Przed Państwem Tytus ks. Czartoryski na Klewaniu i Żukowie h. Pogoń Litewska, który twierdzi, że "żadnych dowodów n

Adriana Rozwadowska:

Przed Państwem Tytus ks. Czartoryski na Klewaniu i Żukowie h. Pogoń Litewska, który twierdzi, że "żadnych dowodów na katastrofę klimatyczną nie ma".
Fun fact jest taki, że PiS wygrał głosowanie dwoma głosami. Dlaczego? Bo od głosu wstrzymali się – och, jakie zaskoczenie! – matematyk Aleksander Skorupa z Koalicji Obywatelskiej oraz Marek Obrębalski – od 2001 do 2016 roku związany z PO, obecnie – bezpartyjny samorządowiec. Panowie nie są pewni, czy dzieci powinny uczyć się o klimacie.


Źródło
Opublikowano: 2020-02-26 21:14:41

Jeszcze tylko przez chwilę można zgłaszać się do nagrody dziennikarstwa ekonomicznego Press Clubu.

Adriana Rozwadowska:

Jeszcze tylko przez chwilę można zgłaszać się do nagrody dziennikarstwa ekonomicznego Press Clubu.
I czytam sobie, że nagroda skierowana jest to osób "publikujących materiały na tematy dotyczące finansów osobistych i edukacji konsumenckiej", ponieważ Press Club chce wspierać "dbałość o prawa obywateli do uzyskiwania rzetelnych informacji".
Jestem odrobinę zdziwiona, że ekonomia w tym rozumieniu ogranicza się do rozważań, konto w którym banku założyć, gdzie udać się, kiedy buty okażą się przeciekać podczas pierwszego deszczu, albo o strategiach sprzedażowych supermarketów (tak, tutaj egzegeruję, celowo) – choć zdaję sobie sprawę, że to jest to, co ludzi interesuje najbardziej.
Mamy w dziale gospodarczym osoby piszące o transporcie, energetyce, ochronie środowiska, mieszkalnictwie – to, jak mi się zdaje, dość istotne w 2020 roku kwestie, ale całkowicie pomijane.
Zasada jest prosta: jeśli chcesz otrzymywać nagrody ekonomiczne, pisz o technologiach (dostaniesz też darmowy sprzęt od technologicznych korpo) lub bankach (które same organizują konkursy dla dziennikarzy i hojnie wynagradzają za entuzjazm wobec rynków finansowych). Wyobrażacie sobie, żeby jakakolwiek ważniejsza branżowa nagroda uwzględniała rynek pracy, prawa pracownicze czy politykę społeczną?
Nie, i nie dziwi mnie to, bo polska ekonomia to pieniądze, a nie ludzie, którzy je wypracowują. Oraz zacytuję kolegę z mojego działu: "Polityka społeczna nie ma nic wspólnego z ekonomią, powinnaś iść do jakiegoś kwartalnika, albo "Zeszytów Pomocy Społecznej".
PS. I tak lubię kolegę.

Źródło
Opublikowano: 2020-02-26 13:36:06

Tymczasem w Niemczech Federalny Trybunał Konstytucyjny orzekł właśnie, że artykuł 217 kk, który mówi, że wspomaganie eut

Adriana Rozwadowska:

Tymczasem w Niemczech Federalny Trybunał Konstytucyjny orzekł właśnie, że artykuł 217 kk, który mówi, że wspomaganie eutanazji podlega karze pozbawienia wolności, jest niezgodny z ustawą zasadniczą.
A skoro tak, to będzie trzeba dostosować do orzeczenia prawo. A skoro tak, to lekarz na żądanie nieuleczalnie chorego będzie mógł pomóc mu w popełnieniu samobójstwa.
A skoro tak, mamy cywilizację śmierci w pełnym rozkwicie (kilka dni temu do eutanazji przychylił się portugalski parlament), o której zaraz napisze TVP i Tygodnik Solidarność – chciałam zażartować.
Ale się wycofuję, bo temat wcale nie jest zabawny, a decyzja może ograniczyć liczbę dramatycznych, nieudanych, powodujących jeszcze większe cierpienie.
Bardzo szkoda, że ten temat w Polsce nie istnieje, i pewnie nie zaistnieje, ponieważ – jak wiemy – cierpienie ubogaca.

Źródło
Opublikowano: 2020-02-26 11:51:12

Posłuchaj podcastu: Dziennikarka opisała problemy ajentów sieci Żabka. Dyrekcja, zamiast wysłać sprostowanie, zażądała usunięcia artykułu – TOK FM

Adriana Rozwadowska:

A przed momentem porozmawialiśmy z dyrektorem ds. operacyjnych Żabki Alfredem Kubczakiem – łączę podcast – m.in. o tym, dlaczego Żabka żąda usunięcia mojego tekstu.

Posłuchaj podcastu: Dziennikarka opisała problemy ajentów sieci Żabka. Dyrekcja, zamiast wysłać sprostowanie, zażądała usunięcia artykułu – TOK FM

Podcast z audycji Analizy. Agata Kowalska. Gośćmi audycji byli: Adriana Rozwadowska, Alfred Kubczak. Dostępna transkrypcja. Temat: Dziennikarka opisała problemy ajentów sieci Żabka. Dyrekcja, zamiast wysłać sprostowanie, zażądała usunięcia artykułu

Źródło
Opublikowano: 2020-02-25 19:41:22

Oho. Dopiero zauważyłam, że mój redakcyjny kolega Leszek Kostrzewski napisał o mnie w swoim komentarzu. I puszcza oko do

Adriana Rozwadowska:

Oho. Dopiero zauważyłam, że mój redakcyjny kolega Leszek Kostrzewski napisał o mnie w swoim komentarzu. I puszcza oko do czytelnika:

"(…) może dla związkowca, członka NSZZ "Solidarność", jakim jest Adriana Rozwadowska (to nie żaden zarzut, uważam tylko, że czytelnik powinien wiedzieć, że dziennikarz piszący o sprawach związanych z polityką społeczną jest zarazem związkowcem, bo to ma wpływ na jego poglądy) (…).

Po pierwsze czytelnik wie, bo nigdy swojej związkowej przynależności nie ukrywałam. Jestem z niej – w kraju, w którym wmawia się nam, że jest ona czystą polityką, passe, postawą roszczeniową – dumna.

Po drugie to niesłychane, że dziennikarz piszący o sprawach społecznych nie rozumie, czym są związki zawodowe.
Otóż dla Leszka są czystą polityką, a przynależność do związku równa się poglądom lewicowym. Jest to farmazon do kwadratu. Leszek nie rozróżnia zatem centrali związkowych od zakładowych związków zawodowych. Jestem dziennikarką, ale jestem też pracownicą Agory. A każdy pracownik czy pracownica – zgodnie z konstytucją – ma prawo się zrzeszać i walczyć o lepsze warunki pracy w swoim pracy zakładzie. Związek zawodowy w Agorze nie ma nic wspólnego z Piotrem Dudą, drogi Leszku. Też możesz przystąpić – obiecujemy nie wyprać Ci mózgu lewicową ideologią, bo podczas walki o kształt umów nie przyświeca nam żadna: poza własnym, pracowniczym i ludzkim interesem.

Po trzecie nie mam bladego pojęcia, członkinią jakich organizacji, stowarzyszeń czy fundacji jest Leszek Kostrzewski. I byłabym zawiedziona sama sobą, gdybym w merytorycznej dyskusji na dowolny temat użyła jego przynależności do Ligi Obrony Kraju, Polskiej Akcji Humanitarnej czy Polskiego Związku Wędkarskiego jako argumentu, że jest nieobiektywny. Nikt nie jest obiektywny. Także Leszek Kostrzewski, choć udaje, że tak.

Po czwarte czekam na wyjaśnienie, skąd w związkach zawodowych prawicowy Piotr Duda, lewicowa Rozwadowska oraz wyborcy i wyborczynie KO np. w ZNP na raz?
A także: jaka to organizacja ma wpływ na Twoje wolnorynkowe poglądy, Leszku?
I czy mógłbyś przestać robić krzywdę związkom zawodowym poprzez upolitycznianie ich (jeszcze bardziej niż są tam w centralach, na górze)?

PS. Link w komentarzu.

Źródło
Opublikowano: 2020-02-25 13:41:29

Pracowali od rana do nocy, a mają gigantyczne długi? Ostre zarzuty wobec Żabki

Adriana Rozwadowska:

"Fakt" zdaje się, że przeanalizował pismo biura prasowego Żabki, zmienił zdanie i opublikował dziś nowy tekst.
Ten oczywiście zapobiegliwie, z ostrożności procesowej, zaczyna się od słów "Problem jest, choć nie dotyczy wszystkich ajentów".
Problem w tym, że nikt nigdy nie twierdził, że wszystkich. To piękny przykład tego, jak dziennikarz musi lawirować i patyczkować się o słówka, żeby móc napisać to, co i tak wszyscy wiedzą, ale nie wejść na drogę sądową z opisywaną spółką i przegrać przez np. brak mowy zależnej.
Nie myślałam, że to kiedyś napiszę, ale: Brawo "Fakt"!

Pracowali od rana do nocy, a mają gigantyczne długi? Ostre zarzuty wobec Żabki

Uwierzyli, że ciężką pracą mogą do czegość dojść. Zainwestowali oszczędności życia, a po miesiącach harówki, często od rana do nocy przez przez siedem dni w tygodniu nagle okazało się, że mają kolosal…

Źródło
Opublikowano: 2020-02-24 19:52:35

Pewien poważny dziennikarz poważnego medium skomentował zniknięcie tekstów o Żabce, że to zrozumiała decyzja redakcji, b

Adriana Rozwadowska:

Pewien poważny dziennikarz poważnego medium skomentował zniknięcie tekstów o Żabce, że to zrozumiała decyzja redakcji, bo przecież nie do końca wiadomo, jak było, trzeba rzecz sprawdzić, nie wylewajmy dziecka z kąpielą.
Stawiam złotówki przeciwko orzechom, że gdyby nieprzychylny tekst zdjąć usiłowałby np. PiS, wszyscy dziennikarze jak jeden mąż i żona uznaliby to za ograniczanie wolności wypowiedzi – choć w przypadku przecieków też nie wiadomo, jak było.
Nie dziwi mnie to, bo tak to już w Polsce jest: kiedy coś mówi polityk bliskiej nam partii, dyrektor czy prezes, wątpliwe jest aby – jako poważna persona – kłamał.
Kiedy mówią coś pracownicy i pracownice zaufanie jest zawsze znacznie bardziej ograniczone. Bo może mijają się z prawdą? Mszczą się na pracodawcy? A może po prostu są kłótliwi, niewdzięczni i z natury podli?
Żabka w swoim stanowisku pisze m.in., że Anna Mendrok, która z imienia, nazwiska i twarzy twierdzi, że ma 120 tys. długu, wcale długu nie ma.
Wierzę, bo któż z nas nie miał czasami ochoty poświęcić miesiące, żeby założyć związek zawodowy, wejść w spór zbiorowy, albo poświęcić cały czas wolny, założyć stowarzyszenie, dobijać się do polityków i wystąpić na konferencji prasowej w Sejmie, żeby poszkalować sobie pracodawcę, który niczym nam nie zawinił, albo firmę, z którą rozstaliśmy się w zgodzie?

Źródło
Opublikowano: 2020-02-22 13:55:46

Jeszcze z ciekawostek, jak łatwo zastraszyć media, kiedy jesteś międzynarodowym funduszem.

