Lokalny czyli bardziej zrównoważony – dlaczego budowa zrównoważonych ekosystemów wymaga współpracy na poziomie samorządowym?

Jan Śpiewak:

Świat umiera, ale się nie poddaje. Dzisiaj pogadamy z gośćmi zza oceanu i z Sejn o tym jak oszczędzać energię i środowisko. Będziemy mieli przedstawicielkę nowojorskiego samorządu, przedstawicielkę uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie i burmistrza Sejn Arek Nowalski. Zaczynamy o 18.00

Źródło
Opublikowano: 2021-10-27 14:00:58

Skargi na ekstremalne warunki pracy w Papaya Films. Sawicki: przeciwstawiamy się wszelkim patologiom

Jan Śpiewak:


„Zdaniem CEO Papaya, „charakter pracy, napięte terminy, duże tempo sprawiają, że w procesie produkcji często pojawiają się emocje”.
– Ale w Papaya Films wartości takie jak szacunek i akceptacja dla drugiego człowieka, promocja różnorodności, inkluzywność i dialog, odpowiedzialność ekonomiczna nie są sloganem. Trwale naprawić nieprawidłowości możemy jedynie systemowo. Dlatego wprowadzamy rozwiązania i przeciwstawiamy się mobbingowi i wszelkim patologiom – pisze w oświadczeniu przekazanym naszej redakcji Kacper Sawicki.”

🤦‍♂️😂

Skargi na ekstremalne warunki pracy w Papaya Films. Sawicki: przeciwstawiamy się wszelkim patologiom

Źródło
Opublikowano: 2021-10-21 08:44:00

Jestem świeżo po lekturze „Doświadczalnika” czyli poradnika dla pracownic seksua

Jan Śpiewak:


Jestem świeżo po lekturze „Doświadczalnika” czyli poradnika dla pracownic seksualnych „jak pracować seksualnie w sposób bezpieczny, świadomy i satysfakcjonujący” wydanego przez organizację Sex Work Polska i FemFund (Fundusz Feministyczny). Jestem tą lekturą wstrząśnięta. Świadomość tego, że sfinansowała ją organizacja feministyczna (z kolei finansowana m.in. przez postać znaną z memów wyśmiewających prawicę – miliardera George’a Sorosa), która została we wstępie przedstawiona jako robiąca „wspaniałe rzeczy dla kobiet”, tylko pogłębia mój stan. Tę publikację mogę określić jednym zdaniem: jest to poradnik BHP co robić, żeby nie zostać zgwałconą analnie, w którym np. zaleca się bycie dla swojego oprawcy uśmiechniętą i miłą, a wszystko to przeplatają stwierdzenia w stylu „czas pomiędzy masażami możesz wykorzystać dla siebie – na czytanie książek, naukę, rozwiązywanie krzyżówek czy oglądanie seriali :)”. Ale od początku.

Dlaczego postanowiłam przeczytać „Doświadczalnik”? Od kilku miesięcy w środowiskach lewicowych toczy się wojna na temat legalizacji „pracy seksualnej”. Według progresywnych lewicowców „prostytucja” jest terminem stygmatyzującym, a osoby krytycznie wypowiadające się o tej branży są określane jako SWERFy (ang. Sex Worker Exclusionary Radical Feminist – radykalni feminiści wykluczający pracowników seksualnych). Kto, kogo i w jaki sposób wyklucza jest tutaj kwestią dyskusyjną, ale jako że dyskutować się nie da, ponieważ oponenci zwolenników dekryminalizacji sutenerów i alfonsów są automatycznie piętnowani za pomocą tego dehumanizującego określenia, polaryzacja w środowiskach lewicowych tylko się pogłębia. Zwolennicy sexworkingu nawołują do edukowania się; najczęściej proponują słuchanie podcastu „Dwie dupy o dupie” oraz przeczytanie wspomnianego „Doświadczalnika”. W związku z tym postanowiłam go zamówić.

„Doświadczalnik” zamówiłam poprzez pierwszą lepszą stronę, która wyświetliła mi się w wyszukiwarce. Nie zwróciłam uwagi, że dokonałam zakupu w księgarni anarchistycznej (Oficyna Bractwo Trójka), toteż nie spodziewałam się, że do poradnika zostaną dołączone dwa numery ogólnopolskiego pisma anarchistycznego „Atak”, biuletyn związkowy „Inicjatywa pracownicza” kilkanaście ulotek (m.in reklama kawy od zapatystów, serwisu społecznego „tworzonego przez ludzi i dla ludzi”, broszura inicjatywy Zielona Fala nt. szkodliwości energii jądrowej). W tym stosie papieru nie zabrakło też podziękowania za moje zaufanie, które „jest mega ważne” (patrz: zdjęcia). Środowiska anarchistyczne są mi zupełnie obce; sposób realizacji mojego zamówienia przez ich wydawnictwo, w którym zatarła się granica między klientką a potencjalną sojuszniczką wielkiej sprawy, odebrałam jako sekciarskie. Jednak najbardziej zadziwia mnie fakt, że ludzie opowiadający się za zniesieniem kapitalizmu nie mają problemu ze sprzedawaniem poradnika normalizującego utowarowienie jednej z najbardziej intymnych sfer ludzkiego życia.

