Demokracja nie jest za darmo

Tomasz Markiewka:


Na co nasze państwo wydaje najwięcej pieniędzy? Zdaniem Polaków – na administrację. W badaniach przeprowadzonych przez Polski Instytut Ekonomiczny takiej odpowiedzi udzieliło 31 proc. ankietowanych. Żadna inna spośród ośmiu kategorii wyodrębnionych przez PIE nie uzyskała tylu wskazań.

To całkowicie mylne wyobrażenie, bo w rzeczywistości administracja jest dopiero na siódmym miejscu – stanowi ledwie 6 proc. wszystkich wydatków publicznych (w mniemaniu ankietowanych – 18 proc). (…)

Wielu polityków i komentatorów lubi powtarzać, że możemy mieć lepsze usługi publiczne i wcale nie musimy podwyższać w tym celu obciążeń podatkowych najbogatszych Polaków. Ba, dałoby się je nawet obniżyć! Wystarczy skończyć z marnotrawstwem. A gdzież jest większe marnotrawstwo, jeśli nie wśród urzędników? W ten sposób administracja stała się w naszej zbiorowej wyobraźni miejscem nieprzebranych skarbów, dzięki którym dałoby się sfinansować całe mnóstwo rzeczy, gdyby tylko ktoś zrobił tam porządek. (…)

Za opowieściami o marnotrawnej administracji skrywa się jeszcze większy mit: mit sprawnego państwa za półdarmo. Wcale nie musimy zwiększać wpływów budżetowych, wcale nie musimy mieć wyższych nakładów na ochronę zdrowia czy edukację, wystarczy wydawać pieniądze efektywniej. (…)

Niech nam nie umknie ironia polegająca na tym, że największe „zasługi” w propagowaniu mitu taniego państwa mają polscy neoliberałowie. Czyli te same osoby, które na co dzień lubią wcielać się w rolę ludzi głoszących nieubłagane prawdy w rodzaju: nic nie ma za darmo. Najwyraźniej ta zasada przestaje działać, gdy mówimy o ochronie zdrowia, edukacji, transporcie publicznym czy polityce socjalnej – te wszystkie rzeczy można mieć zdaniem nadwiślańskich neoliberałów na wysokim poziomie za kilka procent PKB.

Demokracja nie jest za darmo

Źródło
Opublikowano: 2022-05-18 17:36:10

Podsumowując ostatnie miesiące wojny: Rosja nie osiągnęła żadnego ze swoich celó

Sztuczne Chwasty:


Podsumowując ostatnie miesiące wojny: Rosja nie osiągnęła żadnego ze swoich celów strategicznych, straciła znaczną część sprzętu wojskowego i możliwość wytworzenia więcej, ze względu na poleganie na imporcie do właściwie wszystkiego, do tego tysiące żołnierzy, w tym podobno doborowe jednostki powietrznodesantowe, okręg flagowy Moskva, który ponoć miał być chroniony boską mocą relikwii Krzyża Świętego, a ostatnia próba forsowania rzeki w Ukrainie skończyła się masakrą jednostek forsujących rzekę.

W zamian Finlandia i Szwecja dołączają do NATO, dzięki czemu półwysep Kolski – ten cypel na wschód od Finlandii – przestanie być bezpieczną przystanią dla broni atomowej oraz przenoszącej ją bombowców strategicznych i okrętów podwodnych, a strzelnicą dla wojsk fińskich.

Słowem, majstersztyk polityki zagranicznej, jakiego nie powstydził by się Sasin.

Jednak jak zawsze, łyżka dziegciu: Wojna nie jest skończona i może ciągnąć się jeszcze miesiącami – a do tego Ukraina naprawdę będzie potrzebowała ogromnej pomocy ekonomicznej by podnieść się po najeździe putinowskich faszystów. Wraz z ucieczką prawie pięciu milionów uchodźców straciła także prawie pięć milionów miejsc pracy (30%), a PKB skurczy się nawet o 45% do końca 2022 roku. Dodajmy do tego gigantyczne zniszczenia przez wojsko rosyjskie, łącznie z celowym ostrzałem i wysadzaniem części miast w celu maksymalizowania efektu i mamy gotowy kryzys humanitarny.

Dlatego należy pamiętać o podstawowej solidarności, a także piętnować wszelką ksenofobię. Mieliśmy już przykład tego, jaką taktykę chcą obrać polscy faszyści – zabójstwo na Nowym Świecie, które putinowskie podnawki z miejsca przypisały Ukraińcom, łącznie z reprezentantem Kremla w Polsce Jerzym K., od bandy fundamentalistów fundowanych przez Putina. Tej samej, która inwigiluje teraz szpitale, by upewnić się, że Ukrainki, które padły ofiarą gwałtu przypadkiem nie próbują się pozbyć błogosławieństwa wujka Władymira.

Chcielibyśmy, żeby to był tylko ponury żart.

Ale to Polska właśnie. Ta sama, w której białych uchodźców przyjmuje się z otwartymi rękami, a nie-białych wywozi na śmierć do lasu. Co nadal trwa. I to wcale nie tak daleko od granicy polsko-ukraińskiej.

Obraz: Wasilij Wereszczagin, Apoteoza Wojny, 1867 r.

PS: Wereszczagin został persona non grata na Kremlu za swoje antywojenne płótna, dedykowane wszystkim amatorom podboju.


Źródło: Sztuczne Chwasty
Więcej w kategorii: Sztuczne Chwasty

Między Zuckerbergiem a Putinem. O czym opowiada Juwal Noach Harari

Tomasz Markiewka:


Harari swoje krótkie rozważania o możliwych zagrożeniach stwarzanych przez cyfrowych gigantów kończy następującą puentą: „Przynajmniej obecnie, w marcu 2018 roku, wolałbym udostępnić swoje dane raczej Markowi Zuckerbergowi niż Władimirowi Putinowi”.

Czy to naprawdę cały nasz wybór? Albo miliarder władający naszymi danymi prywatnymi, albo zbrodniczy dyktator? Czy nie ma żadnych innych rozwiązań – czegokolwiek bardziej w duchu demokracji? To już Unia Europejska próbująca uregulować cyfrowe korporacje ma prawdopodobnie więcej wyobraźni politycznej.

Harari zdaje się w ogóle nie zauważać możliwości podjęcia działań politycznych w tej sferze.

Kiedy przyznaje w jednym z tekstów, że władze państwowe i korporacje mogą wykorzystywać algorytmy do „hakowania” nas, udziela rozbrajającej rady: „musisz być szybszy od algorytmów, szybszy od Amazona i władz państwowych – musisz poznać samego siebie, zanim oni to zrobią”.

Rada, że moglibyśmy się zmobilizować politycznie, by nie dopuścić do tego, żeby ktokolwiek miał nad nami taką władzę, nie przychodzi mu do głowy. Mamy się dostosować do świata, nie go zmieniać.

To uderzająca cecha opowieści snutej przez Harariego: łatwiej mu sobie wyobrazić stworzenie algorytmów, które zastąpią prawdziwych lekarzy i będą wybierały za nas kierunki studiów, niż demokratyczne reformy, które ukrócą władzę korporacji i sprawią, że nasza przyszłość nie będzie zależała tylko od odruchów serca Zuckerberga i mu podobnych miliarderów.

Między Zuckerbergiem a Putinem. O czym opowiada Juwal Noach Harari

Źródło
Opublikowano: 2022-05-13 08:32:53

Banki. Banki nigdy się nie zmieniają – no, może poza tym, że w przeciwieństwie d

Sztuczne Chwasty:


Banki. Banki nigdy się nie zmieniają – no, może poza tym, że w przeciwieństwie do takich Medyceuszy, nie są mecenasami sztuki na wielką skalę, a po prostu pijawkami przyczepionymi do ludzkiej cywilizacji. A banki w Polsce to już absolutna ekstraklasa, szczególnie ze względu na głośny ostatnio WIBOR, czyli tzw. Warsaw Interbank Offer Rate – ustalane przez banki oprocentowanie pożyczek dla innych banków, które stanowi najczęstszą podstawę dla wyliczania oprocentowania kredytów, szczególnie hipoteczny.