Adriana Rozwadowska:

Jeszcze z ciekawostek, jak łatwo zastraszyć media, kiedy jesteś międzynarodowym funduszem.
Rano należący do WP portal Money.pl – o którym tutaj niedawno zresztą pisałam – opisał mój tekst o Żabce: nawet nie mój reportaż własny, a tekst o konferencji Lewicy w sprawie sytuacji ajentów i ajentek.
Okazuje się – to dla mnie po 10 latach w dziennikarstwie dość nowa informacja – że nie można opisywać konferencji w Sejmie, i że można zażądać zdjęcia tekstu opisującego polityczny iwent, jeśli ten ostatni nie jest w smak jakiejś korporacji.
Money postanowił się przestraszyć. Nie rozumiem, ale nie pierwszy to zdjęty tekst w tym temacie.


Źródło
Opublikowano: 2020-02-21 18:01:29

Wiwat ZUS. O antyzusowskim zaczadzeniu

Adriana Rozwadowska:

To ja krótko, bo oczy mi wypadają, kiedy czytam 2 137 000 tekst prasowy o krwiożerczym ZUS-ie:

ZUS jest najpiękniejszy! I bardzo mu dziękuję, że jest! I jego pracownikom i pracownicom, którzy za niskie wynagrodzenia strzegą naszych pieniędzy. I także tym, którzy przeprowadzają kontrole (w mediach zwane „nękaniem”).

Wiwat ZUS. O antyzusowskim zaczadzeniu

Już każdy polski dziesięciolatek wie, że ZUS to taka maszkara, gargantuiczna mafijna ośmiornica, która kładzie swoje oślizgłe macki na naszych ciężko wypracowanych pieniądzach, oplata nas i wyciska z nas ostatnie grosze. Przynajmniej tak wynika z doniesień prasowych.

Źródło
Opublikowano: 2020-02-19 19:00:09

Z cyklu nie pozdrawiam.

Adriana Rozwadowska:

Z cyklu nie pozdrawiam.
Nie pozdrawiam należącego do Wirtualnej Polski serwisu Money.pl.
– RETY PRĘDKO, MUSISZ NAPISAĆ O ŚREDNIEJ PŁACY, SPADŁA O 300 ZŁ – taką mniej wiadomość dostałam dzisiaj.
No i wchodzę na tę stronę GUS-u, a tam wzrost średniej o 7,1 proc. "Money albo Strefa Biznesu" – myślę. I się nie mylę: Money.
Przepis na wynagrodzeniowy klikbajt wygląda tam bowiem tak:
> porównaj średnią do średniej, których porównywać nie można, i dobrze o tym wiesz
> daj do tytułu, że zarabiamy o 300 zł mniej
> w tekście wyjaśnij, że to nieprawda, bo tak porównywać nie wolno
> i tak za każdym razem
Jedno jest pewne: na wielu wallach pojawi się dziś link do Moneya, a 300 zł dobrze utkwi w wielu pamięciach RAM. Inflacja 4,4 proc., płace w dół o 300 zł, ło panie, katastrofa. No i doskonale wiadomo, kto będzie winny (nie Money).

Źródło
Opublikowano: 2020-02-19 13:52:09

OK, kobiety są głupsze od mężczyzn, a polscy mężczyźni – od Niemców

Adriana Rozwadowska:

"A teraz już zupełnie poważnie. Uważam, że w Sejmie jest za dużo kobiet. To obniża poziom. Piaskownica" – był łaskaw zatwittować w piątek profesor Stanisław Żerko.
Wyjaśnić mężczyźnie – szczególnie konserwatyście, który podobnych doświadczeń nie zbiera – co czuje kobieta słysząc, że nie nadaje się do polityki, pracy, szefowania, prowadzenia pojazdów, <wstaw cokolwiek> – niemal niemożliwe.
Stworzyłam więc analogię, która może przemówi do Pana Profesora, który jest niemcoznawcą i zwolennikiem reparacji.
Bo skoro kobiety powinny podporządkować się mężczyznom <tu masa anegdotycznych powodów>, to da się znaleźć równie koślawe dowody na to, że Polacy nie powinni podskakiwać Niemcom.
***
DW, bo występuje w tekście: Agata Kowalska

OK, kobiety są głupsze od mężczyzn, a polscy mężczyźni – od Niemców

Przedstawiciele prawicy lubią poniżać słabsze grupy – w tym kobiety. Sami jednak upokarzani być nie lubią. Bo czymże różni się twierdzenie, że 'kobiety nie nadają się do polityki', od uwagi, że 'Polacy są głupsi od Niemców'?

Źródło
Opublikowano: 2020-02-17 17:43:54

Z cyklu najbardziej absurdalna rzecz przeczytana dziś.

Adriana Rozwadowska:

Z cyklu najbardziej absurdalna rzecz przeczytana dziś.
Otóż Baldwin I Koburg, król Belgii i prawnuczek Leopolda II Koburga (tego samego, który wymordował w Kongu jakieś 10 mln ludzi, a mimo to po dziś dzień pstrzy krajobraz całej Belgii stojąc na rozlicznych cokołach i nikt nie wymienia go jednym tchem obok Stalina, Hitlera i Pol Pota), ten sam Baldwin I Koburg, który miał krew Lumumby na rękach, w 1990 roku – jako przykładny katolik – odmówił podpisania ustawy liberalizującej aborcję.
Ostatecznie ustawa i tak weszła (król na dwa dni zrzekł się tronu, żeby ktoś mógł podpisać cyrograf zań), ale źródła donoszą, że cierpiał z tego powodu aż do śmierci (nierychliwej, ale sprawiedliwej).

Źródło
Opublikowano: 2020-02-15 23:16:15

Wiecie, po kogo przyjdzie PiS po sędziach i lekarzach? Po programistów. Nie, nie żartuję.

Adriana Rozwadowska:

Wiecie, po kogo przyjdzie PiS po sędziach i lekarzach? Po programistów. Nie, nie żartuję.
Dziś na moich ulubionych programistycznych grupkach furorę robi pasta o tym, jak rząd bierze się za "kastę programistów" – nakłada na nią Nowy Podatek Cyfrowo-Solidarnościowy! Zarzyna to branżę niemal oczywiście, na szczęście własną piersią bronią jej eksperci i opozycja. W TVP lecą kolejne szczujące na specjalistów IT paski ("75 proc. programistów pracuje dla zagranicznego kapitału!") i wypowiedzi tzw. motłochu o tym, że programiści zarabiają za dużo, więc trzeba im zabrać i rozdać nierobom bez jedynek, a konferencję zwołuje sam minister Ziobro. Ostatecznie podatek przechodzi przez Sejm, bo opozycja nie zdążyła na głosowanie.
No i wszystko fajnie, pasta ma bawić, mnie nieszczególnie rozbawiła, do łez doprowadziło mnie dopiero to, co pod nią: zastępy programistów uważających scenariusz za realny, ba, wręcz przekonanych, że represje już się rozpoczęły (vide teksty w prasie o tym, że IT ucieka przed podatkami – m.in. mój, po którym na grupce obrzucono mnie inwektywami i ostrzeżono, że "jest na mnie mane oko"!).
Gdybym miała jakoś usiłować pocieszyć strapionych programistów, to szłoby to jakoś tak: Nie martwcie się! Rządy o autorytarnych zapędach biorą się w pierwszej kolejności za ludzi, którym o coś w życiu – poza jedzeniem, spaniem i pacaniem w klawiaturę – chodzi. Nikt nie wyśle Was na przymusową emeryturę, nikt nie wyrzuci z pracy, nikt nie zamknie w więzieniu. Jakąż to ceną za legitymację kombatanta w przyszłości i możliwość dzielenia się z wnuczkiem barwnym opozycyjnym życiorysem jest uiszczenie podatku? Toż to okazja jest przecież!

Źródło
Opublikowano: 2020-02-11 13:34:42

Zerowe podatki i usługi publiczne na szwedzkim poziomie – tego chce duża część młodych Polaków. Dlaczego PiS wygrywa, a lewica przegrywa?

Dzień dobry!
> 46,5 proc. osób w wieku od 18. do 30 roku życia chce radykalnej obniżki podatków, jednocześnie aż 72 proc. badanych chce także bezpłatnej służby zdrowia dla każdego
> aż 60 proc. tych, którzy są za radykalną obniżką podatków, optuje jednocześnie za bezpłatną służbą zdrowia
> 55 proc. osób w wieku od 18. do 30. roku życia chciałoby likwidacji powszechnego systemu emerytalnego
> 20 proc. – to niedużo, ale w przypadku tego pytania niemało – badanych uważa, że pracownika powinno się móc zwolnić bez odprawy, o, tak pyk
> tylko 13 proc. polskich badanych zna i rozumie słowo „prekariat”.
Gdy zapytano ich jednak, czy pracują lub pracowali w warunkach niepewności, potwierdziło to 46,5 proc. z nich. Jednocześnie zapytani o to, do jakiej klasy społecznej przynależą, najczęściej odpowiadali, że… do średniej.
O pracy na umowach czasowych, za niskie wynagrodzenie sądzą tyle, że to normalne i trzeba znaleźć jakąś strategię przetrwania.
"Nie znaleziono żadnych dowodów na to, że osoby, które doświadczają śmieciowego zatrudnienia, zaczynają tworzyć samoświadomą grupę społeczną. Świadomość niepewności wykazały nieliczne osoby, jak to ujmują autorzy: „ci, którzy nabyli świadomość polityczną pozwalającą na wyrażenie ich problemów” – a więc osoby działające w partii lewicowej czy związkach zawodowych".
***
Badanie przeprowadził polsko-niemiecki zespół. Polskim badaniem ilościowym kierował prof. Juliusz Gardawski, a całą pozycję "Oswajanie niepewności" zredagowali Jan Czarzasty i Adam Mrozowicki.
Bardzo ale to bardzo Wam ją polecam: odpowiada na szereg pytań, które od dawna sobie zadajecie, ale nikt nie chce Wam na nie odpowiedzieć.

Zerowe podatki i usługi publiczne na szwedzkim poziomie – tego chce duża część młodych Polaków. Dlaczego PiS wygrywa, a lewica przegrywa?

Świadomość ekonomiczna młodych Polaków i Polek? Pełna wzajemnie sprzecznych życzeń. Większość woli jednak narodowy kapitalizm rozwojowy. Czyli mniej więcej to, co głosi obecnie rząd PiS.

Źródło
Opublikowano: 2020-02-10 10:17:56

Nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że dziś Machała z redaktora naczelnego stał się CEO czegoś tam innego w WP. Na tym

Nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że dziś Machała z redaktora naczelnego stał się CEO czegoś tam innego w WP. Na tym szczeblu już tak jest, że się nie tonie.
Nie ma też nic dziwnego w tym, że poleciała szefowa HR-u. W końcu wszyscy się w tym medialnym światku znamy.
I o ile przez kilka ostatnich lat nie trwał szeroko zakrojony spisek, i te wszystkie osoby, które mówiły mi i pisały, że Machała nigdy nie powinien zarządzać ludźmi, zwyczajnie nie kłamały, to też bym ową panią zwolniła za indolencję (Btw pani chyba, zaskakujące!, nie przesunięto?)
Tymczasem chciałabym pogratulować wszystkim mediom i dziennikarzom – 99,9 procentom – którzy zapobiegawczo od A do Z postanowili milczeć. Mieliście rację.
Tak, ten skrin to nie fejk. Podobnie jak prawdziwą pozostaje wypowiedź Machały z Magazynu Pismo o tym, że "redakcja to fabryka". Dziennikarstwo śledcze? Reportaż? Tak, ale pod warunkiem oddania dwóch tekstów dziennie.
EDIT, ponieważ pojawiają się sygnały, że zawarta w poście ironia jest trudna do odczytania: nie, nie uważam, że pani z HR-ów powinna polecieć. Bardzo jej współczuję, bo zdaje się, że jest tutaj tylko kozicą ofiarną.


