Gdyby Eliza Michalik recenzowała płyty w taki sposób, w jaki recenzowała dziś lewicowość Zandberga w tekście „Komu wierz

Adriana Rozwadowska:


Gdyby Eliza Michalik recenzowała płyty w taki sposób, w jaki recenzowała dziś lewicowość Zandberga w tekście „Komu wierzyć? Zandbergowi czy hot dogowi?”, to imaginuję, że robiłaby to następująco.
„Uważam że ta płyta jest słaba. I sądzę, że każda normalna osoba sie ze mną zgodzi. Dlaczego? Bo nie sposób uważać inaczej. Moim zdaniem nikt nie zechce jej słuchać. Ja dosłuchałam do ćwierci.
Nigdy nie rozumiałam black metalu. Może niektórym to się podoba, ale jest to muzyczna naiwność. Poza tym gdyby black metal był naprawdę tak dobry, to puszczaliby go w radio. Tymczasem nie puszczają. To chyba o czymś świadczy. Badania pokazują, że gdyby black metal zrezygnował z bycia muzyką metalową, to znalazłby odbiorców.
Czasami ktoś puści black metal w radio, ale wyjątek potwierdza regułę. Prawdopodobnie pojęcie tej osoby o muzyce jest płytkie. Zdjęcie muzyków tej trupy na Instagramie tylko to potwierdza. Stoją na nim na tle plakatu Zenka Martyniuka strojąc głupie miny. Co się liczy? Muzyka czy czyny? Moim zdaniem czyny, a zdjęcie to pokazuje hipokryzję. Nie można być pewnym co do faktycznej intencji zespołu. Jest zatem black metalowy czy jednak stoi po stronie discopolowego kiczu? Jak się do niego odnosi? Nie wiadomo.
Słuchacze potrzebują dziś dobrej muzyki.
Kto pochwali tę płytę, oszuka Was i zwyczajnie nie rozumie, co to merytoryczna recenzja. Nie umiem zrozumieć dziennikarzy, którzy chwalą tę płytę za ciężkie brzmienie, bo ciężkie brzmienie to przecież podstawa. Ja tej płyty nie krytykuję, bo można ją lubić, albo nie, ale lubienie jej jest dziecinne.
Puentując liczyłam na ciężką muzykę w satanistycznej oprawie. Dostałam ciężką muzykę w satanistycznej oprawie. Nie jestem jednak pewna, czy następna płyta nie będzie łagodniejsza. Można mieć wątpliwości. Nie spodobała mi się i Wam ją odradzam”.

Źródło
Opublikowano: 2021-05-11 14:54:59

„Wyborcza” kończy dziś 32 lata, koledzy i koleżanki publikują posty wspominkowe, więc nie byłabym sobą, gdybym nie wykor

Adriana Rozwadowska:


