Woś: Lewico, czas na współpracę z PiS. Trzeba budować z Kaczyńskim demokratyczny socjalizm

Remigiusz Okraska:

Tekst o takiej samej wymowie opublikował w „Nowym Obywatelu” Marcin Janasik półtora roku temu, więc cieszę się, że jak zwykle byliśmy w awangardzie A sam tekst? Nie wiem, kilka tez jest wątpliwych, kilka bardzo idealistycznych, inne wymagałyby solidnego przemyślenia. Natomiast trzeba jasno…

Więcej

Woś: Lewico, czas na współpracę z PiS. Trzeba budować z Kaczyńskim demokratyczny socjalizm

Źródło
Opublikowano: 2020-08-16 08:08:16

Staszewski Kazimierz dziś w wywiadzie dla Wirtualnej Polski dzieli się z nami wieloma przemyśleniami, które nie są szoku

Remigiusz Okraska:

Staszewski Kazimierz dziś w wywiadzie dla Wirtualnej Polski dzieli się z nami wieloma przemyśleniami, które nie są szokujące dla kogoś, kto tego korwinowca obserwował przez lata, ale zapewne będą – a może wcale nie będą – nieco trudne do przełknięcia dla demokratycznych demokratów, którzy jeszcze tydzień temu daliby się za Staszewskiego Kazimierza pokroić. Na przykład:

Zostańmy przy RPA, który to kraj tak bardzo pana interesuje. Słyszał pan, że na polskich stadionach czci się teraz Janusza Walusia, który zastrzelił w 1993 czarnoskórego polityka Chrisa Haniego, lidera partii komunistycznej RPA? Waluś jest teraz bohaterem polskich kibiców, ostatnim żołnierzem wyklętym walczącym z komunizmem…

Myślę, że Janusz Waluś już swoje odcierpiał, bo siedzi już chyba 28 rok w więzieniu. Najwyraźniej zagięli parol na niego. Była żona Chrisa Haniego postawiła sobie za punkt honoru, żeby sczezł do końca życia w więzieniu. A ona ma dosyć potężne wpływy.

Pan byłby za jego ułaskawieniem i uwolnieniem?

Zdecydowanie tak.

Był taki zamach na Hitlera w piwiarni w 1939 roku [8 listopada 1939 w Monachium – red.]. Zamach się nie powiódł, zamachowca złapano [chodzi o Georga Elsera – red.]. Co by było, gdyby Hitler zginął wtedy w tej piwiarni? Nie ma pewności, że uniknięto by wojny, ale na pewno ruch nazistowski straciłby charyzmatycznego lidera. Niestety Hitler przeżył.

Jak to się ma do Chrisa Haniego i Janusza Walusia?

Chris Hani był politykiem bardzo radykalnym, który otwarcie nawoływał do holokaustu na białych. Stanowił zagrożenie dla pokojowej transformacji od apartheidu do demokracji. Co tu dużo ukrywać, jego śmierć zmniejszała niebezpieczeństwo białych. Ale była też na rękę Nelsonowi Mandeli, który był wielkim politykiem i mimo że 27 lat spędził w więzieniu, doskonale wiedział, skąd wziął się dobrobyt i bogactwo jego kraju. To Mandela we wspaniały sposób spacyfikował nastroje poza zastrzeleniu Haniego, bo było już na granicy wojny domowej.

Zabójstwo jest zabójstwem, ale myślę, że Janusz Waluś już swoje odcierpiał.

[…]

Dotąd kojarzyłem pana jako skrajnego libertarianina, w typie Janusza Korwin-Mikkego, który uważa, że państwa powinno być jak najmniej, a najlepiej wcale. Ale niedawno pochwalił pan program 500+ i fakt, że to świadczenie otrzymuje pana syn. Czyżby po latach stał się pan zwolennikiem państwa opiekuńczego, które rozdaje obywatelom spore świadczenia socjalne?

Nie! Państwo nie powinno być opiekuńcze, bo państwo nie ma żadnych własnych pieniędzy. Jeśli jakieś pieniądze ma i je rozdaje, to znaczy, że je wcześniej komuś zabrało. O ile się cieszę, że mój syn dostaje 500+, o tyle ubolewam, że komuś te pieniądze wcześniej ukradziono. Skoro jest taka możliwość, dlaczego miałby z tego nie korzystać? Ale w globalnym rozliczeniu jest to kwestia, z którą się nie zgadzam.

Swego czasu jechałem taksówką w Gdańsku. Taksówkarz zaczął narzekać, że liczba różnych opłat, podatków i koncesji zużywa trzy tygodnie jego pracy. Dopiero w ostatnim tygodniu miesiąca zarabia na siebie. Zapytałem: a bierze pan 500+ na trójkę dzieci? No, tak. No widzi pan i tak to właśnie działa. Skądś muszą brać, żeby potem rozdać.

Jestem za tym, żeby obniżyć podatki i dać ludziom możliwość zarabiać. Nie jestem za tym, żeby kłaść im ciężary finansowe na barki, utrudniać im zarabianie pieniędzy, a potem udawać, że im się coś rozdaje.

[…]

Co pana drażni najbardziej, poza tym, że Jarosław Kaczyński jest ponad prawem, a jego ból jest lepszy niż nasz?

Najbardziej irytującą historią jest socjalne podejście państwa do obywateli i beztroskie rozdawnictwo. To wyszło przy pandemii, bo rozdano trzynaste emerytury, 500+ i w budżecie nie zostało wiele, aby zareagować w odpowiedni sposób na pandemię, która się pojawiła. Stąd mała ilość testów. A skoro mała ilość testów, to i chyba jedna z najwyższych w Europie ciemna liczba wciąż rosnących zachorowalności. Ciemna liczba to liczba zachorowań nieuwzględniona w oficjalnych statystykach. Moim zdaniem w Polsce jedna z najwyższych na świecie.

[…]

Nie powie pan chyba, że było lepiej [w RPA], jak był apartheid i rządzili tylko biali?

Absolutnie nie popieram apartheidu. Wyrażam po prostu przerażenie tym, co socjalizm może zrobić z pięknie prosperującym krajem. W socjalizmie na pustyni by piachu zabrakło. RPA jest rajem na ziemi, gdzie jest wszystko oprócz ropy naftowej. Wszystkie bogactwa mają na miejscu. Ale rozdymane programy socjalne, bardzo wysokie podatki i ogromny wzrost przestępczości powodują, że z roku na rok ten kraj podupada i socjalizm po raz kolejny pokazuje tam swój ”triumf”.

Link do całości w komentarzu, choć odradzam czytanie.

Źródło
Opublikowano: 2020-06-01 22:00:56

A tymczasem Bernie Sanders, jeden z kandydatów Demokratów do udziału w wyścigu p

A tymczasem Bernie Sanders, jeden z kandydatów Demokratów do udziału w wyścigu prezydenckim i zadeklarowany socjalista, w sondażach pokonuje Donalda Trumpa. Także wtedy, gdy w sondażu pada słowo „socjalizm”.

Bardzo liczę na to, że Partia Demokratyczna wybierze go do tego starcia. Ale przede wszystkim to pokazuje, że wielu Amerykanów już dawno zrozumiało sprawy, które w Polsce wciąż budzą lęk: że demokratyczny socjalista ma najlepszą wizję rozwoju kraju.

Stany Zjednoczone budzą wielki podziw wielu Polek i Polaków. Mam nadzieję, że wybór demokratycznego socjalisty na prezydenta będzie inspiracją dla wyborów politycznych także u nas, nad Wisłą.

Źródło
Opublikowano: 2020-02-03 19:25:41

Największym problemem polskiego liberalizmu nie są źli lewacy, którzy go oczerniają. Żadna lewica nie zepsuła liberalizm

Największym problemem polskiego liberalizmu nie są źli lewacy, którzy go oczerniają. Żadna lewica nie zepsuła liberalizmowi opinii tak bardzo, jak ludzie od lat przedstawiający się jako liberałowie. Ludzie, którym od dawna nie chodzi już o wolność człowieka. Wbrew temu, co mówią, nie chodzi im nawet o wolność rynku, lecz o wspieranie rozwiązań, które są korzystne dla garstki najbogatszych obywateli naszego społeczeństwa.

Weźmy temat międzynarodowych korporacji. Istnieje głupie przekonanie, że lewica ma niezdrową obsesję na tym punkcie, bo nienawidzi rynku i zazdrości bogactwa. Jan Hartman próbował nawet przekonywać lewicę, aby porzuciła antykorporacyjną retorykę. To bzdura, bo tu nie chodzi o żadną niechęć do rynku czy zazdrość wobec bogatych, ale o podstawowy odruch demokratyczny.

Ostatnio ukazała się ciekawa książka „The Myth of Capitalism: Monopolies and the Death of Competition” napisana przez Jonathana Teppera i Denise Hearn. Tepper i Hearn są zwolennikami kapitalizmu i wolnego rynku – ich wolnorynkowy entuzjazm jest tak duży, że dla takiego lewaka jak ja bywa irytujący, bo wydaje mi się naiwny. Niemniej jednak, gdy autorzy książki wymieniają największe zagrożenia dla gospodarki, to nie wspominają o socjalizmie, rozdawnictwie czy ingerencjach państwowych, ale właśnie o korporacjach.

Nasza wolność rynkowa jest coraz bardziej iluzoryczna – piszą. Bo rynek jest zdominowany przez monopole i oligopole, a całą gospodarką rządzi garstka potężnych korporacji. Tepper i Hearn nazywają to zjawisko wprost „dyktaturą”. I zauważają także jego aspekt polityczny: „Im silniejsze stają się firmy, tym mocniej kontrolują regulatorów i ustawodawców za pośrednictwem procesu politycznego”.

Kiedy Tepper i Hearn zastanawiają się nad tym, jak do tego doszło, to też nie wspominają o złej lewicy, ale o szkole chicagowskiej z Miltonem Friedmanem na czele, która zlekceważyła problem władzy korporacyjnej i co gorsza przekonała do tego dużą część świata.

Problemy z korporacjami nie ograniczają się tylko do rynku. Coraz więcej osób zauważa, że od planów biznesowych wielkich korporacji paliwowych zależy przyszłość wielu rejonów świata. Zostaną zdewastowane czy nie? Decyzję podejmą dyrektorzy firm, którym nikt nie przyznał demokratycznego mandatu.

Gdyby liberałom naprawdę zależało na wolności, to korporacyjna oligarchizacja społeczeństwa byłaby głównym punktem ich zainteresowań. A teraz powiedzcie mi, ile kojarzycie tekstów Gadomskiego, Maziarskiego, Balcerowicza, Michalik, Michalskiego, Szubartowicza czy „klasycznych liberałów” z FOR na ten temat? No właśnie, jednym z niewielu pozytywnych wyjątków jest „Kultura Liberalna”.

Zamiast realnej obrony wolności mamy dziecinne zachwyty nad korporacjami jako „nośnikami demokratycznych wartości”, niechęć do programów socjalnych i podatków progresywnych, a na dokładkę nagacjonizm klimatyczny. Taki liberalizm dała nam III RP.

Źródło
Opublikowano: 2019-12-15 11:34:19

Oto tekst wprowadzający do dyskusji na naszej sobotniej konferencji programowej:

Oto tekst wprowadzający do dyskusji na naszej sobotniej konferencji programowej:

Lewica a lewicująca prawica

Mateusz Morawiecki twierdzi, że w PiS obecna jest „robotnicza myśl socjalistyczna”. Odwołuje się też do dziedzictwa przedwojennej PPS. Można się na taka uzurpację oburzać, ale nie sposób nie zadać sobie pytania, co się za nią kryje. Dlaczego partia z definicji prawicowa podszywa się pod lewicę i sięga po najczystsze i najświętsze tradycje polskiego socjalizmu?
Po pierwsze dlatego, że od początku transformacji ustrojowej nie zaistniała w Polsce silna lewica ideowa, społeczna, która szukałaby zaplecza wśród „wyklętych ludu ziemi”. Jednocześnie Jarosław Kaczyński ma skłonność do sięgania po tradycję II Rzeczpospolitej. A tam poza Polska Partią Socjalistyczna nie było antenatów, którzy by w jakikolwiek sposób identyfikowali się z ludem. A do ludu właśnie Kaczyński kieruje swoje ideowe przesłanie.
Przeciwnie, jak twierdzi Marcin Piątkowski, doktor nauk ekonomicznych, starszy ekonomista Banku Światowego w Pekinie głównym hamulcem rozwoju w okresie międzywojennym był oligarchiczny system społeczno-gospodarczy, który służył tylko wąskim elitom i blokował rozwój większości społeczeństwa. Poza PPS pozostałe partie w II RP tej oligarchii służyły.
PiS mógł sięgnąć po socjalistyczną tradycje dopiero w momencie, gdy zakwestionował sposób w jaki dokonano u nas transformacji ustrojowej. Poprzednia, niedokończona kadencja rządów Prawa i Sprawiedliwości całkowicie wpisywała się w logikę balcerowiczowskiej t5ransformacji, czego dowodem były rządy Zyty Gilowskiej w Ministerstwie Finansów, zniesienie najwyższej stawki podatkowej czy obniżenie składki zdrowotnej.
Jednak po kilkunastu przegranych wyborach Kaczyński zrozumiał, że nie ma sensu bić się z liberałami o głosy klasy średniej tej rzeczywistej i tej urojonej z innymi stronnictwami, skoro największa część polskiego społeczeństwa to nie byli beneficjenci transformacji tylko raczej osoby, które niewiele na niej zyskały, a nawet straciły. To była Polska „B”, prowincjusze, a często parweniusze, ludzie ledwo wiążący koniec z końcem, którzy sceptyczn8ie i z niedowierzaniem słuchali o polskich sukcesach gospodarczych.
Do wielkiego przełomu, który nastąpił w 2015 roku, elektorat PiS stanowili ludzie o konserwatywnych poglądach, religijni, zachowawczy, prowincjusze znani pod prześmiewczym mianem „moherowych beretów”. Jednak a każdym razem, gdy dochodziło do testu wyborczego okazywało się, że tych moherów jest po prostu za mało, żeby PiS mógł wygrywać. To zmusiło Kaczyńskiego do zwrócenia się ze swym przesłaniem do ludzi niezamożnych, rodzin wielodzietnych, do tej części Polski, która płaciła olbrzymią cenę transformacji, niewiele otrzymując w zamian.
Na początku partia, która objęła władze po 2015 roku nie przyznawała się do tego, że program zasiłków dla dzieci 500+ to element nowej polityki społecznej. Ten element redystrybucji budżetowej uparcie uzasadniano wyłącznie względami pronatalistycznymi. Jednak dzieci nie zaczęło się rodzić nagle znacząco więcej, a mimo to program został dobrze przyjęty w większości społeczeństwa. Zwracano jednak uwagę na fakt, że dostają ten zasiłek również osoby zamożne, które świetnie by sobie bez niego poradziły.
Taka konstrukcja zasiłku wynikała ze stanu świadomości społecznej przez dziesięciolecia kształtowanej prze neoliberalne elity. Dość powszechny był pogląd, że korzystanie z jakiejkolwiek materialnej pomocy państwa świadczy o byciu gorszym, niezaradnym, leniwym. Toteż po wprowadzeniu tego zasiłku pełno było w przestrzeni publicznej komentarzy o pasożytach żyjących z tego programu. Zapobieżeniu takiej stygmatyzacji zasiłkobiorców miało służyć przyznanie ich wszystkim, a nie tylko tym uboższym. Podobne wątpliwości wzbudza dyskutowana i próbowana jak na razie w Finlandii koncepcja bezwarunkowego dochodu podstawowego. Jednak za przyznaniem go każdemu niezależnie od dochodu i bogactwa przemawia to, że powszechność świadczenia istotnie wpłynęłaby na ograniczenie biurokracji, gdyż dochód podstawowy zastąpiłby część zasiłków. Ponadto zniknąłby problem stygmatyzacji osób pobierających świadczenie. Zwolennicy tego rozwiązania jednocześnie tłumaczą, że w przypadku, gdy nie groziłaby utrata świadczenia, zniknęłoby ryzyko kalkulowania, co się bardziej opłaca – pracować za minimum czy nie pracować i otrzymywać zasiłek.

