Z cyklu „Posty długie i nieco pretensjonalne”:

Z cyklu „Posty długie i nieco pretensjonalne”:
Moja piękna i mądra narzeczona Adriana Rozwadowska ma taką teorię, że jednym z głównych problemów Polaków jako zbiorowości są typowe, głębokie zaburzenia psychologiczne. Ada uważa, że generalnie jako kraj potrzebujemy długiej i systematycznej psychoterapii. Sceptycznie podchodziłem do tej hipotezy, bo nie lubię zbyt pochopnego psychologizowania problemów dotykających tych porządków, które są ze swej natury skomplikowane i wieloczynnikowe. Aż do…

Więcej

Źródło
Opublikowano: 2019-12-12 12:09:14

Czasami zapraszam Was na debaty, w których biorę udział. Na tę zapraszam jednak jakieś trzynaście razy bardziej niż zwyk


Czasami zapraszam Was na debaty, w których biorę udział. Na tę zapraszam jednak jakieś trzynaście razy bardziej niż zwykle, bo tak się składa, że współorganizujemy ją wraz z Grzegorz Ilnicki oraz przy wsparciu OPZZ.
Jak widać gości i gościnie mamy wyłącznie najznamienitsze.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-11 15:48:46

Płaca minimalna: w górę czy w dół?

„Rafał Trzeciakowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza powołuje się na badania Agnieszki Kamińskiej i pana jako dowód na to, że płaca minimalna jest szkodliwa. – Nasze badanie zostało potraktowane wybiórczo”
– czyli po pierwsze, jest zaorywane, a po drugie Adriana Rozwadowska

Więcej

Płaca minimalna: w górę czy w dół?

Źródło
Opublikowano: 2019-12-11 10:33:47

Trybunał: osoby na ‚śmieciówkach’ będą mogły być w związkach zawodowych

No więc rzeczywiście tamten rząd szybko się zdematerializował, przyszedł następny i też schował sprawę do zamrażarki. Powód jest prosty: osoby na śmieciówkach w związkach zawodowych to byłaby rewolucja na rynku pracy, na czym ani PO, ani bankierom z PiS nie zależy. W sumie prawdopodobnie starym…

Więcej

Trybunał: osoby na ‚śmieciówkach’ będą mogły być w związkach zawodowych

Źródło
Opublikowano: 2019-12-11 03:43:10

Po tekście Grześka Sroczyńskiego o mediach i polemice Michała Wybieralskiego (linki w komentach) rozpętała się w mojej b

Po tekście Grześka Sroczyńskiego o mediach i polemice Michała Wybieralskiego (linki w komentach) rozpętała się w mojej bańce ognista dyskusja, a że przechodzi moim zdaniem lekko obok tematu, to się tu nieco przydługo wypowiem.

Podstawowy błąd leży w założeniu, że dziennikarz jakoś szczególnie różni się od społeczeństwa, osobliwie od klasy społecznej, w której funkcjonuje. Tak nie jest, raczej jest jej odbiciem. A ponieważ większość z nas, dziennikarzy, to klasa średnia (często spauperyzowana,

Więcej

Źródło
Opublikowano: 2019-12-10 23:18:04

Koniec umów o dzieło? Wyrok Sądu Najwyższego bulwersuje aktorów i muzyków

Cytując swoją wypowiedź z artykułu Adriana Rozwadowska, orzeczenie Sąd Najwyższy w sprawie aktorskch umów o dzieło, to „wyjątkowe nieporozumienie” – „Świadczy o całkowitym niezrozumieniu istoty pracy aktora przez sędziów. Aktorzy nie tylko tworzą swoje autorskie role, ale też współtworzą dramaturgię…

Więcej

Koniec umów o dzieło? Wyrok Sądu Najwyższego bulwersuje aktorów i muzyków

Źródło
Opublikowano: 2019-12-10 14:54:55

Łaskawy król Arabii Saudyjskiej wielkodusznie zniósł segregację płciową i przyznał kobietom prawo do spożywania posiłków

Łaskawy król Arabii Saudyjskiej wielkodusznie zniósł segregację płciową i przyznał kobietom prawo do spożywania posiłków w restauracjach wraz z mężczyznami – jako prawie równorzędnym ludziom, choć wciąż podludziom.
Jak ten dodatkowy milimetr podstawowych praw komentuje pan narrator w Expresie TTV – a więc TVN 2?
"Król już wkrótce może przyznać kobietom więcej przywilejów, bo te już mają chrapkę na więcej. W końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia!"
Tak więc mamy tu los pozbawionych przez reżim fundamentalnych praw kobiet przedstawiony jako egzotyczną ciekawostkę – prowokującą do zabaw językowych i równie zabawną, co ten kotek z Youtube'a uderzający łapką w okno i wymiaukujący "Wpuść mnie, wpuść mnie".
To dość osobliwe być kobietą – przedstawicielką płci, której prawa na całym świecie są ograniczone w nieraz drastyczny sposób – i słyszeć, jak mówią o Tobie w duchu "Ale heca!"
No w każdym razie oby się tym roszczeniowym pannicom od tych przywilejów w ślicznych główkach nie poprzewracało.
PS. W sumie czemu ja się jeszcze dziwię i gorączkuję, przecież kiedy kobiety w Arabii Saudyjskiej otrzymały prawo jeżdżenia samochodem, w TVN-ie jakiś zadowolony z siebie typ zastanawiał się, czy, hehe, wzrośnie liczba wypadków. Hehe.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-09 22:34:44

Zazwyczaj obrażam się na Polskę, ale bywają też dni, w których na widok rozwiązań prawnych w tzw. innych państwach dobr

Zazwyczaj obrażam się na Polskę, ale bywają też dni, w których na widok rozwiązań prawnych w tzw. innych państwach dobrobytu wpadam w osłupienie.
Otóż jeśli zachorujemy na grypę tudzież złamiemy nogę w Belgii, nasz zasiłek chorobowy będzie uzależniony od tego, kim przyszło nam być na tym padole.
I tak jeśli jesteśmy tzw. białym kołnierzykiem – pracownikiem biurowym czy urzędnikiem – przez miesiąc otrzymywać będziemy 100 proc. naszych zarobków.
Inna zgoła jest sytuacja pracowników fizycznych – ci 100 proc. zarobków otrzymają tylko przez tydzień, w drugim ich zasiłek spadnie do 86 proc., w trzecim i czwartym – do, serio!, 26 proc. (choć im noga jest akurat bardziej niezbędna w pracy).
Oburza mnie to równie, co i pokrewny polski wynalazek z 1974 roku, który – w Polsce, kraju polityków skrajnie niezainteresowanych prawem pracy – przehibernował do dziś: uzależnienie wymiaru urlopu od wykształcenia.
I tak Rozwadowska, która poszła na studia – bo miała ten przywilej – już po dwóch latach pracy na etacie zyskuje prawo do 26 dni urlopu zamiast podstawowych 20. Facet po szkole zawodowej, który macha łopatą, kasjerka zasuwająca w Biedronce – co jest czynnością dalece bardziej męczącą niż gnuśnienie na studiach – na wyższy wymiar urlopu pracować aż 7 lat.
I to by było na tyle o równości i sprawiedliwości.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-09 16:45:22

Facet u władzy znów wziął na celownik złe kobiety. Bo przecież pijani mężczyźni nie płodzą w Polsce dzieci

Adriana Rozwadowska mówi, jak jest:
„Nie mamy w Polsce edukacji seksualnej, mamy za to prawo antyaborcyjne, które usunięcie ciąży czyni niemożliwym. Mamy powrót recept na antykoncepcję awaryjną, a teraz – projekt izolowania ciężarnych „spożywających alkohol”. Tymczasem nie nagabywani przez nikogo…

Więcej

Facet u władzy znów wziął na celownik złe kobiety. Bo przecież pijani mężczyźni nie płodzą w Polsce dzieci

Źródło
Opublikowano: 2019-12-07 07:41:53

Cała Polska SSE. Miejsca pracy z rządową dotacją nie powinny być marne

Mind—->blown
Dzień, w którym moja wypowiedź pojawia się w towarzystwie prof. Leokadii Oręziak oraz Jeremiego Mordasewicza. Takie rzeczy tylko u Adriana Rozwadowska (Gazeta Wyborcza). Tym razem w tekście o Specjalnych Strefach Ekonomicznych w nowym, ogólnopolskim wydaniu ala Minister Morawiecki.

Cała Polska SSE. Miejsca pracy z rządową dotacją nie powinny być marne

Źródło
Opublikowano: 2019-12-06 11:01:37

Z raportu "Oczekiwania młodych programistów" No Fluff Jobs, który i napawa drobnym optymizmem, i poraża zaraze

Z raportu "Oczekiwania młodych programistów" No Fluff Jobs, który i napawa drobnym optymizmem, i poraża zarazem.
Najpierw drobna rzecz optymistyczna: 58 proc. juniorów i juniorek w IT jednak preferuje umowę o pracę, 42 proc. zaś inne formy zatrudnienia, z czego aż 31 proc. chce pracować na samozatrudnieniu.
Stan faktyczny jest z kolei taki, że aż 31 proc. juniorów i juniorek w IT pracuje na zleceniu.
A teraz ta porażająca: przychodząc do pierwszej pracy w IT junior oczekuje 8900 zł na rękę. Juniorka – 5800 zł na rękę. Tak, dobrze policzyliście – kobiety w IT uważają się za o 35 proc. mniej warte od mężczyzn.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-03 15:47:17

Znamy opinię biegłego o pracy w Amazonie: ‚Może powodować urazy psychologiczne i fizyczne’

Model biznesowy Amazona opiera się na parametryzowaniu pracy w centrach logistycznych, które sięga – a niejednokrotnie przekracza – możliwości fizycznych ludzkiego ciała. Mamy na to kolejny dowód w postaci opinii biegłego, który przeprowadził kontrolę w podpoznańskim oddziale Amazona. Adriana…

Więcej

Znamy opinię biegłego o pracy w Amazonie: ‚Może powodować urazy psychologiczne i fizyczne’

Źródło
Opublikowano: 2019-12-03 00:07:57

Z kronikarskiego obowiązku pragnę przypomnieć, że tej zimy mijają cztery lata od publikacji tzw. Planu Morawieckiego vel

Z kronikarskiego obowiązku pragnę przypomnieć, że tej zimy mijają cztery lata od publikacji tzw. Planu Morawieckiego vel SOR-u (kiedy to zleciało?).
Plan ów zakłada, że w 2030 roku będziemy zarabiać tyle, ile zarabia się średnio w Unii Europejskiej (tam naprawdę jest tak napisane!)
Jak z bicza strzelił zleciała premierowi niemal jedna trzecia czasu, tymczasem mimo najwyższych od lat podwyżek średnia polska płaca to wciąż ok. 1 tys. euro, średnia unijna to zaś 3 tys. euro.
No ale nie poddawajmy się, nie zniechęcajmy, jak to przy innej okazji zaśpiewali znani polscy szansoniści, nasza wspólna nadzieja pozwoli uczynić nam cuda.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-02 15:54:48

Dziś o g. 21 w Krakowie przy Dolnych Młynów w ramach Non-fiction. Festiwal reportażu będę miał przyjemność poprowadzić s

Dziś o g. 21 w Krakowie przy Dolnych Młynów w ramach Non-fiction. Festiwal reportażu będę miał przyjemność poprowadzić spotkanie nt. polskiej pracy z udziałem Adriana Rozwadowska (Gazeta Wyborcza), Marek Szymaniak (autor „Urobionych”, Wydawnictwo Czarne) i Olga Gitkiewicz (autorka „Nie hańbi”,

Więcej

Non-fiction. Festiwal reportażu

Źródło
Opublikowano: 2019-11-29 22:22:16

Z cyklu jak się robi w mediach.