„Wyborcza” kończy dziś 32 lata, koledzy i koleżanki publikują posty wspominkowe, więc nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała tej okazji do stworzenia FAQ o mojej pracy.
Lojalnie uprzedzam, że jest rozczarowujące i służy wyłącznie wypisaniu się z rzeczy, których napisać jakoś nie było okazji. A oto i ono.
1. „Czy Michnik ingeruje w twoje teksty?”
Nie, nigdy Michnik w nic mi nie zaingerował, nie sądzę nawet, aby poświęcił mi więcej niż dwie myśli w życiu. Sądzę, że jakieś 89 ich procent poświęca rosyjskim filozofom czy czemuś równie nieinteresującemu.
2. „Jaki jest Michnik?”
Chodzi po Agorze w Crocsach i pali czerwone Marlboro setki (wow!), poza tym chyba całkiem zwyczajny.
3. „Jak wy się tam znosicie w tej redakcji z Gadomskim i Maziarskim? Mówicie sobie w ogóle cześć?”.
Przykro mi, ale mówimy. Jak w pracy w sklepie czy banku masz kolegę, który ma liberalne poglądy, to prowadzisz z nim wojnę podjazdową i płatasz mu złośliwe figle? Nie? No właśnie. Chyba za często jest zapominane, że media, prócz bycia opiniotwórczymi tubami, są także po prostu miejscami pracy ludzi, którzy w kontakcie oko w oko starają się być dla siebie dość normalni. Co innego, gdy czytam przez nich napisane.
4. „Czemu kłamiesz, że Wyborcza.pl i Gazeta.pl to są dwa różne portale?”
Bo nigdy nie kłamię. Ale zostawmy to już, PROSZĘ.
5. „Czy zatrudniono cię, aby nadać Gazecie ludzki rys?”
Niestety nie, bo to by znaczyło, że byłam znana i/lub miałam jakąś sensowną pozycję negocjacyjną. Młodych dziennikarzy z rachitycznym doświadczeniem, którzy mają służyć do produkcji prostego kontentu, nie zatrudnia się jak gwiazd, ani w ogóle nie myśli, że kiedykolwiek popełnią jakąś publicystykę.
Trafiłam do tej pracy przypadkiem jako dziennikarka lokalna pisząca o klombach i kotach, co wlazły na drzewo i przyjechała straż, moje poglądy były niewiadomą, nikt o nie nie pytał, a ja nie przyszłam do Wyborczej w celu ich promowania.
Bo mało kto chce wierzyć, ale dziennikarze też mają żołądki, więc kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, byłam bezrobotna i odpadłam nawet w rozmowie kwalifikacyjnej do Natemat.pl, nieprzesadnie wybrzydzałam, kiedy – ku mojemu zdumieniu, ale takiemu ZDUMIENIU – w Wyborczej nie tylko nie przeprowadzono na mnie stuetapowej rekrutacji wyżymającej kandydatkę jak szmatkę (jak w portalach różnej maści), ale po prostu pogadano, okej, widzimy się w poniedziałek. Moje myśli krążyły wówczas, przysięgam, niemal wyłącznie wokół faktu posiadania pracy i dochodu. Gdzie właściwie ta praca – to do mnie dotarło dopiero po jakimś pół roku. Miałam 29 lat i po raz pierwszy dostałam pieniądze, za które dało się utrzymać. Heroizm odrzucenia tej oferty ze względu na linię Gazety nie wpadł mi do głowy.
6. „Bardzo ciekawą masz tę pracę, pewnie bardzoś zadowolona”.
Nie. Albo trochę jak w tej piosence tego tam, ble, Glacy. To jest praca dla ludzi hiperaktywnych, którzy odnajdują się w ciągłym strumieniu informacji. Którzy w weekend walną się na kanapę, włączą telewizor, i nie przeszkadza im, że najpierw zobaczą w nim koleżankę, potem szefa, który co dopiero ich – w piątek o 16:53 – zrugał, i któremu wiszą tekst, a na końcu dowiedzą się, że dzieje się coś, o czym natychmiast powinni napisać. Mnie to przytłacza.
7. „To musi być stres, że dużo ludzi czyta, co napisałaś?”
Żaden stres jest to. Teksty oddaje mi się analogicznie jak rozprawkę w szkole podstawowej. Pani (redaktorka) zadaje, ty piszesz, oddajesz pani, ona ma uwagi, jej opinia siłą rzeczy jest ważna, bo od tej zależy twoje dalsze trwanie, a potem to wpada do internetu i szczerze mówiąc – choć próbowałam – nie umiem wykrzesać w sobie ni strzępka takiej samoświadomości, że ktoś to czyta, i że w ogóle to moje. Nie mam też poczucia wpływu na rzeczywistość. Dziwne, ale tak jest.
8. „Czemu zajęłaś się rynkiem pracy?”
Bo przypadkowo mój pierwszy tekst w GW – i nie był to mój pomysł – traktował o strajkach w Niemczech, a potem poproszono mnie o taki o Państwowej Inspekcji Pracy, zaś po miesiącu napisałam o spacyfikowaniu jakiegoś związku zawodowego „przez Niemca”. Że mam jakąś konkretną specjalizację, dotarło do mnie po kwartale. Ale! Z pewnością tak się stało, bo te przypadki padły na podatne podglebie: dość długi ikspirjens w pracach za poniżej minimalnej na śmieciówce albo na czarno. Pamiętam także, jak szukając pierwszej pracy w czasach, kiedy bezrobocie w mojej grupie wiekowej wynosiło 50 proc., stałam w kolejkach na rozmowy rekrutacyjne – tak, kolejkach – a potem proszono nas trójkami. Podczas jednej z takich rozmów mój współtrójkowicz w połowie widzenia oświadczył pani pracodawczyni, że nie podobają mu się warunki, więc on już może sobie pójdzie. Na co pani zbeształa go wróżąc, że ten nigdzie nie zajdzie, bo ona zaczynała od sprzedaży perfum na ulicach, a dziś ma firmę, nie wybrzydzała, a on wybrzydza, zwykły roszczeniowy dzieciak (…). Z kilkoma dziewczynami z tych kolejek to niemal nawiązałam przyjaźnie, napataczałyśmy się na siebie wciąż. Pierwsze antydepresanty w życiu wzięłam tuż po zakończeniu mojej kariery w sieci „Piotr i Paweł”. Paskudne miejsce, nie płakałam, jak upadło.
9. „Dlaczego nie szanujesz pracodawców?”
