Napisałem wczoraj na Twitterze, że Jeff Bezos, człowiek, który dostał na start biznesu 250 tys. dolarów od rodziców, nap

Napisałem wczoraj na Twitterze, że Jeff Bezos, człowiek, który dostał na start biznesu 250 tys. dolarów od rodziców, naprawdę nie jest dobrym przykładem "od pucybuta do miliardera". Zleciała się cała plejada internetowych wojowników broniących czci szefa Amazona.

Co chwilę dostaję powiadomienie, że kolejna osoba stara mi się wytłumaczyć, jak genialnym człowiekiem jest Bezos. Do akcji edukacyjnej włączyli się nawet Robert Gwiazdowski i ekonomista Maciej Bukowski. Z kolei Ryszard Wojtkowski, przedsiębiorca i inwestor, zaczął dowodzić, że on zna mnóstwo ludzi, którzy mogliby sprzedać mieszkania rodziców i mieć taki sam start jak Bezos, ale im się nie chce.

To musi być bezgraniczna miłość. Naprawdę życzę wam tego, żeby ktoś tak za was walczył, jak internauci walczą za miliarderów. Nie można przejść obojętnie wobec żadnego słowa, które jest czymś innym niż bezgranicznym zachwytem dla naszych biznesowych bóstw.

To jest władza, której mógłby pozazdrościć każdy polityk. Mieć tak oddaną armię wolontariuszy, którzy za friko będą bronili waszej czci. Bezos ze wzruszenia musi ocierać łzy banknotami.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-22 20:38:02

Możecie mi wierzyć lub nie, ale tak na co dzień to nie mam najmniejszego nawet poczucia, że moja praca na coś się przekł

Możecie mi wierzyć lub nie, ale tak na co dzień to nie mam najmniejszego nawet poczucia, że moja praca na coś się przekłada.
Ot, klikam coś sobie, odsyłam, to się gdzieś ukazuje, a ja wracam do kota i gry w Literaki albo oglądania Kuchennych Rewolucji albo skrolowania Fejsa.
Z tegoż względu wydaje mi się absurdalne, że w zeszłym roku byłam bodaj w drugiej szpalcie nominacji do Grand Pressa, a w tym roku w pierwszej – chociaż tylu jest dziennikarzy o znanych, telewizyjnych twarzach, a w mojej działce afer i skandali, które można sobie elegancko sfilmować (- Dlaczego pan przede mną ucieka?! Czy nie jest panu wstyd?!) brak.
Press wymienia tylko dwie większe redakcje, które na mnie głosowały, ale wiem, że te pozostałe to małe tygodniki lokalne (których z tytułu już się nie listuje).
I to jest wspaniałe, wzruszające i chcę bardzo bardzo podziękować: choć nie wiem niestety, komu. Najlepsze na świecie jest uczucie, że twoje gryzmoły trafiają gdzieś do ludzi, a nie rozbijają na szybce bańki.
Tak więc raz jeszcze: DZIĘKUJĘ!
***
(No wiem, że od Grand Pressów trochę już minęło, ale że tutaj poniżej w ogóle jestem, dowiedziałam się niedawno, a dziś dopiero dostałam Pressa).


Źródło
Opublikowano: 2020-01-22 19:05:49

Miasto nie ma pieniędzy na pomoc, ma na przemoc i groźby!

Miasto nie ma pieniędzy na pomoc, ma na przemoc i groźby!

W Warszawie, na Pradze Południe doszło do kuriozalnej sytuacji – rodzina, której miasto odmawiało wsparcia, stała się teraz przedmiotem ataków i gróźb.

Patryk i Edyta mają dwoje małych dzieci, 5 lat i 7 miesięcy. Patryk pracuje na budowie, Edyta opiekuje się dziewczynkami. Para od lat starała się o wsparcie ze strony dzielnicy i lokal socjalny, który przysługuje im zgodnie z ustawą. Niestety, Wydział Zasobów Lokalowych dzielnicy odmawiał przyznania im osobnego mieszkania – oferowano im mieszkanie wspólnie z rodzicami młodej kobiety, z którymi młodzi nie chcą mieszkać – Edyta wychowała się w alkoholu i przemocy i chce, żeby jej córki mogły żyć bezpiecznie i prawidłowo się rozwijać. Urzędnicy argumentowali też, że Edyta nie jest rzetelną lokatorką – kobieta automatycznie została uznana za dłużniczkę w momencie 18 urodzin, bo wychowywała się w zadłużonym lokalu. Władze dzielnicy nie chcą dać młodej kobiecie ani jej córkom szans na lepszy start.

Zdesperowana para, której nie stać na wynajęcie mieszkania na rynku, zajęła w końcu pustostan, od lat otwartą kawalerkę na Grochowskiej, w której wcześniej czasem ktoś nocował, a czasem po prostu pito tam alkohol. Przy pomocy sąsiadów wstawili zamki, wyczyścili mieszkanie, odmalowali je, napalili w piecu i starają się o umowę najmu. Lokal należy do zasobu miasta – w teorii powinien służyć właśnie takim osobom jak ta rodzina. Administracja budynku najpierw próbowała ich wyrzucić przy pomocy policji, jednak funkcjonariusze lepiej znają prawo niż urzędnicy – wskazali, że do eksmisji potrzebny jest wyrok sądu, a zimą trwa okres ochronny i nie wolno eksmitować nikogo. Potem do Edyty przyszły pracownice OPS i zagroziły jej, że jeśli ona, jej partner i córki nie opuszczą mieszkania, dzielnica złoży wniosek o odebranie im dzieci – mimo że dziewczynki są zadbane i kochane, w domu nie ma przemocy ani alkoholu.

Apeluję do wiceburmistrza dzielnicy odpowiedzialnego za politykę lokalową, Adama Cieciury, żeby przestał angażować służby publiczne i wydawać pieniądze podatników na represje wobec rodziny, która chce tylko normalnie żyć i mieszkać. Państwo jest od tego, żeby pomagać ludziom w trudnej sytuacji, a nie ich straszyć

Źródło
Opublikowano: 2020-01-22 15:34:40

Obiecałam sobie niedawno, że rzadziej będę pisać tu o moim redakcyjnym koledze Witoldzie Gadomskim, a zamiast tego bardz

Obiecałam sobie niedawno, że rzadziej będę pisać tu o moim redakcyjnym koledze Witoldzie Gadomskim, a zamiast tego bardziej skupię na przyszłości.
Ale wybaczcie. Jeszcze ten jeden raz, ostatni, po prostu muszę. Napisał dziś bowiem Gadomski:
"To samo pokazują polskie badania budżetów domowych, według których najbiedniejsze 20 proc. gospodarstw domowych ma niewiele mniej (a czasami więcej) telewizorów, komputerów, samochodów, lodówek – niż najbogatsze 20 proc. Ale to nie jest ciekawa informacja i na pewno nie znajdzie się na czołówkach gazet".
Tu należy odnotować, że bogactwo biedniejszych Polaków i Polek najsilniej rosło od początku XXI wieku, kiedy to najszybciej kurczył się transport zbiorowy. Każda polska rodzina – szczególnie wiejska – kupiła sobie wtedy Volkswagena TDI, albo i dwa.
Dobrobyt, brrrrrum!, wzrósł.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-21 17:58:02

Na spotkaniu w #Wołomin @robertbiedron: co to znaczy, że Prezydent stoi na straży Konstytucji? To nie tylko obrona sądów


Na spotkaniu w #Wołomin @robertbiedron: co to znaczy, że Prezydent stoi na straży Konstytucji? To nie tylko obrona sądów; to prawo do mieszkania, to świeckie państwo, to dbałość o środowisko. Na straży tego wszystkiego stoi Prezydent RP.

#biedroń2020 #komitetybiedronia





Wołomin,biedroń2020,komitetybiedronia

Źródło
Opublikowano: 2020-01-21 12:47:26

Właśnie jadę #kolejemazowieckie w tym czasie #sejmikwojewodztwamazowieckiego obraduje nad radykalną podwyżką cen biletó

Właśnie jadę #kolejemazowieckie w tym czasie #sejmikwojewodztwamazowieckiego obraduje nad radykalną podwyżką cen biletów.

Mam nadzieję, że radni będą pamiętać o interesach mieszkanek i mieszkańców Mazowsza.

Transport publiczny to dostęp do szkoły, pracy i lekarza; musi być dobrze zorganizowany i tani, żeby każdy mógł z niego skorzystać. 30% podwyżka cen biletów to prosta receptami zniechęcenie do niego ludzi!

#trains #publictransport #mazowsze #mazowieckie #publicservice #usługipubliczne



kolejemazowieckie,sejmikwojewodztwamazowieckiego,trains,publictransport,mazowsze,mazowieckie,publicservice,usługipubliczne

Źródło
Opublikowano: 2020-01-21 11:50:58

No i na tym to dokładnie polega.

No i na tym to dokładnie polega.
Wy jesteście rozrzutni i kupujecie prenumeratę za dychę lub trzy, więc dziadujecie od pierwszego do pierwszego.
Ryanair jest oszczędny, więc prosi dziennikarkę o przesłanie tekstu mailem – dlatego ma na ten przykład 1,1 mld euro zysku w pierwszym kwartale 2019 roku.
Btw: jeśli znane są już co najmniej dwa przypadki wyciągania tekstów od dziennikarzy przez pracowników biura Ryanaira, to oznacza, że praca tam może, hm, odbywać się pod, ekhm, lekką presją. Bo gdyby pracowali w normalnej firmie, po prostu by sobie tę prenumeratę kupili i wrzucili w koszty.


Źródło
Opublikowano: 2020-01-20 21:14:51

Jak multimilionerzy mogą pomóc w ratowaniu klimatu? – Partia Razem – Inna polityka jest możliwa!

Często pytacie "Skąd pomoc na ratowanie klimatu? Skąd pomysł na wyciągnięcie z zapaści ochrony zdrowia? Skąd na żłobki?".

Odpowiadamy wtedy: podatki.

Niesprawiedliwością jest to, że Ty podatki płacisz i one zjadają znaczną część Twojej pensji przy tym, że najbogatsze elity i międzynarodowe korporacje nie zapłaciły ani złotówki.

Jedną z naszych propozycji jest podatek majątkowy wraz z progami.

Zobacz! 👇

Jak multimilionerzy mogą pomóc w ratowaniu klimatu? – Partia Razem – Inna polityka jest możliwa!

I w wyciągnięciu z zapaści ochrony zdrowia? I budowie żłobków? I w wyższych emeryturach? Razem ma na to rozwiązanie. Stanowisko Razem w sprawie podatku majątkowego: Według Instytutu Badań Strukturalnych dochód z pracy obarczony jest o 50% większym obciążeniem podatkowo-składkowym ni….

Źródło
Opublikowano: 2020-01-20 14:05:31

Do kupienia kolejny numer „Nowego Obywatela”. Poniżej fragment mojego tekstu „Wymazywanie najsłabszych”, który znajdziec

Do kupienia kolejny numer „Nowego Obywatela”. Poniżej fragment mojego tekstu „Wymazywanie najsłabszych”, który znajdziecie w środku:

Wraz z rozwojem polskiego kapitalizmu spopularyzowane zostało słownictwo, które miało opisywać cnoty kardynalne nowoczesnych Polaków: przedsiębiorczość, zaradność, elastyczność, pracowitość. Choć te słowa przez swoją ogólność mogą odsyłać do szerokiej palety postaw czy zachowań, to w praktyce przeznaczono je dla niewielkiej grupy osób. Dla tych najzamożniejszych – najlepiej właścicieli firm i samozatrudnionych z wyboru. Wszyscy pozostali zostali uznani za gorszy rodzaj człowieka – za grzeszników, których jeśli się już dostrzega, to tylko po to, aby udzielić im nagany.

Myślicie, że to przesada? No to spójrzcie na wypowiedzi polskiego neoliberalnego kapłana, księdza Jacka Stryczka: „Jak słyszę, że umowy śmieciowe są złe, że oni powinni nam więcej płacić, to od razu w głowie mam pytanie: a kto to są ci oni? Co to są za tajemnicze Święte Mikołaje, które mają dać ludziom więcej kasy? Przecież to też są jacyś ludzie, którzy się zdecydowali na przedsiębiorczość, która, jak widać, jest dużo trudniejsza od pracy na etat, skoro ci, co są na etacie, na umowach śmieciowych, godzą się na takie rozwiązania i nie otwierają swojego biznesu” – tłumaczył w wywiadzie dla „Dużego Formatu”.

Nie ma tutaj ukrytego przesłania, wszystko jest wyłożone wprost: przedsiębiorca jest z definicji lepszy od pracownika na śmieciówce – ten drugi jest sam sobie winien. Najwyraźniej nie chciało mu się pójść trudniejszą drogą. Ksiądz Stryczek przez lata wtłaczał do głów Polaków tego typu mądrości. „Są pewne typy pracowników. Pożądani i tacy, którzy mogą być, ale nie muszą. Od czego zależy, w której grupie jestem? Ode mnie” – to z kolei fragment jego wywiadu dla „Dziennika Gazety Prawnej”. Polski duchowny sięga nawet po biblijną przypowieść o talentach, aby zasugerować, że nieumiejętność zarabiania pieniędzy jest grzechem. Człowiek pobożny wie, jak pomnażać kapitał. (…)

„Dzień dobry, przedsiębiorcy. Zarwaliście noc, żeby przypilnować spraw w firmie, wstajecie, zaglądacie na Business Insider Polska i dostajecie w twarz. Rząd zdecydował – wasza praca i pieniądze trafią do tych, którzy dobrze spali i czekali na łaskę państwa”. To słowa Jarosława Kuźniara, który wyrażał na Twitterze swoje niezadowolenie z propozycji zmian wysokości składek na ZUS. Tak jakby automatycznie każdy, kto jest przedsiębiorcą, był w gronie najbardziej zapracowanych Polaków, a każdy inny należał do leniwszej części społeczeństwa. I tak jakby nie dało się skrytykować jakiejkolwiek propozycji gospodarczej bez walnięcia w słabszych głupim stereotypem


Źródło
Opublikowano: 2020-01-20 10:00:25

Mieszkanie jak cela

Mieszkanie jak cela

Zdarza się, że starsi małżonkowie obiecują sobie, że umrą równocześnie. Rozumieją bowiem, że z jednej emerytury mieszkania utrzymać się nie da. Pani Maria jest właśnie wdową. Miała zawał i wszystko jej się zawaliło. Najpierw dług czynszowy. Potem eksmisja. Człowiek, który wnosił jej meble powiedział: „Siedziałem kiedyś w więzieniu i cela była większa niż ten pani pokój”. Pokój ma 10 metrów kwadratowych. Całe mieszkanie 16. Kobieta mieszka tu z synem pijakiem, który wprawdzie pracuje po budowach, ale co zarobi to przepiję. Do rachunków się nie dokłada, a do stołu siada i je z matką. A matka jedzenia synowi nie odmówi. Tylko nie bardzo ma czym dzielić, bo z emerytury wynoszącej 1600 złotych na rękę komornik zabiera połowę, choć powinien tylko jedną czwartą. Po opłaceniu rachunków w tej norze zostaje jej 550 zł na życie, lekarstwa, opłacenie telefonu, itd. I może by wystarczyło z biedą, gdyby nie synalek. Kobieta całe życie uczciwie przepracowała, aby na stare lata gnieździć się z synem pijakiem na 10 metrach kwadratowych. Przydzielanie takich „mniejszych od więziennej celi” pokojów jest wprawdzie zgodne z przepisami, które mówią, że w lokalu socjalnym powinno przypadać co najmniej 5 metrów na osobę, ale dzielnica Praga Południe traktuje ten przepis zbyt dosłownie. Można przecież dać trochę więcej, górnego limitu nie ma. Tylko, że słyszałem, jak urzędniczka twierdziła, że gdyby dali choć metr więcej to by była „niegospodarność”. Zgodnie z polskim prawem budowlanym nie można wybudować mieszkania, w którym jeden z pokoi nie miałby przynajmniej 16 metrów kwadratowych. Pani Maria chce, żeby syn się wyprowadził, ale jemu jest tak dobrze. Ona zapewnia mu komfort picia i nic na to nie może poradzić. Chciałaby się z tej klitki wynieść. Niestety nie ma procedur ani przepisów, które pozwoliłyby jej na to. To syn, który nie jest „głównym lokatorem” musiałby wystąpić o „rozkwaterowanie”.
Pójdziemy do komornika i przywołamy go do porządku, zmusimy by zgodnie z przepisami zabierał mniej z chudej emerytury. Spróbujemy namówić syna na terapię. Poprosimy też burmistrza dzielnicy by zlitował się nad starszą panią i przydzielił większy lokal. Będzie to jednak trudne, bo wszyscy jesteśmy więźniami nieludzkich przepisów. W przypadku jednej osoby lokal musi mieć przynajmniej 10 metrów. Ale to chyba tylko dlatego, że nie już mniejszych, kilkumetrowych mieszkań, które można by komuś przydzielić.
Tymczasem pani Zofia, też schorowana wdowa, ma się przeprowadzić do lokalu socjalnego, który składa się wyłącznie z jednego pokoju o powierzchni 12 metrów. Nie ma ubikacji, kuchni ani łazienki. Jest za to jedna izba 3 na 4, w sam raz, żeby się powiesić. Próbujemy dostać się do zarządu Dzielnicy Warszawa Targówek na negocjacje, ale tam nikt nie jest skłonny do rozmów. Odwlekają wyznaczenie „audiencji”. Znów wdowa, z 38-letnim stażem w pracy zawodowej i z chudą emeryturką. Pokój oczywiście bez żadnych innych pomieszczeń i to tak mały, że nie można go już dzielić nawet ze zlewem jako jedynym urządzeniem, bo nie było by gdzie wstawić łóżka i szafy. Lokal nie spełnia kryteriów lokalu mieszkalnego. Na szczęście nowe przepisy pozwalają na zaskarżenie sposobu realizacji wyroku eksmisji do lokalu socjalnego. Jak się nie dogadamy z miastem będziemy musieli skorzystać z drogi sądowej. I najprawdopodobniej wygramy.
Dlaczego jednak najprostsze i najbardziej oczywiste prawa mieszkańców trzeba miastu wyrywać z gardła? Bo dialog społeczny w stolicy umarł. Od początku nowej kadencji samorządu nasze stowarzyszenie bezskutecznie oczekuje na spotkanie z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim. Walka trwa.