Źródło
Opublikowano: 2020-02-06 16:34:06

Huhu. Jakiś sędziwy pan Amerykanin, którego nazwiska niestety nie odnotowałam, wypowiedział się w telewizji w sprawie za

Huhu. Jakiś sędziwy pan Amerykanin, którego nazwiska niestety nie odnotowałam, wypowiedział się w telewizji w sprawie zamknięcia granic USA ze względu na wirusa z Wuhan.
Pan przytomnie zauważył, że w Stanach, Kraju Gargantuicznych Możliwości, co roku na grypę umiera 60-80 tys. osób i nikt nie zamyka granic.
Aż pobiegłam sprawdzić, ile zgonów mamy w Polsce. W ostatnim sezonie grypowym 143 (tam, gdzie to znalazłam, użyto partykuły "aż").
Jeśli Polacy mnożyliby się tak, jak to niedawno zapowiedział premier Morawiecki, i rozmnożylibyśmy się do rozmiarów Stanów Zjednoczonych, wciąż umierałby u nas jakiś niepoważny 1 tys. osób.
No ale tu jest Polska, tu liczby nie przemawiają jakieś tam liczby, tu się polega na domniemanych związkach przyczynowych i (jeszcze) zdrowym rozsądku, więc tematu prywatyzacji ochrony zdrowia nie zamkniemy nigdy.
Przecież pewnie po prostu Amerykanie chodzą bez czapek, ot co. Jak wiemy, nigdy nie byli za mądrzy.

Źródło
Opublikowano: 2020-02-05 18:15:09

Uwaga, teaser!

Uwaga, teaser!
Opisuję właśnie dość świetne badanie dotyczące świadomości ekonomicznej (czy raczej: infantylnego liberalizmu) Polaków i Polek między 18. a 30. rokiem życia. I można stwierdzić, że, ekhm, jest ona kulawa.
Bo jak zrozumieć, że nachodzą na siebie dwa zbiory:
> 46 proc. uważających, że należy radykalnie obniżyć podatki i pozwolić, żeby obywatele sami finansowali sobie edukację czy leczenie
> oraz
> 76 proc. osób będących zdania, że państwo powinno zagwarantować wszystkim obywatelom bezpłatną służbę zdrowia?
Wyliczanka, co państwo jeszcze powinno – w zamian za niższe daniny – jest zresztą dłuższa. Co młodzi Polacy sądzą o ZUS-ie, spowiję póki co mgiełką tajemnicy.
Cały tekst w poniedziałek: polecam jak mało co i rzadko kiedy, bo można na ich, tych badań, podstawie wnioskować m.in. dlaczego podejście PiS-u do gospodarki podoba się poddanym, a także dlaczego lewica nigdy nie dojdzie do władzy. No, ujmijmy to tak: nieprędko.

Źródło
Opublikowano: 2020-02-05 11:04:32

I tak jak zazwyczaj infantylizm gospodarczy korwinistów doprowadza mnie do białej gorączki, tak Jacek W. Bartyzel jest w

I tak jak zazwyczaj infantylizm gospodarczy korwinistów doprowadza mnie do białej gorączki, tak Jacek W. Bartyzel jest w swojej dziecięcej przekorze i głupotkach całkiem pocieszny. Na szczęście jeden Bartyzel planecie nieszczególnie zaszkodzi, a może i mieć ten pozytywny efekt, że się dzisiaj uśmiechniecie.
Gorzej, że pewne rzeczy na tym świecie odgórnie i systemowo dałoby się zmienić w prosty sposób – gdyby nie różnorakie lobby, które powodują, że niczego się nie da, a polityczne tryby działają niezwykle wolno.
Weźmy Coca-Colę. Jak pewnie wiecie, odpowiada ona za 1/5 (słownie: JEDNĄ PIĄTĄ) światowej produkcji plastikowych butelek. A teraz wyobraźmy sobie, że Coca-Cola przerzuca się na szkło (albo zwrotny plastik). Tak, szkło jest trudniejsze w transporcie. Tak, transport szkła więcej kosztuje. Tak, konsumenci wolą lekki plastik. Tak, Coca-Cola straciłaby finansowo – przynajmniej przejściowo. Ale czy wyobrażacie sobie lepszą reklamę – toż to byłby marketingowy chwyt XXI wieku! – gdyby Coca-Cola wszem i wobec ogłosiła, że rezygnuje z plastiku i zmniejsza tym samym swoje zyski (23 mld dolarów w 2019 roku, prawie 90 mld złotych, czyli prawie jedna czwarta polskiego budżetu na ten rok), bo zależy jej na planecie? Strzelam, że gros konsumentów i konsumentek zaczęłaby dźwigać to szkło z niekrytą przyjemnością, a inne koncerny – prędzej czy później i pod medialnym naciskiem – musiałyby pójść tą samą drogą. Proste, prawda? No, tyle że nierealne.
Nikt i nic nie zmusi koncernów – od Coca-Coli po Cargill – żeby kierowały się czymś innym niż doraźnym zyskiem.
Jak w tym meksykańskim stanie Chiapas, w którym mieszkańcy mają wodę tylko co 2. dzień, bo koncern wykorzystuje tam 1 mln litrów (słownie: JEDEN MILION LITRÓW) wody dziennie.
Albo jak w tej Kolumbii, gdzie Coca-Cola finansowała szwadrony śmierci, unieszkodliwiające na amen działających przeciwko niej związkowców.
Albo jak ten Cargill, który wyżyna lasy tropikalne i wyjaławia glebę w Ameryce Południowej, korzysta(ł?) z pracy dzieci i zagrabił sobie 50 tys. hektarów ziemi w Kolumbii (tak, o!, założył w tym celu ponad 30 firm krzaków).
No więc kim jest na tym tle taki Bartyzel? Pyłkiem marnym, pociechą naszą na tym grabionym przez koncerny świecie.


Źródło
Opublikowano: 2020-02-04 14:06:06

A gdyby tak media (wiem wiem, to też o mnie), zamiast wszem i wobec informować, że szturmowanie aptek w celu nabycia mas

A gdyby tak media (wiem wiem, to też o mnie), zamiast wszem i wobec informować, że szturmowanie aptek w celu nabycia maseczek ochronnych nie ma jeszcze sensu, podstępnie i szczwanie przekierowały geometrycznie przybierające wśród obywateli i obywatelek usiłunki zminimalizowania ryzyka poniesienia śmierci w wyniku epidemii na sprawę bardziej prozaiczną i prawdopodobną?
Oczywiście, że warto nabywać maseczki! I wkładać je zawsze, kiedy dopada nas całkiem pospolity, niemodny, nieegzotyczny tutejszy wirus.
Maseczki to genialny, prosty wynalazek i aż dziw bierze, że coś tak sensownego i odpowiedzialnego w Polsce jest odbierane jako niezrozumiałe, śmieszne, zagrażające lub niewyjściowe.
A gdyby tak powstał telewizyjny reportaż o błogosławieństwach myślenia nie tylko o zdrowiu własnym, ale i publicznym (co zresztą się zazębia), pokazujący, że maseczki są sexy?
Chętnie wystąpię i opowiem, jak to w okresie jesienno-zimowym z zasady unikam komunikacji publicznej i współtworzę smog, bo przy mojej odporności z dwóch na trzy jesienno-zimowych autobusów, do których wsiadam zdrowa, wysiadam chora.
Życzyłabym sobie nawet łopoczących, szpecących – ale w słusznej sprawie! – miast banerów z Anją Rubik w maseczce.
A teraz zejdźmy na ziemię: jutro znów poniedziałek. I znowu ktoś załzawiony, zasmarkany i okutany oświadczy Wam w pracy z radością i dumą, że ledwo dobrnął, żeby Was okasłać.
Jak dobrze, że wirus z Wuhan jest wirusem z Wuhan. Gdyby był wirusem z Warszawy, prawdopodobnie już wszyscy leżelibyśmy tu trupem.

Źródło
Opublikowano: 2020-02-02 16:08:21

Z tym dziennikarstwem to jest taki oto problem, że im dłuższy masz staż w redakcji – a więc i większą wiedzę i doświadcz

Z tym dziennikarstwem to jest taki oto problem, że im dłuższy masz staż w redakcji – a więc i większą wiedzę i doświadczenie – tym bardziej nie rozumiesz tego, co dzieje się poza nią. I to niekoniecznie twoja wina.
Że zobrazuję per analogiam: pracujecie pewnie w NGO-sach, knajpach, na uniwersytetach. Do każdego z tych miejsc przychodzi się ze świeżym czołem i chęciami. A potem wyłazi szydło z wora: szef fundacji jest takim bęcwałem, że utrąca każdy sensowny projekt. Z czasem nie zgłaszacie już sensownych projektów.
Na uniwersytecie wszystkim trzęsie profesor, którego rozwój naukowy zatrzymał się w latach 90. – co po jakimś czasie przestaje razić (bo tak poza wszystkim jest miłym człowiekiem).
W knajpie z kolei wszyscy zaczynacie się kolegować – już nie zauważacie, że kucharz zamiast dań serwuje mamałygę: wam smakuje, bo to jak jeść u mamy – człowiek się przyzwyczaja (jak wiadomo każda mama gotuje najlepiej na świecie, a to przecież niemożliwe). Zresztą jak powiedzieć kumplowi, że powinien zmienić profesję?
W redakcjach nie wygląda to inaczej: obracając się w koło Macieju wśród tych samych osób Wasz obraz świata zaczyna ucierać się wyłącznie w trakcie rozmów ze Zbyszkiem i Zenonem i innymi osobami z branży. Widzicie się w redakcji i na piwie. Na imprezie i debacie.
Weźmy kolegium: Zbyszek ma świra na punkcie Ameryki z czasów Reagana, Zenon jest zaś wielbicielem flory i fauny wysp Pacyfiku. To jasne, że gazeta będzie kipieć restrykcyjną polityką antynarkotykową, a zdjęciem dnia będą żółwie z Galapagos, nawet jeśli właśnie zbombardowano Indie. Jak po latach wyjaśnić Zenonowi, że naród porywa aktualnie zupełnie inna kwestia? Powiem Wam, że nie wiem. W każdym razie każdy rewolucyjny zapał z czasem słabnie.
I tak redakcja, która powinna być forpocztą idei, wyprzedzać czasy, dostrzegać najmniejszy choćby powiew zmian społecznych, staje się zwykłym zakładem pracy: z tą różnicą, że jego poczynania śledzi cała Polska.
Problem w tym, że i tę Polskę przebijającą się do redakcji np. w komentarzach w internecie, dziennikarz musi nauczyć się bagatelizować. Niezadowolony czytelnik to coś jak niezadowolony konsument, który pokrzykując zwraca talerz – tylko bardziej.
Bo dziennikarstwo to zawód tak ocenny, że czasami jestem bliska wariactwa: narobisz się przez cały dzień, o 15.45 skanujesz tekst wzrokiem po raz ostatni, już o 16.03 stoi na stronie, uf.
Jest 16.07: tę wypowiedź z zagranicznej prasy można było przetłumaczyć lepiej („Pewnie stażysta tłumaczył”), gdzieś umknął przecinek („Czy pani ma słownik? Wstyd!”), mały błąd maści dowolnej („Po co jeszcze trzymacie tę pismaczkę w redakcji”), nic („Rozwadowskiej nie czytam programowo”), a w przypadku publicystyki także:„tępa dzida”, „ta głupia kobieta”, „blondyneczka” lub „tzw. pani 'redaktorka'”.
Żeby nie zwariować trzeba się nauczyć ignorancji – a to może prowadzić do obojętności na krytykę.
Ale po co ja to wszystko piszę? Bo to w dużej mierze nie wina dziennikarzy – tzn. ich, o ile mają świadomość zmieniającego się świata, ale guzik z tym robią, a stopień zobojętnienia i pogardy dla tego, co na zewnątrz, zaczyna wykraczać poza skalę.
Bo kiedy słyszę dzisiaj, że dziennikarz i dziennikarka żartowali niewybrednie i rasistowsko w TVN-ie z pewnego Azjaty – za co już przeprosili – przypomina mi się zdarzenie sprzed roku.
Gala rozdania Mediatorów – nagród przyznawanych przez studentów i studentki w drodze głosowania. Nie ma chyba nic bardziej znaczącego dla dziennikarki niż nagroda od czytelników i czytelniczek, odbiorców i odbiorczyń a nie „od ludzi z branży dla ludzi z branży”. To ta pierwsza jest papierkiem lakmusowym tego, jak twoją robotę odbierają na zewnątrz.
I tak rok temu zostaję wyczytana, przeżywam małą zapaść, wchodzę na scenę (do dziś skręca mnie na myśl tego, co odwaliłam na niej ze stresu), odbieram, co jest do odebrania i wracam na miejsce – a posadzono mnie obok pewnego znanego dziennikarza z TVN-u <wink, wink>.
Wiecie, jak mi pogratulował?
– Fajnie, że akurat ty dostałaś. Ty jeszcze potrafisz się cieszyć z takich nagród.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-29 22:22:57