Przeciwnie! Bardzo szanuję! Serio podziwiam, bo nie dałabym rady być sobie sama sterem, okrętem, i żeglarką. Przegięta moja pozycja wynika wyłącznie z konstatacji i postanowienia, że kiedy 90 proc. dziennikarzy pisze o rynku pracy z pracodawczego, to może ja będę z pracowniczego. No ale to ja podpadam, to ja jestem nieobiektywna. Ano właśnie.
10. „Dlaczego jesteś nieobiektywna?”
Bo obiektywizm w dziennikarstwie to jest bullshit. Poglądy wyłażą zawsze, choćby pod postacią doboru gości do tekstu czy poprzez postawienie akcentów. Uważam więc za uczciwy panujący w niektórych rozsądniejszych krajach model otwartego przyznawania się do poglądów, a w celu zachowania minimum równowagi po prostu stosowania elementarnego warsztatu i oddzielania informacji od publicystyki. Irytuje mnie, że nasze polskie polityczne centrum ubrdało sobie, że jest obiektywne, a potem czytasz czy oglądasz tego Giertycha na zmianę z Marcinkiewiczem jako bezstronnych ekspertów. Pamiętajcie! Jeśli jakiś dziennikarz twierdzi, że jest obiektywny, na 90 proc. głosuje na PO.
11. „To pismo z Amazona i od innych korporacji, które grożą procesem, to musiało być duże obciążenie psychiczne?”
Nie. Tego to sama nie rozumiem, tj. rozumiem, bo taka moja uroda, że jestem impulsywna, mam znacznie chyba wyższą niż średnia skłonność do ryzyka i rzadko myślę o konsekwencjach wyborów, co wiedzie moje życie na manowce, ale ma też niekwestionowane plusy. Każda taka sytuacja wydaje mi się nierzeczywista, więc śmiało w nią wchodzę i niewiele myślę. No może jakby mnie ktoś próbował postraszyć 212 kk, to jęknęłabym, i to wcale nie cichutko. No właśnie: czas wysłać ten przepis w kosmos!
12. „Skąd ci się wzięły takie poglądy?”
Nie wiem. One się wzięły tak samo, jak się wziął mój ateizm: pamiętam, że już jako 5-latka w zerówce na religii patrzyłam z osłupieniem na dzieci wsłuchane w księdza. Nie mogłam uwierzyć, jak można w to wierzyć, i ani przez sekundę w życiu nie spłynęła na mnie łaska wiary. Było mi przykro i czułam się wyobcowana, bo koleżanki uczestniczyły w Pierwszej Komunii Świętej czy innych roratach z jakimś takim większym przekonaniem i radością. Z poglądami było dość identycznie.
13. „Co ci się podoba w Agorze?”
To naprawdę bardzo dobry projekt JEMS Architekci, łączący ażurowe konstrukcje z metalu i drewna, przełamany zielenią.
14. „Czemu te media tak pikują?”
Bo internet, PiS, czytelnicy. W tej kolejności.
W przypadku tych ostatnich idzie mi o tych, którzy najpierw wymagają, a potem – deklaratywnie – zapłacą. To jak z tymi pracodawcami, którzy dadzą umowy o pracę, jak tylko pracownicy przestaną się obijać. Wiadomo, że nastąpi to nigdy.
15. „A co ci się przydarzyło zabawnego w związku z miejscem pracy?”
Poszłam do lekarza typu typowy profesor, czyli proszę siadać, a teraz będę miał na panią wywalone. Wprost oświadczył mi, że muszę poczekać w milczeniu, albowiem on zamierza doczytać artykuł w dzisiejszej „Wyborczej” – interesujący, o produkcji kwiatów, a on w zeszłym roku wydał na kwiaty do ogrodu 20 tys. zł, ale mu rozkradli niestety. Kiedy oświadczyłam, że, o!, to akurat mój tekst (co sprawdził porównując trzykrotnie nazwisko w karcie i pod tekstem), zaczął traktować mnie jakby godniej, po czym wykrzyknął radośnie, że ma kilka pacjentek z mojego tytułu, i począł opowiadać mi o ich dolegliwościach. Był to ginekolog, pozdrawiam koleżanki!
16. „Co wkurza cię w innych dziennikarzach?”
Manieryzm. Chryste panie, ileż go. Wiecie, np. dziennikarz gospodarczy od giełdy, to zakłada błękitną koszulę i czerwone szelki, i tym sumptem uważa, że jest poważny i bardziej kompetentny. Komentatorzy silący się na anturaż bezstronnego eksperta z BBC. Nadreprezentacja mających uchodzić za mądre, utartych frazesów w wypowiedziach. Brak szczerości jest efektem.
17. „To musi być trudne, kiedy codziennie obrażają cię w komentarzach?”
A to pół biedy. Kiedyś bolał każdy taki, dzisiaj już rzadko. Strzela mnie za to, kiedy ktoś używa mojego miejsca pracy jako argumentu w rozmowie – a to nierzadkie. Polemizujesz sobie raźno w czasie wolnym przy winie o czymkolwiek, wtem: „No tak, masz taką opinię, bo wy tam u tego Michnika to…” To obrzydliwe, bo dehumanizujące. Do głowy by mi nie przyszło skonstruowanie frazy: „No tak, tak mówisz, bo wy w tym Tesco…”.
18. „Co cię wkurza w czytelnikach?”
Że lepiej wiedzą, na czym polega moja praca niż reprezentanci mojego zawodu. Wypowiadam się jako pracownica mediów, nie zaś logotyp Agory. I tego, że nie doceniają roli mediów w demokracji, co doskonale uwypuklił niedawno podatek reklamowy, którym chciano karać Wyborczą za zbrodnie Pudelka.
19. „Najbardziej znienawidzone pytanie, jakie jest ci zadawane notorycznie?”
Tu nie mam żadnych wątpliwości: „A co powinna zrobić lewica, żeby wygrać?” Nic. Ma trwać, pracować nad sobą, i czekać na okazję, którą przyuważy i złapie i wykorzysta, bo nad sobą pracowała. Politykę tworzą okazje, i nie da się tu niczego przewidzieć.
20. „Chcesz coś jeszcze powiedzieć?”
Tak. Że także w tym poście pojawiają się anglicyzmy i pokraczne spolszczenia. Na Facebooku nie jestem w pracy, a moje posty są moim strumieniem świadomości płynącym ze spaczonej memami głowy. Coraz częściej dają o sobie znać antyfani słowotworzenia, ale ja się nie ugnę.
Wszystkim, którzy dobrnęli do końca, niezwykle dziękuję. Jestem wzruszona.