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2020-01-20 09:12:17

Nie mogłam być dzisiaj na konwencji ale wspólnie z Przedwiośnie w Opolskim popie

Nie mogłam być dzisiaj na konwencji ale wspólnie z Przedwiośnie w Opolskim popieramy Robert Biedroń!

Chciałabym, żeby prezydentem Polski został ktoś, kto będzie

realnie stać na straży Konstytucji, nie pozwoli na jej łamanie, omijanie czy deptanie. Ale całej Konstytucji, tej części o edukacji, ochronie zdrowia i nadzorze nad wykonywaną pracą też;

♀️🌈 realnie wspierać wszystkich obywateli i obywatelki, dążyć do tego, żeby każda osoba w mogła czuć się w Polsce bezpiecznie;

🏥🏫👩‍🏭👨‍🏭 będzie zabiegał o to, żeby w Polsce były tanie mieszkania na wynajem, dostęp do dobrej jakości ochrony zdrowia, dobre szkolnictwo, które pomaga naszym dzieciom się rozwijać, dobrej jakości prace, godną płacę i państwo, które stoi na straży przestrzegania praw milionów pracowników i pracownic. I o dostęp do tych zdobyczy walczył zawzięcie.

I właśnie takim prezydentem będzie Robert Biedroń! #Biedroń2020



Biedroń2020

Źródło
Opublikowano: 2020-01-19 14:17:53

Fantastyczne spotkanie z młodzieżą z Gogolina zorganizowane przez Młodzieżową Ra

Fantastyczne spotkanie z młodzieżą z Gogolina zorganizowane przez Młodzieżową Radę! Bardzo dziękuję za zaproszenie!

O czym rozmawialiśmy?
➡️ O prawach pracowniczych, czym jest Kodeks Pracy i skąd on się wziął;
➡️ O tym jak wygląda praca posłanki i co mają z nią wspólnego agrofagi;
➡️ O tym dlaczego lektura budżetu jest pasjonująca;
➡️ O legalizacji marihuany w Polsce;
➡️ O tym czym się różni lewica od prawicy i o co chodzi z tym centrum czyli gdzie jest PO, gdzie Gowin a gdzie partia Razem na mapie politycznej;
➡️ O tym, że jest w Polsce fajna prawica np. Klub Jagielloński, KIK, środowisko wokół Magazynu Kontakt;
➡️ O ochronie środowiska i prawach zwierząt

I o wielu innych rzeczach. Dziękuję Wam za spotkanie, a burmistrzowi Joachimowi Wojtali za bardzo miłe przyjęcie!





Źródło
Opublikowano: 2020-01-17 12:06:51

Zdążyć przed licytacją

Zdążyć przed licytacją

Ja tak ciężko choruję, mam dwoje dzieci, w tym jedno niepełnosprawne i zlicytują mi dom? Pani Maria nie może w to uwierzyć. A jednak komorniczka nie zostawia jej złudzeń. Jeżeli nie będzie spłacała co najmniej po 500 zł miesięcznie dom pani Marii pójdzie pod młotek. A dłużniczkę stać na zaledwie 250 zł. miesięcznej spłaty. Muszę niestety przekonywać nieszczęsną kobietę, że dla banku i komornika argumenty moralne są bez znaczenia. Tak działa system. Żeby rodzina nie wylądowała na bruku potrzebne są szybkie, zdecydowane działania. Mąż pani Marii po dziesięciu latach proszenia o podwyżkę zdecydował się złożyć wymówienie. W firmie sprzątającej za mało zarabiał, żeby spłacać dług. Pożyczyli w banku około 30 000 zł. na remont domu, który odziedziczyli po rodzicach, a który nie nadawał się już do zamieszkania. Niestety sprawy skomplikowała choroba nowotworowa pani Marii. Jest już po resekcji piersi. Czeka ją kolejna operacja. Słowem, podczas gdy dłużniczka dzielnie walczy z rakiem, bank bezwzględnie dąży do odzyskania należności.
Zdecydowaliśmy się podjąć działania, które zapobiegną tragedii czyli licytacji jedynego dachu nad głową tak srogo już dotkniętej przez los rodziny z podwarszawskiego Błonia. Staramy się zebrać od ludzi dobrej woli jakąś w miarę pokaźną kwotę (kilka tysięcy), która pozwoli na podjęcie na nowo rozmów z panią komornik. Będziemy wnosić o wstrzymanie się przed czynnościami zmierzającymi do licytacji. Następnie udamy się na negocjacje do banku, żeby odwołał komornika i pozwolił powrócić do normalnej obsługi zadłużenia. Jednak w tym celu musimy pomóc panu Zbigniewowi, mężowi Marii w zdobyciu zatrudnienia z dochodem pozwalającym spłacać kredyt bankowy. Pan Zbigniew liczy sobie 47 lat, jest z zawodu hydraulikiem, ma też uprawnienia do obsługi wózka widłowego. Po naszym apelu w mediach społecznościowych ludzie zaczęli wpłacać datki z dopiskiem „na ratunek przed licytacją” i podsuwać oferty pracy. Jest więc znaczna szansa na happy end.
Trzeba jednak zauważyć, że w całej tej układance pomoc potrzebującej rodzinie niosą zwykli obywatele i organizacja społeczna, Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej. Nie ma natomiast ani władzy publicznej, samorządu, jakiejś agendy rządowej, która by pomagała wesprzeć rodzinę w tej podbramkowej sytuacji.
Kancelaria już kilka lat temu sformułowała projekt nowelizacji prawa, które wykluczałoby licytację jedynego dachu nad głową. Nazwaliśmy to „prawem ostatniej koszuli”. Projekt wprawdzie był procedowany w Sejmie, ale nie został uchwalony. Powyższy przykład pokazuje, że warto do tego pomysłu powrócić. Ludzi, którym nawet za stosunkowo niewielkie długi licytuje się mieszkania i domy zgłasza się do Kancelarii mnóstwo. Innym sposobem zaradzenia tym problemom byłoby utworzenie Funduszu, który w takich sytuacjach udzielałby zagrożonym licytacją mieszkania czy domu dłużnikom tanich pożyczek, których spłata rozłożona by była na dłuższy okres. Bo w tych sprawach czynnikiem decydującym jest czas. I gdy bank domaga się jednorazowej spłaty całego kredytu pod groźbą licytacji, bez jakiejś formy pomocy rodziny lądują na bruku, dzieci w biedulu lub w pieczy zastępczej, matki w ośrodkach dla bitych kobiet, choćby nikt ich nigdy nie bił, a mężowie w noclegowniach.
Czas to zmienić, czas zatroszczyć się o rodziny.

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2020-01-15 18:01:15

OKO.press: Wirtualna Polska promuje Ziobrę. Autocenzura i konsultacje z Patrycją Kotecką

Mam wybitną zdolność palenia za sobą wszystkich mostów, no ale ten most chyba i tak już donikąd nie prowadzi – miejmy nadzieję.
Nigdy nie szanowałam Tomasza Machały. Nie, nie za słynne parówki.
Wszędzie, gdzie się pojawiał, normy pracy szły w górę, dziennikarze i dziennikarki byli wyciskani do granic i traktowani jak ludzkie robociki oraz zapanowywał klikbajt.
Słyszałam o minimum dla dziennikarki WP: 70 tekstach miesięcznie. Weźcie podzielcie to sobie przez około 20 dni pracy w miesiącu. Czy tak się jeszcze da robić dziennikarstwo? Nie: trzeba kraść z innych mediów. A wszystko to po to, żeby Machała mógł przedstawić "górze" satysfakcjonujące tabelki.
To oczywiście wpływa na całe media: bo jeśli – per analogiam – jeden z oferentów startuje do przetargu po dumpingowych cenach, reszta musi się dostosować i także przerzucić zatrudnionych na śmieciówki.
Celowo piszę też "dziennikarze i dziennikarki", a nie "mediawiorkerzy": bo wśród zatrudnionych w portalach horyzontalnych jest wiele zdolnych osób. To nie ich wina, że na wąskim, medialnym rynku Machała i mu podobni zamykają nam drogi rozwoju i wspierają medialny race to the bottom.
Pamiętajcie: za każdym razem, kiedy klikacie w portal horyzontalny (Wirtualna Polska, Interia i inne, nota bene w państwach zachodnich takiego wynalazku, agregatu cudzych treści, nie ma), gdzieś w Polsce głodem przymierać zaczyna jakiś dobry dziennikarz. Najczęściej nikomu nieznany i lokalny, który każdą informację musi sobie wychodzić. I którą to informację krajowe telewizje i portale horyzontalne obrabiają potem na swoje potrzeby bez powołania.
Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz: redakcyjne kolegia nigdy nie są szczelne. Jeśli Machała mówił już kilka miesięcy temu otwarcie o współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości, informacja ta na pewno była znana wielu osobom – w tym tym, które są twarzami obecnej walki o demokrację. Ciekawe, co na to mama Machały, posłanka PO Joanna Fabisiak oraz inne osoby, o których intensywnie teraz myślę?
Machała jest współsprawcą spsienia mediów. A teraz okazuje się jeszcze, że nie posiada kręgosłupa moralnego. Za długo żyję jednak w tym kraju, żeby wierzyć, że da się tu skompromitować. Bardzo jednak liczę na to, że w tym wypadku kariera Tomasza Machały została właśnie – bum! -unicestwiona.

OKO.press: Wirtualna Polska promuje Ziobrę. Autocenzura i konsultacje z Patrycją Kotecką

– Łączy nas z Ministerstwem Sprawiedliwości wiele biznesowych interesów – miał powiedzieć podczas wewnętrznego spotkania pracowników Wirtualnej Polski jej wiceszef Tomasz Machała. Sprawę związków portalu z resortem szeroko opisuje portal OKO.press.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-15 14:30:50

Lewica Razem przeciw podwyżkom cen biletów Kolei Mazowieckich | Polska Agencja Prasowa SA

Samorządowa kolej to jedno z tych narzędzi, dzięki któremu można skutecznie walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym. Transport kolejowy to też mniejsze zanieczyszczenia, dlatego polityka transportowa także na poziomie samorządowym powinna brać pod uwagę koszty społeczne i ekologiczne. Powinna też być prowadzona w porozumieniu z mieszkańcami. Niestety, marszałek Struzik postępuje zupełnie inaczej. Podwyżki przygotowano w tajemnicy przed radnymi i pasażerami. Dopiero po dzisiejszej konferencji, którą zorganizowaliśmy wspólnie ze społecznikami i posłanką Biejat, marszałek przyznał, że mieszkańców Mazowsza czeka uderzenie po kieszeni.

https://www.pap.pl/…/news%2C570880%2Clewica-razem-przeciw-p…

Lewica Razem przeciw podwyżkom cen biletów Kolei Mazowieckich | Polska Agencja Prasowa SA

Polska Agencja Prasowa SA, Polish Press Agency

Źródło
Opublikowano: 2020-01-14 18:27:07

Michał Danielewski napisał trafnie, że „najlepszą polemiką z Elizą Michalik, odpowiadającą głębi jej refleksji i poziomo

Michał Danielewski napisał trafnie, że „najlepszą polemiką z Elizą Michalik, odpowiadającą głębi jej refleksji i poziomowi warsztatowemu, byłby losowo wygenerowany ciąg znaków podzielonych na akapity”. Dlatego nie będę z nią polemizował, ale chcę pokazać, czemu jest ona doskonałym symbolem pogardy celebrytów dziennikarskich wobec większości Polaków i Polek. Tak, tak, większości, bo często wywody osób takich jak Michalik sprowadza się do obrażania „wyborców PiS”, ale tak naprawdę obraża ona nie tylko ich, ale także wyborców lewicy czy przynajmniej częściowo Platformy oraz ludzi niegłosujących.

Otóż Michalik postanowiła napisać tekst na zasadzie „czego lewica nie mówi, ale o czym myśli”. Jak łatwo odgadnąć, bo to stały motyw w liberalnej publicystyce, za pomocą swojego ostrego jak brzytwa intelektu Michalik doszła do tego, że lewica myśli „jak PiS”, bo dzieli Polaków na lepszy (biedni) i gorszy (bogaci) sort. Wpatrywanie się w ukryte myśli innych ludzi to niebezpieczna gra, bo można przypadkiem ujawnić własne myśli, których nie wypowiada się wprost. Spójrzcie na ten fragment tekstu Michalik:

„Ponadto sądzę, że przedsiębiorcom płacącym podatki należą się od polityków, także Partii Razem, podziękowania. Choćby dlatego, że gdyby nie ich pieniądze, to posłowie musieliby się wziąć do pracy na wolnym rynku, a jak pokazują ich oświadczenia majątkowe – wielu z nich praca nie idzie najlepiej”.

Michalik może się wydawać, że ładnie zaorała polityków i polityczki Razem, nabijając się z ich rynkowej niezaradności i lichych oświadczeń majątkowych, ale tak naprawdę śmieje się w ten sposób z większości Polaków: czy to wyborców PiS, czy PO, czy lewicy. Bo większości z nich praca na rynku idzie dokładnie tak samo jak posłankom i posłom Razem: mają niewielkie oszczędności i mieszkanie z niespłaconym kredytem. W sprzyjających warunkach – bo wielu ma po prostu długi bez oszczędności.

Nie rozumiem też, czemu akurat przedsiębiorcom mieliby dziękować politycy Razem za płacenie podatków. Czy pielęgniarki, nauczycielki, kasjerki nie płacą podatków? Michalik pisze tak, jakby świat dzielił się na zaradnych, pracowitych i zamożnych Polaków oraz biedotę, którą ukochała sobie polska lewica. Pisze na przykład ironicznie: „Po ludziach pracy można jeździć jak po łysych kobyłach, ale „biedni” to ho, ho…”.

Nie wiem, czy Michalik jest w stanie intelektualnie ogarnąć to, że rozróżnienie na „ludzi pracy” i „biednych” jest idiotyczne, bo wielu ludzi pracujących jest biednych, a inni mają co najwyżej te kilka tysiaków oszczędności i mieszkanie na kredyt, czyli dokładnie to, co tak uroczo wyśmiewa Michalik w przypadku polityków Razem.

Nie chodzi tylko o Michalik, to jest głębszy problem. „Gazeta Wyborcza” podsumowała pomysł wprowadzenia ulgi na prąd, która ma przysługiwać ludziom niewpadającym w wyższy próg podatkowy, tytułem „Ulga od drogiego prądu? Tylko dla elektoratu PiS”. Rzecz w tym, że w wyższy próg nie wpada w Polsce gdzieś ponad 90% osób. Czy one wszystkie stanowią elektorat PiS?

Obawiam się, że możemy zbliżyć się do takiego poparcia, jeśli dziennikarze będą dalej traktowali z taką pogardą każdego, kto nie należy do wąskiej grupy najzamożniejszych osób w Polsce.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-14 12:47:10

Mój wpis na temat naszego pokolenia i rynku mieszkaniowego rozpoczął burzliwą dy

Mój wpis na temat naszego pokolenia i rynku mieszkaniowego rozpoczął burzliwą dyskusję. Znowu wylała się na mnie fala hejtu, za przypomnienie kilku podstawowych faktów. Wzrost cen mieszkan wyniósł w dużych miastach 13.5 procent w zeszłym roku, 45 procent ludzi w wieku 25-34 mieszka z rodzicami, 42 procent nowych mieszkań jest kupowana przez bogatych pod inwestycje. Z obiecywanych stu tysięcy mieszkań w Mieszkaniu Plus powstało raptem 800.