Z cyklu jak się robi w mediach.
> "The Atlantic" publikuje reportaż o pracy w amerykańskim Amazonie – m.in. śmierci pracownika i współpracy Amazona i władz stanu Indiana w celu zrzucenia winy na denata
> "The Atlantic" prosi Amazona o rozmowę, ten odmawia
> rzeczniczka amerykańskiego Amazona godzi się na pisemne odniesienie się do kilku pytań
> reportaż jest publikowany wraz z wyczerpującym stanowiskiem spółki
> (…)
> gdzieś 8 tys. km dalej niejaka Rozwadowska omawia ten reportaż dla lokalnej "Gazety Wyborczej"
> "Jak napisał "The Atlantic", w amerykańskim Amazonie (…)" i tak dalej
> po kilku godzinach spływa mail od rzeczniczki polskiego Amazona
> która wnosi o "sprostowanie nieprawdziwych informacji"
> tak więc polska rzeczniczka polskiego Amazona każe prostować polskiej dziennikarce amerykański tekst, co do którego amerykański Amazon zdaje się że nie zgłasza poważnych zastrzeżeń
> w wyliczance rzeczy do sprostowania znajduje się m.in. punkt "Wywieranie presji na organy regulacyjne. Są to absurdalne pomówienia", a poniżej "prośba o modyfikację tekstu"
> jak rozumiem mam więc skasować pół artykułu, bo jest absurdalny
> albo: "Amazon to dobre i bezpieczne miejsce pracy. Twierdzenie, że jest inaczej to umyślne wprowadzanie w błąd".
Całość wystąpienia rzeczniczki polskiego Amazona dodałam u dołu wczorajszego tekstu. Przyznam, że są to dla mnie absolutnie nowe standardy. I że życzyłabym sobie, aby wszyscy rzecznicy świata tego przeczytali wreszcie definicję sprostowania.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-29 16:11:42

Pracownik winny własnej śmierci. Tak ustaliły Amazon i władze stanowe

> napisz tekst o tym, że tempo pracy i normy w Amazonie prowadzą do wypadków, bo nie ma czasu na BHP
> a kiedy w magazynie dochodzi do wycieku gazu, i pracownicy oraz pracownice z zawrotami głowy i paleniem w klatce piersiowej chcą opuścić budynek, management nie chce podjąć ewakuacji i zatrzymać produkcji – bo straty – więc informuje, że czas nieobecności będzie odliczany od przerwy
> w komentarzach czytaj, że podane na pewno są nieprawdziwe "jak to zwykle w takich tekstach, które chcą tylko dowalić", bo przecież to niemożliwe, żeby pracownik musiał zebrać z półek 350 przedmiotów na godzinę (czyli 6 na minutę).
Podane informacje pochodzą z reportażu "The Atlantic" i Center for Investigative Reporting. Przedstawicielka Amazona pojawia się w tekście i nie zaprzeczyła im. Stwierdziła za to, że normy nie odbiegają od tych w innych firmach.
Natomiast nie to jest najciekawsze, a fakt, że żeby przyciągnąć Amazona do siebie, Maryland zaproponowało 6,5 mld dol. w ulgach podatkowych, Virginia – 550 mln dolarów w gotówce, Atlanta – hehe – m.in. bezpłatny parking dla menadżerów Amazona, Indiana zaś – przerzucenie winy za śmierć pracownika Amazona na denata.
Być może nie dorosłam do tych nowoczesnych czasów, ale wciąż nie mieści mi się w głowie, jak władze publiczne mogą wpaść na pomysł zapłacenia 0,5 mld dolarów prywatnej firmie za to, że będzie działać przynosząc sobie 11 mld dolarów zysku i odprowadzać 0 dolarów podatku (dane za 2018 rok).
No cóż, jakoś zostaje się najbogatszym człowiekiem na świecie. Tylko dlaczego z państwowych pieniędzy?

Pracownik winny własnej śmierci. Tak ustaliły Amazon i władze stanowe

Amazon w porozumieniu z władzami stanu Indiana usiłował zrzucić winę za śmiertelny wypadek przy pracy na pracownika, który zginął. W magazynie w Eastvale mimo wycieku gazu pracownicy nie zostali ewakuowani. Kto chciał opuścić budynek, musiał liczyć się z odliczeniem czasu nieobecnośc…

Źródło
Opublikowano: 2019-11-28 14:52:20

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych obchodzi dzisiaj swoje 35-lecie.

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych obchodzi dzisiaj swoje 35-lecie.
Z tej okazji, podczas uroczystej gali, na której niestety sfotografować się nie zdążyłyśmy, zasłuchanymi w płomienne przemowy Adriana Zandberga i Władysława Kosiniaka-Kamysza będąc, zostałyśmy odznaczone – wraz z Jerzym Domańskim z "Przeglądu" – taką oto ładną statuetką za teksty o ważkich sprawach pracowniczych.
Chcemy gorąco podziękować. Jestem pewna, że gdyby Lula nie była kocicą, zakładałaby związki zawodowe. A póki co bardzo mnie wspiera w pisaniu.


Źródło
Opublikowano: 2019-11-27 19:14:32

Emerytury. Sprawiedliwość tylko dla bogatych

Lewica złożyła projekt podwyższenia emerytury minimalnej do 1,6 tys. zł i ustanowienia emerytury maksymalnej – 15,6 tys. zł.
Oczy wypadają, kiedy się czyta komentarze polityków, ekonomistów i publicystów: zgodnie z nimi to nieprzyzwoite, że biedniejsi mieliby na starość dostawać aż 1,6 tys. zł na życie. I to skandal w biały dzień, że bogatsi mieliby żyć za tylko 15,6 tys.
Ci sami ekonomiści, którzy twierdzą, że wysokość emerytury zależy wyłącznie od tzw. "ciężkiej pracy" i zaradności – ile sobie wypracujesz, tyle dostaniesz – na tym samym wydechu bronią "śmieciówek" – bo są "elastyczne" (co prawda dla jednej strony, za to tej ważniejszej).
Chciałabym więc poinformować, że przez około 5 lat ciężko przepracowałam na dziełach i zleceniach – w ramach których do moich obowiązków należały m.in. kilkunastogodzinne dyżury. Za ten okres moi pracodawcy nie odprowadzili ani złotówki na moją emeryturę – przy pełnym przyzwoleniu wzmiankowanych wyżej.
I tak oto – bo niemal na pewno będę pobierać emeryturę minimalną (jak i, wg prognoz, 75 proc. osób w podobnym wieku), moje nieumarcie z głodu legło w rękach lewicy.
Dziękuję reformie emerytalnej z 1999 roku, pakietowi antykryzysowemu, który odkręcił kurek ze śmieciówkami, a także kolejnym rządom PO i PiS – które wciąż nie uznają problemu za istotny (tak, coś tam zostało rachitycznie ozusowane).
O czym piszę tu. Łączę.

Emerytury. Sprawiedliwość tylko dla bogatych

Kilka lat przepracowałam na umowach 'śmieciowych' – bez ubezpieczenia i bez składek emerytalnych. Teraz mówią mi, że wysokość mojej emerytury zależy wyłącznie ode mnie i mojej ciężkiej pracy, a 1,6 tys. zł to za dużo.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-26 16:16:43

Rok temu z okładem Uber otrzymał licencję na przewóz osób w Londynie. I już prawie-prawie wszystko miało być po bożemu,

Rok temu z okładem Uber otrzymał licencję na przewóz osób w Londynie. I już prawie-prawie wszystko miało być po bożemu, ale nie będzie, bo zwyczaje korporacji nie poddają się takiej łatwej obróbce: miasto zorientowało się właśnie, że w tym czasie 14 tys. kursów świadczyli kierowcy nieposiadający ubezpieczenia – poinformował dzisiaj Financial Times – i Uber licencję na przewóz straci.
„Przyznajemy wprawdzie, że Uber poczynił postępy, ale nie możemy zaakceptować faktu, że firma pozwoliła pasażerom na wsiadanie do samochodów, których kierowcy mogli nie mieć licencji ani ubezpieczenia” – powiedziała pani z londyńskiego biura transportowego.
To jest niesłychane: miasto prosi gigantyczną firmę, żeby spełniała jakiekolwiek wymogi, akceptuje, czeka na postępy jak u trzylatka.
Witold Gadomski był uprzejmy wkleić pod moim ostatnim postem o Uberze wideo z ostatnim zdunem, jako analogią do mnie jako tej ludystki, która pragnie zawrócić kijem postęp (pudło, bo korzystam z appek przewozowych).
Otóż to beznadziejnie nietrafiona analogia. Miałaby sens, gdyby ostatni zdun był ostatnim zdunem na umowie o pracę, którego zastąpiły tysiące zduńskich prekariuszy na śmieciówkach.
Zawód zduna zniknął, tymczasem praca taksówkarza i kierowcy Ubera nie różni się niczym, nic nie znika, więc – haha, tośmy się uśmiały – nietrafiony niezatiopiony.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-25 12:16:30

Bizneswoman, kasjerka, tancerka dostawały pieniądze za nic. Kontrowersyjny eksperyment społeczny

Przyznam, że mam z bezwarunkowym dochodem podstawowym spory problem.
Można podzielić cały niemal budżet pomiędzy obywateli i obywatelki, każdemu wręczyć tysiąc złotych, który tak naprawdę wstrząśnie sytuacją niewielu, a następnie szukać jakichkolwiek pieniędzy na ochronę zdrowia, edukację czy transport, licząc, że rozdane tysiące nie zostaną spożytkowane na prywatną opiekę zdrowotną czy edukację, co oznaczałoby, że usługi zostaną sprywatyzowane, a biznes zeżre całe środki.
Można też zainwestować ogromne pieniądze w usługi publiczne: tak, żeby każdy i każda miał zagwarantowane naprawdę tanie mieszkanie, szybkie leczenie, świetną edukację, plus wysokie (a nie jak dziś – uwłaczające) zasiłki na wypadek bezrobocia. Do tego skracanie czasu pracy – i komfort życia ludzi na tym polskim padole mógłby być naprawdę ekstra.
Raz zbudowane mieszkania – w przeciwieństwie do BDP – mają bowiem to do siebie, że stoją, a kiedy się zwrócą, zaczną przynosić czystą korzyść bez potrzeby wydawania wciąż i wciąż pieniędzy.
No dobrze, ale też nie mówię nie. A poniżej rozmawiam sobie o tym m.in. z Ollim Kangasem, który prowadził fiński eksperyment z BDP, Danielem Haenim, który wykreował szwajcarskie referendum, oraz Maciejem Szlinderem z Polskiej Sieci na Rzecz Dochodu Podstawowego.
Btw: jestem zbita z pantałyku poziomem dyskusji w komentarzach. Okej, trochę tam o menelach i małpkach za 500+ tradycyjnie jest, natomiast – jak na komentarze na Wyborczej.pl – jest też usiłowanie rozmowy i ważenia argumentów. A osobę, która napisała: "Przyznam, że trudno mi się ustosunkowac do tej idei, bo ma swoje zalety, ale też i wady" to bym wyściskała.

Bizneswoman, kasjerka, tancerka dostawały pieniądze za nic. Kontrowersyjny eksperyment społeczny

Profesor, przedsiębiorca, lewicowy działacz, jeden z najbogatszych ludzi – wszyscy uważają, że musimy wypłacać pensję każdemu. Czy się stoi, czy się leży.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-24 14:57:55

Travis Kalanick – brzmi imię i nazwisko osobnika, który 10 lat temu wymyślił Ubera, a który ma teraz nowy koncept.