Źródło
Opublikowano: 2021-05-08 19:23:35

Dobre informacje dla wszystkich, którzy uważają, że unikanie podatków jest przejawem zaradności życiowej (wg CBOS 19 pro

Adriana Rozwadowska:


Dobre informacje dla wszystkich, którzy uważają, że unikanie podatków jest przejawem zaradności życiowej (wg CBOS 19 proc. społeczeństwa).
Jak podał dzisiaj „The Guardian”, Amazon – którego przychody dzięki pandemii skoczyły o 40 proc. w górę – zapłacił właśnie podatek za działalność w Europie w pandemicznym roku 2020: 0 eu (zero euro).
A to dzięki temu, że tutejszą sprzedażą – od niedawna też w Polsce – zarządza z Luksemburga, gdzie to sprytnie wykazał stratę.
Jest to powtórka z rozrywki i Stanów Zjednoczonych, gdzie 0 dolarów należnego federalnego podatku dochodowego zostało przez Amazona nieprzelane w latach 2017 i 2018.
Nic nowego, więc nawet brwi nie uniosłam. Tym, co mnie zafascynowało najbardziej, jest wydajność pracowników i pracownic spółki, od której, jak wiemy, uzależnione są m.in. ewentualne podwyżki. Otóż okazuje się, że przy amazonowej sprzedaży w spółce w Luksemburgu zatrudnionych jest 5 tys. osób, co oznacza, że każdy jeden pracownik przyniósł spółce 8,4 mln euro.
Niestety to nie wystarczyło, aby utrzymać się na powierzchni. Szkoda. Może w przyszłym roku (choć raczej nie, bo Amazonowi wciąż pozostała strata do dowolnego poprzesuwania na lata kolejne).