Korporacyjne media tymczasem uważają, że mieszkanie w 55 metrach kwadratowych to powód do wstydu. Że powinnismy się „przyzwyczajać” do tego, że trzymetrowy pokój w Warszawie kosztuje tysiąc złotych. Jeden z głównych dziennikarzy TVN24 Konrad Piasecki mówił w niedzielę w TOK FM, że „w młodzieży mało jest odwagi opuszczania rodziców podejmując się pracy na śmieciówce i jeszcze oczekuje pracować mniej niż 12 godzin dziennie i będzie mieć czas na jogę" i „młodzi ludzie lubią sobie postudiować i pomieszkać z rodzicami”. Profesor Ireneusz Krzeminski w wywiadzie dla Plus Minus mówił, że młodzi mówią „że wolność jest dla nich ważna, chcą żyć po swojemu i żeby nikt się do nich nie wtrącał, a zwłaszcza państwo, ale jednocześnie chcą, żeby państwo zapewniło im prace i mieszkanie. Wolność pomieszana z roszczeniami, a to jest w zasadzie bezsensowna mieszanka.”

Elity chcą nam wmówić, że obecna sytuacja na rynku mieszkaniowym jest czymś naturalnym, że młodzi ludzie są roszczeniowi i leniwi, bo nie chcą pracować 12 godzin dziennie. Tak działa ten neoliberalny system. Jest codziennie podtrzymywany ciężką pracą przez korporacyjne media, stały zestaw „autorytetow” i polityków. Nie ma nic naturalnego w tym, że pokój klitka w Warszawie kosztuje tysiąc złotych. Nie ma nic naturalnego w tym, że ktoś pracuje 12 godzin dziennie. Nie ma nic naturalnego w tym, że ktoś ma się wstydzić 50-metrowego mieszkania. Kredyt hipoteczny na 30 lat, który zjada połowę dochodów, nie jest wolnością ale formą współczesnej pańszczyzny. Wolność nie polega na tym, że zapiernicza się od rana do nocy, a połowe zarobków oddaje na to, żeby mieć gdzie mieszkać. Rynek nie jest czymś spontanicznym a nasz indywidualny sukces nie jest oparty wyłącznie na naszej ciężkiej pracy. Elity wiedzą, że nie ma lepszego niewolnika niż ten, który uwierzył, że swoje kajdany nałożył sobie sam.



Źródło
Opublikowano: 2020-01-14 07:58:27

Nie żyje Oksana Kharchenko. Nie ma sprawcy – ale to nie znaczy, że nie ma winnyc

Nie żyje Oksana Kharchenko. Nie ma sprawcy – ale to nie znaczy, że nie ma winnych.

Oksana to Ukrainka, która w styczniu 2018 dostała udaru w zakładzie, w którym była nielegalnie zatrudniona. Zamiast natychmiast wezwać karetkę, pracodawca (o ile można tutaj użyć tego słowa; pewnie znacie go jako twarz dużej sieci sklepów spożywczych) wywiózł Oksanę w okolice Środy Wielkopolskiej, porzucił ją na ławce i dopiero wówczas zadzwonił na 112, sugerując, że przypadkiem natrafił na osobę nietrzeźwą w miejscu publicznym. Za swoje nieludzkie działanie nie poniósł żadnej odpowiedzialności, a Oksana otrzymała rekompensatę w wysokości zaledwie ok. 300 tysięcy złotych.

Zdrowie Oksany Kharchenko nigdy już nie wróciło do stanu sprzed udaru. Rehabilitacja nie przynosiła pożądanych rezultatów. Konieczne było zaszycie jej lewego oka, które groziło wypłynięciem. Choć bardzo tego pragnęła, nigdy nie odzyskała zdolności samodzielnego chodzenia i do samego końca wymagała stałej opieki.

Ostatnio w internecie słychać wiele głosów o „roszczeniowości” imigrantów, zwłaszcza tych z Ukrainy. Tymczasem to nie imigranci i imigrantki są problemem, tylko bezwzględny system, w którego szpony trafiają w trudnej sytuacji. Bezduszni, łamiący prawo pracy i liczący się wyłącznie z zyskiem pracodawcy, inspektorzy odwracający wzrok podczas kontroli, państwo, które umywa ręce – to oni są zagrożeniem dla Polski. Nie osoby, które przyjeżdżają tu w nadziei na poprawę swojego losu.

Nigdy nie zapomnimy o tej odrażającej historii i nigdy nie zapomnimy o Oksanie. Cześć jej pamięci!


Źródło
Opublikowano: 2020-01-13 19:20:08

Miała wylew, szef wywiózł ją na przystanek. Nie żyje 45-letnia Oksana z Ukrainy – Polsat News

Miała wylew, szef wywiózł ją na przystanek. Nie żyje 45-letnia Oksana z Ukrainy – Polsat News

Zmarła pochodząca z Ukrainy Oksana Kharchenko, której historią dwa lata temu żyła cała Polska. Po tym, jak kobieta doznała wylewu, jej pracodawca wywiózł ją w okolice Środy Wielkopolskiej i dopiero tam zadzwonił na numer alarmowy. Kobieta w ciężkim stanie trafiła wówczas do szpitala…

Źródło
Opublikowano: 2020-01-13 14:24:59

Konrad Piasecki narzekał w TOK FM, że młodzi chcą pracować mniej niż 12 godzin dziennie.

Konrad Piasecki narzekał w TOK FM, że młodzi chcą pracować mniej niż 12 godzin dziennie.

8-godzinny dzień pracy wprowadzono w Polsce w 1918 roku, ponad sto lat temu. Dziś jest to standardowe rozwiązanie europejskie. Wydawałoby się, że tę dyskusję mamy już za sobą, że jest to jedno z tych cywilizacyjnych osiągnięć, które można odhaczyć w tabelce jako „zrobione” i iść dalej. Tym bardziej, że przez ostatnie sto lat przybyło sporo badań pokazujących, że zbyt długa praca jest szkodliwa zarówno dla zdrowia, jak i dla naszej wydajności jako pracowników.

Ale nie, widać, że w Polsce to nadal budzi kontrowersje. Niektórzy cieszą się, że odbyła się taka ładna, pouczająca dyskusja z udziałem Piaseckiego na temat pracy i młodzieży. Czemu się ograniczać? Pójdźmy dalej za tym trendem pouczających dyskusji. Sto lat temu wprowadziliśmy też prawa wyborcze dla kobiet. Może i w tej sprawie cofnijmy się o cały wiek i podebatujmy, czy to cywilizowane rozwiązanie nam pasuje, czy jednak wywołuje kontrowersje?

Serio, gdzie my jesteśmy? Na przełomie XIX i XX wieku? I nie mówcie mi, że Piasecki to wyjątek, a tak w ogóle to z tymi 12 godzinami pracy to tylko tak symbolicznie. Kilka tygodni temu „Gazeta Wyborcza” opublikowała tekst Błażeja Lenkowskiego, który narzekał, że młodzi poszukujący równowagi między pracą i odpoczynkiem doprowadzą naszą gospodarkę do ruiny. Jeśli boimy się, że pod wpływem zdrowego trybu życia zawali się nasz cały model gospodarczy, to znaczy, że Polska przypomina raczej obóz pracy, a nie nowoczesne państwo europejskie.

Powinniśmy się cieszyć, że już dawno wprowadziliśmy takie rozwiązania jak 8-godzinny dzień pracy, szkolnictwo publiczne czy płatne urlopy. Bo jestem przekonany, że gdyby ktoś dziś próbował forsować takie pomysły, to podniósłby się niesamowity wrzask. Nasi liberalni, nowocześni, europejscy dziennikarze dowodziliby, że publiczna edukacja to drenowanie kieszeni zaradnych, udostępnialiby memy z cytatem Thatcher o tym, że państwo nie ma własnych pieniędzy, wróżyliby, że to wszystko skończy się „drugą Wenezuelą”. Garstka lewicowych zapaleńców próbowałaby bezskutecznie przekonywać, że publiczna edukacja to standardowe rozwiązanie europejskie. Gdyby jakaś partia rzuciła taki pomysł, to na łamach „Gazety Wyborczej” toczyłaby się pluralistyczna dyskusja na temat tego, czy to już komunizm, czy jeszcze kapitalizm. Oczywiście z przewagą głosów, że jednak to pierwsze.

Może zamiast absurdalnych prób wchodzenia w merytoryczną dyskusję z bzdurami polskich pseudoliberałów pora zacząć nazywać je po imieniu? Bo skończy się na tym, że za kilka lat będziemy toczyli pouczające dyskusje na temat tego, czy płacenie pracownikom to cywilizacyjny standard, czy może jednak komunizm i fanaberia współczesnej młodzieży.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-13 09:35:04

W Polsce większość ciężko pracujących ludzi nie ma oszczędności, nie stać ich na mieszkanie, nie korzystają z urlopów wy

W Polsce większość ciężko pracujących ludzi nie ma oszczędności, nie stać ich na mieszkanie, nie korzystają z urlopów wypoczynkowych. Jaki odsetek polskich pracowników i pracownic to pracujący biedacy trudno określić, gdyż statystyki płacowe Głównego Urzędu Statystycznego nie uwzględniają firm zatrudniających do 9 pracowników. A są to firmy, które płacą stosunkowo najsłabiej. Takich mikro przedsiębiorstw jest w naszym kraju ok 2 milionów, więc śmiało można powiedzieć, że na 16 milionów ludzi pracy najemnej, zarobki 6 milionów stosunkowo najmniej zarabiających nie są brane pod uwagę. Jednocześnie średnia pensja jest wyjątkowo mało mówiąca, skoro dominanta (płaca występująca najczęściej) jest niewiele większa od płacy minimalnej, którą pobiera kilkanaście procent pracowników w kraju. Jeżeli do tego dodamy takie czynniki jak brak tanich mieszkań pod wynajem, brak dostępnej dla większości mieszkaniowej oferty rynkowej, spekulacyjnie zawyżone ceny mieszkań i najmu, to otrzymamy obraz powszechnego wśród pracujących ubóstwa. Bo nawet jeżeli pracownik w dużej aglomeracji ma stosunkowo dobrze płatną pracę, to przecież jeżeli po to by założyć rodzinę musimy zapłacić za wynajem mieszkania równowartość jednego wynagrodzenia, to automatycznie czyni go pracującym biedakiem.

Źródło
Opublikowano: 2020-01-12 14:02:14

Kradną nam czas

Kradną nam czas

Czy jest jakiś powód żeby pralnia w sobotę była czynna do godziny 20:00? Tylko jeden, właściciel chce zwiększyć zysk. Na zarobki ten wydłużony czas pracy się nie przekłada bo dwie zatrudnione w niej kobiety zarabiają na rękę niewiele ponad minimalna krajową. Jakieś 2000 zł. Po kilku miesiącach Miłka doprosiła się umowy o pracę. Poczuła się pewniej choć umowa jest na czas określony, 3 miesiące. Do niedawna było ich trzy, ale koleżanka, najbardziej chętna do pracy w wydłużonym czasie, wylądowała w szpitalu. Diagnoza, rozstrój nerwowy, skłonności samobójcze. Teraz zostały we dwie a pracy nie ubyło. Pralnia jest w centrum handlowym, ludzi zatrzęsienie, a coraz trudniej o kogoś kto ma dryg do tej roboty i zechce odwalać w dwie osoby pracę przy której personel powinien liczyć cztery. Skąd o tym wiedzą? Bo już zjawił się inny pracodawca, który w identycznej pralni, też w centrum handlowym, zatrudnia czworo pracowników. Próbuje Miłkę „podkupić”.
Miłka i jej koleżanka nie chcą wylądować w szpitalu z przepracowania, nie chcą już pracować w soboty do 20:00. Nie chcą za swą ciężką pracę zarabiać groszy. Zażądały więc podwyżki i skrócenia czasu pracy. Jeżeli nie, już wiedzą dokąd pójdą. „Okienko transferowe” jest już otwarte.
Miłka bardzo lubi tę robotę. Jest dokładna, a doprowadzanie do niemal idealnego stanu sfatygowanej garderoby sprawia jej wielką frajdę. Ta jej dokładność w pracy i wyraźna satysfakcja sprawiła, że firma wciąż domagała się więcej godzin, choć nie płaciła za nie więcej, jak by wynikało z kodeksu pracy. „A może by pani została, widzi pani ile roboty, a koleżanka jest na zwolnieniu.” Im trudniej o pracowników tym bardziej pracodawcy wykorzystują do maksimum tych, których mają.
W poprzednich pracach Miłki było nie lepiej. Kiedy pracowała przy sprzątaniu. Na początku bywało słodko. Miła atmosfera i sensownie wyznaczony zakres obowiązków. Potem niezmiennie z czterech klatek schodowych do sprzątania, robiło się osiem, a pensja ani drgnęła. Zamiast początkowych czterech godzin, musiała siedzieć w pracy osiem a nawet 10. Tylko, że płacili za cztery. Dlatego często zmieniała pracę. Czas był dla niej ważny, bo jest wolontariuszką w Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, lubi pomagać ludziom.
Maciek jest stolarzem. Zwykle po ustawowych 8 godzinach pracy robi sobie fajrant, podczas gdy jego koledzy pracują i po 12 i po 14 godzin na dobę. Żyje bardzo skromnie, ale żyje jak człowiek. Przynajmniej raz w miesiącu bywa w teatrze lub filharmonii. To także działacz Kancelarii.
Większość naszych działaczy i działaczek nauczyło się już cenić własny czas i nie pozwala go sobie podkradać. Nie są skłonni poświęcać się dla zysków pracodawcy. Bo mamy jedno życie i ono jest tu i teraz.
W 1930 r. John Maynard Keynes zorganizował w Madrycie konferencję na temat przyszłości pracy, zatytułowaną „Możliwości ekonomiczne naszych wnuków”. Przewidział on, że dochód na głowę mieszkańca w świecie zachodnim w ciągu nadchodzącego stulecia czyli do 2030 roku powiększy się ośmiokrotnie. Sprawi to, że aby w pełni zaspokoić nasze potrzeby wystarczy, że będziemy pracować 3 godziny dziennie przez 5 dni w tygodniu. Dochód istotnie wzrósł, ale pracodawcy stracili skłonność do dzielenia się zyskami z rosnącej wydajności pracy. I zamiast krócej, pracujemy coraz dłużej.

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2020-01-07 10:37:11

8 stycznia we środę o 18:30 po świąteczno-noworocznej wznawiamy cotygodniowe zebrania Ruchu Sprawiedliwości Społecznej w

8 stycznia we środę o 18:30 po świąteczno-noworocznej wznawiamy cotygodniowe zebrania Ruchu Sprawiedliwości Społecznej w naszej siedzibie przy ul. Elektoralnej 26. Tematem najbliższego zebrania będzie dyskusja na temat "pracy", której poświęcimy duża konferencje już 25 stycznia. "Praca", to dzięki niej możemy jeść, ona czyni nas ludźmi, istotami społecznymi, ona wreszcie daje nam poczucie własnej wartości. I to wokół pracy będzie sie skupiał nasz program, program lewicowej alternatywy dla obu prawicowych partii: PiSu i PO.


Źródło
Opublikowano: 2020-01-05 10:13:14

W ostatnim WPROST wracam do sprawy mieszkańców kamienicy na warszawskiej Ochocie

W ostatnim WPROST wracam do sprawy mieszkańców kamienicy na warszawskiej Ochocie.

Jak zostałem przestępcą?

“Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą”

Wiersz księdza Jana Twardowskiego był pisany z myślą o pogrążonej w żałobie poetce Annie Kamieńskiej. Opłakiwała śmierć swojego męża Jana Śpiewaka. Słowa księdza stały się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych zdań poezji w historii polskiej literatury. Twardowski przyjaźnił się z Anną Kamieńską, która mieszkała do końca swoich dni w kamienicy na ulicy Joteyki na warszawskiej Ochocie. Tutaj los rzucił małżeństwo poetów po II Wojnie Światowej. Anna Kamieńska była moją babcią. Umarła zanim się urodziłem. Po jej śmierci rodzice oddali mieszkanie do zasobów lokalowych gminy. Słyszałem kilka historii o mieszkaniu poetów, w którym pełno było świątków i książek. To było jednak tyle. Dwa lata temu moja rodzinna historia znowu związała się z kamienicą na Joteyki. W 2017 roku dostałem telefon. Mężczyzna przedstawił się jako sąsiad Anny Kamieńskiej i poprosił o pomoc.