Ostatecznie o socjalnym, a nie wyłącznie pronatalistycznym charakterze programu świadczy przyznaniem zasiłku również na pierwsze dziecko.
Dziś żadna licząca się partia w Polsce nie kwestionuje już programu 500+. Są tylko głosy jak ten program doskonalić, nie jednak prawie zwolenników jego likwidacji. Przyznanie zasiłku również 500 złotych na pierwsze dziecko to był postulat opozycji, który władza spełniła. A trzeba przypomnieć, że przed uruchomieniem programu 500+ polskie dzieci, były według unijnych agend badawczych, najbardziej zaniedbanymi dziećmi w Unii Europejskiej.
Opozycja, zarówno ta liberalna jak i ta nominalnie lewicowa (SLD) podnosiła argument, że lepsza jest pomoc w postaci rozbudowy infrastruktury pomocy rodzinie, takiej jak bardziej rozbudowana sieć żłobków, przedszkoli niż wręczanie pieniędzy, gotówki do ręki. Ten pogląd opiera się na przekonaniu, że ludzi, którym się pomaga ze środków publicznych należy traktować z ograniczonym zaufaniem, gdyż skłonni są oni marnotrawić środki pieniężne zamiast ich optymalnie używać. Taki protekcjonalny stosunek do beneficjentów pomocy jest charakterystyczny dla neoliberalnej prawicy, gdyż odbiera osobom ubogim część ich podmiotowości. Natomiast stawianie na organizowanie opieki nad dziećmi to wynik oczekiwań pracodawców, aby tania, kobieca siła robocza była wciąż łatwo dostępna na rynku pracy. Tak zresztą argumentowano przeciw programowi. Mówiono, że kobiety za sprawą zasiłku na dzieci „zostaną wypchnięte z rynku pracy”. Na uwagę zasługuje język tej argumentacji. One nie podejmą suwerennej decyzji o pozostaniu w domu i poświęceniu się opiece nad dziećmi, tylko „zostaną wypchnięte”. Oczywiście zwykli ludzie musieli zadać sobie pytanie, jak słabo musiały te kobiety zarabiać, jeżeli taka skromna suma jak 500 zł. Na dziecko pozwalała im zostać w domu?

Przez wiele lat przed 2015 rokiem dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazywały, że 20% gospodarstw domowych było zmuszone korzystać z lichwiarskich pożyczek, aby przetrwać. Aby im wystarczało na życie. Dlatego popytowy efekt zasiłku wystąpił z pewnym opóźnieniem, bo rodziny wykorzystały go w pierwszym rzędzie do wyzbycia się zobowiązań w instytucjach para bankowych.
O ile program 500+ jest oryginalnym pomysłem Jarosława Kaczyńskiego i jego ekipy, o tyle wiele więcej prospołecznych posunięć to wynik bacznej obserwacji postulatów wychodzących z różnych środowisk. Do nich należy minimalna stawka płacy za godzinę pracy, która sprawiła, że nawet na umowy doraźne, nie objęte kodeksem pracy nie można zatrudniać za płace niższe niż płaca minimalna. Jeszcze w roku 2013 i 2014 można było natknąć się na ogłoszenia o prace za 2-3 zł. na godzinę. Wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej uczyniło zatrudnianie na tak niewolniczych warunkach nielegalnym.
Analizując postepowanie obozu rządowego, który najprawdopodobniej utrzyma władzę po najbliższych wyborach pokazuje, że władza nieustannie skręca w lewo. Sprawia to, że lewica ma coraz mniej miejsca do zagospodarowania. Zwłaszcza, że partia Kaczyńskiego zdołała zrealizować swe wyborcze obietnice, które zaowocowały wzrostem poziomu życia milionów rodzin. Takie zjawisko nie miało miejsca przez poprzedzający drugi rząd PiS cały okres transformacji.
To, dlatego zapowiedzi i obietnice PiS są traktowane z o wiele większa powagą niż obietnice formułowane przez opozycję. Lewica dwukrotnie miała szanse na prowadzenie lewicowej, prospołecznej polityki gospodarczej i społecznej i z tej szansy nie skorzystała. Za jej rządów nie dał się odczuć żaden znaczący transfer socjalny. Wiele osób pamięta tez, że to pod rządami SLD/PSL wprowadzono prawo do eksmitowania ludzi na bruk.
Stąd analiza lewicującej polityki PiS ma dla nas tak wielkie znaczenie.
Jednym z kapitalnych reform PiS-u było ponowne obniżenie wieku emerytalnego. Postulat skracania czasu pracy to powszechne credo współczesnej lewicy. Skoro za sprawą gwałtownego wzrostu wydajności wynikającego z rewolucji naukowo-technicznej pracy jest coraz mniej, ludzie musza pracować coraz krócej. Wymaga to obniżenia ustawowego wieku przechodzenia na emeryturę jak i obniżania tygodniowego a w perspektywie i dziennego czasu pracy. Warto tez przypomnieć, że jednym z 21 postulatów gdańskich było obniżenie wieku emerytalnego do 55 lat dla kobiet i 60 lat dla mężczyzn. Przeciw wydłużeniu wieku emerytalnego do 67 lat dla obu płci protestował poprzednio zarówno OPZZ jak i Solidarność. Była temu przeciwna zdecydowana większość społeczeństwa. A zamiast referendum w tej sprawie miliony podpisów obywateli domagających się referendum wyrzucono do kosza.
Bezwarunkowy dochód podstawowy, podobnie jak obniżenie wieku emerytalnego to reakcja na kryzys związany z tym, że pracy będzie z czasem coraz mniej. Potrzebne jest więc dzielenie się praca (franc. Partage de travail i związany z tym 35-godzinny tydzień pracy) a także wypłacanie ludziom pieniędzy na życie, w związku z coraz trudniejszym osiąganiem dochodów z pracy. Przypomnieć tu należ, że znów „Solidarność z lat 198-0-81 była tu w awangardzie domagając się wolnych sobót. Na razie, przy wielkim oporze międzynarodowych korporacji i opinii publicznej udało się obozowi rządowemu wprowadzić wolne niedziele w handlu.
Wkrótce po uruchomieniu transferów socjalnych, z których ostatnim było wypłacenie trzynastej emerytury, pojawiły się głosy, że ludzie nie otrzymujący tych świadczeń są poszkodowani, bo w ciężkim trudzie wypracowują dochody niewiele wyższe, niż te osiągane bez pracy z kasy państwa. Reakcją PiS była zapowiedź przyspieszenia podwyższania płacy minimalnej, tak aby dochody z pracy znacząco przewyższały dochody z zasiłków i innych transferów społecznych.
Krytycy trzynastej emerytury twierdzą, że to mydlenie oczu, skoro miesięcznie jest to suma rzędu 70 zł. Jednak takie kwotowe podniesienie emerytury w grupie emerytur niskich daje odczuwalna poprawę. Tymczasem, kwotowe podnoszenie niskich emerytur zablokował Trybunał Konstytucyjny twierdząc, że waloryzacja emerytur powinna dotyczyć wszystkich emerytów, a nie tylko tych uboższych i to proporcjonalnie, a nie kwotowo. To stanowisko Trybunału uniemożliwia praktycznie spłaszczenie emerytur, czyli relatywną poprawę sytuacji najbiedniejszych weteranów pracy. Trzynasta emerytura to obok swego wyborczego znaczenia była udolna próba obejścia wyroku trybunału, który blokował zastosowanie zasady sprawiedliwości społecznej do systemu emerytalnego.
Wielka debata jaka rozpętała się po zapowiedzi drastycznego podnoszenia płacy minimalnej pozwoliła ocenić która siła polityczna jest po stronie pracy, a która po stronie kapitału. Małym przedsiębiorcom argumentującym, że w sytuacji znacznego podniesienia płacy minimalnej wypadną oni z rynku Jarosław Kaczyński odpowiada, że w takim razie powinni oni porzucić marzenie o biznesie i podjąć zatrudnienie jako pracownicy., Tego typu stwierdzenia padały wielokrotnie z ust radykalnych lewicowców, ale nigdy dotąd przedstawiciel politycznego głównego nurtu nie śmiał tak otwarcie przeciwstawić się woli biznesu, czy jak w tym wypadku tzw. Small businessu. W tym sporze nie tylko liberałowie, ale i przedstawiciele nominalnej lewicy (SLD, Wiosna) stanęli po stronie utyskujących na swój los małych i średnich przedsiębiorców przeciwko szybkiemu podnoszeniu płacy minimalnej. Oto co powiedział na ten temat Marek Belka były premier z ramienia SLD, a dziś eurodeputowany wybrany z list Koalicji Obywatelskiej (neoliberalnej): Jego zdaniem, propozycja zwiększenia płacy minimalnej do 4 tysięcy złotych „oznacza najprawdopodobniej znacznie większą inflację, masowe bankructwa drobnych przedsiębiorstw i zmniejszenie skłonności wszystkich przedsiębiorstw do podejmowania inwestycji”. Belka twierdzi, że takie szybkie podnoszenie płacy minimalnej będzie kosztowało Polskę utratę 1 miliona miejsc pracy. Obóz liberalny, ale też wiele osób z tzw. Lewicy wciąż mentalnie tkwi w koncepcji budowy wzrostu w oparciu o niską cenę pracy. Umysłowi więźniowie koncepcji Leszka Balcerowicza, który głosi, że dla dobra gospodarki ludzie powinni coraz więcej pracować i mało zarabiać, zdaja się nie dostrzegać, że już teraz mamy deficyt rąk do pracy, bo ludzie wyjeżdżają tam, gdzie się lepiej płaci. Bark pracowników wynika zresztą nie tylko z emigracji zarobkowej, ale i niżu demograficznego. Zatem straszenie, że znikną najniżej płatne miejsca pracy w sektorze, jak to się kiedyś mówiło, drobnotowarowym, na mało kim robi dziś wrażenie.
Jarosław Kaczyński i jego środowisko polityczne odważyli się wreszcie podnieść świętokradczą” rękę na guru polskiego kapitalizmu, Leszka Balcerowicza. Zadali kłam nie tylko doktrynie wzrostu poprzez niskie płace, polityce trudnego pieniądza, stosując doktrynę wzrostu poprzez generowanie popytu Johna Maynarda Keynesa, ale podważyli tezę o tym, że im mniej państwa tym lepiej. Silne państwo, prowadzące politykę przemysłowa, fiskalną i społeczną ma teraz być siła budująca państwo dobrobytu. Znów koncepcja odwołująca się do złotego wieku europejskiej socjaldemokracji. Interwencjonistyczne państwo dobrobytu przeciwstawia Kaczyński stosowanemu do niedawna modelowi „państwa nocnego stróża”.
Aby państwo było silne, musi konsekwentnie ściągać podatki. Uszczelnienie systemu podatkowego było pierwszym źródłem finansowania transferów społecznych, zanim dał o sobie znać element generowanego przez te transfery popytu. C o ciekawe mimo dziesięcioleci antypodatkowej propagandy i to idącej z ośrodków władzy państwowej, w myśl, której pobieranie od obywateli i firm podatków jest działalnością porównywalną do rozboju i rabunku, społeczeństwo polskie zaczęło coraz życzliwiej postrzegać działania fiskusa. Dziś już zdecydowana większość ankietowanych (92%) Polaków uważa, że należy płacić podatki, bo z nich finansowane jest m.in. bezpieczeństwo i zdrowie – wynika z sondażu CBOS. Z badań wynika też, że bogaci powinni płacić o wiele więcej do wspólnej kasy niż obecnie płacą.
U źródeł tej propodatkowej i państwowotwórczej postawy społeczeństwa leży, fakt, że państwo zaczęło coś z tych podatków świadczyć. Transfer socjalny.
Podczas toczącej się obecnie kampanii wyborczej do Parlamentu opozycja, w tym lewica, ogranicza się do dość chaotycznej krytyki pomysłów Prawa i Sprawiedliwości. Tak więc ok. 90% debaty przed wyborczej ma za temat nie różne ścierające się programy i propozycje, lecz propozycje obozu rządowego. Tak oto opozycja uczestniczy w kampanii PiS, nie prowadząc prawie własnej kampanii.
Powodów tej dziwnej sytuacji jest kilka. Po pierwsze, propozycje rządowe są wsparte faktem, że to PiS jako pierwsza partia od 1989 roku nie tylko obiecała coś, ale i dotrzymał Po drugie, siły ancien regime ‘u kojarzą się z chęcią powrotu do sytuacji sprzed 2015 roku. A wtedy większości społeczeństwa wiodło się po prostu gorzej. I to nie tylko za sprawą redystrybucji budżetowej, której wtedy nie było, ale i z powodu ciągłego wzrostu gospodarczego, mniejszego bezrobocia oraz większego poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego, są zasiłki i łatwiej o pracę. Wreszcie, Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło kompleksowa koncepcje ideowo-programową, która jest wielu płaszczyznach o zasadniczym znaczeniu zaprzeczeniem linii Leszka Balcerowicza i jego zwolenników, wcielanej przez prawie 30 lat transformacji.
Mamy więc sytuację, w której stają słowa przeciw czynom, fragmentaryczne propozycje przeciw jednolitej koncepcji ustrojowej, silnego państwa dobrobytu, interweniującego w działanie rynku, generującego wzrost i prowadzącego coraz bardziej aktywną politykę społeczną.

W Polsce jest 16 milionów ludzi pracy najemnej i jakiś jeden milion przedsiębiorców. Płace minimalna pobiera jakieś 14% zatrudnionych, czyli ok. półtora miliona ludzi. Ta prosta arytmetyka wyjaśnia, dlaczego zwolennicy szybkiego podnoszenia płacy minimalnej są na wygranej pozycji. Z punktu widzenia lewicy kontestowanie podnoszenie najniższej płacy jest ideowy a w konsekwencji politycznym samobójstwem. Jednak popieranie wyborczo nic nie daje. Trudno tez PiS przelicytować. Bo to raczej partia rządząca a nie lewica obejmie władze po wyborach i dlatego, że oni spełniali o bietnb9ice po wyborach lewica jeszcze nigdy choć rządziła już dwukrotnie po 1982 roku.
Aż 82% ankietowanych uważa, że wybory wygra PiS. Uważają tak zatem nie tylko zwolennicy Kaczyńskiego, ale i bardzo wielu jego przeciwników. Może dlatego, że w opozycji, a także na lewicy nie ma żadnej spójnej wizji przyszłości, która dałaby choć porównać i przedstawić jako alternatywę dla 200stronicowegbo programu PiS-u.

