Tak, Stanisław Dziwisz chronił pedofilów. Nie, nie oznacza to, że nie ukrywał

Justyna Samolińska:

Tak, Stanisław Dziwisz chronił pedofilów. Nie, nie oznacza to, że nie ukrywał ich Karol Wojtyła. Zrzucenie Dziwisza z pomnika to ważny gest, nie może jednak oznaczać ocalenia pomników jego szefa.

Nie, Isakiewicz-Zalewski ani Tomasz Terlikowski nie są wiarygodnymi, uczciwymi ekspertami od pedofilii w KK. Tacy eksperci (A nawet ekspertki!) to osoby, które rozumieją, że rozliczenie pedofilii to część większej sprawy, jaką jest świeckość państwa. Gdyby Kościół nie był instytucją stojącą ponad prawem, nie mógłby latami krzywdzić dzieci. Nieustająco polecam Agata Diduszko-Zyglewska – to z nią, a nie z katolickimi radykałami, powinny rozmawiać media.

Dziękuję za uwagę, nie pozdrawiam Don Stanislao.

Źródło
Opublikowano: 2020-12-25 00:12:37

No więc mamy protesty kobiece od miesiąca, największe w moim życiu i być może na

Justyna Samolińska:

No więc mamy protesty kobiece od miesiąca, największe w moim życiu i być może największe w historii Polski. Można w nich przyjąć różne role: są posłanki, są dziennikarki, są organizatorki, są uczestniczki. Są osoby bardziej i mniej skłonne do konfrontacji, jest grupa antyrepresyjna, są prawniczki, które wyciągają aresztowanych. Są osoby, które boją się wyjść na ulice, bo np jak dostaną covidu to umrą – więc śledzą, informują, przydają sie sprzed wlasnych komputerow. Ja np gram na agogo – ślicznym małym instrumencie w ramach samby, tych bębnów, co je czasami slyszycie. Są ci co robią śmieszne memy. Są osoby wywieszajace płachty z błyskawica z balkonów. Są ludzie otwierajacy podwórka i wystawiający drabiny, żeby można było uciec z policyjnego kotła. Każda daje od siebie ile może, co ma – jedna obecność, ktoś inny hajs, ktoś gra na instrumencie, a ktoś wymyśla I robi piękny transparent. I każda z tych ról jest ważna, potrzebna.

A, zapomniałam – są jeszcze ci kolesie, którzy przychodzą powiedzieć, że mylimy się w ocenie Szymona Hołowni.

Źródło
Opublikowano: 2020-12-24 20:54:33

Tak się wczoraj złożyło, że na mojej tablicy jeden pod drugim wyskoczyły mi posty koleżanek, które przeżyły zderzenie z

Justyna Samolińska:

Tak się wczoraj złożyło, że na mojej tablicy jeden pod drugim wyskoczyły mi posty koleżanek, które przeżyły zderzenie z hulajnogą – jedna jechała na rowerze, druga szła pieszo. Pierwsza miała kask, więc skończyło się na siniakach, druga (jako że nikt nie chodzi po ulicy w kasku) wylądowała na SOR ze wstrząsem mózgu. Mój były chłopak kilka tygodni temu złamał ramię i bark. Pomyślałam "o cholera, chyba coś jest na rzeczy".

Żeby jednak nie opierać swojego oglądu świata na przykrych zdarzeniach osób z otoczenia, zerknęłam w statystyki. Okazuje się, że w Warszawie teoretycznie w tym roku doszło do 14 wypadków, rannych zostało 15 osób. Niewiele, jak się wydaje – tyle, że tę statystykę ciężko traktować poważnie. Szef SOR w Szpitalu Praskim, niejaki dr Łukasz Markiewicz, już rok temu w rozmowie z "Wyborczą" twierdził, że codziennie przyjmowanych jest około trzech pacjentów po urazach, spowodowanych przez hulajnogi – w stolicy mamy, jeśli się nie mylę, około 10 SOR-ów. Nie będę na tej podstawie mówić o 10 tys. wypadków rocznie, bo byłoby to pewne nadużycie, ale zgrubny rzut oka na różnice skali pozwala stwierdzić, że policja nie monitoruje zjawiska, nie ściga sprawców, generalnie nie pozostaje w kontakcie z hulajnożną rzeczywistością i wynikającą z niej grozą.