Kamienica na Ochocie została w 2010 roku z prywatyzowana. Odbyło się to w bardzo dziwny sposób. Hanna Gronkiewicz-Waltz nie wydała decyzji reprywatyzacyjnej i nie podpisała aktu notarialnego z nowymi „właścicielami” kamienicy. W księgach wieczystych ciągle funkcjonował jako właściciel miasto stołeczne Warszawa. Nie rozumiałem jak to możliwe oddawać w prywatne ręce nieruchomość wraz z kilkunastoma rodzinami bez wydania decyzji administracyjnej. Dowiedziałem się wówczas o zarządzeniu Hanny Gronkiewicz-Waltz numer 1777 z 2008 roku. Prezydent przyjęła wówczas dziwną interpretację prawa, która była bardzo korzystna dla spadkobierców i przede wszystkim różnej maści naciągaczy, prawników i zwykłych oszustów. Prezydent uważała, że samo unieważnienie decyzji nacjonalizują cej kamienicę oznacza, że przejdzie ona w prywatne ręce. Było to zaskakujące stanowisko. Dopiero po unieważnieniu nacjonalizacji urząd mógł wydać decyzję reprywatyzacyjną. Urzędnicy w teorii powinni wówczas zweryfikować czy spadkobiercy rzeczywiście są tymi za kogo się podają, w jakim stanie był budynek w momencie nacjonalizacji, ile kosztowała odbudowa, czy był obciążony hipotekami, czy może w PRL-u wypłacono za nieruchomość odszkodowanie. Zarządzenie Hanny Gronkiewicz-Waltz było drogą na skróty, szybką ścieżką przejmowania nieruchomości. Formalnie na papierze właścicielem było miasto, ale już czynsze z lokali szły na konto spadkobierców. PO 2010 roku pełnomocnicy spadkobierców kamienicy na Joteyki uzyskali od Skarbu Państwa jeszcze kilka milionów złotych odszkodowania za sprzedane przez miasto lokale. Podstawą prawną tych wszystkich działań był „protokół przekazania – przejęcia niesprzedanej części budynku” pod, którym w imieniu swoich klientów podpisali się pełnomocnicy. Lokatorzy szybko zorientowali się, że coś w tej sprawie się nie zgadza. Po pierwsze sama decyzja o unieważnieniu nacjonalizacji miała wątpliwe podstawy prawne. Lokatorzy zarzucali, że do wojny wybudowano jedynie parter budynku. Odbudowa powojenna odbywała się na znacznie powiększonej działce. Nie może być więc mowy o reprywatyzacji, bo w momencie nacjonalizacji nic na działce nie było. Podnosili również wątpliwości co do tożsamości spadkobierców. Najwięcej uwagi zwracali na udział w całym postępowaniu kuratora osoby nieznanej z miejsca pobytu. Jego rola była kluczowa. Kurator reprezentował połowę spadkobierców i bez niego żadne postępowanie nie mogło się iść do przodu. Był również niezbędny do wydania nieruchomości w prywatne ręce na podstawie zarządzenia Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Kuratorem nie była osoba przypadkowa. Była nią mecenas Bogumiła Górnikowską, która pracowała wówczas w znanej krakowskiej kancelarii SPCG. Wspólnikiem tej kancelarii był Minister Sprawiedliwości w latach 2007-2009 Zbigniew Ćwiąkalski. W roku 2008 inny znany krakowski prawnik Roman Porwisz zwrócił się do córki ministra z prośbą aby objęła kuratele po zaginionym spadkobiercy. Porwisz reprezentował rodzinę z Izraela, która twierdziła, że ma prawo do połowy kamienicy na warszawskich Ochocie. Druga połowa należała do niejakiego Aleksandra Piekarskiego. Kuratora powołuje się w przypadkach, gdy trzeba podzielić się spadkiem, a nie ma jak tego zrobić z uwagi na nieobecność jednego ze spadkobierców. Kurator pełni rolę opiekuna spadku i zawsze ustanawia go sąd. W tym wypadku mecenas Górnikowska znała jedynie nazwisko i imię osoby, którą miała reprezentować. Wniosek o ustanowienie kurateli wpłynął do sądu w Radomiu, gdzie udało się odnaleźć ostatni adres Aleksandra Piekarskiego. Sąd w Radomiu dwukrotnie odmówił mecenasowi Porwiszowi. Nie chciał się zgodzić na to, żeby Bogumiła Górnikowska została kuratorem ani w sprawie o unieważnienie decyzji nacjonalizacyjnej ani w drugiej sprawie dotyczącej wydania decyzji reprywatyzacyjnej. Sąd stwierdził dwukrotnie, że wnioskodawcy nie wiedzą tak naprawdę kim był Aleksander Piekarski. Osób z tym imieniem i nazwiskiem w Warszawie przed wojną była ponad setka. Prawo nie pozwala na ustalenie kuratora dla osoby nieznanej z tożsamości. Porwisz jednak nie ustawał i skarżył decyzję sądu. Wreszcie sąd drugiej instancji zgodził się na to, żeby mecenas Górnikowska została kuratorem Aleksandra Piekarskiego. Jej kuratela była jednak mocno ograniczona. Mecenas mogła reprezentować swojego „klienta” jedynie w sprawach dotyczących wydania decyzji administracyjnej z wniosku „o przyznanie wieczystej dzierżawy”. Czyli mogła go reprezentować jedynie w celu zdobycia decyzji reprywatyzacyjnej. Córka ministra jednak poszła znacznie dalej niż pozwalało jej na to pełnomocnictwo. Trzy miesiące później kamienica na Joteyki została „przekazana” izraelskiej rodzinie i Aleksandrowi Piekarskiemu, którego reprezentowała Górnikowska. Na tym się nie skończyło. Górnikowska podniosła czynsze lokatorom i poprzez pełnomocnika reprezentowała spadkobiercę na zebraniach wspólnoty. Od tego czasu zaczął się koszmar lokatorów, którzy nie byli wstanie, albo odmawiali płacenia podwyższonych czynszów nowym „właścicielom”. Lokatorzy uznali, że działania ratusza są bezprawne i zaczęli we współpracy z wspólnotą mieszkaniową bronić się przed komornikami. Szybko zorientowali się, że Piekarski może już nie żyć. Zaczęli naciskać na adwokatów, żeby wyjaśnili kim jest jeden z nieobecnych spadkobierców. Mecenas Porwisz wynajął wówczas archiwistę, który w zaledwie trzy miesiące ustalił, że pan Piekarski od pół wieku znajduje się w grobie. Dopiero rok po ustaleniu tych faktów Porwisz zwrócił się do sądu o zniesienie kurateli dla mecenas Górnikowskiej. W czasie trzyletniej kurateli Bogumiła Górnikowska nie zrobiła nic w celu ustalenia tożsamości Piekarskiego. Jej udział uruchomił jednak machinę, która gniotła lokatorów kamienicy wpędzają ich w długi i choroby.

Lokatorzy kamienicy znali i pamiętali moich dziadków. Wiedzieli, że nagłaśnianie sprawy dzikiej reprywatyzacji. Poprosili mnie o pomoc i nagłośnienie sprawy przed decyzją Naczelnego Sądu Administracyjnego. Miał on rozstrzygnąć, czy podstawa tej dziwnej reprywatyzacji była legalna. Czy można było unieważnić decyzję nacjonalizacyjną nieruchomość? Zapoznałem się z dokumentami przekazanymi przez lokatorów i nie miałem wątpliwości, że nie mogę pozostać obojętny na ich dramat. W dniu ogłoszenia wyroku przez NSA zorganizowaliśmy konferencję prasową przed Joteyki 13.

Tego samego dnia Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie unieważnił decyzję unieważniającą nacjonalizację. Cała bardzo wątła i wątpliwa prawnie podstawa reprywatyzacji właśnie została wyrzucono do kosza na śmieci. Sprawa stała się oczywista. Kamienica tak naprawdę nigdy nie przeszła w ręce rzekomych spadkobierców. Gdyby nie pozbawione podstaw prawnych działanie sądu II instancji w Radomiu, profesor prawa Hanny Gronkiewicz-Waltz i adwokat Bogumiły Górnikowskiej nigdy nie doszłoby do nielegalnej reprywatyzacji. Jakie było moje zdziwienie, gdy przyszedł do mnie prywatny akt oskarżenia z kancelarii Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Rodzina Cwiakalskich wybrała w procesie ze mną nie drogę cywilną, ale karną drogę z oskarżenia prywatnego. Umożliwia to słynny artykuł 212 kodeksu karnego, który przewiduje nawet rok więzienia za zniesławienie. Przepis jest znienawidzony przez dziennikarzy. Od dawna wszyscy politycy mówią o jego likwidacji, ale gdy przychodzą do władzy to nagle ich determinacja do zmiany prawa spada. Oznaczało to, że cały proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami. Sąd ogłaszając wyrok utajnił uzasadnienie wyroku pomimo tego, że nie miał takiego obowiązku. Sytuacja powtórzyła się w sądzie apelacyjnym. Media i opinia publiczna poznała więc jedynie samą sentencję wyroku bez wyjaśnienia za co jestem skazany i dlaczego moja apelacja nie miała podstaw. Publiczność wysłuchała więc że jestem przestępcą, że mam zapłacić 5 tysięcy złotych grzywny i 10 tysięcy złotych nawiązki za krzywdy wyrządzone przeze mnie pani Górniakowskiej. Mogę pisać o sprawie i się bronić jedynie dlatego, że na wniosek Górnikowskiej odtajnił sąd część procesu. Było to krótkie okienko, które umożliwiło mi publikacje kluczowych zeznań i dokumentów, które dzięki temu mogą państwo przeczytać w tym artykule. Jakie było moje zdziwienie, gdy Gazeta Wyborcza opublikowała wielki tekst na temat mojego procesu z ujawnionego uzasadnienia wyroku I Instancji i naszej apelacji. Nikt ich wcześniej nie ujawniał. Z ponad trzydziestu stron apelacji autor tekstu wybrał trzy zdania. Kto ujawnił materiały nie wiadomo. Autorem tekstu, który przedstawił mnie w najgorszych barwach, był redaktor Czuchnowski, którego sąd dopiero co uwolnił od zarzutu zniesławienia za sformułowanie „mafia z PiS”. Od początku media liberalne rzuciły się na mnie oskarżając o kłamstwa. Same jednak je uparcie kolportowały twierdząc, że sąd mial obowiązek utajnił uzasadnienie wyroku. Nie miał. To nie sprawa o gwałt czy kłótnie w rodzinie, tylko sprawa dotycząca działania funkcjonariusza publicznego w bardzo ważnej społecznej sprawie. Pomimo tego sąd dwukrotnie utajnił uzasadnienie, co odbiera mi możliwość napisania za co dokładnie zostałem skazany.

Najgorsze, że dramat lokatorów dalej trwa. Dwa miesiące temu jeden z lokatorów dostał od mecenasa Porusza pismo wzywające do zapłaty ponad stu sześciu tysięcy złotych. W kamienicy z powodu stresu i zadłużenia jak zeznał jeden z lokatorów zmarły cztery osoby. Nikt nie poniósł zawodowych i prawnych konsekwencji nielegalnej reprywatyzacji. Jedyną osobą jestem ja. Takich kamienic w całym kraju są tysiące. Ich mieszkańcy nie będą bronić sądów, póki sądy nie zaczną bronić ich przed przemocą elit i prawa.


Źródło
Opublikowano: 2020-01-04 11:58:23

Młodzi i szlachetni

Młodzi i szlachetni

Piotra poznałem na organizowanej przez Kancelarię blokadzie eksmisji. Dowiedział się o niej z jednego z portali społecznościowych. Okazało się, że studiuje w Krakowie. I kiedy jakaś kobieta wysłała do nas prośbę o pomoc zadzwoniłem do niego z prośbą by się tym zajął. Kobieta mieszka w Nowej Hucie i to w okolicy, po której po zmroku lepiej nie chodzić. Piotr udał się tam, ale jej nie zastał. Jednak jest uparty i w za którymś razem była w domu. Pani Marta została eksmitowana z mieszkania socjalnego na ul. Os. Szkolne w krakowskiej Nowej Hucie na skutek zaległości w czynszu. Zaległości te spowodowane były śmiertelną chorobą i w końcu śmiercią, a więc i kosztami pogrzebowymi, jej najmłodszego syna (w chwili śmierci 20 lat, p. Marta ma jeszcze dwóch starszych synów). Mąż pani Marty od roku przebywa w zakładzie karnym, gdzie trafił w wyniku pozwu sąsiada, którego mieszkanie mąż Pani Marty zalał. Mąż pani Marty jest niepoczytalny. Wielokrotnie skargi na niego wnosili sąsiedzi. Chodził nago, nękał mieszkańców, gonił dzieci, obrażał. Zagrożona przez niego czuła się również pani Marta, która na najbliższej rozprawie sądowej poświęconej mężowi była świadkiem przeciwko niemu. Na sprawie miało się rozstrzygnąć się, czy mąż wyjdzie na wolność. Wyszedł. Wrócił i teraz pani Marta już nie prosi, ale błaga o pomoc.
Zajmuje obecnie mieszkanie należące wcześniej do zmarłej matki męża. Płaci tylko rachunki za prąd. Boi się, że mąż wróci i dokona zemsty tudzież w inny sposób będzie utrudniał jej życie i powodował strach o własne zdrowie. Pani Marta jest 70-letnią kobietą pracującą 5 dni w tygodniu jako dozorczyni na komisariacie. Mieszkanie utrzymane jest w czystości, jednakże wymaga remontu. Unosi się w powietrzu nieprzyjemny zapach. Kobieta mówi, że przy eksmisji zaproponowano jej inny lokal socjalny, jednak nie miała ona sił, żeby wybrać się tam, sprawdzić i zorganizować sobie przeprowadzkę. Nadal nie może podnieść się po śmierci najmłodszego z synów. Trzeba więc będzie zorganizować grupę ludzi dobrej woli, którzy pomogą nieszczęsnej pani Marcie uwolnić się od groźnego małżonka i wynieść się do lokalu socjalnego.
W tamtej warszawskiej blokadzie brała też udział Julia, narzeczona Piotra z Krakowa. Również i ona została poproszona o pomoc osobie poszkodowanej. Tym razem chodziło o lokatorkę z Łodzi, a tak się składa, że Julia tam właśnie studiuje. Zebrała wywiad i dokumenty i przekazała działaczce Kancelarii.
Julia i Piotr, para młodych kochających się ludzi, gotowych nieść bezinteresowną pomoc wszędzie tam gdzie komuś dzieje się krzywda, napawa optymizmem. Nie całe młode pokolenie uległo egoistycznemu modelowi pogoni za własną korzyścią, bez oglądania się na bliźnich. Taka ideowa młodzież coraz liczniej zasila szeregi wolontariuszy Kancelarii. Jest więc sztafeta pokoleń. Nie zabraknie nam Judymów i siłaczek, o których tak pięknie pisał Żeromski.
Gdyby nie sieć ludzi dobrej woli w całej Polsce Kancelaria nie mogłaby skutecznie odpowiadać na prośby o pomoc płynące praktycznie zewsząd. Bardzo często słyszy się, że polskie społeczeństwo stało się wilczym stadem. Ale my w naszej codziennej działalności wciąż odkrywamy wspaniałych ludzi, bez których nasza działalność byłaby nie do pomyślenia. Często to właśnie potencjalni wolontariusze, krewni, sąsiedzi przyjaciele zgłaszają do nas prośby o pomoc a potem w porozumieniu z nami uczestniczą w niesieniu takiej pomocy.

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2020-01-01 17:32:38

Będziemy walczyć o Twoją lepszą przyszłość. Twoją i Twoich dzieci i wnuków.

Będziemy walczyć o Twoją lepszą przyszłość. Twoją i Twoich dzieci i wnuków.
💡 O sprawiedliwą transformację energetyczną.🌳 O ochronę środowiska i klimatu.🤱 O prawa kobiet.👩‍🔧 O prawa pracownicze.👨‍⚕️ O lepszą ochronę zdrowia.🏠 O dostępne mieszkania.
Możesz nam w tym pomóc w 2020! Dołącz do nas!


Źródło
Opublikowano: 2019-12-31 12:40:06

Pracujesz? Zarabiasz średnią krajową? Co z tego? I tak nie kupisz sobie mieszkania za swoje pieniądze. Jeżeli bankier pr

Pracujesz? Zarabiasz średnią krajową? Co z tego? I tak nie kupisz sobie mieszkania za swoje pieniądze. Jeżeli bankier przyzna Ci kredyt, to przez 30 lat będziesz mieć zobowiązanie finansowe w postaci żelaznej kuli u nogi.

Zawsze możesz wynajmować! Pamiętaj, bez dzieci i bez zwierząt! Nie stać Cię i na kredyt i wynajem? Trudno, pozostaje Ci mieszkać z rodzicami, albo czekać na spadek po babci. Przedstawiliśmy typowy obrazek młodych Polek i Polaków.

Polska musi mieć publicznego dewelopera budującego tanie mieszkania. Nie tylko dla młodych osób, ale również dostosowane dla potrzeb osób niepełnosprawnych i seniorów.


Źródło
Opublikowano: 2019-12-30 15:34:49

Muszę wam wyznać straszną prawdę.

Muszę wam wyznać straszną prawdę.

Całe życie uczęszczałem do szkół budowanych i finansowanych za cudze pieniądze. Nic, ani jednego kawałka drogi, po której chodziłem do szkoły w mojej wsi, ani jednej sali lekcyjnej, ani jednej pensji nauczycielskiej nie sfinansowałem za własne.

To dzięki podatkom liberalnych dziennikarzy, ja, potomek chłopów, nauczyłem się pisać i czytać, a teraz niewdzięcznik wykorzystuję to, żeby ich szkalować. Gdzież mi do nich? Ludzi, którzy sami wyciągnęli się z brzuchów własnych matek. Sami nauczyli czytać i pisać. Sami, własnymi rękami, zbudowali Polskę z nicości w 1989 roku.

Od dziecka byłem szkolony do roszczeniowości. Mojemu pokoleniu poprzewracało się w głowach. Tak bardzo, że chcemy coraz więcej rzeczy za cudze pieniądze. Transport publiczny, publiczna służba zdrowia, publiczne emerytury, płaca minimalna, polityka mieszkalna. Wszystko za cudze, cudze, cudze.

