Proszę Państwa, trwa kampania wyborcza i to jest taki moment w tej kampanii, kie

Urszula Kuczyńska

Proszę Państwa, trwa kampania wyborcza i to jest taki moment w tej kampanii, kiedy ja mam wrażenie, że wszystkim stronom już zupełnie myli się, gdzie jest góra a gdzie dół.

Nie zamierzam przekonywać Państwa do którejkolwiek opcji: macie Państwo swój rozum, swoje przekonania i swoją hierarchię wartości.

Rzeczywistość nas w tym roku wyjątkowo nie rozpieszcza: tu nie ma idealnych kandydatów i dobrego wyboru. Jest tylko taki może odrobinę mniej zły i to do Państwa należy decyzja, którego z kandydatów za takiego właśnie uznacie.

Wczoraj gruchnęła wiadomość, że kilkadziesiąt kilometrów płynącej przez Dolny Śląsk i Wielkopolskę rzeki Barycz umarło biologicznie na skutek zatrucia azotanami.
Zagrożony jest największy rezerwat przyrody w Polsce: Stawy Milickie. To siedlisko niezliczonej ilości ptaków, w tym orła bielika, obszar absolutnie bezcenny.
Przed zagrożeniem ze strony azotanów w tym rejonie przyrodnicy ostrzegali wszystkie władze na wszystkich szczeblach już od lat. Na nic się to nie zdało. Reakcji się nie doczekali. Na reakcję nie mogą doczekać się nawet teraz, kiedy rejonowi grozi biologiczna katastrofa. Wszyscy decydenci, w tym Ministerstwo Środowiska zajęci są kampanią wyborczą. Kiedy w Warszawie doszło do awarii w oczyszczalni ścieków "Czajka" nie odpuścili jednak okazji, by zupełnie bez sensu walić w Rafała Trzaskowskiego, włodarza miasta, jak w bęben.

Z drugiej jednak strony, ten sam Rafał Trzaskowski w kampanii prezydenckiej, przedstawia się jako zwolennik ideologii 100% OZE – utopii, która dla każdej osoby zajmującej się energetyką nie jest niczym innym jak ładnie nazwanym ruchem antynaukowym, takim energetycznym odpowiednikiem antyszczepionkizmu.

100% OZE nie funkcjonuje nigdzie indziej niż na papierze i najczęściej nie jest to papier zapisany wartościowymi analizami. Wystarczy spojrzeć na scenariusze dekarbonizacji proponowane przez IPCC, przeczytać czerwcowy raport Międzynarodowej Agencji Energii, by wiedzieć, że 100% OZE to nic innego jak mrzonka bazująca na ludzkiej naiwności i niewiedzy, że każde niestabilne źródło energii wymaga zainstalowania mocy rezerwowych w systemie. A te moce rezerwowe dla OZE to najczęściej gaz ziemny i/lub biomasa, czyli zmielone drzewa.

Rozwiązania i propozycje miksów energetycznych są rozmaite – każde z nich ma swoje wady i zalety, ale o każdym należy rozmawiać nie tracąc z oczu rzeczy najważniejszej, czyli celu dekarbonizacji. To o nią nam chodzi a nie o kłótnie na temat procentu OZE w miksie. O nią i o bezpieczeństwo energetyczne, bo gospodarka, która nie jest w stanie zagwarantować sobie ciągłości dostaw prądu dla przemysłu, szpitali i ludzi to gospodarka, która nie istnieje.

Miłego wieczoru.


Źródło
Opublikowano: 2020-07-08 20:37:14

Dyskusja o atomie toczy się w Australii od ponad 50 lat. W Australii znajduje si

Urszula Kuczyńska

Dyskusja o atomie toczy się w Australii od ponad 50 lat. W Australii znajduje się bowiem aż 33% rozpoznanych, światowych zasobów rudy uranu. Większe złoża mają tylko Kanada i Kazachstan.

Pech chce, że w Australii znajdują się też ogromne złoża węgla: zarówno brunatnego, jak i kamiennego wysokiej jakości. Węgiel wydobywa się w każdej, każdej australijskiej prowincji. 70% wydobycia idzie na eksport, do krajów Azji – głównie do Japonii, Korei i Chin. Pozostałe 30% zasila lokalny przemysł, głównie energetykę.

Bo pomimo wspaniałych warunków do rozwoju energetyki wiatrowej i słonecznej, australijski sektor energetyczny wciąż węglem stoi. 60% wytwarzanej w kraju energii elektrycznej pochodzi z jego bezpośredniego spalania.

Jest to pochodna polityki, a jakże.

Dostępność węgla i rodzimego gazu ziemnego od zawsze były w Australii argumentem przeciwko rozwojowi energetyki jądrowej. Partia Liberalna mówiła o konieczności jej wdrożenia już w latach 50-tych poprzedniego wieku, ale przegrała z rodzimymi interesami. W latach 70-tych z kolei, w Australii zaczęły działać dodatkowo zaciekle antyatomowe ruchy społeczne, które doprowadziły do fałszywego zrównania energetyki jądrowej z bronią jądrową w głowach opinii publicznej.

Historia dyskusji o atomie w Australii to historia wiecznego przeciągania liny. Prób zmiany dyskursu wokół energetyki jądrowej było wiele, wiele było również raportów, które wskazywały, że jej rozwój będzie dla kraju korzystny, zwłaszcza teraz, kiedy Australia jako pierwsza pada ofiarą galopujących zmian klimatu. Jeszcze więcej było chyba projektów, które z wielu względów nigdy nie doszły do skutku, polityków, którzy próbowali coś w tej kwestii zmienić i takich, którzy zrobili wszystko, aby im to uniemożliwić.

Stan rzeczy na dziś przedstawia się więc dość absurdalnie: Australia we współpracy z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej wydobywa i sprzedaje rudę uranu innym krajom, które wyrabiają z niej paliwo do reaktorów jądrowych, ale w wielu miejscach rządy australijskich prowincji przyjęły ustawy skutecznie uniemożliwiające jakiekolwiek przetwarzanie i wykorzystanie wydobytej w kraju rudy na użytek zaspokojenia rodzimych potrzeb energetycznych.

Po ostatnich pożarach debata o energii jądrowej w Australii znów odżyła. Warto jej się przyglądać, bo wiele nas może nauczyć.

Przypomniała mi się wczoraj, kiedy wpadłam na doniesienia z Bełchatowa. Otóż grupa 100 górników protestowała pod siedzibą PGE GiEK S.A. przeciwko planom swojego pracodawcy. W dokumencie z 2009 roku, Polskim Programie Energetyki Jądrowej, PGE jest bowiem wskazane jako podmiot odpowiedzialny za projekt budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce.

I tak sobie pomyślałam, że kurcze. Górnicy to niezwykle mądrzy ludzie. Oni od zawsze wiedzą, co jest realnym zagrożeniem dla nich i dla ich interesów – atom, który jako jedyny jest dla węgla prawdziwą alternatywą.

Jak to jest, że nie rozumieją tego inni?


Źródło
Opublikowano: 2020-07-05 20:54:49

Pan redaktor Bartłomiej Derski z WysokieNapiecie.pl jest współautorem broszury,

Urszula Kuczyńska

Pan redaktor Bartłomiej Derski z WysokieNapiecie.pl jest współautorem broszury, którą sponsoruje nie kto inny jak fundacja niemieckich Zielonych w Polsce, czyli Heinrich-Böll-Stiftung Warszawa. Wydała ją niedawno Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. O czym jest broszura? No, to proste, bo o czym…

Więcej


Źródło
Opublikowano: 2020-07-04 21:43:06

Osiemnastowieczą Europę przed całkowitą deforestacją uratowało odkrycie węgla: o

Urszula Kuczyńska

Osiemnastowieczą Europę przed całkowitą deforestacją uratowało odkrycie węgla: okazał się dużo bardziej kaloryczny od spalanej powszechnie biomasy, czyli drzew.
Mówiąc bardziej naukowo: miał dużo wyższe EROI (energy return on investment), czyli stosunek energii uzyskanej z jego spalania do energii zainwestowanej w jego pozyskanie.
Potem przyszło odkrycie, że kontrolowana reakcja rozszczepiania jąder atomu daje nieporównanie więcej energii niż węgiel, którego wykorzystanie okazało się mieć mnóstwo katastrofalnych skutków ubocznych: nie tylko powszechne śmierci górników związane z jego wydobyciem, ale też śmierci związane z zanieczyszczeniem powietrza, jakie powodował przed upowszechnieniem nowoczesnych filtrów (pamiętacie słynny, londyński smog?) i – ostatnio – emisji CO2 do atmosfery w związku z jego spalaniem.