Z drugiej strony – ciężko mieć do policji pretensje. Osoba na hulajnodze raz jest w ruchu drogowym traktowana jak pieszy, innym razem jak motorower, nie ma jasnych przepisów. Wciąż nie ma podstaw, żeby ścigać kogoś, kto jedzie hulajnogą po chodniku z prędkością, powiedzmy, 30 km/h, po czterech piwkach. Te piwka są dość istotne – według danych zgromadzonych w USA, przez badaczy z Uniwersytetu Kalifornijskiego, 52 proc. wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych to wypadki spowodowane przez osoby pod wpływem alkoholu.

I w tej stołecznej rzeczywistości śmigających po chodnikach i ścieżkach rowerowych pojazdów, których nikt nie kontroluje i za które nikt nie ponosi odpowiedzialności, które mogą sobie jeździć dowolnie szybko, w rzeczywistości, w której w każdej chwili ktoś może w nas wjechać, połamać nam kości, rozbić głowę i odjechać, nie ponosząc żadnych konsekwencji i nie zostawiając nawet śladu w żadnym rejestrze podobnych zdarzeń, nie rozmawiamy od tygodni o hulajnogo-lobby. O zagrożeniach dla polskiej rodziny i demoralizacji dzieci, o naruszeniu tradycyjnego porządku ruchu drogowego, w którym pojazdy można jakoś sklasyfikować i dla każdego jest przypisany pas ruchu, dozwolona prędkość i wyraźny zakaz przyjmowania substancji zmieniających świadomość dla osoby, która nim kieruje.

Może dlatego – może, nie przesądzam – że dotarcie do tego, kto stoi za tymże lobby, jest stosunkowo proste. Nie jest to Soros, Żydzi ani rząd światowy, ale konkretny kapitał operatorów hulajnóg elektrycznych, który może oferować bardzo konkretne korzyści konkretnym osobom na pewnych stanowiskach. Chciałabym się kiedyś dowiedzieć, kto, ile i od kogo wziął za połamane kości i rozbite głowy ofiar.

Źródło
Opublikowano: 2020-08-25 11:04:01

Poszukiwana osoba, która chciałaby pomieszkać tydzień z hakiem z moimi kotkami. 8-16 sierpnia, dziewczyny są super miłe

Justyna Samolińska:

Poszukiwana osoba, która chciałaby pomieszkać tydzień z hakiem z moimi kotkami. 8-16 sierpnia, dziewczyny są super miłe i grzeczne, obowiązki ograniczają się do podawania im jedzonka, wyjmowania kup z kuwety i przytulanek. Do dyspozycji wygodne mieszkanie na Goclawiu, z balkonem, zmywarką, dużym…

Więcej


Źródło
Opublikowano: 2020-07-22 13:28:00

Tymczasem Jacek Dubois, adwokat znany z obrażania się na termin "dzika reprywatyzacja", porównuje Igora Tuleyę

Justyna Samolińska:

Tymczasem Jacek Dubois, adwokat znany z obrażania się na termin "dzika reprywatyzacja", porównuje Igora Tuleyę do George'a Floyda. Najwyraźniej uważa, że krzywda polegająca na nieuczciwym postępowaniu dyscyplinarnym przed nieistniejącą izbą jest dla białego sędziego z Polski taką samą krzywdą, jak dla Czarnego Amerykanina zaduszenie kolanem na ulicy przez policjanta-sadystę.

Co ciekawe – w tym samym czasie krzywda lokatorów i lokatorek z reprywatyzowanych kamienic wciąż nie dobiła do pułapu cierpienia wywołanego pomówieniem rodziny Ćwiąkalskich przez tego cyngla PiS-u, Jana Śpiewaka. Niesamowite, jaka nierówna jest redystrybucja sensorów bólu zależnie od koloru skóry, zamożności, sytuacji mieszkaniowej i posiadania bądź nie prawniczego wykształcenia.

Źródło
Opublikowano: 2020-06-09 11:47:26

Czekam z niecierpliwością na nowy film braci Sekielskich, jednocześnie nie mogę wyjść ze zdumienia, że tyle osób nagle z

Justyna Samolińska:

Czekam z niecierpliwością na nowy film braci Sekielskich, jednocześnie nie mogę wyjść ze zdumienia, że tyle osób nagle za autorytety uznaje Tomasza Terlikowskiego czy innych ludzi, znanych z "bycia wewnątrz Kościoła". Z jakiegoś powodu to "bycie wewnątrz" ma im dodawać wiarygodności, ma z nich robić lepszych ekspertów, ma sprawiać, że debata wokół pedofilii nagle zaczyna być debatą rzeczową. Przyznaję, że zupełnie nie rozumiem tego sposobu rozumowania.

