Dyspozytor 112 odmówił przyjęcia zgłoszenia o wyziębionych nastolatkach z Konga. „Nie ma znaczenia, czy umiera, czy nie umiera” [NAGRANIE]

Adriana Rozwadowska:


Jeśli myśleliście, że dzwoniąc pod numer 112 otrzymacie fachową pomoc niezależnie od okoliczności – jesteście w błędzie. W państwie PiS (nie, nie mam obsesji, tak po prostu jest) jest to uzależnione od pochodzenia, koloru skóry, i tego, czy macie przy sobie odpowiednie papiery.
Zawsze może odebrać znudzony pan, który – zamiast wystrzelić serią pytań o stan zdrowia, miejsce pobytu i cokolwiek przydatnego – zacznie dopytywać Was, skąd Wy w ogóle macie numer do poszkodowanego, i po cholerę dzwonicie i zawracacie głowę, skoro pewnie już ktoś się tym zajął.
„No proszę pani, skąd pani ma informację, że oni umierają?” – pyta dyspozytor 112. I potem tłumaczy, że nie wszystkie hipotermie obchodzą obecnie służby tak samo: „Nie ma znaczenia, czy umiera czy nie umiera. Jest to osoba nielegalnie przebywająca w Polsce, tak?”
Do MSWiA, które jest odpowiedzialne za numer 112, wysłałam pytania o dalsze losy pana, którego egzemplifikacji profesjonalnej pracy zawodowej można posłuchać na nagraniu.

Dyspozytor 112 odmówił przyjęcia zgłoszenia o wyziębionych nastolatkach z Konga. „Nie ma znaczenia, czy umiera, czy nie umiera” [NAGRANIE]

Źródło
Opublikowano: 2021-09-23 16:59:20

Cała Polska od 6 lat szuka sposobu, jak by tu pozbyć się PiS.

Adriana Rozwadowska:


Cała Polska od 6 lat szuka sposobu, jak by tu pozbyć się PiS.
Niektórzy politycy PO szukają go m.in. na urodzinach Mazurka, wielkie nadzieje budziło Białe Miasteczko 2.0, które powoli i systematycznie sobie przygasa.
A co powiedzielibyście na 20 tys. osób przed Kancelarią Premiera, na Ujazdowskich? To byłoby coś, prawda?
Problem w tym, że – tu niektórzy się zdziwią i nic w tym dziwnego – ale to już było, bo dziś właśnie mijają okrąglutkie 3 lata od protestu budżetówki przed KPRM. 20 tys. osób przyjechało wtedy do Warszawy z rozmaitych Sanoków, Opoli i Gryfin – a przyznajmy, że jest to niemała inwestycja czasowo-finansowa – żeby wywalczyć dla budżetówki płace nieminimalne. Te 3 lata temu najczęściej pracujący dla państwa dostawał jakieś 1,5-2,5 tys. zł netto. I niewiele się zmieniło – podskoczył tylko dół widełek, bo podskoczyła płaca minimalna.
Niestety rozlazło się, bo nikt, dosłownie nikt, nie był zainteresowany 20 tys. pracownic i pracowników budżetówki, choć takiej ilości ludzi nie gromadziły protesty Komitetu Obrony Demokracji. Premier był w podróży, liberalna opozycja zaś akurat nie u Mazurka, ale we Wrocławiu – gdzie odbywała się konwencja PO.
Grzegorz Schetyna mówił wtedy dużo o Unii Europejskiej, drogach i mostach, i kłamstwach PiS, Katarzyna Lubnauer, że priorytetem jest państwo, które zapewnia dobrobyt, Barbara Nowacka zaś, że państwo musi wspierać obywateli, budować żłobki, przedszkola i szkoły.
To pięknie, bo dokładnie w tym samym czasie w Warszawie przed KPRM sterczało 10 tys. nauczycieli (po zbudowaniu szkół trzeba w nich kogoś zatrudnić), poza tym strażacy, weterynarze, pracownice ZUS-u, KRUS-u, GUS-u, kultury, ło panie, kogo tam nie było. Zjawiło się nawet kilku marynarzy i mała reprezentacja przedstawicieli Związku Zawodowego Ukraińców pracujących w Polsce.
Oglądałam uparcie. Nikt na konwencji nie zahaczył o protest. 20 tys. ludzi rozjechało się po prostu, jakby ich nigdy przed KPRM nie było, a jeśli zdążyli dotrzeć do domu na wieczorne „Fakty”, to raczej nie mieli okazji krzyknąć czegoś na kształt: „Ej, Irena, prędko! Jestem w telewizji!”, bo protestowi nie poświęcono materiału, który można by określić mianem materiału – a zaledwie migawkę.
Trzy lata później – w lipcu – politycy PiS przyznali sobie podwyżki. Przez bity tydzień posłowie opozycji gardłowali, że to skandaliczne, kiedy o byt walczą pracownice ZUS-u, KAS, ratownicy medyczni, pielęgniarki, nauczyciele i nauczycielki…
A ja pisałam wtedy i mówiłam, że to populizm: to, czyli nadzainteresowanie podwyżkami dla polityków. Ich koszty to fistaszki – a politycy opozycji, kiedy sprawa się zakończy, o budżetówce zapomną, bo sprawę znają tylko z briefów. I – kto by przypuszczał! – zapomnieli. Bo kiedy ostatnio słyszeliście jakiegoś posła uparcie wracającego w programie telewizyjnym do problemu zarobków w sferze publicznej?
Co mamy w zamian? W trzylecie wizyty 20 tys. osób przed KPRM mamy urodziny Mazurka. I – po krótkim wzmożeniu latem – kompletne wypalenie energii na kolejne protesty.
Jeśli w drugim roku pandemii, kiedy przez 1,5 roku urzędnicy w nadgodzinach i za darmo obrabiali wszystkie te kolejne tarcze, medycy pracowali ponad siły, w szkołach zdążyło już zabraknąć nastu tysięcy nauczycieli, inflacja rosła i rośnie w sposób trudny do przełknięcia, a premier ogłasza ogromną nadwyżkę, którą zamierza spożytkować na czołgi, nie ma energii na protest budżetówki, to ja przepraszam, ale nie będzie jej już. Została roztrwoniona.
Nikt nie będzie się telepał autokarem na żaden protest do Warszawy z drugiego końca Polski, żeby potem oglądać w telewizji oddającego mocz Marka Dyducha, wyraźnie zadowolonego Sławomira Neumanna, i słuchać truizmów o tym, że kłamstwa PiS muszą się skończyć. Ten nikt będzie miał pełną rację i polecam mu mieć wywalone jak politycy opozycji na urodzinach Mazurka, kiedy ktokolwiek potem będzie cmokał nad wywaleniem obywateli na sytuację w tym kraju.