Atom mógłby pomóc nas uratować, ale atom ma grono zagorzałych przeciwników – najczęściej przeciwników ze złych przyczyn. Mylą energetykę z militariami, stawiają na głowie cywilizacyjne priorytety, jakby odpady z elektrowni jądrowych faktycznie były groźniejsze niż te ze spalania węgla, składowane bezpośrednio w powietrzu, którym oddychamy.

I ci przeciwnicy, jakimś dziwnym trafem, zdołali przekonać rzesze ludzi, że lepiej dla siedmiu i pół miliarda mieszkańców Ziemi jak powrócą do stanu z XVIII wieku, kiedy było ich wielokrotnie mniej – że lepiej będzie palić biomasą, czyli drzewami, w piecach elektrowni niż napędzać ich turbiny parą wytworzoną w reaktorze jądrowym.

To dlatego we wtorek w nocy zamknięto elektrownię jądrową w Fessenheim w Alzacji. Na jej miejsce wskakuje piękna peleciarnia, w której mielić się będzie lasy Wogezów.

To dlatego na koniec 2019 zamknięto Phillipsburg. Na jego miejsce wskakuje blok węglowy Datteln 4.

Tymczasem lasy Europy znikają w zastraszającym tempie. Dzięki wysiłkom Greenpeace i luksemburskiego Zielonego, Claude Turmes’a, biomasa znalazła się bowiem na europejskiej liście źródeł OZE. Powstał gigantyczny interes i wspaniała koniunktura gospodarcza pozwalająca na jej spalanie.

I ta biomasa to są, oczywiście, teoretycznie “zrębki” pozostałe po wycinkach. Ale wiecie, co się robi, kiedy opłaca się sprzedawać zrębki po wycinkach? Opłaca się więcej wycinać.

W najnowszym numerze “Nature” włoscy naukowcy wskazują, że “pozyskanie biomasy” w Europie wzrosło o 49% od 2011. W Polsce wzrosła nie tylko ogólna powierzchnia zrębów, ale też powierzchnia poszczególnych wycinek, co bezpośrednio zagraża lokalnym ekosystemom. I nam.

Biomasa z europejskiej listy OZE musi zniknąć NATYCHMIAST, bo natychmiast musi zniknąć bodziec ekonomiczny do mielenia i spalania życiodajnych lasów w kotłach.

Tylko, czy organizacje i osoby, które przez lata lobbowały za stworzeniem tego interesu widzą swój błąd? Robią coś, aby ten proces odwrócić?

Nie. Ograniczają się do dalszego atakowania jedynego narzędzia, którym dysponujemy, aby to szaleństwo powstrzymać.

Ekolodzy, do cholery, co z Wami?


Źródło
Opublikowano: 2020-07-02 15:57:51

Nie muszę Wam zapewne przypominać, czym była chińska polityka jednego dziecka: w

Urszula Kuczyńska

Nie muszę Wam zapewne przypominać, czym była chińska polityka jednego dziecka: wymyślona i zaplanowana przez matematyków (tak, tak), bez uwzględnienia głosów socjologów (bo humaniści to nie są przecież prawdziwi naukowcy) sprowadziła na setki milionów kobiet horror przymusowych sterylizacji, które niejednokrotnie kończyły się dożywotnim okaleczeniem, przymusowych aborcji i sąsiedzkiej inwigilacji, gdzie sąsiadki pilnowały nawzajem, która kiedy miała okres i czy nie trzeba jej podcynglować do władz.

Polityka jednego dziecka sprawiła, że dziesiątki milionów osób żyje w Chinach poza nawiasam, "nielegalnie": rodzice, których nie było stać na opłacenie horrendalnie wysokich kar, nigdy ich nie zarejestrowali, więc oficjalnie ich nie ma. To ludzie bez aktów urodzenia, bez meldunku, bez dowodów osobistych. Ludzie, którzy nie istnieją. Ludzie bez praw. I są to dziesiątki, jeśli nie setki milionów ludzi – nikt dokładnie nie wie.

Ale to nie jedyny skutek uboczny polityki jednego dziecka. Kolejnymi są odwrócenie piramidy wieku i ekspresowe starzenie się społeczeństwa oraz niedobór kobiet w wieku rozrodczym.

W głęboko patriarchalnym kraju, gdzie syn to nie tylko duma i przedłużenie rodu, ale też ubezpieczenie emerytalne rodziców w jednym, kobiety wolały nie sprowadzać na świat córek, które czekałby los równie marny jak ten, który był ich udziałem. Szacuje się, że w Chinach "brakuje" 40 milionów kobiet w wieku rozrodczym. To prowadzi do sytuacji, w których całe wioski umawiają się na zakup dziewczyny z np. sąsiedniej Birmy, by była żoną dla kilku mężczyzn jednocześnie. "Żona składkowa".

Ba, w poważnej prasie pojawił się ostatnio artykuł, że przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by jedna Chinka miała kilku mężów: prostytutka może obsłużyć więcej niż jednego klienta przez noc a do pralki zmieszczą się ubrania więcej niż jednej osoby.

To w tym kontekście pojawiają się ostatnie doniesienia na temat tego, co dzieje się w Xinjiang'u: regionie do niedawna zamieszkanym w większości przez Ujgurów, muzułmanów blisko spokrewnionych z sąsiadującymi z nimi przez granicę Tadżykami.
Od mniej więcej dekady, Pekin prowadzi wobec nich ludobójczą politykę. Niedawno było głośno, że większość dorosłych Ujgurów przeszło przez pobyt w obozach koncentracyjnych, gdzie byli poddani "reedukacji" i "kształceniu zawodowemu" poprzez wyrzeczenie się swojej wiary, języka i kultury swoich przodków.

Teraz okazuje się, że i kobiet nie zostawiono tam w nawet względnym spokoju. Po prowincji grasują bowiem tzw, doradcy ds. prokreacji, którzy jak za starych dobrych lat – w końcu mają to świetnie przećwiczone – np. przymusowo zakładają Ujgurkom antykoncepcyjne spirale domaciczne pod groźbą zesłania do obozu. Cel? Jak to określa w swoim artykule Agence France Press: "demograficzne ludobójstwo".

To chyba najlepszy moment, żeby przypomnieć również wszystkim fanatykom z kraju nad WIsłą: ciało kobiety to nie jest własność państwa. Nic państwu do tego, czy, kiedy i ile dana osoba chce mieć dzieci. Państwo ją może tylko w jej decyzjach wspierać.

A jeśli chcesz kobiety do zachodzenia w ciążę i noszenia jej wbrew jej woli zmusić, jesteś tylko drugą stroną tej samej monety, co autokraci z Pekinu. Jest to moneta zwana totalitaryzmem i nigdy ludzkości nie przyniosła niczego dobrego.

Bez odbioru.


Źródło
Opublikowano: 2020-07-01 21:05:22

Pierwsza runda. Knock-out, z którego się podniesiemy.

Urszula Kuczyńska

Nie jednymi wyborami Lewica stoi. I choć jeńców w tym tekście nie biorę, to i ducha nie tracę. Nie traćcie i Wy.
Miłość

Pierwsza runda. Knock-out, z którego się podniesiemy.

Na początek powiedzmy sobie szczerze: jest źle. Wyniki pierwszej tury wyborów nie są powodem do radości dla nikogo, kto ma choć trochę oleju w głowie, również dla tych teoretycznie “wygranych”. Wyn…

Źródło
Opublikowano: 2020-06-29 13:00:12

Słuchajcie, jest śmiesznie. Bo oczywiście trwa finisz kampanii wyborczej i wszys

Urszula Kuczyńska

Słuchajcie, jest śmiesznie. Bo oczywiście trwa finisz kampanii wyborczej i wszystkim zależy, aby umniejszyć podpisanie przez Andrzeja Dudę porozumienia jądrowego z Amerykanami. Ja sama jego wagę doceniam, ale jej nie przeceniam – wiem, że to dopiero początek drogi. Ja w tym temacie po prostu wafelków nie jadam: siedzę w nim od 2011, wiele widziałam i sporo wiem.