Słuchajcie no, czy ktoś z Was ma może spersonalizowaną tablicę rejestracyjną? Bardzo chciałabym się bowiem dowiedzieć, w

Słuchajcie no, czy ktoś z Was ma może spersonalizowaną tablicę rejestracyjną? Bardzo chciałabym się bowiem dowiedzieć, w jakim to celu ludzie wydają jeden bodaj tysiąc złotych na coś, co niczemu nie służy? No może poza jednym: żeby inni, jadąc za delikwentem, mogli prychać i krztusić się ze śmiechu, bądź też głowić, po grzyba to komu.
Za jeden tysiąc złotych można przecież kupić benzynę na jakieś 2 tys. km, albo przelać to na ślepe koty, albo na potrzebujące dzieci, lub też nabyć ponad 30 kg szarlotki – o ile ktoś lubi szarlotkę (ja nie).
W każdym razie wydać na rzeczy konkretne, potrzebne i lub przyjemne.
Jeszcze bardziej interesuje mnie nowszy fenomen: dopuszczone niedawno krótkie tablice rejestracyjne, które teoretycznie można montować tylko na amerykańskich autach. W praktyce Warszawa zakorkowana jest autami z krótkimi tablicami, co wygląda jak ten Nissan, którego ostatnio miałam nieprzyjemność oglądać: miejsce na długą tablicę, ramka na długą tablicę, tablica krótka, więc wystają te kikuty ramki, aż chciałoby się wysiąść i je przyciąć, bo oczy wypadają.
Czy od krótkiej tablicy następuje jakiś wyrzut dopaminy do mózgu, coś człowiekowi rośnie, czegoś przybywa?
Btw mam taki nieśmiały plan zaczepiać w najbliższym czasie jegomościów z krótkimi i pytać o powody kłamstw poczynionych w wydziale komunikacji celem wyłudzenia "amerykańskiej" – oh, wow – tablicy. Stay tuned.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-28 00:08:54

Dawno dawno temu, w dalekim lesie, w głębokim borze, kiedy Jolanta Pieńkowska prowadziła jeszcze „Wiadomości” w TVP, poj

Dawno dawno temu, w dalekim lesie, w głębokim borze, kiedy Jolanta Pieńkowska prowadziła jeszcze „Wiadomości” w TVP, pojawiła się plotka, że Pieńkowska celowo zakłada te dziwaczne, przestarzałe żakiety z bufkami, żeby wyglądać starzej łamane przez poważniej. Miała wtedy około 30 lat.
I to, co wtedy wydawało mi się absurdalne (dla mnie była starszą panią!), przypomina mi się wciąż, kiedy zastanawiam się, gdzie bym była, gdybym nie była kobietą. Oczywiście nie mam twardych dowodów na to, że gdzieś indziej. Ale wiecie.
Zostawmy już bycie wielokrotnie egzaminowaną, czy wiem, co to jest krzywa Laffera i prześwietlanie mojego wykształcenia (czego dziennikarze niemal nie doświadczają, dziennikarki – wciąż). Zostawmy, że kiedy siedzę wśród kilku Panów Publicystów, trudno jest dojść do głosu (- Musisz mówić głośniej – poradził mi ostatnio Grzegorz Sroczyński widząc, co się dzieje. Głośniej nie pomaga, ale stestowałam różne opcje: niżej pomaga!).
Kiedy miałam 27 lat, moja pierwsza redakcja wysłała mnie na kongres demograficzny. Przybywam i jestem proszona – przez jedną z organizatorek – żeby poczekać na boku. Po chwili dostaję smsa od przełożonego: „Pani X dzwoniła, że jesteś tak młoda, że boi się, że sobie nie poradzisz, a jej zależy, żeby kongres był opisany fachowo. Pyta, czy mogę wysłać kogoś innego, niech się wali. Trzymam kciuki!”
Minęło 6 lat. Konferencja w Znanym Liberalnym Think Tanku (podaję hasło: Florentyna, Otylia, Radosław). Przybiegam spóźniona i bynajmniej nie w garsonce (tak jakoś nie mam na stanie). Dzwonię do furtki. Wychodzi pani, mruży oczy:
– A pani do kogo?
– Na konferencję.
<chwila ciszy, myśli, jakby docierało, o, mamy to!>
– Aaaaaaaaa, no tak. Proszę!
I wiecie, nie dziwię się, że nie przyporządkowała mnie od razu do zbioru pt. „konferencja” (choć w tym momencie, w tym małym budyneczku nie działo się nic innego), bo weszłam do sali w której zwyczajowo przebywają tylko mężczyźni w brodach i garniturach (i Witold Gadomski).
A niedawno znajomy zapytał mnie, czy napiszę o jego książce. Nie do końca mi to pasowało, no ale kolega, no to może napiszę?
– Okej! – odpowiedziałam.
– Ale wiesz, jest taka sprawa. Zaproponowałem to Sroczyńskiemu. Na razie się odbiłem, ale jeśli się zdecyduje, to raczej wybiorę jego, no chyba rozumiesz.
– Jasne! – odpowiedziałam. I mając pełną świadomość, kto tu ma większy dorobek, wątpię, żeby powiedział to samo koledze.
A już zupełnie niedawno przysiadła się do mnie Osobistość z Twittera – na oko w moim wieku, młodsza nawet – i skupiła wszystko to w krótkim dialogu:
– Szacun za teksty! – osobistość położyła mi rękę na ramieniu, choć klepu klepu zabrakło.
– Dziękuję.
<tu jestem zasypana perorami bez oczekiwania, że jakoś się odniosę>
– Słuchaj, a ile ty masz lat?
– A do czego ci ta wiedza?
– Bo ty masz taką młodą twarz.
– Nie sądzę, no ale?
– Ale mądrze piszesz.
– Dziękuję.
– Ile masz lat?
– Nana nana na.
– Nie powiesz?
– …
– Bo, słuchaj, ty tak fajnie piszesz, a tak młodo wyglądasz, że ja się czasami zastanawiam, czy ty w ogóle istniejesz. Powiesz?
Osobom, które uważają, że zostałam tu zasypana gradem komplementów, przetłumaczę ten mesydż: to niemożliwe, żeby kobieta koło 30 miała już coś do powiedzenia.
A teraz wyobraźmy sobie, że na tym krześle zamiast mnie siedzi jakikolwiek dziennikarz w podobnym do mojego wieku. I że mój wiek plasuje się gdzieś w połowie drogi pomiędzy Januszem Szwertnerem a Rafałem Wosiem. Czy którykolwiek musi odpowiadać na pytania o datę urodzenia? Czy rozważane są zależności ich buź z ich pracą? Czy ktoś kiedykolwiek zestawił kwestię ich fryzury z ich dziennikarstwem (bo mi się zdarzyło)? Bardzo wątpię, ale jeśli jest inaczej, proszę mnie korygować i wklejać skriny.
No i tak zastanawiam się, gdzie bym teraz była, bo wiem, ile razy słyszę: – Dzień dobry, ja mam temat, zgłaszałem go już panu Iks, panu Igrek i panu Zet (tu zazwyczaj te same trzy nazwiska), ale nie chcieli. To może pani się zainteresuje?
I jeszcze ten Pan Związkowiec, który zupełnie wprost powiedział, że zdziwił go impakt tekstu napisanego przez kobietę. Bo na początku to on wolał tego pana z Krakowa, ale pan go zignorował. Jest zaskoczony, ale teraz widzi, że popełnił błąd!
Ile tematów nie trafiło do mnie tylko dlatego, że nie jestem wystarczająco poważnym mężczyzną?
Wracając do Pieńkowskiej: dziś media śledzą już tylko jej botoksy.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-27 13:36:26

Lodowce mogą topnieć, wirus z Wuhan dziesiątkować, ale jedno pozostaje niezmienne: wciąż dostaję propozycje skorzystania

Lodowce mogą topnieć, wirus z Wuhan dziesiątkować, ale jedno pozostaje niezmienne: wciąż dostaję propozycje skorzystania z wiedzy ekspertów firm, które zawodowo zajmują się tworzeniem niepewności na rynku pracy (ja wiem, że PR to nie taka prosta praca jak się wydaje, ale czy doprawdy tak trudno sprawdzić, jaki mam do tego stosunek?)
Dziś prawdziwa perełka: LeasingTeam, spółka, do której w 2014 roku TVP wyałtsorsowała ponad 400 swoich etatowych pracowników, chciałaby porozmawiać o CSR, czyli społecznej odpowiedzialności biznesu, czyli, jak się domyślam, przenoszeniu pracowników na umowy cywilnoprawne w, ho ho ho, święta.
Nie ma chyba – prócz sharing economy – drugiej tak chwalebnej jak CSR idei, którą skompromitowano by w równie błyskawicznym czasie.