Dotychczas tzw. Obóz demokratyczny nie musiał się wysilać programowo, bo wszyscy realizowali mniej więcej ten sam program słabego i taniego państwa, prywatyzacji zysków i nacjonalizacji strat. Reszta to były tylko popisy retoryczne takie jak kuriozalna zapowiedź Donalda Tuska, że podniesie wydatki i zmniejszy podatki.
Zapowiedź budowy państwa dobrobytu, jeżeli traktować ją poważnie musi się wiązać ze zwiększeniem opodatkowania kapitału i wysokich dochodów. To pierwsze w jakiejś mierze rozpoczyna podatek obrotowy od sklepów wielkopowierzchniowych. Został on wprawdzie zaskarżony do europejskiego trybunału, ale w tej kwestii trybunał przyznał rację polskiemu rządowi. Pierwsze podejście do wprowadzenia rozbu8dowanej skali podatkowej od dochodów osobistych Mateusz Morawiecki podjąć, gdy jeszcze był wicepremierem i ministrem finansów. Jednak zdecydowana reakcja środowisk biznesowych sprawiła, że zrejterował. O sięgnięciu do „głębokich kieszeni” mówił już Kaczyński przy wielu okazjach. Jednak, jeżeli nie ośmieli się w końcu do nich sięgnąć, jego najważniejsza propozycja, propozycja budowy państwa dobrobytu pozostanie bez pokrycia.
W Polsce są jeszcze wielkie obszary biedy i wykluczenia. Niedoinwestowana i nieefektywna pozostaje służba zdrowia. Zasiłki z pomocy społecznej przypominają aspirynę podawana na śmiertelnej choroby, co nagminnie praktykuje si9e wobec osób osadzonych w więzieniach. Wciąż tysiące a może i dziesiątki tysięcy chorych umiera w kolejce, zanim ich się choćby zdiagnozuje, że o leczeniu nie wspomnę. O skali nędzy świadczy choćby rosnąca grupa osób trwale niezdolnych do pracy, które otrzymują 645 zł. zasiłku stałego. Kryterium uprawniające do pomocy społecznej pozostaje nie waloryzowane na żenująco niskim poziomie. A 500+ na dziecko, gdyby miało być jedynym dochodem, pozostaje suma poniżej kryterium przetrwania biologicznego. Kompletnym fiaskiem zakończył się program mieszkanie+ i wciąż w Polsce brakuje owych legendarnych 3 milionów mieszkań. Chodzi jednak nie o drogie mieszkania po cenie wolnorynkowej, lecz o mieszkania budowane za pieniądze publiczne z niskim regulowanym, czynszem.
Wielkie, gwałtowne przemiany ustrojowe, podczas których nie liczono się z ludźmi i ich cierpieniem, sprawiły, że chorobą społeczną jest depresja, że miliony Polaków i Polek potrzebują pomocy psychologicznej i psychiatrycznej. A dostępu do takiej pomocy praktycznie nie ma. i mają ja tylko ci, których stać na zapłacenie słonej ceny.
Zadaniem lewicy nie jest jednak wyłącznie wymienianie listy problemów społecznych, ekonomicznych, ekologicznych do rozwiązania, ale i wizja ustroju, systemu prawnego i politycznego, który pozwoli je rozwiązywać. Inaczej będziemy wyłącznie odpowiadać na chaotyczne rozwiązania stosowane przez prawicową władzę, która nawet w warstwie retorycznej zajęła miejsce lewicy. To Jarosław Kaczyński odpowiada liberałom, że „człowiek, którego kieszenie są puste, nie jest wolny”. To on w swych przemówieniach najpierw wymienia równość a potem wolność.
Jest oczywiście ta druga warstwa konfrontacji debaty. To dziedzina demokracji i praw człowieka. To sprawa niezawisłości sędziowskiej, prawa do nie dyskryminowania niezależnie od wiary, jej braku czy płci lub orientacji seksualnej. Tylko, że w tym obszarze jak bardzo lewica nie miałaby racji, to przecież będzie zmuszona mówić mniej lub bardziej to samo co obóz neoliberalny, ten sam, który pomysł podnoszenia płacy minimalnej zbywa określeniem „populizm”.

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2019-11-21 08:12:23

W Polsce postępowa i wrażliwa inteligencja produkuje od lat miliony słów. O dobrej równości, o złej nierówności, o złym

Remigiusz Okraska:

W Polsce postępowa i wrażliwa inteligencja produkuje od lat miliony słów. O dobrej równości, o złej nierówności, o złym kapitalizmie, o dobrym demokratycznym socjalizmie lub skandynawskiej socjaldemokracji, że „byliśmy głupi” i że „będziemy inni, lepsi”, że transformacja była zła, że Balcerowicz, że liberałowie wszystko schrzanili, bo serc i mózgów nie mieli, że wyzysk był zły, płace głodowe, zapaść rynku pracy i transportu publicznego, zakłady zaorane i szpitale zamykane, perspektyw brak, eksploatacja słabych w imię interesów silnych, że było źle i że tak być nie może i nie musi, że Corbyn, Sanders, a nawet Lula. I tak dalej, miliony, miliardy słów.

A później przychodzą wybory lub jeszcze mniej ważne wzmożenie i wtedy wszystko wraca w stare koleiny. Wywody o ciemnogrodzie i że nas nie stać na nie wiadomo co, że pieniądz trzeba rozdawać z umiarem, że w sumie nie było tak źle, że kluczowa jest europejskość, że nasza młoda demokracja jest zagrożona, że trzeba mieć na uwadze poszanowanie interesów liberalnych elit, że etos Unii Wolności, że krytyka krytyką, ale sami państwo rozumiecie że trzeba to wyważyć, że proszę nie tak ostro, że unikajmy demagogii, że ezelde to klawe chłopaki i dziewczyny, że Henia Bochniarz zna się na biznesie i dopilnuje niedrukowania pieniędzy, że czas na sprawiedliwą ocenę jeszcze nadejdzie, gdy spojrzymy na dzieje z dystansem. I że wiecie rozumiecie są rzeczy ważne i ważniejsze, a najważniejsza to jest taka, żeby odsunąć PiS od władzy, gdyż PiS jest zły i faszystowski, jego socjal niedoskonały i zatruty, a poza tym socjal socjalem, ale młoda polska demokracja jest zagrożona przez faszyzm i autorytaryzm, a to że na socjal idą wielomiliardowe transfery to nic takiego wobec faktu, że obóz rządzący mówi jednym głosem z innym biskupem niż mówiła PO, a gdyby Schetyna poszedł na paradę równości to już zupełnie nie byłoby o czym mówić, buzi-buzi i selfiki, Grze-siek, Grze-siek, Grze-siek.

Nie mam puenty, za to mam nadzieję, że z każdym rokiem coraz mniej ludzi będzie się na to nabierało. Ja już zupełnie przestałem i polecam innym to samo.

Źródło
Opublikowano: 2019-09-13 15:06:49

Dziękuję za każdy 9 878, które otrzymałem w wyborach. Dziękuję wszystkim zaangaż

Dziękuję za każdy 9 878, które otrzymałem w wyborach. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w moją kampanię i kampanię Lewicy Razem. Przegraliśmy po dobrej walce, ale przegraliśmy dotkliwie. W Polsce domyka się właśnie system dwupartyjny. Przed nami trudny czas.

Bycie demokratycznym socjalistą w Polsce to nie jest dziś łatwy kawałek chleba. Rzadko gdzie i kiedy zresztą bywa. Na przeciw siebie mamy wielkie polityczne kartele i media, które swoich faworytów wybierają na długo przed kampanią.

W tym samym czasie w Polsce dramatycznie rosną nierówności, pielęgniarki płacą wyższe podatki od bogaczy, największe światowe korporacje gromadzą wprost nieograniczoną władzę i kapitał, a całość pędzi wprost ku klimatycznej katastrofie. Zdanie socjalizm albo barbarzyństwo nigdy nie było prawdziwsze niż dzisiaj.

Nasza walka trwa i ma sens! Lekko nie będzie. Nie ma żadnej gwarancji wygranej. No, ale jak nie my to kto?

Źródło
Opublikowano: 2019-05-27 15:57:41

Zarycki: Peryferyjność Polski to efekt zależności kapitałowej, a nie kultury folwarcznej [WYWIAD]

Remigiusz Okraska:

Bardzo dobry wywiad z człowiekiem, który jako jeden z naprawdę niewielu w Polsce stosuje do analizy rzeczywistości kategorie klasycznie lewicowe. Tym się różni od naszej postępowej inteligencji, która proponuje głównie kulturowe foszki i pohukiwania na lokalną ciemnotę, która nie jest „oświecona” i „zachodnia”. Tymczasem prof. Zarycki sięga sedna sprawy, marksowskiego sedna, czyli kapitału, forsy, zależności ekonomicznej itp. I wtedy okazuje się, że nie, nasz problem to nie jest ciemnota, zacofanie, takie czy inne kulturowe cechy i przywary. Nasz problem to to, że jesteśmy wyzyskiwani, eksploatowani i ekonomicznie marginalizowani, także przez kraje i regiony „oświecone” i dopiero na tym gruncie powstaje zestaw cech kulturowych niekoniecznie fajnych i nie tak słodziutkich, jakie mają te kraje, które mogą sobie pozwolić na „cywilizowane reguły gry”, bo je na to stać kosztem nas i wielu innych pariasów. Takie myślenie prowadzi do wniosków zupełnie sprzecznych z pomysłami, nawykami i strategiami rodzimej postępowej inteligencji. Nie wystarczy pohukiwać, wybrzydzać, edukować, rozliczać itd. rodzimą ciemnotę. Trzeba dokonać wyzwolenia narodowego i społecznego z kapitałowych eksploatatorskich zależności. Nie seminarium kampusowe i nie szkółka niedzielna, nie coaching w wykonaniu kapłanów z z Agora SA, lecz socjalizm jest rozwiązaniem. Demokratyczny, emancypacyjny socjalizm, który w Polsce podniesie ten sam sztandar, jaki w Latynoameryce podnoszą tamtejsze kraje eksploatowane przez kapitał, zależność polityczną i ekonomiczną oraz lokalne sprzedajne elity obsługujące interesy zagranicznych namiestników i ich intelektualnego zaplecza.

Zarycki: Peryferyjność Polski to efekt zależności kapitałowej, a nie kultury folwarcznej [WYWIAD]

Teza, że przez wpływ kultury folwarcznej ciągle jesteśmy zacofani i nie żyjemy tak dostatnio jak za Odrą, […] jest w znacznym stopniu odwracaniem kota ogonem, bo duża część systemu folwarcznego wynika z zależności kapitałowej.

Źródło
Opublikowano: 2019-04-01 14:30:17

Lekarstwo na prawicowych demagogów? Demokraci w USA chcą opodatkować superbogaczy. Popierają to nawet wyborcy prawicy

Na stronie oko.press piszę o pomysłach Partii Demokratycznej na to, jak poradzić sobie z Trumpem i prawicową demagogią. Tłumaczę, dlaczego podatki mogą zatopić Trumpa niczym Ala Capone. Zastanawiam się też nad tym, co z tego wszystkiego wynika dla Polski. Poniżej fragment na zachętę, a całość pod linkiem.

Amerykańscy Demokraci zrozumieli też, że narzekanie na Trumpa to za mało – trzeba mieć ofertę dla ludzi, którzy do tej pory nie chcieli na nich głosować, ponieważ czuli się zawiedzeni dotychczasową polityką. Pomysł zasypywania narastającej przepaści dochodowej i majątkowej bez wątpienia jest taką ofertą.

Co więcej, zmiany w Stanach Zjednoczonych mogą symbolizować poważniejsze przesunięcie w światowej polityce.

To właśnie ze Stanów rozprzestrzenił się na cały świat fundamentalizm wolnorynkowy, czyli przekonanie, że zawsze – im mniej państwa, regulacji i podatków, tym lepiej.

Pogląd ten był szalenie popularny akurat na przełomie lat 80. i 90. XX wieku, czyli wtedy, gdy Polska stawała się państwem kapitalistycznym i demokratycznym. To stąd w naszej świadomości zakorzeniło się przekonanie, że fundamentalizm wolnorynkowy jest ściśle powiązany z demokracją. Pod tym względem zawsze odstawaliśmy od większości krajów zachodnioeuropejskich.

Choć i one znalazły się pod wpływem fundamentalizmu wolnorynkowego, to – na przykład – nigdy nie zapałały aż takim entuzjazmem do pomysłu niskich podatków dla najbogatszych. Świadczy o tym choćby fakt, że w większości z nich górna stawka podatku dochodowego od osób fizycznych utrzymuje się w okolicach 50 proc. Również porównania do socjalizmu, komunizmu czy – obecnie – Wenezueli nie są we Francji, Niemczech, Hiszpanii czy Skandynawii tak skutecznym straszakiem politycznym, jak w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych.

Jeśli Partia Demokratyczna wytrwa przy swoich pomysłach podatkowych, to Donald Trump i jego poplecznicy staną się ostatnią poważną ostoją dogmatów z lat 80. i 90. XX wieku w państwach zachodnich.

Tymczasem na polskiej opozycji nie brakuje polityków, którzy straszenie „socjalizmem” i interwencjonizmem państwowym wciąż uznają za atrakcyjną strategię wyborczą i dobry pomysł na państwo. Być może powinni zrewidować swój pogląd – Donald Trump nie jest bowiem najciekawszym towarzystwem dla zwolenników demokracji.

Lekarstwo na prawicowych demagogów? Demokraci w USA chcą opodatkować superbogaczy. Popierają to nawet wyborcy prawicy

Demokraci idą na wojnę z koszmarnymi nierównościami, które niszczą kraj i dają paliwo prawicowym demagogom. Ich pomysły popierają nawet wyborcy prawicy

Źródło
Opublikowano: 2019-02-17 15:39:55

Dziś 90 lat kończyłby Martin Luther King. Większość z nas kojarzy znanego pastora z walką i zwycięstwem o równouprawnien

Dziś 90 lat kończyłby Martin Luther King. Większość z nas kojarzy znanego pastora z walką i zwycięstwem o równouprawnienie Czarnych. Niech jego postać przypomina nam, że każdy i każda z nas ma godność bez względu na pochodzenie i kolor skóry.

Luther King był jednak kimś więcej. Był zadeklarowanym socjalistą, bo wiedział, że świat może być sprawiedliwszy niż masa biedaków i kilku bogaczy.

Cześć Jego pamięci. I garść cytatów, które wynalazł Radosław Koba:

„Są w naszym narodzie i na świecie pewne normy, do których nie jestem dostosowany – i jestem z tego dumny. Nie zamierzam nigdy dostosować się do segregacji i dyskryminacji. Nie zamierzam nigdy dostosować się do religijnej zapiekłości. Nie zamierzam nigdy dostosować się do systemu ekonomicznego, w którym milionom odbiera się podstawowe dobra, by nielicznym zapewnić luksusy. Nie zamierzam nigdy dostosować się do szalejącego militaryzmu i głęboko wyniszczającej fizycznej przemocy”.

„To ruch związkowy był tą wielką siłą, dzięki której udało się przekuć nędzę i rozpacz w nadzieję i postęp. Jego śmiałe zmagania na rzecz reform gospodarczych i społecznych przyniosły nam ubezpieczenie od bezrobocia, emerytury, rządowe odprawy dla ubogich, a nade wszystko – całkiem nową wysokość płac, dzięki której możliwe stało się już nie tylko przetrwanie, ale i godne życie. Nie zawdzięczamy tych przemian wielkim przemysłowcom. Oni długo sprzeciwiali się reformom – aż w końcu zostali pokonani. Kiedy w latach trzydziestych wielka fala organizacji związkowych wzniosła się w całym kraju, niosła dobrobyt nie tylko dla swych członków, lecz całemu amerykańskiemu społeczeństwu”.

„Nazwijcie to demokracją albo nazwijcie to demokratycznym socjalizmem – w naszym kraju konieczny jest równiejszy podział bogactwa”.


Źródło
Opublikowano: 2019-01-15 19:24:21

90 lat temu urodził się Martin Luther King Jr., bohaterski lider ruchu praw obyw

90 lat temu urodził się Martin Luther King Jr., bohaterski lider ruchu praw obywatelskich. #MLK został zapamiętany jako ikona ruchu nonviolence, promującego walkę polityczną przy użyciu biernego oporu oraz jako autor słynnego przemówienia: „Mam marzenie”, wygłoszonego w trakcie Marszu na Waszyngton.