Travis Kalanick – brzmi imię i nazwisko osobnika, który 10 lat temu wymyślił Ubera, a który ma teraz nowy koncept.
Ale zacznijmy od starego. W wielkim skrócie – bo żadna objętość tekstu nie pozwala na wyczerpujące wyjaśnienie wszystkich konsekwencji tego, imho, najważniejszego biznesu początku XXI wieku – osobnik wymyślił coś, co konsument Kowalski pochwali za wygodę (bo nie musi myśleć o płatności, bo zamiast szukać nazwy ulicy przypnie pinezkę, bo brzydzi się taksówkarzem).
I coś, co Rozwadowska będzie kontestować, bo:
– taksówkarz ma dwie ręce, auto i chęć do pracy, Uber ma za to dziesiątki miliardów z venture capital, które przepala na marketing i lobbing (400 płatnych lobbystów w samych Stanach, wymuszanie zmian legislacyjnych, okrągłe zero dolarów zysku od 10 lat, 5 mld dolarów oraz 1 mld straty w drugim i trzecim kwartale tego roku)
– bo marny los taksówkarzy i nielepszy intensywnie ostatnio protestujących kierowców Ubera – Uber obniżył standard życia i jednych i drugich
– bo zatrudnianie byłych pracowników FBI czy CIA, żeby unikać kłopotów i kar i infiltrować oraz uprzedzać działania władz
– bo łamanie prawa stanów USA i krajów europejskich – od nieobecnej kasy fiskalnej począwszy na prawie pracy skończywszy
– bo pogarda nawet dla tych urzędników, którzy wręcz zabiegali o kontakt i współpracę – ot antyrządowy duch rodem z Doliny Krzemowej
– bo wprowadzanie pasażerów i kierowców w celowe błędy poznawcze wja wygodna aplikacja
– bo ideologia przyswiecająca Kalanickowi – którą wyraził w 14 zasadach Kalanicka – doprowadziła do molestowania seksualnego, seksizmu, rasizmu i innych świństw na szeroką skalę
…co zresztą zakończyło karierę Kalanicka jako CEO Ubera. Oczywiście taksówkarz może się starać – jak brzmi rada wielu konsumentów i konsumentek. Żaden z nich nie ma jednak przypadkowo na zbyciu kiludziesięciu miliardów.
Kiedy inwestorzy pozbyli się Kalanicka, zastąpili go powściągliwym Darą Khosrowshahim. 11. listopada Khosrowshahi udzielił wywiadu dla HBO: głównym udziałowcem Ubera jest bowiem Arabia Saudyjska – ta sama, która zleciła zabójstwo dziennikarza „Washington Post”.
Pytany o to Khosrowshahi wił się niemożebnie. W końcu stwierdził, że „każdy popełnia czasem błędy” – tak jak i Uber, wypuszczając na amerykańskie ulice auta autonomiczne, które nie rozpoznawały pieszych, co poskutkowało śmiercią kobiety i dziesiątkami pomniejszych wypadków.
Ale wróćmy do Kalanicka, bo to doskonały na to moment. Kalanick odszedł do niebytu w niesławie jako miliarder, który wpłynął na losy ponad 3 mln pracowników. Jego nowy koncept to CloudKitchens. Tak, kuchnie w chmurce.
W skrócie chodzi o to, że restaurator musi wydać małą fortunę, żeby się nim stać – bo lokal, wyposażenie, towar, pracownicy.
Tymczasem Kuchnie w Chmurce dostarczą wannabe restauratorowi maleńką, wyposażoną już kuchnię. Taki startapik będzie tylko gotował, a CloudKitchen dostarczy wiktuały do domów – co ma być odpowiedzią na potrzeby społeczeństwa, które nie pragnie kontaktów społecznych, chce za to siedzieć w domach gapiąc się w Netflixa i zamiawając jedzenie wja appka. Jeśli spożywający posiłki docenią restauratora w chmurce, ten być może otworzy kiedyś prawdziwą restaurację. A w międzyczasie te już istniejące stracą klientów. Coś jak z taksówkarzami. Appka Kalnicka będzie oczywiście pobierać prowizję – tak jak w przypadku Ubera jakąś jedną czwartą wartości zamówienia. Żyła złota.
Przedsięwzięcie właśnie stało się realne, bo Kalanick zdobył właśnie 400 mln dolarów na jego realizację od… – och, a tego się nie spodziewaliśmy – Saudów.
Ach, te zaskakujące koleje losów. Życzę wygodnych kursów i smacznego. Państwa wygodę zasponsoruje jeden z najbardziej krwiożerczych reżimów tego świata.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-22 13:03:34

Nierówności w Polsce największe w Europie? Jesteśmy bliżej Rosji niż UE

Jak powszechnie wiadomo w Polsce łupi się bogatych na potęgę, żyć się już tu nie da, takie mamy wysokie podatki dla zdolnych i zaradnych, a wciąż dokłada się im nowe balasty, niczym temu nurkowi, co schodzi na niebagatelne głębokości.
A więc tak.
Nierówności dochodowe w Polsce miały być od zawsze średnie, a Gini wynosić około 0,3.
Analiza Michała Brzezińskiego z UW i Michała Mycka oraz Michała Najsztuba z CAE pokazuje jednak, że prawdopodobniej bliżej nam do 0,4. A to oznacza, że możemy być jednym z krajów o najwyższych nierównościach w Europie.
Zgodnie z szacunkiem panów między 1999 a 2015 rokiem – w wyniku kolejnych reform podatkowych – progresywność systemu podatkowego i zabezpieczeń społecznych spadła o 40 proc. – w efekcie należy do najmniej progresywnych w Europie.

Nierówności w Polsce największe w Europie? Jesteśmy bliżej Rosji niż UE

Nierówności dochodowe w Polsce miały być przeciętne. Tymczasem pojawiają się kolejne badania, które mówią coś innego: Polska – obok Rosji – może należeć do najbardziej nierównych krajów w Europie. Jednym z powodów jest podatek liniowy.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-21 13:36:37

W bodaj 2010 roku Fundacja Republikańska wydała raport, w którym prognozowała, że ZUS zbankrutuje w 2020 roku, czyli za

W bodaj 2010 roku Fundacja Republikańska wydała raport, w którym prognozowała, że ZUS zbankrutuje w 2020 roku, czyli za 43 dni. No zobaczymy.
10 lat później FUS jest w najlepszym stanie od dawna, ZUS wciąż nie może zbankrutować, bo nie ma takiej technicznej możliwości, a w TVN Justyna Pochanke przed momentem z uporem pyta Adriana Zandberga, dlaczego bogaci mieliby wpłacać do ZUS-u składki, skoro ten i tak upadnie. Aaaaa.
ZUS ściga fikcyjne umowy o dzieło, bardzo mi się marzy, żeby powstała też taka zusowska policja, która będzie wystawiać mandat w wysokości jednej emerytury minimalnej każdemu politykowi, polityczce lub dziennikarzowi, dziennikarce, którzy – zamiast rozmawiać o wieku emerytalnym, emeryturach obywatelskich i innych rozwiązaniach problemu demograficznego – zestawią "bankructwo" i "ZUS" w jednym zdaniu, szerząc tym samym antyzusowską paranoję i działając na szkodę systemu emerytalnego, o który tak się ponoć troskają.
PS. Tak, Fundacja Republikańska wciąż bez wstydu wydaje raporty o ZUS-ie.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-19 20:23:04

Expose Morawieckiego. Premier upiększał, za to zignorował prawa pracowników i umowy śmieciowe

Jak powszechnie wiadomo stoję tam, gdzie PiS. Postanowiłam dać temu wyraz w tej oto serii z kałasznikowa, która – świst, świst – dziurawi jak sito wszelakie sugestie, jakoby PiS miał być propracowniczy.
A najzabawniejszym dziś chyba fragmentem expose Morawieckiego była zapowiedź, że za 20 lat będziemy „ZNACZNIE większym narodem” – dzięki Nowej Strategii Demograficznej.
Nie wiem, co oznacza „znacznie” – załóżmy, że wzrost populacji o 1/7. A potem złóżmy to z prognozami, że w 2040 roku ma nas być już tylko 35 mln.
Nie chce wyjść inaczej: od 1 stycznia każda polska kobieta będzie zmuszona rodzić dokładnie dwa razy więcej dzieci, niż miała w planach, a roczna liczba urodzeń musi na pstryk wrócić do wartości z lat 50.
<zakasuję rękawy>

Expose Morawieckiego. Premier upiększał, za to zignorował prawa pracowników i umowy śmieciowe i

Kiedy słyszę, że PiS jest propracowniczy, zalewa mnie krew. Prócz wprowadzenia stawki minimalnej za godzinę pracy na umowach zlecenia trzy lata temu, PiS nie podjął żadnych wartych wzmianki działań. Jest za to dużo propagandy sukcesu. A jej najdoskonalszą emanacją było wtorkowe expose …

Źródło
Opublikowano: 2019-11-19 17:11:39

Pytacie mnie w listach, czy już preparuję polemikę do tekstu Witka Gadomskiego

Pytacie mnie w listach, czy już preparuję polemikę do tekstu Witka Gadomskiego, który w miejscu przeznaczonym na merytoryczne argumenty porównał lewicę do psa i napisał, że owa posiada „gen nienawiści do bogatszych i bardziej zaradnych”.
Otóż nie. Właśnie spłynęło mi bowiem na skrzynkę pocztową badanie DNA Witolda, z którego wynika, że nie ma to sensu.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-18 16:12:38

Weekend zaczyna się obiecująco. Jakiś przemiły pan pozostawił pod moim komentarzem krytykującym antypracownicze postępki


Weekend zaczyna się obiecująco. Jakiś przemiły pan pozostawił pod moim komentarzem krytykującym antypracownicze postępki Prawa i Sprawiedliwości jedną z najmilszych szpileczek, jakimi do tej pory mnie kłuto: że "nawet popsuty zegar dwa razy na dobę dobrą godzinę pokaże".
Do tego jutro będę nad polskim morzem bałtyckim, gdzie – w ramach Spotkań Literackich w Muzeum Emigracji – poprowadzę spotkanie z Martą Madejską – autorką dość wspaniałej książki: "Alei Włókniarek".
Więc gdybyście przechodzili, przechodziły, akurat jutro przez Gdynię z tragarzami, to serdecznie zapraszam.
Jbc w lajnapie jest też Natalia Szostak wraz z Justyna Suchecka (które porozmawiają z Alicją Urbanik-Kopeć, autorką "Instrukcji nadużycia. Służące w XIX-wiecznych polskich domach") oraz Wojciech Orlinski, który nie będzie rozmawiał z, ale będzie z nim rozmawiane, bo sobie na to ciężko zapracował i zasłużył życiem całym swoim.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-15 11:43:40

Pod koniec każdej audycji EKG w TOK FM Maciej Głogowski pyta tradycyjnie goszczących ekspertów oraz ekspertki:

