Bagna Biebrzańskie – kolory.

Robert Maślak


Bagna Biebrzańskie – kolory.

#biebrzanskiparknarodowy #biebrzanationalpark #biebrza #biebrzanskieklimaty #parkinarodowe #przyroda #kolorynatury #kolory #wrzesień #wrzesień #wrzesień2020








biebrzanskiparknarodowy,biebrzanationalpark,biebrza,biebrzanskieklimaty,parkinarodowe,przyroda,kolorynatury,kolory,wrzesień,wrzesień2020

Źródło
Opublikowano: 2020-09-24 19:45:31

Dobra analiza Adama Leszczyńskiego, jak bardzo obecna nagonka władzy na osoby LGBTQ przypomina szczucie na Żydów. Częs

Robert Maślak

Dobra analiza Adama Leszczyńskiego, jak bardzo obecna nagonka władzy na osoby LGBTQ przypomina szczucie na Żydów. Często to wręcz identyczna retoryka. Za bardzo podobne, aby spać spokojnie. https://oko.press/czy-prawica-przesladuje-lgbt-jak-zydow/

Artykuły w Oko są bezpłatne, wystarczy się zarejestrować i zalogować. Oczywiście warto zawsze wesprzeć niezależne dziennikarstwo.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-23 22:13:33

Elektroda w odbycie jenota, czyli o czym milczy prezydent Duda

Robert Maślak

Czy Andrzej Duda zawetuje „Piątkę dla zwierząt”?
https://oko.press/elektroda-w-odbycie-jenota-czyli-o-czym-milczy-prezydent-duda/

Elektroda w odbycie jenota, czyli o czym milczy prezydent Duda

Andrzej Duda skłania się do weta nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. "Padło wiele absolutnie fałszywych słów" – mówił prezydent.

Źródło
Opublikowano: 2020-09-22 18:14:14

Kanie rządzą! Pierwsza potrawa to klasyczny kotlet w panierce. Do tego surówka z

Robert Maślak

Kanie rządzą! Pierwsza potrawa to klasyczny kotlet w panierce. Do tego surówka z pomidorów z ogródka, makaron z sosem sojowym i sałatą. Druga to flaki – pierwszy raz w życiu jadłem flaki i to od razu wegeflaki! Pokrojone kanie najpierw podsmaża się szybko, najlepiej w woku, a potem klasycznie wrzuca do wywaru jarzynowego, tutaj robionego na bazie domowej bulionetki warzywnej z przepisu Olgi Smile, dodaje selera i koniecznie majeranku. Wybornie pyszne. Wszystkożercy mówili, że te flaki są trudne do odróżnienia od robionych z ciała krowy, tylko znacznie smaczniejsze. Dlatego liczne jeszcze kanie na łąkach i przy brzegach lasu, po pokrojeniu w paski, przysmażeniu i zamrożeniu, zabiorę do domu, na zimowe wegeflaki.

#Mazury #grzyby #kulinaria #kuchnia #zupy #GoVegan #weganizm #wegetarianizm #vegan #wegan #kuchniawege






Mazury,grzyby,kulinaria,kuchnia,zupy,GoVegan,weganizm,wegetarianizm,vegan,wegan,kuchniawege

Źródło
Opublikowano: 2020-09-19 16:41:48

Uchwalona dziś w nocy ustawa to ogromny sukces i postęp, ale ma trochę luk. Senat powinien spokojnie się jej przyjrzeć,

Robert Maślak

Uchwalona dziś w nocy ustawa to ogromny sukces i postęp, ale ma trochę luk. Senat powinien spokojnie się jej przyjrzeć, posłuchać organizacji pozarządowych, żeby ta ochrona zwierząt była skuteczna.

Tu najnowszy przykład jak według obecnego prawa obejść przepisy. Trzeba w nowym prawie podobne luki załatać. Liczę na Senat. Były właściciel fermy w Kościanie, choć usłyszał prawomocny wyrok sądu, ciągle zajmuje się hodowlą lisów. Przepisał fermę na żonę i z łatwością obszedł dziurawe prawo. Onet ujawnia nagrania, które pokazują, w jaki sposób nadal traktowane są tam zwierzęta.

Ujawnione w 2016 r. szokujące nagrania z fermy w Kościanie, dokumentujące ubój lisów, były pokazywane przez media w całej Polsce.

Właściciel fermy został wtedy skazany za znęcanie się nad zwierzętami
Onet ujawnia, że teraz, mimo wyroku, nadal hoduje zwierzęta.

Na ujawnionych przez nas nagraniach widać m.in. przepełnione klatki, lisy z chorobami oczu i ze zdeformowanymi łapami. W klatkach zalegają larwy, robactwo i sterty odchodów.

Właściciel hodowli w rozmowie z Onetem zaprzecza, by na jego fermie były jakiekolwiek uchybienia; przyznaje jednak, że wciąż współprowadzi hodowlę.
Artykuł i film: https://www.onet.pl/…/hodowla-lisow-w-pols…/6fcsjn7,79cfc278


Źródło
Opublikowano: 2020-09-18 13:52:33

Dlaczego hodowla lisów i norek na fermach jest okrucieństwem? Tłumaczy dr Robert Maślak

Robert Maślak


Na filmie wyjaśniam, dlaczego nie da się poprawić losu zwierząt futerkowych na fermach. Potrzebny jest całkowity zakaz tego typu procederu. Klatka to nie miejsce dla dzikich zwierząt.
#czasnazakaz #StopFurChallenge
https://www.youtube.com/watch?v=bRTtM7G4ZtE



czasnazakaz,StopFurChallenge

Źródło
Opublikowano: 2020-09-17 17:43:53

Kto chce dalszego torturowania zwierząt na fermach futrzarskich? Wyniki głosowania z 16 września 2020 r.