Wiem na przykład, że okładanie się teraz przez polityków pałką “to wy mieliście budować!”, “nie, to wy!”, “nie, my zbudujemy!”, “a my jesteśmy przeciw!”, “brudna bomba!” bawi mnie okrutnie.

A bawi mnie dlatego, że od czasu przemian systemowych 1989 energetyka jądrowa jest jednym z niewielu tematów, o których konsekwentnie mówił i myślał każdy kolejny polski Sejm i rząd – bez względu na barwy polityczne. I każdy ma w jej zakresie równie dużo zasług: czyli niewiele.

Na przykład w 1990 roku, jednocześnie zapadała decyzja o zarzuceniu budowy Elektrowni Jądrowej Żarnowiec i jednocześnie rząd Unii Demokratycznej/Solidarności wpisywał w dokumenty konieczność wdrożenia energetyki jądrowej w Polsce po roku 2000. Sejm przyjął to w uchwale.

W 2002 roku rząd AWS obrał za cel strategiczny wstąpienie przez Polskę do Nuclear Energy Agency OECD.

W 2005, rząd SLD zwrócił uwagę na konieczność odchodzenia od spalania węglowodorów w energetyce i wpisał energetykę jądrową do dokumentu strategicznego, jakim jest Polityka energetyczna Polski.

Rok później premier pierwszego rządu PiS, Jarosław Kaczyński, mówił o polskiej elektrowni jądrowej z sejmowej mównicy w swoim expose.

W 2009 roku za rządu premiera Tuska w programie po raz pierwszy zaczyna się coś realnie dziać. Rząd przyjmuje uchwałę o konieczności wdrożenia energetyki jądrowej w Polsce, powstaje harmonogram działań, energetyka jądrowa trafia do wszystkich dokumentów strategicznych. W 2011, po szerokich konsultacjach społecznych prowadzonych we współpracy z PGE, rząd przyjmuje pakiet ustaw potrzebnych do rozwoju tego sektora w Polsce. W roku 2014 ostateczny kształt zyskuje legendarny PPEJ: Polski Program Energetyki Jądrowej. Wybrane zostają lokalizacje, które poddane zostają badaniom lokalizacyjnym i środowiskowym, by potwierdzić, że da się w nich bezpiecznie postawić elektrownię jądrową. Jedna z nich wypada z listy, bo samozwańczy Sarmata, pan Piotr Kuczyński (sic!), montuje falę protestów i stawia w Gąskach kapliczkę pod wezwaniem Matki Boskiej Antyatomowej.

Ja nie twierdzę, że czasy rządów PO to była dla tego projektu bonanza. Nie była. W spółkach jądrowych trwała karuzela stanowisk: a to tuskowcy przeganiali schetynowców a to schetynowcy zwalniali tuskowców, zależnie od tego, czyje akurat było na wierzchu. To też czas, kiedy prezesem spółek jądrowych zostaje kolega Donalda Tuska, osławiony Aleksander Grad, zwany przez załogę carem Aleksandrem. Niemniej to też czas, kiedy dużo się działo. Czasem działo się zupełnie bez sensu, ale czasem działo się całkiem z. Tęsknię do czasów, kiedy działo się z.

Od czasu przejęcia rządów przez PiS, projekt ma za główne zadanie przetrwać. Rośnie świadomość, że rynek sam go nie zrealizuje i że potrzeba do niego zaangażować aparat państwa, ale nikt nie ma odwagi, aby to faktycznie powiedzieć głośno i zrobić. Na poziomie spółek wygląda to tak, że minister Tchórzewski wsadza na p.o. Prezesa swojego kolegę z Ostrołęki i trzyma go tam przez całe lata pomimo fali odejść, pozwów sądowych o łamanie praw pracowniczych oraz doniesień o mobbingu i żarcikach, z których jeden – akurat pod moim adresem – brzmiał “może usiądzie mi Pani na kolanach.” Nie usiadłam.

Ministra Tchórzewskiego i jego kolegi już nie ma. Jest świadomość, że budowa elektrowni jądrowej w Polsce, po 30 latach, musi się w końcu wydarzyć, bo to – w dużej mierze – autentyczne być albo nie być polskiej energetyki i niezależności energetycznej.

Tutaj nie ma więc świętych krów. To skomplikowana historia.

Na pochwałę zasłużą ci, którzy ten projekt z głową faktycznie rozpoczną, potem ci, którzy zadbają o jego kontynuację a potem ci, którzy skończą. Bo to prawdopodobnie będą to różne rządy różnych opcji politycznych, ale będzie łączyło ich jedno: świadomość historycznej konieczności działania na rzecz wspólnoty, którą podzieleni, ale wciąż jesteśmy jako mieszkańcy tego kraju nad Wisłą.

Miłego piąteczku!


Źródło
Opublikowano: 2020-06-26 12:02:37

Znacie moje zdanie na temat budowy elektrowni jądrowej w Polsce: jeśli mamy odej

Urszula Kuczyńska

Znacie moje zdanie na temat budowy elektrowni jądrowej w Polsce: jeśli mamy odejść od spalania węgla i zmielonych drzew, jeśli mamy zdekarbonizować sektor energetyczny to bardzo jej potrzebujemy.

Nie tylko jej zresztą. Potrzebujemy tez budowy mocy wiatrowych na Bałtyku, masowego wdrożenia wszystkich narzędzi efektywności energetycznej i inwestycji w fotowoltaikę.

Potrzebujemy wszystkiego. Elektrowni jądrowej też.

Znacie też moją opinię na temat podpisanej przez prezydenta Dudę umowy na zakup technologii od Amerykanów: nie ma znaczenia, czy polską elektrownię jądrową zbudujemy na francuskiej, kanadyjskiej, chińskiej, koreańskiej, czy amerykańskiej technologii. One wszystkie są równie bezpieczne i mają podobne parametry.

Co ma znaczenie? Fakt, że ta umowa to pierwszy krok Amerykanów do powrotu w szranki trwającego gospodarczego wyścigu. W 2018 roku Biały Dom sporządził bowiem dokument, z którego wynikało, że Stany Zjednoczone – posiadające dobre, nowoczesne technologie jądrowe na sprzedaż – przegrywają konkurencję na światowym rynku z Rosjanami i Chińczykami.

Jeśli mamy pomóc Amerykanom w powrocie do gry na tym polu, to nie mam nic przeciwko, dopóki odbędzie się to z obopólną korzyścią. O to, aby te korzyści faktycznie były obopólne jest czas zadbać teraz – w trakcie negocjacji ostatecznego kształtu porozumienia. Bo diabeł będzie tkwił w szczegółach, najgroźniejszy w modelu finansowania, jaki przyjmiemy dla projektu.

Na polskim podwórku trwa poruszenie. Wszyscy mają opinię, wszyscy mają zdanie. Zwłaszcza kandydaci w niedzielnych wyborach. I znów pada – tym razem z ust pana Szymon Hołownia – mój "ulubiony" argument o tym, że "technologia jądrowa jest przestarzała".

Zawsze w tym momencie zbiera mnie na szatański chichot: rozszczepiać jądro atomu uranu 235 nauczyliśmy się bowiem dużo później niż spalać drzewa, węgiel, czy wykorzystywać wiatr. Ale to szczegół. Bo czy ktoś kiedyś powiedział panu Szymonowi jak starym wynalazkiem jest koło? I zapytał, czy od jego wykorzystania też powinniśmy odejść?


Źródło
Opublikowano: 2020-06-25 14:55:08

Biały Dom: elektrownia atomowa w Polsce będzie budowana z pomocą amerykańskich technologii

Urszula Kuczyńska

Wrzucam z kronikarskiego obowiązku, bo śledzę aktualne informacje o tym, co się dzieje w Chinach (powodzie stulecia, osunięcia ziemi, wciąż pada w najbardziej dotkniętych obszarach, wody w zbiorniku Tamy Trzech Przełomów przybywa, wzrasta napór na jej konstrukcję).

Biały Dom: elektrownia atomowa w Polsce będzie budowana z pomocą amerykańskich technologii

Trwa wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Biały Dom zamieścił oświadczenie, z którego wynika, że elektrownię atomową w Polsce będą budować amerykańskie firmy.