Pod koniec każdej audycji EKG w TOK FM Maciej Głogowski pyta tradycyjnie goszczących ekspertów oraz ekspertki:
– Co Państwa dziwi?
Tak więc mnie przede wszystkim dziwi, co ekspertów dziwi.
Na ten przykład w czwartek Ryszard Kowalski (były prezes Związku Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa) dziwił się, że rosną ceny wywozu śmieci. To jeszcze jednak nic.
Kowalskiego bowiem dziwiło, że rosną one, choć obywatele i obywatelki obecnie segregują śmieci, czyli "wykonują pracę" za firmę do tego powołaną. Mało tego.
Kowalski uznał na tej podstawie, że "system udaje, że działa", "przyczyny są głębsze, a my ich nie rozwiązujemy".
<tu wymowna chwila milczenia>
Raz. To absolutnie najbardziej klasyczny przykład spostrzegania służb miejskich jako firm, które powinny działać na rynkowych zasadach, wypracowywywać zysk i obniżać ceny w nieskończoność, zamiast – jak to jest – instytucji, które sobie powołaliśmy, żeby rozwiązywały nasze problemy, których to rynek rozwiązać nie chce.
Dwa. Ceny śmieci rosną i będą rosnąć. I bardzo dobrze! Obywatel powinien wiedzieć, że śmiecenie – czytaj: wbijanie gwoździa do naszej wspólnej trumny – kosztuje. Kropka.
Trzy. Gminy są ograniczone ustawą. Nigdy nie wołają – bo nie mogą – od nas więcej, niż wynosi faktyczny koszt systemu.
Cztery. Ale może ten koszt jest nieracjonalny? Jak rozumiem niektórym marzy się tu jakiś wizjoner – w stylu Rafała Brzoski – który przyjdzie, tu przykręci, tam zracjonalizuje, dzięki czemu koszty spadną. Okej, sprawdźmy. Na czym można zaoszczędzić przy wywozie śmieci?
a) na kosztach pracy; ale pracownicy wywożący śmieci to i tak już najgorzej zarabiający w tym kraju ludzie; nie tędy droga
b) na transporcie; gorsze auto, mniej paliwa gorszej jakości; ale niżej pewnego poziomu nie zejdziesz, za wiele nie uszczkniesz
c) na składowaniu i przetwarzanu śmieci – i ha! – jesteśmy w domu, bo to już przerabialiśmy.
Nie tak dawno w Warszawie przetargi poprzegrywała firma Byś, która posiada świetny sprzęt i wszystko robi po bożemu. Wygrały krzaki – ceną. Niedługo później krzakom odbierano pozwolenia na prowadzenie działalności, bo zamiast tam, gdzie powinny, śmieci lądowały na dzikich wysypiskach. Doświadczenia żadnego znanego kraju nie pokazały, aby przetwarzanie śmieci na zasadach rynkowych działało. Przysłowiowy Brzoska nie przetworzy poprawnie śmieci poniżej pewnych kosztów, no chyba, że ukryje je w paczkomatach.
Pięć. Sam Kowalski zauważył, że system nie działa, bo przede wszystkim powinniśmy ograniczyć produkcję śmiecia komunalnego, a to się nie udaje. Racja: w 2010 roku produkowaliśmy 10 mln ton, obecnie – 12,5. Produkujemy więcej, płacimy więcej – proste. Ten sam Kowalski (ciekawe, czy waży swoje śmieci), który liczbę śmiecia słusznie chce ograniczać, utyskuje jednak, że koszty rosną, choć nieodpłatnie segregować trzeba. Nie znam lepszego sposobu uświadamiania ludzi, że śmieć to problem, niż rachunki+konieczność oglądania każdego śmiecia z każdej strony. Dla przyszłości swojej i planety.
Sześć. Patrzenie na system od strony rachunku za wywóz to jakaś niewiarygodna niewiedza. Nie tylko płacimy mniej niż to wszystko kosztuje. Zyskujemy! Likwidowane w spalarniach śmieci dają energię, która potrafi pokryć np. zapotrzebowanie wszystkich miejskich tramwajów na prąd, albo ogrzać wielki procent mieszkań. Czy pan Kowalski uwzględnia tanie listopadowe ciepło w swoim bilansie?
Co mnie dziwi? Przykładanie logiki rynkowej do sprawy śmieci czy mediów. Nikt z nas nie chciałby płacić za wodę tyle, ile ona faktycznie kosztuje. Nikt z nas też nie chciałby mieszkać koło wysypiska. I żeby tak nie było, życzę udanego sortowania za frajer i wyższych cen wywozu.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-08 19:28:03

ERRATA: Jak się okazuje – a jest to informacja szokująca – "Muszynianka" nie jest już spółdzielnią, a spółką k

ERRATA: Jak się okazuje – a jest to informacja szokująca – "Muszynianka" nie jest już spółdzielnią, a spółką kapitałową.
***
Napisać coś złego o "Muszyniance" jest doprawdy trudno. Spółdzielnia, w której kierownicy zarabiają dwukrotność tego, co pracownicy fizyczni, prezes zaś – trzykrotność.
Zadowoleni pracownicy i pracownice, z których część posiada udziały w firmie – są im wypłacane po emeryturze. Bogaty pakiet socjalny. Słowo "mobbing" – nieznane, bo i niepotrzebne. Dowód na to, że da się wyzwolić z kapitalistycznej pogoni, traktować pracowników fair i nie wyżymać do granic jak szmatki. Że nie trzeba śrubować norm – jak wmawia wielu – żeby osiągnąć sukces w kraju i zagranicą.
"Wyborcza" już o tym pracowniczym raju na ziemi pisała – zawsze pozytywnie. A ja wielokrotnie podawałam "Muszyniankę" jako przykład celu, do którego zmierza cała moja pisanina.
Jakiś czas temu dłuższy w "Muszyniance" zmienił się prezes. Postanowiłam zrobić z nim rozmowę.
Kilka tygodni temu wysłałam więc maila do pani powołanej do kontaktu z mediami. Szło to jakoś tak:
"Dzień dobry, Rozwadowska, Wyborcza, czy mogłaby mnie Pani umówić na wywiad z panem prezesem?"
Ponieważ odpowiedź na maila nie nadeszła, kilka dni później zadzwoniłam. Bardzo sympatyczna pani odpowiedziała, że owszem, maila czytała, nie udało jej się jednak jeszcze skontaktować się z prezesem. Oddzwoni.
Nie oddzwoniła. Tydzień później napisałam więc kolejnego maila. Odpowiedź nigdy nie nadeszła.
Zadzwoniłam więc znów. Pani wciąż nie udało się skontaktować z prezesem, zapewnia jednak, że nad tym pracuje. Jest doprawdy ujmująco uprzejma.
W tzw. międzyczasie był też sms bez odpowiedzi.
Podczas ostatniej rozmowy w zeszłym tygodniu, po tym jak pani po raz kolejny zapewniała – na szczęście bez powoływania się na wszystkie świętości – że w ciągu kilku dni udzieli mi odpowiedzi, powiedziałam, przeczuwając już, co się może święcić:
"Jeśli pan prezes z jakichkolwiek powodów nie jest zainteresowany rozmową, prosiłabym o odpowiedź wprost. Wolę odpowiedź negatywną od jej braku".
No ależ, co też pani mówi, prezes jest w rozjazdach, dziś np. odbiera nagrodę w Olsztynie. Damy znać tak prędko, jak to możliwe! – mówi mi szczebiot w słuchawce.
Dzisiaj wysłałam ostatniego smsa: "Czy udało się coś ustalić w mojej sprawie?" "Niestety" – brzmi odpowiedź. Czyli sprawa wciąż jakby otwarta, hehe.
Ponieważ minęło już naprawdę wiele tygodni, a dziennikarze mają coś takiego jak deadliny, i jeśli nie piszą, nie zarabiają pieniędzy, zadzwoniłam po prostu do sekretariatu "Muszynianki". Przemiła pani powiedziała, że nie zna sprawy. Zdziwiła się też, że od kilku tygodni rzeczniczka ma problem z kontaktem z prezesem, przecież może bez trudu skontaktować się z nim przez nią – panią z sekretariatu. Wyjaśni, o co chodzi. Oddzwoni.
Oddzwoniła – to nowość – błyskawicznie. Z przemiłej pani niewiele zostało, ton miała grobowy.
"Nasza odpowiedź jest jednoznacznie negatywna, pani rzecznik mówi, że już to pani pisała".
Tak że tak. Nie zrobię rozmowy z prezesem "Muszynianki", co jest jakimś wyjątkiem w skali kraju, bo spółdzielnia stale występuje w mediach, odbiera nagrody, udziela wywiadów.
Powód nigdy nie został wypowiedziany wprost, ale myślę, że go znam – a i Wy się domyślacie.
EDIT: No i tu plot twist: dzięki temu postowi dowiedziałam się, że dziwna niechęć do wywiadów to nie kwestia ludzkiej małości, a najprawdopodobniej faktu, że "Muszynianka" nie jest już spółdzielnią, ale zwykłą, nastawioną na zysk spółką. Pozostaję w konfuzji.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-05 15:39:01

Mam dość żeńskich końcówek

Agnieszka Gozdyra strikes back i na swoim wallu życzy mi "więcej czytania ze zrozumieniem i rozsądku" oraz pisze o Magdalenie Biejat:
"Rozpoczynanie kadencji od walki o żeńskie końcówki ocenią najlepiej wyborcy, czekający latami na wizytę u lekarza lub ledwo spinający domowy budżet".
Tak więc tak:
> uczep się pojedynczego słowa posłanki, która używa go zawsze, bo go używa; ja też używam
> która – w odróżnieniu od 90 proc. gości "Skandalistów" Gozdyry – mówi o rzeczach ważnych: właśnie ochronie zdrowia, właśnie niskich zarobkach
> przez trzy dni hasaj po internecie machając owym słowem, śmiejąc się, mędrkując i uprawiając ogólną reakcję
> na koniec skonstatuj, że wyborem Biejat było rozpoczynanie kadencji od bitwy o żeńskie końcówki
> i, co ważne, że zmiana w języku "nie nastąpi na niczyje żądanie, Szanowna Pani Adriano"
>ooooo-kej
Łączę wzmiankowany post, a poniżej – mój ostatni tekst w temacie. Naprawdę ostatni – przysięgam. Jest przecież tyle ważnych rzeczy do opisania. Ze 'Skandalistów" się o nich nie dowiecie.
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1160012060860890&set=a.103983696463737&type=3&theater

Mam dość żeńskich końcówek

Drodzy Czytelnicy (i Czytelniczki!) 'Gazety Wyborczej'! Polską debatę publiczną ośmieszają nie żeńskie końcówki, ale to, jak się na dajecie złapać. I językoznawczynie machające dyplomem, choć nie znające się na swoim fachu – jak Agnieszka Gozdyra.

Źródło
Opublikowano: 2019-10-30 18:07:54

Jako dziennikarz zajmujący się rynkiem pracy, autor tekstów, redaktor, germanista, dumny laureat dwóch nagród, wysoki bl

Jako dziennikarz zajmujący się rynkiem pracy, autor tekstów, redaktor, germanista, dumny laureat dwóch nagród, wysoki blondyn, koneser owoców jagodowych oraz posiadacz trzech dorodnych kotów, chciałabym zauważyć, że Jan Miodek także posiada dyplom językoznawcy, mimo to popiera "powrót do tradycyjnych wykładników żeńskości", "bo mielibyśmy ten problem uporządkowany, zobiektywizowany i uproszczony pod względem syntagmatycznym".
Jako telewidzowi i czytelnikowi zdaje mi się, że językoznawca Miodek faktycznie zajmuje się językiem polskim, zaś posiadacz dyplomu Gozdyra para się raczej obniżaniem lotów polskiej debaty publicznej poprzez zapraszanie do swoich skandalizujących programów tak osobliwych jednostek jak Janusz Korwin-Mikke, Marian Kowalski, Wojciech Cejrowski czy Jerzy Zięba, co moim skromnym zdaniem ośmiesza dziennikarza i wzmiankowane przez niego ważne idee bardziej niż żeńskie formy.
Ostatecznie można też pieprzyć to wszystko, przestać kompulsywnie guglować stanowisko Rady Języka Polskiego (streszczam, żebyście już nie musieli: a mówcie se, jak chcecie, czas pokaże, co z tego wyjdzie) i zaakceptować fakt, że ktoś woli być kotów posiadaczką, a osoba z niepełnosprawnością intelektualną niekoniecznie chce być nazywana debilem, bo niejaki Korwin-Mikke przywiązał się do tej tradycyjnej formy. Czego możemy dowiedzieć się m.in. dzięki dziennikarzowi Gozdyrze. Dziękujemy.