Robert Maślak

Kto chce dalszego torturowania zwierząt na fermach futrzarskich? Wyniki głosowania z 16 września 2020 r.
Z klubu Zjednoczonej Prawicy projekt Kaczyńskiego do śmieci chcieli wyrzucić wszyscy Ziobryści czyli Solidarna Polska (w tym Michał Woś, Minister Środowiska!). Oczywiście za biznesem futrzarskim stoi mocno cała Konfederacja, kasa futrzarzy nie śmierdzi, a związki narodowców i neofaszystów z futrzarzami to nic nowego (w końcu na weselu Bosaka bawili się potentaci tej branży) i około połowa część klubu PSL/Kukiz 15.
Część osób z klubów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy nie wzięła udziału w głosowaniu (niektórzy, o ile wiem, z powodów taktycznych).
Komisja Rolnictwa obradowała od 20:00 do 7:00 rano. Konfederacja próbowała przeszkadzać, blokować głosowania, krzyczeć. W Komisji było 58 głosowań, z powodu chaosu część sensownych poprawek przepadła (zakaz użytkowania koni do przewozu turystów na Morskim Oku czy dopisanie królików do zakazu ferm futrzarskich. To szaleńcze tempo związane jest z tym, że wydłużenie procedury spowoduje, że PiS byłby dłużej grilowany przez Rydzyka i Konfederację. Ważne jest też tarcia wewnątrz Zjednoczonej Prawicy – chodzi by utrzeć nosa Ziobrystom i pokazać im kto tu rządzi. Dzisiaj drugie czytanie w Sejmie (w tej chwili) i głosowanie. PiS chce się wycofać z zapisu o zakazie uboju rytualnego na eksport. Potem Senat i Duda.




Źródło
Opublikowano: 2020-09-17 14:21:41

Do ogłoszenia ze strony Polskiego Związku Łowieckiego przykleiłem fragment regulaminu tego konkursu. Nieprzypadkowo znal

Robert Maślak

Do ogłoszenia ze strony Polskiego Związku Łowieckiego przykleiłem fragment regulaminu tego konkursu. Nieprzypadkowo znalazły się tam słowa o "przyczynach kontynuowania pasji". Inaczej, na konkurs mogłyby przyjść relacje osób, dla których udział w polowaniu jako dziecko, był traumą na całe życie.
PZŁ wciąż walczy o możliwość udziału dzieci w polowaniach, choć dziesiątki organizacji zajmujących się prawami dziecka, psychologów, wypowiedziało się przeciwko temu pomysłowi.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-17 09:00:03

Abp Jędraszewski atakuje już nie tylko LGTB i gender. Kolejna jego obsesja to &q

Robert Maślak

Abp Jędraszewski atakuje już nie tylko LGTB i gender. Kolejna jego obsesja to "ideologia singli". Atak na własną grupę zawodową, na Jarosława Kaczyńskiego czy zniesienie celibatu 😄.
Kościół katolicki jest nie tylko zblatowany z władzą PiS, ale też coraz bardziej oderwany od rzeczywistości. Może niektóre starsze osoby to kupują, u młodych takie anachronizmy nie przejdą
Artykuł: https://www.onet.pl/…/abp-jedraszewski-pel…/srqc7se,79cfc278


Źródło
Opublikowano: 2020-09-13 22:21:59

W najnowszym numerze "Polityki" wywiad ze mną.

Robert Maślak

W najnowszym numerze "Polityki" wywiad ze mną.
"Duży kot, duży kłopot – czego nas uczy przypadek pumy Nubii"

"Podobno umieszczona w ogrodzie zoologicznym Nubia tęskni. To możliwe?
– Nie. Ona nie tyle tęskni za właścicielem, co go zna, bo od małego stanowił cały jej świat. Niewątpliwie go poznaje, gdy odwiedza ją w ZOO. Gdy ją odebrano, na pewno była zaskoczona i zaniepokojona, bo znalazła się w nowym miejscu. Puma nie będzie tęsknić, tak jak pies, czy kot domowy, bo jest samotnikiem. Po opuszczeniu matki, w wieku 1,5 – 2 lat, żyje samodzielnie i w dorosłym życiu nie ma potrzeby relacji społecznych, takich, jak np. lwy, które żyją w grupach.

– Skąd się bierze pumę?

– Kupuje się. Nubia pochodzi z hodowli w Czechach, gdzie rozmnażanie nawet bardzo niebezpiecznych zwierząt jest legalne. Jednak od niedawna władze zaczęły im się uważniej przyglądać, bo część zwierząt tam hodowanych, trafiało nielegalnie na rynek chiński, gdzie parafarmaceutyki produkowane np. z tygrysów są bardzo popularne. Gdy policja wkroczyła na jedną z takich farm, odkryła garnki, w których gotowały się poćwiartowane ciała tygrysów. Jeśli chodzi o zwierzęta przeznaczone dla indywidualnych odbiorców, postępuje się z nimi dokładnie tak, jak w cyrkach. Jeśli chce się trzymać taką pumę blisko z człowiekiem, tak jak w przypadku Nubii, trzeba je jak najwcześniej oddzielić od matki; już po kilku tygodniach, podczas gdy w naturze młode opuszczają matkę dopiero po półtora roku. Im młodszy będzie kot, tym łatwiej będzie można ukształtować jego charakter i go wytresować. Mała puma, która ledwie co otworzyła oczy, siłą rzeczy uzna, że cały jej świat to ten, którym otacza ją treser. Na początku to zwierzątko jest kompletnie bezradne, puchate, urocze.

– Mały kotek…

– Tak. Nie stanowi zagrożenia, nie trzeba go karać, bo najwyżej podrapie fotel, czy podrze firanki. Trzeba wiedzieć, że konsekwencje odebrania matce takiego malucha ponosi on przez całe życie. Jest to niezwykle ważny okres, kiedy kształtują się zachowania społeczne, interakcje z innymi osobnikami własnego gatunku. Deprywacja w tym czasie, czyli pozbawienie zwierzęcia zaspokojenia potrzeby niemal stałego kontaktu z matką, może skutkować potem zachowaniami lękowymi, agresywnymi, depresjami, zachowaniami kompulsywnymi czyli natręctwami, a u niektórych gatunków nawet autoagresją.
Czasem słyszę argumenty, że takie zwierzę traktuje człowieka, jak matkę, bo zostało poddane imprintingowi, czyli wdrukowaniu, o którym pisał twórca etologii Konrad Lorenz.

– Ale Lorenz pisał o gęsiach.