Autorki „Doświadczalnika” (czyli Nieformalna Grupa Pracownic Seksualnych) już w pierwszym rozdziale zaprzeczają same sobie. Jak piszą we wstępie: „chcemy za to podkreślać, że świadczone przez nas usługi to praca, która wymaga wielu umiejętności i wiedzy”. Tymczasem kilka stron dalej czytamy: „w większości miejsc przyjmowane są osoby bez wcześniejszego doświadczenia w pracy masażystki/masażysty”, „na początku wystarczy znajomość paru podstawowych ruchów”, „do podjęcia pracy w większości klubów w Polsce nie są wymagane żadne kwalifikacje”, „W większości miejsc nie są wymagane żadne kwalifikacje ani wcześniejsze doświadczenie w pracy. Wbrew stereotypom, nie jest również wymagany wygląd supermodelki”. Skoro praca seksualna wymaga wielu umiejętności i wiedzy, to dlaczego przyjmowane są do niej kobiety bez jakichkolwiek kwalifikacji zawodowych, a ze względu na swój młody wiek bardzo często również bez doświadczenia seksualnego?

Na kartach „Doświadczalnika” wielokrotnie poruszany jest temat wolnego wyboru i „obopólnej zgody na konkretną usługę seksualną”. W rozdziale III poświęconym temu zagadnieniu czytamy: „Zawsze możesz odmówić przyjęcia klienta, odmówić wykonania danej czynności lub przerwać spotkanie i wyprosić klienta”. Niestety w tym przypadku autorki poradnika również zaprzeczają same sobie, bo kilka stron wcześniej piszą tak: „Jeśli masz taki wybór w Twoim miejscu pracy (sic!) – zastanów się, czy chcesz przyjmować pijanych klientów i/lub tych pod wpływem narkotyków. Jeśli decydujesz się na to lub jeśli w Twojej pracy/sytuacji czujesz, że nie masz wyjścia (!), to [tutaj następuje wyliczanka porad – patrz: zdjęcia]”.

Nieścisłości w tekście jest o wiele więcej. „W dobrych miejscach możesz liczyć na wsparcie szefostwa i koleżanek lub kolegów z pracy we wprowadzeniu Cię do tajników pracy. W złych musisz sobie poradzić sama. Odradzamy takie miejsca na początek” – piszą autorki na stronie 37. Świetna porada, biorąc pod uwagę wypowiedź Agi: „Ale rzeczywiście, jeżeli chodzi o wybór miejsca pracy to niestety, nie oszukujmy się, to najczęściej przypadek” (s. 51). No cóż, najwidoczniej w takim przypadku należy zastosować poradę „zaufaj swojej intuicji” (tak, taka „porada” również się tam pojawia).

Według autorek „Doświadczalnika” praca seksualna jest świetną okazją do poznawania swojej seksualności: „to właśnie dopiero w trakcie pracy bardzo często poznajemy swoją seksualność, ustalamy ze sobą, co jest dla nas ok, a co nie” (s. 70). Zastanawiam się, w jaki sposób można poznawać swoją seksualność, kiedy w takim układzie dąży się wyłącznie do zaspokojenia potrzeb klienta. No chyba, że to on ma życzenie sprawienia nam przyjemności, ale nawet w tym przypadku to jego potrzeba wciąż jest tutaj nadrzędna. Jeśli odkrywanie swojej seksualności ma ograniczać się do dbania o potrzeby mężczyzn kupujących seks i do poznawania różnego stopnia dyskomfortu w trakcie nagminnego przekraczania naszych granic, to jest to układ do bólu patriarchalny. W jaki sposób organizacja SWP czy autorki podcastu „Dwie dupy o dupie” chcą pogodzić ten fakt z feminizmem i z prowadzoną w mediach narracją o obalaniu patriarchatu?

„Faceci mają te potrzeby swoje, może bardziej niż kobiety, tak” – mówi Ula (s. 87). Potrzeb i fantazji seksualnych w środowisku progresywnej lewicy krytykować nie można, w przeciwnym razie dopuszczamy się grzechu „kinkshamingu”. Rok temu zostałam publicznie nazwana przez znanego księdza najgorszym typem grzesznika, zatem nie mam nic do stracenia i zaryzykuję. Otóż mam poważne wątpliwości, czy usługa „GFE” (girlfriend experience), czyli kupowanie substytutu bliskości i czułości; usługa „złoty deszcz”, czyli „oddawanie moczu bezpośrednio na klienta (na ciało, na twarz albo wprost do jego ust) lub klienta/tki w Twoją stronę”, a także usługa „fisting” polegająca na wprowadzaniu do pochwy/odbytu zabawek dużych gabarytów, gdzie „błąd w sztuce może spowodować przerwanie tętnicy i krwotok, a nawet śmierć”, posługując się językiem progresywnej lewicy: są ok.

„Doedukuj się” to słowo-klucz pojawiające się w niemal każdej feministycznej dyskusji na Instagramie. Jak łatwo można się domyślić, według autorek „Doświadczalnika” feminizm w branży sexworkingu polega na edukowaniu klientów, że nie mogą zmuszać sexworkerki do czynności, na które nie wyraziła zgody i które nie są w jej zakresie usług. Edukowanie najczęściej odbywa się w trakcie, gdy klient dopuszcza się tych czynności. Autorki poradnika w swoim myśleniu życzeniowym zakładają, że edukowanie klientów zminimalizuje skalę przemocy w branży. A w przełożeniu na nasz język: wspomniane edukowanie polega na uprzejmym informowaniu mężczyzny, że nie może nas molestować i gwałcić analnie. Odbywa się to w tym samym momencie, gdy już nas molestuje/gwałci, bądź usiłuje to zrobić. Jedna z kobiet wypowiadających się w poradniku mówi, że jeśli nie pomaga bycie miłą w stosunku do przemocowca, to zagryza zęby i myśli sobie o pieniądzach (patrz: zdjęcia). Edukowanie w takim wydaniu to bez wątpienia potężne narzędzie walki z patriarchatem.