Rekordowe podniesienie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, w ramach „walki z inflacją”. Dla nietrzymających ręki na pulsie, dwa lata temu stopa referencyjna miała rekordowo niski wskaźnik 0.1%. Jeszcze w październiku ubiegłego roku miała wysokość 0.5%. Obecnie ma wysokość 5.25%, co oznacza skok pięćdziesięciokrotny w ciągu ostatnich dwóch lat i dziesięciokrotny w ciągu ostatnich 9 miesięcy. Ma to bezpośrednie przełożenie na wskaźnik WIBOR, który już osiągnął 6.62% (sześciomiesięczny), który ostatnio notowaliśmy w okolicach 2008 roku.

A co miało wtedy miejsce? That’s right, światowy kryzys finansowy, spowodowany między innymi przez banki i ich działania.

Efekty już widać i znajdujemy się w środku kolejnego kryzysu, który tym razem dotyka nas bezpośrednio. Ci z nas, którzy mają kredyty z oprocentowaniem zmiennym już odczuli skoki rat – szczególnie hipoteczne, których wysokość wzrosła o bagatela kilkadziesiąt procent, w ekstremalnych sytuacjach nawet o 90%, jeśli mieli pecha i podpisali umowę w okresie rekordowo niskich stóp procentowych – a jeśli nie wykazali się przezornością i zakredytowali się pod sam korek, to najprawdopodobniej właśnie kalkulują, którą nerkę oddać, by mieć na pół roku spłacania kredytu.

Dalsze efekty to między innymi spadek zdolności kredytowej Polaków o – szacunkowo – połowę, a jeśli stopy procentowe dalej będą skakać, dzięki opartej zapewne o metodę rzutek polityce pieniężnej, to prognozujemy dalszy spadek zdolności kredytowej i zwyczajnie pauperyzację społeczeństwa w najohydniejszy sposób, czyli transferowanie pieniędzy z kieszeni obywateli na konta bankowe.

I to w sposób całkowicie legalny, praworządny i zwyczajnie lichwiarski. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której spłacasz kredyt na mieszkanie, w ramach którego płacisz 200 PLN raty kapitałowej i ponad 1000 PLN odsetek? Jest to kuriozum w ramach cywilizowanego świata (poza Stanami Zjednoczonymi), gdzie regułą jest raczej niskie oprocentowanie pożyczek mieszkaniowych i stabilne raty, a nie to, co odwala się właśnie w Polszy.

Oczywiście, już zaczęło się ronienie łez przez ekonomistów i bankierów, że to niezwykle trudna dla nich sytuacja, no i nie mają na to właściwie wpływu, a w szczególności ten nieszczęsny WIBOR, który jest wypadkową oprocentowania pożyczek międzybankowych, które ustalają między sobą banki. Chlipią, ocierając sobie łezki banknotami z Zygmuntem Starym, odpalając sobie Jagiełłami cygara na poprawę humoru.

A następnie bankierzy patrzą sobie na prognozy zysków i śmieją się w kułak. Dzięki gigantycznemu skokowi stóp procentowych sektor bankowy wypracuje w tym roku najwyższy zysk netto w historii, w okolicach 25 miliardów PLN. Gdyby nie podatek od aktywów finansowych, to zysk byłby jeszcze większy i wyniósł 30 miliardów PLN – co stanowi ponad jedną czwartą budżetu NFZ na rok 2022.

I jest to rekord historyczny, o połowę wyższy od dotychczasowego rekordu sprzed ośmiu lat, gdy polski sektor bankowy wykazał 15.9 miliarda PLN zysku.

Zaiste, niezwykle trudna sytuacja dla banków, co zrobić z taką ilością kasy?

Oczywiście, dalece trudniejsza jest sytuacja Polaków, którzy w skrajnych przypadkach będą musieli wydawać połowę pensji na pokrycie kosztów kredytu (i premii dla prezesów banków), ale jak to w Polsce bywa, nikt nie przejmuje się losem maluczkich. Najmniej przejmują się tym losem bogaci i potężni, którzy już ruszyli niczym Rejtan bronić WIBORu, jako wspaniałego, jasnego i totalnie obiektywnego wskaźnika. Tutaj bryluje Hanna Gronkiewicz-Waltz, milionerka parająca się polityką (szczególnie rabunkową prywatyzacją Warszawy), której podniesienie stóp procentowych przyniosło ulgę. Nie wnikamy i nie robimy kinkshamingu, ALE…

Ale ma tez drugie oblicze, czyli typowego już chóru ekonomistów (czy wręcz ekonomów), którzy już sięgają po środki ostateczne, czyli porównania do PRL, wuwuzeli, komunisocjalizmu i czterech biliardów ofiar – dlatego, że Solidarność domaga się natychmiastowej likwidacji WIBORu i wsparcia dla kredytobiorców, a rząd zaczął przebąkiwać, że może, ewentualnie, coś tam zrobi.

Oczywiście, mamy wątpliwości, że premier-bankier obróci się przeciw swoim kolegom po fachu i odbierze im możliwość okradzenia Polaków na masową skalę. Prawdopodobnie skończy się jak z Polskim Ładem, który może i wyglądał ładnie w wyobraźni, przypominał skleconą po pijaku wyklejankę po przelaniu na papier, a ostatecznie… No, nie będziemy przeklinać, ale nazwanie tego badziewiem byłoby komplementem.

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że cała sytuacja pokazuje, jak bardzo diametralnie różne są reguły gry dla nas, szeregowych Polaków, i dla najbogatszych oraz korporacji, w szczególności banków – a w szczególności jak patologiczna i ustawiona jest gra o najbardziej podstawową rzecz w życiu człowieka, czyli schronienie: Banki nie ponoszą tutaj w sumie żadnego ryzyka, bo albo zyskują stabilny dochód na dziesiątki lat – z bonusem w postaci wzrostu stóp procentowych i zarabiania kroci na lichwie – albo nieruchomość, którą następnie z zyskiem sprzedadzą funduszom inwestycyjnym albo wrzucą sobie w koszta działalności jako stratę.

Bank dosłownie nie może na kredycie przegrać w obecnej sytuacji, podczas gdy my, szeregowi Polacy, jesteśmy często o ratę albo dwie od wylecenia na bruk i doświadczenia miłosierdzia gminy.

Że też nie wspomnimy o bogatych. Nie chce nam się wierzyć, że milionerzy jak Waltz, czy miliarderzy jak Kulczyk, zadłużają się na takich samych zasadach, jak przeciętny Kaczmarek chcący kupić sobie własne miejsce, a nie płacić porównywalne stawki bieda-kapitaliście za mieszkanie gdzieś na peryferiach.

Chciałoby się jednego w tej sytuacji: Islandii. W momencie kryzysu, zamiast przerzucać koszty kryzysu na społeczeństwo w ramach polityki austerity (którą należałoby uznać za zbrodnię przeciwko ludzkości), wyspiarze złapali banki za mordę i skończył się dzień bankstera.

Czego i wam i sobie życzymy.

Obraz: Śmierć i kredyty, Jan Provoost, p. poł. XVI wieku


Źródło: Sztuczne Chwasty
Więcej w kategorii: Sztuczne Chwasty

Zanim ich znielubimy

Piotr Ikonowicz:


Zanim ich znielubimy

Pierwsi zawsze uciekają ci lepiej sytuowani. Dotyczy to tak Afgańczyków, Syryjczyków jak i Ukraińców. Nic więc dziwnego, że wśród ponad 3 milionów uchodźców zza wschodniej granicy większość (ok. 62% ma wyższe wykształcenie (53%) lub studiuje (8%). Dlaczego tak się dzieje? To proste. Żeby podróżować trzeba mieć za co. Łatwiej się wyjeżdża jeżeli większość majątku ma się na koncie bankowym niż kiedy cały dobytek to wyposażenie domu czy mieszkania. Wtedy decyzja o wyjeździe oznacza zostawienie „wszystkiego”, nawet jeśli to niewiele.

Widok „wypasionych fur” na ukraińskich blachach w stosunkowo biednym Lublinie robi większe wrażenie niż w Warszawie. A przecież nie jest tajemnicą, że ukraińskie społeczeństwo jest o wiele jeszcze bardziej rozwarstwione niż nasze. Tam przepaść między bogatymi biednymi jest niesamowita.