– Otóż to. Imprinting polega na tym, że wyklute pisklę uznaje za matkę pierwszą istotę, jaką zobaczy. Czy będzie to człowiek, kot, czy pies, pisklęta będą za nim podążać. Imprinting dotyczy ptaków, zwłaszcza zagniazdowników, które wodzą swoje młode poza gniazdem. Młode musza szybko wdrukować sobie obraz matki, aby się nie zgubić. U ssaków takie zjawisko w klasycznej postaci nie występuje. Więzi z matką są oczywiście równie istotne, ale okres ich powstawania jest zwykle bardziej rozciągnięty.

– To co trzeba zrobić, żeby uzyskać efekt „pumy przy nodze”?

– Po kilku miesiącach drapieżnik zaczyna już pokazywać pazury. W przenośni i dosłownie. Dzikie koty mają ogromny temperament, potrzebę eksploracji. Zabawy z człowiekiem stają się zbyt ostre i trzeba zwierzę utemperować; wprowadzić kary. W ZOO taka puma przebywa na ogrodzonej przestrzeni i człowiek nie ma z nią stałego, bezpośredniego kontaktu. Wystarczy stosować tzw. trening medyczny, oparty tylko na wzmocnieniu pozytywnym, czyli na nagrodach. Chodzi o to, by np. tygrys czy słoń pozwolił potem poddać się badaniom lekarskim czy pobieraniu krwi. Żeby trzymać drapieżnika w domu, czy – jak w przypadku Nubii prowadzać na smyczy na różne sesje fotograficzne – musi być stale poddane ostrej dyscyplinie. Trzeba je ujarzmić. Dokładnie tak, jak robią to cyrki.

– Jak?
– Złamać jego psychikę. Tu nie ma alternatywy. Samymi nagrodami się tego nie osiągnie. Potencjał agresji u dzikich kotów jest duży, bo potrzebują go do polowania. Potrzebny jest także system kar. Dzikie zwierzę nie jest nastawione na współpracę z człowiekiem. U psów czy kotów, w wyniku tysięcy lat udomowienia, zaszły takie zmiany w zachowaniu i w układzie nerwowym, że łatwo nawiązać z nimi relację. Wydają nawet dźwięki, które przeznaczone są tylko do komunikacji z ludźmi. W naturze dzikiego zwierzęcia nie ma chęci współpracy z człowiekiem. Trzeba je zmusić, stosując brutalną przemoc. Służą do tego m. in. kolczatki, obroże z dławikiem, który przy pociągnięciu skręca zwierzęciu szyję i je dusi, czy rażące prądem, obroże elektryczne. Pod wpływem bólu, zwierzę zaczyna rozumieć, że nie ma innego wyjścia niż posłuszeństwo i uczy się tłumić swoje naturalne potrzeby.

Myśli pan, że Nubia takich cierpień doświadczyła, zanim udało się stworzyć pozory miłości między nią a właścicielem?

– Nie mam co do tego wątpliwości. Bez kar i nagród nie da się przyuczyć dzikiego kota do chodzenia na smyczy, spania w łóżku z człowiekiem, czy pozowania do sesji fotograficznych. Samo przyuczenie zresztą nie wystarczy. Stale trzeba uważać i mieć środki dyscyplinujące pod ręką. Dziki kot, to piekielnie silna, muskularna „maszyna do zabijania”. Nie przewidzimy, kiedy coś go może zdenerwować, przestraszyć, albo nawet coś sobie wyobrazi. Kotowate mają szczególny dar wyobraźni. Wie to każdy opiekun kota, widząc, jak bawi się nieistniejącymi przedmiotami. Koty, tak jak ludzie mogą mieć także zaburzenia psychiczne. Zdarzyło się, że mój 21 – letni kot, wielki, łagodny pieszczoch, ugryzł mnie w rękę, do krwi. Jeden jedyny raz w życiu. W przypadku dużego drapieżnika, taka historia może się skończyć śmiercią właściciela. Przed laty w jednym z zagranicznych azyli dla niedźwiedzi, oswojony i wychowany przez człowieka osobnik, zaatakował wolontariuszkę, która weszła na wybieg i grała na skrzypcach. Na szczęście skończyło się lekkim poturbowaniem, ale takie sytuacje zdarzają się nierzadko. Rozmaici treserzy czy „zaklinacze” lwów czy niedźwiedzi czasem nie uchodzą z życiem z takich ataków. Wielokrotnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć reakcji psa czy kota na jakiś bodziec, tym bardziej zatem gatunku nieudomowionego. Oglądałem filmy z pokazów, w których brała udział Nubia i widać, że właściciel musiał jej cały czas pilnować. Miała kolczatkę lub obrożę z dławikiem.

Czy, przez analogię, można powiedzieć, że takie dzikie zwierzę, złamane przez człowieka ma coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego?

To coś więcej. Takie zwierzę, jak Nubia nie zna innego świata. Człowiek, to jej jedyny świat. Nie wie, że można żyć inaczej. I musi się z tym pogodzić, bo nie ma innego wyjścia. Treser więzi ją w swego rodzaju psychicznej klatce. Stosuje kary, ale daje jeść. Daje też przyjemność, kiedy podrapie za uchem. Na filmach z Nubią to widać. Gdy na jakimś jarmarku zaczynała się niecierpliwić, właściciel szarpie smyczą, ale zaraz potem głaszcze. Kara i nagroda. To tak, jak w cyrku. Widzimy, jak treser całuje w nos tygrysa, ale pytanie, czy to pożądana relacja i co się dzieje za kulisami.

– I pytanie, czy w XXI w. potrzebna jest nam taka barbarzyńska, jarmarczna rozrywka, okupiona cierpieniem zwierząt.