Podrozdział „Twoje pierwsze doświadczenia w pracy i co byś chciała wtedy wiedzieć?” (s. 46) jest jednym najbardziej wstrząsających w tej książce. „(…) pierwszy mój klient przywitał mnie w drzwiach hotelowych nagim penisem, takim już w erekcji, gotowym. No i chciałabym wiedzieć, że mogę powiedzieć ” – mówi Paulina. „(…) Spotkałam się z tym mężczyzną, poszliśmy razem do hotelu, ja tak siedzę i myślę . I powiedziałam, żebyśmy zamówili wino, on powiedział, że nie pije, ja wypiłam całe wino, byłam totalnie pijana” – dodaje Suzi. „Ja miałam wtedy taki czas, że strasznie mi się nie chciało żyć… (…) miałam właśnie wejść na rynek pracy, rzuciłam studia i pamiętam, że chciałam tak sobie ostatecznie dopierdolić. – a okazało się, że jest kurwa super, że mogę kupić sobie lepsze bułki codziennie rano, i że nie tylko bułki – mogę jeść inne rzeczy, więc to było mega super” – wypowiedź Poli. Po przeczytaniu pierwszych wspomnień tych dziewczyn ze swojej nowej pracy nie mam już żadnych wątpliwości: praca seksualna to nie jest praca jak każda inna.

Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem ani ekspertem w dziedzinie psychologii, żeby trafić w „Doświadczalniku” na wypowiedzi kobiet jasno wskazujące na syndrom wyparcia, które niekiedy określane są przez nie same mianem „samostygmatyzowania”. Paulina próbę gwałtu opisuje tak: „Raz klient, bardzo poza tym miły pan (!), próbował zmusić mnie do seksu analnego, upierając się, że było w ofercie, więc on chce”. Patrycja w rozdziale „Zdrowie psychiczne” (!) próbuje przekonać rozmówców, że ma „ustabilizowane życie”: „Ja po części mówię prawdę, a częściowo okłamuję i wtedy jest mi łatwiej pracować. Ale to jest jednak strach, wiecie: co by było, jakby mój partner się dowiedział, że ja pracuję? Ani minuty w tym mieszkaniu bym nie była. On wynajął mi to mieszkanie. Słuchajcie, ja mam już ustabilizowane życie. Ja mam naprawdę ustabilizowane życie (…)”. Z kolei według Maliny „to jest naszą mocą i zależy od naszych chęci, jak my będziemy pracowały z naszymi dotychczasowymi doświadczeniami. Czy będziemy je zmieniać, żeby nie było takiej etykietki, że w branży wszystko jest przemocowe. No ale poza branżą jest tak samo przemocowo”. Nie wiem, jak wygląda sytuacja w Waszej pracy, ale do żadnej z moich prac (a pracuję od 16. roku życia – w różnych branżach) nie szłam z obawą, że zostanę zgwałcona analnie, w związku z tym muszę sprawdzać na miejscu system monitoringu, unikać noszenia niewygodnych szpilek (mogą utrudniać ucieczkę), wybierać miejsca, gdzie są lustra (żeby widzieć, czy nikt nie próbuje zgwałcić mnie od tyłu), mieć telefon do zaufanej osoby i nie przyjmować narkotyków przyniesionych przez klientów (w tzw. pracy jak każdej innej nikomu nawet nie przyszłoby to do głowy). Oczywiście nie bez powodu wymieniam te porady – wszystkie zaczerpnęłam z „Doświadczalnika”.

Zadziwiające, że niejedna wypowiedź sexworkerki w tym poradniku jest uderzająco podobna do kazań i katolickich konferencji dla kobiet, w tym do skandalicznego przemówienia świeżo upieczonego błogosławionego Stefana Wyszyńskiego do dziewcząt polskich (1957), a także do wypowiedzi Jacka Pulikowskiego o „upraszaniu” żony przez męża, kiedy nie ma ona ochoty na zbliżenie. „To jest właśnie też kwestia po pierwsze tego, jak dziewczyna podchodzi do siebie. Bo na tyle co sobie pozwoli, na tyle klienci robią” – mówi Aga. Czyli powszechne w patriarchacie przerzucanie odpowiedzialności na kobietę za wyrządzoną jej krzywdę. W „Doświadczalniku” wypowiedzi tego typu jest tak dużo, że nie będę ich wszystkich cytować – zamieściłam je w zdjęciach i w ramach porównania zestawiłam ze wspomnianymi wypowiedziami katolickich rekolekcjonistów i kaznodziejów.

Wstrząsające są również wypowiedzi o tym, że klientowi nigdy nie można odmawiać wprost: „To co ja często słyszałam, co powtarzano jak mantrę w kolejnych miejscach gdzie pracowałam [w agencjach towarzyskich] i teraz słyszę znowu, wszyscy ci to wokół powtarzają – tylko nie mów klientowi . Mów cokolwiek, lawiruj, mów coś pomiędzy, ale nie mów nie. (…) Ludzie mają w głowach, że trzeba grać w kotka i myszkę, że biedny mężczyzna nie poradzi sobie z odrzuceniem i z twardą odmową, że trzeba trochę zadbać o jego kruche ego” – mówi Anita.