Źródło
Opublikowano: 2020-06-24 22:01:26

Kilka dni temu Interdyscyplinarny Zespół Doradczy ds. Kryzysu Klimatycznego przy

Urszula Kuczyńska

Kilka dni temu Interdyscyplinarny Zespół Doradczy ds. Kryzysu Klimatycznego przy Prezesie PAN opublikował stanowisko dotyczące sytuacji hydrologicznej Polski. Streszczę je Wam w kilku zdaniach:

Fakt, że podczas, gdy na południu kraju zaczynają się ostrzeżenia przeciwpowodziowe i z brzegów występuje np. San a jednocześnie w ponad połowie Polski trwa straszliwa susza to coś do, czego powinniśmy się zacząć przyzwyczajać. Lub raczej – co może stać się normą i z czym musimy sobie zacząć radzić.

Gwałtowne opady po długiej suszy nie są w stanie zasilić wód gruntowych. Woda nie wsiąka w wyschniętą na wiór ziemię, dodatkowo konsekwentnie i od lat zalewaną przez nas na ogromnych powierzchniach cementem i betonem. Ostatnio w rozmowie z kimś, padł żarcik o spaniu w przydrożnym rowie. I zaczęłam się zastanawiać – kiedy ostatnio, jadąc gdzieś przez Polskę, widziałam powszechne kiedyś, przydrożne rowy? No, właśnie. Woda spływa do studzienek kanalizacyjnych, które nie nadążają z jej odprowadzaniem, do rzek a potem, ucieka nam do Bałtyku. Musimy nauczyć się ją zatrzymywać. A skuteczne zatrzymywanie pomoże też radzić sobie w momentach, kiedy jest jej nadmiar: mała, naturalna retencja i deregulowane koryta rzek mają dużo większą zdolność zatrzymywania i wchłaniania wody niż cokolwiek, co do tej pory wymyśliliśmy jako ludzie.

Co się stanie, jeśli tej lekcji nie odrobimy natychmiast? To, co właśnie dzieje się w Chinach.

Ogromne powodzie, największe od 80 lat, nawiedziły rejon południowych Chin. 10 prowincji zostało zalanych przez uporczywe, obfite deszcze. Pod wodą znalazło się Yangshuo: perełka chińskiej kultury i turystyki, miasteczko położone pomiędzy rzekami, których koryta wiją się wśród charakterystycznych krasowych ostańców. Ewakuowano 7300 domostw, zagrożone ewakuacją są 4 miliony ludzi. Ofiary śmiertelne liczy się już w dziesiątkach – wśród nich jest ośmioro dzieci, które porwał prąd płynącej nabrzeżem wody.

Teraz zagrożony jest też rejon środkowego dorzecza Jangcy. Przez odwodniony w wyniku budowy Tamy Trzech Przełomów obszar, przetacza się seria osunięć ziemi i podtopień. Chongqing, największa aglomeracja na świecie (ok. 100 mln ludzi), wydała pierwsze od 1940 roku ostrzeżenie przeciwpowodziowe najwyższego stopnia. Ewakuowano 40 tysięcy osób. Przez media społecznościowe przewijają się zdjęcia porwanych przez falę budynków i domostw.

To wszystko to jednak drobiazg.

Drobiazg, bo to w okolicach Chongqing znajduje się Tama Trzech Przełomów.

Stan alarmowy na zbiorniku – ustalony na 145 metrów jego głębokości – został już przekroczony o ponad dwa metry. Poziom wody to już ok. 147 metrów a ilość przyjmowanej wody rośnie z dnia na dzień.

Tymczasem, już w 2019 roku media obiegło zdjęcie Google Satellite, które sugerowało, że Tama jest odkształcona – nie wytrzymuje naporu wody. Zdjęcie z chińskiego internetu, oczywiście, zniknęło.

Przypomniano sobie o nim teraz, kiedy chiński hydrolog Wang Weiluo, przerwał panującą w chińskich mediach i narzuconą przez KPCh zmowę milczenia. Wang Weiluo przypomniał, że obawy co do jakości Tamy pojawiały się już wcześniej. Projekt przecież nigdy nie dostał zielonego światła od ekspertów i ciał doradczych – był czysto mocarstwowym projektem politycznym, który powstawał w pośpiechu a w trakcie robót wybuchł korupcyjny skandal, bo odkryto, że do budowy używano cementu o niższych niż planowane parametrach.

Tamę projektowała i budowała ta sama ekipa ludzi, która później podpisała jej odbiór. Nigdy nie prowadzono niezależnego nadzoru nad jej realizacją, Tamy nigdy nie poddano inspekcji niezależnych ciał. Plotki o pośpiesznie łatanych w niej dziurach krążą od czasu, kiedy zakończono pierwszą fazę napełniania zbiornika w 2003 roku.

Dlaczego to ważne?

Dlatego, że przerwanie ciągłości Tamy to realne i śmiertelne zagrożenie dla ponad 400 mln ludzi mieszkających w dolnym biegu Jangcy, w tym dla miast takich jak Wuhan, Nankin i Szanghaj.

To zagrożenie, które bagatelizuje KPCh starannie unikając tematu w krajowych mediach i pisząc o histerii mediów zachodnich (w tym tajwańskich i hongkońskich), które Pekinowi i mieszkańcom kontynentu źle życzą.

Szczerze mówiąc, to sama nie wiem, co myśleć – może Tama wytrzyma. Oby wytrzymała. Wszystkim życzę, żeby tak było. Rok 2020 to największy stress-test, jakiemu ją poddano od momentu jej powstania. Może te zarzuty faktycznie są przesadzone, choć pamiętając historię metra w Guangzhou, które budowano tak, aby zdążyć na Azjatycką Olimpiadę i które praktycznie zawaliło się w kilka dni po jej otwarciu to, hmm, mam szczerą nadzieję, że są.

Wiem tylko jedno: uczmy się od Chińczyków, jak nie gospodarować wodą, by nie igrać z przyrodą i ludzkim życiem. Tamo, trzymaj się!


Źródło
Opublikowano: 2020-06-24 11:30:03

Dziś z samego rana #łamiącawiadomość: aktywiści Greenpeace Polska wspięli się na

Urszula Kuczyńska

Dziś z samego rana #łamiącawiadomość: aktywiści Greenpeace Polska wspięli się na wieżę na placu budowy elektrowni Ostrołęka C i chcą umieścić tam napis: “Węgiel, gaz, kryzys klimatyczny” w ramach sprzeciwu wobec nowych inwestycji w paliwa kopalne.

I wiecie, kiedy wspięli się na komin elektrowni w Bełchatowie to im na serio kibicowałam. Sama akcja była trochę bez sensu i czysto PR-owa, ale no, każdy rozsądny człowiek wie, że węgiel brunatny to nasz gwóźdź do klimatycznej trumny i najwyższy czas przestać go spalać w elektrowniach.

Kibicowałam wówczas tej akcji również dlatego, że dzięki niej związkom zawodowym działającym w elektrowni Bełchatów udało się wreszcie wynegocjować nieco godniejsze warunki zatrudnienia dla pracowników ochrony obiektu. To była absolutna hańba każdego z kolejnych rządów III RP, że pracownicy ochrony obiektu wchodzącego w skład tzw. Infrastruktury krytycznej dla funkcjonowania państwa zarabiali … mniej niż minimalna krajowa. I jeszcze wymagano od nich posiadania pozwoleń na broń i jej noszenia.

Także ten, za tamtą akcję Greenpeace Polska zebrało ode mnie duże propsy.

Ale dziś? Dziś to ja na serio nie wiem, o co im chodzi, zwłaszcza, kiedy już wiemy, że Ostrołęka C będzie na gaz a Greenpeace we własnym raporcie “Battle of the Grids” postuluje … podwojenie mocy gazowych w UE, żeby zastąpić atom.

Podejrzenie, że Greenpeace uprawia jakąś dziwną politykę a nie klimatyczny aktywizm towarzyszy mi od dawna: konkretnie od roku 2004, kiedy Greenpeace w antyatomowym raporcie “Nuclear Power – No Solution to Climate Change” zaproponował, aby najgęstsze i najbardziej wydajne źródło energii, jakie znamy – czyli uran 235 – zastąpić … biomasą. Spalaniem wyciętych drzew.

To m.in. Greenpeace lobbował za wpisaniem biomasy na listę odnawialnych źródeł energii UE. I ten lobbying się udał.