Źródło
Opublikowano: 2021-09-22 16:04:20

Z cyklu: Ministerstwu Rozwoju i Technologii gratuluję angażu wicedyrektora Departamentu Funduszy Mateusza Biesiady, a je

Adriana Rozwadowska:


Z cyklu: Ministerstwu Rozwoju i Technologii gratuluję angażu wicedyrektora Departamentu Funduszy Mateusza Biesiady, a jeszcze bardziej Prozumieniu Jarosława Gowina go gratuluję. A było to tak.
W weekend poczułam się już odchorowana i wyszłam spotkać ze znajomymi. Siedzieliśmy grzecznie rozmawiając, wtem postanowiliśmy zrobić sobie zdjęcie. Wyciągnęłam więc rękę zaopatrzoną w smartfon, kiedy ktoś ją potrącił. Był to on.
– Mogę zrobić wam zdjęcie, towarzyszko – powiedział.
– Dziękuję, poradzę sobie – odpowiedziałam.
– Pomogę! Jestem wicedyrektorem w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii.
Oho. Ale, jak to ja, zamiast zatrzymać się na tym fakcie – że człowiek w drugim zdaniu mi tu wicedyrektoruje – odpowiedziałam po swojemu:
– To niemożliwe. Nie możesz być wicedyrektorem w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii. Nie ma już przecież Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. Jest Ministerstwo Rozwoju i Technologii.
– Oooooo! Ale się znasz! Skąd wiesz, że praca wróciła do Maląg? Jesteś moją podwładną? – i tu położył mi familiarnie rękę na ramieniu i mnie poklepał klepu klep. A potem zjechał tą ręką na moje przedramię, chwycił mnie za nie i już tak zostało.
– Nie jestem. Ale jestem żywo zainteresowana tematem.
– Ale powiedz, jestem twoim wicedyrektorem? Skąd wiesz, że praca jest u Maląg? Ja nie kłamię, jestem wicedyrektorem, mam 30 lat, jestem najmłodszy, w tym wieku w ministerstwie to jest osiągnięcie, nie? Patrz, tu, czytaj! Jesteś moją podwładną?
I tu wicedyrektor wyciągnął z portfela kartę kredytową, wsadził mi ją w rękę, i kazał czytać, palcem wskazującym wskazując na personalia. Faktycznie stało tam: M-A-T-E-U-S-Z B-I-E-S-I-A-D-A.
– To co, jesteś moją podwładną? Patrz, czytaj!
Czułam się coraz bardziej nieswojo, bo twarz dziwnie przyspieszonego wicedyrektora wisiała coraz niżej nad moją twarzą, wciąż chwytał mnie za rękę i poklepywał, co istotnie zirytowało moich kolegów. Ci zaczęli groźnie zerkać na Mateusza Biesiadę, jeden z nich wstał. A to z kolei zirytowało młodego wicedyrektora. Najpierw zagroził, że wezwie ABW, potem stwierdził jednak:
– A po co mi ABW, sam ci wpierdolę – i podniósł stojący obok fotel usiłując cisnąć nim w mojego kolegę. A ponieważ był pijany, zachwiał się, i prawie przewrócił z owym fotelem na siedzących obok, bogu ducha winnych ludzi.
– Kolego, jesteś pijany i agresywny, nie życzymy sobie ciebie tu – powiedział wtedy drugi z moich kolegów. O dziwo poskutkowało. Mateusz Biesiada przepadł jak się pojawił. Nagle.
No nic, młodemu wicedyrektorowi z Porozumienia Gowina życzę nie kolejnych sukcesów, ale poczucia własnej wartości z prawdziwego zdarzenia. A polskim żołnierzom, żeby broń boże nie musieli nigdy trzymać nad nim parasola.
***
I na koniec uwagi.
Pierwsza: to nie jest post o tym, że ktoś się upił lub naćpał. Każdy ma imo prawo robić ze sobą to, co żywnie uważa, i nikomu nic do tego – o ile nikomu nie zagraża. Albo przypadkiem nie mówi swoim zachowaniem zbyt wiele a propos państwa polskiego. Gdyby Mateusz Biesiada wyłącznie się upił, a potem nawet na moich oczach przewrócił, puszczał z szafy grającej Dżem lub Comę – słowa bym nie napisała. Zostałoby to tam, gdzie tego miejsce, czyli w knajpie.
Druga: w razie wątpliwości co do prawdziwości posta, służę informacjami, które umożliwią weryfikację.
Trzecia: ze względu na wiele przesłanek, vide moja druga wypowiedź do wicedyrektora, jest możliwe, że ten właśnie odreagowywał utratę pracy. W internetach Departament Funduszy jest obecnie zdublowany w MRiT i MRPiPS. Tak czy owak niestety jednak wciąż pozostaje – wicedyrektor – ambitnym politykiem PJG, JG zaś niezatapialnym JG, który obecnie nigdy nie współtworzył żadnego rządu z żadnym Kaczorem dyktatorem. Pamiętajmy więc o tym chłopaku. Kiedyś i gdzieś trzeba będzie ratować jakieś jego podwładne.

Źródło
Opublikowano: 2021-09-20 09:19:08

Dziś protestowali pracownicy sądów, jutro zawody medyczne, a premier przykrywał to przed momentem perorując długo o prog

Adriana Rozwadowska:

Dziś protestowali pracownicy sądów, jutro zawody medyczne, a premier przykrywał to przed momentem perorując długo o programach rządu. Połowa jego spiczu dotyczyła tragicznych rządów poprzedników i tego, czym PiS różni się od koalicji PO-PSL. Z wieloma zdaniami nawet gotowa byłabym się zgodzić, ale po sześciu, zaraz siedmiu, latach robi się to już dość nudne.
Więc może napiszę, w czym PiS przypomina PO-PSL (prócz tego, że 213 rzeczami): wyznawaniem idei taniego państwa.
I tak w ZUS-ie mamy siedem sporów zbiorowych – bo obowiązkowe nadgodziny, bo tragiczne warunki pracy, bo płaca minimalna, bo dyskryminacja, wyczerpanie i – czasem – nawet psychotropy.
Teraz rząd wpadł na genialny w swojej… Więcej

Źródło
Opublikowano:

NSZZ „Solidarność” w Agorze skończyła właśnie 10 lat, co obeszliśmy weekendem w Spale.