Źródło
Opublikowano: 2019-10-29 16:19:27

Kaprysy polskiego pracodawcy. Intel zapłacił za nie 5 mln dol. i przestał dyskryminować

Równość i jawność płac to jest ostatnie, co w tym kraju uda się przepchnąć kolanem. I kto wie, czy w ogóle zdążymy przed zmianą klimatu, która strawi problem wielkimi jęzorami płomieni.
Polski kodeks pracy 1974 roku to jednak dość wyjątkowa pozycja. Wszystko się starzeje i przestaje przystawać do naszych czasów, a kodeks pracy jak świeży i aktualny, tak świeży i aktualny. Na dodatek jest napisany przystępnym językiem. Niewiele to jednak pomaga co poniektórym. Bo tak:
– piszesz, że umowy zlecenia nie służą do zatrudniania ludzi – momentalnie pojawia się osoba, która pomstuje "A jak mam zatrudniać na próbę?!" Otóż, droga osobo, od tego jest umowa na okres próbny. Jej wypowiedzenie nie różni się wiele od wypowiedzenia zlecenia.
– nudzisz, że płace za tę samą pracę powinny być równe, w ciągu minuty wyskakuje ktoś z odkrywczą uwagą, że praca bywa różnej jakości. Tak. Kodeks przewiduje nagrody. Wzorcowemu pracownikowi przyznać także można premię regulaminową.
– ścibolisz wreszcie – w tekście, który łączę – że nie wolno różnicować płac ze względu na płeć – w komentarzach desantuje się pani, której pracownica od 5 lat jest na urlopach związanych z narodzinami kolejnych dzieci.
"I ja mam jej wyrównać płacę do poziomu chłopaka, który cały czas pracował? Absurd!" – gorączkuje się.
Droga pani!
Zasiłki matkom i ojcom wypłaca ZUS. Nie pracodawca. A kodeks pracy przewiduje etat zastępczy. Nie jest pani stratna na ciążach pracownicy, choćby było ich dziewięć. Zaś utrzymywanie jej wynagrodzenia na niższym poziomie tylko ze względu na ciążę, jest karaniem za ciążę. No więc właśnie na tym polega dyskryminacja.
Wszystko to jest w kodeksie pracy.

Kaprysy polskiego pracodawcy. Intel zapłacił za nie 5 mln dol. i przestał dyskryminować

Znowu to usłyszałam: że pracodawca ma prawo arbitralnie wyznaczać płace swoich pracowników, wynagradzając każdego podług swojego uznania. A jeśli zwrócisz uwagę na nierówności płacowe, jesteś zawistną socjalistką. Za podobne rozumowanie Intel zapłacił właśnie 5 mln dolarów.

Źródło
Opublikowano: 2019-10-27 12:39:40

Rok 2014. Artur Domosławski, naświetniejszy reportażysta zajmujący się Ameryką Łacińską, pisze do "Polityki" t

Rok 2014. Artur Domosławski, naświetniejszy reportażysta zajmujący się Ameryką Łacińską, pisze do "Polityki" tekst o dramacie emerytów w Chile. Po reformie z lat 80. ich składki przeniesiono do ichniego OFE. Prywatne fundusze zarobiły, emerytom zostało na życie np. tyle, ile Yolandzie: jedna piąta ostatniego wynagrodzenia. Trinidad Lirze – 200 dolarów. A życie w Chile jest droższe niż w Polsce.
Rok 2016, Chile. Tysiące ludzi protestują przeciwko głodowym emeryturom. Media całego świata piszą o reformie, która poskutkowała katastrofą społeczną. Podają przykłady jej ofiar: emerytów pobierających świadczenia dwukrotnie niższe niż niewysoki czynsz.
Rok 2018, Polska. Leszek Balcerowicz pisze o chilijskiej reformie: "(…) Była jedną z największych innowacji w sferze państwa socjalnego i gospodarki, zyskała szerokie uznanie w fachowych kryzysach i stała się wzorem dla wielu krajów. (…) podlegała ona, zwłaszcza w ostatnich latach, nierzetelnej, często kłamliwej krytyce". To wstęp do analizy chilijskiego systemu emerytalnego. Analiza mówi zaś, że reforma to wzór cnót, bo – między innymi – ustabilizowała dług publiczny czy rozwinęła lokalny rynek finansowy. A w efekcie wzrosło PKB.
Rok 2019, Chile. Wojsko na ulicach, 18 ofiar, 535 postrzelonych. Ludzie protestują m.in. przeciwko niskim płacom, emeryturom i nierównościom – które to Leszek Balcerowicz określa niezmiennie od lat mianem "emocjonalnych bredni" i bagatelizuje ich znaczenie (btw w ostatniej książce LB zamieścił rozdział o nierównościach; pochodzi on z… 1995 roku, i, zdaniem autora, wciąż jest aktualny!).
Profesor Balcerowicz napisał kiedyś, że pisząc "śmieciówki" używam agresywnego języka – jak PiS. Rafał Trzeciakowski z FOR-u zarzucił kilka dni temu "ekonomiczny analfabetyzm".
Być może liczę wolniej niż panowie. Możliwe, że popełniam błędy. Z całą pewnością mniej wprawnie składam dłonie w ekspercki koszyczek.
Ale: nie jestem ślepa na ludzką biedę zawinioną przez rynki finansowe, na konsekwencje antyhumanistycznych ideologii, na barbarzyńskie abstrahowanie od faktu istnienia żywych ludzi w modelach ekonomicznych, na łamiący ludziom życia upór.
Bo po cholerę nam (ludziom, halo, hop hop, tu jesteśmy!) taka ekonomia?

Źródło
Opublikowano: 2019-10-25 18:51:17

Niemcy będą forsować europejską płacę minimalną i prawa pracownicze dla pracowników platform

Achtung, doniosły nius!
A wyobrażacie sobie Beatę Kempę, ministrę do spraw uchodźców, mówiącą, że trzeba skończyć z wyzyskiem dzieci w Afryce, które – zamiast chodzić do szkoły – za centy lub nic dziennie pracują przy niebezpiecznym zbiorze kakao, z którego potem robi się princessę albo milky waya?
A może jakiegokolwiek polskiego polityka zabierającego głos w sprawie szwaczek w Bangladeszu – okej, nie sięgajmy tak daleko – choćby pracy przez platformy, która pozbawia praw pracowniczych?
Polska nie ma w tych sprawach nic do powiedzenia, a polski rząd – ten dotychczasowy – w 2019 roku pracą przez platformy nie zajmuje się wcale. Na szczęście nie musi, bo od czego mamy Niemcy.
W 2020 roku Niemcy obejmują prezydencję w Radzie UE. Podczas prezydencji każdy kraj ma jakieś swoje priorytety, które pcha: np. dla Polski to były rozmowy z Ukrainą i Chorwacją, negocjacje budżetowe, walka z nielegalną imigracją.
Wiosną 2020 roku Niemcy ogłoszą swoje priorytety i zarazem swoją propozycję dla Unii Europejskiej. Trzymajcie się krzeseł, sof i foteli. To:
– uregulowanie pracy przez platformy na poziomie unijnym i minimalne zabezpieczenie socjalne dla każdego obywatela i obywatelki Unii (pracowali nad tym 5 lat)
– europejska płaca minimalna
oraz
– uczciwe, transparentne, wolne od wyzysku łańcuchy dostaw
Zazdroszczę Niemcom niezmiernie tej cechy. W Polsce zawsze robi się wszystko na ostatnią chwilę, bo nikt o tym wcześniej nie pomyślał, a prawo reformuje (ew.: deformuje) w kilka tygodni czy miesięcy.
Dlatego bardzo dziękuję panowie i panie Niemcy, to są prawdziwe wyzwania przyszłości i priorytety, to jest patrzenie naprzód, a nie tylko w przeszłość. I nie tylko na siebie.

Niemcy będą forsować europejską płacę minimalną i prawa pracownicze dla pracowników platform

Pracownicy platform nie mają żadnych praw pracowniczych. Niewielu zarabia więcej niż 3,6 tys. zł na rękę. Polski rząd nie ma na nich żadnego pomysłu. W sukurs przychodzą Niemcy: mają pomysł nie tylko na siebie, ale dla całej Unii: chcą europejskiej płacy minimalnej, uregulowania prac…

Źródło
Opublikowano: 2019-10-25 09:51:21

A czasami zastanawiam się, po co istnieje Główny Urząd Statystyczny. Gdyby go bowiem nie było, niewiele byśmy stracili –

A czasami zastanawiam się, po co istnieje Główny Urząd Statystyczny. Gdyby go bowiem nie było, niewiele byśmy stracili – co najwyżej wiedzę o średnich cenach płodów rolnych, czy liczbie turystów w polskich bazach noclegowych.
O 500+, umowach cywilnoprawnych, wynagrodzeniach i tym, co naprawdę zastanawia Polaków, i tak dowiedzieć się można nic.
Dzisiaj GUS podał średnie wynagrodzenia (bo przecież nie medianę wynagrodzeń) za pierwsze dziewięć miesięcy tego roku – w podziale na branże.
Wzruszyłam się widząc, że w mojej branży zarabia się już średnio 8789 zł brutto. Niefart jest taki, że moja sekcja w PKD – "informacja i komunikacja" – obejmuje i dziennikarzy, i programistów. Logiczne.
Nie podał zaś GUS tym razem przeciętnych płac w różnych gałęziach produkcji – wrzucając je wszystkie do wspólnego wora pt. "przetwórstwo przemysłowe".
Wiosną pisałam, że w 2018 roku średnia płaca w produkcji odzieży wynosiła 2787 zł brutto, czyli 2008 zł na rękę (witamy na rynku pracownika).
Niestety nie mogę porównać danych i stwierdzić, czy szwaczkom się poprawiło, ponieważ tym razem wpadły do kategorii ogólnej "przetwórstwo przemysłowe", ich średnia płaca wzrosła więc do 4899 zł brutto. Magia!
Tym także sumptem nagłówki krzyczą dziś, że najniższa obecnie branżowa średnia płaca wynosi aż 3,7 tys. zł brutto (w sprzątaniu i stróżowaniu, zwanym przez GUS "administrowaniem i działalnością wspierającą"), najwyższa zaś – 8,8 tys. zł brutto (to właśnie w dziennikarstwie!).
Chciałabym więc uściślić: najniższa średnia uwzględniona w tabelce.
No i udowodnijcie mi teraz, że coś by się stało, gdyby GUS – prysk! – znikłby był.

Źródło
Opublikowano: 2019-10-23 17:31:55

Berlin zamraża czynsze na pięć lat. Czas na Warszawę?

Rafał Trzeciakowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza nazwał mnie na Twitterze "analfabetką ekonomiczną". Poparł go Andrzej Rzońca – główny ekonomista PO.
– Czym zasłużyłaś? Czy napisałaś, że dwa dodać dwa to osiem, pomyliłaś dochód z przychodem, milion z miliardem, netto z brutto, nie wiesz, co to krzywa Laffera? – zapytacie.
Otóż nie. Napisałam tekst informacyjny: o tym, że Berlin zamraża czynsze na pięć lat. I że podobne rozwiązanie istnieje np. w Nowym Jorku czy Kalifornii – gdzie mieszkanie z kontrolowanym czynszem jest marzeniem, bo zewsząd do Doliny Krzemowej nadciągają wyzuci z empatii wanna be milionerzy z pomysłem na start-up, który okaże się kolejnym jednorożcem – i będąc gotowymi wydać każde pieniądze, byleby mieszkać w pobliżu Menlo Park czy Palo Alto, przyczyniają się do błyskawicznej gentryfikacji.
W efekcie mieszkańcy są wyrzucani z własnego miasta, a nierzadko zdarza się, że ich dzbankom urywa się uszko, wtedy upuszczają jadu i obijają jednego czy drugiego przybysza (mediana ceny ciasnej kawalerki w Silicon Valley to obecnie jakieś 2,5 tys. dolarów, łóżko w wieloosobowym pokoju za 1 tys. dolarów to nie lada gratka).
Domniemuję, że mają tam, w tych Stanach, i tam w tych Niemczech, jakichś ekonomistów?
Na końcu teksu tak tylko upuszczam luźną myśl: dlaczego czynsze w Warszawie nie są przedmiotem żadnej debaty, skoro kawalerka kosztuje tu przeciętnie 2,6 tys. zł – niemal tyle, ile w trzykrotnie lepiej wynagradzającym pracowników Berlinie?
Och jaka szkoda, że w 2019 roku w Polsce – w drugiej, jakże przypadkowej kadencji rządów PiS – nawet wspominka o polityce społecznej wciąż jest niemile widziana.
A tu bezprecedensowy przykład mojego nieuctwa:

Berlin zamraża czynsze na pięć lat. Czas na Warszawę?