Dopiero kilka lat później, kiedy stało się jasne, że ten wspaniały pomysł przyniósł gwałtowne przyspieszenie deforestacji globu na skutek masowych wycinek na użytek energetyki, Greenpeace po cichutku wycofał się z poparcia dla wykorzystania biomasy w energetyce. Po cichutku. Bo nie słyszałam, aby podjął jakieś aktywne kroki w celu pokonania potwora, którego zrodził.

Teraz Greenpeace poszedł w popieranie gazu. No spoko. Ale ładnie to tak? Jednocześnie popierać i jednocześnie protestować? O co Wam tak naprawdę chodzi, hmmm? O klimat, czy o swoje dobre samopoczucie? Czy też raczej o pchanie antyatomowej agendy, bo atom to jedyna realna alternatywa i jedyny prawdziwy wróg lobbystów, którzy za Wami, miły Greenpeace, stoją?



łamiącawiadomość

Źródło
Opublikowano: 2020-06-23 13:40:10

W tym tygodniu, polskie media zajmujące się gospodarką i energetyką zelektryzowa

Urszula Kuczyńska

W tym tygodniu, polskie media zajmujące się gospodarką i energetyką zelektryzowała wiadomość, że podczas zbliżającej się wizyty w USA, prezydent Andrzej Duda ma rozmawiać z prezydentem Trumpem o budowie elektrowni jądrowej w Polsce. Nie można tej wiadomości oddzielić od prostej konstatacji, że trwa kampania wyborcza. Taka wizyta oraz ogłoszone później wyniki ewentualnych rozmów mogą mieć decydujący wpływ na wynik, jaki przy urnie 28 czerwca osiągnie urzędujący prezydent.

I teraz tak: bez względu, co ja sądzę o prezydenturze Andrzeja Dudy to cieszę się, że energetyka jądrowa stała się tematem wyborczym, bo to oznacza, że stała się tematem ważnym. Ja nie mam wątpliwości, że to nie tylko ważny temat, ale może w ogóle jeden z najważniejszych w kontekście trwającej suszy i tropikalnych burz, jakie nas nawiedzają ostatnio w ramach galopujących zmian klimatu. Dla mnie, ale nie tylko dla mnie, bo również dla wielu naukowców i ekspertów od dawna jest jasne, że bez atomu nie wygramy wojny o ograniczenie skutków nadchodzącej katastrofy klimatycznej.

Z technologicznego punktu widzenia, nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, czy elektrownia jądrowa, jaka stanie w Polsce będzie oparta na kanadyjskiej, amerykańskiej, koreańskiej, chińskiej, rosyjskiej, czy japońskiej technologii. Wszystkie dostępne na rynku technologie generacji 3+ są równie bezpieczne w użytkowaniu.

Co zatem ma znaczenie? Wiele czynników, które z chęcią będę stopniowo tutaj wskazywać i rozwijać. Dziś poprzestanę na dwóch:

1.Geopolityka

Nie łudźmy się, inwestycja w atom to poważna rzecz i to, jakiego partnera sobie wybierzemy jako kraj, będzie geopolityczną deklaracją. Ba, wybór partnera do takiego projektu ma też znaczenie czysto praktyczne w tym względzie: wybór jednego może zaskarbić nam większą życzliwość w strukturach europejskich, wybór innego sprawić, że europejscy sąsiedzi będą projekt sabotować jeszcze bardziej aktywnie. Nie można uciec od takich rozważań.

2. Model finansowania

Atomu nie wystarczy po prostu zbudować, abyśmy skorzystali na tym jako państwo i jako gospodarka. Model finansowania będzie kluczowy dla opłacalności projektu i dla podziału późniejszych korzyści i zysków: czy energia elektryczna będzie realnie tańsza dla odbiorców końcowych, czy też model finansowania napcha kieszenie bankom i inwestorowi a my jako konsumenci nadal będziemy płacić za prąd jak za zboże?

Nad modelem finansowania dla pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce Ministerstwo Energii pracowało przez cały okres swojego istnienia pod rządami ministra Tchórzewskiego. Świat nigdy nie ujrzał wyników tej pracy. Może boją się, że im ktoś skradnie te genialne pomysły, nie wiem.

Wiem, że tak czy inaczej na budowie elektrowni jądrowej w Polsce skorzysta klimat. I to jest dla mnie najważniejsze.


Źródło
Opublikowano: 2020-06-20 18:40:50

Debata prezydencka 2020. Wielkie nieobecne.

Urszula Kuczyńska

Nagrałam dla Was krótki filmik o dwóch wielkich nieobecnych wczorajszej debaty prezydenckiej. Wiecie jakie to? Bo nie, to nie tylko kobiety.

Debata prezydencka 2020. Wielkie nieobecne.

Wczorajsza debata prezydencka pokazała jasno priorytety obecnej władzy – żadne z pytań nie dotyczyło kwestii absolutnie najważniejszej i zagrożenia ze strony…

Źródło
Opublikowano: 2020-06-18 13:27:15

Dzisiejsza debata prezydencka to srogi materiał memiczny.

Urszula Kuczyńska

Dzisiejsza debata prezydencka to srogi materiał memiczny.

Pan Tanajno proponował wszystkim kandydatom, aby poprowadzili budkę z lodami na molo w Sopocie; jedno z pierwszych pytań sformułowanych przez TVP dotyczyło … przygotowania dzieci do komunii świętej na lekcjach religii w szkołach. Krzysztof Bosak powiedział otwarcie, że jest betonem i kobietom zamierza rzucać betonowe koła ratunkowe tudzież – gdy zajdą w niechcianą ciążę – zakładać betonowe buty.

Długo by opowiadać i pewnie w końcu opowiem. Jest jednak jedna rzecz, która jest absolutnie uderzająca i trzeba być ślepcem, aby jej nie zauważyć.

Mamy rok 2020. XXI wiek. Środek Europy. Na telewizyjnym ekranie widać 11 kandydatów i prowadzącego. Jest tam tylko jedna kobieta. Tłumaczka na język migowy.

Czuję się upokorzona. Jestem wściekła. Nigdy bardziej niż dziś nie było dla mnie jasne, że Polska to kraj dla Polaków – ale nie dla Polek.

Kilka dni temu, media społecznościowe obiegło zdjęcie Krzysztofa Bosaka i jego konferencji prasowej na kieleckim rynku. Kilkunastu kolesi w garniturach, przed mikrofonami i dwie dziewczyny w krótkich spódniczkach i obcisłych wdziankach prezentujące swoje wdzięki. Paprotki do ocieplenia wizerunku.

Śmialiście się z nich, światli liberałowie, wolnościowi wolnościowcy i równościowa lewico. Śmialiście się z nich a nie jesteście od nich ani na jotę lepsi. Oni przynajmniej nie udają.

To nie jest tak, że w polskiej polityce nie ma kobiet. Są. Są kobiety kompetentne, kobiety przebojowe, kobiety silne i kobiety wspaniałe. Znam je osobiście, mogłabym wymieniać.

I Wam to przeszkadza. Przeszkadza, bo musielibyście się, do cholery, na tej ławce posunąć. Przeszkadza Wam, że bywają niemiłe, że nie pozwalają sobie przerywać, że nie dają się zdyscyplinować. Przeszkadza Wam, że wytykają błędy, że pokazują, że potrafią lepiej, więc jedyne, co Wam pozostaje to wyciąć je z obrazka. I nigdy nie było to bardziej oczywiste niż dziś.


Źródło
Opublikowano: 2020-06-17 22:20:34

17 czerwca to Światowy Dzień Przeciwdziałania Suszy i Pustynnieniu. Zarówno susz

Urszula Kuczyńska

17 czerwca to Światowy Dzień Przeciwdziałania Suszy i Pustynnieniu. Zarówno susza, jak i pustynnienie to już w tej chwili palące problemy Polski. Susza trwa w ponad połowie naszego kraju a przechodzące przez ostatnie tygodnie opady nie zostają w wyschniętej na wiór glebie, bo ta ich nie wchłania i spływają wprost do Bałtyku. Wiele miast wydało ostrzeżenia i nawołuje do ostrożnego gospodarowania wodą. W długi weekend, w nadmorskiej Białogórze w kranach jej zabrakło.