A przecież w Polsce mogłoby być jak w Somalii. Bez podatków, bez usług publicznych finansowanych „za cudze”, bez niszczenia przedsiębiorczości. Ostrzegam was w tej rzadkiej chwili szczerości, że jeśli moje pokolenie zwycięży, szczególnie tak zwana młoda lewica, to zamiast wymarzonej Somalii możemy mieć w Polsce Finlandię.

Finlandię! Wyobrażacie to sobie? Ten szalony kraj, którego premierka chce właśnie skrócić tydzień pracy. Wiadomo, mają ropę, sprzyjający klimat, trzy tysiące lat budowania kapitalistycznego dobrobytu za sobą i nigdy nie byli na wojnie, więc pewnie nie upadną z dnia na dzień, ale powiadam wam, że w końcu runą tak, jak runęła Szwecja kilkadziesiąt lat temu.

Bójcie się nas, bo chcemy budować żłobki, dawać płatne urlopy, wprowadzić europejski system podatkowy i dbać o prawa pracownicze. Nowy bolszewizm nadchodzi.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-30 14:40:07

Jestem zmęczony robieniem z naszego pokolenia roszczeniowych leniów. Większość o

Jestem zmęczony robieniem z naszego pokolenia roszczeniowych leniów. Większość osób, które znam pracuje ciężko od rana do nocy za marne pieniądze. Wielu na smieciówkach. Bez bezpieczeństwa zatrudnienia i pewności tego co przyniesie jutro. Nikt nie wierzy w emerytury. Większość nie stać nawet na drogie kredyty mieszkaniowe na koszmarnie drogie mieszkania. A potem się dziwią, że mamy jeden z najniższych wskaźników dzietności w Europie. Dlaczego? Bo po prostu nie stać nas na dzieci.

To nasze elity stworzyły nam taki świat. Wmawiają nam, że jesteśmy patologią, ale jedyną patologią jaką ja widzę są one same. Nie widzą swojego przywileju, mieszkań, które często dostali od państwa za grosze, dobrych stanowisk, które mają dzięki temu, że wchodzili na rynek pracy w latach 90-tych, szczęściu albo układom. Dzisiaj najbardziej roszczeniowe w Polsce są nasze oderwane od życia elity. Kiedy wreszcie ludzie powiedzą dość?


Źródło
Opublikowano: 2019-12-29 13:54:18

Najbardziej roszczeniowe pokolenie jakie znam to pokolenie baby boomers

Najbardziej roszczeniowe pokolenie jakie znam to pokolenie baby boomers, które dostało edukacje i mieszkania od państwa, a teraz nam wkręca, ze jesteśmy roszczeniowi, bo nie chcemy kredytów hipotecznych na 30 lat i śmieciówek 🙄


Źródło
Opublikowano: 2019-12-28 17:32:58

Walka w sądach

Walka w sądach

Przychodzą do nas zwykle ludzie, których nie stać na płatną poradę prawną. Nie stać ich też na ustanowienie pełnomocnika procesowego, a sądy nie zawsze przyznają takim osobom adwokata z urzędu. W takich przypadkach ustanawiam się jako pełnomocnik na podstawie art. 87 kodeksu postępowania cywilnego, zawierając uprzednio bezpłatną umowę zlecenia na prowadzenie spraw tej osoby w urzędach, bankach, spółdzielni mieszkaniowej, w relacjach z pomocą społeczną, itd. Ważne by występowanie w sprawie sądowej było jedną z wielu czynności, które dla takiej osoby wykonuję. Wtedy sąd, mimo że nie jestem adwokatem ani radcą prawnym pozwala mi reprezentować osobę, która zwróciła się do kancelarii o pomoc. Spełnienie tych warunków nie jest trudne, bo osoby ekonomicznie wykluczone mają wiele spraw do załatwienia, często różnych wierzycieli, a z drugiej strony praw do świadczeń, których sami nie potrafią dla siebie wywalczyć. Przy czym nie ma mowy, żebyśmy robili konkurencję profesjonalnym prawnikom, gdyż nie pobieramy żadnych opłat za nasze działania, a nasi mocodawcy i tak nie byliby w stanie skorzystać z usług profesjonalistów.
Mimo, że formalnie rzecz biorąc jestem prawnikiem z wykształcenia jednak nie mam uprawnień adwokackich ani radcowskich więc jestem amatorem. W większości spraw, które prowadzę przed sądami udaje mi się wygrywać. Dlaczego? Może istotne jest to, że stajemy po słusznej, zwykle słabszej stronie sporu o prawo do mieszkania, o dług, itp. Może przyczyną jest także to, że bardziej się przejmujemy. Wiemy bowiem, że od naszej sprawności i staranności zależy los drugiego człowieka, rodziny, ludzi, którzy doznali wielu krzywd ze strony innych, a także systemu, który jest skrojony dla tych którzy mają przeciw tym co nie mają. Z drugiej strony często można spotkać adwokatów, którzy ziewając zapoznają się z aktami dopiero na sali sądowej. Rutyna jest wrogiem skuteczności. Wreszcie odkąd w Polsce przestano uważać, że komentowanie orzeczeń sądowych należy do złego tonu, odkąd opinia publiczna zaczęła bardziej patrzeć sądom na ręce, wielu sędziów zaczęło wnikliwiej czytać akta i bardziej starannie analizować przedmiot sporu. Stąd udaje nam się uzyskiwać wyroki, które kiedyś były nie do pomyślenia. A zdarzają się wypadki kiedy sędzia wydając sprawiedliwy wyrok z powołaniem się na zasady współżycia społecznego ma łzy w oczach.
Pierwsza zasadnicza nierówność między właścicielem a najemcą, wierzycielem a dłużnikiem, pracodawcą a pracownikiem polega na tym, że ci pierwsi zwykle dysponują znakomitą obsługą prawną, są reprezentowani przez eleganckich i wygadanych prawników, podczas gdy ci drudzy zwykle stają przed sądami bez pełnomocników. Zwykły człowiek przed sądem nie bardzo rozumnie co się dzieje, nie rozumie prawniczego języka jakim operuje sąd i strona przeciwna. Denerwuje się więc i albo zapomina języka w gębie, albo mówi emocjonalnie i niekoniecznie na temat. To z kolei irytuje wysoki sąd ze szkodą dla sprawy słabszej strony procesu.
Przepisu bardzo często się zmieniają. Ostatnio musieliśmy wydać znaczne środki na zakup znowelizowanych kodeksów i opasłych do nich komentarzy. Nie byłoby to możliwe bez wpłat ludzi dobrej woli. Za co bardzo dziękujemy.

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2019-12-24 14:30:46

Sąd pracy odc. 2465. Pozew złożyliśmy na początku grudnia 2019 r.

Sąd pracy odc. 2465. Pozew złożyliśmy na początku grudnia 2019 r. Sąd zachęca nas do podjęcia mediacji i wspomina tylko nieśmiało i na dalekim marginesie, że mediacja jest na już, a pierwsza rozprawa ma szansę się odbyć 10 miesięcy po złożeniu pozwu. Nie mam do sądu pretensji, bo wiem, ile wakatów ma wydział pracy w Gdyni. Mogą się sędziowie dwoić i troić, ale nie będzie szybszego procedowania, jeżeli nie będziemy mieć więcej sędziów wraz z liczniejszym i godnie wynagradzanym wsparciem administracyjnym. Przypominam także, w obliczu powyższej wiadomości, że ministrowie sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski (PO) i Zbigniew Ziobro (PiS) zlikwidowali w Polsce w ostatnich latach blisko około 90 sądów pracy.


Źródło
Opublikowano: 2019-12-21 19:23:02

Kończy się jakiś etap, Razem zamyka biuro w Gdyni.

Kończy się jakiś etap, Razem zamyka biuro w Gdyni. Dzisiaj spakowałem większość rzeczy. Niedługo przeprowadzka. Będzie jedno biuro w Trójmieście, w Gdańsku. Jeszcze od wyborów mieliśmy tutaj kilkanaście spotkań, przyjęliśmy do partii kilkanaście nowych osób, gościliśmy posłankę Razem. Biuro nie funkcjonowało codziennie, jednak było dla nas miejscem ważnych rozmów i decyzji. Świadkiem dwóch ostatnich lat Razem w Gdyni. Smutno mi, nie lubię takich zmian. Do tego też oczywiście dochodzi fakt, że tracę pracę. No i kolejny, że Razem na Pomorzu jakoś niespecjalnie odnalazło się w układance Lewicy w ostatnich wyborach. W pewnym sensie jest to lekcja brutalnej polityki, w pewnym po prostu zawiedzione ideały i wypalony entuzjazm. Praca, którą wykonywaliśmy przez 4 lata nie wiadomo czy i komu się opłaciła jeszcze. Czy sześć osób w Sejmie z Razem czy cała Lewica będzie w stanie dać coś więcej i czy nie zmarnuje tego, co już wypracowaliśmy wcześniej. Nowe możliwości to też nowe pokusy i nowe zagrożenia. Zobaczymy co dalej. Musimy się nauczyć nowych rzeczy, np. tego jak lokalnie korzystać z reprezentacji sejmowej. Jako partia Razem stoi też przed wyzwaniem pogodzenia pozostałych jeszcze ideałów z realiami walki politycznej.

Wrzucam biuro choć miałem pomysł, żeby wrzucić jakieś nasze spotkania jeszcze i napisać coś więcej od siebie. Nie wiem jednak czy znajdę przez najbliższy okres na to siłę. Więc się podzielę chociaż tym. Miejsce na ziemi jest ważne, chociaż ludzie są ważniejsi – tego się trzymajmy.




Źródło
Opublikowano: 2019-12-20 18:09:23

W tym roku sezon szkoleniowy zakończyłem z #GIWK i warsztatem antymobbingowym. Cieszy mnie to o tyle szczególnie, że z r

W tym roku sezon szkoleniowy zakończyłem z #GIWK i warsztatem antymobbingowym. Cieszy mnie to o tyle szczególnie, że z reguły ze słowem „mobbing” na FB łączy się albo oskarżenie albo frustracja. W przypadku GIWK mam poczucie, że są to świadomość ryzyk, zaangażowanie i szczera wola zrobienia tego, co możliwe, aby traktować się z godnością. Nie ma organizacji, które są doskonale, w której menedżerowie wiedzą wszystko, co powinni i zawsze zachowują się tak, jak podręcznik by nakazywał. Są jednak takie, jak GIWK, które się starają i to właśnie jest dla mnie źródłem satysfakcji i uznania dla wysiłków Iwona Aleksandrowicz oraz pracowników, którzy włączyli się do pracy na rzecz dobra wspólnego.




GIWK

Źródło
Opublikowano: 2019-12-17 15:46:40

No więc skoro głos Maty ma być odkryciem muzycznym i jednym z głosów nowego poko

No więc skoro głos Maty ma być odkryciem muzycznym i jednym z głosów nowego pokolenia, to ja chcialem dorzucić do tej rozkminy głos pokolenia millenialsów aspirujących do Bieda Klasy Średniej.

Gdybym miał bit, studio i trochę sałaty na zbyciu, to nawet bym to nagrał, ale nie mam więc mogę Wam to zapodać a capello (możecie sobie wyobrazić, że chodzę z ziomkami z korpów, z kancelarii i biur, poklepujemy się po plecach, machami rękami, robimy groźne miny, a na drugim planie ziomek w kapturze wypuszcza buchy jak Snoop Dog)
[mogę to nawet nawinąć jak ktoś będzie chciał robić na youtube]

Mój ziomo od 1 roku na wykład podbijał w koszuli
Po to by wszyscy myśleli, że tak chodzi się u niego w domu
I nie chciał mówić nikomu, że starych ma żuli
Mój ziomo miał depre i w teczce pastylki
Jak studiował gegrę to kumplom mówił że to Lentilki
Uczelnia-robota, we wtorki wbijał do siłki
Mój ziom z moim ziomem nakurwiali w LOLa
Jak jeszcze nie był tak w modzie
Mój ziom był w diaksie, mój ziomo był w goldzie
Mój ziomo z mym ziomem pisali za kase
Na uczelni prace, te licencjaty i magisterki
I zaliczenia i referaty, a bananów starzy
Płacili dobre cyferki
Mój ziomo miał Tico, mój ziomo miał Uno
Mój ziom czasem jeździł starego Laguną
Razem z mym ziomem ściągnęli Merca
Na remont za grosze wzięli od Niemca
Lecz pod głowicą poszła uszczelka
Budżet się nie spiął i biznes się zesrał
Mój ziom rzucił robo w Sylwestra
A ciągle pamiętam, jak graliśmy w nocy w CSka
I jak spóźnialiśmy się na ołpenspejsa
I tak zaspani w robocie, przy kejsach
I tak zaspani w robocie, przy kejsach
I tak ziewający na lunchach, my to
Bieda Klasa Średnia

Refren

My to! My to!
Bieda Klasa Średnia (My to!)
Bieda Klasa Średnia (My to!)

Zwrotka 2

Mój ziomo walił doki słuchając O.S.T.R.ego
Trzepał taśmowo maile ze służbowego
Ojciec był rzeźnikiem, a mama na rencie
I ciągłe długi, chwytało się każde zajęcie
Mój ziom robił kiedyś w marketingu
Rysował w paincie chuje na business meetingu
Mój ziom był adminem na jednej memawce
I w robocie drukował memsy na drukarce
A rok wcześniej nasz team na team-buildingu
Szerował na skypie memsy o mordorze i bieda-kołczingu
Mój ziomo na lunch przynosił z chaty kotleta
Bo za penne z kurczakiem brali tu 16 zeta
A jak każdy w pojemnikach zwoził szamę po świętach
to pierogami i bigosem jebało na wszystkich piętrach
Mój ziomo bezskutecznie awansu się domagał
nie dostał, bo miał cały tajmlajn zajebany shitpostami o gułagach
Mój ziomo miał projekty porobione przed dedlajnem,
terminy były święte, a w weekendy cisnął narko twarde,
narko miękkie i narko aldente.
Mój ziom z moim ziomem założyli bieda-spółkę
i na małym zusie handlowali nylonowym sznurkiem
Mój ziom zrobił w nocy dwa kursy z anglika całe
żeby dostać się do korpo z zagranicznym kapitałem
Mój ziom zdał na radcowską, ale nie miał w todze taty
i dwa lata nakurwiał tylko przedsądowe wezwania do zapłaty
mój ziom w służbowym fonie miał apkę ogłoszenie-praca
i na stałe obserwował 5 zawodów w 4 wojewódzkich miastach
Mój ziomo w urzędzie, mój ziomo w banku, mój ziomo lingwista
mój ziom freelancer, mój ziom biznesmen, mój ziom specjalista
My to Bieda Klasa Średnia

Refren

My to! My to!
Bieda Klasa Średnia (My to!)
Bieda Klasa Średnia (My to!)

Zwrotka 3

My to Bieda Klasa Średnia, m4 w kredo na PRLowskich osiedlach
opieka w mediksie, karnet na basen, na siłkę, owocowe środy
każualowe piątki, angielski raz w na tydzień z firmowej promki
Po robo na shoping do Lidla, lub liga mistrzów i browara wychlać
przed klubem biforek w plenerkach, bo na łychę z baru nas nie stać
Zgodnie z dresscodem ubrani w z reserwda sweterkach
My to Bieda Klasa Średnia
My to Bieda Klasa Średnia
Wakacje all inklusiw w Bułgarii, Turcji, Hurgadzie
i cały urlop przy ladzie, lub hotelowym basenie
bo wycieczki drogie a nie były w cenie
W domu Wi Oł Di Ejżdżba, Netflixy i Iple, przebieram w ofertach
kurierzy z Di Ejcz La się w drzwiach zabijają na święta
Zacząłem tu robić te rapy, bo miałem już kurwa tak dość tego lejfa
Zacząłem tu robić te rapy, bo miałem już dość zaraz dostanę jebla
A nigdy nie chciałem być junior i zawsze tu chciałem być od razu CEO
I zawsze chciałem być z domków, zawsze bale za hajs starych elo
I pierdolę kołczingi, wyjście ze stref komfortu i ten wyścig szczurów
Zawsze byłem z kamienic, z popękanych chodników i obdartych murów
Zacząłem tu robić te rapy, bo miałem już dość tego elo
A nigdy nie chciałem być junior i zawsze tu chciałem być od razu CEO
I zawsze chciałem być z domków, w kabzie od starych flotę
I pierdolę to że wciąż tyram i tyram, a marzenia odkładam na potem
My to Bieda Klasa Średnia

Źródło
Opublikowano: 2019-12-17 15:24:42

Jan Śpiewak: działanie sądów przypomina sytuację z państw autorytarnych

Zachęcam do wysłuchania i obejrzenia całej rozmowy z weekendu na temat mojego procesu. To ważna sprawa dla kwestii wolności słowa w Polsce. Dzisiaj często ostatnią bronią przed niesprawiedliwością jest prawo do mówienia prawdy. Próbują je nam zabrać. Nie pozwólmy na to.

———————————

– Sądy zawężają zakres możliwej krytyki osób publicznych i urzędników publicznych – mówił w Polskim Radiu 24 Jan Śpiewak, aktywista miejski. – Będziemy iść w stronę kasacji, choć nie bardzo wierzę w Sąd Najwyższy, wydaje mi się, że prawnicy się bronią jako grupa zawodowa – dodał.