We wstępie „Doświadczalnika” zostały zawarte podziękowania dla wszystkich osób pracujących seksualnie, które „podzieliły się swoim doświadczeniem podczas spotkań, wywiadów oraz online”. Jak piszą autorki: „spotkania z Wami były wielką przyjemnością i radością, ulubionym etapem pracy nad projektem i jego największym plusem”. Tymczasem we mnie w trakcie lektury każdego kolejnego rozdziału coraz bardziej uruchamiał się tak bardzo wyśmiewany przez środowiska pro-sexworkingowe „syndrom wybawcy”, który jest niczym innym jak elementarnym ludzkim odruchem współczucia w stronę wykorzystywanych kobiet, które zdecydowały się zamieścić na łamach „Doświadczalnika” swoje wstrząsające historie. Również gwałtów – nazywajmy rzeczy po imieniu.

„Chciałabym otwarcie móc przyznać, że zajmuję się sex workingiem, ale wiem, że społeczeństwo jest jeszcze na tyle zamknięte, że tego nie zrozumie” – mówi Sandra. Z jednej strony zgadzam się – społeczeństwo jest na tyle zamknięte, że nadal ma w zwyczaju całą odpowiedzialność za patologie tej „branży” przerzucać na kobiety i piętnować je. Z drugiej bardzo się cieszę, że polskie społeczeństwo, mimo agresywnej propagandy sexworkingu przez fundację wycierającą sobie gębę feminizmem i prawami kobiet, finansowaną m.in przez Sorosa (patrz: zdjęcia), dostrzega tę patologię i w milczącej większości sprzeciwia się legalizacji sutenerstwa. W tym miejscu pozwolę sobie również przypomnieć, że nie każdy wybór każdej kobiety to wybór feministyczny.

Mainstreamowa lewica, która czyni sobie tarczę z walki o prawa kobiet (tak jakby głos w dyskusji o prawach kobiet nie przysługiwał kobietom o poglądach konserwatywnych), banalizuje ich problemy i spłyca je do dyskursu na temat aborcji, zniesmacza mnie od lat. Brzydzę się „feministycznymi” fundacjami i NGOsami zbijającymi kapitał na jebaniu kapitalizmu i kapitalizowaniu walki o prawa dyskryminowanych grup społecznych, czemu przyklaskują liberalne media pokroju „Pisma”, „Vogue Polska” czy „K MAG”. A instagramowe hasło lewicy „doedukować” zgłaszam jako propozycję w tegorocznym plebiscycie na młodzieżowe słowo roku.

Nie chcę mieć także nic wspólnego z samozwańczymi feministami, ustawiającymi sobie na profiówkach nakładki związane z prawami kobiet, a w międzyczasie nazywającymi kobiety o nielewicowych poglądach np. „zygociarami” (vide Kuba Gawron – współpracownik Barta Staszewskiego, współtwórca „Atlasu Nienawiści”). Zresztą, „aborcja na pstryknięcie” leży w interesie niejednego lewicowego „feministy”, jako że bardzo często nie potrafią oni wziąć odpowiedzialności nie tylko za kobiety, z którymi są w związkach (nawet nie mówiąc o ewentualnym dziecku), ale również za samych siebie.

Uważam, że „Aszdziennik” powinien posłać Przemysławowi Czarnkowi kosz łakoci wraz z weekendowym pobytem w Hotelu Gołębiewskim za regularne zbijanie kapitału na clickbajtach o cnotach niewieścich, które nawet nie są słowami Czarnka (wypowiedział je Paweł Skrzydlewski). A wszystko to bazując na wywoływaniu strachu u kobiet.

Do prezentu proponuję dorzucić się mediom katolewicowym, których uwadze umknęła konferencja w sprawie raportu Terlikowskiego, w trakcie której pięciu facetów opowiadało o tym, jak inny facet przez 20 lat wykorzystywał seksualnie kobiety, gratulując sobie nawzajem świetnie wykonanej roboty i wznosząc PR-owe peany na cześć zakonu. Katolewicowych mediów nie zainteresował fakt, że we wspomnianej konferencji, przy tak delikatnym i ważnym dla praw kobiet temacie, nie została dopuszczona do głosu żadna kobieta. W żadnym z katolewicowych mediów nie znalazłam artykułu, w którym pojawiłaby się wzmianka na ten temat.

Po półtora roku mojej internetowej działalności publicystycznej nie mam już żadnych złudzeń i wątpliwości co do tego, że jedyną metodą walki o prawa kobiet są oddolne inicjatywy kobiet i ich samoorganizowanie się ponad podziałami światopoglądowymi. Nie da się robić tego w inny sposób niż po pracy (niezwiązanej z “feministycznymi” NGOsami). Żerowanie na naszych problemach i krzywdach przez partie polityczne, liczne organizacje pozarządowe i sporą część liberalnych mediów jest bezczelne i przekracza moje najśmielsze wyobrażenia.






Źródło
Opublikowano: 2021-09-25 19:24:00

Zagraniczne fundusze kupują dziś hurtowo mieszkania w Polsce, aby je potem wynaj

Piotr Ikonowicz:


Zagraniczne fundusze kupują dziś hurtowo mieszkania w Polsce, aby je potem wynajmować. W najbliższych latach takich transakcji może być więcej – informuje money.pl.

Z raportu firmy JLL „Rynek mieszkaniowy w Polsce. II kwartał 2021” wynika, że to jednak dopiero rozgrzewka. W najbliższym czasie planowane są kolejne tego typu zakupy. W efekcie w następnych miesiącach pod wynajem szykowanych jest ponad 24 tys. nowych mieszkań. Duża część z tych inwestycji to projekty mieszkaniowe realizowane specjalnie dla zagranicznych funduszy.

Fundusze od deweloperów kupują całe bloki, a nawet osiedla. Często jeszcze na etapie projektowania.