– Od lat jestem zaangażowany w działania przeciwko wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach. Z badań CBOS z 2018 roku wynika, że 74% Polaków uważa ten proceder za niepożądany. Mimo, że świadomość i wrażliwość opinii publicznej na los zwierząt cyrkowych jest coraz większa, ciągle nie udaje się tego zakazać. To o tyle dziwne, że w Polsce takich cyrków jest niewiele – trzy duże i kilkanaście mniejszych. Oczywiście zdarza się dość często, że na występy przyjeżdżają do Polski zagraniczne cyrki ze zwierzętami. Obserwowałem jak nowelizowano ustawę o ochronie przyrody. Znalazł się tam zapis, że ma być wydane rozporządzenie, określające kategorie zwierząt niebezpiecznych. Do kategorii pierwszej zaliczono gatunki najbardziej niebezpieczne, a jako miejsca, gdzie można je przetrzymywać wymienione były ogrody zoologiczne i placówki naukowe. A potem, nagle, znalazły się w tym zapisie także cyrki. To małe środowisko, nieporównywalne np. z potężnym lobby futrzarskim, wie, w jaki sposób dbać o swój interes.

– A dzięki temu możliwe są takie historie, jak historia Nubii. Wystarczy zarejestrować pseudo – cyrk i można trzymać pumę w domu.

– Ten zapis tworzy także furtkę dla prywatnych zwierzyńców, które rejestrują się jako cyrki. Żeby zarejestrować ogród zoologiczny, trzeba spełnić znacznie wyższe standardy – choćby mieć na stałe zatrudnionego lekarza weterynarii. W stosunku do cyrków wymagania są niewielkie. Były paradoksalne sytuacje, że gdy do takiego niby cyrku wchodziła kontrola z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, to nie mogła mu zarzucić np. trzymania zwierząt zamkniętych na zbyt małej przestrzeni, ale drobiazgi w stylu – brak planu występów. Może głośna historia Nubii sprawi, że sądy zaczną trochę wnikliwiej przyglądać się takim instytucjom i interpretacjom tego, co może być zarejestrowane, jako cyrk.

– Co dziś dla Nubii byłoby najlepsze? Urodziła się w niewoli, ma złamaną psychikę, o powrocie do natury nie ma co marzyć. Słyszałam argumenty, że skoro zło już się stało, to może lepiej, żeby pozostała z właścicielem, z którym łączy ją długa relacja, niż obce dla niej ZOO.

– Ale to nie jest relacja pożądana z punktu widzenia dobrostanu zwierzęcia. Przez całe lata nie znała innego życia, a w ogrodzie zoologicznym może go doświadczyć; życia, w którym nie ma kolczatek, obroży z dławikiem i kija. Nie jest stale tresowana i może zachowywać się swobodnie. Niestety, w polskich warunkach, ogród zoologiczny jest jedynym miejscem, które może jej takie warunki zapewnić. I to z trudnościami, bo generalnie ogrody zoologiczne nie przyjmują takich zwierząt. Mają inne zadania. Prywatne zwierzyńce nastawione są na zysk w czystej postaci i często złe warunki do trzymania zwierząt. Są ośrodki rehabilitacji, czyli miejsca, do których dzikie zwierzę trafia np. po wypadku, jest leczone i zwracane naturze. Ale azylów w Polsce dla takich zwierząt nie mamy. Kilka lat temu, razem z dr Agnieszką Sergiel, byliśmy kilkukrotnie w Ministerstwie Środowiska w sprawie niedźwiedzi, przebywających wówczas w schronisku dla psów w Korabiewicach i zapewniano nas, że faktycznie należałoby tak zmienić prawo, by stworzyć kategorię azylu dla konfiskowanych właścicielom egzotycznych dzikich zwierząt, z którymi nie ma co zrobić. Oczywiście nic się nie zmieniło. A dla Nubii najlepszy byłby azyl, czyli miejsce, które dysponuje dużą przestrzenią, gdzie mogłaby spełniać swoje biologiczne potrzeby.

– Jaka jest skala takich konfiskat w Polsce?

Wydaje się niewielka, ale może dlatego, że nie prowadzi się statystyk. Od pracowników Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska słyszę czasem, że nie konfiskują np. małpy, trzymanej w prywatnym domu, w fatalnych warunkach, bo nie będą mieli co z nią zrobić. Nie ma gdzie jej umieścić. Tak naprawdę więc skala nie jest znana. Mamy otwarte granice, a jak pokazuje historia Nubii, dzikie zwierzę można przywieźć bez problemu.

Dr Robert Maślak – etolog zajmujący się zachowaniem i dobrostanem zwierząt nieudomowionych w niewoli. Pracuje w Instytucie Biologii Środowiskowej na Uniwersytecie Wrocławskim."

https://www.polityka.pl/…/1970290,1,czego-nas-uczy-przypade…


Źródło
Opublikowano: 2020-09-12 18:00:01

Obejrzyj Cyrk Arena – zwierzęta

Robert Maślak


Odwiedziłem cyrk. Zwierzęta z zaburzeniami zachowania to dla mnie nic nowego, ale te lwy szamoczące się w ciasnej klatce to szczególnie przykry widok. Choć Wrocław nie udostępnia terenów miasta dla cyrków ze zwierzętami, mogą one występować na prywatnych posesjach. Miejsce dla cyrku Arena udostępniła Spółdzielnia Mieszkaniowa im. Bolesława Krzywoustego na Psim Polu. Najbardziej przejmujące były warunki życia pary lwów należącejdo czeskich treserów. Zdecydowana większość aktywności to zachowania stereotypowe – zaburzenie świadczace o niskim poziomie dobrostanu, o dyskomforcie i cierpieniu zwierząt.
Inne moje opinie o zwierzętach w cyrku:
https://www.tuwroclaw.com/sonda,czy-cyrk-z-uzyciem-zwierzat…

https://www.radiorodzina.pl/…/dr-robert-maslak-o-zwierzeta…/


Źródło
Opublikowano: 2020-09-11 18:00:05

Dwa obrazki: 1. Minister Środowiska Michał Woś, który zajmuje się wszystkim, tylko nie środowiskiem, chce wejść na uniwe

Robert Maślak

Dwa obrazki: 1. Minister Środowiska Michał Woś, który zajmuje się wszystkim, tylko nie środowiskiem, chce wejść na uniwersytety z hasłem, który pochodzi wprost z putinowskiej Rosji. Ziobryści stali się dominującą siłą w rządzie z propozycjami naruszającymi prawa człowieka, 2. Wpis dziennikarza w którym przytacza słowa premiera Holandii Marka Rutte, w którym poddaje proponuje utworzenie Unii Europejskiej od nowa, bez Polski i Węgier, jako opcji ostatecznej, gdyby sytuacja w tych krajach nie uległa poprawie. Wzywa też Parlament Europejski do wywarcia presji.
Zatem, Polski nie wyrzucą z UE. Po prostu utworzą nową, bez nas.