Istnieje pewien stereotyp uchodźcy, którego jesteśmy gotowi zaakceptować. To człowiek skromny, wychudzony, odziany w byle co i przede wszystkim skromny, gotów przyjąć każda najmarniejsza choćby pomoc w postacie używanej np. odzieży. Stąd wielkie oburzenie dużej części naszych rodaków na to, że uchodźcy z Bliskiego Wschodu mają smartfony. A co mieli mieć? Maczugi? Już słyszy się niechętne uchodźcom wojennym komentarze, że „maja markowe ciuchy, na które mnie nie stać”. A przecież większość uchodźców, nawet jeśli nie wyglądają na nędzarzy, straciła w wyniku wojny swoje miejsce na ziemi, dom, mieszkanie, bliskich. I większość tych nieszczęsnych kobiet żyje w ciągłym strachu, że wkrótce nadejdzie wiadomość o śmierci mężów, ojców, synów, braci. I wcale nie jest powiedziane, że wojna szybko się skończy i będą mogły wkrótce wrócić do ojczyzny. Bac może przyjdzie im zaczynać nowe życie, od zera u nas.

Coraz więcej osób wytyka przybyszom to, iż mimo wyraźnych oznak wyższego statusu społecznego otrzymują od państwa polskiego pomoc finansowa, mieszkaniową, itp. Ta szczodrość wobec przybyszów wydaje się bowiem kontrastować ze skąpstwem pomocy społecznej, która każe części z nas żyć za niewiele ponad 700 zł zasiłku stałego i jeszcze każdorazowo podpisywać zobowiązanie, że się nie będzie dorabiać.

Jak na razie to nie praca jest kością niezgody. Do obecności pracowników z Ukrainy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Jeszcze przed wybuchem wojny pracowało ich u nas ponad milion. Większość z nich (89%) to osoby z wyższym lub średnim wykształceniem, a mimo to wykonywali prace fizyczną (72%). Jak na razie „oficjalnie” p[race podjęło zaledwie ok. 70 000 uchodźczyń (bo to głównie kobiety). Trudno więc sądzić, że wywołało to jakieś większe napięcia na rynku pracy.

Inaczej jest z mieszkaniami. Krążą legendy o tym jak bogaci przybysze z Ukrainy przynoszą walizki pieniędzy i płaca gotówką za mieszkania. Większość jednak po okresie spania na salach gimnastycznych szuka sobie jakiegoś lokum na rynku. Ten wzmożony popyt musiał wywołać i wywołał wzrost cen najmu. W przeciągu dwóch ostatnich miesięcy koszt najmu w wielu polskich miastach wzrósł o około 10 proc. Nie znana jest dokładna liczba rodzin, które w pierwszym odruchu przyjęły pod swój dach uchodźców. Jedni kierowali się wyłącznie odruchem serca, inni zachętą finansową (słynne 40 zł na Ukraińca za dzień). Jednak ta gościnność zaczyna się powoli kończyć. My tez gościmy w naszym biurze matkę z trójką dzieci, która poprzednio mieszkała u ludzi, którzy po trzech tygodniach poprosili by się wyprowadziła.

Jeszcze przed kryzysem uchodźczym mieliśmy w Polsce olbrzymi kryzys mieszkanio0wy. Szacowano, że brakuje ok. 3 mln., mieszkań. Teraz kiedy p[przybyło dodatkowo 3 mln osób ze Wschodu, ten deficyt wzrósł zapewne co najmniej o 1 mln. Mieszkanie, które powinno być dobrem powszechnego użytku, stało się dobrem luksusowym. Na jeden metr mieszkania w Warszawie wiele osób musiałoby pracować rok i to przeznaczając cała pensje tylko na ten cel. Zdolność kredytowa do kupna mieszkania (kredyt hipoteczny) ma zaledwie ok. 14% Polaków. Pozostali muszą walczyć o mieszkania komunalne (statystyczna gmina w Polsce buduje rocznie 1 takie mieszkanie) lub wynajmować na wolnym rynku za równowartość miesięcznego wynagrodzenia.

Ta katastrofalna sytuacja sprawia, że kwestia mieszkaniowa jest społecznie szczególnie drażliwa.
Legendy o tym, że„ dają Ukraińcom a Polakom nie” powstawały już wtedy gdy w gestii wojewody było zaledwie kilka mieszkań rocznie przeznaczonych dla uchodźców. Dziś kiedy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wydał zarządzenie o wstrzymaniu realizacji kolejki mieszkaniowej z uwagi na kryzys uchodźczy, temat stał się jeszcze bardziej zapalny.

Mąż Mariny, która u nas mieszka z dziećmi, przebywa już w Polsce od dawna. Pracuje na budowie i mieszka w kwaterze pracowniczej,. Czyli zajmuje jedna z wielu prycz w izbie umeblowanej jak cela więzienna. Rodzina marzy o zamieszkaniu razem w wynajętym mieszkaniu. Takich rodzin są w Polsce setki tysięcy. Jednocześnie GUS ujawnił, ze mamy w naszym kraju 1,8 mln pustych mieszkań. Gdyby je „rzucono” na rynek ceny najmu by spadły. Ale na tym właśnie polega spekulacja, że właściciele grają na zwyżkę cen akumulując deficytowe dobra, zamiast zaspokajać potrzeby społeczne. Piekarzowi, który jako to opisuje Emil Zola w „Germinalu” magazynował mąkę w okresie głodu kobiety obcięły jaja. Naszym spekulantom nie grozi nawet podatek mający zniechęcać do spekulacji.

Fala imigracji wojennej nie zlikwidowała biedy, a zwłaszcza biedy mieszkaniowej. Kiedy jednak próbujemy kogoś wydobyć z bezdomności próbując wynająć starszej pani w Kielcach jakiś pokój, słyszymy, że wynajmując wolą studentów. Niechętnie tez wynajmuje się rodzinom z dziećmi, bo najważniejszym kryterium wynajęcia jest łatwość wyrzucenia na ulicę. A dzieci trudniej się wyrzuca. Jedna z „gwarancji”: dla wynajmujących ma być deklaracja lokatora, ze w razie czego będzie miał się dokąd wyprowadzić. Mieszkam w kamienicy gdzie właściciele zażądali takiej deklaracji, ale ponieważ oznaczałoby to poświadczenie nieprawdy solidarnie odmówiliśmy złożenia takiego zapewnienia. Ludzie nie wynajmowaliby za bajońskie pieniądze mieszkań jeżeli mieliby dokąd pójść.

Niezamożni Polacy coraz niechętnie spoglądają na bogatych Ukraińców w ich drogich samochodach, którym w dodatku, jak wieść gminna niesie Rzeczpospolita funduje wszystko za darmo. Zrozumiała niechęć wobec osób , którym się lepiej wiedzie i które nierzadko zachowują arogancką postawę przybiera postać fobii. Pretensji do Ukraińców w ogóle, bo podziały narodowe są dla prostych ludzi łatwiejsze do wychwycenia niż społeczne, które zresztą na każdym kroku kamuflują media.

Słowem, jeżeli władza zarówno ta lokalna jak i krajowa nie rozpocznie radykalnej interwencji na rynku mieszkaniowym. Chociażby poprzez instrumenty podatkowe, które zmusza właścicieli 1, 8 mln mieszkań do ich zasiedlenia. Poprzez masową budowę mieszkań czynszowych na każda kieszeń i niezwłocznie (jak w Przypadku warszawy) udostępnienie tysięcy pustostanów, doczekamy się konfliktów na tle narodowościowym między ponad trzema już milionami uchodźców, a duża częścią polskiego społeczeństwa, w którym narasta poczucie niesprawiedliwego traktowania.

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2022-05-11 08:01:36

Powracający paradoks naszej debaty publicznej: osoby, które najgłośniej krzyczą,

Tomasz Markiewka:


Powracający paradoks naszej debaty publicznej: osoby, które najgłośniej krzyczą, że potrzebujemy więcej edukacji ekonomicznej, najbardziej mącą ludziom w głowach w sprawach gospodarki.

Weźcie Leszka Balcerowicza. Powiada on na Twitterze tak: „Są dziedziny, wymagające finansowania przez podatki: obrona narodowa, policja, wymiar sprawiedliwości, administ. publiczna itp. Ale one łącznie pochłaniają kilka procent PKB. A w Polsce wydatki budżetowe po 7 latach PiS wynoszą ok. 42 % PKB. Dziwicie się, że podatki są wysokie?”.