Przypomnijmy, że w innych krajach europejskich mamy już podobną sytuację, gdzie wielkie fundusze kontrolują mieszkaniówkę i podnoszą czynsze. Pisałem jakiś czas temu o walkach w Berlinie o przejęcie mieszkań z rąk funduszy i ich skomunalizowanie. Gwałtowne protesty mieszkańców przeciwko wzrostom czynszów spowodowały odwrócenie trendu i teraz zamiast prywatyzować zasoby komunalne, władze miasta próbują za wszelką cenę przejąć z powrotem mieszkania, bo zaczęło to destabilizować sytuację gospodarczą i polityczną w mieście. W Berlinie brakuje niedrogich mieszkań, a czynsze rosną znacznie szybciej niż wynagrodzenia, więc średnio zarabiających rodzin nie stać na mieszkanie.

Miasto właśnie zdecydowało się odkupić 15 tysięcy mieszkań od dwóch największych niemieckich funduszy, które są właścicielami tysięcy mieszkań na wynajem. Miasto wyłożyło na ten cel 2,46 miliarda euro.

„Powrót do własności komunalnej daje najemcom niezbędną pewność, że ich mieszkania będą na stałe w segmencie tanich”, napisał Matthias Kollatz, senator ds. finansów miasta, w e-mailowym oświadczeniu.

To jednak nie koniec. Zdeterminowani ludzie zmusili władze do zorganizowania referendum, w którym mieszkańcy opowiedzą się, czy chcą przymusowego wywłaszczenia dużych właścicieli, którzy dyktują ceny wynajmu. Głosowanie odbędzie się 26 września, równocześnie z wyborami do Bundestagu.

Teraz możemy sobie zadać pytanie, kiedy taka sytuacja będzie miała miejsce w Polsce? Kiedy ludzie w końcu się obudzą i stwierdzą, że dalsze dojenie ich powinno się skończyć?

Xavier Woliński

Źródło
Opublikowano: 2021-09-21 17:01:54

Co roku miałem pod opieką dzicze sieroty. Zawsze szybko dołączały do jakiejś wa

Jan Śpiewak:



Co roku miałem pod opieką dzicze sieroty. Zawsze szybko dołączały do jakiejś watachy i wracały do lasu. Te dwa warchlaki Chrumcia i Pumba zdecydowały inaczej. Mam nadzieję, że zmienią zdanie i dołączą do innych dzików żyjących w lesie. Niestety w okolicy nie ma śladów buchtowania, dzicza pustynia. Pewnie dlatego tak bardzo się do mnie przywiązały, a ja do nich. To naprawdę dobre dziki.


Źródło
Opublikowano: 2021-09-18 21:15:16

Grupa rekonstrukcyjna Burbonów.

Jan Śpiewak:

Grupa rekonstrukcyjna Burbonów.

Nie milkną echa naszej przyszłości.

MŁODA Z CAMPUSU do Timmermansa, wiceszefa Komisji Europejskiej: Możecie nałożyć na polskiego prezydenta jakieś sankcje, zakaz wjazdu? Zróbcie coś, chcemy żyć w wolnym kraju [wypowiedź wywołała owacje na stojąco].

BOCHNIARZ, szefowa pracodawców z Lewiatana, do młodych: Weźcie się do roboty!

RZEPLIŃSKI, niezależny sędzia: Kilkadziesiąt lat temu byli to mężowie stanu, jak choćby Mitterrand czy Thatcher. Dziś na czele państw stoją politycy [no kto to widział, a mogliby dziedziczni królowie, albo niewybieralni i nieusuwalni sędziowie!]

MACIEJ STUHR o TYCH LUDZIACH: Trzeba ich przekonać, że zamiast kiełbasy można zjeść czasem bakłażana, a zamiast disco polo posłuchać czegoś innego.

MACIEJ STUHR o demokracji, która zaszkodziła jego ojcu: Pokolenie moich rodziców walczyło przez pół życia z systemem komunistycznym. Przeżyli ekstazę po pokonaniu tamtego systemu, a teraz im się to rozpada, bo tak chce suweren.

Źródło
Opublikowano: 2021-08-30 15:37:30

Mafijne państwo.

Jan Śpiewak:

A nie mówiłem! Sąd potwierdza, że ogromna fortuna Ryszarda Krauzego pochodziła z przekrętu.

Sąd wreszcie po 27 latach (!) unieważnił reaktywację przedwojennej spółki ogrodniczej Ulrychów! Ryszard Krauze dorobił się gigantycznej fortuny na totalnym wale, który polegał na skupieniu za bezcen starych akcji spółki, która posiadała ogromne tereny na Woli. Były one przedmiotami o wartości jedynie historycznej. Ludzie Krauzego kupili akcje, zwołali walne zgromadzenie akcjonariuszy i wybrali nowy zarząd spółki, która nie istniała od 50 lat a jej majątek był znacjonalizowany. Sąd rejestrowy to klepnął.

Fragment mojej książki z 2017 roku (!) na ten temat:

„Fikcyjne wskrzeszanie z niebytu… Więcej





Źródło
Opublikowano: 2021-08-28 11:18:15

Tak wyglądają obecne protesty pracowników sądów i prokuratur w całej Polsce. Pra

Jan Śpiewak:


Tak wyglądają obecne protesty pracowników sądów i prokuratur w całej Polsce. Pracownicy wykorzystują przysługujące im w ciągu dnia 15-minutowe przerwy na wspólne „śniadania sądowe”, w czasie których stoją przed zakładami pracy z transparentami i kartkami z postulatami i robią sobie zdjęcia. Zdjęcia te następnie są publikowane w internecie.