To już pewne: po Nowym Jorku teraz to Berlin zamraża czynsze. Przez pięć lat ceny najmu pozostaną na poziomie z czerwca br. Rosły, bo w modnym Berlinie na jedno mieszkanie przypada od 400 do 800 chętnych. A to jest okazją dla spekulantów.

Źródło
Opublikowano: 2019-10-23 11:45:22

Anestezjolog: Co roku 30 tys. polskich pacjentów nie dożywa wizyty u specjalisty, bo umiera w kolejkach

"Wchodzę do szpitala i to jest lazaret, XIX wiek, respirator działa, o ile skleję go plastrem, coś innego działa na bandaż, nie ma pieniędzy na baterie do monitora, komputer wydaje dziwne dźwięki, a ja w niego uderzam pięścią, za mną obdrapana ściana, do czego to jest podobne?" – mówi mi tu doktor Jakub Sieczko, który jest osobą kapitalną, bo nie eufemizuje rzeczywistości – który to proceder oddala nas od rozwiązania wielu problemów.
Btw: wiedzieliście (bo ja nie), że Polska jest jedynym krajem Europie, w którym szanse kobiet na wyjście z raka piersi maleją miast rosnąć?

Anestezjolog: Co roku 30 tys. polskich pacjentów nie dożywa wizyty u specjalisty, bo umiera w kolejkach

– Wchodzę do szpitala i to jest lazaret, XIX wiek, respirator działa, o ile skleję go plastrem, nie ma pieniędzy na baterie do monitora, komputer wydaje dziwne dźwięki, a ja w niego uderzam pięścią, za mną obdrapana ściana, do czego to jest podobne? – mówi Jakub Sieczko, lekarz w trakcie…

Źródło
Opublikowano: 2019-10-22 11:06:57

Ja z góry bardzo przepraszam, ale też znacie mnie już trochę, i wiecie doskonale, że żaden ze mnie Ziemowit Szczerek, ni

Ja z góry bardzo przepraszam, ale też znacie mnie już trochę, i wiecie doskonale, że żaden ze mnie Ziemowit Szczerek, nie uprawiam kompulsywnie typologii lewicy. Zazwyczaj. Jest mi więc bezbrzeżnie głupio zaczynać zdanie od "polska lewica". Dziś muszę. Przepraszam!
Więc polska lewica (jej część!) jest czasem jak ten toksyczny stary. Wracasz ze szkoły z wymiędlonym cztery plus z fizy, słyszysz: "A czemu nie sześć".
Przychodzisz z rozprutym plecakiem, bo Pawełek Cię skopał i opluł, a jego pomagier ciepnął Twoim tornistrem o przydrożną topolę, słyszysz: "Ja mówiłem, żebyś się do niego nie zbliżał, mogłeś przewidzieć, że ci wpierdoli, w sumie to dobrze zrobił, sam sobieś winny".
Zjawiasz się z rozdartym kolanem, gdyż styczeń i lód i nieodśnieżone, a w tych dzisiejszych, tanich butach z sieciówek traperka już nie uświadczysz, a ten swoje: "Masz za swoje, ja ci mówiłem, żebyś pod nogi patrzał, można było przewidzieć, że Wieczorki nie odśnieżą, lenie, a ty bezmyślny jesteś jak matka".
Nie ma – w mediach będąc: jako dziennikarka czy ich gość – fizycznej możliwości kontrolowania wszystkich zmiennych. Jesteś dziennikarką: przynajmniej raz w miesiącu sie w czymś walniesz. Jesteś gościem: przynajmniej co któryś występ wpuszczą Cię w maliny, albo ze stresu Ci się pomiesza, albo paskowy wysmaży Ci taki pasek, że z autozażenu będziesz mieć ochotę wydłubać se oko.
Jedynym i wyłącznym winnym programu, w którym trzech panów – Sośnierz, Konieczny i Morozowski – dyskutowali o "roli kobiety w społeczeństwie" jest TVN. Ten sam TVN, który notorycznie do "Kawy na ławę" zaprasza 7-8 facetów dyskutujących o aborcji. Ten sam TVN, w którym Piasecki – o czym napisałam kilka dni temu tekst – symetryzuje Lewicę z Konfederacją.
Btw. W programie owym padło także zdanie (Morozowski do Koniecznego, perorującego o tym, że poglądy Konfederacji w sprawie kobiet są niebezpieczne): "Przecież pan ma też kontrowersyjne poglądy, np. podatek progresywny".
To sprawia, że w sumie nie muszę zmieniać puent swoich postów, i mogę przekleić ostatnią: dopóty będzie w Polsce wzrastała skrajna prawica, dopóki dziennikarze będą bali się podatku progresywnego bardziej niż faszyzmu.

Źródło
Opublikowano: 2019-10-20 18:42:49

"A czy jak powiem koleżance, że ma ładną sukienkę, to będzie seksizm? Och, ta polityczna poprawność to taka trudna

"A czy jak powiem koleżance, że ma ładną sukienkę, to będzie seksizm? Och, ta polityczna poprawność to taka trudna sztuka!" – słychać co rusz.
No dobra, to czas na jaskrawy przykład popisu seksizmu w praktyce. Ekonomicznego Nobla otrzymały trzy osoby: pan, pan i pani – o czym napisał Witold Gadomski.
O pierwszym panu – Abhijitcie Banerjee – dowiadujemy się m.in., że jest profesorem MIT, a także gdzie studiował, gdzie się doktoryzował, jaką książkę napisał i jaką w związku z tym przyznano mu nagrodę.
W przypadku pana numer dwa – Michaela Roberta Kremera – poznajemy nie tylko arkana przebiegu jego kariery akademickiej, ale także przybliżona zostaje nam jego uszczelkowa teoria rozwoju gospodarczego.
Czas na panią – to "z pochodzenia Francuzka, prywatnie jest żoną profesora Banerjee i pracę doktorską pisała pod jego kierunkiem". Tak drodzy i drogie. To wszystko.
No dobrze, ale może faktycznie Esther Duflo nie ma się czym pochwalić? Może mąż dopisał ją do swoich prac z litości i/lub miłości? Może w ten sposób chciał wynagrodzić jej pyszne obiady, bez których jego praca własna upływałaby mniej wartko?
Jak donosi Piotr Lewandowski z Instytutu Badań Strukturalnych, który owe dysproporcje w tekście wychwycił, Duflo:
– jest laureatką medalu Clarka dla najlepszych ekonomistów przed 40. rokiem życia
– zdobywczynią prestiżowego grantu MacArthur Foundation "dla geniuszy"
– redaktorką American Economic Review
a na dodatek
– mimo 11-letniej różnicy wieku jest cytowana częściej niż jej mąż
– większość ze swoich prac napisała samodzielnie lub z innymi autorami – nie z mężem
Można by też wspomnieć, że studiowała na MIT. Ale nawet na to zabrakło miejsca. Cóż, najważniejsze, że wiemy, z kim sypia.
Seksizmu naszego powszedniego

Źródło
Opublikowano: 2019-10-14 20:16:02

Ja i Grzegorz Braun: niby inni, a jednak tacy sami

Jeśli Lewica to to samo co Konfederacja, tylko arebur, to między mną a Grzegorzem Braunem także nie ma większej różnicy.
Ponieważ redaktor Piasecki był uprzejmy uznać lewicę za jeden – obok Konfederacji – z radykalizmów polskiej sceny politycznej, postanowiłam wyłożyć pisemnie całkiem nieodkrywczą tezę, że o tym, co jest radykalizmem, a co zdroworozsądkowym centrum, decydują same media. To one sadzają razem polityków PiS-u z politykami PO, a osoby z lewicy z przedstawicielami Konfederacji. Widać lubią tkwić w klinczu.
Moglibyśmy mieć w Polsce debatę publiczną na wyższym poziomie. Pod warunkiem, że dziennikarze bardziej niż podwyższenia podatków będą bali się faszyzmu.

Ja i Grzegorz Braun: niby inni, a jednak tacy sami

Chciałabym lepszej ochrony zdrowia, czystego powietrza, rozdziału państwa i kościoła, likwidacji 'śmieciówek'. W skrytości ducha niewiele się różnię od Grzegorza Brauna. Tak zadecydowały polskie media.

Źródło
Opublikowano: 2019-10-14 15:25:50

"Nie ma na scenie politycznej bardziej ekstremalnych ugrupowań niż Konfederacja i Lewica" – powiedział właśnie

"Nie ma na scenie politycznej bardziej ekstremalnych ugrupowań niż Konfederacja i Lewica" – powiedział właśnie w TVN-ie Konrad Piasecki, "niechcący" plasując PiS w wyważonym, nieekstremistycznym centrum.
Faktycznie: praworządność, prawa pracownicze, troska o gorzej sytuowanych i ekologia są dalece bardziej niebezpieczne niż demolka państwa prawa przez PiS oraz całkowicie porównywalne z planami zniesienia przez Korwina PIT-u i składek do ZUS, zaglądającą w cudze macice Kają Godek, antyszczepionkowcami i antysemitą Braunem.
Niektórzy nigdy nie zrozumieją, w jaki to sposób znaleźliśmy się w tym smutnym punkcie, w którym na skrajną prawicę zagłosowało łącznie 50 proc. wyborców i wyborczyń.

Źródło
Opublikowano: 2019-10-13 23:31:41

Bardzo szanuję, jak Maciej Konieczny uparcie usiłuje zmieścić w telewizyjnym kadrze spreparowany przez Bożena Przyłuska

Bardzo szanuję, jak Maciej Konieczny uparcie usiłuje zmieścić w telewizyjnym kadrze spreparowany przez Bożena Przyłuska kartonik z napisem #saverojava. Jak często widujecie polski polityków zainteresowanych czymkolwiek poza naszymi granicami? O ile oczywiście nie chodzi o zachwyty albo krytykę zachodniej prasy naszego wybranego narodu.



saverojava

Źródło
Opublikowano: 2019-10-13 21:20:39

Abp. Jędraszewski wyraził przypuszczenie, że LGBT może być nawet gorsze od nazizmu i bolszewizmu, co przypomniało mi, ja

Abp. Jędraszewski wyraził przypuszczenie, że LGBT może być nawet gorsze od nazizmu i bolszewizmu, co przypomniało mi, jak bardzo nie rozumiem motywacji katolików. Co trzyma dobrych ludzi w kościele, kiedy gros kościelnej wierchuszki jest taka właśnie?
Jeśli zapisujesz się na kurs języka hiszpańskiego, to prawdopodobnie dlatego, że chcesz uczyć się jezyka hiszpańskiego. Do innych gremiów – np. NGO-sów czy partii politycznych – przyłączamy się zazwyczaj, bo łączy nas jakaś idea: zaczynasz czytać te same książki i czasopisma, oglądasz podobne filmy, chłoniesz przez nasiąkanie. Z czasem upodabniasz się do swojego otoczenia: interesują Cię te same rzeczy, posługujesz się tymi samymi schematami myślowymi.
Gdyby na kursie hiszpańskiego notorycznie mówiono do mnie po chińsku, zwyczajnie zmieniłabym szkołę językową. Gdybym była energiczną przedsiębiorczynią i zapisała się do Platformy Obywatelskiej, a tam uporczywie wpajano mi marksizm, pewnie przepisałabym się do Nowoczesnej. Gdyby moje grono znajomych zmieniło preferowane formy spędzania czasu wolnego i zaczęło spędzać go biegając po mieście niszcząc małą architekturę miejską, zmieniłabym znajomych. Nie tkwisz z uporem maniaka w partii Razem jako liberał tylko dlatego, że "nie wszyscy Razemici są bardzo lewicowi". Raczej rzucisz – jako zapalony fan przyrody – organizację ekologiczną, która zacznie zrazu popierać wycinkę drzew i trasę średnicową przez park krajobrazowy.
Jeśli zapisujesz się do kościoła, bo miłość bliźniego, zbawienie, drugi policzek, dobry Samarytanin, chusta Weroniki i inne ważne, podniosłe rzeczy, tymczasem z ambony leje się niechęć, pogarda i odczapiaste spiskowe teorie dziejów w rodzaju marksizmu kulturowego, tzn. że zapisałeś się w nie to miejsce, w które zamierzałeś. No więc dlaczego jeszcze tam jesteś? Albo: dlaczego jeszcze, jeśli Was, dobrych Samarytan, jest więcej, nie wywrócicie stolika?