Źródło
Opublikowano: 2020-09-11 11:58:00

Makabryczne odkrycie w Lubięcinie. Ktoś zabił i poćwiartował stado łabędzi. Ich szczątki mieszkaniec wsi znalazł w lesie

Robert Maślak

Makabryczne odkrycie w Lubięcinie. Ktoś zabił i poćwiartował stado łabędzi. Ich szczątki mieszkaniec wsi znalazł w lesie, ok. 1 km od jeziora. Miały ucięte skrzydła. Po lokalnym jeziorze pływało ich 9, teraz zostały tylko 2.
Info: Info i zdjęcia: Tygodnik Regionalna – Nowa Sól, Zielona Góra.




Źródło
Opublikowano: 2020-09-10 20:34:12

Dzisiaj w TVN24 o 21:00 w magazynie "Polska i świat" o raporcie na tem

Robert Maślak

Dzisiaj w TVN24 o 21:00 w magazynie "Polska i świat" o raporcie na temat utraty bioróżnorodności i wymieraniu gatunków.
Prawdopodobnie z moją wypowiedzią (byłem na nagraniu).
Dzisiaj został opublikowany dramatyczny raport na temat utraty bioróżnorodności świata. W ciągu blisko 50 lat liczebność badanych populacji (ryb, płazów, gadów, ssaków i ptaków) spadła o 68%. To prawdopodobnie najszybsze wymieranie gatunków w historii Ziemi.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-10 20:21:15

Dzisiaj kończy kadencję Adam Bodnar, najlepszy obok Ewy Łętowskiej, Rzecznik Pra

Robert Maślak

Dzisiaj kończy kadencję Adam Bodnar, najlepszy obok Ewy Łętowskiej, Rzecznik Praw Obywatelskich. On z zespołem, w trudnych czasach rządów PiS, Zjednoczonej Prawicy, w czasach pogardy dla słabszych i innych, podejmował ogromną liczbę interwencji związanych z praworządnością i prawami człowieka. To był nasz rzecznik – społeczeństwa, w szczególnie tych, którym jest trudniej – nie władzy.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-09 17:21:46

Aha, myśliwi odróżniają gatunki. – Lubań, myśliwy zabił konia, bo pomylił go z dzikiem. Pogoń za dzikami doprowadziła go

Robert Maślak

Aha, myśliwi odróżniają gatunki. – Lubań, myśliwy zabił konia, bo pomylił go z dzikiem. Pogoń za dzikami doprowadziła go w pobliże zabudowań mieszkalnych. Myśliwy z koła łowieckiego Róg z Wrocławia oddał strzał ok. godziny 1 w nocy i zdążył uciec z miejsca zdarzenia. https://wroclaw.wp.pl/luban-mysliwy-pomylil-konia-z-dzikiem…


Źródło
Opublikowano: 2020-09-09 14:21:09

Tak się robi futra w Polsce. Piekło zwierząt na największej fermie futerkowców

Robert Maślak

"Norki wrzeszczały nieustannie, jakby chciały wykrzyczeć, że to nie jest miejsce dla nich.". Reportaż Janusza Schwertnera o lobby futrzarskim i fermie Wójcika na której może być nawet pół miliona norek. Lobby działa jak mafia, śledzenie dziennikarzy, zakaz filmowania i ogromne wsparcie ze strony Rydzyka.
Relacja Żeni, który na 2 miesiące zatrudnił się na fermie w poprzednim poście. Tutaj też mówi jak to przeżył.

https://wiadomosci.onet.pl/…/tak-sie-robi-futra-w-p…/33k0jkp

Tak się robi futra w Polsce. Piekło zwierząt na największej fermie futerkowców

Norki z odgryzionymi kończynami, zagryzane przez psy i zjadające się nawzajem. Stłoczone i przetrzymywane w niehumanitarnych warunkach. W taki sposób hodują zwierzęta liderzy polskiej branży futerkowej. Wcześniej w mediach zapewniali, że zwierzęta mają u nich „lepiej niż ludzie”.

Źródło
Opublikowano: 2020-09-08 22:15:46

NOWE ŚLEDZTWO! Aktywista zatrudnił się na największej fermie norek w Polsce!

Robert Maślak


"Od pierwszego dnia przyjazdu widziałem stałą, codzienną śmierć." Dzisiaj ukazał się reportaż, który pokazuje warunki życia i pracy na jednej z największych ferm futrzarskich w Europie. Tutaj relacja Żeni – ukraińskiego współpracownika Otwartych Klatek, który na 2 miesiące zatrudnił się na fermie Szczepana Wójcika. Rodzina Wójcika ma kilkanaście ferm, a on założył portale, które lobbują za fermami, choć sprawiają wrażenie niezależnych i zajmujących się w ogóle rolnictwem (Świat Rolnika, wSensie.pl, Fundacja Wsparcia Rolnika Polska Ziemia). Trudno to oglądać, z co dopiero tam pracować – tym bardziej należy docenić działanie Żeni. Reportaż Onetu, w którym wykorzystano filmy Żeni i w którym też mówi o swoich odczuciach, w następnym poście.
Dzisiaj Jarosław Kaczyńskich zapowiedział zakaz działania ferm futrzarskich w Polsce. Już to obiecywał kilka lat temu.

https://www.youtube.com/watch?v=_f8wt6WkC8s


Źródło
Opublikowano: 2020-09-08 21:34:08

Ataki żubrów na wolności zdarzają się bardzo rzadko. W latach 1975-2015 tylko 45 ataków, nikt nie zginął. Adam Wajrak pi

Robert Maślak

Ataki żubrów na wolności zdarzają się bardzo rzadko. W latach 1975-2015 tylko 45 ataków, nikt nie zginął. Adam Wajrak pisze, jak to jest z tymi atakami i czego nie unikać, aby żubr nas nie pogonił.