Źródło
Opublikowano: 2021-05-04 15:00:02

Dziś Światowy Dzień Wolności Prasy.

Adriana Rozwadowska:


Dziś Światowy Dzień Wolności Prasy.
Z tej okazji pragnę przypomnieć szczytowe osiągnięcie TVP z mojej pracowniczej działki, które podziwiam – serio, nie kpię, szczerze jestem pod wrażeniem, bo wiem, że w analogicznej sytuacji nie byłabym w stanie wpaść na podobnie szczwany, nietuzinkowy koncept.
Z pewnością dziennikarz, który stanął przed zadaniem uczynienia z sukcesu PiS-u (bo w pandemii tak niewielki wzrost bezrobocia jest sukcesem) jeszcze większy sukces, czuł się tak wolny, taak cholernie wolny, taaak niebosiężnie wolny, że aż postanowił przed tą wolnością zwyczajnie i po frommowsku spieprzyć.


Źródło
Opublikowano: 2021-05-03 19:02:55

Podatek majątkowy uderzy w emerytów. Trzeba zacząć od opodatkowania spadków

Adriana Rozwadowska:


Przysięgam na zdrowie Kota Bolka, że nigdy, przenigdy pod żadnym moim tekstem – a te poszły już zdaje się w tysiące – nie pojawiło się w komentarzach tyle złorzeczeń, epitetów i inwektyw, co pod wywiadem z ekonomistą Marcinem Wrońskim. I tak dowiadujemy się m.in., że podatek spadkowy byłby niedemokratyczny, jest hiperkomunistyczną utopią (co prawda powszechnie obecną w Europie, no ale co tam), a mojego rozmówcę należy wysłać do armii, gdzie nabierze rozumu (a już myślałam, że ten ostatni argument wymarł w latach 90. wraz z tymi plakatami z gołymi paniami, które oblepiały garaże panów w średnim wieku, i całowaniem w rękę).
Wielka szkoda, że tekst został wzięty za atak, a nie zaproszenie do myślenia, bo Wroński mówi bardzo ciekawe, evidence based rzeczy: że w Polsce podatek majątkowy, tak lubiany, bo spektakularny i chwytliwy, nie miałby większego sensu. Albo że aż 40 proc. gospodarstw domowych z majątkiem powyżej ok. 1-2 mln zł, to gospodarstwa emerytów i emerytek.
Natomiast patrząc na to empatyzująco, w państwie, w którym utrzymanie się na powierzchni w znacznej mierze zależy od wsparcia rodziny czy zawarcia związku małżeńskiego z kredytem w anszlusie – bo nikt zarabiający 3,5 tys. zł brutto nie utrzyma się w razie choroby czy innego wypadku losowego będąc samotnym jak palec, o zakupie własnego mieszkania nie wspominając – mieszkania po dziadkach i inne fanty po rodzicach są dla większości jedynym widokiem na względny spokój na emeryturze. Jak przekonywać do podatku spadkowego ludzi, którzy drżą o swoją jedyną poduszkę bezpieczeństwa, kiedy państwo prognozuje im 1 tys. zł na starość? Bladego nie mam pojęcia (i zdaję sobie sprawę, że to dość rozczarowujące bezpuencie!)

Podatek majątkowy uderzy w emerytów. Trzeba zacząć od opodatkowania spadków

Źródło
Opublikowano: 2021-05-02 16:13:51

Osoby, które otworzyły oczy, i zaczęły myśleć samodzielnie: – E tam, była grypa, jest kowid, zawsze coś jest, poleca

Adriana Rozwadowska:

Osoby, które otworzyły oczy, i zaczęły myśleć samodzielnie:
– E tam, była grypa, jest kowid, zawsze coś jest, polecam poczytać w internecie.
Główny Urząd Statystyczny pisze nam dziś do poczytania: „Przeciętne oczekiwane dalsze trwanie życia osoby przechodzącej dziś na emeryturę spadła w 2020 roku o ponad rok”.
Dopóki mieliśmy grypę – systematycznie i powolutku raczej rosła.