Adriana Rozwadowska:

NSZZ „Solidarność” w Agorze skończyła właśnie 10 lat, co obeszliśmy weekendem w Spale.
Zdjęcie prezentuje moment, w którym wjeżdża tort, czy też wydarza się coś podobnego. A także jeden z tych rzadkich, w których wyrażam niepohamowaną radość (aż sama jestem zaskoczona, i to jest pierwszy powód, dlaczego z przyjemnością je wrzucam).
Drugi: zdjęcie owo empirycznie potwierdza fakt, że związki zawodowe nie składają się tylko z wąsatych dziadów (no może tutaj faktycznie Sadam, ten w spoko czapce i koszulce), ale relatywnie wciąż jeszcze młodych np. dziennikarzy i dziennikarek, tu w dodatku jeszcze m.in. tak wybitnie elokwentnych jak red. Witold Mrozek czy giętko myślących jak red. Emilia Dłużewska (nie mogę oznaczyć jej strony, ale poszukajcie).
Tak że wódki nie było, raczej proseko i piwo, sportów i ekstra mocnych też nie, raczej inne rzeczy.
Zapraszamy osoby niezdecydowane z naszego tzw. zakładu pracy. Wciąż jeszcze nie jesteśmy passe!
(i jak Wy założycie związek, też nie będziecie, w najgorszym wypadku będziecie trochę, no, poecmy, hipsterscy)

Źródło
Opublikowano:

McDonald’sy w Stanach Zjednoczonych zaczynają rekrutować 14-latków, bo nie ma chętnych do pracy (a wolno).

Adriana Rozwadowska:

McDonald’sy w Stanach Zjednoczonych zaczynają rekrutować 14-latków, bo nie ma chętnych do pracy (a wolno).
Pani Heather Coleman, z McDonald’sa z Medford w stanie Oregon, który z owej rekrutacji aktualnie zasłynął, tłumaczy, że żeby ratować sytuację, podwyższyła stawkę za godzinę pracy aż do 15 dolarów za godzinę (minimalna to 12,75), ale niewiele to dało. Nikt nie chce pracować.
Sam McDonald’s z kolei zapowiada teraz, że w obliczu problemów rekrutacyjnych pomyśli, żeby dać te 15 tak generalnie wszystkim. Bo tyle miało być, ale w 2024 roku. I nie minimalna, ale średnia.
„Nie ma komu pracować”, „nie chcą pracować”, „podwyższyła i nic to nie dało”, „podwyższyła aż do” – czytam sobie raźno.
I… Więcej

Źródło
Opublikowano:

Stałam się bohaterką felietonu Daniela Passenta i proszę Was o poradę (to na końcu).

Adriana Rozwadowska:

Stałam się bohaterką felietonu Daniela Passenta i proszę Was o poradę (to na końcu).
Felieton ów odnosi się do mojego tekstu o Robercie Lewandowskim i nosi tytuł „Wyjmij rękę z cudzej kieszeni”. I właściwie na tym etapie wszystko już wiemy. Ale i ja się odniosę, mam bowiem pewność, że Passent mój tekst zaledwie przeleciał wzrokiem.
Akapit pierwszy. Passent pisze, że niektórzy – chyba ja? – nie potrafią pogodzić się z faktem, że Lewandowski zarabia w Bayernie 20 mln euro brutto miesięcznie.
Otóż: wyraźnie i celowo podkreśliłam, że Lewandowski, który wydaje się zresztą całkiem sympatyczny, jako osoba publiczna jest egzemplifikacją problemu nierówności, który to problem należy rozwiązać… Więcej

Źródło
Opublikowano:

Gdzie (i czy aby na pewno) nie wolno zaglądać Robertowi Lewandowskiemu

Adriana Rozwadowska:


Tekst ów zajmuje dziś w papierowej „Wyborczej” całą stronę, i cieszy mnie niezmiernie.
Można ująć to tak: narzekam w nim na brak fajnych idoli, z którymi naprawdę chciałbym się identyfikować. I tę dziwną zasadę, podług której – jeśli ktoś spojrzy na świat z dystansu, jak sześciołapny kosmita, który co dopiero tu zlądował – zrazu dostaje po łapach za dość prozaiczne spostrzeżenia, i dowiaduje się, że nie wolno ich, tych spostrzeżeń, mieć, albowiem nie. Np. takich, że ratownik medyczny zarabia kosmicznie mało, a Robert Lewandowski dużo.
Tomasz Lis np. napisał w tym kontekście, że „Tak to działa”. A ja tłumaczę, że świat działa tak, jak chcemy, żeby działał. Z kolei dyrektor Canal+ Sport Michał Kołodziejczyk uznaje takie konstatacje za „chrzanienie populistycznych głupot”, albowiem tak.
Populizmem to jest oburzanie się na podwyżki dla polityków – to niewielkie koszty, naród się pogorączkuje, a po ich przyznaniu systemowe problemy niskich płac w budżetówce i tak pozostają nierozwiązane – i to ciągłe powtarzanie, że nie wolno zestawiać wynagrodzeń pielęgniarek i innych szaraczków z wynagrodzeniami możnych tego świata. Niby dlaczego nie wolno? Poza tym, że bo „tak to działa”?
Bardzo mi szkoda potencjału, jaki marnują Lewandowski oraz Lis i Kołodziejczyk.
Bo naprawdę: można przewalczyć ten dysonans.
Można być dyrektorem Canal+ Sport, wciąż lubić piłkę nożną, oglądać ją, a jednocześnie napomknąć czasem o „efektach ubocznych” zbliżających się mistrzostw w Katarze w postaci kilku tysiącach zmarłych imigrantów, którzy budują tamtejsze obiekty sportowe, po których już wkrótce Lewandowski będzie chodził i biegał.
Albo być znanym publicystą, i wciąż fanem Lewandowskiego, i zamiast stawiać go w opozycji, kpić z zestawiania go z pielęgniarkami, napisać, że pielęgniarki odwalają równie ciężką robotę co i Robert. Niby nic, nic nie zmienia, a jakże inaczej brzmi, co?
Wreszcie można być Lewandowskim i milczeć w sprawie niewolniczej pracy Ujgurów, reklamując jednocześnie elektronikę powiązanego z tym procederem giganta Huawei, i będąc ambasadorem UNICEF-u. Albo i nie.
Bo zawsze mnie dziwi – ale może jest na to jakieś wyjaśnienie – że nie ma praktycznie piłkarzy, gwiazd muzyki pop i celebrytów – którzy korzystaliby z bezkosztowej ścieżki zyskiwania popularności.
Mógłby np. teoretycznie taki Lewandowski – po tym, jak okazało się, ile płaci się kelnerom i kucharzom w knajpie, w której posiada udziały – zabrać w tej sprawie głos. I napisać, że ludziom należy płacić godnie, że sprawę zbadał, wynagrodzenia podniósł, sprawdził podstawę zatrudnienia (jasna sprawa, że nie osobiście, ale wja zatrudniony spec od etyki w jego biznesach, i, umówmy się, nawet by zatrudnienia owego nie odczuł). Niewyobrażalny mógłby wywrzeć wpływ, jako idol milionów, na postawy polskich pracodawców. Rzucić ziarenko myśli, że 15 zł dla kelnera nie jest ok.
Albo – imaginuję sobie dalej, to już odjechane – gwiazda muzyki deklarująca, że płaci uczciwie składki do NFZ, bo ochrona zdrowia w Polsce jest (…). I zachęcająca, aby płacić je też. I inna, popierająca strajk budżetówki. Dlaczego takich ludzi nie ma?
No ale żyjemy w Polsce, w której setki tysięcy pielęgniarek szykują się właśnie do protestu, a już za 8 lat średnia ich wieku ma wynosić 60 lat, w Polsce, w której setki ratowników złożyło wypowiedzenia, karetki nie jeżdżą, a jedynym, na co stać ludzi posiadających wpływ na polską rzeczywistość, są kpiny i pokrzykiwanie: „Populizm!”, co zamyka temat.
Bezbrzeżne wzruszenie budzi za to zapłakany i zasmarkany Lionel Messi. Człowiek, który po dwudziestu latach odchodzi z ukochanego klubu, za który nerkę by oddał, bo klubu na niego nie stać. Odchodzi wraz ze swoim majątkiem wycenianym na 600 mln euro. To doprawdy strasznie smutna sprawa!
Ja się pytam: co jest z nami nie tak?
I jeśli ktoś w tym momencie klika już komentarz zarzucający mi, że zaglądam piłkarzom w kieszeń, i z jakich to powodów Lewandowski czy Messi mają się dorzucać z własnych euro do cudzych potrzeb, chciałabym uprzejmie zapytać, z jakich to powodów ratownik medyczny ma się dorzucać do ratowania naszego życia – BO TO JUŻ TERAZ JEST FAKTEM – oraz z jakich to powodów wolno nam grzebać w jego kieszeni?
Co dzieje się podczas każdego protestu czy strajku, kiedy oceniamy, czy 3 albo 4 tys. zł netto to kwota uprawniająca do wyjścia na ulicę. I zawsze wtedy, kiedy mowa o 500+. Kiedy mowa o ludziach biednych czy zwykłych, można wywracać im kieszeń na wszystkie strony, sprawdzać, czy nie piją, czy gospodarują pieniędzmi zasadnie, czy aby nie są nierobotni.
Nie wiem, osobo klikająca ów komentarz, kim jesteś. Jednego jestem jednak pewna: Lewandowskiego będzie stać na prywatną pielęgniarkę lub sto. Ciebie nie.

