Tomasz Markiewka:


Harari swoje krótkie rozważania o możliwych zagrożeniach stwarzanych przez cyfrowych gigantów kończy następującą puentą: „Przynajmniej obecnie, w marcu 2018 roku, wolałbym udostępnić swoje dane raczej Markowi Zuckerbergowi niż Władimirowi Putinowi”.

Czy to naprawdę cały nasz wybór? Albo miliarder władający naszymi danymi prywatnymi, albo zbrodniczy dyktator? Czy nie ma żadnych innych rozwiązań – czegokolwiek bardziej w duchu demokracji? To już Unia Europejska próbująca uregulować cyfrowe korporacje ma prawdopodobnie więcej wyobraźni politycznej.

Harari zdaje się w ogóle nie zauważać możliwości podjęcia działań politycznych w tej sferze.

Kiedy przyznaje w jednym z tekstów, że władze państwowe i korporacje mogą wykorzystywać algorytmy do „hakowania” nas, udziela rozbrajającej rady: „musisz być szybszy od algorytmów, szybszy od Amazona i władz państwowych – musisz poznać samego siebie, zanim oni to zrobią”.

Rada, że moglibyśmy się zmobilizować politycznie, by nie dopuścić do tego, żeby ktokolwiek miał nad nami taką władzę, nie przychodzi mu do głowy. Mamy się dostosować do świata, nie go zmieniać.

To uderzająca cecha opowieści snutej przez Harariego: łatwiej mu sobie wyobrazić stworzenie algorytmów, które zastąpią prawdziwych lekarzy i będą wybierały za nas kierunki studiów, niż demokratyczne reformy, które ukrócą władzę korporacji i sprawią, że nasza przyszłość nie będzie zależała tylko od odruchów serca Zuckerberga i mu podobnych miliarderów.

Między Zuckerbergiem a Putinem. O czym opowiada Juwal Noach Harari

Źródło
Opublikowano: 2022-05-13 08:32:53