61-letni mężczyzna wyszedł dzisiaj na poranny spacer i gdzieś na skraju białowieskiej polany doszło do wypadku.
Nie wiemy, jak to się stało. Pozostają spekulacje. Zacznę od tego, że żubry są bardzo spokojnymi zwierzętami. Miałem już z nimi tysiące spotkań i tylko trzy razy mnie pogoniły. Dlaczego?
Pierwszy raz pogonił mnie wielki byk na łące przed domem, którego koniecznie chciałem sfotografować. Zbliżałem się i robiłem zdjęcia. Byłem bliżej i bliżej. Dostrzegłem tylko, jak zakręcił ogonem, grzebnął racicą i sekundę po tym ruszył na mnie. Zwiałem, a on się zatrzymał. Nie mam jednak wątpliwości, że gdyby chciał mnie dopaść, nie miałby z tym najmniejszego problemu.
Potem pogoniła mnie krowa, która ze stadkiem jadła żołędzie pod dębami, kolejnym razem byk w takiej samej sytuacji. Zwierzęta zatrzymały się tuż przed moim nosem. Spociłem się bardzo i dobrze zapamiętałem nauczkę.

Ale zwykle nasze spotkania przebiegają bardzo pokojowo.
Siła żubrzego spokoju

Myślę, że spokój tych zwierząt bierze się z ich poczucia siły. Są wielkie, to przecież mogące ważyć blisko tonę największe europejskie ssaki lądowe. Mają niezwykle grubą skórę, którą trudno przegryźć nawet takim drapieżnikom jak wilki.

Znają swoją siłę i zwykle z wielkim stoickim spokojem reagują na otaczający je świat, w tym ludzi. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez naukowców z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Zebrali oni relacje o atakach żubrów na ludzi. W sumie udało im się dotrzeć do 45 świadków takich ataków w latach 1979-2015 (to nieco ponad jeden przypadek rocznie, czyli bardzo mało).

Oczywiście w ostatnich latach, gdy mamy więcej turystów i żubrów (dziś w puszczy żyje ich około 700), takich wypadków może być więcej, ale charakterystyczne jest to, że jak wynika z analiz, żubra naprawdę trzeba do ataku sprowokować. Zaatakowani zwykle z pełną świadomością zbliżali się do żubrów. Z ciekawości lub złośliwości, tj. po to, żeby je spłoszyć. Taki scenariusz miało 85 proc. badanych przypadków.

Były to bardzo bliskie podejścia – odległość, przy której następował atak żubra, wynosiła średnio ledwie 21 m. A zdarzało się, że człowiek podchodził jeszcze bliżej, na kilka metrów do zwierzęcia.

Sama bliskość często nie wystarczała do zdenerwowania zwierzęcia, trzeba było dłużej mu się uprzykrzać, aby zaatakował. Średnio dopiero po 14 minutach żubr reagował agresją. Przy przytłaczającej większości ataków nie było fizycznego kontaktu i zranienia człowieka. Nigdy nikt nie zginął.
Tego nigdy nie rób! Trzy błędy popełniane przez turystów
Często widzę za oknem pasące się żubry na teremiszczańskiej łące i obserwujących je ludzi. Zwykle odbywa się wszystko bardzo pokojowo, z odległości pozwalającej ludziom dokładnie przyjrzeć się tym pięknym zwierzętom, a żubrom paść się lub odpoczywać w spokoju.

Niestety, nierozsądnych turystów też widuję, choć na szczęście nie ma ich zbyt wielu. Najczęstszy błąd to zbliżanie się do zwierząt na odległość, która powoduje ich dyskomfort. Niekoniecznie musi być to aż tak duże zdenerwowanie, że dojdzie do ataku.

Złe jest już zbliżanie się na tyle, żeby żubry przestały się paść albo odpoczywać. Tego nie należy robić, bo to przecież żubr jest u siebie w domu, a my jesteśmy tylko gośćmi. Nie naruszajmy jego prywatności.

Inny błąd to turyści albo fotografowie, którzy utrzymują odległość, ale pragną obserwować żubra z różnych stron. W rezultacie zwierzę może czuć się otoczone.

Jeszcze inna przewina to odcięcie przez grupę obserwujących drogi odejścia żubrowi. Szczególnie jest to niebezpieczne, gdy stajemy tak, aby nie mógł odejść w kierunku lasu, w którym czuje się bezpiecznie. Jeszcze gorzej, gdy przez nasze położenie spychamy go w kierunku drogi lub zabudowań.

Szczególnie trzeba uważać na żubry jedzące jakiś pokarm, który w jakiś sposób jest ograniczony. To mogą być żołędzie pod dębem, które zaraz się skończą, czy jabłka, których obecnie w białowieskich sadach nie brakuje i które często wyrzucane są na łąki. Jeżeli widzimy żubra przy kupce takich jabłek, to należy go obserwować z dużej odległości.

Jeszcze inna sytuacja, która może być niebezpieczna, to byki w czasie rui zaczynającej się w sierpniu, właśnie teraz trwa w najlepsze, a skończy się w październiku, listopadzie. Z analiz IBS PAN wynika, że znacznie częściej atakują byki (dwie trzecie ataków). Krowy atakowały rzadziej i prawie wyłącznie w obronie cieląt.

Dzisiejszy wypadek to też atak byka. Możliwe, że mężczyzna miał pecha i trafił na pobudzonego hormonami osobnika.

Byki w czasie rui są bardziej pobudzone ze względu na wysoki poziom testosteronu, więc lepiej nie wchodzić im w drogę. Taki byk może nerwowo zareagować na dosłownie wszystko, co się pojawi tuż przed nim, szczególnie niespodziewanie.

le tu też nie ma reguły. Nie dalej jak dwa dni temu zobaczyłem w czasie zbierania grzybów takiego samotnego byka, dość zdecydowanym krokiem maszerującego w moim kierunku. Natychmiast postanowiłem się wycofać. Zabrałem koszyk i zrobiłem kilka kroków w przeciwnym kierunku. Pod butem trzasnęła mi gałązka, a byk nagle odwrócił się i prysnął niczym spłoszona łania.
Co robić, gdy żubr szarżuje?