Źródło
Opublikowano: 2021-03-25 12:12:36

A od jakiegoś czasu prowadzę badania.

Adriana Rozwadowska:


A od jakiegoś czasu prowadzę badania.
Przystaję sobie przyczajona w Biedronce lub centrum handlowym przy wejściu, pieczołowicie nacieram ręce płynem dezynfekcyjnym – co czynię kompulsywnie, niezależnie od liczby razów (co butla na horyzoncie to psik) – i liczę.
Liczę osoby, które wchodzą i robią tak samo, a z każdą kolejną wchodzącą jestem coraz bardziej wkurwiona. Wyniki się wahają, ale z pewnością są istotne statystycznie: nacierających mamy średnio między 5 a 15 proc.
Ja naprawdę nie rozumiem. Nie rozumiem, jak można sobie nie psiknąć. Już pies drapał innych, starszych, schorowanych – z czystego egoizmu.
Dezynfekcja rąk nie kosztuje nas ani czasu, ani pieniędzy. Jest bezkosztowa i nieczasochłonna.
Nie trzeba wierzyć w koronawirusa, żeby wiedzieć i wierzyć, że istnieje zwykła grypa, albo że niektórzy ludzie wkładają sobie ręce w spodnie, żeby się podrapać do tyłku. Jeśli nienachalnie chcemy mieć zapośredniczony kontakt z cudzymi genitaliami, dezynfekcja nas przed nim ochroni.
Mamy w tym XXI aplikacje od wszystkiego i zaawansowane, kosmiczne technologie. Jednak to ten głupi płyn, który oferuje się wszystkim za frajer przy wejściach do sklepu, jest dla dalszej egzystencji tej cywilizacji rzeczą bardziej bazalną niż aplikacja Ubera.
Jako osoba o zerowej odporności standardowo co zimę raz w miesiącu jestem chora. Tej zimy przeziębiłam się raz – z własnej głupoty i niedoubrania. Na grypę i pochodne nie zapadłam ani razu. Zyskałam więc do tej pory w sumie około miesiąc dobrego samopoczucia bez zwijania się w gorączce i zlewnych potach – a więc to działa!
Więc jestem rozżalona i – znów – wkurwiona. Bo myślałam, że maseczki z nami zostaną – że nauczymy się tak, jak nauczyli się w krajach azjatyckich. I że te płyny z nami zostaną, a wszystkim będzie się żyło milej i zdrowiej. Bo przecież to mądre, tanie, proste, wygodne i skuteczne, bo przecież to jak w zakładzie Pascala: na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc.
WSZYSTKO przemawia za. NIC nie przemawia przeciw. I weź zrozum, dlaczego mimo tego robimy sobie pod górkę.
PS. Naprawdę ultra chętnie wysłucham osób, które wyjaśnią mi, co je w tym płynie drażni i odeń odrzuca. Obiecuję, że nie będę pomstować.
PS/EDIT: Tak, brak dystansu i pokładanie się na sobie w kolejkach też mnie wpieniają.

Źródło
Opublikowano: 2021-03-17 20:12:38

Ponieważ otrzymuję dziś sporo skrinów, który to jeden z nich łączę, czuję się w obowiązku powitać pana Macieja Radziwi

Adriana Rozwadowska:

Ponieważ otrzymuję dziś sporo skrinów, który to jeden z nich łączę, czuję się w obowiązku powitać pana Macieja Radziwiłła w gronie naszych publicystów.
Chciałabym zarazem pogratulować odzyskania i monetyzacji pałacu w Jadwisinie. Proszę koniecznie skrobnąć coś o tym w kolejnym przyczynku.
<tu dygam, dyg>


Źródło
Opublikowano: 2021-03-10 18:52:10

Prywatny Solaris i państwowa Poczta Polska usiłują zwalniać pracowników za zwolnienia lekarskie – pisałam przedwczoraj.