To wina zmian klimatu, ale nie tylko. To też wina tego, że przez ostatnie dekady nasza gospodarka wodna i rolnictwo były nastawione na pozbywanie się nadmiaru wody a nie na jej zatrzymywanie. Dla rolników naturalna retencja w postaci bobrzych tam urosła do rangi największego problemu w życiu, bo prowadziła do zalania części łąk. Dziś o takie zalania rolnicy w wielu miejscach się wprost modlą, zasypując piaskiem wykopane kiedyś rowy odwadniające i próbując spiętrzać wodę na lokalnych ciekach jak tylko się da.

Tymczasem, nasi rządzący i Wody Polskie wciąż działają jakby nie było problemu, jakby wciąż żyli w poprzedniej epoce. Planują regulację ostatnich naturalnych rzek Europy, jak Bug i budowy wielkoskalowych zbiorników retencyjnych, które netto tylko pogarszają sytuację.

Dlaczego? Bo, żeby napełnić wykopany zbiornik wodą, osusza się przyległe tereny – woda w takich zalewach nie bierze się przecież znikąd, bierze się z sąsiedztwa. Duże zbiorniki oznaczają też większe parowanie wody. Woda, która normalnie trwałaby w glebie osłaniana roślinnością, ucieka z nich wprost do atmosfery. I owszem, w końcu spada w postaci deszczu, ale spada setki, jeśli nie tysiące kilometrów stąd.

To dlatego dzisiejsze wydarzenia są tak istotne. Daria Gosek-Popiołek, krakowska posłanka Lewica złożyła dziś w Sejmie projekt ustawy o zmianie prawa wodnego. Projekt jest właśnie o tym: ma przestawić polską gospodarkę wodną z trybu osuszania i odwadniania na nawadnianie i zatrzymywanie życiodajnych kropel.

A teraz czas patrzeć rządzącym na ręce. Dołożą swoją cegiełkę do tego, abyśmy za kilka dekad umierali z pragnienia, czy też raczej wykażą chęcią ratowania siebie, nas i naszych dzieci?

Osobom zainteresowanym kwestiami wodnymi gorąco polecam Świat wody – lepszego źródła informacji na ten temat nie znajdziecie.


Źródło
Opublikowano: 2020-06-17 16:45:33

Portal www.wszczecinie.pl donosi, że lokalnym radnym PiS bardzo przeszkadza ziel

Urszula Kuczyńska

Portal www.wszczecinie.pl donosi, że lokalnym radnym PiS bardzo przeszkadza zieleń miejska. Rada miasta zdecydowała bowiem, że w związku z trwającą suszą, nie będzie kosić trawników, żeby nie zamieniły się w środkowoeuropejski step. Zamiast tego zamieniły się w łąki, na których wyrosły samosiejki żyta i polne maki.

Radni PiS są zbulwersowani, że całe “miasto wygląda jak łąka, tylko krowy paść” i załączają łamiącą dokumentację fotograficzną, na której widać … pajęczyny na bukszpanie i dziką zieleń, która obrosła jakiegoś leciwego, ewidentnie od lat nie ruszanego poloneza.

Przyjrzałam się uważnie i muszę stwierdzić, że na żadnym zdjęciu zieleń nikomu niczego nie utrudnia ani nikomu nie zagraża, nie ma krzaczorów wyrastających ze szczelin uczęszczanych chodników. Wystarczy sprzątnąć, zebrać śmieci wyrzucone przez beztroskich brudasków w trawę i naprawdę będzie git. Miasto tylko skorzysta. I bioróżnorodność. I owady. I mieszkańcy.

Kolegom i koleżankom alergikom polecam leki odczulające najnowszej generacji: kosztują grosze, działają świetnie.

I dlatego mam krótki apel do radnych PiS w Szczecinie: zajmijcie się chaszczami pod swoimi paszkami a życie dla wszystkich będzie odrobinę łatwiejsze.


Źródło
Opublikowano: 2020-06-16 21:41:40

Interesować się polską polityką, być w polskiej polityce wymaga od człowieka men

Urszula Kuczyńska

Interesować się polską polityką, być w polskiej polityce wymaga od człowieka mentalnej zgody na jazdę na emocjonalnym roller-coasterze.

Siedzę, czytam dokumenty a tu cyk, ktoś mi podsyła wywiad z kandydatem Lewicy na prezydenta RP, Robert Biedroń. Otwieram, patrzę i oczom nie wierzę. I mam takie jedno, zasadnicze pytanie: ten kandydat w tej kampanii, to kogo on słucha? I do kogo mówi?

Nie słucha i nie mówi nawet do własnego elektoratu, bo według ostatnich badań IBRiS poparcie dla rozwoju energetyki jądrowej w Polsce jest najwyższe WŚRÓD WYBORCÓW LEWICY.

Nie słucha też ekspertów, bo gdyby ich słuchał, to wiedziałby tak samo dobrze, jak oni, że nie istnieje coś takiego jak “zielony przemysł” i “zielona gospodarka”. NIE ISTNIEJE. To liberalna figura retoryczna oznaczająca wielkie nic.

Przemysł to przemysł i żeby był zielony to nie wystarczy go tak nazwać. Ale od nazwania go tak, turbiny wiatrowe nie zaczną być biodegradowalne, nie zaczną potrzebować mniej cementu, betonu i przeskalowania sieci przesyłowej a panele fotowoltaiczne nie przestaną potrzebować metali ziem rzadkich, wymagających przeorywania ogromnych połaci terenu w Azji i Afryce. Przemysł nie zacznie być zielony tylko dlatego, że zielone logo ma koncern BP, jeden z największych producentów turbin wiatrowych na świecie.

Przemysł może być bardziej zielony jeśli w pierwszej kolejności zdekarbonizujemy energetykę. A do tego potrzeba czegoś więcej niż naiwnej retoryki – potrzeba odważnych decyzji i poważnych dyskusji opartych na faktach a nie zielonych mitach i wierze w Świętą Baterię, która od dekad nadchodzi i jakoś nadejść nie może.

Nie może, bo nie istnieje i nic tego nie udowadnia lepiej niż fakt, że megafabryka Tesli, która powstaje pod Berlinem – Tesli, koncernu, który zajmuje się technologiami magazynowania energii! – będzie zasilana własną elektrownią na gaz ziemny a nie Błogosławionym Akumulatorem.

Ja nie wiem, jak odnieść się do tej naiwnej opowieści o górnikach pracujących w “zielonym przemyśle”. Żeby taką opowieść snuć trzeba żyć w równoległej rzeczywistości i nie mieć żadnej wiedzy na temat tego, jakie kompetencje i umiejętności potrzebne są do pracy w górnictwie a jak wygląda specyfika rozwoju i potrzeby sektora energetyki odnawialnej.

Ten wywiad cofa dyskusję o transformacji energetycznej w Polsce o co najmniej dekadę i – niestety – stanowi realne zagrożenie dla nas wszystkich. Bo każdy dzień stracony na tłumaczenie po raz kolejny, że nikt jeszcze perpetuum mobile nie wynalazł to dzień, który przybliża nas do klimatycznej i ekologicznej katastrofy.

Panie Robercie – WSTYD.

Fot. Jakub Szafrański


Źródło
Opublikowano: 2020-06-16 14:28:47

Ej, mam dla Was dobre wieści na wieczór i jednocześnie bardzo złe dla antyatomow

Urszula Kuczyńska

Ej, mam dla Was dobre wieści na wieczór i jednocześnie bardzo złe dla antyatomowych kolegów i koleżanek z Partii Zieloni.

Otóż nie udał im się szantaż wobec Rafała Trzaskowskiego i choć jeszcze niedawno domagali się od niego buńczucznie jednoznacznej deklaracji o rezygnacji z planów budowy elektrowni jądrowej w Polsce, ten wyciął im numer i oznajmił, że wcale z tych planów jako potencjalny prezydent rezygnować nie zamierza.

I to byłby wystarczający powód, żeby zepsuć im nastrój a tu bach, przy poniedziałeczku wjeżdża jeszcze minister Kurtyka i po rozmowie z szefem Nuclear Energy Agency oznajmia, że planuje rozpoczęcie budowy pierwszego polskiego reaktora na rok 2026, jego uruchomienie na 2033 a na rok 2040 – gotową flotę sześciu obiektów.