Śpiewak skomentował w ten sposób wyrok, jaki zapadł wczoraj przed warszawskim sądem w procesie wytoczonym mu przez mec. Bogumiłę Górnikowską, córkę b. ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Aktywista został w drugiej instancji skazany na zapłatę 5 tys. zł grzywny i 10 tys. zł nawiązki na rzecz Górnikowskiej.

Obywatelskie nieposłuszeństwo
Jak dodał, nie zamierza płacić orzeczonego odszkodowania. – Wierzę w prawo do obywatelskiego nieposłuszeństwa i liczę się z konsekwencjami. Będziemy wnosić o kasację, wnioskować do Rzecznika Praw Obywatelskich i Prokuratora Generalnego, by takie kasacje złożyli, a także złożę wniosek do prezydenta Andrzeja Dudy o ułaskawienie – podkreślił.

W ocenie Jana Śpiewaka, "mamy niebezpieczną sytuację w sądownictwie". – Sądy zawężają zakres możliwej krytyki osób publicznych, urzędników publicznych. To przypomina sytuację z państw autorytarnych. Sądy ściągają nas w stronię Białorusi, gdzie nie ma debaty publicznej – wyliczał.

Jan Śpiewak przypomniał w rozmowie z Polskim Radiem 24, został pozwany o zniesławienie. – Chodzi o sprawę kamienicy na Ochocie, na ul. Joteyki. Mieszkańcy kamienicy się do mnie odezwali, że kamienica ich zdaniem została nielegalnie przejęta przez spadkobierców – mówił.

Kurator 120-latka
– Sprawą, która budziła najwięcej kontrowersji był fakt, że połowę tych spadkobierców reprezentował występujący w imieniu osoby, która w dniu reprywatyzacji miała 120 lat.Dopiero sąd II instancji zgodził się na kuratora, określił też, że kurator miał reprezentować spadkobierców w procesach administracyjnych – argumentował.
– Pani Górnikowska przekroczyła uprawnienia i przejęła w zarząd połowę nieruchomości i podniosła czynsze. Gdyby nie jej udział w tym, to nie doszłoby do reprywatyzacji. Gdyby nie podniosła czynszu, nie doszłoby do dramatów mieszkańców kamienicy przy Joteyki – przekonywał.

Gość Polskiego Radia 24 przypomniał, że ta reprywatyzacja "została unieważniona, a kamienica wróciła do miasta". – Mieliśmy do czynienia z nieprawidłowym przekazaniem nieruchomości, przekroczeniem uprawnień przez p. Górnikowską i błędem sądu, który ustanowił ją kuratorem – wyliczał.

Jan Śpiewak: działanie sądów przypomina sytuację z państw autorytarnych

– Sądy zawężają zakres możliwej krytyki osób publicznych i urzędników publicznych – mówił w Polskim Radiu 24 Jan Śpiewak, aktywista miejski. – Będziemy iść w stronę kasacji, choć nie bardzo wierzę w Sąd Najwyższy, wydaje mi się, że prawnicy się bronią jako grupa zawodowa – dod…

Źródło
Opublikowano: 2019-12-17 12:42:15

Gdybyście zapomnieli, debatujemy jutro w Warszawie o prawach pracowniczych. Co szczególnie cieszy, będą obecni przedstaw


Gdybyście zapomnieli, debatujemy jutro w Warszawie o prawach pracowniczych. Co szczególnie cieszy, będą obecni przedstawiciele różnych związków zawodowych. To dobra okazja, żeby porozmawiać szerzej niż we własnej bańce. Mój panel moderuje Adriana Rozwadowska obstawiam więc, że będzie i merytorycznie i ciekawie

Źródło
Opublikowano: 2019-12-14 13:02:38

Moi krytycy uważają, że sam sobie zasłużyłem na tak surową karę i uczynienie mnie przestępcą. Wczoraj pojawiło się wiele

Moi krytycy uważają, że sam sobie zasłużyłem na tak surową karę i uczynienie mnie przestępcą. Wczoraj pojawiło się wiele nieprawdziwych informacji na mój temat. Chciałbym w jednym poście – w jak największym możliwym skrócie – wyjaśnić o co chodziło w aferze z nielegalną reprywatyzacją kamienicy na warszawskiej Ochocie przy ulicy Joteyki 13, przy której brała udział córka ministra Ćwiąkalskiego.

Podsumujmy więc podstawowe fakty:

– Kamienica na Joteyki była wybudowana prawie w całości po wojnie z publicznych środków. Piękna kamienica na Starej Ochocie stanowiła pokaźny majątek. Krakowska kancelaria reprezentowała połowę rzekomych spadkobierców nieruchomości. W Warszawie jednak, żeby zreprywatyzować kamienicę, trzeba było reprezentować wszystkich spadkobierców. Krakowski adwokat mecenas Porwisz potrzebował drugiej połowy, której przedwojennym właścicielem był niejaki Aleksander Piekarski. W tym celu poprosił córkę ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego o pełnienie funkcji kuratora osoby nieznanej z miejsca pobytu. Bogumiła Górnikowska zgodziła się na objęcie tej funkcji. Znała tylko jego imię i nazwisko i stary adres zamieszkania, a nie znała jego daty urodzin. Wynika to z samym zeznań oskarżonej, zeznań Zbigniewa Ćwiąkalskiego i wynajętego później archiwisty, który ustalił, że Piekarski nie żyje w trzy miesiące, co nie udało się pani mecenas wcześniej, przez ponad dwa lata. W świetle orzecznictwa Sądu Najwyższego Bogumiła Górnikowska-Ćwiąkalska nie znała tożsamości Aleksandra Piekarskiego. Jak zeznał archiwista samych Aleksandrów Piekarskich w Warszawie mogło być stu.

– Porwisz złożył odpowiedni wnioski do sądu w Radomiu, który dwukrotnie odmówił ustalenia kurateli zważywszy na to, że pełnomocnicy nie wiedzieli kim tak naprawdę był Aleksander Piekarski. Porwisz złożył odwołania i udało mu się taką kuratelę uzyskać. Oznaczało to, że Sąd w Radomiu złamał przepisy ustanawiając kuratelę dla nieznanego z tożsamości Aleksandra Piekarskiego. Pomimo tego zakres tej kurateli był jasno określony przez sąd. Górnikowska-Ćwiąkalska mogła uczestniczyć jedynie w postepowaniu o unieważnienie decyzji nacjonalizacyjnej wydanej w PRL-u. Następnie dwa lata później sąd w Radomiu ustalił drugą kuratelę dla wydania decyzji o użytkowaniu wieczystym – czyli tak zwanej decyzji reprywatyzacyjnej, którą wydawał warszawski ratusz. Zakres kurateli też był jasny – ma prawo reprezentować Piekarskiego w wydaniu decyzji administracyjnej jaką jest wydanie decyzji o użytkowaniu wieczystym.

– Na mocy specjalnego zarządzenia Hanny Gronkiewicz-Waltz kamienica bez wydania decyzji reprywatyzacyjnej i bez aktu notarialnego (!) została przekazana w ręce pełnomocników rzekomych spadkobierców. Dzieje się tak jedynie na podstawie protokołu przejęcia nieruchomości, który podpisała córka ministra Ćwiąkalskiego (poprzez pełnomocnika). Zaczęli oni czyścić nieruchomość poprzez podwyżki czynszów. Dostali też idące w miliony złotych odszkodowania za mieszkania, które wykupili lokatorzy. Tymczasem decyzja reprywatyzacyjna nigdy nie została wydana.

– W 2010 roku pod naciskiem lokatorów mecenas Porwisz wynajął archiwistę, który ustalił, że Aleksander Piekarski od pół wieku nie żyje. Zajęło mu to raptem trzy miesiące. Ćwiąkalska mimo tej wiedzy dalej pełni funkcję kuratora i uczestniczy poprzez pełnomocnika w zebraniach wspólnoty mieszkaniowej. Dopiero rok po wynajęciu archiwisty mecenas Porwisz, a nie sama Ćwiąkalska, złożył do sądu wniosek o zniesienie kurateli.

– Wreszcie w 2017 roku kończy się gehenna lokatorów. W tym czasie doszło do 4 przedwczesnych zgonów, postępowań komorniczych i spirali długów wsrod lokatorow. Naczelny Sąd Administracyjny unieważnił pierwotną decyzję o unieważnieniu decyzji nacjonalizacyjnej i tym samym odebrał jakiekolwiek prawne podstawy tej robionej na lipę reprywatyzacji. Kamienica od tego czasu wróciła do zasobu miasta. Miałem w tym swój mały udział.

Reasumując:

Pani mecenas zgodziła się na objęcie funkcji kuratora mimo, że znała wówczas tylko imię, nazwisko i ostatni adres zamieszkania Piekarskiego, a zatem – co przyznano wielokrotnie w akcie oskarżenia, zeznaniach świadków oraz udzielanych wywiadach – nie znała jego tożsamości. Jako profesjonalista miała jednak obowiązek wiedzieć, że kuratora absentis nie można powoływać dla osób niezidentyfikowanych (wynikało i wynika to jasno z przepisów, orzecznictwa Sądu Najwyższego i poglądów nauki prawa) i po prostu odmówić. W polskim systemie prawa nie ma bowiem instytucji kuratora dla osób nie znanych co do tożsamości.

Nie zrobiła tego jednak, a Sąd Okręgowy w Radomiu, wbrew stanowiskom innych sądów, mógł ją dzięki temu ustanowić kuratorem nieżyjącego już wówczas (od kilku dekad!) spadkobiercy. Co istotne, udzielona jej w ten sposób kuratela była jednak dość wąska i obejmowała uprawnienie tylko i wyłącznie do działania w toku postępowań administracyjnych dotyczących Joteyki 13. Treść postanowienia o udzieleniu kurateli jest bowiem dla kuratora wiążąca. Kurator ustanowiony dla określonego postępowania administracyjnego (a więc na podstawie art. 184 KRiO w związku z art. 34 KPA), nie może zatem działać poza jego zakresem i dokonywać czynności innych niż procesowe (dokładnie zresztą tak, jak ktoś kto dostał pełnomocnictwo do występowania przed sądem nie może na jego podstawie kupić samochodu).

Tymczasem córka ministra Ćwiąkalskiego, działając poza zakresem i bez jakiegokolwiek umocowania w przyznanej kurateli, za pośrednictwem swoich pełnomocników (mecenasa Porwisza lub pracowników jego kancelarii): przejęła nieruchomość od miasta, występowała na zebraniach mieszkańców budynku i doprowadziła do podwyższenia czynszów. To wszystko mimo nakazu szczególnej staranności wynikających zwłaszcza z zasad wykonywania zawodu adwokata. Ćwiąkalska po zdobyciu informacji, że Piekarski nie żyje dalej pełniła funkcję kuratora i dopiero drugi z pełnomocników rzekomych spadkobierców po roku od odkryciu tego faktu wniósł wniosek o zniesienie kurateli.

Proszę o udostępnienia tego posta!





Źródło
Opublikowano: 2019-12-14 11:07:47

Rzeczpospolita Przyjaciół

Rzeczpospolita Przyjaciół

Utrata dachu nad głową to najgorszy rodzaj wykluczenia społecznego. Ludzie w kryzysie bezdomności nie stają się od razu inni niż byli. To proces długotrwały i bolesny polegający na odzieraniu z samodzielności, dorosłości, godności. Tak się dzieje w większości miejsc, do których ludzie bez mieszkania trafiają. My stworzymy miejsce, w którym będą traktowani na równi z resztą społeczeństwa. Dom, w którym się szybko ogarną, zdobędą jakiś kąt, z którego wyjdą z podniesioną głową.. Bo my nie dopuścimy aby oni zaczęli myśleć o sobie źle. Bo wszystko jest w głowie i sukces i porażka. Ponad piekło wyścigu szczurów, przedkładamy budowę Rzeczpospolitej Przyjaciół.

https://www.facebook.com/Fundacja-Sprawiedliwo%C5%9Bci-Spo%C5%82ecznej-106816707466952/?notif_id=1576261205039500&notif_t=page_fan

Fundacja Sprawiedliwości Społecznej

Źródło
Opublikowano: 2019-12-13 22:03:01

7 grudnia firma Centralne Biuro Bezpieczeństwa Personalnego pochwaliła się na swoim profilu w mediach społecznościowych,

7 grudnia firma Centralne Biuro Bezpieczeństwa Personalnego pochwaliła się na swoim profilu w mediach społecznościowych, że jej pracownicy uczestniczyli w usunięciu najemców z mieszkania w Warszawie. Wiemy, że nie była to jedyna przeprowadzona przez nich eksmisją, podczas której podszywali się pod służby państwowe. Jedyną osobą uprawnioną do przeprowadzenia eksmisji jest komornik, który może ją przeprowadzić po uprzednim wyroku sądu!
Złożyliśmy dzisiaj razem z Konrad Wiślicz-Węgorowski zawiadomienie do prokuratury w sprawie działalności Centralnego Biura Bezpieczeństwa Personalnego w sprawie przeprowadzenia bezprawnych eksmisji lokatorskich.
Zwróciliśmy się do ministra Mariusza Kamińskiego, z pytaniem dlaczego policja biernie uczestniczy w takich sprawach i do ministra Zbigniewa Ziobry z apelem o poważne potraktowanie przestępstw przeciwko lokatorom.
W poniedziałek razem z Marceliną Zawiszą złożymy zapytania poselskie. Żądamy przekazania informacji na temat liczby bezprawnych eksmisji z udziałem policji i odpowiedzi na pytanie, dlaczego policja uczestniczyła w bezprawnej eksmisji na ulicy Zbożowej w Warszawie.
Więcej na ten temat można przeczytać na profilu Razem w Warszawie


Źródło
Opublikowano: 2019-12-13 20:58:19

Składamy zawiadomienie do prokuratury w sprawie działalności Biura Bezpieczeństw

Składamy zawiadomienie do prokuratury w sprawie działalności Biura Bezpieczeństwa Personalnego!

– Prawo ochrony lokatorów jest w Polsce nagminnie łamane. Jedyną osobą uprawnioną do przeprowadzenia eksmisji jest komornik. A jednak regularnie słyszymy o działalności prywatnych firm, opróżniających mieszkania z lokatorów. Lewica Razem sprzeciwia się nielegalnym eksmisjom i zawsze stoi po stronie lokatorów – mówiła dziś na konferencji prasowej przed siedzibą Prokuratury Okręgowej posłanka Razem, Magdalena Biejat.

7 grudnia firma Centralne Biuro Bezpieczeństwa Personalnego pochwaliła się na swoim profilu w mediach społecznościowych, że jej pracownicy uczestniczyli w usunięciu najemców z mieszkania w Warszawie. Działanie pracowników firmy wywołało oburzenie wielu aktywistów i komentatorów.

– Była to nielegalna eksmisja, przeprowadzona pomimo braku podstawy prawnej oraz z pominięciem przepisów. Eksmisja odbyła się bez udziału komornika, jedynej osoby uprawnionej do przeprowadzenia tej procedury. – mówił na konferencji Konrad Wiślicz-Węgorowski z warszawskiego Razem – Doszło do niej w środku okresu ochronnego, który trwa od 1 listopada do 31 marca. Nie był to jedyny tego typu incydent, w które zaangażowani byli pracownicy biura. Podczas swoich działań pracownicy CBBP ubrani są w stroje przypominające odzież stosowaną przez organy ścigania, kominiarki, kamizelki taktyczne, w tym z wielkim napisem „CBBP”, który wyglądem odpowiada tym, stosowanym przez Centralne Biuro Śledcze Policji, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czy Centralne Biuro Antykorupcyjne. Nawet skrót „CBBP” jest mocno podobny do „CBŚP”. CBBP w swoich materiałach udostępnionych w Internecie prezentuje fotografie atrap broni, a także innego sprzętu, zazwyczaj stosowanego wyłącznie przez organy ścigania.

Politycy Lewicy Razem zwracali też uwagę, że wynajmujący lokal, którzy popadli w problemy finansowe lub zdrowotne żyją w nieustannym stresie. Obawiają się tego czy za chwilę nie znajdą się – wraz z całym dobytkiem – na ulicy. Jest to tym większy problem teraz, w zimie. Zwracali też uwagę, że tę sytuację wykorzystują pracownicy CBBP, ubrani w mundury, kominiarki, kamizelki taktyczne z napisami podobnymi do tych, stosowanych przez służby specjalne, starając się wywołać wrażenie, że nadszedł dzień, w którym komornik, wraz z asystą organów ścigania przyszedł, aby siłą opróżnić lokal.

Konrad Wiślicz-Węgorowski poinformował, że złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez firmę Centralne Biuro Bezpieczeństwa Personalnego, ze względu na udawanie przez nią służb państwowych. Magdalena Biejat zapowiedziała, że wspólnie z inną posłanką Razem, Marceliną Zawiszą, złożą interpelacje do Ministra Spraw Wewnętrznych z pytaniem, jakim prawem w nielegalnej eksmisji brała udział Policja. Posłanki zwrócą się też do ministra z wnioskiem o zorganizowanie dla policjantów szkoleń praw lokatorów.