42 procent! Wyobrażacie to sobie? A mogłoby być kilka…

Pod tweetem sporo słów poparcia, między innymi od pewnej emerytki, która ubolewa, że ludzie nie rozumieją „zależności ekonomicznych”. W tym zachwycie umknęło pani to, że Balcerowicz wśród rzeczy wymagających wydatków ze strony państwa NIE wymienił… emerytur. Tak samo zresztą jak ochrony zdrowia, edukacji, infrastruktury i transportu zbiorowego.

A gdyby uwzględnić wszystkie te rzeczy – na przykład upchnąć je w tym „itp.” z tweeta Balcerowicza – to czy dałoby się zamknąć wydatki w kilku procentach PKB? Nie bardzo. Jak od razu wyłapał Paweł Preneta, nie ma na świecie państwa, które wydawałoby tak mało. Najbliżej do ideału Balcerowicza takim krajom jak Kongo, Gwatemala czy Bangladesz, ale nawet one wydają kilkanaście procent PKB.

Czy te 42 procent, które wydaje Polska, to w ogóle dużo na tle innych państw rozwiniętych? Nie – znajdujemy się poniżej średniej unijnej, wynoszącej 45 procent. Niektóre państwa, jak Finlandia czy Dania, wydają powyżej 50 procent.

To jest ciągle powracająca fantazja u polskich neoliberałów – że można mieć rozwinięte państwo demokratyczne po taniości, wystarczy efektywniej wydawać. Otóż nie, nie można, a przekonywanie, że jest inaczej, ma więcej wspólnego z propagandą niż edukacją ekonomiczną.

Źródło
Opublikowano: 2022-05-07 14:23:32

Czytajcie Maja Staśko bo pisze mądrzej a nie łatwiej.

Maja Staśko:

Czytajcie Maja Staśko bo pisze mądrzej a nie łatwiej.

„Rzeczpospolita” dotarła do listy śledztw dotyczących przestępstw seksualnych popełnionych w Warszawie na kobietach przez kierowców Ubera i Bolta. Śledztwa dotyczą 20 przypadków – 11 z ubiegłego roku i 9 z obecnego.

W lutym rozmawiałam z Noemi, która nagłośniła sprawę molestowania w Bolcie. Bolt zignorował jej zgłoszenie, oddając jej jedynie kilka złotych za przejazd.

Już wtedy narodowcy grzmieli: „Trzeba bronić nasze kobiety przed kierowcami z Bliskiego Wschodu”.

Ale jeśli korporacja nie zapewni regulacji, to dalej będzie stwarzało przestrzeń do bezkarnej przemocy. Niezależnie od narodowości.

Korporacje i oprawcy uwielbiają, gdy ich winę przenosimy na siebie nawzajem, przerzucając się… Więcej




Źródło
Opublikowano: 2022-05-05 09:39:02

„Rzeczpospolita” dotarła do listy śledztw dotyczących przestępstw seksualnych po

Maja Staśko:


„Rzeczpospolita” dotarła do listy śledztw dotyczących przestępstw seksualnych popełnionych w Warszawie na kobietach przez kierowców Ubera i Bolta. Śledztwa dotyczą 20 przypadków – 11 z ubiegłego roku i 9 z obecnego.

W lutym rozmawiałam z Noemi, która nagłośniła sprawę molestowania w Bolcie. Bolt zignorował jej zgłoszenie, oddając jej jedynie kilka złotych za przejazd.

Już wtedy narodowcy grzmieli: „Trzeba bronić nasze kobiety przed kierowcami z Bliskiego Wschodu”.

Ale jeśli korporacja nie zapewni regulacji, to dalej będzie stwarzało przestrzeń do bezkarnej przemocy. Niezależnie od narodowości.

Korporacje i oprawcy uwielbiają, gdy ich winę przenosimy na siebie nawzajem, przerzucając się gównem, zwłaszcza narodowościowym. Tak pozostają bezkarni.

Większość gwałcicieli w Polsce to Polacy. Dlaczego? Bo większość mieszkańców Polski to Polacy. Ale nikt nie robi nagonki na Polaków przy każdej informacji o gwałcie. Gwałciciel jest winny, nie jego narodowość.

Skoro przez złe warunki pracy większość kierowców Ubera czy Bolta to osoby z zagranicy – to większość sprawców przemocy w tych samochodach to obcokrajowcy. To nie żaden spisek – to logika.

Adriana Rozwadowska pisała:

„PO w Uberze, Bolcie i innych przewoźnikach dostrzegła wyłącznie biznes, któremu zapewnić należy nieskrępowaną wolność.

Kilka lat później mamy wysyp molestowania. Dlaczego? Bo jakikolwiek próg wejścia do zawodu – choćby już sama konieczność wyrobienia (własnej) licencji, zdania egzaminów, wielokrotnego przedłożenia dokumentów, które politycy o liberalnych poglądach uważają za prowadzący do strat finansowych przejaw nadmiernej regulacji – stanowi już czysto psychologiczną barierę”

Nie będziemy cicho tylko dlatego, że sprawcą jest obcokrajowiec. Ale nie będziemy zwalać winy za jego przemoc na narodowość.

I nie będziemy winić jego kraju za to, że korporacje z chęci zysków olewają bezpieczeństwo pasażerów.

Jako polskie kobiety nie potrzebujemy, żebyście nas bronili przed obcokrajowcami. Brońcie nas przed gwałcicielami każdej narodowości. I wywierajcie presję na polityków w sprawie regulacji. Walczcie o nasze bezpieczeństwo, a nie przeciw bezpieczeństwu pracowników z Bliskiego Wschodu.


Źródło
Opublikowano: 2022-05-05 09:39:02

Banki już wysłały swoich ludzi do mediów. Będą wam wmawiać, że nie ma innej dro

Razem:


📢 Banki już wysłały swoich ludzi do mediów. Będą wam wmawiać, że nie ma innej drogi, że to pracownicy muszą zbiednieć, zapłacić za kryzys! Nie wierzcie im! Mamy wybór! Banki i korporacje mają rekordowe zyski. To oni pierwsi powinni zacisnąć pasa! – Adrian Zandberg na demonstracji #1Maja



1Maja

Źródło
Opublikowano: 2022-05-02 12:46:04

Witamy was w kolejne święto ludzi pracy, 1 Maja, 133 lata po jego uchwaleniu prz

Sztuczne Chwasty:


Witamy was w kolejne święto ludzi pracy, 1 Maja, 133 lata po jego uchwaleniu przez Marksistowski Międzynarodowy Kongres Socjalistyczny. Chociaż minęło ponad sto lat, a dzięki wysiłkom lewicy ludzkość wyszła z mroków dziewiętnastego wieku i leseferystycznego kapitalizmu, nadal wiele pozostaje do zrobienia i osiągnięcia, by ludzkość nie pożarła siebie samej, ale przetrwała na tyle długo, by Star Trek stał się dla nas rzeczywistością (jezukomunizm.jpeg!).

Chociaż może wydawać, że nic się nie zmienia, jedyną stałą jest zmiana. Dzieją się rzeczy zgoła niespodziewane, jak założenie związków zawodowych w Amazonie czy Starbucksie, minimalne podatki dla korporacji w Unii Europejskiej (przynajmniej dopóki Polska nie zaczyna blokować inicjatywy), czy przebicie się narracji antykapitalistycznej do mainstreamu. Rzeczy, które jeszcze dekadę temu wydawały się nie do pomyślenia (inna sprawa, wtedy bawiliśmy się w Apokalipsę wg. Źle Zrozumianych Majów).

Bo historia się nie zatrzymała, nie skończyła i działa i ewoluuje dalej.

I tak, przyszłość jest socjalistyczna. Pozwolimy sobie przytoczyć słowa 33. genseka jakże komunistycznych Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Harry’ego Trumana, (Syracuse, 1952):

Socjalizm to straszak, rzucany przeciwko każdemu krokowi naprzód, jakiego dokonali ludzie w ciągu ostatnich 20 lat.

Socjalizmem jest władza ludu. Socjalizmem są ubezpieczenia społeczne.

Socjalizmem jest kontrola cen produktów rolnych.

Socjalizmem są ubezpieczenia depozytów bankowych.