King nie walczył jednak tylko z dyskryminacją rasową. Był on także bojownikiem o sprawiedliwość społeczną, działającym na rzecz Ameryki naprawdę wolnych i naprawdę równych ludzi: „Nazwijcie to demokracją albo nazwijcie to demokratycznym socjalizmem – w naszym kraju konieczny jest równiejszy podział bogactwa”.

Dziedzictwo Martina Luthera Kinga Jr. to ciągła inspiracja dla wszystkich osób, które pragną równości, sprawiedliwości i demokracji.

[Opis dla osób niewidomych i niedowidzących: Grafika przedstawia przemawiającego Martina Luthera Kinga. Po prawej stronie widnieje cytat: „Przemoc nigdy nie przynosi pokoju. Nie rozwiązuje ludzkich problemów. Wręcz przeciwnie: stwarza nowe i komplikuje te, które mamy. Przemoc jest niepraktyczna, bo jest niekończącą się spiralą dążącą do destrukcji wszystkiego. Jest niemoralna, bo upokarza przeciwnika, a nie próbuje go zrozumieć. Eksterminuje zamiast przekonać. Przemoc jest niemoralna bo żywi się nienawiścią, a nie miłością. Niszczy wspólnotę. Zostawia społeczeństwo w monologu, a nie dialogu. Przemoc zawsze kończy się porażką.” Pod spodem jego podpis i napis: „90 lat temu, 15 stycznia 1929 roku, urodził się Martin Luther King Jr.”.]



MLK

Źródło
Opublikowano: 2019-01-15 18:23:00

Posłuchaj podcastu: Co robić, kiedy populiści zgłaszają „rozsądne” postulaty? O Popku, dochodzie podstawowym i Nowoczesna Teoria Monetarna – TOK FM

Rafał Woś zaapelował dzisiaj w TOK FM do mnie i Michała Sutowskiego, żebyśmy nie byli Ewą Kopacz polskiej lewicy. A ja apeluję do Rafała Wosia, żeby nie był Popkiem polskiej publicystyki i nie ocieplał wizerunku niebezpiecznych ludzi i ksenofobicznych rządów.
W 2011 roku do Sejmu wchodziła Anna Grodzka. W 2019 roku Sejm zawiera różnej maści konserwatystów i ani jednego socjaldemokraty. Debata publiczna w Polsce już została dopchnięta do prawej ściany. Nie trzeba nam bardziej.
To dziennikarze i publicyści – dobierając tematy i bohaterów tekstów – decydują, czym będą żyły media, ich odbiorcy i odbiorczynie.
Niezależnie od tego, jak oceniam Biedronia jako całościowy koncept polityczny, samo jego wejście do Sejmu, nikłym nawet procentem głosów, spowoduje, że pole dyskusji przesunie się nieznacznie w stronę świeżego powietrza – mainstream będzie musiał bowiem odnosić się do jego wypowiedzi i postulatów.
Z kolei uporczywe doszukiwanie się cząstek dobra w Salvinim, Kaczyńskim czy Popku i Niewolskim, przy kompletnym ignorowaniu głoszonych przez nich ksenofobicznych idei, i jednoczesne uprzejme przemilczanie jakichkolwiek konceptów, które usiłują się narodzić – o Biedroniu Woś napisał zaledwie jeden krótki i bardzo krytyczny tekst – to całkowite oddanie pola skrajnej prawicy.
Jedyny efekt podejścia Wosia jest taki, że zamiast mówić o rzeczach ważnych, i przedstawiać w tym smutnym kraju strzępy lewicowej agendy, socjaldemokracja wciąż musi zajmować się atakowaniem chochoła pt. „Znów zabraniacie mówić faszystom. To ma być ten wasz pluralizm?!”
W warunkach, w jakich się w Polsce znaleźliśmy, utrzymywanie, jakoby socjaldemokracji w dyskursie publicznym było za dużo, a prawicy za mało, jest – nie powiem – dość oryginalne. Wosia martwi każda próba odebrania głosu Terlikowskiemu. Zupełnie nie zajmują go za to ataki na kobiety, które od ponad 20 lat walczą o prawo do aborcji, ani ciemne chmury zbierające się nad żyjącymi w Polsce cudzoziemcami.
Każda próba dogadania sie socjaldemokracji z autorytarną partią, jest kapitulacją idei opartej na prawach obywatelskich. Bo z PiS-em zbudować można co najwyżej homofobiczny socjalizm, nie demokratyczny.
Socjaldemokracja w Polsce straciła już obie nogi, naprawdę nie trzeba jej jeszcze strzelać w głowę.

Posłuchaj podcastu: Co robić, kiedy populiści zgłaszają „rozsądne” postulaty? O Popku, dochodzie podstawowym i Nowoczesna Teoria Monetarna – TOK FM

Podcast z audycji Świat się chwieje, z dnia 2019-01-13 09:00. Gośćmi audycji byli: Adriana Rozwadowska, Michał Sutowski, Rafał Woś.

Źródło
Opublikowano: 2019-01-13 12:00:30

21 października głosuj na KW Razem do sejmiku województwa wielkopolskiego!

21 października głosuj na KW Razem do sejmiku województwa wielkopolskiego!
Lista nr 6

okręg 1
1. Jakub Skurzyński
2. Dorota Koszal
3. Jakub Kantorski
4. Zuza Lewandowska
5. Lukasz Orylski
6. Natalia Woźniak
7. Michał Kołosowski

okręg 2
1. Kamil Bocian
2. Joasia Dziemiańczyk
3. Jaś Świeczkowski
4. Natalia Minge
5. Dawid Sawicki
6. Milena Hadryan
7. Jakub Mięsikowski

okręg 3
1. Kamila Kasprzak – Bartkowiak
2. Grzegorz Krystek
3. Marta Żakowska
4. Paweł Bartkowiak
5. Marta Frankowska
6. Bartłomiej Kaleta

okręg 4
1. Paulina Nowak
2. Piotr Pardyka
3. Anna Bąk
4. Wojtek Sobkowiak
5. Anna Kołodziej

okręg 5
1. Paweł Kleczewski
2. Andżelika Machowska
3. Roman Sidorski
4. Magdalena Skurzyńska
5. Igor Mencel

okręg 6
1. Konrad Nowacki
2. Barbara Konat
3. Dominik Chlastawa
4. Ewa Konaczewska – Michalak
5. Wojciech Buras


Źródło
Opublikowano: 2018-10-19 19:49:27

Kapitalny wpis!

Kapitalny wpis!

Waldemar Kłaczyński napisał:

Teraz w mediach wmówiono wszystkim ludziom stereotypy, że ustrój demokratyczny oznacza od razu kapitalizm, a socjalizm oznacza od razu ustrój komunistyczny. Ale mi się wydaje dziwnym, że w kraju demokratycznym gdzie jest 99% ludzi biednych a 1% ludzi absurdalnie bogatych, to mimo demokracji nadal rządzi oligarchia i kapitalizm. Taka demokracja to raczej oszustwo, skoro demokracja oznacza rządy większości. Dziwne że z góry zakłada się interes 99% społeczeństwa za interes lewicowy, jako mniej ważny interes społeczno socjalny mimo, że to interes większości i mówi o demokratycznych zasadach. Co to za wybór demokratyczny jeżeli w wyborze możemy wybierać jedynie przedstawicieli 1% narodu, a wszelkie inne opcje są lewackie, z góry czasami zabronione i zwalczane przez media.

Źródło
Opublikowano: 2018-08-11 08:41:13

Galopujący Major: Polska prawica czci generała Franco, bo „uratował Hiszpanię przed komuną”. Tyle że to bzdura

Łukasz Najder:

sympatyczny bloger o ksywie Galopujący Major ma większą wiedzę niż czołowi historycy ipeenowscy i parahistoryk RAZ

„Pomijając fakt, że w swej nienawiści do lewicy polska prawica potrafi usprawiedliwiać nawet czystki etniczne sojusznika Hitlera, ciekawsza jest skala zniekształcenia obrazu ówczesnej Hiszpanii i mitologizacja generała Franco akurat w Polsce. Być może chodzi o przechył środowiska historyków w stronę prawicy, być może chodzi o braki w lekturze.

[…]

Mit pierwszy:

„Franco uratował Hiszpanię przed komunizmem”

Nie, Franco nie uratował Hiszpanii przed komunizmem, Franco komunizm do Hiszpanii sprowadził. W ostatnich demokratycznych i wolnych wyborach do hiszpańskich Kortezów, z którymi nie mógł się pogodzić pan generał, na 473 mandatów komuniści uzyskali mandatów…17. W dodatku zwycięski Front Ludowy, w skład którego wchodzili owi komuniści, zdominowany był nawet nie przez lewe skrzydło socjalistów z PSOE i UGT, ale przez prawe skrzydło lewicy republikańskiej. Nie komunistycznej, ale republikańskiej! Każdy historyk zajmujący się Hiszpanią wie, że wpływ komunistyczny był tam żaden, zwłaszcza w obliczu istnienia bardzo silnego anarchizmu. […]

Mit drugi: „Socjalizm hiszpański to drugi komunizm”

Nie, to nie był drugi komunizm. Tutaj prawicowi historycy mają prawdziwego pecha, albowiem II Republika w latach 1931-33 rządzona była właśnie przez lewicę. Mamy więc doskonały materiał poglądowy, jak NAPRAWDĘ rządy lewicy wyglądały w praktyce, jakie „komunistyczne reformy” wówczas lewica wprowadzała w Hiszpanii. Nie co krzyczała na wiecach (ulubiony prawicowy argument z cytowaniem radykałów), ale co naprawdę uchwalała w Kortezach. Za wspomnianym Payne’em: te reformy polegały na rozdziale Kościoła od państwa (zakaz subsydiowania, konfiskata mienia jezuitów, odsunięcie od możliwości uczenia, sekularyzacja cmentarzy), zwiększeniu nakładów na państwową edukację (34 proc. analfabetów w 1920 r.), zwiększeniu cywilnej kontroli nad armią i promowaniu republikańskich oficerów, programie robót publicznych, 8-godzinnym czasie pracy, nakazie pierwszeństwa w najmowaniu bezrolnych robotników w danej prowincji; komisje rozjemcze negocjowały kontrakty ze związkowcami. Słowem: jeden wielki archipelag Gułag. […]

Mit trzeci: „Franco ratował Kościół”

Nie, Franco wystawił Kościół na ogromne, ale to ogromne ryzyko fizycznej wręcz likwidacji. Lewicowa, robotnicza i chłopska Hiszpania z początku wieku XX nienawidziła Kościoła i hiszpańskiego episkopatu, nienawidziła za jego bratanie się z najbogatszymi, zwłaszcza arystokracją. Gdy andaluzyjski bezrolny chłop z tzw. braceros, który nie miał pracy, a musiał wykarmiać dzieci, podkradał zboże z latyfundiów wielkich posiadaczy ziemskich, którzy mogli go za to zastrzelić na miejscu, kler zwykle stawał po stronie tego drugiego. W Hiszpanii Kościół był dla wielu symbolem wyzysku. Kościoły palono w Hiszpanii już w XIX wieku, a podczas słynnego tragicznego weekendu w 1909 roku w Barcelonie spalono kilkadziesiąt kościołów i szkół kościelnych. Lewicowa Republika poza konfiskatą mienia jezuitów i odbijaniem szkolnictwa nigdy nie stosowała jednak przemocy wobec kleru. Nie było żadnych aresztów, masowego zamykania kościołów, zakazu praktyk religijnych. Kościoła bardziej nienawidziły masy niż lewicowi politycy. Tymczasem zamach stanu Franco, nota bene przeprowadzony fatalnie i ledwo, ledwo uratowany dzięki pomocy innego pogromcy „komuny”, niejakiego Adolfa Hitlera, był katalizatorem tej ogromnej rzezi głównie księży w lecie 1936 r. Po prostu w odwecie na zamach i morderstwa Franco na terenach należących do Republiki lud ruszył mordować kler.

Mit czwarty: „Franco uratował Hiszpanię przed falą przemocy”

Nie, nie uratował. Owszem, w samym tylko roku 1936 było 270 zabójstw politycznych (obie strony do siebie strzelały), ale dla porównania, we Włoszech w 1921 roku było takich morderstw 201. Tak, Hiszpania pogrążała się w chaosie jak wiele krajów tamtych lat, w tym Polska, ale daleko było jej do kraju nawet w stanie wyjątkowym. Tymczasem „ratowanie Hiszpanii” przez Franco doprowadziło do czystek etnicznych i wymordowania, według najlepszych specjalistów tego okresu, od 150 tys. do 200 tys. ludzi przez faszystów i od 38 tys. do 60 tys. przez lewicę. Franco tak ochronił rzekomo komunistyczną Hiszpanię, że zamiast 207 trupów rocznie dostała ich Hiszpania ćwierć miliona w prawie trzy lata. Do tego odchodzą całe lata prześladowań politycznych, przy których bledną nawet zbrodnie Bieruta i Bermana. W końcu nawet oni nie odważyli się porwać 30 tys. dzieci swoim politycznym przeciwnikom i rozdawać je jak cukierki swoim koleżkom. Tłumaczenie, że Franco uratował Hiszpanię przed chaosem, jest dokładnie tym samym co tłumaczenie, że Putin ratuje przed chaosem Ukrainę. Tyle że siły były z początku wyrównane, więc skończyło się krwawą łaźnią”.

Galopujący Major: Polska prawica czci generała Franco, bo „uratował Hiszpanię przed komuną”. Tyle że to bzdura

Opowieści polskiej prawicy, że generał Franco uratował Hiszpanię przed chaosem, są jak tłumaczenia, że Putin ratuje przed chaosem Ukrainę.

Źródło
Opublikowano: 2018-07-30 22:03:55

Manifest Ruchu Sprawiedliwości Społecznej

Manifest Ruchu Sprawiedliwości Społecznej

Kim jesteśmy?

Ruch Sprawiedliwości Społecznej to partia ludzi pracy najemnej. Nas – pracowników – jest w Polsce 16 milionów i czas już, byśmy mieli swoją reprezentację w samorządach, w Sejmie, w Parlamencie Europejskim. Aby stało się to możliwe musimy mieć swoją partię. Tą partią jest Ruch Sprawiedliwości Społecznej.
Dotychczas w Sejmie i samorządzie zasiadali prawie wyłącznie biznesmeni, urzędnicy i zawodowi politycy. Nic więc dziwnego, że my, pracownicy, my, którzy wytwarzamy wszystko, co jest, znaleźliśmy się w bardzo złym położeniu. Bez naszej pracy nie ma dochodów i produktów. Z pieniędzy, maszymn, materiałów nic nie powstaje samo, bez pracy. Dlatego tak potężną bronią jest strajk. Strajk powoduje, że produkcja się zatrzymuje i pracodawcy przestają zarabiać. W kraju pozbawionym partii pracowniczej i prawdziwego ruchu związkowego, ten nasz atut przestaje działać. I pracownicy muszą zgadzać się na złe warunki pracy i płacy, na poniżające traktowanie.