Źródło
Opublikowano: 2020-01-26 18:11:58

Niemieckiej linii lotniczej Condor udało się uratować: kupił ją PLL LOT. Tak oto nabyliśmy 50 podstarzałych samolotów la

Niemieckiej linii lotniczej Condor udało się uratować: kupił ją PLL LOT. Tak oto nabyliśmy 50 podstarzałych samolotów latających w urlopowe kierunki, pokonując niemal żadną konkurencję.
Szef Condora się cieszy, bo sprzedał nieprzesadnie atrakcyjny produkt w stanie upadłości, niespełna 5 tys. pracowników się cieszy, bo w zamian za trochę ofiar – związki zawodowe Ufo i Verdi dogadały się z pracodawcą godząc na likwidację ok. 300 stanowisk – znakomita większość utrzyma pracę.
Nikomu nie życzę źle, nie żebym miała Schadenfreude, ale <hehe, złowieszczy śmiech> starcie niemieckich związków zawodowych, które nie pozwalają sobie raczej w kaszę dmuchać, z prezesem Rafałem Milczarskim, to może być taka piękna katastrofa.
Przypomnijmy, że Pan Prezes zwalniał protestujących związkowców z szefową związku zawodowego włącznie, przenosi stewardessy, stewardów i pilotów na samozatrudnienie wbrew prawu i wyrokom sądów, a podczas protestu odcinał protestującym dostęp do toalet – jednym słowem zarządza naszą narodową chlubą jak swoim prywatnym latyfundium.
I tak Milczarski stanie się teraz pracodawcą obywateli i obywatelek kraju, w którym – ze względu na ciut bardziej niż u nas zaawansowany stan dialogu społecznego – podobne zachowania wysadziłyby go z fotela prezesa w powietrze w kilka dni (u nas oczywiście przeszły jak przez masełko).
Myślę, że jest to szansa na zasłużoną międzynarodową sławę Milczarskiego. Oczami wyobraźni widzę już, jak związkowcy orientują się, że coś tu nie gra, dziennikarze zaczynają się interesować i docierać do polskich tekstów, w tym moich, o życiu i twórczości Milczarskiego, których do tej pory poza Polską nikt nie czytał – bo i po co – zaczynają powstawać pierwsze tłumaczone z naszego na ichnie sylwetki.
Nie żeby coś, ale <zaciera rączki>.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-26 14:00:10

Dla odmiany dzisiaj coś pozytywnego.

Dla odmiany dzisiaj coś pozytywnego.
Klnę na te aplikacje, więc co rozmowę, która o nie zahacza, jestem pytana, czy chciałabym, żeby ich zakazano. Otóż nie, bo rzecz nie w nich, a w tym, jak się z nich korzysta.
– Więc jaka jest alternatywa? Proszę o przykłady! – pyta jegomość. I tu jestem zazwyczaj bezradna. Tj.: byłam.
Bo – nareszcie! – mamy coś na drugą nóżkę: i to w Polsce, i to imponującego.
Otóż powstała aplikacja Foodsi, przez którą zamawiać można jedzenie, które się nie sprzedało – za pół ceny.
Sytuacja jest typu win win win: restauracja odzyskuje koszty, klient zyskuje tańszy posiłek, a do tego rozwiązujemy problem marnowania jedzenia, w czym Polska jest europejską liderką (a jednak w czymś!).
Pomysł jest wspaniały i trudno znaleźć jakąś jego wadę. Strzelam jednak, że nie będzie szeroko opisywany: chętnie to opisuje się wielkie biznesowe, modne przedsięwzięcia generujące horrendalne wyceny, a nie małe inicjatywy, które rozwiązują rzeczywiste problemy społeczne. No bo wiecie, skojarzenia są proste: resztki, śmieci, ludzie, których nie stać na jedzenie.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-25 16:50:55

O rany, ale ten kraj jest smutny, śmieję się panicznie, a jednoczenie łzy mi ciekną. Przeczytałam właśnie świeżynkę wyda

O rany, ale ten kraj jest smutny, śmieję się panicznie, a jednoczenie łzy mi ciekną. Przeczytałam właśnie świeżynkę wydaną z siebie przez "Solidarność". A było to tak:
> Koalicja Obywatelska kieruje do Sejmu projekt nowelizacji kodeksu pracy
> chce, aby w ogłoszeniu o pracę była musowo zawarta informacja o wysokości wynagrodzenia
> KO nagle taka propracownicza, no okej
> ruszają konsultacje, NSZZ "Solidarność" opiniuje projekt
> wije się strasznie, choć propozycja zacna
> ale nie może jej poprzeć, bo jest przecież przyssawką rządu, a to propozycja KO
> więc w mętnym stanowisku stwierdza, że projekt zawiera jakiś tu drobny błąd, a tam, o!, jakiś inny
> ale nie brzmi to poważnie, to stanowisko
> potrzeba mu jakiejś puenty, stempla, autorytetu
> więc stwierdza, że budzi "projekt budzi wątpliwości prawne"
> i – uwaga – POWOŁUJE SIĘ NA ORZECZENIE SĄDU NAJWYŻSZEGO wydane przez "postkomunistyczne złogi", z którymi walkę popiera
> o tym, że "wysokość wynagrodzenia stanowi dobro osobiste, i jako takie podlega ochronie prawnej" (pomińmy już, że orzeczenie jest głupie per se)
> pod którym to orzeczeniem podpisał się m.in. sędzia Józef Iwulski, w 2018 roku wysłany przez prezydenta na przymusową emeryturę, i jeszcze gorsze niż on przypadki
Jeszcze tak niedawno związki były związkami, liberałowie nie zgrywali kogoś, kim nie są, SN wydawał, co wydawał, no ale wydawał (choć owszem, niecierrrpię większości orzeczeń SN w sprawach pracowniczych, bo to on odpowiada w znacznej mierze za rozkład prawa pracy), każdy robił swoje, zamiast zajmować się ekwilibrystyką i podkładaniem innym nóg.
I tu nie sposób nie podziękować Prawu i Sprawiedliwości. Tak, tego już nie odkręcimy, nic z tego kraju nie będzie: mądrych sądów, sensownych związków i merytoryki w Sejmie. Dziękuję!

Źródło
Opublikowano: 2020-01-24 19:04:25

Możecie mi wierzyć lub nie, ale tak na co dzień to nie mam najmniejszego nawet poczucia, że moja praca na coś się przekł

Możecie mi wierzyć lub nie, ale tak na co dzień to nie mam najmniejszego nawet poczucia, że moja praca na coś się przekłada.
Ot, klikam coś sobie, odsyłam, to się gdzieś ukazuje, a ja wracam do kota i gry w Literaki albo oglądania Kuchennych Rewolucji albo skrolowania Fejsa.
Z tegoż względu wydaje mi się absurdalne, że w zeszłym roku byłam bodaj w drugiej szpalcie nominacji do Grand Pressa, a w tym roku w pierwszej – chociaż tylu jest dziennikarzy o znanych, telewizyjnych twarzach, a w mojej działce afer i skandali, które można sobie elegancko sfilmować (- Dlaczego pan przede mną ucieka?! Czy nie jest panu wstyd?!) brak.
Press wymienia tylko dwie większe redakcje, które na mnie głosowały, ale wiem, że te pozostałe to małe tygodniki lokalne (których z tytułu już się nie listuje).
I to jest wspaniałe, wzruszające i chcę bardzo bardzo podziękować: choć nie wiem niestety, komu. Najlepsze na świecie jest uczucie, że twoje gryzmoły trafiają gdzieś do ludzi, a nie rozbijają na szybce bańki.
Tak więc raz jeszcze: DZIĘKUJĘ!
***
(No wiem, że od Grand Pressów trochę już minęło, ale że tutaj poniżej w ogóle jestem, dowiedziałam się niedawno, a dziś dopiero dostałam Pressa).


Źródło
Opublikowano: 2020-01-22 19:05:49

Obiecałam sobie niedawno, że rzadziej będę pisać tu o moim redakcyjnym koledze Witoldzie Gadomskim, a zamiast tego bardz

Obiecałam sobie niedawno, że rzadziej będę pisać tu o moim redakcyjnym koledze Witoldzie Gadomskim, a zamiast tego bardziej skupię na przyszłości.
Ale wybaczcie. Jeszcze ten jeden raz, ostatni, po prostu muszę. Napisał dziś bowiem Gadomski:
"To samo pokazują polskie badania budżetów domowych, według których najbiedniejsze 20 proc. gospodarstw domowych ma niewiele mniej (a czasami więcej) telewizorów, komputerów, samochodów, lodówek – niż najbogatsze 20 proc. Ale to nie jest ciekawa informacja i na pewno nie znajdzie się na czołówkach gazet".
Tu należy odnotować, że bogactwo biedniejszych Polaków i Polek najsilniej rosło od początku XXI wieku, kiedy to najszybciej kurczył się transport zbiorowy. Każda polska rodzina – szczególnie wiejska – kupiła sobie wtedy Volkswagena TDI, albo i dwa.
Dobrobyt, brrrrrum!, wzrósł.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-21 17:58:02

No i na tym to dokładnie polega.

No i na tym to dokładnie polega.
Wy jesteście rozrzutni i kupujecie prenumeratę za dychę lub trzy, więc dziadujecie od pierwszego do pierwszego.
Ryanair jest oszczędny, więc prosi dziennikarkę o przesłanie tekstu mailem – dlatego ma na ten przykład 1,1 mld euro zysku w pierwszym kwartale 2019 roku.
Btw: jeśli znane są już co najmniej dwa przypadki wyciągania tekstów od dziennikarzy przez pracowników biura Ryanaira, to oznacza, że praca tam może, hm, odbywać się pod, ekhm, lekką presją. Bo gdyby pracowali w normalnej firmie, po prostu by sobie tę prenumeratę kupili i wrzucili w koszty.


Źródło
Opublikowano: 2020-01-20 21:14:51

Te trzy twitty mogłyby zostać w przyszłości cytowanym w podręcznikach ekonomii politycznej studium powodów pięciu kadenc

Te trzy twitty mogłyby zostać w przyszłości cytowanym w podręcznikach ekonomii politycznej studium powodów pięciu kadencji Prawa i Sprawiedliwości w Polsce. W tym dwóch ostatnich w koalicji z faszystami z Konfederacji.
Po pięciu niemal już latach codziennych twittów związanych z PO polityków, dziennikarzy i ekonomistów spod znaku „Trzeba odsunąć PiS, bo trzeba” (no wiem, że trzeba), chyba wypadałoby skonstatować wreszcie, że nienachalnie podziałały.
I że być może ludzie wybrali jednak PiS właśnie ze względu na te niepoważne koleje, a konkretnie ich zanik. Oczywiście nie mieli przed oczami znikającej ciuchci, kiedy stawiali krzyżyk, ale ciuchcia może być doskonałym wehikułem wszystkiego innego, co mieli: niskich płac, niepewności, państwa w charakterze nocnego stróża cierpiącego na kurzą ślepotę.
Pomysł walki z zamordystami poprzez wspieranie faszystów z Konfederacji jest dość osobliwy: rozumiem, że prof. Sadurski uważa, że to wsparcie chwilowe i czysto interesowne, które w każdej chwili można wycofać, ale co się wypromuje medialnie, tego się już nie odpromuje: medialna ekspozycja Konfederacji może i coś uszczknie PiS-owi, ale w dłuższym terminie zaszkodzi nam wszystkim.
No i to osobliwe, że socjaldemokrata woli dyskutować w Sejmie z Braunem niż Biejat.




Źródło
Opublikowano: 2020-01-20 16:40:05

Jakieś trzy lata zastanawiałam się, czy to napisać.