Socjalizmem są wolne i niezależne związki zawodowe.

Socjalizmem nazywają prawie wszystko, co pomaga wszystkim ludziom [a nie tylko elitom].

Wesołego Pierwszego Maja!

A teraz odrobina historii:

Pierwotnym celem święta 1 maja było upamiętnienie robotników zamordowanych przez Stany Zjednoczone po aferze Haymarket z 1886 roku, gdy strajk generalny rozpoczęty w celu wymuszenia ośmiogodzinnego dnia pracy zakończył się masakrą na placu Haymarket w Chicago.

Pokojowy wiec zwołany po tym, jak policja zabiła robotnika i raniła kolejnych dzień wcześniej skończył się przemocą. Nieznany sprawca rzucił laskę dynamitu w zebranych na placu policjantów obecnych ze względu na wiec, po czym rozpoczęło się pandemonium. Zginęło łącznie dwanaście osób i ponad 130 zostało rannych.

Po szybkim śledztwie i aresztowaniu ponad stu podejrzanych miał miejsce równie błyskawiczny proces i egzekucje. Ostatecznie ośmiu anarchistów stanęło przed sądem. Żadnemu nie udowodniono tego, że rzucił dynamit w kierunku policji, a sześciu nie było nawet na placu Haymarket. Więc oczywiście, siedmiu zostało skazanych na śmierć przez powieszenie, a jeden na 15 lat więzienia. Czterech zostało zamordowanych, jeden popełnił samobójstwo, dwóm gubernator zamienił karę śmierci na dożywotnie pozbawienie wolności.

Ostatecznie w 1893 roku nowy gubernator Illinois ułaskawił trzech przetrwańców amerykańskiego systemu sprawiedliwości, a iście Kafkowy proces stał się jedną z najbardziej niechlubnych kart w historii amerykańskiego sądownictwa.

I jednocześnie symbolem walki ludzi pracy o lepsze jutro – pomimo zbrodni w majestacie prawa, ruch pracowniczy rozwinął skrzydła i tylko nabrał rozpędu – a jego, czy raczej, naszym symbolem stał się właśnie 1 Maja.

Grafika: Takie tam, lewicowe, 1919, Kirchbaum


Źródło: Sztuczne Chwasty
Więcej w kategorii: Sztuczne Chwasty

Był to wspaniały 1 maja. Dziękuję wszystkim, krórzy przyszli. A kto nie był – mu

Magdalena Biejat:


Był to wspaniały 1 maja. Dziękuję wszystkim, krórzy przyszli. A kto nie był – musicie wpaść za rok i koniecznie dołączyć do Razem 🙂

Byli z nami pracownicy z Paroca i Solarisa, którzy wygrali ostatnio spory zbiorowe z pracodawcami, byli przedstawiciele OPzZ i wielu innych związków zawodowych (w tym zz z Ukrainy), Partii Razem i Nowej Lewicy. Byli nasi przyjaciele i rodziny.

Mówiliśmy o tym, jak ciężko dziś jest związać koniec z końcem kiedy pracuje się 8 godzin dziennie, o bezprawnym zwalnianiu z pracy za działalność związkową, o zmuszaniu pracowników do zaciskania pasa w czasie inflacji podczas gdy banki i korporacje się bogacą.

Ale też o wygranych bitwach, o wartości współpracy i o tym, że razem możemy więcej!

#praca #1maja #świętopracy #lewica #ukraina






Źródło
Opublikowano: 2022-05-01 17:15:46

Dlaczego przypominamy o Rana Plaza?

Razem Pomorze:


Dlaczego przypominamy o Rana Plaza?

W pogoni za zyskiem koncerny odzieżowe zlecają produkcję ubrań do krajów, gdzie koszty pracy są o wiele niższe. Niestety wiąże się to często z fatalnymi warunkami pracy w szwalniach, czego drastycznym przykładem była tragedia w kompleksie Rana Plaza w 2013 roku. Dopiero po tak szokującym wydarzeniu i następującej po nim presji społecznej, firmy zaczęły interesować się jakie warunki panują w zakładach, którym zlecają szycie ubrań. Dlatego warto przypominać o tragedii w Rana Plaza oraz wymagać egzekwowania praw pracowniczych, które zbyt często są zwyczajnie ignorowane – także w naszym kraju.

Agnieszka Wąsowska, okręg gdański:
„Firmy nie zmieniają się z dobrej woli, tylko w wyniku presji i dobrego prawa. Dobre prawo też nie pojawia się samo z siebie. Dlatego warto cały czas przypominać, że pamiętamy o Rana Plaza, pamiętamy o planecie i pamiętamy o ludziach, którzy ponoszą realne koszty niskich cen odzieży.”

Najpierw ludzie, potem zyski!


Źródło: Razem Pomorze
Więcej w kategorii: Razem Pomorze
Opublikowano: 2022-04-27 20:01:52

Elon Musk kupujący Twittera za czterdzieści pięć miliardów, zamiast wydać ułamek

Sztuczne Chwasty:


Elon Musk kupujący Twittera za czterdzieści pięć miliardów, zamiast wydać ułamek tej kasy na rozwiązanie problemu głodu na świecie to chyba najwymowniejszy komentarz do jakości tego naszego cyberpunka. Następna będzie, nie wiemy, kolonizacja Marsa na modłę stygmatów Palmera Eldritcha?

I co gorsza, nie jest to postać na miarę Tony’ego Starka, Eldona Tyrella/Rosena, czy nawet Lexa Luthora, a, cóż, Musk. Koleś, który wyzywa ryzykujących życie ratowników od pedofili, anuluje zamówienia na Tesle, jeśli ktoś go obrazi, jednocześnie kultywując medialny obraz kolegi nerda (na który, niestety, wiele autentycznych nerdów się łapie).

A teraz, dla beki wykupuje jedną z najważniejszych platform społecznościowych, oficjalnie w imię „wolności słowa”. Co to oznacza nie trzeba się wiele domyślać, w końcu najgłośniej cieszą się faszyści, antysemici i pobratymcy intelektualni talibów – w Polsce reprezentowani przez Konfabulację, dla której naczelnego finansisty skupienie kontroli nad Twitterem w ręku oligarchy to „zwycięstwo wolności”.

W sumie nie dziwi, biorąc pod uwagę wzdychanie faszystów z Konfy do Kremla.

Oligarchowie obecnie kontrolują większość sfery medialnej. Niektórzy oficjalnie, inni mniej, ale faktem pozostaje, że Internet wszedł w etap karteli i baronów, idąc śladem potwornego, XIX wieku i ery baronów. Wykupywanie przez oligarchów całych mediów powinno budzić jeszcze większy strach i niechęć, niż Orlen wykupujący Polska Press: Bezos kupił sobie Washington Post, przekonujący od tego momentu, że podatki dla bogatych są be, a latanie przez nich w kosmos cacy. Facebook jest… no, Facebookiem, podległym Zuckerowi, którego woskowa podobizna bardziej przypomina człowieka, niż on sam. Google jest kontrolowany przez garstkę technokratów, a teraz Twitter przypada w udziale Muskowi.

Oczywiście, oligopolizacja i monopolizacja nie są niczym nowym. W sferze mediów oczywisty jest przykład Disneya, powoli asymilującego marki filmowe i serialowe, czy Microsoftu, wchłaniającego coraz to nowe studia deweloperskie i całe wydawnictwa. W rozwoju ekonomicznym cofnęliśmy się właściwie do XIX wieku, gdy pojedynczy ludzie potrafili trzymać w garści całe krajowe gałęzie przemysłu.

Była to epoka, która miała swojego Elona Muska, w postaci Jaya Goulda, który w pewnym momencie kontrolował 90% telegrafu w Stanach Zjednoczonych, a w zachowaniu był podobnym trollem jak południowoafrykańczyk.

Najgorsze jest jednak to, że cała ta kasa mogła pójść na inny cel. Zamiast na przejęcie Twittera i danie głosu faszystom – bo o to w tym wszystkim chodzi – Musk mógł zrealizować swoją deklarację pokrycia kosztów wyeliminowania głodu na świecie. ONZ miał przedstawić plan, przedstawił i… Cicho, sza. Kasy nagle nie ma.

