczak napisze głupotę, to znajdą się tacy, którzy go wyśmieją, i to jest ten sam bolszewicki nurt myślenia?

Jakie to jest w ogóle wygodne podejście do świata, prawda? Gdy skomplikowane kwestie związane z nierównościami społecznymi, zasługami, wpływem na zdrowie można sprowadzić do prostego „bolszewicy, bolszewicy, bolszewicy”.

Jeszcze jedno. Dla mnie najbardziej ironicznym aspektem całej tej debaty – a jednocześnie doskonałym jej podsumowaniem – jest to, że Matczak pisze tekst za tekstem o „etosie pracy”, ale najwyraźniej jest zbyt leniwy, by się do tego przygotować. Nie chce mu się sprawdzać badań na temat nierówności, nie chce mu się czytać książek o pułapkach merytokracji, nie chce mu się zajrzeć do programu partii, które krytykuje. Po co, skoro można pojechać klasycznym narzekaniem na bolszewików? A potem zainkasować za to wynagrodzenie.

Źródło
Opublikowano: 2021-10-24 11:58:32