Teraz, kiedy mamy coraz mniej praw, coraz niższy jest też udział płac w rosnącym dochodzie narodowym. Kiedy wytwarzając coraz więcej, coraz mniej przypada nam w udziale. Łamanie prawa pracy, niewypłacanie wynagrodzeń pozostają bezkarne.
A przecież to nie kto inny, tylko ludzie pracy doprowadzili do zmiany ustroju, domagając się prawa do zrzeszania w prawdziwe związki zawodowe. Domagając się prawa do strajku, do wpływu na kształt ustroju i losy kraju. Dziś związki zawodowe wciąż są podporządkowane politykom prawicy, i szefom oraz właścicielom firm i zamiast organizować opór przeciwko wyzyskowi i złemu traktowaniu pracowników kolaborują z naszymi przeciwnikami. Większość skutecznych form protestu, takich jak choćby strajk solidarnościowy, została zakazana. Dlatego naszym zadaniem, zadaniem Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, jest podjęcie na nowo walki o wolności związkowe i prawa pracownicze.

Sierpień’80 i Solidarność

Najważniejsze zrywy robotnicze z lat 1956 i 1980 to była walka o samorząd pracowniczy czyli o to o co dziś walczy Ruch Sprawiedliwości Społecznej: o pracownicze współzarządzanie i wpływ na podział zysków z tego co wspólnie wytwarzamy. Po roku od polskiego października 56 zlikwidowano powstałe w wyniku buntu załóg Konferencje Samorządu Robotniczego. Pierwsze co rozwalił Leszek Balcerowicz zanim zniszczył większość polskiego przemysłu, to były samorządy pracownicze. Bo one mogły zgodnie z prawem ten przemysł obronić. O tym jak wysokie było morale ludzi pracy świadczy fakt, że podczas strajków okupacyjnych nie było kradzieży ani pijaństwa, bo władze nad zakładem w imieniu załogi przejmowały komitety strajkowe. Robotnicy w Sierpniu ‘80 żądali kontroli nad zakładami pracy, wpływu na losy i rządzenie krajem, demokracji, ale nie kapitalizmu, nie prywatyzacji. Nie oddania władzy i kontroli obcemu kapitałowi.

Antysystemowość

Ruch Sprawiedliwości Społecznej to partia antysystemowa. Sprzeciwiamy się panującemu systemowi wyzysku i dominacji. Naszym celem jest przemiana społeczna, która doprowadzi do powstania ustroju opartego na konstytucyjnej zasadzie sprawiedliwości społecznej. Oznacza to wywalczenie prawdziwej demokracji, w której każdy obywatel, niezależnie od tego, jaki ma dochód i majątek, ma taki sam wpływ na decyzje podejmowane przez władze publiczne (rząd czy samorząd). Dziś niestety, mimo formalnej równości, to bogata mniejszość rządzi milionami ludzi, którzy codzienną ciężką pracą przyczyniają się do jej bogactwa. A politycy i istniejące wielkie partie polityczne niezmiennie stają po stronie tych, którzy ze wspólnie wypracowanego dochodu narodowego biorą sobie za dużo, w taki sposób, że dla tych, którzy ten dochód wytwarzają, pozostaje zbyt mało, aby godnie żyć.
Zadaniem Ruchu Sprawiedliwości Społecznej jest budowa takiego państwa, które opowie się po stronie zapracowanej większości. Stworzenie mechanizmów prawnych umożliwiających skuteczną walkę o godne i sprawiedliwe płace. Wreszcie takiego systemu podatkowego, który rezygnując z opodatkowania dochodów niskich i bardzo niskich, skupi się na ściąganiu daniny publicznej z bogatych i bardzo bogatych – czyli systemu progresywnych podatków dochodowych. Postulujemy wprowadzenie podatku majątkowego i podatku spadkowego od wielkich fortun. Zagraniczne korporacje, które osiągają w Polsce niebotyczne zyski, muszą się tymi zyskami podzielić z naszym państwem, a nie wywozić je zagranicę. Takie działanie wymaga jednak odwagi i woli politycznej, którą wykazać się może tylko partia ludzi pracy.
Jesteśmy patriotami i dążymy do budowy silnego państwa, które skutecznie zwalczać będzie korupcję i przedkładać interes polskiego społeczeństwa nad interesy obcego kapitału. W naszej Polsce niewypłacanie wynagrodzeń będzie przestępstwem karanym więzieniem. Z całą surowością będzie też karane nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, które prowadzi do ryzyka uszczerbku na zdrowiu, a nawet utraty życia przez pracowników.

Humanizm

Jesteśmy humanistami i celem naszego działania jest człowiek, zaspokojenie jego potrzeb, gwarantowanie przestrzegania jego praw i wolności. Człowiek – bez względu na pochodzenie społeczne, status majątkowy, narodowość, rasę, płeć czy wyznawaną bądź nie wyznawaną religię oraz orientację seksualną. Stajemy w obronie każdej ofiary dyskryminacji, nawet jeśli nie identyfikujemy się z wyznawanym przez nią systemem wartości i jej zachowaniami. Nasz patriotyzm to umiłowanie ojczyzny, a nie niechęć czy nienawiść do obcych.
Nasz humanizm w codziennej działalności Ruchu Sprawiedliwości Społecznej przejawia się niesieniem pomocy naszym bliźnim, budowaniu wspólnoty w oparciu o empatię i pomoc wzajemną. Człowiek jako istota społeczna nie może realizować swoich uzdolnień a także podstawowych praw w osamotnieniu, w oderwaniu od wspólnoty i innych ludzi. Bezlitosną walkę o byt i konkurencję zastępujemy współpracą, która jest nie tylko bardziej skuteczna w osiąganiu celów wspólnoty, ale daje poczucie bezpieczeństwa – w odróżnieniu od pełnego strachu i gniewu wyścigu szczurów.
W dążeniu do ideału Ruch Sprawiedliwości Społecznej to partia antykapitalistyczna. Uważamy, że panujący na świecie system, kapitalizm, prowadzi do katastrofy naszej cywilizacji, a nawet planety.
Najgroźniejszym jego przejawem jest gromadzenie w rękach coraz mniejszej liczby osób coraz większego kapitału. To nagromadzenie oznacza nieograniczoną praktycznie władzę wąskiej grupy ludzi nad resztą ludzkości. Ta władza oznacza dalszą koncentrację bogactw w rękach coraz węższych elit finansowych.
Władza korporacji globalnych i światowych krezusów prowadzi do wojen o surowce i o panowanie nad światem. W tych wojnach biedni giną w interesie i na rozkaz możnych i bogatych.
Kierując się wyłącznie bezrozumną chciwością, posiadacze wielkiego kapitału niszczą przyrodę. Najlepszym dowodem jest systematyczne zmniejszanie powierzchni lasów tropikalnych, które stanowią płuca naszego globu.
Kapitalizm to bardzo sprawny system wytwarzania dóbr, których jednak nie jest w stanie racjonalnie i sprawiedliwie podzielić. Przyczyną tej niezdolności jest przedkładanie kryterium zysku nad zaspokajanie ludzkich potrzeb. Tylko w ten sposób można wytłumaczyć niszczenie żywności, mimo że w tym samym czasie ludzie umierają z głodu.

Istotą kapitalizmu jest sprzedaż dóbr i usług. Tymczasem te dobra można wytworzyć przy użyciu coraz mniejszej ilości pracowników, których zastępują maszyny. Jednak maszyny zakupów nie robią. To powoduje tzw. kryzys nadprodukcji przy nie zaspokojeniu elementarnych potrzeb życiowych dużej części ludzkości. Wyjściem byłoby skrócenie czasu pracy i podniesienie płac, ale to uszczuplałoby zyski. Jest to więc system, który prędzej czy później sam siebie zniszczy, bo nie może istnieć bez konsumentów.
Aby ten proces samozagłady powstrzymać, trzeba zatrzymać, a następnie odwrócić proces koncentracji (skupiania) kapitału w rękach nielicznych. Jest to możliwe poprzez ustanowienie demokratycznej, społecznej kontroli nad kapitałem, jego przepływem i podziałem. Dopiero wtedy można wprowadzić zasadę prymatu potrzeb człowieka przed kapitałem. Zastąpić władzę pieniądza władzą ludzi. Demokracją.
Proces zmiany systemu, przemiany społecznej wymaga jednak, by w toku walki o tę zmianę społeczeństwo odrzuciło system wartości, w którym na pierwszym miejscu jest zysk i konkurencja i przyjęło, że najważniejszy jest człowiek realizujący się we współpracy z innymi członkami wspólnoty. Dziś bowiem kapitalizm opiera się na przyzwoleniu, a nawet poparciu wśród szerokich rzesz jego ofiar. Dlatego najpierw musimy wygrać walkę o zmianę świadomości społecznej, a dopiero potem uda się zmienić system.

Ustrój sprawiedliwości społecznej

System idealny nie istnieje i zapewne nigdy go nie osiągniemy. Aby jednak dążyć do poprawy ustroju musimy mieć jakiś ideał, który wyznaczy kierunek zmian. Systemem, do którego dążymy jest idealna demokracja, w której samo społeczeństwo wyznacza priorytety gospodarcze i rozwojowe. Oznacza to więc zastąpienie władzy opartej na bogactwie władzą opartą na demokratycznym głosowaniu. A żeby to głosowanie było demokratyczne – wyborcy, obywatele muszą mieć wybór. Tymczasem dotychczas wszystkie partie, wśród których ludzie mogli „wybierać”, służyły kapitałowi, bankom, korporacjom, ale nie zwykłym ludziom.
To dlatego w naszym kraju nie ma już praktycznie prawa do strajku, a pensje stanowią zaledwie mikroskopijną cząstkę tego, co swoją pracą wytwarzamy.
To dlatego nie można zbudować tanich mieszkań pod wynajem, bo deweloperzy i banki muszą dalej zarabiać na kredytach hipotecznych, zawyżając spekulacyjnie ceny mieszkań.
To dlatego zanika w naszym kraju bezpłatna służba zdrowia, bo korporacje medyczne i farmaceutyczne muszą osiągać coraz większe zyski.
To dlatego nie istnieje w naszym kraju prawdziwa pomoc społeczna, bo bogaci kontrolują polityków każdej partii rządzącej i pilnują, by nie płacić odpowiednich podatków, takich jak w Europie Zachodniej.
To dlatego miliony młodych ludzi emigrują, a młody człowiek nie może z pierwszej pensji wynająć mieszkania i założyć rodziny.

Socjalizm

Socjalizm to dla nielicznych piękne marzenie o sprawiedliwym ustroju bez wyzysku i przywilejów, opartym na współpracy równych w swych prawach wytwórców wspólnego bogactwa. Większości jednak socjalizm kojarzy się z nieudanym eksperymentem, narzuconym przez obce mocarstwo (ZSRR). I mimo że łatwo znaleźć ludzi, którzy porównując czasy Polski Ludowej z obecnymi, wspominają wiele zalet minionego ustroju, to większość polskiego społeczeństwa słusznie nie wierzy, że należy czy można do tamtego doświadczenia powrócić.
Trzeba jednak pamiętać, że obok importowanego ze Wschodu systemu stalinowskiego istnieje jeszcze polska tradycja socjalistyczna, tradycja choćby Polskiej Partii Socjalistycznej. Do tej tradycji socjalizmu niepodległościowego i demokratycznego nawiązuje Ruch Sprawiedliwości Społecznej.

Źródło
Opublikowano: 2018-07-16 09:53:13

Dziś 200 rocznica urodzin Karola Marksa.

Dziś 200 rocznica urodzin Karola Marksa.

Warren Buffet, obrzydliwie bogaty kapitalista i spekulant, w momencie rzadko spotykanej u burżujów szczerości powiedział: „Walka klas trwa jak najbardziej, ale to my, bogaci ją prowadzimy i to my, bogaci w niej wygrywamy”. Jako demokratyczny socjalista i marksista w roku 2018 wprost nie mógłbym się bardziej z panem burżujem zgodzić. Tak zresztą najogólniej ten cały marksizm rozumiem. Cały czas trwa konflikt pomiędzy garstką tyranów skupiających w swoich rękach coraz większą część światowych bogactw i władzy, a pracującą większością. Warto stać po dobrej stronie.

Wielkie korporacje mają więcej hajsu i władzy niż ogromna większość państw. Politycy głównego nurtu siedzą głęboko w kieszeni wielkiego kapitału. Wybory wygrywa się grubymi milionami na spoty telewizyjne i billboardy. Wolność słowa, prawo do zgromadzeń, wszystkie te demokratyczne prawa, do których jesteśmy tak przywiązani, obowiązują tylko na kurczącym się skrawku przestrzeni publicznej. Nie wierzycie to spróbujcie zorganizować demonstrację w galerii handlowej albo skorzystać z wolności do krytyki władzy, tyle że korporacji. Szybko zostaniecie przywołani do porządku. Nawet nie będę zaczynał o nowych technologiach, bo sami wiecie jak jest. Piszę to na portalu należącym do niewyobrażalnie bogatego jaszczura, który za pomocą algorytmów ustala co będzie widoczne, a co nie. I co mu zrobisz, nic nie zrobisz.

To wszystko ma swoje konsekwencje w naszym codziennym życiu. Pomimo ogromnego postępu technicznego pracujemy tak samo długo jak sto lat temu. Ciężko o jakąkolwiek stabilizację. Developerzy zarabiają krocie, a nas nie stać na mieszkania. Koncerny farmaceutyczne toną w pieniądzach, a na służbę zdrowia kasy brak. Setki miliardów pochłania rynek reklamowy, a na edukację czy porządne dziennikarstwo nie ma. Czy naprawdę myślicie, że tak ustawiłyby swoje priorytety prawdziwie demokratyczne społeczeństwa?

Dlatego sama walka o instytucjonalne ramy demokracji nie wystarczy. Dlatego tak jak pan Karol przykazał musimy zająć stronę konflikcie pomiędzy pracą a kapitałem, bo tylko zorganizowany świat pracy, bo tylko demokratyczne społeczeństwa świadomie organizujące się do walki z tyranią wielkiego biznesu mogą wywalczyć prawdziwą i trwałą demokrację. Demokrację, w której prawa, wolności i wpływ na otaczającą rzeczywistość wynika po prostu z bycia człowiekiem, a nie zasobności portfela. I oczywiście nie chodzi o kopiowanie jeden do jednego recept sprzed 150 lat, bo znaczna część z nich się do tego nie nadaje. Chodzi o to, że konflikt klasowy trwa, a my jesteśmy w rozsypce i od dłuższego czasu dostajemy bęcki podczas gdy druga strona doskonale wie co robi.

I nie chodzi tu oczywiście od razu o jakieś wielkie rewolucje. Sam kapitalizm bywał sympatyczniejszy kiedy związki zawodowe były silniejsze, a partie socjalistyczne i socjaldemokratyczne realnie reprezentowały pracowników. Nawet teraz w krajach gdzie wynik walki klas wypada nieco korzystniej dla pracowników wszystkim żyje się lepiej, a nikt nie podejrzewa chyba Szwecji czy Danii o bycie jakimiś szczególnie krwawymi reżimami. No, ale na dłuższą metę jak mawiała Róża Luksemburg „Nie ma socjalizmu bez demokracji. Podobnie jak nie ma demokracji bez socjalizmu.”

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Marksa. Trzeba sprawiedliwiej dzielić na co wszyscy pracujemy. Weźcie się zorganizujcie, czy coś.


Źródło
Opublikowano: 2018-05-05 12:16:11

„Nazwijcie to demokracją albo nazwijcie to demokratycznym socjalizmem – ale w na

„Nazwijcie to demokracją albo nazwijcie to demokratycznym socjalizmem – ale w naszym kraju konieczny jest równiejszy podział bogactwa”

Dokładnie 50 lat temu Martin Luther King Jr., bohaterski lider ruchu praw obywatelskich, został zamordowany. Miał 39 lat. Za życia nazywano go ekstremistą, komunistą i niebezpiecznym demagogiem. FBI podsłuchiwało go i zbierało na niego haki. Większość amerykańskiego społeczeństwa źle oceniała jego…

Więcej


Źródło
Opublikowano: 2018-04-04 19:09:11

Powszechne w tzw. środowiskach lewicowych odżegnywanie sie od socjalizmu i wiara w „kapitalizm demokratyczny” sprawiły,

Piotr Ikonowicz:

Powszechne w tzw. środowiskach lewicowych odżegnywanie sie od socjalizmu i wiara w „kapitalizm demokratyczny” sprawiły, że walka o władzę w Polsce stała się wewnętrzną sprawą prawicy, narodowej i neoliberalnej.