Mógłby na przykład zakupioną przez siebie spółkę Tesla (warto przypomnieć, że Musk jej nie założył, a wykupił i zażądał, by nazywano go założycielem) zmusić do faktycznego ujawniania, jakie kroki podejmuje w celu walki ze zmianami klimatu, czy szukać alternatywnych źródeł zaopatrzenia dla litu i kobaltu (pozyskiwanych z Południowej Ameryki, gdzie wydobycie dewastuje środowisko na niespotykaną skalę, oraz Demokratycznej Republiki Konga, stojącej przemocą i pracą dzieci).

Mógłby zrobić wiele pozytywnych rzeczy.

Ale woli shitposting na wykupionym na własność Twitterze, gdy przyszłość ludzkości stoi pod znakiem zapytania.*

Znak czasów.

Obraz: Iwan Władimirow, ~1917

* – nie planety, planeta sobie poradzi długo po nas


Źródło: Sztuczne Chwasty
Więcej w kategorii: Sztuczne Chwasty

102 lat temu władze krwawo stłumiły strajk poznańskich kolejarzy. Od policyjnych

Maciej Konieczny:


102 lat temu władze krwawo stłumiły strajk poznańskich kolejarzy. Od policyjnych kul zginęło 9 robotników.

Wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 problemy społeczne wcale nie zniknęły. Obywatele państwa zszytego z trzech byłych zaborów nadal byli w ogromnej większości bardzo ubodzy, praca była niepewna i słabo płatna, a warunki mieszkaniowe tragiczne. Do tego wszystkiego dochodziła zła sytuacja gospodarcza kraju, rosnące ceny i problemy z dostępnością podstawowych produktów spożywczych. Koszty życia rosły dużo szybciej niż płace.

Ze względu na dramatyczną sytuację robotników, prawicowy rząd Leona Skulkowskiego zdecydował się na wypłacenie wszystkim pracownikom zatrudnionym przez państwo “dodatku drożyźnianego” w postaci trzynastej pensji. Było to tylko rozwiązanie doraźne, ale dawało szansę odsunięcia wizji epidemii głodu w polskich miastach. Na terenach byłego zaboru rosyjskiego i austriackiego wypłata “trzynastek” została przeprowadzona płynnie. Inaczej sytuacja wyglądała w Wielkopolsce i na Pomorzu, które zarządzane były przez Ministerstwo byłej Dzielnicy Pruskiej, organ powołany jako przejściowa administracja na terenach byłego zaboru pruskiego. Kierowane przez endeka, Władysława Seydę, Ministerstwo odmówiło wypłacenia pracownikom “trzynastek”.
Negocjacje przedstawicieli pracowników i Ministerstwa przeciągały się i nie przynosiły efektów. Wreszcie, w kwietniu 1920, kiedy ceny gwałtownie wzrosły, a robotnicy zagrozili strajkiem Seyda obiecał wypłacić dodatki do 15 kwietnia, ale obietnicy nie dotrzymał.

26 kwietnia robotnicy z pierwszej zmiany poznańskich warsztatów kolejowych przerwali pracę i udali się pod Zamek Cesarski – siedzibę Ministerstwa. Delegację robotników przyjął osobiście Seyda i obiecał powrót do rozmów tego samego dnia. Tej obietnicy też nie zamierzał dotrzymać. Robotnicy wrócili do pracy, ale kilka godzin później znów pojawili się pod Zamkiem wzmocnieni pracownikami drugiej zmiany i dworca kolejowego. Pod otoczoną policją siedzibą Ministerstwa zebrało się około trzech tysięcy osób. Naczelnikiem Wydziału Spraw Wewnętrznych, jednostki nadzorującej policję, był Karol Rzepecki, jeden z ważniejszych poznańskich działaczy nacjonalistycznych. Rzepecki rozkazał rozpędzić demonstrację. Policja otworzyła ogień do robotników. Na miejscu zginęło siedem osób, dwie kolejne zmarły w szpitalu, ponad trzydzieści zostało rannych. Władze wprowadziły stan wyjątkowy w mieście, a na ulice wysłano wojsko.

Pogrzeb ofiar masakry: Kazimierza Bogdaszewskiego, Józefa Derezińskiego, Stefana Domagały, Michała Dziembalskiego, Franciszka Krzyśko, Jana Melocha, Marcina Ratajczaka, Kazimierza Szkudlarka i Stanisława Tukaja przemienił się w robotniczą manifestację, w której wzięło udział 20 tysięcy osób. Marnym pocieszeniem było to, że 1 maja Ministerstwo byłej Dzielnicy Pruskiej wypłaciło wreszcie “trzynastki”. Osoby odpowiedzialne za masakrę kolejarzy nigdy nie zostały pociągnięte do odpowiedzialności. Policjantom nie postawiono zarzutów. Seyda i Rzepecki stracili stanowiska, ale nie przeszkodziło im to w dalszej karierze. Rzepecki został posłem na Sejm RP, a Seyda Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego. Konsekwencję ponieśli za to kolejarze. 24 osoby zostały aresztowane, a 15 z nich skazano na wyroki więzienia.

Mimo, że masakra kolejarzy miała przebieg bardzo podobny do tego, co wydarzyło się w Poznaniu w Czerwcu 1956 albo do wydarzeń na Wybrzeżu w grudniu 1970 – władza otworzyła ogień do protestujących robotników – to dziś pamiętają o niej głównie organizacje lewicowe, a obchodów nie uświetniają swoją obecnością prominentni politycy. Dlaczego? Bo w kwietniu 1920 do robotników nie kazali strzelać komuniści tylko prawicowcy. Bo pamięć o ich śmierci zmusza do refleksji, o tym, czym była II RP. A była państwem ogromnych nierówności, biedy, głodu i wyzysku. Państwem, w którym policja regularnie strzelała do protestujących chłopów albo robotników. Państwem słabym wobec silnych, a silnym i brutalnym wobec słabych. Wymazywanie pamięci o tym, to nie tylko cyniczne zakłamywanie przeszłości, ale przede wszystkim wymazywanie z historii Polski walki o godne życie, godną pracę i sprawiedliwość społeczną. Walki, która nawet jeżeli mniej widoczna i mniej brutalna, toczy się do dziś.


Źródło: Maciej Konieczny
Więcej w kategorii: Maciej Konieczny
Opublikowano: 2022-04-26 21:18:26

Władza bogatych nad resztą bierze się z przyzwolenia na to, żeby niewielka mniej

Piotr Ikonowicz:


Władza bogatych nad resztą bierze się z przyzwolenia na to, żeby niewielka mniejszość zagarniała nieproporcjonalnie dużą część dochodu narodowego czy wspólnie, przez wszystkich, wytworzonego bogactwa. Powstaje w ten sposób władza oligarchiczna. I dotyczy to całego świata nie tylko Wschodu. W świecie, w którym bogaci o wszystkim decydują wybory zamieniają się w śmieszny rytuał pozbawiony wszelkiego znaczenia.
Dlatego walka z mechanizmem polegającym na bogaceniu się bogatych i biednieniu biednych, jest jednocześnie walką o wolność, o demokrację właśnie.


Źródło
Opublikowano: 2022-04-24 07:51:00

Polak nie ma prawie nic na czarną godzinę

Obywatel:


Gdy do tego dodamy jeszcze skromne majątki i liczne kredyty, to mamy obraz koszmarny: „Co piąty Polak nie posiada żadnych odłożonych oszczędności – wynika z badania sondażowego”. Więcej informacji w linku:
_________________________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Przekaż nam 1% swojego podatku. Przy rozliczaniu PIT wpisz w odpowiednią rubrykę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, KRS 0000248901

Polak nie ma prawie nic na czarną godzinę

Źródło
Opublikowano: 2022-03-14 10:00:00

Wyszehradzki król jest nagi!