Jakieś trzy lata zastanawiałam się, czy to napisać.
Tydzień temu Staśko zamieściła na swoim wallu listę poetów, którzy zachowują się po seksistowsku. To zdecydowanie mniejszy kaliber niż oskarżenie Jakuba Dymka o gwałt, do tego wszyscy – przepraszam, wszystkie – wiemy, że seksizm jest wszędzie.
Mimo to doszło do tradycyjnej męskiej szarży. I znów dowiedziałyśmy się, że żeby nazwać kogoś seksistą, należy udowodnić jego występek przed sądem, że „to sprawa dla prokuratury” (serio), że to szkalunek bez dowodów.
I tu Maja Staśko – z którą często się nie zgadzam – radykalizuje mnie, za co jej dziękuję. No to jazda.
Kilka razy w życiu usłyszałam – nagle, nie pytałam o to – że mężczyzna „by mnie nie ruchał”. Głównym wskazywanym powodem jest mój wzrost. Niefart sprawił, że w żadnej z tych sytuacji nie miałam włączonego dyktafonu.
Z kolei na wakacjach w Hiszpanii otoczyła mnie grupa pięciu czy sześciu na oko dwudziestolatków. Jeden z nich, kwazi herszt bandy, podszedł do mnie i mocno chwycił za genitalia – do dzisiaj doskonale pamiętam ten ból. A potem uciekli. Pechowo nie miałam przy sobie kamery.
Innym razem, po ciężkich dwóch dniach pracy i niemal braku snu w tym czasie, usłyszałam w kolejce w Biedronce, że stojący za mną pan „lubi takie stare rury”. Jego kolega był przeciwnej opinii. Sytuacja nie została dowiedziona przed sądem.
To zaledwie wybór, ale opowiem Wam jeszcze jedną historię – tę, nad którą dumałam trzy lata.
W 2017 roku zostałam zaproszona do prowadzenia panelu o rynku pracy. Na scenie przedstawiciele organizacji pracodawców i związków zawodowych, na sali na oko 150 osób – i ja przy pulpicie.
Zadaję pytania, otrzymuję odpowiedzi, panel dobiega końca, dziękuję i żegnam się z każdym z uczestników uściskiem dłoni.
Na sali gwar: ludzie podnoszą się, ubierają, rozmawiają, sprawdzają w lajnapie kolejne debaty. Jako ostatni podchodzi do mnie panelista, który mógłby być moim dziadkiem.
Dziękuje, wyciąga dłoń, co odwzajemniam. Dookoła tłok, ale każdy zajęty jest sobą. I kiedy tak uściskujemy sobie dłonie, nagle pan popycha moją rękę do przodu, chwyta mnie za pierś i ściska: dwa razy, jak piszczałkę. Następnie cofa ją, uśmiecha, kłania i oddala. Nie, nie miałam ze sobą kamery.
Wyszłam na papierosa i wpadłam w histeryczny śmiech. Mogłam się tego spodziewać w autobusie, ciemnej ulicy, na imprezie, gdzieś z kimś sam na sam. Ale w sali pełnej ludzi? Podczas poważnej debaty? Niedowierzanie było tak głębokie, że długo nie mogło do mnie dotrzeć.
A potem, kiedy już dotarło i – jak zawsze seksizm i molestowanie – wpłynęło na moją samoocenę, przypominało się wciąż, powodując poczucie obmierzłości własnego ciała i niższości – dokonałam krótkiego bilansu.
Jestem dziennikarką, radzę sobie, a większości osób, które mnie obserwują, kojarzę się z płomiennymi elaboratami, tabelkami, procentami i różnego rodzaju niezgodą. Tekst czy post o tym, co się wydarzyło, zostanie uznany za atencyjny, a ja – z mniej lub bardziej fachowej dziennikarki – stanę się „tą, którą jakiś stary typ chwycił za cycek”, ewentualnie "kolejną, która oskarża mężczyznę bez dowodów" lub „tą, która chce zaistnieć”. W sumie to prawda: chciałabym zaistnieć jako równoprawna istota ludzka.
I tu pojawia się kluczowe pytanie: skoro żadna z powyższych sytuacji nie została uwieczniona na nośniku, czy wolno mi o nich pisać? A jeśli – jak chcą mężczyźni – nie, oznacza to, że o seksizmie i molestowaniu wspominać nie wolno wcale – dopóki nie dojdzie do gwałtu, który udowodnić jest łatwiej, bo zostaje po nim jakiś ślad. Bo nie mamy kamer w czołach, ani dyktafonów zaszytych za pazuchą.
I czy wolno mi podać personalia osobnika, który z pewnością zrobił to nie raz – skoro potrafi zrobić to prowadzącej debatę w sali pełnej ludzi – i który może mieć jeszcze większą łatwość sam na sam z pracownicą?
I co, zdaniem szanownych internautów, zyskuję właśnie na opowiedzeniu powyższej historii?
Poza cięgami, które na mnie spadną, łatką, podejrzeniami co do moich intencji, no, ewentualnie dorzuceniem kamyczka do walki z traktowaniem kobiet jak dmuchanych lal?
I tu prośba: o wytyczne za strony tych wszystkich publicystów i publicystek, którzy kwestionowali ruch #metoo porównując go do krwawych samosądów czy procesów z czasów stalinowskich. Np. Agaty Bielik-Robson, która #metoo powiązała z PRL-em. Szanownych internautów także chętnie posłucham.
Nie, nie podaję personaliów pana, bo boję się konsekwencji – chyba że na zapytanie którejś z organizacji pracodawców.
Nothing to see here, move along: status kwo zostało utrzymane.


metoo

Źródło
Opublikowano: 2020-01-19 12:34:54

Posłuchaj podcastu: Dla zysku czy dla czytelników? O finansowaniu mediów w Polsce – TOK FM

A gdybyście nudzili się w tę niedzielę, to łączę podcast audycji Grzegorza Sroczyńskiego z dziś.
Kontent zawiera: Bartosza Węgarczyka z Onetu, Piotra Nestorowicza z Magazynu Pismo oraz moją osobę rozmawiających o Tomaszu Machale i moralności w mediach, co oczywiście na końcu musiało przerodzić się w dyskusję o pieniądzach i że w sumie to nie da się.
Mija enty dzień od tekstu Oko.press, redakcje milczą, czołowi dziennikarze milczą lub udają, że nie znali Machały, z którym blisko współpracowali.
Perory Kaczyńskiego o kaście w sądownictwie czy resortowych dzieciach i obcym kapitale w mediach nie padają na podatny grunt przypadkiem. Tak jak przez lata wymiar sprawiedliwości nie widział najmniejszej potrzeby samoaktualizacji – mimo, eufemistycznie ujmując, niezadowolenia obywateli i obywatelek z jego działania – tak i media nie przeprowadziły nigdy debaty o sobie samych – i teraz też uciekają od tematu.
Wątpię więc, żeby Polacy i Polki własną piersią bronili mediów, kiedy już dojdzie do repolonizacji.

PS. Dziś 73. urodziny obchodzi Leszek Balcerowicz.

Posłuchaj podcastu: Dla zysku czy dla czytelników? O finansowaniu mediów w Polsce – TOK FM

Podcast z audycji Świat się chwieje. Grzegorz Sroczyński. Gośćmi audycji byli: Adriana Rozwadowska, Bartosz Węglarczyk, Piotr Nesterowicz. Dostępna transkrypcja. Temat: Dla zysku czy dla czytelników? O finansowaniu mediów w Polsce

Źródło
Opublikowano: 2020-01-19 11:07:43

Upiornie czyta się po wielu latach wspomnienia osób, które nie wiedziały, że nadciąga katastrofa – „Jest 31 sierpnia 193

Upiornie czyta się po wielu latach wspomnienia osób, które nie wiedziały, że nadciąga katastrofa – „Jest 31 sierpnia 1939 roku. Jutro Tosia idzie do szkoły”, kiedy wie się już wszystko.
Więc co mi tam. Zostawię swoje wspomnienie. Może kiedyś komuś też ścierpnie skórka (o ile ktoś tu przeżyje – lub przyleci spodkiem).
„Jest 16 stycznia 2020 roku. W rogu pokoju, tuż pod sufitem, spory pająk snuje sobie sieć. Komarnica na balkonie puszcza listki – rachityczne, ale robi, co może. Właśnie napisała do mnie mama. Pogryzł ją komar”.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-16 20:09:37

To jest najbardziej irytująca rzecz, jaką przyszło mi oglądać w miesiącu styczniu.

To jest najbardziej irytująca rzecz, jaką przyszło mi oglądać w miesiącu styczniu.
Myślisz, że jesteś taka fajna, bo wykształcona, zadbana, masz ciekawą pracę, spełniasz się, a tu bum: nie wypełniasz swojej najważniejszej życiowej roli.
Kobiety są jak takie roboty wielofunkcyjne. Z domu wyprowadzą się wcześnie – w wieku 25 lat (mężczyźni w wieku 27), częściej mieszkają same (pewnie nie mają lodówek), 34 proc. robi co najmniej licencjat (wobec 23 proc. mężczyzn).
I dziecko urodzą, a 8 proc. z nich wychowa je sama (1 proc. mężczyzn), nie wiedząc, w co ręce włożyć, i dom ogarną (bo spędzają na tym przeciętnie 4 godziny więcej niż mężczyźni) – mimo pracy zawodowej, i zaopiekują się obłożnie chorymi teściami (kiedyś miałam na to przytłaczającą liczbę, ale mi zaginęła).
A na koniec czeka je gender pay gap seksistowskie uwagi, trudność ze znalezieniem pracy po 50. oraz to.
Na szczęście – jak optymistycznie stwierdził niedawno Piotr Lewandowski – udział Polaków w populacji światowej będzie już tylko spadać.


Źródło
Opublikowano: 2020-01-16 16:05:18

OKO.press: Wirtualna Polska promuje Ziobrę. Autocenzura i konsultacje z Patrycją Kotecką

Mam wybitną zdolność palenia za sobą wszystkich mostów, no ale ten most chyba i tak już donikąd nie prowadzi – miejmy nadzieję.
Nigdy nie szanowałam Tomasza Machały. Nie, nie za słynne parówki.
Wszędzie, gdzie się pojawiał, normy pracy szły w górę, dziennikarze i dziennikarki byli wyciskani do granic i traktowani jak ludzkie robociki oraz zapanowywał klikbajt.
Słyszałam o minimum dla dziennikarki WP: 70 tekstach miesięcznie. Weźcie podzielcie to sobie przez około 20 dni pracy w miesiącu. Czy tak się jeszcze da robić dziennikarstwo? Nie: trzeba kraść z innych mediów. A wszystko to po to, żeby Machała mógł przedstawić "górze" satysfakcjonujące tabelki.
To oczywiście wpływa na całe media: bo jeśli – per analogiam – jeden z oferentów startuje do przetargu po dumpingowych cenach, reszta musi się dostosować i także przerzucić zatrudnionych na śmieciówki.
Celowo piszę też "dziennikarze i dziennikarki", a nie "mediawiorkerzy": bo wśród zatrudnionych w portalach horyzontalnych jest wiele zdolnych osób. To nie ich wina, że na wąskim, medialnym rynku Machała i mu podobni zamykają nam drogi rozwoju i wspierają medialny race to the bottom.
Pamiętajcie: za każdym razem, kiedy klikacie w portal horyzontalny (Wirtualna Polska, Interia i inne, nota bene w państwach zachodnich takiego wynalazku, agregatu cudzych treści, nie ma), gdzieś w Polsce głodem przymierać zaczyna jakiś dobry dziennikarz. Najczęściej nikomu nieznany i lokalny, który każdą informację musi sobie wychodzić. I którą to informację krajowe telewizje i portale horyzontalne obrabiają potem na swoje potrzeby bez powołania.
Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz: redakcyjne kolegia nigdy nie są szczelne. Jeśli Machała mówił już kilka miesięcy temu otwarcie o współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości, informacja ta na pewno była znana wielu osobom – w tym tym, które są twarzami obecnej walki o demokrację. Ciekawe, co na to mama Machały, posłanka PO Joanna Fabisiak oraz inne osoby, o których intensywnie teraz myślę?
Machała jest współsprawcą spsienia mediów. A teraz okazuje się jeszcze, że nie posiada kręgosłupa moralnego. Za długo żyję jednak w tym kraju, żeby wierzyć, że da się tu skompromitować. Bardzo jednak liczę na to, że w tym wypadku kariera Tomasza Machały została właśnie – bum! -unicestwiona.