Gdzie (i czy aby na pewno) nie wolno zaglądać Robertowi Lewandowskiemu

Źródło
Opublikowano: 2021-08-30 14:33:18

Ma ten rząd to do siebie, że wciąż wpada na rzeczy, na które bym nie wpadła. A przecież wyobraźnię mam bujną.

Adriana Rozwadowska:


Ma ten rząd to do siebie, że wciąż wpada na rzeczy, na które bym nie wpadła. A przecież wyobraźnię mam bujną.
Oto już wkrótce pracodawca sprawdzi Was sobie w appce, i będzie wiedział, czyście zaszczepieni, już przechorowaliście, albo macie ważny negatywny test. Wtedy okej, Wam nic nie grozi, a pracodawca umknie ewentualnemu lockdownowi.
No chyba, że nie jesteście zaszczepieni i tak dalej. Wtedy – by uniknąć lockdownu – pracodawca zyska m.in. prawo do:
> przeniesienia Was na inne, gorzej płatne stanowisko pracy z dala od ludzi
> wysłania Was na bezpłatny urlop
I niby fajnie, niech się szczepią – można pomyśleć w pierwszej chwili. No tylko że nie.
Bo oto pan Wojtek, pracownik ochrony, który z jakiegoś powodu ma problem z NWO, reptilianami i czipami w szczepionkach, nie musimy wnikać w powody, straci 2800 zł brutto minimalnej z dnia na dzień. Zostają mu chwilówki.
Natomiast Mariusz, który nie pracuje, bo nie nie musi – jest synem z zawodu – może wciąż mieć szczepienia gdzieś i zaniżać nam wyszczepialność.
A także każdy, kto pracuje i zarabia w formule, w której nie jest konieczny kontakt z klientem.
Te osoby po robocie pójdą do dyskontu i będą chuchać innym w kark (z 15 cm jeszcze zapewne).
Karane utratą dochodu będą tylko osoby pracujące, najczęściej te wykonunące zawody wymagajace wielu kontaktów, a więc i najniżej opłacane. Niepracujący mogą wciąż ziać wirusem. Karane za głupie poglądy będą pracownice sklepów – ale głupi klienci już nie.
Rozumiem, że na wprowadzenie ogólnokrajowego nakazu szczepień zabrakło odwagi. Same brzydkie wyrazy. Bo trudno dostrzec w tej dziwacznej ekwilibrystyce coś innego, niż zwykłe wyborcze wyrachowanie. Pandemia to super czas na takie rachunki.

Źródło
Opublikowano: 2021-08-27 19:26:28

A tu Adriana Rozwadowska we własnej osobie, szkaluje – jak zwykle – nie tylko rząd. Mówi o możliwych strajkach i protest

Adriana Rozwadowska:

A tu Adriana Rozwadowska we własnej osobie, szkaluje – jak zwykle – nie tylko rząd. Mówi o możliwych strajkach i protestach sektora usług publicznych, solidarności w ochronie zdrowia i jej braku, o reakcji polskich pracowników na pandemię i czy sukces związkowców z Trzemeszna może czegoś nauczyć budżetówkę i nie tylko. Kawał gęstego i bardzo świeżego Podcastu Krytycznego.