Źródło
Opublikowano: 2017-12-08 09:19:32

Is Socialism Undemocratic?

Krótko i niestety po angielsku o tym o co chodzi z tym demokratycznym socjalizmem. Z ziemi amerykańskiej do polskiej, ale mam wrażenie, że tło i społeczna świadomość mogą być tutaj podobne.

Is Socialism Undemocratic?

Socialism is often conflated with authoritarianism. But historically, socialists have been among democracy’s staunchest advocates.

Źródło
Opublikowano: 2017-08-10 12:06:13

Nasz sztandar płynie ponad trony

Piotr Ikonowicz:

Nasz sztandar płynie ponad trony

Krysia handluje warzywem na Smoczej róg Nowolipek. Teraz zima i się nudzi więc zapisała się na Uniwersytet III Wieku w Markach. Ona i jej trzy córki należą do Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Pomału robi się jak kiedyś w PPS, ludzie należą do Partii całymi rodzinami. Otrzymałem zaproszenie i spotkałem się z grupą osób w wieku seniorskim, które chciały posłuchać tego co mam do powiedzenia. Teraz jest panika, bo Marki po PiS-wskiej reformie mają wejść w skład wielkiej Warszawy. A przecież Warszawa Podmiejska jest raczej konserwatywna niż postępowa, o lewicowości nie wspominając. Ja jednak przez ponad godzinę wyjaśniałem tym ludziom demokratyczny socjalizm, nasze metody działania i cele, a oni zamiast wyzwać mnie od antychrystów, okrzyknęli mnie Jezusem. Nie jest więc może z tym naszym podmiejskim ludem tak źle.
Pod Miau Caffé gdzie dzieje się taka krzywda załodze, że wszyscy się zwolnili, była pikieta. Pracodawczyni nie zapłaciła ani grosza składek, nie podpisała umów i w ogóle traktowała ludzi jak tanią siłę roboczą. Przyszliśmy tam więc w dwadzieścia czerwonych sztandarów, bo wszędzie przychodzimy z naszymi partyjnymi flagami. Pora nie była dogodna, bo to południe, ludzie w robocie. Dlatego zaprosiliśmy osoby, które korzystają z naszej pomocy, lokatorów, dłużników. Żadna z tych osób nie miała problemu z wzięciem do ręki czerwonej flagi. Przyjechała policja i zwróciła uwagę, że tarasujemy wejście do lokalu, potencjalnym klientom. Odpowiedzieliśmy, że przejście jest, nie gorsze niż mieli posłowie opozycji do Sali Kolumnowej, w której uchwalano budżet. Odczepili się.
Kilka dni później wzięliśmy udział w upamiętnieniu Proletariatczyków straconych na stokach warszawskiej Cytadeli. Najpierw niemiłosiernie fałszowaliśmy Międzynarodówkę. Potem chór rewolucyjny coś zaśpiewał, a dziewczyna z Partii Razem oznajmiła „odważnie”, że miała pradziadka w Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej i że wcale się go nie wstydzi. My, czerwoni poczuliśmy się głupio. Jak to nie wstydzi? Trzeba było wyjaśnić, że walka trwa i że przyszliśmy tu obiecać, że tej walki nie porzucimy, tak jak naszych czerwonych sztandarów.
Jest taki pogląd, że socjalizm jest passé. Do lamusa odłożyć też należy czerwony sztandar i klasową analizę stosunków społecznych. Kiedy już to wszystko odrzucimy będziemy mogli się skutecznie, na poważnie zająć się „korektą kapitalizmu”. Kto tego nie zrobi, ten wyląduje na śmietniku historii wraz z Berią i Stalinem. Tymczasem Piotr Ciszewski, anarchizujący socjalista niestrudzenie prowadzi naszą czerwoną i czarno-czerwoną politykę historyczną. I ma rację. To dzięki niemu spotkaliśmy się na Cytadeli. Bo to historia wspaniała, którą trzeba wciąż na nowo opowiadać podnosząc głowy dumnie zamiast dawać się nacjonalistom zapędzać do kąta. W każdym kiosku jest pełno historycznych zeszytów opowiadających prawicową, spaczoną wersję historii. Stęskniona za szlachetnymi wzorcami młodzież masowo ten chłam kupuje marząc o swojej walce i własnym bohaterstwie. A przecież nie da się uczciwie opowiedzieć drogi do Niepodległości bez Rewolucji 1905 roku, bez strajków, i akcji OB. PPS. To ruch robotniczy, a nie endenckie spiski zapewniły Polsce odrodzenie w 1918 roku. To bunt przeciwko „prałatom, magnatom i fabrykantom, których nazwiska nadaje się teraz ulicom w Łodzi, kiedy nie ma już fabryk, stworzył siłę, która niestrudzenie parła ku Polsce szklanych domów, idealizowanej, suwerennej.
Bo Polska nie była tylko marzeniem szlacheckich dworów Mickiewicza, była mitem wyzwolenia społecznego, w którym jarzmo narodowe i społeczne przypisywano obcym w nadziei, że Polska taka nie będzie. Niestety była. II Rzeczpospolita strzelała do zbuntowanych chłopów i robotników, a Trzecia wysłała ludzi pracy na umowy śmieciowe takie jak w Caffe Miau.
Jeżeli lewica ma się odrodzić, to nie przez szukanie nowych barw i nowej tożsamości, ale poprzez odwołanie się do ludzi, którzy potajemnie przekraczali Pireneje by stoczyć pierwszą walną bitwę z faszyzmem. Nie wystarczy nie wstydzić się pradziadka z PPS-u. Trzeba go wziąć na sztandary.
To, że klasa średnia również cierpi z powodu panującego systemu sprawiło, że powstała lewica klasy średniej, Partia Razem. Z czego można się tylko cieszyć i trzymać kciuki. Jednak o zmianie systemu, o pokonaniu narodowego kapitalizmu PiS-u można będzie myśleć gdy dotrzemy do 16 milionów ludzi pracy, z których większość głosuje dziś na Prawo i Sprawiedliwość. Tę walkę o rząd dusz prowadzimy już od kilku lat. Na stokach cytadeli, blokadach eksmisji,pod Caffé Miau i w Uniwersytecie III Wieku w podwarszawskich Markach.

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2017-02-09 08:22:42

Wesołych Świąt! Bożonarodzeniowe życzenia od Razem



Życzymy Wam pełnych radości i ciepła świąt, a w roku 2017 spełnienia marzeń o lepszym świecie. Świecie, który zbudujemy razem.

Źródło
Opublikowano: 2016-12-25 10:58:50

List z więzienia

Piotr Ikonowicz:

List z więzienia

LIST OTWARTY DO PRZYJACIÓŁ Z LEWICY
11 grudnia 2016

Ostatnie lata, a nawet dziesięciolecia, znamionuje głęboki, kto wie, czy nie najpoważniejszy w jej historii, kryzys polskiej lewicy. Jest to zjawisko na skalę niespotykaną w krajach europejskich, posiadające być może pewną analogię wyłącznie na Węgrzech. Jego źródła są wielorakie, przy czym wszystkie one mają wybitnie strukturalny, systemowy charakter. Próbując je w jakimś stopniu uszeregować, wspomnieć należy o:

1) zjawisku dyskredytacji postkomunistów poprzez ich kooptację do systemu wyzysku tworzonego w ramach neoliberalnej transformacji systemowej;

2) przegranej walkowerem walce o historię – pamięć o dokonaniach cywilizacyjnych powojennej epoki demokracji ludowej w krajach Europy Środkowej;

3) porzuceniu dyskursu sprawiedliwości społecznej na rzecz retoryki drobnych, kosmetycznych korekt kapitalizmu;

4) rezygnacji z apelu patriotycznego i antyimperialistycznego na rzecz retoryki kosmopolitycznej i antytradycyjnych haseł utrzymanych w duchu zachodniej poprawności politycznej;

5) orientacji na agresywny blok atlantycki w miejsce idei harmonijnej współpracy i ewolucyjnej integracji przestrzeni eurazjatyckiej

Pięć wymienionych przyczyn zapaści lewicy szeregować można w dowolnej kolejności, jednak bezspornym pozostaje fakt, iż to właśnie one doprowadziły do wieloletniej dominacji niewiele się od siebie w istocie różniących dwóch antyludzkich i antyspołecznych bloków w postaci orientacji neoliberalnej (w Polsce ciąg partii: Kongres Liberalno-Demokratyczny, Unia Wolności, Platforma Obywatelska, Nowoczesna oraz czołowe media tego obozu jak Gazeta Wyborcza, TVN, Newsweek, Polityka) oraz orientacji neokonserwatywnej (Porozumienie Centrum, Ruch Odbudowy Polski, Prawo i Sprawiedliwość, częściowo Kukiz’15 i media, jak Gazeta Polska, TVP pod obecnym kierownictwem, Do Rzeczy czy W Sieci). Przy całkowitym unicestwieniu lewicy, to właśnie te środowiska nadały trwały kształt współczesnemu polskiemu dyskursowi publicznemu, pomimo toczonych przez nie wewnętrznych waśni i kłótni w rodzinie, których najlepszym przykładem są losy braci Jacka i Jarosława Kurskich. Przegrana demokracji polegającej na rzeczowej wymianie poglądów w ramach racjonalnie prowadzonej debaty publicznej doprowadziła do tego, że niniejszy list do przyjaciół z lewicy piszę jako więzień polityczny za kratami słynnego mokotowskiego aresztu. Dlatego proszę Was, moi drodzy, by nie raziła Was ostrość niektórych wypowiadanych przeze mnie sądów.

Krytykę porozumień zawartych w 1989 roku przy tzw. okrągłym stole oraz w Magdalence uznać trzeba za ze wszech miar słuszną i uzasadnioną. Źródła patologii systemu społeczno-gospodarczego, która zawładnęła Polskę jako tzw. transformacja systemowa, tkwią jednak w okresie wcześniejszym. Podwaliny neoliberalnego kapitalizmu wznieśli swoją deregulacyjną działalnością ustawodawczą ludzie z ekipy Mieczysława Rakowskiego w 1988 roku. Grabarze polskiej gospodarki, dochodząc do konsensusu w sprawie podziału łupów w latach 90-tych, mieli już tym samym gotową bazę instytucjonalno-prawną, opartą na niekwestionowanym dogmacie wyższości własności prywatnej nad innymi formami własności. Założenia doktrynalne konsensusu waszyngtońskiego były gotowe; pozostało rozpoczęcie procesu prywatyzacji z udziałem wywodzącej się z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nomenklatury. Znakomicie ten proces opisywał prof. Jacek Tittenbrun w monumentalnej pracy „Z deszczu pod rynnę. Meandry polskiej prywatyzacji”. Mechanizm polegał na uwłaszczeniu się kadr zarządzających przedsiębiorstw państwowych poprzez doprowadzenie do ich upadłości i przejęcie składników ich majątku za symboliczne kwoty. Wprowadzona uprzednio deregulacja sprawiała, że działania tego rodzaju wymykały się kwalifikacjom prawno-karnym. Kapitalizm nomenklatury rozwijał się aż do końca ostatniej dekady XX wieku, gdy upadł pod naciskiem forsowanego przez postsolidarnościowych neoliberałów dostosowania do statusu neokolonialnego w ramach globalizacji. Tragiczne skutki społeczne tzw. reform próbowali łagodzić nieco tylko nieliczni politycy o orientacji socjaldemokratycznej, jak prof. Grzegorz Kołodko. Nikt jednak nie rozważał już nawet możliwości zmiany kierunku rozwoju gospodarczego Polski, porzucenia neoliberalizmu. Współudział tzw. reformatorskiego skrzydła wyprowadzającego sztandar PZPR w 1990 roku w dziele niszczenia polskiej substancji gospodarczej i tkanki społecznej nie budzi wątpliwości. Wielu postkomunistów przedzierzgnęło się w bezwzględnych wyzyskiwaczy, z drwiącym uśmiechem odnoszących się do sprawiedliwości społecznej i wszystkich żądań realizacji jej zasad. Lewica postpeerelowska zaczęła w rezultacie być synonimem formacji neoliberalnej; to jej przedstawiciele utożsamiani byli z nieludzkim, depczącym ludzką godność kapitalizmem. Nie miało już znaczenia to, że zdecydowana większość byłych członków PZPR znalazła się wśród wyrzuconych przez system poza margines życia społecznego. Wąska i nieliczna grupa jednej z frakcji tej partii kreowała wizerunek wszystkich byłych posiadaczy partyjnych legitymacji. Doszło do sytuacji, gdy nawet przymierających głodem emerytów z przeszłością w PZPR podejrzewano o ukrywanie niebotycznych, wynikających z rzekomej przynależności do układu, majątków. Falsyfikacja rzeczywistości posłużyła siłom neokonserwatywnej prawicy do utrwalenia przekonania, iż genetycznym źródłem wszelkiego zła w życiu społecznym i oplatającej struktury państwa przestępczości, jest postkomunizm. Pierwotnie pojęciem tym posługiwała się w swych, dość celnych i błyskotliwych, analizach prof. Jadwiga Staniszkis, jednak po latach stało się ono słowem-wytrychem, wchodząc do uproszczonego leksykonu prawicy, zatracając swe pierwotne znaczenie. Przykładem może tu być choćby, niezły skądinąd, film fabularny „Układ zamknięty” opisujący patologie życia gospodarczego i zjawisko korupcji. Grany przez Janusza Gajosa prokurator Kostrzewa jest nie tylko uosobieniem układu, ale przede wszystkim byłym członkiem PZPR, podobnie jak jego wspólnicy z innych organów władzy, z którymi ów układ tworzy. Tym sposobem to właśnie partia rządząca w PRL ma być źródłem i przyczyną zła, nawet po wielu latach od upadku Polski Ludowej. Odpowiedzią neokonserwatystów z PiS jest kontynuowane polowania na postkomunistyczne czarownice – dekomunizacja, wyrzucanie z pracy każdego, kto otarł się o PZPR (np. wśród policjantów wywodzących się z Milicji Obywatelskiej), wołanie o rozliczenia będących już w wieku emerytalnym funkcjonariuszy partyjno-państwowych doby PRL. Prawica błędnie lokalizując rzekome źródła zła w systemie, tworzy w ten sposób zasłonę dymną przesłaniającą istnienie i sprawstwo faktycznych mocodawców i beneficjentów systemu: globalne korporacje i ich najemników sterujących nadwiślańskim kapitalizmem. Jednym słowem, konwersja grona reformatorów z PZPR dokonana w imię osiągnięcia osobistych korzyści wywarła trwałe piętno na sposobie postrzegania lewicy i lewicowości w świecie współczesnym. Odrzucenie tej szkodliwej stygmatyzacji wymagałoby radykalnego odcięcia się byłych członków PZPR od reformatorów-liberałów z dawnej nomenklatury. Byłby to proces bardzo trudny, o ile w ogóle możliwy. Lewica PZPR prawdopodobnie bezpowrotnie utraciła szansę na stworzenie postkomunistycznej lewicy z prawdziwego zdarzenia, na wzór Komunistycznej Partii Czech i Moraw. Czescy komuniści nie wstydzili się swych biografii i poglądów. Nasi w zdecydowanej większości przypadków wybrali pokorne chowanie głowy w piasek, lub cudowne nawrócenie na prosystemową socjaldemokrację.