OKO.press: Wirtualna Polska promuje Ziobrę. Autocenzura i konsultacje z Patrycją Kotecką

– Łączy nas z Ministerstwem Sprawiedliwości wiele biznesowych interesów – miał powiedzieć podczas wewnętrznego spotkania pracowników Wirtualnej Polski jej wiceszef Tomasz Machała. Sprawę związków portalu z resortem szeroko opisuje portal OKO.press.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-15 14:30:50

Nie tak dawno napisałam polemikę z Elizą Michalik, falsyfikując niemal każdy akapit jakąś liczbą, i nie bardzo widzę w t

Nie tak dawno napisałam polemikę z Elizą Michalik, falsyfikując niemal każdy akapit jakąś liczbą, i nie bardzo widzę w tym działaniu dalszy sens.

Wiec może przytoczę tylko moje ulubione fragmenty z dzisiejszego merytorycznego felietonu:

"Po ludziach pracy można jeździć jak po łysych kobyłach, ale „biedni” to ho, ho…." – (tak, naprawdę pada takie zdanie, tu może jednak przypomnę, że zbiory "pracujący" i "biedni" nie są rozłączne. Jakieś 10 proc. pracujących – 1,6 mln osób – to tzw. pracujący biedni).

W sumie współczuję, bo znam to: jeśli używasz frazy "to ho, ho", to niechybnie znaczy, że naprawdę nie masz tego dnia weny twórczej i warto choćby posiłkować się Synonimami.net.

"Dlaczego w sposób szczególny politycy pochylają się tylko nad biednymi? A co – innym się w Polsce przelewa?"

Czy staje Wam przed oczami to samo, co mi? Każdy z nas ma w rodzinie takiego wuja Zenona, który przy imieninowym stole wygłasza podobne płomienne tyrady: o opresyjności państwa tego, biednych nierobach, bogatych, co nakradli i politykach-złodziejach (wuj zawsze znajduje się w idealnym geometrycznym środku pomiędzy nimi). Zazwyczaj jednak puszcza się je, te tyrady, mimo uszu, a nie spisuje jeden do jednego.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-14 13:43:01

Rozwadowska: Wszyscy jesteśmy frajerami, póki prezes korporacji płaci 19% podatku

To było dla mnie najbardziej pouczające doświadczenie roku 2019. Niby dość często mówię rzeczy w radiu i na debatach, ale jak człowiek zobaczy swoje słowa spisanymi (a nie napisze je sam), to ma takie: "Łooooooooooo!".
I tak po pierwsze: wszystkim moim in spe rozmówcom i rozmówczyniom solennie obiecuję, że będę osobą posiadającą morze istne cierpliwości podczas autoryzacji.
Oraz po drugie: w sumie po czasie w niektórych punktach sama bym ze sobą polemizowała. No ale to akurat chyba dobrze.

Rozwadowska: Wszyscy jesteśmy frajerami, póki prezes korporacji płaci 19% podatku

Rozmowa Michała Sutowskiego.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-12 14:55:39

Trzymetrowy pokój do wynajęcia za tysiąc złotych. „Przyzwyczajajmy się. Będzie więcej takich ofert”

Mi by było po prostu wstyd na miejscu owego landlorda owych klitek. Po prostu tak bardzo wstyd, że bym sobie wydłubała oko widelcem.
W tekście zapowiedziani w leadzie "znawcy branży" (w rzeczywistości kontent oferuje jednak zaledwie jednego, smutnego, anonimowego agenta nieruchomości) snują jakieś głodne kawałki o trendach, popycie, że musimy się przyzwyczajać, ple ple ple.
Nie, to jest po prostu sztuczne pompowanie cen, czyli jednym słowem chciwość. I koniec kropka.

Trzymetrowy pokój do wynajęcia za tysiąc złotych. „Przyzwyczajajmy się. Będzie więcej takich ofert”

Na znanym serwisie ogłoszeniowym pojawiła się zaskakująca oferta. Można wynająć pokoje, w których zmieści się właściwie tylko łóżko. Cena? 990 zł za miesiąc. Wynajmujący za to będzie mieszkał w samym sercu

Źródło
Opublikowano: 2020-01-11 18:11:52

Siedzę dziś sobie w archiwum.

Siedzę dziś sobie w archiwum.
Gazeta Wyborcza z dnia 18 października 1994 roku, strona 3:
"Zbigniew Niemczycki, prezes Rady Głównej Business Centre Club, przedstawił podczas wczorajszej konferencji prasowej opracowane przez środowisko przedsiębiorców propozycje do projektu konstytucji. Oto zasady, jakie przedsiębiorcy chcieliby zapisać w nowej konstytucji:

* prawo do własności jest jednym z podstawowych praw obywatelskich;

* ochrona pracy najemnej nie może nadmiernie ograniczać umów między pracobiorcą a pracodawcą;

* obowiązki socjalne państwa powinny wyrównywać szanse, a nie poziom życia;"

I co, wciąż Was bawi, że Morawiecki chciałby wpisać do konstytucji PPK?

Źródło
Opublikowano: 2020-01-09 17:27:35

A tak w ogóle to cenię Dominikę Wielowieyską za jedną rzecz: jeśli polemizuje, to z klasą i bez inwektyw (rzadkość jedna

A tak w ogóle to cenię Dominikę Wielowieyską za jedną rzecz: jeśli polemizuje, to z klasą i bez inwektyw (rzadkość jednak). Ten lead wywołuje u mnie jednak konwulsje.
Mój ulubiony przykład na to, że kapitalizm ma bardzo wymierne, dające się wskazać – o tu, tu – palcem ofiary, pochodzi z Davida Graebera. Pisze on tak (za Krytyką Polityczną):
"Przez niemal dwa lata mieszkałem w górach na Madagaskarze. Krótko przed moim przybyciem wybuchła tam epidemia malarii. Miała wyjątkowo ostry przebieg, ponieważ choroby nie było w tym regionie od kilku pokoleń, więc większość ludzi utraciła nabytą wcześniej odporność.
Problem polegał na tym, że utrzymanie programu zwalczania komarów wymagało nakładów finansowych, należało bowiem przeprowadzać okresowe testy, aby się przekonać, czy komary nie rozmnażają się ponownie, i rozpylać środki chemiczne, gdyby się okazało, że ich liczba znów rośnie. Nie chodziło o wielkie sumy, jednak ze względu na programy oszczędnościowe narzucone przez MFW rząd musiał ograniczyć testy. Śmierć poniosło dziesięć tysięcy osób.
Spotykałem młode matki opłakujące zmarłe dzieci. Wydawałoby się, że niełatwo bronić straty dziesięciu tysięcy istnień ludzkich tylko po to, by Citibank nie musiał się wycofać z pewnej nieodpowiedzialnej pożyczki, która tak czy owak nie miała wielkiego znaczenia dla ogólnego bilansu firmy. Ale oto stała przede mną przyzwoita pod każdym względem kobieta – pracująca zresztą w organizacji dobroczynnej – która uważała za rzecz całkowicie oczywistą, że tak właśnie być powinno. W końcu w grę wchodziły pożyczone pieniądze, a człowiek musi spłacać swoje długi".


Źródło
Opublikowano: 2020-01-07 15:43:35

Czy znajdę tutaj osoby zarabiające płacę minimalną w ubiegłym i tym roku? Lub mające takie osoby wśród osób bliskich? A

Czy znajdę tutaj osoby zarabiające płacę minimalną w ubiegłym i tym roku? Lub mające takie osoby wśród osób bliskich? A także osoby zatrudniające innych za minimum i trochę więcej? Gdyby ktoś był skłonny ze mną porozmawiać – zapraszam na priv i z góry dziękuję za pomoc!

Źródło
Opublikowano: 2020-01-07 14:32:54

Aaaaaa, jak mnie drzaźni dziś, że połowa mojego Fejsbuka nazywa prezydencką kandydaturę Lewicy "gorącym kartoflem&q

Aaaaaa, jak mnie drzaźni dziś, że połowa mojego Fejsbuka nazywa prezydencką kandydaturę Lewicy "gorącym kartoflem". Nikt nie chciał, Biedroń wziął, haha <uderza się w kolano>.
Ta, jasne, że Biedroń nie wygra. Ale czy Kosiniak ma jakiekolwiek szanse na prezydenturę? Nie. Bosak? Nie. A już wyglądają, jakby wygrali.
Ogólnie w życiu tak jest, że są partie na trzecich i czwartych miejscach w sondażach. I dla nich kampania prezydencka jest momentem na pchanie swojej agendy i budowanie potencjałów na jeszcze kolejne wybory.
Można też się obrazić i zignorować wybory, których i tak się nie wygra. Można – jako polityk, polityczka tej trzeciej partii – zważyć sobie własne interesy i opędzać się od niechcianego kartofla. A teraz sobie wyegzegerujmy, co by było, gdyby zrobili tak wszyscy z Biedroniem włącznie. Byłoby dość osobliwie.
Oraz tak: zbiorowe mehanie, bagatelizowanie i machanie ręką członkiń i sympatyków partii jeszcze przed startem kampanii z pewnością wzmacnia szanse kandydata i partii.
Dlatego im więcej tego czytam, tym bardziej jestem pełna podziwu dla tej, ekhm, złożonej postaci. Skupiłabym się raczej na tych, którzy propozycję odrzucili wyłącznie ze względu na własny interes.
Na potęgę posępnego czerepu, przecież to jest szansa (dla Lewicy, nie Biedronia).
No więc nie zdziwię się, jak Kosiniak wyprzedzi Biedronia, bo po cholerę ktoś miałby głosować na coś, co na wstępie samo sobą gardzi?

Źródło
Opublikowano: 2020-01-05 23:02:53

Po co nam krytyka Balcerowicza? Żeby się nie cofać

To miał być kolejny post na Facebooku, ale przypadkiem przerodził mi się w komentarz.
Mój szef, Kurski Jarosław, napisał bowiem tekst (link w komentarzu), w którym wystawia laurkę Balcerowiczowi.
Problem dyskusji wokół Balcerowicza jest pokoleniowy: bo dzisiejsza 30-latka nie będzie nocami wzdychać do transformacji, kiedy ma kredyt na gardle, a noce spędza raczej na śnieniu globalnego ocieplenia i kryzysu imigracyjnego. Nasz świat jest równie zagrażający, co świat pokolenia naszych rodziców – tylko w inny sposób – ale z jakichś względów pokolenie okresu transformacji nie potrafi tego zrozumieć.
Problem jest też klasowy, bo mainstream, który zabierał do tej pory głos w sprawie transformacji – przedsiębiorcy, politycy i publicyści, którzy mieszkają i pracują w Warszawie i innych dużych ośrodkach – to ci, którym się udało, otoczeni przez tych, którym się udało: inaczej przecież nie byłoby ich w Warszawie i mediach.
Wreszcie jest problem polskiej ekonomii i niskiej edukacji w tym zakresie: to, co w innych częściach Europy co najmniej od czasu kryzysu ekonomicznego uchodzi za zabawny staroć, w Polsce wdrukowaliśmy sobie na fest. A do tego mało kto konfrontuje tezy Profesora z najprostszymi nawet tabelkami z GUS-u.
Przez problemy numer jeden i trzy ciężko przeskoczyć. Ale świadomości własnego przywileju można się nauczyć.