Źródło
Opublikowano:

Uważam, że nigdy nie uczestniczyłam w debacie o bardziej trafionym tytule. Wymyślaliśmy go wczoraj w nocy przez dwie god

Adriana Rozwadowska:


Uważam, że nigdy nie uczestniczyłam w debacie o bardziej trafionym tytule. Wymyślaliśmy go wczoraj w nocy przez dwie godziny, ten rzuciłam żartobliwie sądząc, że to organizator winien być tą rozsądną instancją, która napisze mi: „Dobra, dziewczyno, dochodzi północ, może już koniec żartów”. Tymczasem ten uznał, że to strzał w dziesiątkę.
I tak jutro, w sobotę, w Krakowie, w Pałacu Potockich, Łukasz Komuda oraz ja porozmawiamy. Ja postawię hipotezę, że lepiej już było. Łukasz będzie sypał bon motami jak konfetti.
Aha, będzie też jakiś streaming dla osób pozakrakowskich!
A tutaj link do festiwalu Non-Fiction, znajdźcie tam też sobie lajnap, bo jest mnóstwo ciekawych gości i gościń, zaczyna się dziś o 15 Domosławskim i Staśko, w sobotę trwa Markiewką, kończy się w niedzielę Sturisem i Śpiewakiem: https://www.facebook.com/festiwalnonfiction/posts/1532330287117282


Źródło
Opublikowano: 2021-08-27 13:45:07

Z cyklu post do pracowników i pracownic Agory (nachalna agitacja związkowa). W przypadku niebycia nimi, naprawdę warto s

Adriana Rozwadowska:


Z cyklu post do pracowników i pracownic Agory (nachalna agitacja związkowa). W przypadku niebycia nimi, naprawdę warto skrolować dalej.
Jak być może wiecie, albo nie wiecie, zimą tego roku kopsnął mnie zaszczyt zostania szefową „Solidarności” w Agorze (naprawdę zostawmy kwestie afiliacji, to jest z wielu powodów proceduralnych nie-do-zmia-ny obecnie).
I o ile zawsze pisałam, że związkowanie to fucha niewdzięczna – robisz rzeczy dla ludzi, a tu tylko szydera albo, w najlepszym wypadku, obojętność – tak teraz sobie myślę, że po dziesięciokroć. Ale do brzegu.
W tym roku nasz związek obchodzi dziesięciolecie. W tym czasie udało nam się zrobić masę ważnych i dobrych rzeczy. Wielu wspaniałych ludzi robiło je w czasie wolnym i za frajer.
No i przyszły dożynki. Dlatego już niedługo, we wrześniu – od 3 do 5, są to piątek, sobota oraz niedziela – wyjeżdżamy uczcić te sukcesy do Spały. Nie wiem, jak tam Wam, mi się to miasto już zawsze będzie kojarzyć z Arturem Partyką.
Wyjeżdżamy oznacza: każdy może z nami jechać – za darmo. Bo imprezę organizujemy ze składek, które pieczołowicie wpłacaliśmy przez tę dekadę.
Spała jest ładna i lesista, jedzie się tam godzinkę, ośrodek Savoy, który przezornie już stestowaliśmy, jest naprawdę komfortowy i czysty, tuż obok niego zaś wije się krystalicznie czysta rzeka Pilica, którą będziemy spływać kajakami. Są hamaki i rowery. Będą wegetariańskie posiłki. W tych dniach ma być – według sprawdzonej przez kol. sekretarza Zbigniewa NIEMIECKIEJ, czyli pewnej, prognozy pogody – 20 stopni. Po spływie robimy sobie ognisko, planujemy też dyskotekę, za której muzyczną oprawę odpowiadać będą DJ Wojciech Orlinski oraz DJ Paweł Gawlik.
Wyjazd dla każdego członka i członkini naszego związku jest w pełni bezpłatny (o ile ów lub owa jedzie autobusem, zwrotów za nietanie obecnie paliwo nie przewidujemy).
Jeśli zaś nie jesteście powyższymi, a chcecie jechać, no to warunkiem jest wypełnienie deklaracji członkowskiej. Ha, i tu Was mamy! Szczwane, co?
Wiem, że wycieczki związkowe brzmią tak sobie. Człowiek sobie to wyobraża w oparciu o wyobrażone już wyobrażenia jako coś passe. Otóż nie: jako jedna z osób testujących miejsce i atrakcje powiem Wam, że to będzie po prostu bardzo fajna, luźna impreza trochę firmowa, ale fajniejsza, bo będzie można szkalować menedżment.
Puentując: mamy zapisanych kilkadziesiąt osób, ale wciąż kilka wolnych miejsc. Do soboty można się dokoptowywać.
Ze związkowym pozdrowieniem serdecznie polecam, Rozwadowska
***
Aha, i tu jest adres jeszcze, gdzie zgłaszamy anszlusy: 2020.solidarnosc.agora@gmail.com

Źródło
Opublikowano: 2021-08-24 22:10:52

Z cyklu serdecznie zapraszam.

Adriana Rozwadowska:


Z cyklu serdecznie zapraszam.
Naprawdę niewiele jest w moim życiu tradycji, ale tradycją stało się, że od czterech lat co lato przyjeżdżam do Krakowa na Non-fiction. Festiwal reportażu. I tak jak biorę udział w różnych iwentach, i bywają te lepsze i te mniej fajne, tak na ten cieszę się zawsze studziesięcioprocentowo. Jest wspaniały, ludzie są wspaniali, miejsce jest wspaniałe, gdyby mnie w tym roku nie zaprosili, obraziłabym się. Nie wiem, co tam aż tak gra, ale gra.
I tak miło mi poinformować, że w tym roku – 28 sierpnia o godzinie 21 – poprowadzę rozmowę z ekonomistą Łukasz Komuda z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.
Łukasza poznałam przez telefon dawno temu, zadzwoniłam po wypowiedź do tekstu, i od razu się zauroczyłam potoczystością wypowiedzi, wiedzą ekonomiczną, a, przede wszystkim, tryskającym sarkazmem i absolutnym brakiem wiary w polskie instytucje państwowe.
Jedno z pierwszych zdań, które do mnie wypowiedział, brzmiało: „Gdyby Państwową Inspekcję Pracy porwali kosmici, nikt by nawet tego faktu nie odnotował”, a ja pomyślałam sobie wtedy „Ok, będę do ciebie dzwonić, człowieku”.
I w ogóle Łukasz ma tę cechę, że można spisać, co powie, i może to iść do druku niezredagowane. I jest doskonałe. I sypie danymi z rękawa. I łączy je, jak nikt ich nie połączy. I nie nudzi, nie plecie oczywistości, jak to ekonomiści plotą. A jak skończy, to masz wszystko zrozumiane, spuentowane, wychodzisz nieznudzona, wręcz rumiana, z poczuciem, że przybyło Ci połączeń neuronalnych w głowie.
Można poczytać wnikliwe teksty Łukasza na rynekpracy.org, można posłuchać jego podcastu (Ekonomia i cała reszta).
Przez te cztery lata rozmawiałam z Olga Gitkiewicz Marek Szymaniak oraz, co łączę na zdjęciu, Januszem Schwertnerem. W tym roku już wiem, że będzie można posłuchać m.in. Artur Domoslawski.
Do zobaczenia! (mam nadzieję)


Źródło
Opublikowano: 2021-08-19 11:56:55

Dramat w Afganistanie trwa. Kto najbardziej cierpi? Jasne, że znów Polacy!