Jak wyraźnie wynika z "Nie mów nikomu", jak i z wielu innych prac na temat pedofilii zarówno w Kościele, jak i w ogóle w instytucjach totalnych, opartych na bezwzględnym posłuszeństwie i hierarchii, wykorzystywanie seksualne dzieci nie pojawia się tam, bo w danej instytucji (jak w każdej grupie zawodowej, każdej organizacji) pojawiają się sporadycznie mężczyźni z zaburzonym popędem seksualnym, którzy nie są w stanie odczuwać go wobec osób dorosłych i których po prostu podniecają dzieci.

Nie, większość pedofilów w Kościele to ludzie, którzy, gdyby mieli możliwość, realizowali swój popęd poprzez normalne, konsensualne relacje z dorosłymi. Kościół jest unikalną instytucją, która z jednej strony nakłada na duchownych celibat, zakazuje im zdrowego spełniania się w swojej seksualności, a z drugiej – daje im ogromną władzę, miejsce w społeczeństwie, bezpośrednio powiązane z tym, jakim zaufaniem, jaką pozycją społeczną i polityczną cieszy się Kościół. To skutkuje tym, że gwałcone są dzieci – tak po prostu, taki jest wynik tego równania. Co więcej – Kościół o tym wie i dlatego dysponuje przemyślaną, sprawnie skonstruowaną maszyną, procedurą, mającą na celu ukrywanie tych przestępstw. Im silniejsza, im bardziej "nietykalna" jest struktura kościelna w danej społeczności i w danym państwie, tym więcej dzieci jest krzywdzonych i tym większą bezkarnością cieszą się sprawcy.

Rozumiem, że może to być teza kontrowersyjna, ale moim zdaniem z powyższego wynika, że ten, kto wspiera, buduje, wzmacnia swoimi wypowiedziami, zachowaniami, postawami pozycję Kościoła katolickiego w Polsce, ten wzmacnia i wspiera mechanizmy, które prowadzą do koszmarnego cierpienia. Co więcej – od dziesięcioleci nie można udawać, że się o tym nie wie, ponieważ te mechanizmy i działania zostały dokładnie opisane na przykładach irlandzkich, australijskich, amerykańskich i wielu, wielu innych. Tomasz Terlikowski czy inni nagle "obudzeni" katolicy mieli do tej wiedzy dostęp i mimo to, z pełną świadomością, budowali swoimi postawami katolickość Polski.

W ciągu tych lat konkretni ludzie, przed Sekielskimi, próbowali o tym mówić, kolanem wciskali temat do debaty publicznej, próbowali na różne sposoby obnażać hipokryzję Kościoła oraz generalnie domagali się świeckości, rozdziału instytucji kościelnych od państwa. Z wieloma z nich nie jest i nie było mi po drodze – nie lubiłam Ruchu Palikota, denerwują mnie czasem nowoateistyczne zapędy tych ruchów, ich rasistowskie przechyły, kiedy pojawia się temat islamu, łączenie idei świeckości ze skrajnym indywidualizmem i odrzucaniem wartości wspólnoty. Generalnie jednak organizacji politycznych i społecznych, które konsekwentnie reprezentują ideę świeckości państwa, trochę jest, można sobie wybrać, którzy nam najlepiej pasują.

Doszliśmy do absurdalnej w moim odczuciu sytuacji, w której ci ludzie są uznani za mniej wiarygodnych – bo przecież wykorzystają każdą okazję, żeby rzucić pomidorem w biskupa, są "nieobiektywni". Tymczasem ci, którzy chowali głowę w piasek, latami głosząc przy okazji obrzydliwe, faszystowskie i homofobiczne bzdury, są wiarygodni, bo przecież woleliby na ten Kościół nie pluć, woleliby – tak jak to robili całymi latami – odwracać wzrok. Skoro już plują, to coś musi być na rzeczy. Otóż, drodzy państwo, coś na rzeczy było od zawsze, nie od filmów Sekielskich, i jeśli ktoś nie pluł, to znaczy, że akceptował. A jeśli akceptował, to żaden z niego autorytet.

Źródło
Opublikowano: 2020-05-16 12:46:12