Oczywiście może się zdarzyć, że gdzieś w puszczy wdepniemy na żubra. To wielkie zwierzę, ale gdy się położy, to znika w puszczańskich ostępach. Może wyglądać jak kłoda, wykrot. Podczas spaceru może się okazać, że jest tuż obok, nie pięć, ale dwa metry przed nami. Wtedy najlepiej też zachować spokój i się wycofać. Powoli i spokojnie. Tak, aby się na przykład nie wywrócić.

W większości wypadków widać, że żubr chce zaatakować. Te zwierzęta zwykle dość wyraźnie ostrzegają. To może być potrząsanie głową, grzebanie racicą w glebie, kręcenie ogonem. Wtedy należy odejść.

A co zrobić, gdy żubr już szarżuje? Jeżeli masz plecak, torbę, kurtkę – rzuć je przed siebie, tak aby znalazły się miedzy tobą a zwierzęciem. Schowaj się za drzewo, jeżeli doszło do tego w lesie, ale najlepiej zachowuj się tak, aby do takiej sytuacji nigdy nie doszło.

Całość:
https://wyborcza.pl/7,75400,26278453,zubr-poturbowal-turyst…


Źródło
Opublikowano: 2020-09-07 17:48:46

W Szwecji nie trzeba do tego elektroniki, ale w Polsce segregacja idzie dużo gor

Robert Maślak

W Szwecji nie trzeba do tego elektroniki, ale w Polsce segregacja idzie dużo gorzej. Może takie pojemniki powinny być w całym kraju? Opis od Szymon Bujalski.
SEGREGACJA ODPADÓW WZROSŁA Z 10 DO 90%. POWÓD? INTELIGENTNE POJEMNIKI
Ciechanów chwali się, że jako pierwsze miasto w Polsce zamontował na stałe nowoczesne, inteligentne i bezdotykowe pojemniki do segregacji odpadów w zabudowie wielorodzinnej.

Na stałe, bo wcześniej na jednym z osiedli przez rok prowadzono pilotaż. Efekt? Wzrost gospodarstw domowych segregujących śmieci z 10 do 90% (przy ponad 300 gospodarstwach na osiedlu).

Jak to działa?

👉 Do każdego z mieszkania przypisany jest indywidualny kod QR, którego zeskanowanie otwiera pojemnik (dzięki temu "obcy" nie podrzucą śmieci).
👉 Odpady z danego lokalu są automatycznie ważone zaraz po ich wrzuceniu.
👉 A dzięki kamerom monitoringu można zweryfikować, kto zostaił odpady nie w, lecz przy pojemnikach. Co ciekawe, mieszkańcy w anonimowej ankiecie wskazali też, że dzięki monitoringowi… czują się też bezpieczniej.
👉 Możliwe jest też kontrolowanie w czasie rzeczywistym poziomu zapełnienia pojemników. Dzięki temu służby wiedzą dokładnie, kiedy warto przyjechać go opróżnić.

"Przekłada się to na realne oszczędności związane z harmonogramem odbioru odpadów. Miasto otrzymuje informacje o tym, ile i jakie odpady wytwarzają mieszkańcy. Może precyzyjnie podejmować działania w celu zwiększenia poziomów recyklingu. Osoby odpowiedzialne za gospodarkę odpadami znają dokładną masę odpadów, a zatem mają możliwość planowania realnych kosztów, jakie miasto poniesie w obszarze gospodarki odpadami" – czytam na oficjalnej stronie Ciechanowa.

Mając na uwadze, że zużywamy zasoby planety rekordowo szybko i równie szybko przemieniamy ją w gigantyczny śmietnik, to takie inicjatywy mogą cieszyć. Jeśli stałyby się masowe, być może poziom recyklingu byłby u nas o wiele wyższy. Czy nie?

Zdjęcie: umciechanow.pl.
https://www.umciechanow.pl/…/Inteligentne-pojemniki-na-odp…/


Źródło
Opublikowano: 2020-09-06 18:00:02

Nowy biznes i nowa rozrywka dla Polaków – kosztem zwierząt. W Polsce działa już ok. 50 papugarni.

Robert Maślak

Nowy biznes i nowa rozrywka dla Polaków – kosztem zwierząt. W Polsce działa już ok. 50 papugarni.
"Ptaki egzotyczne nigdy mnie szczególnie nie interesowały – poza krótkim dziecięcym epizodem fantazjowania o uczeniu papugi sztuczek. Nie miałem wyrobionego zdania na temat dość nowego fenomenu turystyczno-rozrywkowego, jakim są papugarnie. Instynktownie idea wydawała mi się dość okropna. Parę tygodni temu, przemykając przez ryczące jak wiosenne strumienie Krupówki, natknąłem się na kolejkę. Przypominała tę po chleb z moich zamglonych dziecinnych wspomnień. Tłumy przed papugarnią.

Poczułem, że muszę się z tym zmierzyć, ale nie w biały dzień. Do papugarni zakradłem się wieczorem z jasnym poczuciem, że zaraz zrobię coś złego. Miałem nadzieję, że nie wypatrzy mnie przy wejściu ktoś znajomy.

Wejścia strzegła ponura kobieta, która tonem strażnika więziennego poradziła, żeby zdjąć okulary, biżuterię i wszystko, co może przyciągać uwagę ptaków. Na szczęście posłuchałem. Wybieg był nieduży – wtłoczony w ciąg handlowy – i nie wyglądał jak miejsce, w którym przeżyję egzotyczną, tropikalną przygodę obiecaną przez reklamy.

W pomieszczeniu panował jazgot dziesiątek, a może setek ptaków, nie było też żadnych gości ani nikogo z obsługi. Tylko my. To wydało mi się trochę dziwne – w końcu wchodziliśmy na wybieg ze zwierzętami. Ale nie było czasu na rozmyślania, bo pierwsza siadła na mnie konura słoneczna, żółto-zielona papuga, i z zapałem zabrała się do skubania guzików w koszuli. Dołączyła do niej ararauna i po sekundzie nie miałem już guzika przy kołnierzyku. Miałem w życiu do czynienia z różnymi ptakami, może niekoniecznie tak dużymi, ale udało mi się przesadzić ją na wiszącą nad głową linę. Ararauna ma dziób wielkości połowy mojej dłoni – rozumiałem, że nie należy jej podsuwać palców.