Po co nam krytyka Balcerowicza? Żeby się nie cofać

Mój szef Jarosław Kurski napisał krótki tekst, w którym broni Leszka Balcerowicza przed 'Lepperem, populistyczną prawicą i młodą lewicą'. Balcerowicza nie należy bronić. Nie zaradzimy problemowi ubóstwa emerytalnego trzech czwartych Polaków i Polek, jeśli najchętniej słuchanym ekono…

Źródło
Opublikowano: 2020-01-03 22:42:46

Polska Fundacja Narodowa na jakiś spot z Melem Gibsonem, kampanię "Polak w Ameryce", o której nic nie wiadomo,

Polska Fundacja Narodowa na jakiś spot z Melem Gibsonem, kampanię "Polak w Ameryce", o której nic nie wiadomo, choć budżet filmowy (23 mln zł), i kilka pomniejszych rzeczy podobnego typu, wydała w 2018 roku 111 mln zł.
Najważniejsza i jedyna instytucja w Polsce, która ma egzekwować przepisy prawa pracy i czuwać nad losem 16,5 mln pracujących, oraz zatrudniająca ździebko więcej osób niż PFR – bo 2,5 tys. – ma budżet wynoszący ok. 340 mln zł, i co roku w okresie jego uchwalania posłowie usiłują jej coś wyrwać na inne sprawy.
W zeszłym roku uszczknięto ponad 10 mln – czyli tyle, ile PFR wydała na zapraszanie do Polski tzw. "znanych ludzi". Np. Jeana Reno.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-02 10:41:50

A w ogóle to te fajerwerki uświadamiają, jak bardzo jesteśmy osamotnieni we Wszechświecie, i jak te wszystkie wysiłki pr

A w ogóle to te fajerwerki uświadamiają, jak bardzo jesteśmy osamotnieni we Wszechświecie, i jak te wszystkie wysiłki przypodobywania się ludziom są krwią w piach w większości.
No bo patrzysz jak dorosły facet podpala coś bez sensu, odskakuje od tego jak poparzony, a potem cieszy się jak głupi, że wystrzeliło (no a co miało nie wystrzelić, skoro producent skonstruował to tak, żeby tak).
I kiedy on czuje się potężny, w pobudzeniu i ekscytacji przeżywa ten moment, który będzie wspominał przez najbliższy tydzień minimum, Ty przyglądasz się cepowi próbując umysłowo ogarnąć jego dziwaczną mowę ciała – przypominającą trochę mowę ciała Simsa – i złorzeczysz mu w myślach, bo nawet, jeśli nie masz kotów, masz bębenki w uszach.
To jest też trochę tak jak z tymi typkami w stjuningowanych Escortach i Golfach z wymontowanymi tłumikami.
Jedzie sobie taki, gazuje – brum, brrrrrrrrruum, TRZAAaaAASKkK! – jest widocznie dumny, bo wszyscy patrzą, podczas gdy w 99,9 proc. przypadków spojrzenia nie oznaczają podziwu, a wyłącznie irytację kureskim, niepotrzebnym hałasem i jego ego, które wylewa się strumieniami z tego pomarańczowego potworka ze spoilerem, który temu autu potrzebny jak umarłemu kadzidło.
Żal mi tych typów, żal mi też wszystkich, którzy wydali dzisiaj pieniądz jakikolwiek na fajerwerki (a mogli na coś fajnego, np. na masaż lub ciastko), i będą obiektem tych wszystkich:
– O ja pierdolę, następny, o nieeeeee.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-31 21:41:41

30 grudnia 2019 roku, na oko trzeci rok "rynku pracownika". Główny Urząd Statystyczny donosi dziś i z właściwy

30 grudnia 2019 roku, na oko trzeci rok "rynku pracownika". Główny Urząd Statystyczny donosi dziś i z właściwym sobie opóźnieniem, co następuje.
Aż o 8,3 proc. zwiększyła się w 2018 roku liczba osób, które pracowały wyłącznie na podstawie umów cywilnoprawnych – o dzieło i zlecenia. Było ich w sumie 1,3 mln, rok wcześniej – ok. 1,2 mln.
Począwszy od 2014 roku, kiedy o umowach "śmieciowych" zaczęło się więcej mówić, rząd PO-PSL najpierw częściowo oskładkował zlecenia, a rząd PiS przeforsował stawkę minimalną za godzinę pracy, ich liczba powoli i nieprzesadnie, ale spadała.
I tak w 2013 roku umów cywilnoprawnych – w charakterze jedynej podstawy zatrudnienia – było 1,4 mln, w latach 2014 i 2015 – 1,3 mln, w kolejnych latach odpowiednio 1,25 mln oraz 1,2 mln. W 2018 roku wróciliśmy więc do punktu sprzed pięciu lat.

To samo dotyczy samozatrudnienia. Było: 1,2 mln. Jest: 1,3 mln.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-30 15:24:55

Wydarzenie owo – organizowane przez oficjalną stronę Roberta Biedronia w charakterze żartu (ahahahah!) – przypomniało mi


Wydarzenie owo – organizowane przez oficjalną stronę Roberta Biedronia w charakterze żartu (ahahahah!) – przypomniało mi, jak to otóż z jakieś 5-7 lat temu, kiedy Andrzej Saramonowicz niczym ten ubarberowany taran przebił się do mainstreamu komentatorskiego, w warszawskich autobusach – na siedzeniach i szybach – pojawiły się malutkie wlepki.
Każda wlepka zawierała rysunkowe oblicze pana Andrzeja, jakiś króciutki z niego bonmot oraz adres jego fanpejdża.
Nigdy już potem czytając cokokwiek tego osobnika, nie potrafiłam wyzbyć się obrazu pozującego na intelektualistę dorosłego typa z poważną brodą, który wsiada w 185, łyp w lewo, łyp w prawo, i szuruszuru, kleimy. W innej wersji: robiącego "psssyt, pssssyt!" do jakichś dzieciaków na podwórku i wręczającego im dychacza, żeby zrobiły to za niego.
Już nigdy nie wyzbędę się takoż obrazu Roberta Biedronia, który w nowej, sprezentowanej piżamce w renifery, i z gładkim, bo zadowolonym z wymyślonego konceptu obliczem (- Krzysiek! Już wiem! <perliste> Hahaha!), wymyśla to oto remedium na ostatnio niewielką obecność w socialmediach.
I tylko tych wolontariuszy_ek wciąż mi żal.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-28 19:45:43

A tu debunk często powtarzanego, choć niepopartego niczym prócz zdroworozsądkizmu, frazesu, że zasiłki zawsze rozleniwia

A tu debunk często powtarzanego, choć niepopartego niczym prócz zdroworozsądkizmu, frazesu, że zasiłki zawsze rozleniwiają. Zależy. Bo świadczenia społeczne można kształtować mądrze, głupio lub wcale. Ten ostatni przypadek dotyczy PO, środkowy – PiS.
Otóż z analizy Michała Mycka i Kajetana Trzcińskiego, którą opisuję w dzisiejszej "Wyborczej", wynika, że rozszerzenie programu Rodzina 500+ na pierwsze dzieci nie tylko nie deaktywizuje kobiet. Przeciwnie – ma szansę zaktywizować te, które już odeszły z rynku pracy, bo nie będą więcej stawać przed wyborem: 2×500 zł i czas z dziećmi albo 1,3 czy 1,5 tys. na rękę w sklepie i problem z opieką nad dziećmi w czasie pracy.
A na dodatek gdyby rząd wprowadził program bez progu od początku, z rynku pracy nie odeszłoby 160-200 tys. osób: ewentualne fluktuacje wahałyby się między 21 tys., które by odeszły, a 15 tys., które 500+ by zaktywizowało.
Niestety: kwota 500 zł wzięła się znikąd, bo nigdy jej nie uzasadniono, deklarowany cel programu – demografia – był chybiony, program przestał też już pozytywnie wpływać na redukcję ubóstwa, które wzrosło, a do tego biedni zaczęli finansować bogatych (łączę tabelkę), bo po rozszerzeniu programu większa część środków trafia właśnie do najbogatszych (tu pozdrawiam wszystkich, według których nie powinno się ustanowić progu, powyżej którego 500+ nie przysługuje).
Tak więc zamiast polityki społecznej mamy przypadkowe, niewaloryzowane świadczenie, które dużo kosztuje i nie realizuje celów, a jeśli gdzieniegdzie, to olbrzymim kosztem.
Zapytacie, czemu cztery lata temu rząd nie zaprzągł badaczy, którzy przeanalizowaliby potrzeby, i skonstruowali program na nie odpowiadający? Bo nie o to w 500+ chodzi.
Rząd nie tylko nie ewaluuje programu, ale też obraża się na wszystkich, którzy usiłują go badać i wskazują jego mankamenty. Już trzykrotnie usłyszałam od łebskich, zajmujących się polityką społeczną zawodowo osób, że po krytyce programu – drobnej, popartej badaniami – osoby przestawały być zapraszane i uwzględniane przez resort rodziny i pracy. Jakby nie istniały.
I to by było na tyle o przełomowym podejściu partii rządzącej do problemów społecznych.
Link do tekstu: https://wyborcza.pl/7,155287,25529520,500-na-pierwsze-dziec…


Źródło
Opublikowano: 2019-12-27 10:57:06

Na 70 lat „Glosu”, dla tych, którzy mają go w CV. Pasuje?


Na 70 lat „Glosu”, dla tych, którzy mają go w CV. Pasuje?

„Lat parę już minęło, jak się wszystko zaczęło
Jedni przyszli i poszli, ale paru zostało
Tak widać na tym świecie jest, że ciągle dojrzewasz
I w miarę jak dojrzewasz, przyjaciół dobierasz
To co myślę o świecie nie musi być typowe
Lecz…

Więcej
Obraz może zawierać: tekst „(21585) GK70S WIELKOPOLSKI 7 OD 70 LAT JESTEŚMY DLA WAS. DZIĘKUJEMY! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO z OKAZJI URODZIN. e-administrację”

Źródło
Opublikowano: 2019-12-21 11:16:42

PiS zostawi pracowników na lodzie?

Adriana Rozwadowska o wrażliwości społecznej prawicy:
„Iwona siedzi 12 pięter nad panem Henrykiem – w agencji reklamowej. Ponieważ umowa-zlecenie nieznacznie różni się od umowy o pracę i „zawsze można się dogadać”, Iwona ułożyła się z przełożonym i ma 20 dni urlopu w roku „na gębę”. Do tej pory…

Więcej

PiS zostawi pracowników na lodzie?

Źródło
Opublikowano: 2019-12-20 21:57:04

Projekt Nowoczesnej ws. związków zawodowych skazany na porażkę?

Adriana Rozwadowska o projekcie Nowoczesnej, czyli wszystko, co chcieliście wiedzieć o związkach zawodowych w Polsce, ale nie chciało wam się zapytać:
„Nowoczesna twierdzi, że „skala przywilejów związków zawodowych na tle Europy jest unikalna”. Czy to prawda? Dominik Owczarek z Instytutu Spraw…

Więcej

Projekt Nowoczesnej ws. związków zawodowych skazany na porażkę?

Źródło
Opublikowano: 2019-12-20 17:34:55

Piękna ta chrześcijańska kraina, pachnąca cebulą i brzmiąca wuwuzelami żuzlowych meczów

Eksplorując z Adriana Rozwadowska tropy i bezdroża kultury europejskiej, dotarliśmy do jądra islamizacji Starego Kontynentu. Zapytacie: co z Polską, czy piękna ta chrześcijańska kraina, pachnąca cebulą i brzmiąca wuwuzelami żuzlowych meczów, zdoła obronić się, gdy żywioł wraży zaatakuje ponownie?…

Więcej

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Brak dostępnego opisu zdjęcia.Brak dostępnego opisu zdjęcia.Obraz może zawierać: 1 osoba

Źródło
Opublikowano: 2019-12-19 19:57:57