Źródło
Opublikowano: 2019-10-13 08:21:39

Swoją drogą doskonale pamiętam moją pierwszą myśl, kiedy niedzielnego wieczora 2015 roku ogłoszono wyniki wyborów. Miała

Swoją drogą doskonale pamiętam moją pierwszą myśl, kiedy niedzielnego wieczora 2015 roku ogłoszono wyniki wyborów. Miałam wtedy 29 lat i myśl owa brzmiała: "O boże, ale że ile to ja będę miała lat, kiedy to się skończy? 33? Nigdy nie będę już młoda w normalnym kraju!"
Pewniki były dwa: że za młodu nie doczekam już takiej zwykłej, fajnej Polski, oraz że no trudno, przecież to maksymalnie cztery lata, raczej jednak dwa – tak jak w 2007 – bo oni jednak potykają się o własne nogi.
Ponieważ dzisiaj czuję się młodsza niż w 2015 roku, to pierwsze jest wciąż możliwe, tyle że tym razem nie przed 37 rokiem mojego życia. To nieprawda, że dziennikarze – jeśli na siłę ukrywają swoje poglądy – stają się przez to bardziej obiektywni. Bazalny obiektywizm zachowuje się stosując zasady warsztatu dziennikarskiego, a te są dość proste i powszechnie znane.
Istnieje także taki fenomen: jeśli masz tzw. centrowe poglądy, możesz ujawniać je do woli – nikt nawet nie spostrzeże, że jakiekolwiek masz. Jeśli zaś masz najzwyczajniejsze na świecie poglądy socjaldemokratyczne, w Polsce Twoja domniemana agitacja podpada z miejsca.
Wreszcie, jeśli chcesz sprawdzić, czy ostatecznie wyzuło Cię z obiektywizmu, zastanów się, czy jeszcze potrafisz krytykować wszystkie strony sporu.
Z tego pierwszego względu Rozwadowska pisząca "Głosuję na lewicę" jest bardziej obiektywna niż Holecka. Z tego drugiego – zupełnie nie mniej obiektywna niż Tomasz Lis. Z tego trzeciego zaś bardziej obiektywna niż – tu sami sobie umieśćcie jakieś personalia albo kilka.
Tak więc: Głosuję na Lewicę.
Do usłyszenia w drugiej kadencji rządów PiS!

Źródło
Opublikowano: 2019-10-11 20:41:37

Wzięłam właśnie udział w dziele wielkim, podniosłym i ważkim. I kiedy na Sądzie Ostatecznym wezmą mnie na dywanik i zacz

Wzięłam właśnie udział w dziele wielkim, podniosłym i ważkim. I kiedy na Sądzie Ostatecznym wezmą mnie na dywanik i zaczną indagować, wymienię właśnie owo zajście z dnia ósmego października roku bieżącego: wraz z innymi kierującymi utworzyliśmy korytarz życia!
Mozoliliśmy się strasznie: bo ciemno, bo wąsko, bo nieruchomy korek na trzy pasy i kilka kilometrów. Bo pada, a światło latarni odbija się od kropelek na lusterkach oślepiając zamiast pokazywać. I wtedy słychać go: sygnał Pojazdu Poruszającego się w Niecierpiącej Zwłoki Sprawie.
Okropna to była mitręga. Autobus, który co dopiero cudem wynegocjował z innymi pojazdami możliwość włączenia się do ruchu, karnie powrócił do zatoczki, spisując wspomnienie o rozkładzie jazdy na ostateczne straty. Po mojej lewej przejęty pan przyrysował sobie lusterko o barierkę. Pan za mną za długo rozmyślał nad manewrem, ostatecznie spanikowany przydzwonił w wysoki krawężnik. W nie do pozazdroszczenia sytuacji znalazły się osoby na środkowym pasie. Gdzieś tam – w oddali – na gramolący się na trawnik autobus oczekiwali na próżno przemoknięci pasażerowie.
Z korytarzami to w ogóle jest w tym kraju problem taki, że czasami bywają korytarzami życia, a czasami bywają raczej gwoździem do tego życia trumny.
Bo, po pierwsze, polscy kierowcy nie lubią sięgać myślami dalej, niż do tylnych świateł poprzedzającego ich auta. Bo, po drugie, polscy kierowcy lubią sobie siedzieć na ogonie, a to nie pozostawia pola manewru dla manewrów. Bo, po trzecie, wbrew rozbuchanym wyobrażeniom własnym, polscy kierowcy nie są zbyt sprytni, jeśli akurat donikąd się nie spieszą. Na tym zielonym mogliśmy już jechać, a karetka wraz z nami – miast uprawiać kontrskuteczną, trwającą dobre dwie zmiany świateł korytarzową ekwilibrystykę. Czy ja właśnie napisałam "karetka"?
No ale udało nam się. Utworzyliśmy. Co za ulga. I kiedy wyjący wóz mnie mijał, okazał się torującą drogę wypełnionemu typkami w biało-czerwonych dresach autobusowi z napisem ŁĄCZY NAS PIŁKA policją.

Źródło
Opublikowano: 2019-10-08 20:01:55

Obejrzyj Świetna animacja od New York Times


Na pewno słyszeliście, że przedsiębiorstwom z roku na rok jest coraz trudniej, CIT jest zdecydowanie za wysoki, a każda próba uprogresjowania PIT-u będzie końcem świata, bo już teraz udźwignąć tych danin nie sposób.
Po pierwsze: na początku lat 80. w Niemczech podatek dochodowy od osób prawnych…

Więcej


Źródło
Opublikowano: 2019-10-07 09:55:35

Desygnatem słowa "patatajnia" są takie debaty jak "Usłysz swojego posła" w TOK FM.

Desygnatem słowa "patatajnia" są takie debaty jak "Usłysz swojego posła" w TOK FM.
Dziś: Toruń. Temat: alkohol.
Minister rolnictwa Jan Ardanowski (ten od jedzenia bobrów) twierdzi, że nie ma zależności między dostępnością alkoholu a problemami społeczeństwa z alkoholem. Skonfrontowany z danymi wciąż powątpiewa. Oponuje też, jakoby w Skandynawii spożywano alkoholu mniej niż w Polsce. Uważa, że wszelkie zakazy przyniosły skutki odwrotne do oczekiwanych. Zapytany, gdzie w Europie, w której w ostatnim czasie ograniczenia wprowadza się gęsto, ludzie rozpili się przez ograniczenie dostępności alkoholu – wymienia prohibicję w Stanach w latach 30-tych. Powalająca wiedza.
Poseł PO Tomasz Lenz mówi z kolei, że nie można podwyższyć cen alkoholu, należy bowiem pamiętać o najbiedniejszych (tu jakaś zmiana w mentalności PO). Jeśli tanie piwo zamiast 1,90 zł zacznie kosztować 3,50 zł, poseł "nie wie co ludzie powiedzą". Na podstawie tylko sobie znanej przekonuje, że lepsze tanie piwo niż małpka. Do alkoholizmu zdaniem posła prowadzi wódka, piwo to nieszkodliwa rozrywka.
Tu Ardanowski patriotycznie nadmienia, że należy inwestować w prawdziwy polski cydr, który mógłby zastąpić piwo wielkich zagranicznych koncernów.
Robert Kwiatkowski z SLD coś tam marudzi, że trzeba być ostrożnym, bo alkohol to wpływy do budżetu państwa, a spółki SP – np. Orlen – przynoszą nam zyski dzięki alkoholowi właśnie.
Ardanowski kontruje, że nie wie, czy alkohol przynosi Orlenowi zyski. Skoro nie wie (btw niczego), po co się wypowiada?
Kwiatkowski uspokaja, że Lewica nie zamierza wprowadzać żadnych zmian dotyczących alkoholu.
I bardzo dobrze. W Polsce takich legislatorów nie pozostaje nic innego, niż się upić.

Źródło
Opublikowano: 2019-09-25 19:53:22

W latach minionych dziewięćdziesiatych raz do roku szkoły podstawowe obchodziły Dzień Ziemi. W dzień ten udawaliśmy się

W latach minionych dziewięćdziesiatych raz do roku szkoły podstawowe obchodziły Dzień Ziemi. W dzień ten udawaliśmy się z workami – co bardziej przezorni mieli też na wyposażeniu profesjonalne szpikulce – zbierać śmieci na terenie poniemieckich bunkrów.
Po naszej wizycie bunkry – przez okrągły rok zawalone butelkami, foliówkami i powyrywanymi stronami z przedinternetowych magazynów pornograficznych – wyglądały schludnie, a ja w naiwności dziecięcej rozmyślałam, dlaczego właściwie każdy od czasu do czasu nie wyjdzie sobie z workiem i szpikulcem. Przy nieprzesadnym wkładzie własnym każdego sąsiada dałoby się bowiem utrzymać naszą przedunijną okolicę w iście unijnym stanie. Zaproponowałam nawet w jakimś nagłym przypływie prostolinijności i infantylizmu koleżankom, cobyśmy czasami posprzątały teren ogródków działkowych. Najpierw zapadła cisza, następnie odpowiedzi udzieliła Madzia:
– Wiesz Ada, ty to jesteś naprawdę.
Zamknęło to temat, choć moja chęć do babrania się w cudzych odpadkach była jeszcze przez jakiś czas przedmiotem wesołości.
A potem zostałam dużą dziennikarką i szlag zaczął mnie trafiać, kiedy tak ogarniałam to wszystko umysłem: umowy śmieciowe, głodowe emerytury kobiet, agonię ochrony zdrowia, bandycką reprywatyzację, globalne ocieplenie.
W każdym z tych tematów prędzej czy później pojawia się jakiś lider_ka: niech to będzie Jan Śpiewak, Greta Thunberg czy Piotr Ikonowicz.
Lider_ka owa najpierw napomina, w końcu zaczyna popadać w patetyczne tony – trudno bowiem na dłuższą metę trochę nie zwariować, kiedy zawodowo zajmujesz się krzywdą i niesprawiedliwościami tego świata.
I wtedy zjawiają się oni: Poważni Panowie Pod Krawatem, którzy stanowczo za długo pracowali na swoją pozycję, żeby im tu jakiś aktywista histeryzował.
Przyznają więc liderowi rację – częściowo i warunkowo – ale Forma jest dla nich nie do zaakceptowania, do poważnych problemów podchodzić należy na poważnie i ze stoickim spokojem, zamykamy posiedzenie, pan przewodniczący wyznaczy termin na po wakacjach, a tak w ogóle Śpiewak zrobił błąd, o, tu, Ikonowicz ma ponoć problem z alkoholem, a Thunberg jest egzaltowaną pannicą na usługach Sorosa, za kłaki ją do szkoły.
Kiedy więc czytam sobie dzisiaj komentarze do przemówienia Thunberg: Marek Tatała, Witold Jurasz i zastępów komentujących, myślę sobie, że już wiem, dlaczego emerytur nie będzie, będzie za to syf, dziadostwo, mortus i klimatyczna pożoga. No przecież: bo nie zdążymy uwspólnić stanowisk co do adekwatnej Formy walki o klimat!
Wracając do szkoły: katecheci katowali nas w nich zakładem Pascala. Może by więc – zamiast mitrężyć swój czas na samopocieszanie się, że Thunberg jest tylko dramatyzującym dzieciakiem bez krawata i magistra – szanowni komentujący podjęli taki zakład, zakasali rękawy i – silnymi, męskimi gardłami – zaintonowali histerię klimatyczną?
Żyjąc rozsądniej i bardziej ekologicznie, zmuszając korporacje i państwa do ograniczania emisji nic nie stracimy. A może zyskamy? W każdym razie z pewnością więcej, niż na deprecjonowaniu dzieciaka, który ma nad nami wszystkimi tę przewagę, że coś robi.