Utożsamienie postkomunizmu z podtekstem politycznym, biznesowym i towarzyskim jednoznacznie negatywnie odbieranego procesu transformacji systemowej ugruntowało przekonanie o rzekomo zbrodniczym, totalitarnym charakterze Polski Ludowej. Postsolidarnościowa prawica podjęła od początku zażartą walkę o kontrolę świadomości zbiorowej Polaków, w której historia przestała być traktowana jako nauka o charakterze idiograficznym (odtwarzającym fakty, ich przyczyny i skutki), a przekształciła się w politykę historyczną. Lewica czy postkomuniści zbyt byli zajęci podziałem kapitalistycznego tortu by zwrócić uwagę na kwestie w sferze tak dla nich abstrakcyjnej nadbudowy. W efekcie mamy do czynienia z całkowitym monopolem neokonserwatywnej prawicowej narracji historycznej w Polsce. Walka o prawdę na temat Polski Ludowej i jej gigantycznego wkładu w awans cywilizacyjny Polaków nie została nawet podjęta; prawda została oddana walkowerem manipulatorom i fałszerzom dziejów najnowszych. Symbolicznym aktem białej flagi były zabiegi czynione przez niektórych polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej na rzecz rehabilitacji zdrajcy i szpiega CIA, Ryszarda Kuklińskiego. Kolejnym krokiem było powstanie Instytutu Pamięci Narodowej i innych instrumentów polityki historycznej. Kolejne przypadki opluwania wybitnych postaci Polski Ludowej, coraz brutalniejszy język usuwający ze wspólnoty narodowej uczciwych państwowców i zasłużonych obywateli PRL pozostawały bez żadnej odpowiedzi. Apogeum metapolitycznego triumfu neokonserwatystów stanowią czasy obecnego rządu PiS. Miejsce do którego wtrąciła mnie rządząca dziś partia ma się niebawem stać Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Wszechobecna heroizacja bandytów, którzy mordowali po wojnie nie tylko funkcjonariuszy odrodzonego Państwa Polskiego, ale również cywilów – kobiety i dzieci, pokazuje poziom ślepej nienawiści do Polski Ludowej tych, którzy nierzadko są zbyt młodzi by nawet pamiętać ostatnie lata jej istnienia. Nie ma przy tym miejsca nawet na nieśmiałe próby niuansowania ocen historycznych, wykluczana jest z góry wszelka debata. W tych warunkach bardzo łatwo jest powoływać do życia inne, nowe mity czego najlepszym przykładem jest mitotwórstwo smoleńskie. Jak słusznie, podczas niedawnego Kongresu Kultury, zauważyła prof. Maria Janion: „Obserwujemy zwrot ku kulturze upadłego epigońskiego romantyzmu; kanon stereotypów bogoojczyźnianych i Smoleńsk, jako nowy mesjanistyczny mit, mają scalać i koić skrzywdzonych i poniżanych przez poprzednią władzę. Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce mit martyrologiczny.” Lewica, poza nielicznymi, raczej niszowymi wyjątkami, nie oferuje dla narracji antykomunistyczno-neokonserwatywnej żadnej alternatywy. To dobrze, że istnieją środowiska przypominające dorobek takich postaci jak Stanisław Brzozowski, Ludwik Krzywicki czy Edward Abramowski. Wszyscy jednak boją się panicznie przypominania zasłużonych dla kraju intelektualistów i myślicieli doby Polski Ludowej. To dobrze, że wciąż niektórzy pamiętają o zasługach rozbiorowej i międzywojennej Polskiej Partii Socjalistycznej, warto też jednak zachować w pamięci dokonania polityków z PZPR – choćby talent i nieugięty charakter Władysława Gomułki czy gospodarczy patriotyzm Czesława Bobrowskiego. Polska Ludowa stanowi część spuścizny polskiej lewicy czy się to komuś podoba czy nie. Nie wolno jej oceny pozostawiać neokonserwatywnym propagandystom dążącym do wyrzucenia na śmietnik historii dzieła i życia naszych ojców i dziadków. Niech oni mają swoich Żołnierzy Wyklętych, my przeciwstawimy im swoich, wśród których powinno znaleźć się miejsce dla Gwardii Ludowej, Armii Ludowej, Dąbrowszczaków, Kościuszkowców, a nawet bohaterskich żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego walczących z bandami ukraińskich nacjonalistów. Wszystko to rzecz jasna przy potępieniu wynaturzeń epoki stalinizmu

Kolejna niezwykle istotna kwestia wiąże się w pewnym stopniu z zagadnieniem klasowego usytuowania grupy postkomunistów w gronie posiadaczy i polega na przyjęciu przez całą niemal lewicę minimalistycznego projektu reformistycznego. Jej zwolennicy zdają się zapominać fakt, iż kapitalizm jest w swej istocie niereformowalny, to jest przy wszystkich zmiennych parametrach technologicznych, niezmienną pozostaje jego rdzeń i hierarchia wartości. Wszelkie kosmetyczne korekty lansowane przez socjaldemokratów są trendami tymczasowymi po których następuje zwykle jeszcze dalej idąca w kierunku deregulacji i deetatyzacji reakcja neoliberalna. W rezultacie socjaldemokracja przesuwa się w kierunku zarysowującego cały mainstream liberalnego centrum. Jest to zjawisko ponadnarodowe, szczególnie w skali europejskiej. Zapoczątkował je zjazd Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) w Bad Godesberg, kontynuował manifest socjaldemkratycznej Trzeciej Drogi Gerharda Schroedera i Tony’ego Blaira, a tendencja trwa do dziś i nawet nabiera tempa. Wskutek odejścia socjaldemokratów od idei sprawiedliwości społecznej w niektórych krajach miejsce centrolewicowych ugrupowań zajmuje bardziej wyrazista konkurencja (Syriza w Grecji czy Podemos w Hiszpanii). W Polsce jedna wydaje się, że taki proces nie ma jeszcze miejsca, być może w wyniku tego, że kryzys lewicy jest znacznie głębszy, a jej klęska bardziej druzgocąca. Reformizm socjaldemokratyczny w tych specyficznych warunkach realizuje neokonserwatywny PiS. Paradoskem jest fakt, że rządy partii Jarosława Kaczyńskiego idą w tym względzie znacznie dalej niż niegdysiejsze gabinety SLD. Duża część lewicy nadal jednak nie rozumie nie tylko konieczności zdecydowanego i trwałego naruszenia fundamentów kapitalizmu, które stanowią struktura własności i brak regulacji cen, ale nawet dość oczywistego, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, faktu iż socjaldemokracja nie jest w stanie w dziedzinie reformizmu socjalnego przelicytować PiS. Dlatego nieodzowne wydaje się uzgodnienie minimum programowego opcji niekapitalistycznej zaproponowanego przez Zmianę i opartego na uznaniu niezbędności nacjonalizacji, regulacji cen i minimalnego dochodu gwarantowanego. Czas się jasno określić: jeśli domagasz się reform kapitalizmu, znaczy udzielasz mu wsparcia, jeśli kwestionujesz obecny ład, uderzasz w jego fundamenty. Tertium non datur.

Skoro, jak stwierdziliśmy powyżej, reformiści porzucili rolę obrońcy wyzyskiwanych i poniżanych, musieli zidentyfikować inne grupy w swoim mniemaniu dyskryminowane i domagające się równouprawnienia. Stworzono zatem wyimaginowany zamiennik proletariatu składający się z różnobarwnych mniejszości, o niejednokrotnie wzajemnie sprzecznych interesach. Co bowiem łączy, na przykład, religijnego muzułmańskiego imigranta z gejowskim aktywistą? Miejsce konfliktu klasowego bazującego na realnie występujących przeciwieństwach, zajął konflikt postmaterialistyczny oparty na przekonaniu o istnieniu sprzeczności w istocie wyimaginowanych bądź drugorzędnych. Jednym z najbardziej wyrafinowanych kłamstw kapitalizmu stało się upowszechnienie, nawet wśród lewicy, przeświadczenia że nie ma dlań alternatywy. W wyniku tego przekonania wyeliminowana została wszelka debata publiczna dotycząca fundamentów systemu. Neokonserwatywna prawica wprowadziła skutecznie do obiegu publicystycznego i leksykonu sporów politycznych, oksymoron „liberalna lewica” i przymiotnik „liberalno-lewicowy”. Tymczasem adwersarze, których neokonserwatyści z PiS mają na myśli, nie są ani lewicowi ani nawet liberalni. Lewica oznacza bowiem uznanie istnienia interesu wspólnotowego (od postaw komunitarystycznych do kolektywistycznych), mającego prymat nad interesem jednostkowym, prywatnym. A jak jest z liberalizmem poprawnych politycznie środowisk wywodzących się z reformistycznej socjaldemokracji? Nie czas i miejsce na rozważania o sprzecznościach różnych nurtów myśli liberalnej, ale warto tylko zaznaczyć, że politycy o których mowa naruszają i/lub wzywają do ewidentnego odrzucenia podstawowej dla wolnościowej myśli okcydentalnej idei rozdziału sfery prywatnej od przestrzeni publicznej, wzywając wszystkich do manifestowania swej orientacji seksualnej, a jednocześnie zakazując przestrzegania niemodernistycznych praktyk religijnych. Gwałcą zatem wolność ludzką, stanowią rewers opcji neokonserwatywnej z którą toczą zaciekłe boje. Żadna z tych orientacji nie mogłaby w tym świecie wyimaginowanego konfliktu funkcjonować bez strony przeciwnej. Są też obszary, które tzw. lewica oddała całkowicie we władanie prawicy. Najistotniejszym z nich jest patriotyzm i przywiązanie do wspólnoty narodowej tradycji, historii, języka. Odżegnywanie się od Polski i polskości przez obóz reformistów doprowadziło do tragicznej sytuacji, w której biało-czerwone maski bez zażenowania przywdziewają neokonserwatyści zapraszający imperialne wojska obcego mocarstwa nad Odrę i Wisłę. Tzw. lewica porzuciła zaś zupełnie wszelki przekaz nawiązujący, choćby nieśmiało, do polskich mitów narodowych cementujących wspólnotę. Fundamentalnym problemem socjaldemokratów jest zatem odrzucenie myśli o strukturach tożsamościowych społeczeństwa zarówno klasowych jak i narodowych. Tymczasem żaden ruch lewicowy nie zyskał do tej pory większego trwałego poparcia jeśli nie odwoływał się do uczuć wspólnotowych nie tylko na poziomie struktur klasowych, ale też tożsamościowych i narodowych. Przykłady można mnożyć w różnych częściach świata: od boliwariańskich krajów Ameryki Łacińskiej po czerpiące z projektów emocji patriotycznych w latach swych największych sukcesów, socjaldemokratyczne partie skandynawskie (np. w Finlandii i Szwecji). Powrót lewicy na pozycje suwerenistyczne i narodowe wcale nie musi być trudny – wystarczy sięgnąć po klasyków w rodzaju Bolesława Limanowskiego i Kazimierza Kelles-Krauzego, czy przypomnieć sobie obchody 1000-lecia Państwa Polskiego i rocznice bitwy pod Grunwaldem, organizowane przez władze Polski Ludowej.

Ostatni z zasygnalizowanych na wstępie problemów – źródeł uwiądu lewicy, sytuuje się na osi geopolitycznej. W 1999 roku Rzeczpospolita przystąpiła do agresywnego paktu militarnego stanowiącego zbrojny instrument neoliberalnego kapitalizmu. Przeciwko akcesji do NATO w polskim parlamencie zagłosowało dwóch posłów z ław narodowo-katolickiej prawicy. Lewica postkomunistyczna entuzjastycznie poparła militarne podporządkowanie Polski Waszyngtonowi. Lewica postsolidarnościowa milczała. Dziś po kolejnych zbrodniach USA i ich sojuszników, nikt po lewej stronie polskiej sceny politycznej nie powinien mieć żadnych wątpliwości – należy z szeregów tej przestępczej organizacji niezwłocznie wystąpić. A jednak myśl taka kiełkuje tylko wśród nielicznych działaczy identyfikujących się z nurtem lewicowym. Zdecydowana większość tkwi w miazmatach doktryny atlantyckiej lub euroatlantyckiej lansowanych przez neokonserwatystów. Ulegają presji mitu o rzekomym zagrożeniu ze strony Rosji, choć jest to jedyny z naszych wschodnich sąsiadów, w którym nie pojawiały się nigdy pretensje terytorialne pod naszym adresem. Drżą przed złowieszczo odmienionymi przez wszystkie przypadki nazwiskami „dyktatorów”, choć to Pułkownik Kadaffi i Prezydent Baszar Al-Assad byli gwarantami bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Nie przeszkadza im fakt, że amerykański „sojusznik” wszelkimi sposobami stara się dławić rewolucje boliwariańską w Ameryce Południowej i Środkowej. Wreszcie nie dostrzegają prostego faktu, iż tylko integracja gospodarcza eurazji stworzyć może alternatywę wobec TTIP i innych globalistycznych projektów Waszyngtonu. Wierzą za to entuzjastycznie w obecny model integracji europejskiej, choć nie ma ona zbyt wiele wspólnego z europejskim modelem społecznym, który legł niegdyś u jej podstaw.

Wydaje się, że stoimy obecne przed wyjątkowo wyraziście zarysowanym pytaniem czy polska lewica jest w stanie sformułować jasną i czytelną alternatywę wobec współtworzonego przez zmieniających się u władzy neoliberałów i neokonserwatystów systemu. Alternatywę odcinającą się i gotową rozliczyć skutecznie patologię w postaci tzw. transformacji systemowej, przywrócić właściwy obraz najnowszej historii Polski, stanąć niezłomnie w obronie zasad sprawiedliwości społecznej, zająć stanowisko patriotyczne i suwerenistyczne, odrzucić hegemonię Stanów Zjednoczonych. Historyczne przykłady dobitnie świadczą o tym, że w każdym kraju i kręgu kulturowym lewica jest w stanie znaleźć własną i oryginalną drogę; udało się to przed laty nawet w krajach o wyjątkowo tradycyjnym układzie stosunków społecznych. Tak pisał o tym jeden z ideologów nasserowskiego Egiptu, Kamal Rifaat: „socjalizm arabski nie jest kompromisem pomiędzy kapitalizmem i komunizmem, lecz oryginalną doktryną która rodzi się z naszego dziedzictwa intelektualnego i duchowego, z naszej historii narodowej i naszej cywilizacji”. Dlaczego my mamy mieć opory przed śmiałym sformułowaniem postulatów polskiej lewicy XXI wieku?

Niektórzy z Was być może powiedzą, że to utopia. Pewnie, to z całą pewnością ruch pod prąd, ale pamiętajmy słowa Janusza Korczaka: „tego świata nie możemy zostawić – jakim jest”. Inni twierdzą, że to wielkie ryzyko. Fakt, za głoszenie takich poglądów jestem dziś w więzieniu, a nie wśród Was. Pamiętajcie jednak, moi drodzy, że wszystkich nas nie zamkną, a największym wrogiem jest nasza własna niemoc i bierność, a nie więzienne kraty czy procesy polityczne.