Adriana Rozwadowska:


Prywatny Solaris i państwowa Poczta Polska usiłują zwalniać pracowników za zwolnienia lekarskie – pisałam przedwczoraj. Jak również, że będę sprawę śledzić. No i mamy ciąg dalszy.
Posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zdecydowała się wystąpić z interwencją poselską do obu spółek.
Powołuje się w nim już nie tylko na sam kodeks pracy, ale na konstytucję – i prawo każdego pracownika i pracownicy do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy.
Łączę. I miło byłoby, gdyby większa liczba artykułów prasowych o problemach pracowniczych spotykała się z zainteresowaniem posłów i posłanek – nie tylko z Lewicy.
Fun fact, o którym doniosły mi związki zawodowe: pogrążona w kryzysie Poczta Polska (3 tys. dobrowolnych odejść, 3 tys. nieprzedłużonych umów czasowych, 2 tys. osób, które stracą pracę w zwolnieniach grupowych, 17 mln straty na wyborach, które się nie odbyły, niepewna przyszłość) zdecydowała się sponsorować wrocławski klub siatkarski Gwardia Wrocław. Może ja się nie znam, może faktycznie mam zbyt liberalne podejście do pieniędzy, może zaciskanie pasa rzuciło mi się na głowę, ale wydaje mi się, że to chyba nie ten moment. Tak tylko głośno myślę.




Źródło
Opublikowano: 2021-03-06 11:40:40

Dzisiaj mniej lub więcej 150 rocznica urodzin Róży Luksemburg, o czym przypomniały mi niemieckie media.

Adriana Rozwadowska:


Dzisiaj mniej lub więcej 150 rocznica urodzin Róży Luksemburg, o czym przypomniały mi niemieckie media.
W tych polskich najbardziej znana na świecie – obok Marii Skłodowskiej-Curie – Polka została, nie że dziś, ale w ogóle w ciągu ostatniego tygodnia, krótko wspomniana przez:
– Ezamosc.pl
– Dziennik Wschodni
– oraz Przegląd
Poza tym w pierwszej dziesiątce wyszukiwań – jeśli wpiszecie w Google personalia i ustawicie ostatni tydzień – wyświetla się m.in. przepis na fit szarlotkę i strona o herbatkach owocowych.
Przypomnę także, że w 2018 roku w Zamościu, z inicjatywy IPN, w ramach ustawy dekomunizacyjnej, skuto ostatnią po niej wspominkę, czyli tablicę na jej domniemanym domu.
Mamy za to w Polsce blisko 1 tys. pomników Papieża Polaka.
Z poglądami Róży Luksemburg nikt nikomu nie każe się zgadzać, ale chciałabym przypomnieć, że z poglądami Karola Wojtyły też nie zgadza się w tym kraju każdy.


Źródło
Opublikowano: 2021-03-05 09:38:23

Solaris chce zwolnić chorych pracowników, Poczta Polska ostrzega przed braniem L4

Adriana Rozwadowska:


Związki zawodowe w Solarisie walczą właśnie o kilka osób, które spółka zamierza zwolnić: m.in. o mężczyznę, który złamał obojczyk z przemieszczeniami, i właśnie się rehabilituje. A także o pracownika, który w październiku zachorował na kowid, a dziś walczy z powikłaniami – w tym częściowym niedowładem, czy problemami z oddychaniem.
Tak, polskie prawo dopuszcza zwolnienie pracownika, który choruje, często bierze L4, albo – po chorobie – jest na świadczeniu rehabilitacyjnym. Powstaje jednak pytanie o aspekt etyczno-moralny i zwykłą przyzwoitość.
Co (mało) ciekawe, zwolnienie z art. 53 skutkuje brakiem okresu wypowiedzenia. A więc: ucięto ci pierś i musisz się rehabilitować? Dostajesz zwolnienie i z dnia na dzień bez wypowiedzenia i odprawy zostajesz na lodzie. Nie wiem, kto te przepisy wymyślił. Okej, zwalniajcie już sobie tych chorych. Ale dlaczego – ciężko chorując – zostają pozbawieni okresu wypowiedzenia?
Tak się składa, że akurat dziś Solaris zorganizował konferencję prasową o swoich sukcesach i planach. Prezes rozpoczął swoją przemowę od stwierdzenia, że w pandemii priorytetem są dla Solarisa pracownicy i pracownice.
Zobaczymy, jaki będzie ciąg dalszy tej sprawy. Ja w każdym razie będę ją śledzić z uwagą.