Środy to ostatnio mój ulubiony dzień tygodnia, bo przez cały dzień spływają właśnie te zdjęcia z różnych zakątków Polski. Do protestów dołączyło ponad 120 sądów. Pokazuje to determinację, solidarność pracowników, ale też naszą desperację, bo poświęcanie jedynej przerwy w pracy na protestowanie jest, szczerze mówiąc, wyczerpujące. Nasze protesty wyglądają w ten sposób, bo ustawowo odebrano nam prawo do strajku. Według ustawodawcy jesteśmy tak ważni dla funkcjonowania państwa, że nie możemy przestać pracować. Niestety nie jesteśmy na tyle ważni, by nasza praca była godnie wynagradzana.

Żeby zrozumieć naszą sytuację trzeba się cofnąć do lat 2009-2016, kiedy to rząd PO-PSL, ze względu na kryzys „tymczasowo” zamroził nasze wynagrodzenia. W 2016 roku dostaliśmy zawrotne podwyżki w kwocie od 20 do 40 zł brutto. W 2018 roku pracownicy powiedzieli dość i również wychodzili na „śniadania sądowe”, aż w końcu w grudniu 2018 roku masowo zadbali o swoje zdrowie, co spowodowało paraliż sądownictwa w całym kraju. Nasz związek zawodowy rozpoczął procedury sporów zbiorowych w większości sądów, były demonstracje i akcje pod Ministerstwem Sprawiedliwości. Walka ta doprowadziła do uzyskania 1000 zł brutto podwyżki w 2019 roku. Ale trzeba zaznaczyć, że przez 10 lat nie było jakichkolwiek podwyżek dla pracowników sądów. Więc wywalczone w 2019 roku środki jedynie zaczęły zasypywać wcześniejsze gigantyczne zaniedbania w tym zakresie.

Obecne płace w sądzie na stanowiskach wspomagających (czyli zdecydowana większość pracowników) zaczynają się od najniższej krajowej, tj. 2.600 zł brutto do 8.400 zł brutto. Nie ma przy tym żadnych ministerialnych wytycznych, którzy pracownicy, na jakich stanowiskach i po jakim stażu pracy mają uzyskiwać pensje zbliżone do wyższej granicy widełek. Powoduje to niesamowite nierówności w wynagradzaniu w różnych częściach kraju, ale również w obrębie jednej apelacji czy nawet jednego zakładu pracy. Większość pracowników zarabia pensję w wysokości bliższej tej dolnej granicy widełek, czyli minimalnej krajowej. Również sam awans nie powoduje automatycznie podwyżki. I tak, jeśli ktoś z tytułu doświadczenia uzyskuje tytuł starszego sekretarza, czy starszego asystenta, dostaje jedynie dłuższy napis na pieczątce i więcej obowiązków. Nie idzie za tym podwyżka, bo nie ma na to środków.

Obecna inflacja, w szczególności rosnące koszty żywności, rachunki za prąd czy wywóz śmieci, a przede wszystkim najwyższy w Europie wzrost cen mieszkań i opłat za wynajem, powoduje, że nasze płace realnie tracą na wartości. W tym roku mamy nie dostać nawet podwyżki inflacyjnej. Jest to dla nas tym bardziej niezrozumiałe, że politycy ostatnio otrzymali podwyżki rzędu 40-60 %. Poseł PiS Janusz Śniadek, tydzień temu tak tłumaczył swojego głosowanie nad podwyżkami dla samorządowców i Prezydenta: „Będę za. Uważam, że nie ma lepszego momentu. Znakomita sytuacja budżetu, najlepsze wyniki od szeregu lat”.

No to nie wiem, jak jest taka świetna sytuacja, to dlaczego pracownicy budżetówki nie mogą dostać chociażby waloryzacji swoich pensji? My pracowaliśmy przez całą pandemię, nie mieliśmy praktycznie możliwości pracy zdalnej. Pomimo to, obcięto nam dodatki, nie dostajemy nagród kwartalnych, półrocznych, ani rocznych.

Nasz protest popierają w większości sędziowie i Krajowa Rada Sądownictwa, która zgłosiła zastrzeżenia do budżetu. Oni po prostu zdają sobie sprawę, że bez nas, bez wykwalifikowanych pracowników z wieloletnim doświadczeniem sądy nie są w stanie pracować. A co raz więcej pracowników odchodzi.

My naprawdę mamy ciężką odpowiedzialną pracę. Pracujemy na bardzo wrażliwych danych osobowych, od nas zależą wpisy do rejestrów, prawidłowe doręczenia, prawidłowe prowadzenie akt, a asystenci sędziów piszą projekty wyroków, uzasadnień, postanowień. Codziennie spotykamy się z największymi dramatami naszych współobywateli: sprawy o zabójstwa, czy przestępstwa seksualne, sprawy o rozwód, czy opiekę nad dziećmi, sprawy o eksmisję czy upadłość konsumencką. To są naprawdę trudne sprawy, których jest bardzo bardzo dużo. Nie mamy żadnego wsparcia psychologicznego. Pracy jest nawał, a nas jest za mało. Ministerstwo wprowadza ciągle to nowe nowelizacje, reformy, nowe systemu informatyczne. Okej. Ale nie ma dla nas żadnych szkoleń z tych nowinek. Musimy się sami wszystkiego uczyć metodą prób i błędów. To tylko wydłuża i tak już bardzo długi czas postępowań w Polsce. Jak mamy pomagasz naszym petentom w takich warunkach? Praca jest źle zorganizowana, jesteśmy zmuszani do ciągłych nadgodzin, często nowemu kierownictwu brakuje kultury osobistej, są krzyki, wulgaryzmy, wyzwiska.