Wasz Mateusz Piskorski

Źródło
Opublikowano: 2016-12-13 08:20:49

Dlaczego walczyłem z socjalizmem

Dlaczego walczyłem z socjalizmem

Wiele osób zadaje pytanie, dlaczego jako socjalista byłem w opozycji do PRL. Z perspektywy barbarzyńskiego modelu ustrojowego, jaki przyjęła Polska po 1989 roku pytanie to ma sens, choć przecież my, ani 10 milionów ludzi zrzeszonych w NSZZ „Solidarność”, nie mogliśmy przypuszczać, jaki los przypadnie ludziom pracy w niepodległej Polsce.
W skrócie można by stwierdzić, że nie chodziło nam o kapitalizm tylko o demokratyczny socjalizm, w którym państwo opiekuńcze, jakim Polska Ludowa niewątpliwie była, połączono by z autentyczną zasadą ludowładztwa, która przecież wpisana była do Konstytucji ówczesnego państwa. Strajkujący stoczniowcy i górnicy naprawdę chcieli, żeby władza, jak głosiła Konstytucja należała do „ludu pracującego miast i wsi”. Tymczasem o wszystkich najważniejszych sprawach w państwie decydowała garstka aparatczyków, którzy nawet gdyby chcieli, nie mogli się wsłuchiwać w głos ludu, bo ten skutecznie tłumiono.
Dzisiejszy paradoks polega na tym, że w imię szlachetnych ideałów humanizmu socjalistycznego wywalczyliśmy najbardziej odczłowieczony system, jaki można sobie wyobrazić. A po tragicznej śmierci Andrzeja Leppera w Sejmie nie słychać już żadnego głosu ludu. Robotnicy wystrajkowali sobie wydłużony czas pracy, wyzysk, bezrobocie, likwidację zakładów i rolę pogardzanych roboli, choć chcieli być w swoim państwie suwerenem. Tak złośliwie kwitują zryw „Solidarności” ludzie, którzy tęsknią za Polską Ludową, w której wprawdzie nie było wolności politycznej, ale istniało elementarne poczucie bezpieczeństwa, które daje pełne zatrudnienie, subsydiowane przez państwo koszty utrzymania.
Jest rok 1993. Mężczyzna w wieku 50 lat stoi w kolejce przed pośredniakiem na ulicy Ciołka w Warszawie. Czeka cierpliwie na wywołanie swego numerka, żeby się odhaczyć na liście. Zapytany przez dziennikarza, dlaczego znalazł się w obecnej sytuacji, dlaczego jest bezrobotny, odpowiada, że sam tego nie rozumie. Przez 20 lat pracował w jednym zakładzie pracy. Nie miał ani jednej bumelki. Był dumny ze swych wysokich kwalifikacji, był tokarzem, cenionym fachowcem. Kiedy się zaczęły strajki, strajkował wraz z innymi. Gdy przyszedł stan wojenny kolportował ulotki na swoim wydziale. Tak jak koledzy głosował na „Solidarność”. Jednak, gdy przyszła wolność, wręczono mu wypowiedzenie. Za co?
Decyzja o kształcie ustrojowym Polski uwolnionej z okopów Moskwy, powstała poza świadomością i przyzwoleniem społeczeństwa. Polacy do dziś zachowali świadomość egalitarną, choć większość ideologicznie uważa się za prawicowych. Jednak oburza ich obecne rozwarstwienie majątkowe społeczeństwa i przywileje elit. Informacja o milionowych apanażach i odprawach menadżerów wysokiego szczebla niezmiennie wywołuje u nich furię i poczucie bezsilności wobec krzyczącej niesprawiedliwości. Nie przypadkiem do drugiego artykułu Uchwalonej 1997 roku Konstytucji RP wpisano zasadę sprawiedliwości społecznej. Ustawodawcy, a wiem o tym, bo byłem członkiem Komisji Konstytucyjnej, która ten akt przygotowywała, zdawali sobie sprawę, że ludzie tego oczekują. Niestety zasada ta pozostała na papierze i w nazwie dwóch organizacji, w których obecnie działam: Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej (stowarzyszenia) i partii Ruch Sprawiedliwości Społecznej.
O tęsknocie za państwem socjalnym świadczy też dobitnie wielkie poparcie, jakie uzyskało Prawo i Sprawiedliwość dokonując największego od początku transformacji transferu socjalnego, w ramach programu 500+. Takie programy jak ten wprawdzie nie likwidują niesprawiedliwych stosunków społecznych, ale łagodzą ich najbardziej jaskrawe przejawy jak choćby ubóstwo dzieci.
My, socjaliści z „Solidarności”, którzy próbowaliśmy, bez sukcesu wskrzesić Polską Partię Socjalistyczną, w imieniu, której nieraz przemawiałem z trybuny sejmowej, zachłysnęliśmy się masowym ruchem strajkowym, wielkim zrywem klasy robotniczej, która dążyła do swego upodmiotowienia. Jednak po drugiej stronie byli ludzie, którzy mając pełne gęby socjalizmu wysłali przeciw strajkującym robotnikom czołgi, a nawet kazali do tych robotników strzelać. Wprawdzie w obozach dla internowanych warunki były lepsze niż w osławionej Berezie Kartuskiej za sanacji, ale istota wyłapywania wichrzycieli i trzymania ich bez sądu w obozach jest ta sama.
Po takim doświadczeniu historycznym musi pewnie minąć jeszcze jedno pokolenie, aby lewica i socjalizm przestały kojarzyć się z opresyjną władzą. W decydującym momencie historii nasi wrogowie, PRL-owska nomenklatura i neoliberałowie pokroju Balcerowicza podali sobie ręce i wspólnie zmajstrowali nam dziki kapitalizm, który im pozwolił dorobić się stanowisk i majątków, a ludziom pracy pokazał ich miejsce w szeregu. Na szarym końcu.
Jednym z największych, czysto lewicowych, dokonań „Solidarności” była ustawa o samorządzie pracowniczym. Dawała ona zbuntowanym załogom prawo do decydowania o losach swego zakładu pracy. Zadanie współdecydowania, nie było zresztą niczym nowym, bo rady robotnicze powstały wcześniej na fali polskiego października. Robotnicy polscy nie byli w ciemię bici i wybierali do rad pracowniczych inżynierów i techników osoby o wiele bardziej kompetentne niż często tępi dyrektorzy narzucani poprzez PZPR,. To była, więc szansa nie tylko na demokratyzację stosunków pracy, ale i na racjonalne zarządzanie przemysłem.
I to właśnie, najważniejsze moim zdaniem osiągnięcie Sierpnia ’80, Sejm kontraktowy zlikwidował, po to by można spokojnie rozszabrować dorobek pokoleń ludzi pracy w Polsce Ludowej w operacji o nazwie „prywatyzacja”.
Każdego, kto pyta, dlaczego jako socjalista stanąłem w jednym szeregu ze strajkującymi robotnikami a nie ze strzelającymi do nich sekretarzami, odpowiadam, bo ja jestem naprawdę lewicowy, czerwony. A oni? Oni w osobach Millera, Kwaśniewskiego i Balcerowicza (byłego lektora KC PZPR) z entuzjazmem budowali kapitalizm. Okazało się, że tzw. rynek to o wiele skuteczniejszy instrument zniewolenia ludzi pracy niż ZOMO, SB i stan wojenny.
Socjalizm kłóci się z dyktaturą jednej partii, która uzurpuje sobie rolę „awangardy klasy robotniczej”. Socjalizm może istnieć tylko w warunkach prawdziwej demokracji. I nastanie, gdy taka demokracja powstanie. A może powstać tylko wtedy, gdy, poniżeni, wyzyskiwani i wykluczeni z debaty publicznej zajmą się polityką, tak jak się nią na chwilę zajęli w 1980 roku. Konsekwencją demokracji musi być jakaś forma socjalizmu, bo ludzie nie są głupi i kiedy już pójdą świadomie głosować i będą mieli swoją partię, czy swoje partie, na pewno nie wybiorą systemu, w którym żyją marnie i mają guzik do gadania. Na razie zadowalają się ersatzem lewicy, jakim jest łagodzący nieco najostrzejsze przejawy kapitalizmu, PiS-em. Ale to z braku laku.

Piotr Ikonowicz


Źródło
Opublikowano: 2016-11-17 09:58:53

Dawnych wspomnień czar…

Piotr Ikonowicz:

Dawnych wspomnień czar…

Deklaracja polityczna Polskiej Partii Socjalistycznej
[1987]

Dziewięćdziesiąt pięć lat temu powstała Polska Partia Socjalistyczna. Partia, która organizowała Polaków do walki o niepodległość i sprawiedliwość społeczną w czasach niewoli wzięła czynny udział w walce zbrojnej o niepodległą Polskę. Dzięki inspiracji tej partii pracujący uzyskali na początku dwudziestolecia międzywojennego postępowe ustawodawstwo socjalne i to ta partia, wespół z ruchem ludowym, przeciwdziałała tendencjom autorytarnym. Podczas drugiej wojny światowej PPS stanęła przeciw obu najeźdźcom, walcząc o Wolność – Równość – Niepodległość.

Przed 40 laty komuniści zniszczyli demokratyczny ruch socjalistyczny. Wielu działaczy socjalistycznych zginęło w polskich i radzieckich więzieniach, wielu spędziło tam długie lata. PPS nie dała się jednak wymazać z kart historii i świadomości społecznej. Jej dzieje i dzieje Polski zapisywali przecież Bolesław LIMANOWSKI i Józef PIŁSUDSKI, Edward ABRAMOWSKI i Feliks PERL, Ignacy DASZYŃSKI, Mieczysław NIEDZIAŁKOWSKI, Stefan OKRZEJA, Kazimierz PUŻAK, Kazimierz KELLES-KRAUZ, Adam PRÓCHNIK, Zygmunt ŻUŁAWSKI oraz wielu innych. Tradycję socjalistyczną kontynuuje PPS na Obczyźnie, z której działalnością nierozerwalnie związane są nazwiska Tomasza ARCISZEWSKIEGO, Adama CIOŁKOSZA i Zygmunta ZAREMBY.

I. Dziś, w rocznicę Zjazdu Paryskiego, odbudowujemy Polską Partię Socjalistyczną z pełną świadomością wagi tradycji, do której nawiązujemy, partię jawną i legalną, mieszczącą się w ramach konstytucyjnego porządku. Jej prawo do legalnego działania wynika także z norm prawa międzynarodowego, ratyfikowanego przez PRL.

II. Zdajemy sobie sprawę, że słowo „socjalizm” zawłaszczone przez komunistów nie cieszy się dziś popularnością w polskim społeczeństwie. Jest ono identyfikowane z władzą. Naszą pracą, walką i twórczym myśleniem przywrócimy temu słowu i związanym z nim wartościom właściwe znaczenie. O te wartości, o podmiotowość człowieka, o godność pracy i niepodległość narodu wielokrotnie upominało się polskie społeczeństwo, upominali się polscy robotnicy podczas sierpniowego zrywu. Były one obecne w działaniach niezależnych sił społecznych między Sierpniem a Grudniem i znalazły swój wyraz w programie Samorządnej Rzeczypospolitej, uchwalonym na I Krajowym Zjeździe NSZZ „Solidarność”. O wolność, demokrację i sprawiedliwość społeczną walczyli polscy socjaliści w strukturach opozycyjnych lat 70-tych i 80-tych.

III. Polską Partię Socjalistyczną tworzymy w chwili, gdy rządzący deklarują wolę przebudowy gospodarki i demokratyzacji systemu. Prezentowany program gospodarczy, choć zawiera szereg propozycji wskazywanych wcześniej przez opozycję i niezależnych naukowców, jest jednak niespójny, a przede wszystkim stwarza zagrożenie dla praw i interesów większości pracujących. Kluczowym problemem jest więc w tej sytuacji uzyskanie przez ruchy niezależne realnego wpływu na życie polityczne kraju. Uważamy, że prowadzenie realnych działań politycznych wobec władzy jest możliwe już teraz.

IV. Program nasz będzie otwarty, tak zbudowany, by poddawał się modyfikacjom niesionym przez czas i realia życia. Nie chcemy go opierać o sztywną doktrynę. Nie chcemy się wiązać z żadną określoną filozofią, choć nie ukrywamy, że bliższe są nam dziś społeczne nauki Kościoła Katolickiego, a przede wszystkim nauczanie Jana Pawła II – niż marksizm. Uprawianie filozofii powinno być dziedziną zainteresowanych jednostek i wyspecjalizowanych instytucji, nie zaś partii politycznych. Uznajemy, że przekonania religijne są osobistą sprawą każdego człowieka i swoim członkom PPS nie stawia w tym względzie żadnych ograniczeń.

V. Stawiamy przede wszystkim na solidarny wysiłek swobodnie organizujących się zbiorowości, choć jesteśmy przeświadczeni, że nie można zaprzepaszczać wielkiego potencjału indywidualnych inicjatyw.

VI. PPS zmierza do współpracy i przyjaźni ze wszystkimi narodami świata, a przede wszystkim przezwyciężenia różnic i waśni z naszymi sąsiadami, uznając prawo każdego do samostanowienia. Pragniemy działać w kierunku zagwarantowania prawa do swobodnego rozwoju narodowego, kulturalnego i religijnego wszystkich mniejszości w Polsce.

VII. Deklarujemy pragnienie współpracy ze wszystkimi demokratycznymi partiami i organizacjami. Z nadzieją patrzymy na odradzający się ruch ludowy.

VIII. Nie ignorując realiów politycznych, które można i należy zmienić, PPS zamierza wywierać wpływ na sposób sprawowania władzy w Polsce. Będzie to czynić poprzez inicjowanie i rozwijanie przemian demokratycznych, organizowanie społecznej kontroli nad poczynaniami władz, popieranie odradzającego się ruchu związkowego i ścisłą z nim współpracę. Będziemy walczyć o respektowanie praw człowieka, a wśród nich
– prawa do życia w niepodległym, wolnym kraju;
– prawa do wolności zrzeszania i stowarzyszania się;
– prawa do pluralizmu politycznego;

Domagamy się prawa do życia w nieskażonym środowisku naturalnym, prawa do zastępczej służby wojskowej oraz zniesienia kary śmierci.

Wzywamy w szeregi PPS wszystkich Polaków, którym bliskie są ideały lewicy demokratycznej.
NIIECH ŻYJE POLSKA NIEPODLEGŁA I DEMOKRATYCZNA!
NIECH ŻYJE POLSKA PARTIA SOCJALISTYCZNA!
***

Deklaracja polityczna PPS powstałej 15 listopada 1987 r. w Warszawie. W zjeździe założycielskim wzięli udział byli członkowie i współpracownicy KSS KOR Jan Józef Lipski i Władysław Goldfinger-Kunicki, byli członkowie Konfederacji Polski Niepodległej z Niepodległościowej Grupy Socjalistów Polskich – Agata Michałek i Jacek Pawłowicz. Byli działacze władz NSZZ „Solidarność” – Józef Pinior, członek dolnośląskiego RKS i TKK, Aleksander Krystosiak – wiceprzewodniczący Regionu Pomorze Zachodnie, sygnatariusz Porozumień Szczecińskich z 1980 roku. Obecni byli główni organizatorzy-członkowie Grupy Politycznej „Robotnik”, skupionej wokół pisma „Robotnik. Pismo członków MRKS”: Piotr Ikonowicz, Grzegorz Ilka, Cezary Miżejewski, Krzysztof Markuszewski, Tomasz Truskawa, Iwona Różewicz. Byli przedstawiciele innych, zdelegalizowanych po 13 grudnia związków zawodowych; Andrzej Malanowski – wiceprzewodniczący podziemnego ZNP i działacz autonomicznych związków – Marian Kaszyński. Obecni byli członkowie Rad Pracowniczych: Andrzej Kowalski z wrocławskiego Polaru i jawnych i tajnych Komitetów zakładowych NSZZ „S” Czesław Borowczyk z Dolmelu. Dominowała jednak młodzież – uczestnicy Ruchu Wolność i Pokój. Byli to działacze z Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Szczecina, Poznania, Płocka.

Źródło
Opublikowano: 2016-11-15 12:36:58