Adriana Rozwadowska:


W 1985 roku słynni bracia Zielińscy – lat 13 oraz 15 – uciekli z Polski do Szwecji podczepieni pod TIR-em. W Szwecji dostali mieszkanie, pełną lodówkę i azyl – chociaż wyczyn był głupi, a w Polsce nic im nie groziło, nie są znane bowiem żadne opozycyjne zasługi chłopców, nie zostali do niej odesłani.
Umówmy się: uciekali, ryzykując życiem, dla Coca-Coli. Z kraju biednego, ale bezpiecznego, w którym wielu z nas kopało wtedy piłkę, pluskało się w jeziorze albo bawiło się lalkami. W naszej cierpiętniczej Polsce, to trochę kuriozum, do dziś uchodzą za bohaterów, którzy zerwali kajdany, uciekli z reżimu totalitarnego.
W 2021 roku Polska wciąż jest bezpieczna, żyjemy sobie na dachu świata (no sorry), nikt nie chowa się po piwnicach z obawy przed utratą ręki, oka czy wykastrowaniem. Do tego cierpi Polska na obsesję, jak to wystawili nas w 1939, jak to wystawili nas w Jałcie, jak to Rosjanie stali sobie na prawym brzegu Wisły, jak to nigdy nikt nam nie pomógł, nie docenił, jak każdy nas krzywdził i ręki nie wyciągnął.
W tym samym roku w Afganistanie – o, teraz, w tym momencie – umierają ludzie. Umierają w męczarniach, albo oczekują właśnie na wizytę własnych zabójców. Nic to. Bo kto jest najbardziej poszkodowany? Oczywiście znów Polacy, z których wielu już niemal barykaduje się w mieszkaniach ze strachu przed ich utratą (załączony tekst powstał z, przepraszam, ale wkurwu lekturą tysięcy komentarzy zadowolonych z siebie potomków antykomunistów i powstańców).
A ja tymczasem się nie zawaham – bo cierpliwość mi się wyczerpała, Syrię mogłam zrozumieć, ale w przypadku Afganistanu sorry, ale byliśmy tam – i napiszę: moim zdaniem wicepremier Piotr Gliński ma krew na rękach – tę, która popłynie w wyniku tragedii, którym moglibyśmy zapobiec. Niestety – jak to w wypadku decyzji politycznych, słów, których skutków nigdy nie da się pomierzyć, nigdy nie dowiemy się, ile litrów.

Dramat w Afganistanie trwa. Kto najbardziej cierpi? Jasne, że znów Polacy!

Źródło
Opublikowano: 2021-08-18 18:38:48

I tak jak przez cały ten dzień tak trudno było mi o tym słuchać, i na to wszystko patrzeć, i tak często odwracałam głowę

Adriana Rozwadowska:

I tak jak przez cały ten dzień tak trudno było mi o tym słuchać, i na to wszystko patrzeć, i tak często odwracałam głowę, i skrolowałam byle szybciej, tak po słowach „w nie naszej wojnie” wybuchnęłam panicznym, przepotężnym śmiechem, i nie mogę go powstrzymać.
Aha. A więc to tak. Okej, typie. Dobrze wiedzieć! XD
***
[By dla wszystkich było jasnym: to Biden o Afganistanie]

Źródło
Opublikowano: 2021-08-16 22:28:11

A dzisiaj bardzo żałuję, że we wtorek nie napisałam posta, który miałam napisać, bo dziś bardzo by się mi przydał na pod

Adriana Rozwadowska:


A dzisiaj bardzo żałuję, że we wtorek nie napisałam posta, który miałam napisać, bo dziś bardzo by się mi przydał na podkładkę. A było to tak.
Wisiałam właśnie z głową w pralce – w dół, bo mam pralkę otwieraną z góry – wyciągając rzeczy do wywieszenia, i dumając o Parocu i Gowinie, kiedy dotarło do mnie nagle, że przecież ten Gowin – jego odejście – powinien mnie jako osobę piszącą o rynku pracy choć trochę obchodzić, albowiem bądź co bądź był on – tu się głośno zaśmiałam i zaskoczyłam własnym powtórnym odkryciem – ministrem pracy. Co znów (który to już raz?) przypomniało mi się sporo godzin po informacji o jego dymisji.
Bo – pamiętacie? – z niezrozumiałych względów Gowin wyszarpał sobie w październiku 2020 roku dział „praca” z Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej i zabrał go sobie do Ministerstwa Rozwoju i Technologii.
Jako że Gowin to znany miłośnik deregulacji, ustaw Wilczka i „końca dyktatu pracowników i związków zawodowych” (przed których to dyktatem Gowin chciał bronić miejsc pracy, serio), napisałam wtedy, w 2020 roku, komentarz, że wyobrażam sobie przyszły dział praca w resorcie Gowina jako „upchnięty w dwóch wąskich, nieustawnych pokojach, gdzieś na poddaszu resortu rozwoju – urządzony, zgodnie z preferencjami Gowina (boazerie?), we wczesnych latach 90”.
Ostatecznie we wtorek posta nie napisałam: uznałam, że praca będzie sobie tam smutno wisieć pomiędzy tym rozwojem a tymi technologiami, poza tym to Gowin odszedł, nie żaden minister pracy, no bądźmy poważni.
Ale nie! Mamy piątek, a po niespełna roku praca powraca do Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej i ministry Maląg.
No muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem tej ostentacji i manifestacji jak bardzo ów odcinek – rynek pracy – został przedmiotowo potraktowany i za jak dowolnie przesuwalny i sprzedawalny uznany.
No ale nic to. Witamy rynek pracy znów we właściwym ministerstwie! Nic się przez ten rok nie stało! I to dosłownie.
A no właśnie: na koniec, przy okazji „nic się nie stało” i przy okazji „lex TVN” przypomnę może, że receptą na śmieciowe zatrudnienie w mediach nie jest likwidowanie całych gazet czy stacji, ale zlikwidowanie „śmieciówek” – co PiS obiecywał przed wyborami w 2015 roku, w SOR w 2016 roku, przed wyborami w 2019 roku, a obecnie, w 2021 roku, obiecuje przy okazji Nowego Ładu. Zaraz rozpoczniemy ósmy rok tych obietnic. Brzmi znajomo!

Źródło
Opublikowano: 2021-08-13 13:31:21

A o TVN-ie to ja napiszę po swojemu, czyli tak.