Źródło
Opublikowano: 2019-12-13 15:42:57

Jestem wzruszony tym, jak polscy neoliberałowie walczą od tygodni w obronie „etosu pracy”. To zwieńczenie ich wieloletni

Jestem wzruszony tym, jak polscy neoliberałowie walczą od tygodni w obronie „etosu pracy”. To zwieńczenie ich wieloletnich starań o godne wynagrodzenia dla pracowników budżetówki, o zniesienie śmieciówek, o silne związki zawodowe, o przestrzeganie kodeksu pracy. Jest tylko jedna przeszkoda na ich drodze: radykalna lewica. Jak pisze Piotr Beniuszys, „młoda lewica” porzuciła tradycyjne socjaldemokratyczne ideały i zamiast „etosu pracy” wyznaje „etos odpoczynku”. To źle, tłumaczy nieradykalny neoliberał, bo lewica: „musi jednak w swoim pędzie ku równości zrozumieć, że zapewnienie komuś, kto chce pracować 10 godzin w tygodniu, życia na takim samym poziomie, jakim cieszy się ktoś, kto pracuje 45 godzin w tygodniu, jest niesprawiedliwe”.

Mam małą wątpliwość. Zwróćcie uwagę na to, że w tekście Beniuszysa nie ma ani jednego przykładu dotyczącego postulatów młodej lewicy. Żadnego punktu z ich programu, żadnej wypowiedzi Zandberga, Zawiszy, Dziemianowicz-Bąk, żadnego konkretu. Nic, zero. Szkoda, bo młoda lewica wielokrotnie opowiadała się za „etosem pracy”: na przykład za tym, aby szanować pracę pielęgniarek, nauczycielek i milionów pracowników w Polsce, aby nie płacić ludziom 5 złotych za godzinę, aby nie spychać ich na śmieciówki, aby nie omijać kodeksu pracy. Jakoś nie widziałem, aby wspomagali ich w tych zmaganiach troskliwi strażnicy „etosu pracy” w rodzaju Beniuszysa. Można by wręcz wysnuć brzydkie podejrzenie, że dla neoliberałów „etos pracy” i szacunek dla pracowników to rzeczy sprzeczne.

Jeśli mówimy zaś o „tradycyjnych socjaldemokratach”, na których powołuje się Beniuszys, to kojarzę coś z historii, że walczyli oni o krótszy tydzień pracy, o płatne urlopy, o silne związki zawodowe i inne tego typu rzeczy związane z „etosem odpoczynku”. Ba, często z tego powodu pałowano ich i strzelano do nich. Ale tego wątku nie ma w tekście Beniuszysa. Z realnych postulatów współczesnej lewicy i realnych działań dawnej lewicy została tylko fantazja, że kiedyś socjaldemokraci wyznawali „etos pracy”, a dziś lewicowi radykałowie chcą, aby za 10 godzin pracy w tygodniu płacić tyle co za 45. Bardzo chętnie zapoznam się zarówno z podręcznikami historii, z których korzysta Beniuszys, jak i ze źródłami, z których czerpie wiedzę na temat postulatów polskiej „młodej lewicy”.

To jest fascynujące, jak polscy neoliberałowie dwoją się i troją, aby dowieść, że „młoda lewica” jest radykalna, ścigając się w wytwarzaniu kolejnych fantazji na temat jej postulatów i programu. Oczywiście od czasu do czasu następuje zderzenie z rzeczywistością, jak wtedy gdy Sroczyński przerywa na chwilę potok fantazji Bielik-Robson i pyta, czy słyszała prawdziwe, realne wystąpienie Zandberga, a ona jest zmuszona przyznać, że nie, po czym wraca do swoich fantazji. Dlaczego nasi samozwańczy liberałowie to robią? Klucz znajduje się pod koniec tekstu Beniuszysa: „Jeśli część lewicy będzie w nowej kadencji podnosić postulaty skrajne, (…) to niech nie zdziwi ją nowe zjawisko – pojawienie się symetrystów liberalnych, którzy potencjalnych rządów Partii Razem obawiają się nie mniej niż pisowskich, acz z innych powodów”.

Otóż to. Pisałem już o tym. Wojna z lewicowym symetryzmem dobiegła końca. Zaczęła się wojna z lewicowym radykalizmem. Skoro przez cztery lata krzyczało się, że najwyższym priorytetem jest odsunięcie PiS-u od władzy, odsądzając od czci i wiary każdego, kto nie podzielał tego poglądu, to teraz trzeba jakoś uzasadnić, czemu porzuca się ten priorytet na rzecz walki z lewicą. „Radykalizm lewicy” jest wygodną wymówką.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-06 13:23:26

Poseł i sekretarz SLD Marcin Kulasek ogłosił dzisiaj, że za 9 tysięcy na rękę (plus 2.5 tysiąca na wynajem mieszkania) n

Poseł i sekretarz SLD Marcin Kulasek ogłosił dzisiaj, że za 9 tysięcy na rękę (plus 2.5 tysiąca na wynajem mieszkania) nie da się utrzymać w stolicy. Fakt stolica jest koszmarnie droga do życia. Cieszy, ze posel lewicy pochylili sie nad losem milionów śmiertelników.

Poseł lewicy pan Kulasek jest tak biedny, że dojada na obiadach ze swoim „przyjacielem” sekretarzem ambasady Chin. Milion Ujgurów trzymanych w obozach koncentracyjnych przez władze Chińskiej Republiki Ludowej zazdrości posiłku.


Źródło
Opublikowano: 2019-12-05 12:24:51

Nie winić ofiar

Nie winić ofiar

Ktoś mnie ostatnio zapytał czy sprawdzam czy ludzie, którzy przychodzą po pomoc nie są sami sobie winni. Takim tropem myślenia poszedł były premier, Włodzimierz Cimoszewicz, który w czasie wielkiej powodzi powiedział lamentującym nad stratami rolnikom, że trzeba się było ubezpieczyć. Tak wypowiedź kosztowała wówczas SLD przegrane wybory i utratę władzy. Ludzie bowiem są przekonani, że jak jest powódź to trzeba ludzi ratować, a nie wypominać im lekkomyślność. Powodem, dla którego niesiemy pomoc jest trudna sytuacja, która jest faktem obiektywnym. Ludzie, którzy do nas przychodzą po pomoc, zwykle toną.
Zdarza się oczywiście, że sami są winni, by byli lekkomyślni. Częste na przykład są przypadki, że człowiek ma mieć licytowane mieszkanie lub eksmisję, bo wziął duży kredyt na jego generalny remont. Nie każdy taki remont to błąd. Są tacy, którzy remontowali, skuwali tynki, żeby sobie poradzić z wszechobecnym grzybem. Taki grzyb powoli niszczy zdrowie, a nawet zabija. Duża część mieszkań komunalnych, ogrzewanych prądem jest z oczywistych względów niedogrzanych. Tam walka z grzybem przypomina walkę z wiatrakami. Przyczyną jest też wadliwa wentylacja. Na Białołęce przy ulicy Skierdowskiej w bloku socjalnym są wprawdzie kratki wentylacyjne, ale prowadzą one donikąd, bo nie ma przewodów wentylacyjnych. Mimo niezliczonych próśb dzielnica odmawia odpowiedniej przebudowy i udrożnienia wentylacji. Jedna z lokatorek, która tam zamieszkała, miała alergię. Teraz po kilku latach oddychania zagrzybionym powietrzem, zachorowała na astmę. Ktoś powie, że to jej wina. Po co się wprowadzała do takiego mieszkania. Lecz nie „wybiera ten kto musi. kto wybrać nie ma w czym”, jak śpiewał poeta.
Duża część klientów Kancelarii to ludzie ciężko zadłużeni. Wielu z nich padło ofiarą reklam. Chcieli sztucznie podnieść swój standard życia za pomocą pożyczek. Potem spłacali pożyczki innymi pożyczkami, aż wreszcie wpadli w spiralę, która sprawiła, że są trwale niewypłacalni. Nikt oczywiście nie gani i nie obwinia mediów, które od rana do nocy emitują owe kusicielskie reklamy bankowych i lichwiarskich kredytów. Bo u nas obwinia się wyłącznie ofiary. Brałem kiedyś udział w audycji, telewizji śniadaniowej w jednej z prywatnych stacji telewizyjnych. Miałem mówić o parabankach, o lichwie. Ale zanim jeszcze rozpoczęła się audycja już wyemitowano reklamę Providenta. Stwierdziłem, że ta rozmowa nie ma wielkiego sensu, bo po cóż będę ludzi przestrzegał przed zadłużaniem się na wysoki procent, skoro ta stacja tv do wieczora zdąży już ludziom wypłukać mózgi reklamami lichwiarzy?
W świecie, w którym trzymanie w ręku gotówki, zwykle wachlarze banknotów pożyczanych „od ręki” mają być nieodpartą pokusą, jawi się jako najwyższa forma szczęścia. Gdzie posiadanie najnowszego modelu tego czy owego to warunek bycia kimś wartościowym, modnym, spełnionym życiowo, ludzie jak muchy w pajęczynę, wpadają w pułapkę konsumpcji ponad stan. My ich nie oceniamy. My staramy się ich ratować. Jedną z form ratunku jest upadłość konsumencka. Ale trzeba się spieszyć, bo od końca marca przyszłego roku prawo upadłościowe zmieni się tak, że ta droga będzie przed ludźmi praktycznie zamknięta.

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2019-12-04 09:24:12

MON chce kupić 30-letnie okręty podwodne ze Szwecji. Eksperci: To nie będzie rozwiązanie tymczasowe

Czy państwo polskie mogłoby wreszcie zająć się inwestowaniem środków w oczyszczenie Bałtyku z zatopionej tam broni chemicznej po II wojnie światowej? Zamiast wydawać miliardy w łodzie podwodne potrzebne na ratowanie naszych kompleksów musimy natychmiast podjąć zdecydowane działania, aby nie doszło do katastrofy ekologicznej na niespotykaną dotąd skalę. Wszyscy to wiedzą, ale kolejne rządy liczą tylko, że problem ominie ich kadencji. Potencjał marynarki wojennej na serio przydałby się w likwidowaniu realnych zagrożeń przed którymi dzisiaj stoimy, a nie tylko tych, dla których organizuje się ćwiczenia.

MON chce kupić 30-letnie okręty podwodne ze Szwecji. Eksperci: To nie będzie rozwiązanie tymczasowe

Mariusz Błaszczak potwierdził, że trwają negocjacje ze Szwecją w sprawie zakupu okrętów podwodnych. MON nie zdradza szczegółów na temat planowanych zakupów, ale najprawdopodobniej chodzi o 30-letnie okręty. Ma to być tzw. rozwiązanie pomostowe, ale nie rozwiąże problemu przestarzałe…

Źródło
Opublikowano: 2019-12-03 12:04:12

Dlaczego nie pójdę na dzisiejszą demonstrację w obronie sądów.

Dlaczego nie pójdę na dzisiejszą demonstrację w obronie sądów.

Przez dwa lata chodziłem na demonstrację w obronie sądów. W 2017 roku byłem jednym z pomysłodawców i współorganizatorów jednej z największych demonstracji obywatelskich przeciwko pisowskiej reformie Sądu Najwyższego przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu w lipcu 2017 roku na której było kilkanaście tysięcy osób. Organizowałem te demonstrację mimo, że już miałem negatywne osobiste doświadczenia z sądami. Zostałem skazany w pierwszej instancji przez sąd w sprawie wytoczonej mi przez Maciej M.

Wierzyłem, że nacisk społeczny wymusi na sędziach odrobinę refleksji. Propozycję zmian i oczyszczenie się z czarnych owiec. Po trzech latach od wybuchu afery reprywatyzacyjnej widzę, że sądy i cały wymiar sprawiedliwości wymagają radykalnej demokratycznej reformy. Polskie sądy są dzisiaj oazą i gwarantem feudalnych stosunków społecznych.

W zeszły wtorek byłem znowu w sądzie administracyjnym. Jako prezes stowarzyszenia Wolne Miasto Warszawa byłem uczestnikiem postępowania ws. decyzji komisji weryfikacyjnej. Komisja unieważniła decyzję o reprywatyzacji kamienicy na Asfaltowej 2. Kamienica została zreprywatyzowano pomimo, że została całkowicie odbudowana przez państwo, wniosek o użytkowanie wieczyste był złożony po terminie, a osoba ją składająca nie miała tytułu prawnego, żeby to zrobić. Następnie mieszkania w kamienicy sprzedawano za ułamek wartości. W jednym z nim mieszkał starszy pan. Jego mieszkanie zostało sprzedane za około 1,5 tysiąca za metr kwadratowy. Następnie nowy właściciel milioner związany z firmą Fenix postanowił wypowiedź umowę najmu tłumacząc to tym, że chce tam zamieszkać. Od tego czasu zaczęło się nękanie lokatora. Sąd unieważnił decyzję komisji. Następnego dnia dostałem telefon. Była to przejmująca i przygnębiająca rozmowa z jedną z ofiar reprywatyzacji. Powiedział, że w PRL czuł się bardziej wolny, bardziej bezpieczny i bardziej szanowany niż w III RP. Nie mam wątpliwości, że nie żyjemy dzisiaj w prawdziwej demokracji.

Sąd Administracyjny napisał w analogicznej sprawie, że nie będzie respektował wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który umożliwiał unieważnianie wydanych przez ratusz wadliwych decyzji reprywatyzacyjnych: „W związku z tym Sąd w tym składzie nie podziela poglądu zaprezentowanego przez Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 19 lipca 2016 r Kp 3/15, że prawo skutecznego złożenia wniosku dekretowego przyznano jedynie tym osobom, które mimo przejścia własności gruntu na podmiot publiczny zachowały faktyczne władztwo nad gruntem”. (sygnatura I SA/WA 1422/18). Sąd administracyjny łamie otwarcie konstytucje, ustawy, wyroki TK i nie ma żadnej reakcji środowiska prawniczego i sędziowskiego na to.

Nie pójdę na demonstrację, bo sądy dalej nic nie zrobiły z sędziami, którzy ustanawiali kuratorów dla 140 latków, nie pójdę na demonstrację póki środowisko nie zrobi nic z sędziami, którzy eksmitowali na bruk lokatorów wyrzucanych przez mafię reprywatyzacyjną, nie pójdę na demonstrację, dopóki za łapownictwo będą dawały wyroki w zawieszeniu jak dla szefa Platformy Obywatelskiej w Piasecznie, nie pójdę na demonstrację póki sądy będą dawały wyroki w zawieszeniu dla liderów grup przestępczych jak Piotra Baczkowskiego ps. Łapa, który ukradł kilkadziesiąt kamienic w Krakowie i został wypuszczony następnego dnia z więzienia po ogłoszeniu wyroku, nie pójdę na demonstrację dopóki sądy będą surowe wobec słabych i bezsilne wobec silnych.

Ogromna władza jaką posiadają sądy wymaga ogromnej odpowiedzialności. "Reformy" proponowane przez PiS zmierzają tylko do wymiany ludzi i powiązania ich z obozem władzy. Szykanowanie sędziów, którzy orzekają nie pomyśli władzy jest grozne. Tymczasem konieczna jest gruntowna zmiana całego systemu. Radykalna demokratyzacja sytemu sprawiedliwości – zarówno sądowego jak i prokuratorskiego. Nie mam gotowych recept, ale nie ulega dla mnie wątpliwości, że jest to jedna z kluczowych spraw do rozwiązania w najbliższym czasie jeśli chcemy żyć w prawdziwie demokratycznym państwie.


Źródło
Opublikowano: 2019-12-01 12:20:15

Atlas nienawiści – mapa samorządowych "stref wolnych od LGBT".

Atlas nienawiści – mapa samorządowych „stref wolnych od LGBT”. Dopóki nie zrobiłem mapy, nie zdawałem sobie sprawy, jaki zasięg ma to zjawisko.

Mapa zrobiłem ja. Jednak najważniejsze dane, to niestrudzona praca Kuba Gawron i Paulina Pająk. Nie tylko wyszukali te przyjęte uchwały, sklasyfikowali według typów (w tym dwóch głównych – niesławne „rezolucje przeciw ideologii LGBT” oraz nowy patent, „Samorządowa Karta Praw Rodzin”) ale śledzą także działania lobbystów z Ordo Iuris.

Mapa dostępna pod adresem: https://atlasnienawisci.pl
To pierwszy etap. Będzie rozbudowa, bo niestety, fanatycy nie ustają w swoich wysiłkach.


Źródło
Opublikowano: 2019-11-30 12:36:46

Z cyklu jak się robi w mediach.