W tym roku powołaliśmy w naszym związku zawodowym KNSZZ „Ad Rem” komisję w sprawie mobbingu tzw. „Bezpiecznik”. Odzew przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Pracownicy z całej Polski piszą w jakich warunkach pracują, jak przychodzą do domu po pracy albo w ogóle chowają się w toaletach w pracy i po prostu płaczą. Dużo osób chodzi do psychiatry, bierze zwolnienia bądź leki antydepresyjne. Obecnie na zakładach w całej Polsce mamy prowadzonych 20 oficjalnych postępowań o mobbing, a jedna sprawa już trafiła do sądu.

I tutaj też Ministerstwo milczy. Mamy propozycje regulaminów antymobbingowych, mamy propozycje rozwiązań. Porównaliśmy, jak to jest rozwiązywane w innych krajach. I cisza. Ministerstwo nie jest zainteresowane wprowadzeniem takich regulaminów dla wszystkich sądów. A pracodawcy w poszczególnych sądach są różni. Jedni chcą z nami współpracować, a inni wymyślają przepisy typu: zwolnienie pracownika za nieudowodnione zgłoszenie mobbingu. Czasami problemem jest nawet to, żeby w komisji rozpoznającej daną sprawę zasiadał przedstawiciel związku zawodowego.

Ale walczymy! Staramy się nagłośnić sprawę. Mamy nadzieję, że Ministerstwo Sprawiedliwości nas usłyszy i w końcu usiądzie z nami do rozmów. 10. września organizujemy demonstrację w Warszawie, na którą serdecznie zapraszamy również innych pracowników sfery budżetowej, bo dotyczy to całej budżetówki.

STOP ZAMROŻENIU PŁAC!
STOP MOBBINGOWI!






Źródło
Opublikowano: 2021-08-18 13:14:30

Dwa osiedla na warszawskim Grochowie. Po lewej dzieło 3 RP neoliberalizmu i

Jan Śpiewak:

Dwa osiedla na warszawskim Grochowie.
Po lewej dzieło 3 RP neoliberalizmu i Platformy Obywatelskiej, po prawej dzieło PRL socjalizmu i PZPR.

Bogata III RP buduje znacznie gorzej niż biedny PRL zrujnowany tuż po wojnie. Historia tego osiedla po lewej to symbol neoliberalizmu i totalnej deregulacji. Osiedle powstaje bez planu zagospodarowania, bez infrastruktury, bez światła, okno w okno. Ten teren należał do nas wszystkich jeszcze kilka lat temu. To dawna zajezdnia Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkarskiego. Ratusz sprzedał w 2013 roku ten teren za 30 milionów złotych znanemu polskiemu bieda oligarsze Leszkowi Czarneckiemu.

I teraz pojawiają się następujące fundamentalne pytania:
-… Więcej






Źródło
Opublikowano: 2021-08-18 10:42:29

Wczoraj dobiegła końca saga dzikiej reprywatyzacji w stolicy. Nie będzie już wię

Jan Śpiewak:


Wczoraj dobiegła końca saga dzikiej reprywatyzacji w stolicy. Nie będzie już więcej oddawania w naturze kamienic wraz z ludźmi. Nie będzie już więcej szkół i parków oddawanych mafii.

W 2013 roku po namowach Ola Jaworska-Surma zajęliśmy się jako stowarzyszenie i grupa przyjaciół sprawą afery reprywatyzacyjnej. To były czasy, gdy korpo media pisały o tym nie jak uchronić lokatorów przed eksmisją, ale jak przejąć kamienicę w stolicy. Szybko okazało się, że za procederem stoją najlepsze kancelarie w mieście, politycy oraz co tu dużo mówić zorganizowana przestępczość wraz ze światem służb specjalnych.

W tej walce najpierw chodziliśmy po omacku, niewiele rozumiejąc co się dzieje. Wiedzieliśmy, że coś śmierdzi, ale co dokładnie trudno było nam powiedzieć. Wszyscy stawaliśmy się prawnikami chociaż niewielu z nas te studia skończyło. Zrozumieliśmy, że nawet w świetle kulawego polskiego prawa i konstytucji to co się dzieje w stolicy to zamach na praworządność i elementarne prawa obywatelskie. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w 2015 roku chyba tylko my potraktowaliśmy wówczas poważnie. Warszawska PO udawała, że go nie ma, prawnicy wzruszali ramionami. Bez ustawy ten wyrok nic nie znaczy grzmieli dzisiejsi obrońcy demokracji. Wyrok mówił coś co każdy rozumiał intuicyjnie – nie można ludzi pozbawiać ich mieszkań, bezpieczeństwa, majątków, szkół, parków, muzeów, żeby naprawiać starą – często mocno iluzoryczną – krzywdę.

Zbieraliśmy wiedzę i walczyliśmy z możnymi tego świata. Tak nam dyktowało serce, a potem też rozum. Atak na nas był wściekły. Dość powiedzieć, że połowa moich 28 procesów to sprawy związane z reprywatyzacją.

Chciałbym podziękować wszystkim, którzy umożliwili ten sukces: Anna Amsterdamska, Janusz Baranek i Bożenna Baranek, Piotr Ciszewski, Ewa Andruszkiewicz i całej ekipie WSL i KOPLu, Piotr Hr Gozdoff, ekipie sąsiadów z ze Zgody 4, która dosłownie wywaliła z kamienicy mafię, gdy ta mafia była jeszcze naprawdę groźna, członkom Wolnego Miasta Warszawie Zofia Sobczak, Mateusz Hebda, Karol Perkowski, Hubert Spychalski Michał Invuś i Arturowi, który odkrył, że wszystkie decyzje reprywatyzacyjne w stolicy były wydane z rażącym naruszeniem prawa. Zaangażowanych w walkę było dużo więcej ludzi, którzy mimo tego, że wszyscy mówili, że zwariowali na czele z polskimi sądami, politykami, adwokatami i dziennikarzami, walczyli dalej. Udało się zakończyć raz na zawsze dziką reprywatyzację. Czy uda się rozliczyć winnych? To już inne pytanie. Wielkie dzięki za walkę i gratulacje, które należą nam się wszystkim.