Solaris chce zwolnić chorych pracowników, Poczta Polska ostrzega przed braniem L4

Źródło
Opublikowano: 2021-03-04 13:43:42

Polak na zasiłku wciąż będzie pracował. Jego sąsiad – nie [WYNIKI BADAŃ]

Adriana Rozwadowska:

O Polaku.
Polski Instytut Ekonomiczny zapytał Polaków i Polki:
„Czy gdybyście otrzymywali bezwarunkowy dochód podstawowy, np. 1,2 tys. zł, wciąż chodzilibyście do pracy?”
Aż 73 proc. ma o sobie doskonałe zdanie: stwierdziło, że tak, jak najbardziej. 27 proc. zaś przyznało bez bicia, że w takiej sytuacji wybrałoby raczej leżenie, malowanie akwarelkami, karmienie żółwia, czy co tam jeszcze lubią.
Ale już gdy PIE zapytało:
„A jak, Pana, Pani zdaniem, zachowaliby się inni? Pracowaliby?”
I tutaj już tylko 22 proc. ma dobre zdanie o innych. Przytłaczające 78 proc. – 4 na 5 badanych – uważa, że wszyscy poza nimi z pewnością staliby się obibokami żyjącymi z socjalu.
Btw: co to jest bezwarunkowy dochód podstawowy wie 13 proc. badanych. 87 proc. nie wie, lub ma blade pojęcie.

Polak na zasiłku wciąż będzie pracował. Jego sąsiad – nie [WYNIKI BADAŃ]

Źródło
Opublikowano: 2021-02-08 22:02:22

Wybaczcie emocjonalny post, ale inaczej się nie da.

Adriana Rozwadowska:


Wybaczcie emocjonalny post, ale inaczej się nie da.

Dziś podziękowaliśmy Wojtkowi Orlińskiemu za 10 lat kierowania naszym związkiem i życzyliśmy mu samych wspaniałych przeżyć na nowej drodze – nauczyciela chemii. Trudno wyrazić naszą wdzięczność wobec Wojtka za wszystko co dla nas – pracowników Agory i Inforadia – zrobił. Ale jeszcze raz gorąco dziękujemy!!!

Dziś dla naszego związku zaczyna się nowy etap. Następczynią Wojtka została wybrana Adriana Rozwadowska. Bardzo dziękujemy, że zgodziła się kandydować i przyjęła na siebie tę trudną rolę. I patrzymy z optymizmem w przyszłość.

Komisję związkową opuścił także nasz były sekretarz, Grzegorz Kwiatkowski, któremu również wiele zawdzięczamy. Do komisji weszli natomiast Jarosław Kopeć i Paulina Reiter. Witamy na pokładzie.

Aktualnie skład komisji związkowej prezentuje się następująco:
Adriana Rozwadowska – Przewodnicząca
Paweł Gawlik – Wiceprzewodniczący
Angelika Swoboda – Wiceprzewodnicząca
Zbigniew Bajor – Sekretarz
Ilona Kutowska – Skarbniczka
Łukasz Cynalewski
Jarosław Kopeć
Paulina Reiter
Maciej Sandecki

Trzymajcie za nas kciuki 🙂



Źródło
Opublikowano: 2021-02-06 20:15:24

Ekonomista: Gotówka po równo dla wszystkich to projekt ślepego państwa. Potrzebne są wyższe zasiłki dla najsłabszych

Adriana Rozwadowska:

Zrobiłam rozmowę z kimś, z kim bardzo lubię robić rozmowy, albowiem lubię robić rozmowy z ludźmi, których opinie są evidence based: z Paweł Bukowski z London School of Economics.
Moja opinia o bezwarunkowym dochodzie warunkowym jest zdywersyfikowana i brzmi: „Widzę plusy, dostrzegam minusy. No nie wiem”.
Gdybym miała jednak na upartego wybierać między BDP a zniuansowanym systemem wsparcia kierowanym do potrzebujących, wybrałabym to drugie.
A Paweł Bukowski w rozmowie mówi tak:
„Dam bardzo uproszczony przykład. Sytuacja, w której w jakimś miejscu mamy relatywnie mało pracodawców, a dużo pracowników, więc ci pierwsi nie muszą konkurować o tych drugich, nazywana jest monopsonem. Przy czym to… Więcej

Ekonomista: Gotówka po równo dla wszystkich to projekt ślepego państwa. Potrzebne są wyższe zasiłki dla najsłabszych

Źródło
Opublikowano: 2021-02-01 23:27:03