Z cyklu jak się robi w mediach.
> "The Atlantic" publikuje reportaż o pracy w amerykańskim Amazonie – m.in. śmierci pracownika i współpracy Amazona i władz stanu Indiana w celu zrzucenia winy na denata
> "The Atlantic" prosi Amazona o rozmowę, ten odmawia
> rzeczniczka amerykańskiego Amazona godzi się na pisemne odniesienie się do kilku pytań
> reportaż jest publikowany wraz z wyczerpującym stanowiskiem spółki
> (…)
> gdzieś 8 tys. km dalej niejaka Rozwadowska omawia ten reportaż dla lokalnej "Gazety Wyborczej"
> "Jak napisał "The Atlantic", w amerykańskim Amazonie (…)" i tak dalej
> po kilku godzinach spływa mail od rzeczniczki polskiego Amazona
> która wnosi o "sprostowanie nieprawdziwych informacji"
> tak więc polska rzeczniczka polskiego Amazona każe prostować polskiej dziennikarce amerykański tekst, co do którego amerykański Amazon zdaje się że nie zgłasza poważnych zastrzeżeń
> w wyliczance rzeczy do sprostowania znajduje się m.in. punkt "Wywieranie presji na organy regulacyjne. Są to absurdalne pomówienia", a poniżej "prośba o modyfikację tekstu"
> jak rozumiem mam więc skasować pół artykułu, bo jest absurdalny
> albo: "Amazon to dobre i bezpieczne miejsce pracy. Twierdzenie, że jest inaczej to umyślne wprowadzanie w błąd".
Całość wystąpienia rzeczniczki polskiego Amazona dodałam u dołu wczorajszego tekstu. Przyznam, że są to dla mnie absolutnie nowe standardy. I że życzyłabym sobie, aby wszyscy rzecznicy świata tego przeczytali wreszcie definicję sprostowania.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-29 16:11:42

Najciekawsze szkolenia dla trenera to takie, na których sam może się czegoś nauczyć. Wczoraj skończyliśmy cykl zajęć dla

Najciekawsze szkolenia dla trenera to takie, na których sam może się czegoś nauczyć. Wczoraj skończyliśmy cykl zajęć dla prezesów ognisk ZNP w Gdańsku. Ogromnie cieszę się ze spotkania z 45 nauczycielami i nauczycielkami, którzy chcieli porozmawiać o mobbingu, dyskryminacji oraz o tym, co mogą zrobić w swoich szkołach, aby tych problemów unikać bądź je rozwiązywać. Bez wątpienia to ostatnie często wymaga sporej odwagi. Bardzo dziękuję wszystkim koleżankom i kolegom z ZNP, a szczególnie Pani Prezes Alinie Molskiej za współpracę, zaangażowanie i świetna atmosferę pracy.


Źródło
Opublikowano: 2019-11-29 11:44:20

Pracownik winny własnej śmierci. Tak ustaliły Amazon i władze stanowe

> napisz tekst o tym, że tempo pracy i normy w Amazonie prowadzą do wypadków, bo nie ma czasu na BHP
> a kiedy w magazynie dochodzi do wycieku gazu, i pracownicy oraz pracownice z zawrotami głowy i paleniem w klatce piersiowej chcą opuścić budynek, management nie chce podjąć ewakuacji i zatrzymać produkcji – bo straty – więc informuje, że czas nieobecności będzie odliczany od przerwy
> w komentarzach czytaj, że podane na pewno są nieprawdziwe "jak to zwykle w takich tekstach, które chcą tylko dowalić", bo przecież to niemożliwe, żeby pracownik musiał zebrać z półek 350 przedmiotów na godzinę (czyli 6 na minutę).
Podane informacje pochodzą z reportażu "The Atlantic" i Center for Investigative Reporting. Przedstawicielka Amazona pojawia się w tekście i nie zaprzeczyła im. Stwierdziła za to, że normy nie odbiegają od tych w innych firmach.
Natomiast nie to jest najciekawsze, a fakt, że żeby przyciągnąć Amazona do siebie, Maryland zaproponowało 6,5 mld dol. w ulgach podatkowych, Virginia – 550 mln dolarów w gotówce, Atlanta – hehe – m.in. bezpłatny parking dla menadżerów Amazona, Indiana zaś – przerzucenie winy za śmierć pracownika Amazona na denata.
Być może nie dorosłam do tych nowoczesnych czasów, ale wciąż nie mieści mi się w głowie, jak władze publiczne mogą wpaść na pomysł zapłacenia 0,5 mld dolarów prywatnej firmie za to, że będzie działać przynosząc sobie 11 mld dolarów zysku i odprowadzać 0 dolarów podatku (dane za 2018 rok).
No cóż, jakoś zostaje się najbogatszym człowiekiem na świecie. Tylko dlaczego z państwowych pieniędzy?

Pracownik winny własnej śmierci. Tak ustaliły Amazon i władze stanowe

Amazon w porozumieniu z władzami stanu Indiana usiłował zrzucić winę za śmiertelny wypadek przy pracy na pracownika, który zginął. W magazynie w Eastvale mimo wycieku gazu pracownicy nie zostali ewakuowani. Kto chciał opuścić budynek, musiał liczyć się z odliczeniem czasu nieobecnośc…

Źródło
Opublikowano: 2019-11-28 14:52:20

Sąd pracy odc. 2464. Jeśli jesteś publicznym pracodawcą, zwalniasz pracownia mów

Sąd pracy odc. 2464. Jeśli jesteś publicznym pracodawcą, zwalniasz pracownia mówiąc mu, że likwidujesz jego stanowisko pracy, a jednocześnie zatrudniasz kogoś o identycznym zakresie obowiązków, ale z inną nazwą stanowiska, to nie tylko przegrywasz proces i płacisz 11.000 zł odszkodowania, ale to dodatkowo i po prostu ogromny wstyd.


Źródło
Opublikowano: 2019-11-27 17:24:15

Oszukano Cię na wypłacie? Firma kantuje na nadgodzinach? Nie otrzymujesz pieniędzy na czas, a rachunki nie mogą już dłuż

Oszukano Cię na wypłacie? Firma kantuje na nadgodzinach? Nie otrzymujesz pieniędzy na czas, a rachunki nie mogą już dłużej czekać na opłacenie? Pracujesz w określonym miejscu, w określonym czasie, pod nadzorem, ale nie otrzymałaś umowy o pracę? Skąd my to znamy… To życie nasze i naszych bliskich. Czas to zmienić!

Państwowa Inspekcja Pracy musi stać się nowoczesnym i skutecznym narzędziem do walki z łamaniem praw pracownic i pracowników. Dosyć mobbingu, wyzysku, okradania z pieniędzy i czasu! Nasze postulaty:

➡️ dofinansowanie i poszerzenie uprawnień Inspekcji Pracy
➡️ kontrole w przedsiębiorstwach bez zapowiedzenia
➡️ wyższe kary za łamanie prawa (kara dla Amazon w Polsce wyniosła jedynie 1000zł!)
➡️ uprawnienia inspekcji do zmiany formy zatrudnienia na zgodną z prawem i stanem faktycznym – dosyć nadużywania śmieciówek
➡️ racjonalizacja systemu oceny wyników pracy inspektorów
➡️ kadencyjność Głównego Inspektora Pracy – urząd musi być niezależny od nacisków politycznych


Źródło
Opublikowano: 2019-11-27 15:24:09

Jedna z odsłon gdyńskiej batalii o przestrzeń publiczną. Wielka część nadmorskie

Jedna z odsłon gdyńskiej batalii o przestrzeń publiczną. Wielka część nadmorskiej Polanki Redłowskiej jest w tej chwili zaniedbanym parkingiem, gdzie latem samochody parkują gdzie się da. Reszta jest miejscem spotkań, pikników, ognisk a nawet wydarzeń jakie organizowaliśmy jako Razem czy Pikniku Obywatelskiego. Prezydent chce się pozbyć części terenu, sprzedać go pod hotel. W Gdyni brakuje atrakcyjnych ogólnodostępnych terenów spotkań, brakuje deptaka z prawdziwego zdarzenia – jako przestrzeni miejskiej a nie czysto turystycznej. Plac Kaszubki jest źle pomyślany i nie spełnia roli placu, mimo inwestycji w fontanny itd. nie przyciąga żadnych stałych aktywności i atrakcji (może Międzytorze wprowadzi więcej życia). Straciliśmy Park Rady Europy bo władze miasta nie wywiązały się z warunków na jakich kiedyś go przejęły. Prywatyzacja atrakcyjnych terenów jest łatwym sposobem na oddanie odpowiedzialności za przestrzeń, za relacje miejskie. Prezydent Szczurek nie ma wizji miasta, ma wizję maszyny ekonomicznej. Udaje mu się tę wizję realizować, w jego mniemaniu bez zgrzytów. Tylko, że ta wizja oddala Gdynię od bycia samodzielnym miastem pod względem atrakcyjności dla mieszkańców. Gdynia nie jest miastem, w którym ścierają się i mają pole do realizacji różne wizje mieszkańców. Deweloperzy mają pole do popisu, powstają drogie mieszkania ale nie ma pomysłu na przestrzeń publiczną i instytucje otwarte na ludzi. Sprzedawanie kolejnych terenów dalej przekierowuje naszą, mieszkańców aktywność na sąsiednie miasta, na Gdańsk i Sopot. Samorządność zmonopolizowała i wyjałowiła pole do rozwoju, które byłoby pomyślane choć trochę inaczej niż chce tego rządząca w ten sam sposób od 20 lat ekipa. Taka absolutna hegemonia i powtarzanie w nieskończoność tego samego pomysłu na rozwój nie działa. Gdynia się wyludnia. Atrakcje dla turystów nie zastąpią życia w mieście. Turystyka się też zmienia, ludzie podróżują, żeby zobaczyć np. Kopenhagę nie dlatego, że ma hotele nad morzem. Pamiętam jak byłem w czerwcu w Lublinie i to miasto, które nie ma morza i latem nie przyciąga plażami przyciąga właśnie przestrzenią miejską, życiem, kulturą. W Lublinie jest ogromny plac i w ciągu kilku lat rozciągnięto przestrzeń zamkniętą dla samochodów chyba o jakieś 100% a i tak była większa niż chyba w Gdańsku. Podczas gdy w Gdyni powstał ogryzek deptaka na Abrahama, nazywany "rewolucją" albo woonerfem Dobrze, że powstał ale potrzeby są większe. Czasy się po prostu zmieniają.


Źródło
Opublikowano: 2019-11-25 16:02:41

Rok temu z okładem Uber otrzymał licencję na przewóz osób w Londynie. I już prawie-prawie wszystko miało być po bożemu,

Rok temu z okładem Uber otrzymał licencję na przewóz osób w Londynie. I już prawie-prawie wszystko miało być po bożemu, ale nie będzie, bo zwyczaje korporacji nie poddają się takiej łatwej obróbce: miasto zorientowało się właśnie, że w tym czasie 14 tys. kursów świadczyli kierowcy nieposiadający ubezpieczenia – poinformował dzisiaj Financial Times – i Uber licencję na przewóz straci.
„Przyznajemy wprawdzie, że Uber poczynił postępy, ale nie możemy zaakceptować faktu, że firma pozwoliła pasażerom na wsiadanie do samochodów, których kierowcy mogli nie mieć licencji ani ubezpieczenia” – powiedziała pani z londyńskiego biura transportowego.
To jest niesłychane: miasto prosi gigantyczną firmę, żeby spełniała jakiekolwiek wymogi, akceptuje, czeka na postępy jak u trzylatka.
Witold Gadomski był uprzejmy wkleić pod moim ostatnim postem o Uberze wideo z ostatnim zdunem, jako analogią do mnie jako tej ludystki, która pragnie zawrócić kijem postęp (pudło, bo korzystam z appek przewozowych).
Otóż to beznadziejnie nietrafiona analogia. Miałaby sens, gdyby ostatni zdun był ostatnim zdunem na umowie o pracę, którego zastąpiły tysiące zduńskich prekariuszy na śmieciówkach.
Zawód zduna zniknął, tymczasem praca taksówkarza i kierowcy Ubera nie różni się niczym, nic nie znika, więc – haha, tośmy się uśmiały – nietrafiony niezatiopiony.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-25 12:16:30

„Zdrowie psychiczne – gdzie jesteś?”. Nietypowy marsz w Gdańsku


Byliśmy dzisiaj na Marsz dla zdrowia psychicznego. Przypominałem, że musimy zająć się lepszym finansowaniem opieki zdrowotnej, bo jesteśmy odpowiedzialni jako wspólnota za warunki życia w Polsce i ich konsekwencje dla zdrowia. Z Razem wypowiadała się Joanna Szkudlarek (która oprócz tego ogarnęła w czasie marszu transport nagłośnienia 💪 – dwie rzeczy jednocześnie). Posłuchajcie w nagraniu Onetu. Wydarzenie zainicjowała młodzież z Młoda Zaraza i Młodzi Razem Pomorze (na nagraniu Emil Reszczyński) bo to na nich zaniedbania polskiego państwa odbijają się najbardziej.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-24 19:24:20

Bizneswoman, kasjerka, tancerka dostawały pieniądze za nic. Kontrowersyjny eksperyment społeczny

Przyznam, że mam z bezwarunkowym dochodem podstawowym spory problem.
Można podzielić cały niemal budżet pomiędzy obywateli i obywatelki, każdemu wręczyć tysiąc złotych, który tak naprawdę wstrząśnie sytuacją niewielu, a następnie szukać jakichkolwiek pieniędzy na ochronę zdrowia, edukację czy transport, licząc, że rozdane tysiące nie zostaną spożytkowane na prywatną opiekę zdrowotną czy edukację, co oznaczałoby, że usługi zostaną sprywatyzowane, a biznes zeżre całe środki.
Można też zainwestować ogromne pieniądze w usługi publiczne: tak, żeby każdy i każda miał zagwarantowane naprawdę tanie mieszkanie, szybkie leczenie, świetną edukację, plus wysokie (a nie jak dziś – uwłaczające) zasiłki na wypadek bezrobocia. Do tego skracanie czasu pracy – i komfort życia ludzi na tym polskim padole mógłby być naprawdę ekstra.
Raz zbudowane mieszkania – w przeciwieństwie do BDP – mają bowiem to do siebie, że stoją, a kiedy się zwrócą, zaczną przynosić czystą korzyść bez potrzeby wydawania wciąż i wciąż pieniędzy.
No dobrze, ale też nie mówię nie. A poniżej rozmawiam sobie o tym m.in. z Ollim Kangasem, który prowadził fiński eksperyment z BDP, Danielem Haenim, który wykreował szwajcarskie referendum, oraz Maciejem Szlinderem z Polskiej Sieci na Rzecz Dochodu Podstawowego.
Btw: jestem zbita z pantałyku poziomem dyskusji w komentarzach. Okej, trochę tam o menelach i małpkach za 500+ tradycyjnie jest, natomiast – jak na komentarze na Wyborczej.pl – jest też usiłowanie rozmowy i ważenia argumentów. A osobę, która napisała: "Przyznam, że trudno mi się ustosunkowac do tej idei, bo ma swoje zalety, ale też i wady" to bym wyściskała.

Bizneswoman, kasjerka, tancerka dostawały pieniądze za nic. Kontrowersyjny eksperyment społeczny

Profesor, przedsiębiorca, lewicowy działacz, jeden z najbogatszych ludzi – wszyscy uważają, że musimy wypłacać pensję każdemu. Czy się stoi, czy się leży.

Źródło
Opublikowano: 2019-11-24 14:57:55

Dzisiaj zapraszam Was na rozmowę o mieszkaniach i ludziach, ktorzy w tych mieszkaniach żyją w Halo.Radio.

Dzisiaj zapraszam Was na rozmowę o mieszkaniach i ludziach, ktorzy w tych mieszkaniach żyją w Halo.Radio.

Ceny mieszkań w dużych miastach w Polsce rosną jak oszalałe. Dotyczy to zarówno rynku najmu jak i rynku obrotu nieruchomościami. Ceny rosną tymczasem państwo i samorządy nie budują nowych mieszkań na tani wynajem. W Wiedniu tymczasem 60% mieszkań to lokale komunalne z regulowanymi czynszami. W Polsce mieszkania komunalne stały się mieszkaniami dostępnymi tylko dla najgorzej sytuowanych. Dlaczego program Mieszkanie + okazał się fiaskiem? Jakie zmiany powinny zajść w ustawie o lokatorach? Czy doczekamy się ustawy reprywatyzacyjnej? O tym będziemy rozmawiać w pierwszej części programu z Jakub Żaczek i Małgorzata Markowska.

W drugiej części porozmawiamy o historii ruchu lokatorskiego, walce z mafią reprywatyzacyjną Marku M. i gangu arystokratów z Ewa Andruszkiewicz. Dowiemy się też czy ciągle znana psycholożka Małgorzata Ohme chce zlicytować działkę letniskową Ewy za wirtualne reprywatyzacyjne długi

Link do transmisji online od 15.00: https://www.youtube.com/watch?v=fXBx0mrGnvs


Źródło
Opublikowano: 2019-11-24 11:49:32

Od konfliktów w zakładach pracy do działań ogólnopolskich

W wielu firmach pracę organizuje się tak, że destabilizuje ona rytm dobowy. Długie okresy rozliczeniowe powodują, że praca staje się bardzo forsowna. Na dodatek firmy nie chcą uzgadniać z pracownikami norm, twierdząc, że nie mają takiego obowiązku. Nasze prawo wymaga zmian, które wzmocnią pozycję pracowników i ucywilizują czas pracy. Co zrobić, żeby zagwarantować porządny odpoczynek? O tym i o firmowanym przez Razem projekcie ustawy, która skraca czas pracy, rozmawialiśmy dziś ze związkowcami z Inicjatywy Pracowniczej – m.in. z magazynów Amazona.

Dziękuję ze spotkanie!


Źródło
Opublikowano: 2019-11-23 19:22:23