Udało się nam pokonać Goliata <3

Źródło
Opublikowano: 2021-08-15 12:48:00

Janek Śpiewak napisał, a ja się pod tym podpisuję:

Piotr Ikonowicz:


Janek Śpiewak napisał, a ja się pod tym podpisuję:

„Prezydent podpisał ustawę, która kończy dziką reprywatyzację w Warszawie. Osiem lat temu zaczęliśmy mówić głośno o tym, że mafia rozkrada miasto. Mieli nas za wariatów. Dzisiaj mamy ustawę, która kładzie kres roszczeniom i temu procederowi. Tysiące ludzi może odetchnąć z ulgą. To była długa, ale zwycięska walka ✊”


Źródło
Opublikowano: 2021-08-15 08:39:32

Wczoraj Sejm przyjął z punktu widzenia państwa dwie ważne ustawy: nowelizację KP

Jan Śpiewak:


Wczoraj Sejm przyjął z punktu widzenia państwa dwie ważne ustawy: nowelizację KPA, która kończy dziką reprywatyzacją, podwyższenie wydatków na zdrowie do 7 procent PKB oraz ustawę, która otwiera drogę do prywatyzacji lasów. To nie są tematy zastępcze. Wokół nich nie toczy się praktycznie żadna debata publiczna. To są kluczowe dla nas rzeczy. Tymczasem na protestach w obronie TVN garstka ludzi. Mówię to bez satysfakcji: ale jeśli niemal całą treścią działalności TVN jest zapewnienie żenującej rozrywki, prezentowanie nihilistycznych, indywidualnych i hiperkapitalistycznych postaw, prezentowanie i nakręcanie głupiego i pustego konfliktu politycznego, wpajanie ludziom od dwóch dekad, że egoizm jest super, a solidarność i walka o swoje prawa to roszczeniowość, to nic dziwnego, że niewielu będzie się chciało pofatygować, żeby bronić stacji, która tak bardzo ma wywalone na życie zwykłych ludzi. Neoliberałowie sprzedali Kaczyńskiemu sznur, na których ich wiesza.

P.S. Jestem przeciwnikiem tak stanowionego prawa. Nie wierzę, że TVN trafi w ręce spółki skarbu państwa. Rozmawiajmy w mediach o zdrowiu, klimacie i reprywatyzacji, a ludzie będą bronić wtedy korpo mediów.

Źródło
Opublikowano: 2021-08-12 10:36:07

Dlatego warto wesprzeć fundusz pomocowy dla strajkujących!

Jan Śpiewak:

Dlatego warto wesprzeć fundusz pomocowy dla strajkujących!

https://zrzutka.pl/fbgwhs

Strajk 800 pracowników amerykańskiej fabryki w Trzemesznie to jedno z najważniejszych wydarzeń ostatnich lat. Amerykański koncern woli tracić miliony złotych dziennie niż uznać skromne żądania załogi. To jest wojna klasowa. Kapitał chce jak zwykle zmiażdżyć wszelki opór. Dlatego każdy kto rozumie znaczenie prawa człowieka do godnej pracy, kto chce zwycięstwa człowieka nad kapitałem powinien ten strajk wesprzeć. Wpłacając na zrzutkę (fundusz strajkowy), czy w inny mniej lub bardziej symboliczny sposób udzielając poparcia strajkującym.
Pracownicy z Trzemeszna wyznaczają horyzont dalszej walki o godność pracy i płacy! Wszystkie ręce na pokład!

Źródło
Opublikowano: 2021-08-07 09:47:11

Care work, czyli kobiety znów nie wiedzą, co dla nich najlepsze

Maja Staśko:


Szybka polemika z Jan Śpiewak: parafraza jego tekstu o pracy seksualnej. „Sex work” został tu wymieniony na „care work”, by pokazać, jak łatwo ta narracja, która podnosi wielkie hasła socjalizmu i antykapitalizmu może być wykorzystana, by stygmatyzować kobiety zarabiające w pracach opiekuńczych i reprodukcyjnych, utożsamianych z pracami z intymnością, ciałem, bliskością i emocjami, a także w ramach nieodpłatnej pracy domowej. To w istocie narracja antypracownicza i antyzwiązkowa, która staje po stronie bogatych celebrytek, a nie pracownic i pracowników. Brzmi bardziej jak gotowa do wypełnienia pasta, gdzie w miejsce „sex work” można wstawić jakąkolwiek pracę opiekuńczą, a nawet małżeństwo, a wyjdzie z niej stygmatyzacja pracujących kobiet pod płaszczykiem górnolotnych haseł o socjalizmie i wyzywania od liberałek. Wyzywanie od liberałek organizujących się pracownic przez socjologa, który patrzy na nie z dystansu, to wyższy poziom „papierowego socjalizmu” – wyraz nadużycia władzy i przywileju. Szkoda.

Care work, czyli kobiety znów nie wiedzą, co dla nich najlepsze

Źródło
Opublikowano: 2021-07-28 14:57:19

Jan Śpiewak:



Źródło
Opublikowano: 2021-07-21 21:03:57