Ja przepraszam, że nie przybiegłam z tą informacją już wcześniej, ale po prostu musiałam nacieszyć moje kamienne serduszko lekturą internetowych wpisów autorstwa czołowych, polskich antyjądrowych ideologów.

Najpierw nas straszyli, że o nie! Jesteśmy zgubieni! Atom wszystkich nas wybije, wszystkich – co do nogi. Potem narzekali, że jest za drogi i że nie warto. W następnej kolejności spokojnie, jak szwajcarski lekarz na chwilę przed eutanazją, tłumaczyli że świat się i tak kończy, więc nie ma sensu atomu budować.

Dziś z kolei snują się po różnych zakątkach internetu w nastrojach wisielczych i apokaliptycznych, i co prawda narzekają na zaproponowane terminy, ale narzekają z tak dziwnie mroczną rezygnacją, że kiedy wrednie odpowiadam, że może jak przestaną przeszkadzać a spróbują pomóc to … LAJKUJĄ MI WPISY.

To jest, proszę Państwa, prawdziwy koniec jakiejś epoki, jeśli w ogóle nie świata.


Źródło
Opublikowano: 2020-06-15 22:18:08

Zanim w ciągu dnia ponownie dowiemy się, kogo jeszcze spośród nas politycy nie u

Urszula Kuczyńska

Zanim w ciągu dnia ponownie dowiemy się, kogo jeszcze spośród nas politycy nie uznają za człowieka, warto sobie przypomnieć o starym chińskim przysłowiu.

Żartuję.

Bo te nasze przysłowiowe chińskie przysłowia w większości wcale po chińsku nie istnieją. Wiadomo, nie pytałam wszystkich Chińczyków, ale ci, których pytałam w życiu nie słyszeli o tym starym chińskim przysłowiu, że ranek jest mądrzejszy od wieczora. O tym, żeby zjeść samemu śniadanie, obiad z przyjacielem a kolację oddać wrogowi też nie. Tym bardziej, że jedzenie w Chinach to czynność społeczna, bez względu na porę dnia.

Przypomniało mi się to, kiedy natrafiłam na opublikowany przez Instytut Spraw Społecznych wywiad z Marcinem Popkiewiczem, który prowadzący zaczął od słów: “W języku chińskim słowo kryzys składa się z dwóch znaków, jeden oznacza „szanse”, drugi „zagrożenie”. Zaczęłam się śmiać.

Nie, słowo “kryzys” w mandaryńskim nie składa się z dwóch znaków. Słowo “kryzys” składa się z dwóch sylab (wei + ji), które można by zapisać na kilka różnych sposobów, ale akurat na użytek tego złożenia arbitralnie wybrano te dwa: 危机.

Znak “wei” 危 niesie pierwotne znaczenie, faktycznie oznacza niebezpieczeństwo. Znak “ji” 机 wcale jednak nie oznacza szansy – jednym z jego znaczeń jest "maszyna”, "urządzenie". Wybrano go tylko i wyłącznie według kryterium wymowy.

Dosłownie więc poprawniej byłoby stwierdzić, że "kryzys" w języku chińskim to taka niebezpieczna maszyna, ale to już nie bardzo pasuje do obrazka bieda-kołczom życia. Tak jak polskim politykom nie pasuje, że miłość to miłość a ludzie to ludzie.

Miłego poniedziałku. Nie dajcie się nabierać ludziom, co nie wiedzą, co czynią.


Źródło
Opublikowano: 2020-06-15 12:16:55

Baronessa Bryony Worthington to znana postać w brytyjskim ruchu ochrony środowis

Urszula Kuczyńska

Baronessa Bryony Worthington to znana postać w brytyjskim ruchu ochrony środowiska.
Od lat prowadzi kampanie informacyjne dotyczące zagrożenia ze strony galopujących zmian klimatu.
Pracowała dla Friends of the Earth, Wildlife and Countryside Link, w instytucjach rządowych i spółkach energetycznych prowadzonych w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Współtworzyła pionierską ustawę dotyczącą zmian klimatu – Climate Change Act. Była członkinią brytyjskiego rządu i ministrą ds energii i zmian klimatu w ostatnim rządzie cieni Partii Pracy. Przede wszystkim jednak jest założycielką znanej organizacji Sandbag, która prowadzi badania i działania informacyjne na temat rynków handlu emisjami.

Bryony Worthington od dawna opowiada się za wykorzystaniem energetyki jądrowej jako potężnego narzędzia w walce z emisjami CO2 do atmosfery – w walce o ograniczenie zmian klimatu. Po jednej z konferencji, jaka odbyła się w brytyjskiej Izbie Lordów w 2015 roku, The Ecologist – duży portal informacyjny dla osób zajmujących się ochroną środowiska – opublikował list otwarty, napisany przez dr Becky Martin, w którym pani Martin publicznie podważyła opinię baronessy, strasząc energetyką jądrową i wyolbrzymiając związane z nią problemy.

Ale baronessa rozjechała tekst swojej krytyczki jak walcem i zrobiła to z taką klasą, jaką mają ludzie posiadający realną wiedzę, nie tylko opinię:

“Energia jądrowa to najgęstsze źródło energii, jakim dysponujemy jako cywilizacja i o najmniejszym śladzie węglowym. Ma swoje problemy, ale nie jest to nic, czego nie dałoby się rozwiązać. Apeluję do Pani, aby z punktu widzenia moralności, etyki, nauki i ochrony środowiska przemyślała Pani swój opór wobec energetyki jądrowej.”

12 czerwca 2020 roku na Carbon Brief pojawił się z kolei tekst, że zachodzące na naszych oczach zmiany klimatu odpowiadają za formowanie się układów pogodowych, które – jak to mawiają polskie pogodynki – zalegają nad konkretnymi obszarami na dłużej niż kiedykolwiek wcześniej w historii, blokując zmiany pogody. Chodzi tu o trwające niespotykanie długo fale upałów, które właśnie trawią Arktykę wzmagając tlące się pożary syberyjskiej tajgi, o nadzwyczajnie długie okresy bez żadnych opadów, jak ten, który znamy w Polsce z autopsji, o najbardziej suchą i słoneczną wiosnę w historii pomiarów w Wielkiej Brytanii.

Przedwczoraj leżałam na dnie czegoś, co jeszcze niedawno było Jeziorem Zgorzałą w podwarszawskich Dawidach i myślałam o słowach baronessy.

Ja też apeluję o przemyślenie podejścia do energetyki jądrowej wszystkich liderów opinii w tym kraju. I do Partia Zieloni, by wreszcie przestali chcieć nas mordować sprzeciwiając się budowie ej w Polsce i dołączyli do tych, co próbują ratować. Najwyższy już czas.


Źródło
Opublikowano: 2020-06-14 21:21:55

Bardzo powoli, ale przebija się świadomość, że nie istnieje cudowne perpetuum mo

Urszula Kuczyńska

Bardzo powoli, ale przebija się świadomość, że nie istnieje cudowne perpetuum mobile i że nie istnieje takie źródło wytwarzania energii elektrycznej, które nie niosłoby ze sobą jakiś kosztów środowiskowych.

Wszystkie niosą. Francuzi oto odkrywają, że wiatraki psują krajobraz, polski internet obiega informacja o tym, że mamy w Europie problem ze składowaniem zużytych łopat wiatraków a budowa farm offshore na Bałtyku oznacza zagrożenie dla populacji bałtyckich morświnów.

Fotowoltaika z uwagi na panujące warunki atmosferyczne produkuje przez ostatnie tygodnie dużo mniej prądu niż wynoszą jej i tak skromne możliwości a trwający właśnie program “Mój prąd”, który dopłaca właścicielom nieruchomości do instalacji paneli PV to nic innego jak polityka według świętego Mateusza: kto ma, temu będzie dodane. Ja sobie na moim niewielkim, warszawskim balkonie ogniw nie postawię i dopłat nie dostanę. “Mojego prądu” wytwarzać nie mam jak – chyba, że kupię sobie generator Diesela. Ale na to dopłat nie ma. Na szczęście.

Niemniej jednak, wystarczy rzut oka na dane z PGE Obrót S.A., które pokazują “skąd prąd” w 2019, żeby się przerazić. No jak to skąd: z węgla brunatnego i kamiennego, a skąd ma być.