Adriana Rozwadowska:


A o TVN-ie to ja napiszę po swojemu, czyli tak.
Po pamiętnym wydarzeniu w 2010 roku wiele się zmieniło, ale wciąż jeszcze dało się ze sobą rozmawiać. Normalnie chodziłam na piwo z politykami PiS-u. Traktowali mnie jak człowieka, a ja ich. No ale wjechała ta cała narracja o „zdrajcach narodu” i się zaczęło – najpierw pełzająco, niezauważalnie, a potem bach.
I o ile jeszcze szło o politykę – okej. Ale sprawy zaszły dalej, ad absurdum zaszły.
Mój pierwszy osobisty szok poznawczy nastąpił w pierwszej połowie 2015 roku. Pisałam wtedy tekst o nowotworach. Nie, nie o wielkiej polityce. O no-wo-two-rach.
Napisałam wówczas do pewnej pani doktor, którą zapamiętałam ze studiów jako przemądrą i przekochaną osobę, a która była psychoonkolożką i pracowała w hospicjum. Zapytałam, czy pogadałaby ze mną do tekstu o odchodzeniu. Nie opiszę Wam słowami, jakim obuchem w głowę dostałam, kiedy otworzyłam maila od tej mojej do tamtego momentu ukochanej pani doktor, aby przeczytać, że dziękuje za propozycję, ale nie udzieli wywiadu, ponieważ „Gazeta Wyborcza” jest zdrajczynią narodu i szmatławcem, a ja mam się nad sobą zastanowić.
Teraz takie rzeczy przestały robić na mnie wrażenie – wtedy najpierw szok, potem upokorzenie – naprawdę się tego nie spodziewałam, liczyłam na jakieś „o, miło, że pani pisze!” – następnie smutek, cała feeria emocji. Ale że jak to? Że o nowotworach i śmierci czytelnikom „Wyborczej” też nie wolno? I że ta kobieta o tak głębokiej mądrości życiowej napisała mi coś takiego? No okej, przełknęłam, ale czułam się jak jakiś obmierzły robal.
Druga historia nastąpiła tuż po wygranych przez PiS wyborach. Miałam napisać tekst o kwiatkach, ich produkcji. Przyjemna rzecz, wydawałoby się.
Skontaktowałam się więc z dużą polską rodzinną firmą, która sobie sadziła kwiatki w garażu, aż wyrosła i rozkwitło całkiem spore przedsiębiorstwo. Dziwnie mi się z nimi umawiało, ciągnęło się to niemożebnie tygodniami. Aż wreszcie pan właściciel się zlitował, i powiedział wprost: że kiedyś do nich do zakładu przyjechał Tusk się sfotografować na tle kwiatów, coby pokazać siłę polskiego eksportu, i potem same problemy z tym w gminie, samorządowcy z PiS-u nie chcą zapomnieć, choć on to właściwie nawet tego Tuska to tak jakoś nie popiera nadzwyczajnie, po prostu wpuścił go kiedyś – no premier to w końcu premier. Więc on się boi wystąpić w „Wyborczej”, spalony będzie, firma mu upadnie, blady strach. Pani rozumie.
Aha, okej. A więc jestem dziennikarką, i nie mogę, kurde balans, zrobić rozmowy O KWIATKACH, ponieważ pan od kwiatków boi się publikacji rozmowy O KWIATKACH w niewłaściwym tytule.
I tak to się zaczęło w tym 2015, a to zaledwie zalążki były. Wtedy wprawiały mnie w osłupienie, wywoływały strach, co będzie dalej – dziś to codzienność.
Boję się ludzi, którzy się tego nie boją, i którym to nie przeszkadza.

Źródło
Opublikowano: 2021-08-11 14:27:15

Strajk w fabryce Paroc. Pracownicy wygrali – stałe umowy i sute podwyżki. Wiemy dokładnie o ile

Adriana Rozwadowska:


Szanowni Państwo, miło mi poinformować, że po niemal równym tygodniu strajku generalnego…
PRACOWNICY PAROC POLSKA W TRZEMESZNIE WYGRALI!
Jakoś tak właśnie teraz podpisywane jest porozumienie.
> podwyżki o 850 zł w trzy lata – pierwsze 250 zł jeszcze w tym roku
> wzrost dodatków stażowych – np. pracownik z pięcioletnim stażem zamiast 10 zł otrzyma 140 zł, a po 15 latach pracy zamiast 70 zł – 420 zł
> zaś 58 osób otrzyma już teraz umowy o pracę na czas nieokreślony – bo te będą przyznawane już po roku, pod warunkiem zdania egzaminu na operatora (w miejsce, jak wcześniej, kilku umów na czas określony jedna po drugiej)
> a do tego pracodawca przeznaczy 300 tys. zł na świadczenia dla tych strajkujących, którzy wrócą do pracy niezwłocznie po podpisaniu porozumienia
Nie mam innej puenty niż: to było naprawdę imponujące.
Gratuluję pracownikom i negocjatorom, wśród których znalazł się Grzegorz Ilnicki.
PS. Szkoda tylko trochę, że Gowin to przykryje.

Strajk w fabryce Paroc. Pracownicy wygrali – stałe umowy i sute podwyżki. Wiemy dokładnie o ile

Źródło
Opublikowano: 2021-08-10 18:16:01

A jeśli jeszcze dzisiaj nie mieliście okazji zdziwić się Polską, w komentarzu wrzucam pismo, jakie wydał dziś z siebie Z

Adriana Rozwadowska:


A jeśli jeszcze dzisiaj nie mieliście okazji zdziwić się Polską, w komentarzu wrzucam pismo, jakie wydał dziś z siebie Związek Zawodowy Anestezjologów.
Jak wiadomo polska ochrona zdrowia jest niedofinansowana, i od dawna już lekarze walczą o 7 proc. PKB na zdrowie, obecnie nawet o 8 proc. Słusznie.
Okazuje się jednak, że 7 proc. tak – byle nie z ich kieszeni, może niech ktoś inny zapłaci, np. jakieś społeczeństwo, ale z wyłączeniem lekarzy.
Czy jesteście w stanie pojąć, że Związek Zawodowy Anestezjologów – powtarzam: związek zawodowy – pisze, że opowiada się przeciwko zmianom podatkowym zawartym w Nowym Ładzie (9 proc. składka zdrowotna nieodliczana od podatku), bo:
> nie chce płacić wyższych podatków
> bo to obniży wynagrodzenia lekarzy
> bo to spowoduje, że ci przechodzić będą z umów cywilnoprawnych na umowy o pracę
> i przestaną obchodzić w ten sposób czas pracy
> przez co powstanie presja na wzrost płac (o rany, jakie smutne!)
> co spowoduje wzrost kosztów szpitali
> dlatego związek żąda wycofania się ze zmian, inaczej lekarze zaczną emigrować do, cytuję, „krajów, w których występuje stabilny system podatkowy”.
Tak, to wszystko pada tam wprost. I, jak mniemam, wyemigrują do Niemiec, Norwegii, i innych atrakcyjnych zarobkowo destynacji lekarskich. Destynacji, gdzie nie ma umów śmieciowych, pracy po pińcet godzin na miesiąc, są za to progresywne podatki i jakaś tam w miarę poważana społeczna zgoda i umowa, że na usługi publiczne zrzucamy się proporcjonalnie do zarobków – i stąd biorą się przyzwoite warunki pracy i solidna opieka zdrowotna.
Naprawdę tak ciężko połączyć te kropki?