Obywatel:


Ten tekst opublikowaliśmy ponad półtora roku temu. Dziś można ocenić, że jest jeszcze gorzej niż wtedy diagnozował autor. „W najbardziej optymistycznym scenariuszu efektem synergii mógłby być nawet wspólny ponadnarodowy koncern obronny zdolny do skutecznego zaspokajania wielu potrzeb udziałowców i konkurowania z producentami z Zachodu czy Wschodu. Tymczasem nawet stosunkowo najlepiej stojąca zbrojeniówka polska jest graczem dość słabym i ułomnym. A Grupa Wyszehradzka okazała się tworem przede wszystkim frazesowym, tkwiącym w letargu, budzącym się z rzadka w celu realizacji ad hoc pewnych interesów, niemal zawsze o charakterze negatywnym, w sensie zapobiegania czemuś, nie pozytywnym, polegającym na budowie i osiąganiu zysków. Trudno wiązać z nią jakieś istotne nadzieje na przyszłość. Tym mniej oczywiście z fantazjowaniem o Międzymorzu…”. Całość w linku:
_________________________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Przekaż nam 1% swojego podatku. Przy rozliczaniu PIT wpisz w odpowiednią rubrykę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, KRS 0000248901

Wyszehradzki król jest nagi!

Źródło
Opublikowano: 2022-03-12 21:01:00

Związkowcy w fabryce blach samochodowych wywalczyli podwyżki

Obywatel:


Drobna dobra wiadomość w smutnych czasach: „O 430 zł brutto wzrosną od 1 maja wynagrodzenia zasadnicze w produkującej blachy samochodowe spółce MA Polska w Tychach. Organizacje zakładowe podpisały porozumienie z pracodawcą”. Więcej informacji w linku:
_________________________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Przekaż nam 1% swojego podatku. Przy rozliczaniu PIT wpisz w odpowiednią rubrykę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, KRS 0000248901

Związkowcy w fabryce blach samochodowych wywalczyli podwyżki

Źródło
Opublikowano: 2022-03-11 10:00:00

Mniej kontroli, ale więcej naruszeń

Obywatel:


Niewesołe wieści: „W ubiegłym roku Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła ponad 55 tys. kontroli u pracodawców. Liczba naruszeń była wyższa niż w 2020 roku”. Więcej informacji w linku:
_________________________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Przekaż nam 1% swojego podatku. Przy rozliczaniu PIT wpisz w odpowiednią rubrykę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, KRS 0000248901

Mniej kontroli, ale więcej naruszeń

Źródło
Opublikowano: 2022-03-10 10:01:03

Kobieta – równa towarzyszka (1909)

Obywatel:


Dziś z wiadomej okazji udostępniamy tekst opublikowany dwa i pół roku temu w wersji papierowej Nowego Obywatela. To pierwsze polskie tłumaczenie tekstu legendarnego amerykańskiego działacza związkowego Eugene V. Debsa: „Z kobiety czyni się niewolnicę niewolnika i uważa się ją za jego towarzyszkę tylko w okolicznościach seksualnych. Ręce i piersi, które wykarmiły wszystkich mężczyzn, są pogardzane przez niewdzięcznych brutali, chlubiących się swoją wyższością i siłą, i chwalących się, że mogą ujarzmić tę, która uczyniła ich tym, kim są”. Całość w linku:
_________________________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Przekaż nam 1% swojego podatku. Przy rozliczaniu PIT wpisz w odpowiednią rubrykę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, KRS 0000248901

Kobieta – równa towarzyszka (1909)

Źródło
Opublikowano: 2022-03-08 18:56:50

Dzisiaj wspólnie z naszymi przyjaciółmi z Ukrainy, Finlandii, Czech i Litwy prze

Maciej Konieczny:


Dzisiaj wspólnie z naszymi przyjaciółmi z Ukrainy, Finlandii, Czech i Litwy przedstawiliśmy wspólne stanowisko środkowoeuropejskiej lewicy dotyczące trwającej rosyjskiej napaści na Ukrainę i kroków, które jako Europa musimy podjąć, aby skutecznie wesprzeć Ukrainę.

Julia Lomonosova z ukraińskiego Socjalnego Ruchu zwracała uwagę, na gigantyczne koszty obsługi długu publicznego, które obciążają ukraiński budżet. Ukraina wydaje na ten cel 10-15% PKB. To ogromne pieniądze, które broniąc się przed rosyjską inwazją mogłaby wydać dużo lepiej. Dlatego domagamy się od Europejskiego Banku Centralnego przejęcia kosztów obsługi długu Ukrainy. Dzisiaj Ukraina potrzebuje zasobów do ochrony cywilów oraz zapewnienia zamieszkania dla uchodźców wewnętrznych i opieki medycznej dla rannych.

Ja i Jussi Saramo przewodniczący klubu parlamentarnego Sojuszu Lewicy, który współrządzi Finlandią podkreśliliśmy, że stanowisko lewicy z krajów Europy Środkowej i krajów nordyckich jest od początku konfliktu jasne: potrzebne jest maksymalne wsparcie dla Ukrainy. To musi być wsparcie w postaci sprzętu dla ukraińskiego wojska, ale również wsparcie finansowe i humanitarne. Jednoznacznie popieramy też postulat konfiskaty całości majątków rosyjskich oligarchów na zachodzie i przekazania uzyskanych w ten sposób środków rządowi Ukrainy.

Jolanta Bielskiene z litewskiego Sojuszu Lewicy zwracała uwagę na konieczność wewnątrzeuropejskiej solidarności przy organizowaniu finansowaniu pomocy dla uchodźców uciekających przed wojną do sąsiednich państw. Tylko do Polski trafiło w ostatnich dniach ponad milion uchodźców. Na razie dzięki niebywałej determinacji całego społeczeństwa jesteśmy w stanie tym osobom zapewniać pożywienie i dach nad głową, ale potrzebujemy systemowych rozwiązań i systemowego wsparcia całej Europy.

Petra Jelinkova, współprzewodnicząca czeskiej partii Budoucnost (Przyszłość) zwracała uwagę na konieczność zagwarantowania uchodźcom godnych warunków pracy i wprowadzenia systemowych rozwiązań, które chroniłyby ich przed wyzyskiem.

Lewica z naszego regionu nie ma wątpliwości, kto w tej wojnie jest agresorem i komu należy się nasza pomoc i solidarność. Naród ukraiński ma fundamentalne prawo do wolności, wybierania swoich przywódców i rządzenia się własnymi prawami. Przyszłość Ukrainy powinna zależeć wyłącznie od ich swobodnych, niezależnych decyzji. Dlatego z dumą i determinacją wyrażamy naszą solidarność z mieszkańcami Ukrainy w ich walce o godność i niezależność.

Pod wspólnym stanowiskiem podpisały się Razem, Соціальний рух (Ukraina), Kairiųjų aljansas – KA (Litwa), Vasemmistoliitto (Finlandia), Budoucnost (Czechy), Demos România (Rumunia), Jsme Levice (Czechy).

Treść stanowiska w komentarzu.






Źródło: Maciej Konieczny
Więcej w kategorii: Maciej Konieczny
Opublikowano: 2022-03-08 15:57:57

Dzisiaj Dzień Kobiet. Pomysł na ustanowienie tego corocznego dnia na początku X

Maciej Szlinder:


Dzisiaj Dzień Kobiet. Pomysł na ustanowienie tego corocznego dnia na początku XX wieku wywodzi się z ruchu socjalistycznego i przypomina o walce o prawa kobiet. Prawa te niestety wciąż nie są realizowane, a kobiety nadal dotyka niesprawiedliwość i nierówne traktowanie.

Doświadczenie pandemii pokazało, że w warunkach kryzysu to kobiety tracą pracę częściej niż mężczyźni, dominują w zawodach, które najsilniej odczuły skutki pandemii, a ich czas pracy (tej zawodowej i tej niewidzialnej domowej) znacznie się wydłużył. „Matkę Polkę Pandemiczną”, statystycznie lepiej wykształconą od mężczyzny, nadal rzadziej spotkamy w zarządzie, czy kierownictwie firmy, nadal zarabia ona mniej od mężczyzny, po pandemii dużo mniej. Pandemia wzmocniła nierówności między płciami również w świecie naukowym. Liczba prac naukowych czy składanych przez kobiety wniosków grantowych znacznie spadła w porównaniu do mężczyzn, którzy publikują więcej.

Jak sytuacja kobiet mogłaby się zmienić, gdyby zmieniono definicję pracy (poszerzając ją o niewidzialną pracę domowę) i wprowadzono bezwarunkowy dochód podstawowy? W komentarzu podlinkuję Wam przedmowę mojego autorstwa do tekstu Kathii Weeks pt. “Polityka feministyczna anty/postpracy a obrona dochodu podstawowego” dla czasopisma @Praktyka Teoretyczna.