Dziś dopiero środa a oto media obiega kolejny raport, który mówi o tym, że do roku 2040 (to jeden raport) i 2050 (to drugi raport) energetyka wiatrowa i fotowoltaika zastąpią węgiel jako główne źródło energii w Polsce i na świecie.

No, oby! – już tylko wzdycham jak to czytam, bo i co mam zrobić. Bardzo, bardzo potrzebujemy zastąpić węgiel. Potrzebujemy zastąpić go na wczoraj, ponieważ naszym największym problemem nie są obecnie odpady w postaci zużytych łopat ani nawet metale ziem rzadkich potrzebne do produkcji paneli PV. Naszym największym problemem są emisje CO2 do atmosfery, którym zawdzięczamy m.in. tegoroczną suszę, pogodowe anomalie i wiszącą nam nad głową jak miecz Damoklesa katastrofę klimatyczną. I aby z nią zawalczyć potrzebujemy wykorzystać dokładnie WSZYSTKIE dostępne nam narzędzia: wiatraki, fotowoltaikę i energetykę jądrową. WSZYSTKO.

Jest jednak coś, co nadal nie przebija się do świadomości społecznej i trudno, już chyba taki mój los, że znów będę jedną z pierwszych, które będą krzyczeć na ten temat.

Chodzi mi mianowicie o wciąż żywy i mający się całkiem wspaniale mit o tym, że OZE uwolnią nas od władzy korporacji, bo są tak wspaniale obywatelskie, rozproszone i robi je wujek Zbyszek z kolegą w garażu pod Zambrowem.

Otóż – tak nie jest. Wiecie, kto jest sponsorem i autorem raportu o tym, że do roku 2040 wiatr i fotowoltaika zastąpią węgiel w energetyce? Nie wiecie. To Wam powiem.

Jest to koncern BP.

Ten sam, który handluje ropą, wyrobami ropopochodnymi i gazem ziemnym. Ten sam, który odpowiada za katastrofę ekologiczną w Zatoce Meksykańskiej.

Jest autorem tego raportu, bo nie ma się, co oszukiwać: to właśnie wielkie koncerny rozwijają technologie pozyskiwania energii z wiatru i słońca, te same koncerny, których ropa i gaz są konieczne, żeby móc stabilizować dostawy energii i produkować prąd wtedy, kiedy nie robią tego słońce i wiatr. Te koncerny trzepią na łatwowierności “zielonej” publiki niesamowitą kasę. Pieką dwie pieczenie przy jednym ogniu. Mogą tak ustrzelić dwa ptaszki rzucając jednym kamieniem. Rozwiązywać jeden problem tworząc drugi i znów zarabiać na jego rozwiązaniu. Wspaniałe, prawda?

Farmy wiatrowe na Bałtyku mają stawiać PGE Baltica, Orlen i Polenergia, rodzinne firmy anonimowych Nowaków I nie ma w tym nic złego, serio. Zły jest idiotyczny, tworzony wokół OZE mit o ich “demokratyczności”, bo uniemożliwia poważną rozmowę o wadach i zaletach różnych rozwiązań.

Jest tak samo zły jak ten kuriozalny tekst, który ma na sumieniu Krytyka Polityczna, w którym jakaś naiwna redaktorzyna przekonywała za Dominiką Kulczyk, że energetyka odnawialna to szansa na równouprawnienie kobiet w tym sektorze, bo jest taki nowy, świeży i nieodkryty przez korporacje.

Ja tam nie chcę być złośliwa, ale sektor OZE daje kobietom dokładnie taką samą szansę, jak energetyka w ogóle i sektor naftowy, bo w ogromnej mierze właśnie nim jest. To równouprawnienie i upodmiotowienie dotyczy więc kobiet, które odziedziczyły po ojcu grube, nieopodatkowane miliony i portfolio firm energetycznych jak pani Kulczyk, właścicielka Polenergii. Nijak jednak nie dotyczy kobiet takich jak ja – córek górników i pielęgniarek.

There, I said it. Można mnie hejtować.


Źródło
Opublikowano: 2020-06-10 17:35:38

Słuchajcie – stało się. Poszłam na YouTube. A wszystko przez Monika Auch-Szkoda,

Urszula Kuczyńska

Słuchajcie – stało się. Poszłam na YouTube. A wszystko przez Monika Auch-Szkoda, która na urodziny zmontowała mi czołówkę i końcóweczkę na użytek filmików z komentarzem do bieżących zdarzeń. Bo jak to ja – nie zawsze mam czas pisać, ale gadać to zawsze mam czas

Filmiki są dostępne na kanale #kuczynska i będę je też wrzucać na bloga. Link do bloga macie tutaj, w opisie profilu.

A na razie dajcie znać, czy taka forma jest spoko. Link do filmiku jest w komentarzu pod spodem.



kuczynska

Źródło
Opublikowano: 2020-06-09 19:25:54

Jaskółek przybywa. Zwiastują zmianę narracji panującej dotąd wokół energetyki ją

Urszula Kuczyńska

Jaskółek przybywa. Zwiastują zmianę narracji panującej dotąd wokół energetyki jądrowej w Stanach Zjednoczonych. Rychło w czas a raczej – mam nadzieję, że nie za późno. Najnowsze badania pokazują bowiem, że koncentracja dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze jest najwyższa od … 23 MILIONÓW lat. Pomimo nie najpiękniejszej pogody w Polsce, rok 2020 globalnie okazuje się być gorętszy od rekordowo gorącego 2019. Jest kolejnym, najgorętszym w historii pomiarów.

Niemniej, po drugiej stronie Wielkiej Kałuży budzi się świadomość, że bez energetyki jądrowej jako cywilizacja nie damy sobie rady; że jeśli mamy walczyć z emisjami CO2 do atmosfery, to atom będzie w tej walce potężną bronią.

Jakkolwiek pokrętnie i perwersyjnie to nie zabrzmi, ta zmiana narracji wokół energetyki jądrowej w Stanach Zjednoczonych jest możliwa dzięki dwóm nie najszczęśliwszym zdarzeniom po obu stronach politycznego sporu:

1. Wycofaniu się Berniego Sandersa z wyścigu o prezydenturę po stronie Demokratów;
.
Bernie, którego uwielbiam, był – zupełnie jak Michael Moore i Jeff Gibbs, autorzy “Planet of the Humans” – zbyt mocno osadzony w erze antywojennych protestów, które wbrew faktom zrównały energetykę jądrową z bronią nuklearną w wyobraźni społecznej, by móc swoje stanowisko odkręcać.

Taką przeszłością nie jest jednak obarczona Alexandria Ocasio-Cortez, polityczna sponsorka Nowego Zielonego Ładu, demokratyczna socjalistka tak jak Bernie. W połowie maja 2020, podczas konferencji w Nowym Jorku, Alexandria ogłosiła wprost, że drzwi dla energetyki jądrowej pozostają w ramach Nowego Zielonego Ładu otwarte. Jedyny warunek to – oczywiście – opinia i akceptacja lokalnych społeczności, które mają lub będą mieć elektrownię jądrową w bezpośrednim sąsiedztwie,

2. Świadomości, że USA przespało swoją gospodarczą szansę obudzonej na amerykańskiej prawicy;

Administracja Donalda Trumpa zorientowała się poniewczasie, że globalnie energetyka jądrowa wcale nie umiera – jak chcieliby tego jej przeciwnicy – i że Stany Zjednoczone, które mają przecież dobre technologie na eksport, przegrywają światowy wyścig w tej kategorii i przegrywają go poprzez oddanie pola Rosjanom i Chińczykom. Już w zeszłym roku w Białym Domu narodził się plan odwrócenia tej tendencji.

I dobrze.

I dobrze, zwłaszcza, że zaczyna przebijać się też głos naukowców i – uwaga, uwaga – SPECJALISTÓW Z BRANŻY. I ten głos, na łamach E&E News, Clean Wire i Scientific American mówi wprost: energetyka jądrowa daje nam jako ludzkości największą szansę na sukces w walce ze zmianami klimatu.

W Azji konieczność korzystania z energetyki jądrowej nigdy nie była poddana w wątpliwość, nawet po Fukuszimie.

Dobrze, żeby do tej świadomości dorosła szybko również Europa zamiast zostać z mrzonkami o stu procentach cukru w cukrze jak Himilsbach z angielskim.


Źródło
Opublikowano: 2020-06-07 18:27:18