Źródło
Opublikowano: 2019-09-24 13:35:32

Że Jędraszewski rękami księdza ekonoma zwolnił dwie kobiety nieżyjące w małżeństwach katolickich, to oczywiście bardzo m

Że Jędraszewski rękami księdza ekonoma zwolnił dwie kobiety nieżyjące w małżeństwach katolickich, to oczywiście bardzo medialna sprawa, mamy tu bowiem wszystko, czego opinii publicznej do oburzu potrzeba: dyskryminowane matki dzieciom – konkretne twarze, z którymi można się identyfikować – i szwarccharakter w postaci arcybiskupa hipokryty.
Szkoda jednak, że beztwarzowy problem 17 tys. sióstr zakonnych już tak nie rezonuje.
To już 20 lat, jak siostry zakonne – w kościele odwalające najgorszą robotę w szpitalach, domach opieki, hospicjach – walczą o umowy o pracę.
"Czas wreszcie naszą pracę sformalizować. Chodzi nam o przygotowanie wzoru umów o pracę i instrukcji do tych umów" – mówiła rok temu urszulanka siostra Jolanta Olech.
Wcześniej była Małgorzata Niedzielska, która wytoczyła swojemu zakonowi sprawę: przez 13 lat pracowała w kuchni przygotowując posiłki dla ponad 100 osób nawet po 14 godzin dziennie. Bez umowy lub, nazwijmy to po imieniu, na czarno.
Pewnie nie zdziwi Was brak plot twistu: zakonnice jak pracowały na nieustalonych zasadach, tak pracują. Po 30, 40 bezskładkowych latach pracy pobierają minimalną emeryturę i mniej. Jeśli porzucą zakon, dla ZUS-u są osobami bez przeszłości – jak Niedzielska.
Nikogo to nie obchodzi. Są kobietami.
Ku własnemu nawet zdziwieniu zakończę papieżem Franciszkiem:
"Ten, kto gromadzi bogactwo poprzez wyzysk, pracę na czarno, niesprawiedliwe kontrakty, to krwiopijca, który zniewala ludzi".

Źródło
Opublikowano: 2019-09-21 23:01:16

Kandydatka Lewicy zdradza, jak pokonać PiS. ‚To groźna partia i groźny program’

A jednak można mówić o progresji na lewicy będąc:
> cztery progi podatkowe, z czego najniższy na niższym poziomie niż dziś
> progresywny CIT dla korporacji
> niższy VAT – bo ten najbardziej uderza po kieszeni biedniejszych
> 500+ nie dla najbogatszych, bo obecnie aż 5 mld zł otrzymuje 10 proc. najzamożniejszych rodzin
> co wystarczyłoby np. na podwyżki o ok. 900 zł brutto dla nauczycielek
> wystrzelenie fikcyjnego samozatrudnienia na orbitę
– proponuje Jolanta Banach, startująca jako kandydatka niezależna dwójka Lewicy w Gdańsku.
Młodsza czytelniczka może już tego nie pamiętać, dlatego przypomnę, że Banach była wiceministrą gospodarki w rządzie Leszka Millera. Z którego to odeszła w proteście przeciwko cięciom planu Hausnera: likwidacji PFRON-u, czy podniesieniu wieku emerytalnego w sytuacji nastuprocentowego bezeobocia.
Banach uważa, że w sytuacji, w której KO nie umie poradzić sobie samodzielnie z Kaczyńskim, "przetrwanie lewicy jest zadaniem na miarę racji stanu". Leszek Balcerowicz – że do planu Hausnera należy wrócić.

Kandydatka Lewicy zdradza, jak pokonać PiS. ‚To groźna partia i groźny program’

– Pod pewnymi względami Polskę można zaliczyć do krajów barbarzyńskich. Znam przypadek chorego na stwardnienie rozsiane, który przez dwa dni nie jadł, bo odebrano mu opiekę weekendową. Tych problemów Kaczyński nie chce rozwiązywać – mówi Jolanta Banach*, kandydatka Lewicy do parlament…

Źródło
Opublikowano: 2019-09-21 09:46:47

PiS zapowiada uregulowanie zawodu dziennikarza, co przypomniało mi, jak to kilka lat temu nauczyłam się w ekspresowym te

PiS zapowiada uregulowanie zawodu dziennikarza, co przypomniało mi, jak to kilka lat temu nauczyłam się w ekspresowym tempie, co dla takich pętaków jak ja oznacza Dobra Zmiana.
Oto resort kultury był uprzejmy zatrudniać portiera na "śmieciówce", a potem jeszcze obciążyć go składkami do ZUS.
Ponieważ na maile resort nie reagował, dzwonię i przedstawiam jako
"Dzieeeeń dobry, Adriana Rozwadowska, Gazeta Wyborcza".
Pani w słuchawce odpowiada mi osobliwie:
– Tak?
– I co?
– Aha.
– No i co niby mam zrobić?
– To czego pani chce?
albo przeciągle milczy, choć – przystępnie i kilkakrotnie – tłumaczę, o co mi się rozchodzi.
W końcu pani mówi, że da inną panią, proszę chwileczkę zaczekać, odkłada słuchawkę, dobiega jednak do mnie stłumione:
– Dzwoni pani z, hehe, Gazety Wyborczej.
– Z Wyborczej?
– Hahahahahahahah!
– Hahahahahahaha!
– Hahahahahhahahah!
Pomyślelibyście, że to osoby dorosłe?
A potem dowiedziałam się, że znajomy, który pracował w biurze prasowym ministerstwa, odszedł zaledwie kilka tygodni po Dobrej Zmianie porażony brakiem profesjonalizmu nowych, którzy przyszli. A potem były te wszystkie moje maile, które kolejne ministerstwa i instytucje po prostu ignorowały. Nie udało mi się przez cztery lata przeprowadzić rozmowy z ministrą pracy. Justyna Suchecka nigdy nie udało się zrobić wywiadu z ministrą edukacji. Do innej koleżanki-dziennikarki zadzwonił tuż przed wyborami samorządowymi pewien znany polityk PiS, który wcześniej ustawicznie ją ignorował. Poinformował, że teraz łaskawie może się z nią spotkać. Wiadomo, kampania. Koledze nie odpisywano na pytania do momentu publikacji. Kiedy tekst się ukazał, w ciągu piętnastu minut gotowy był kilkustronicowy tekst sprostowania. Przygotowany wcześniej. Wiadomo, Wyborcza kłamie, co należało udowodnić.
Istnieje wiele koncepcji symetryzmu, na jedną z nich się nie godzę: że za spsienie polskich mediów i spalenie wszystkich mostów pomiędzy stronami sporu odpowiada w takim samym stopniu PO, co i PiS.
Za PO w biurach prasowych pracowali profesjonaliści. Może i się ślizgali, ale zawsze odwalali swoją robotę. Może i odpisywali po terminie, ale odpisywali. Może i bywali różni, ale nie przekraczali pewnych granic żenady.
Więc jeśli zadajecie sobie pytanie, dlaczego media mają się tak se, są coraz bardziej spolaryzowane i nieczytliwe, to – imho – jest to, obok 500+, wyłączna zasługa PiS-u.
Bo to PiS wprowadził nową politykę, zgodnie z którą dziennikarz jest jak ta natrętna mucha. Bo to PiS nie odpowiada na pytania, albo poucza w mailach dziennikarzy (choćby dziesiejsza: "niewystarczająca ciekawość reporterska" w mailu PFN do Andrzeja Stankiewicza). Bo to PiS rozwalił podstawową zasadę dziennikarskiego warsztatu: że jeśli o kimś piszesz, musisz pogadać także z nim.
Niezależna.pl poświęciła mi dwa teksty. Ani razu nie usiłowała się ze mną skontaktować, choć nie jest to przesadnie trudne. My, ta druga strona, coraz częściej piszemy teksty jak Niezależna. Jak pisać inne, kiedy opisywany patrzy na Ciebie z pogardą, zrywa dialog, uniemożliwia stawianie pytań, uniknięcie przeinaczeń i jakikolwiek przepływ myśli?
Dlatego postulowałabym w pierszej linii uregulowanie stosunku PiS do mediów i ustawy o prawie prasowym. A potem możemy cyzelować.

Źródło
Opublikowano: 2019-09-17 18:01:46

PiS opublikował przed momentem program. Czytelniczkę lubującą się w beletrystyce wciągnie zwłaszcza jego początek, który

PiS opublikował przed momentem program. Czytelniczkę lubującą się w beletrystyce wciągnie zwłaszcza jego początek, który kreśli obowiązującą wersję historii ("Komunizm łączył się ściśle ze społeczną patologią").
Jako świadomą ignorantkę historyczną takie rzeczy interesują mnie jednak o tyle o ile. Przekartkowałam więc od razu do rozdziału o przyszłości pracy, którego nie ma.
Jest za to o innowacjach. Przysięgam, nigdy nie czytaliście czegoś bardziej obłego, beztreściowego i wyzutego z konkretu ("przemysł 4.0 może być dla Polski szansą, ale i zagrożeniem", "będziemy kontynuować inteligentną reindustrializację", "wiedza naszym zasobem", bardzo mi się zrobiło przykro na myśl o tych, którzy musieli to urodzić).
Ale, hej!, jednak jeden jest:
"Doprowadzimy do stworzenia w Polsce do 2025 roku ponad 700 firm działających w obszarze sztucznej inteligencji".
Niestety nie uściślono, dlaczego akurat 700, a nie 50 albo 1080.
W każdym razie od przybytku głowa nie boli.

Źródło
Opublikowano: 2019-09-14 13:20:14

Czytałam sobie właśnie świeżutki ranking najbogatszych Niemców i, jak wiecie, jest tak w angielskim, że miliard to bilio

Czytałam sobie właśnie świeżutki ranking najbogatszych Niemców i, jak wiecie, jest tak w angielskim, że miliard to bilion, tak więc, kiedy z wrażenia wszystko mi się pomieszało – mimo że niemieckim się posługuję w miarę nieźle – musiałam aż dla pewności sprawdzić, czy polski miliard to niemiecki miliard (tak).
I tak majątek najbogatszego Niemca, Dietera Schwarza, założyciela Lidla i Kauflanda, jest szacowany na 41,5 mld euro, a więc 180 miliardów złotych.
Dla porównania dochody budżetu Rzeczpospolitej w 2019 roku mają wynieść 388 mld złotych. W ostatnim roku Schwarz zarobił kolejny miliard euro, co nieprzesadnie wstrząsnęło jego sytuacją finansową.
Co przypomniało mi, jak to w 2015 roku "Guardian" ujawnił, że Grupa Schwarz – czyli Lidle i Kauflandy – dostała w Banku Światowym i Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju preferencyjne kredyty w wysokości 900 mln dolarów na rozwój w Polsce i Europie Wschodniej.
EBOiR zajmuje się bowiem wyrównywaniem nierówności między państwami, ma przyspieszać proces transformacji i sprawiać, by ludziom żyło się lepiej. Na co w dużej mierze zrzucają się kraje członkowskie. Wszyscy zatem zrzuciliśmy się na pomnożenie majątku człowieka, który w pieniądzach może nurkować jak Sknerus MacKwacz.
Potem zresztą – już po medialnej burzy – EBOiR dorzucił jeszcze kolejne 100 mln euro (swoją drogą, kurczę, my tu unosimy brwi, a Schwarza te kwoty musiały weselić).
Tak tylko piszę, bo warto pamiętać ten fakt kupując mrożone, odgrzewane i twardsze niż ze spiżu pieczywko w Lidlu.

Źródło
Opublikowano: 2019-09-12 15:35:52