Wybieg był niewielki, na środku znajdował się prowizoryczny stół z rozsypanym ziarnem. W kątach sterczały jakieś rachityczne gałązki, patyczki, ciągle bardzo odległe od wyobrażenia o dżungli. Uderzyło mnie, że razem stłoczono papugi różnych gatunków, bardzo różniące się wielkością. Papużki faliste zbierały ziarno z ziemi, dostępu do stołu broniły największe ptaki – kakadu, ary, amazonki. Naczynia z wodą wyglądały na brudne. Ararauna dała mi spokój, ale zainteresowała się mną jej jeszcze większa kuzynka – ara czerwona. Straciłem guzik na piersi i pół guzika kieszonki. Miałem nadzieję, że ptak ich nie połknął. Dopiero wtedy zjawiła się pracownica, widocznie zaniepokojona, że mogę mieć jakieś pretensje czy reklamacje, i przegoniła arę. Wychodziłem z uczuciem ulgi. Z komentarzy w internecie wynika, że odwiedzający byli zachwyceni. Pomyślałem o ludziach, którzy przychodzą tu całymi rodzinami, z małymi dziećmi i z disnejowskim wyobrażeniem o komitywie ptaków z ludźmi.

Prezeska Stowarzyszenia na rzecz Dobrostanu Ptaków Egzotycznych Joanna Karocka mówi, że ludzie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia. Nie potrafią czytać mowy ciała ptaków. Papugi potrafią zerwać nie tylko kolczyk, ale nawet tips z paznokciem. Pracownicy papugarni to zwykle osoby przypadkowe, niemające wcześniej doświadczenia w pracy z ptakami, nie potrafią więc reagować. Do tej pracy nie są wymagane żadne kwalifikacje. Zupełnie realnym zagrożeniem jest roznoszenie chorób. Nie tylko ary mają mocne dzioby, które potrafią bez trudu przebić ludzką skórę. Nawet drobne papugi mogą uszczypnąć do krwi, co stwarza realne zagrożenie przenoszenia chorób krwiopochodnych, takich jak żółtaczka. W ptasim kale przenoszą się bakterie chlamydii psittaci, które atakują ludzki układ oddechowy. Obecność chlamydiozy u ptaków z olsztyńskiej papugarni potwierdził tamtejszy sanepid.

Skąd agresja ptaków? Do papugarni trafiają przede wszystkim młode, ledwie usamodzielnione osobniki różnych gatunków. Te mniejsze dojrzewają szybciej, a dorosły ptak ma potrzebę rozmnażania się i obrony terytorium. W warunkach takiego stłoczenia staje się agresywny. Agresja bierze się też z nudy. Do papugarni trafiają często ptaki przypadkowo dobrane, kupowane w pakietach, w zestawach, które nie powinny się znaleźć na jednym wybiegu. Właściciele często nie mają pojęcia, że niektóre gatunki są nosicielami bakterii i wirusów groźnych dla innych gatunków. Choćby z tego powodu nie powinno się łączyć w tym samym pomieszczeniu papużek falistych z arami. I jedne, i drugie są jednak potrzebne, by podtrzymać atrakcyjność miejsca. Ary są przecież ptakami z filmów o piratach, papużki faliste są z kolei tanie, stanowią w papugarniach dominujący gatunek i dzięki nim właściciel może napisać, że ma np. sto ptaków, a nie tylko dwie duże papugi.

Bardzo niewiele papugarni dba o swoje ptaki i zapewnia im opiekę weterynaryjną. Często, jak relacjonują byli pracownicy, chore ptaki wynosi się na zaplecze, by nie były widoczne dla zwiedzających. Moje filmy z papugarni w Zakopanem obejrzała Ines Daszkowska, która prowadzi w Warszawie gabinet weterynaryjny specjalizujący się w medycynie ptaków. Zwróciła uwagę na papużkę falistą mającą problemy z oddychaniem i barwnicę, która siedziała w nienaturalnej pozycji. Osowiały ptak, przysypiający z opuszczonymi skrzydłami wygląda na chorego. Sporo ptaków było nienaturalnie napuszonych i siedziało z półprzymkniętymi oczami, niektóre miały widocznie zniszczone pióra. Badania weterynaryjne są drogie, papugi są więc traktowane przedmiotowo, szczególnie te mniej wartościowe. Martwe osobniki po prostu zastępuje się nowymi.

Zdaniem fachowców w polskich warunkach nie da się zrobić papugarni w pełni przyjaznej ptakom, która wiązałaby koniec z końcem. Papugi potrzebują przestrzeni, światła słonecznego, zróżnicowanej diety, odpoczynku, ukrycia i jak wszystkie inteligentne zwierzęta – zabawy. To wszystko kosztuje. Na ogół papugarnie spełniają te potrzeby na zupełnie podstawowym poziomie. Boję się myśleć, co się dzieje z ptakami, kiedy zamykają się drzwi za ostatnim turystą.

Polskie prawo niestety odwraca się plecami do tematu dobrostanu zwierząt również w tym przypadku. Nie istnieją żadne regulacje dotyczące wymagań, które muszą spełniać papugarnie. Dość powiedzieć, że są one formalnie traktowane na mocy rozporządzenia jako „wystawy zwierząt”, a nie miejsca prowadzenia stałej, często wieloletniej działalności. Wymagania dotyczące wystaw są bardzo symboliczne i co wynika z treści – powstały z myślą o targach zwierząt gospodarskich. W żaden sposób nie jest więc regulowana kwestia minimalnej przestrzeni przypadającej na jednego osobnika, wymiarów i wyposażenia wybiegu czy podawanej karmy. Właściciele papugarni powinni teoretycznie zgłaszać działalność do nadzoru weterynaryjnego, ale często tego nie robią. Przewidziane sankcje są śmiesznie małe. Obecnie funkcjonuje w Polsce około 50 papugarni, z czego część tylko sezonowo."

Całość: https://wyborcza.pl/…/7,124059,26265515,oboz-pracy-dla-papu…


Źródło
Opublikowano: 2020-09-05 16:52:31