Źródło: Maciej Szlinder
Więcej w kategorii: Maciej Szlinder
Opublikowano: 2022-03-08 12:49:09

Kobiety w walce o wyzwolenie (1928)

Obywatel:


Z okazji dzisiejszego święta życzymy wszystkim kobietom chleba, pracy i róż. A do życzeń dołączamy tekst z roku 1928 z lewicowego pisma: „Odezwy te w sposób obłudny wskazując jako głównych wrogów lewicę wysuwają straszak, że jak lewica zwycięży w wyborach do Sejmu to przeprowadzi rozwody i śluby cywilne w Sejmie, co będzie nieszczęściem w szczególności dla kobiet matek, ale odezwy te milczą o krzywdzie, jaką wyrządza współczesny kapitalizm proletariatowi, a w szczególności matkom i ich dzieciom. Przecież wszyscy świadomi wiedzą, że to co piszą pismaki burżuazji, to są strachy na lachy mające na celu oszukać i otumanić kobiety z proletariatu w tym celu, aby pozyskać głosy nieświadomych na listy burżuazyjne. Przecież stwierdzone jest niewątpliwie dawno, że wszelką demoralizację, jak prostytucja, złodziejstwo, ciemnota, różne choroby i nieszczęścia, jak i brak pracy, głód, nędza, brak odpowiednich mieszkań itp. powoduje ustrój kapitalistyczny”. Całość w linku:
_________________________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Przekaż nam 1% swojego podatku. Przy rozliczaniu PIT wpisz w odpowiednią rubrykę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, KRS 0000248901

Kobiety w walce o wyzwolenie (1928)

Źródło
Opublikowano: 2022-03-08 12:08:53

Migawka z wojny obronnej Ukrainy

Obywatel:


Jan Przybylski, nasz człowiek od spraw wojskowych, podsumowuje 10 dni rosyjskiej napaści na Ukrainę: „Jednak ostateczną instancją na polu walki są Ukraińcy, sprawujący się ogólnie rzecz biorąc znakomicie, walczący tyleż ofiarnie, co profesjonalnie. Można mieć ogromne obawy o dalsze perspektywy tak obrońców, jak i ludności cywilnej. Rosjanie nie umieli poprowadzić wojny w sposób elegancki, zatem teraz prawdopodobnie będą dążyć do pokonania Ukrainy przez intensyfikację brutalności i wykorzystanie najmniej finezyjnej przewagi ogniowej. Jeżeli nie zdarzy się kolejna rzecz tak niespodziewana, jak sankcje wykraczające poza przedwojenne przewidywania i „odwrócenie” Niemiec, mogą swój cel osiągnąć. Pozostaje mieć nadzieję, że w takim przypadku będzie to tylko wygrana wielkim kosztem runda globalnej rozgrywki. A kolejne zwrócą Ukraińcom nie tylko wolną, ale i zamożną, prężną ojczyznę, realizującą potencjał tej ziemi i tego narodu. W tych dniach udowodnili, że zasługują bez żadnych wątpliwości na taką właśnie, nie na półupadły postsowiecki kraj, jakim była Ukraina przez ćwierć wieku po rozpadzie Związku Sowieckiego”. Całość w linku:
_________________________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Przekaż nam 1% swojego podatku. Przy rozliczaniu PIT wpisz w odpowiednią rubrykę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, KRS 0000248901

Migawka z wojny obronnej Ukrainy

Źródło
Opublikowano: 2022-03-06 20:37:24

Oprócz mało seksownych, ale (mamy nadzieję) efektywnych sankcji nałożonych na Fe

Sztuczne Chwasty:


Oprócz mało seksownych, ale (mamy nadzieję) efektywnych sankcji nałożonych na Federację Rosyjską i otoczenie Władimira Putina do mediów przebijają się także newsy pokazujące skalę wypaczeń późnego kapitalizmu – nie tylko w Rosji.

Szczerze mówiąc, „wypaczenia” to eufemizm. Jak inaczej nazwać fakt, że rosyjscy oligarchowie zamawiają sobie luksusowe jachty za dziesiątki, jeśli nie setki milionów dolarów, podczas gdy przeciętny Rosjanin ma szczęście, jeśli w ciągu roku zarobi 20 000 dolarów brutto (oczywiście, przed rozpętaniem wojny przez Putina i spektakularną implozją rubla).

I nie mówimy tutaj o marginalnych kwotach. Aliszer Usmanow, oficjalnie najbogatszy Rosjanin*, jest posiadaczem jachtu Dilbar, wycenianego na – bagatela – 600 milionów dolarów. To mniej więcej ekwiwalent jednej dziesiątej rocznego budżetu Warszawy. Roman Abramowicz, właściciel Chelsea London – tak, w kapitalizmie jednostka może być właścicielem klubu sportowego z drugiego końca świata – ma nie jeden, a dwa jachty, Solaris i Eclipse, warte 600 i 700 milionów dolarów każde. Władimir Putin ma także swój prywatny, prawie stumetrowy jact, obok gigantycznej ilości posiadłości, samochodów i gigantycznej ilości zegarków.

Według logiki libków te bogactwa nie powinny być postrzegane jako wypaczenia, ale jako słuszna nagroda za trudy ich pracy. W końcu wszyscy wiemy, że taki Usmanow osobiście wydobywa każdą grudkę rudy, którą kontrolowany przezeń Metalloinwest przerabia na stal (nie zapomnijmy o tym, że także osobiście wytapia stal, wręcz walcuje ją swoim drugim podbródkiem, taki z niego gieroj rossijskiej federacji), podobnie jak Władimir Potanin, właściciel megajachtów Nirvana i Barbara, osobiście wykopuje nikiel na Syberii, ręcznie produkuje leki z własnoręcznie wyhodowanych roślin i syntetyzowanych związków organochemicznych, oraz personalnie obsługuje każdego gościa w swoim kompleksie wypoczynkowym (nie mówiąc już o konserwacji urządzeń).

Oczywiście, tak nie jest. Obsceniczne bogactwa oligarchów są zdobywane kosztem pracowników, którzy harują po to, by taki Rasznikow czy Deripaska mógł popłynąć sobie w luksusowy rejs przez pół świata. Gospodarka kapitalistyczna jest w końcu grą o sumie zerowej, w której żeby kapitalista zarobił więcej, pracownik musi zarobić mniej.

I nie jest to fenomen wyłącznie rosyjski. O ile – słusznie – sankcje biorą na cel oligarchów z Federacji Rosyjskiej, mechanizmy pozwalające im na gromadzenie miliardów są powszechne dla każdego kraju w globalnej gospodarce kapitalistycznej. Nie można krytykować Abramowicza czy Usmanowa, jednocześnie ignorując Muska, Bezosa, czy Tego-Którego-Nazwiska-Nie-Można-Wymawiać-Bo-Filtry-Fejsa-Dobiorą-Nam-Się-Do-Dupy. Nie da się krytykować Potanina czy Deripaski bez krytykowania Kulczyków czy Rafała Brzoski.

Oligarcha to oligarcha.

I dopóki na świecie będzie panował głód, a wojny w imię kapitalistycznych interesów* będą trwać, a katastrofa klimatyczna zagrażała naszemu przetrwaniu, sam fakt, iż ktoś może zgromadzić miliard dolarów w bogactwie – a co dopiero dziesięć, albo sto! – będzie nie wypaczeniem, nadużyciem, czy skandalem…

A czystej wody kurestwem. Niezależnie od tego, czy to Musk, Abramowicz, czy Kulczyk.

Obraz: Młodzież, Jacob Maris, 1867

PS: Tak a propos asteriska – według niektórych szacunków najbogatszym człowiekiem świata jest właśnie Władimir Putin, który może kontrolować nawet 200 miliardów dolarów w osobistym bogactwie (i to zanim weźmiemy pod uwagę Federację Rosyjską, której PKB w 2021 r. wyniósł 1.7 biliona dolarów). I w tym kontekście należy też rozpatrywać inwazję i przypominać, że każdy broniący agresji rosyjskiej na Ukrainę stoi w jednym szeregu z jednym z najpotworniejszych kapitalistów świata.


Źródło: Sztuczne Chwasty
Więcej w kategorii: Sztuczne Chwasty