Źródło
Opublikowano: 2021-08-09 19:05:21

Lepiej spalić miliony, niż dać pracownikom. To przywiązanie do autorytarnego modelu rządów

Adriana Rozwadowska:


Tymczasem powróćmy do fabryki Paroc w Trzemesznie. Bo ta wciąż stoi. To już bodaj szósta zmiana, która nie pracuje.
Wiecie, ile jest pieców w Parocu? Cztery. Wiecie, ile kosztować będzie ponowne uruchomienie jednego? 1,5 mln zł.
Tyle samo wystarczyłoby, żeby strajku nie było wcale, a pracownikom żyło się trochę lepiej.
Dziwna jest logika managerów, którzy wolą wywalić 6 mln zł plus niewiadomą jeszcze liczbę TIR-ów towaru (już idzie w setki), żeby tylko nie podwyższyć wynagrodzeń za kilka (czy aby tylko?) razy mniej. Wielka za to musi być duma i uraza.

Lepiej spalić miliony, niż dać pracownikom. To przywiązanie do autorytarnego modelu rządów

Źródło
Opublikowano: 2021-08-06 16:56:46

Jeśli pragniecie zaktualizować swoją wiedzę o sytuacji w ZUS, to zapraszam. Aktualnie jest tak.

Adriana Rozwadowska:


Jeśli pragniecie zaktualizować swoją wiedzę o sytuacji w ZUS, to zapraszam. Aktualnie jest tak.
Po pierwsze – dajcie mi to napisać, bo dziennikarze uwielbiają tak się chełpić – JAK JAKO PIERWSZA USTALIŁA „GAZETA WYBORCZA”, CZYLI JA – ZUS odpowiedział na żądania Związku Zawodowego Pracowników ZUS (czyli OPZZ) z ubiegłego tygodnia (podwyżki o 1 tys. zł, normalne warunki pracy, brak obowiązkowych nadgodzin, wystarczająca liczba etatów itp.).
Odpowiedział, że wszystko jest właściwie cacy, w większości punktów powodu do sporu nie ma, a wynagrodzenia przecież rosną. Tym samym pierwszy spór zbiorowy stał się faktem. Dlaczego pierwszy?
Bo po drugie. Z żądaniami do ZUS – analogicznymi – wystąpiło SZEŚĆ kolejnych związków zawodowych. Być może one także się mylą. Zobaczymy, na odpowiedź ZUS ma tydzień.
To oznacza, że w sumie ZUS jest już w konflikcie z ośmioma związkami zawodowymi. Dlaczego ośmioma?
Bo po trzecie. „Solidarność” wystąpiła wczoraj do premiera z żądaniem zdymisjonowania prezes ZUS Gertrudy Uścińskiej.
Puentując: mam podejrzenie graniczące już niemal z pewnością, że sprawa ewentualnego strajku w ZUS nie rozejdzie się po kościach – pracownice i pracownicy zebrali się na zbyt wielką odwagę, żeby teraz zwyczajnie wziąć i rozejść się do swoich zadań.
Dodając do tego to, co obecnie dzieje się w zakładzie Paroc w Trzemesznie (wciąż stoi!), w ochronie zdrowia i całej budżetówce, powiem, że nigdy jeszcze nie miałam takiego lata.
Na szczęście kiedy prospołeczny PiS wróci do wła… A nie, czekaj…
***
Link do tekstu wrzucam w komentarzu – kliknijcie, dzięki klikom mam potem na składki do ZUS.

Źródło
Opublikowano: 2021-08-05 16:31:59

Obłuda. Budżetówka zyskała nasze zainteresowanie zarobkami tylko dlatego, że nie chcemy dać podwyżek PiS-owi

Adriana Rozwadowska:


Ależ ja lubię te poranki, gdy wklikuję adres wiadomy lekko mrużąc oczy, aby dowiedzieć się, czy dziś komentarze trzeba moderować bardzo.
Tak, dziś trzeba bardzo.
Czytelnikom puszczają nerwy, albowiem postawiłam niesłychanie kontrowersyjne tezy. A oto i one:
– budżetówka nie zaczęła zarabiać mało w czwartek w ubiegłym tygodniu, ztcp niemożebnie przerośnięta była do środy
– w ubiegły piątek opozycja podjęła temat podwyżek tylko dzięki prezydenckiemu podpisowi
– przykład: do piątku z mediów można było dowiedzieć się więcej o parawanach nad Bałtykiem, niż o trwającym od miesiąca proteście ratownikow medycznych
– w tym sensie należałoby być prezydentowi wdzięcznym (nie, tego nie napisałam, ani na serio nie myślę)
– no ale politycy o nędznych zarobkach w budżetówce sobie przypomnieli i fajnie
– a ja apeluję, aby nie znudzili się nimi, kiedy tylko umrze temat podwyżek dla polityków
– bo, może zaskoczę, ci ludzie – budżetówka, medycy – to też wyborcy i wyborczynie
– niestety znowu myślimy, kto nie powinien dostać, a nie, kto powinien dostać już dawno – a to jest złe podejście, reaktywne, a nie aktywne
No już może dość tych szatańskich wersetów.

Obłuda. Budżetówka zyskała nasze zainteresowanie zarobkami tylko dlatego, że nie chcemy dać podwyżek PiS-owi

Źródło
Opublikowano: 2021-08-05 09:57:13

Z kronikarskiego obowiązku, ale i z niejakim: wow!

Adriana Rozwadowska:


Z kronikarskiego obowiązku, ale i z niejakim: wow!
W Trzemesznie, w zatrudniającym 800 pracowników, produkującym wełnę kamienną zakładzie Paroc (nazwa nic Wam pewnie nie mówi, ale umówmy się – masa nazw chińskich spółek nic nam nie mówi, a mogłyby nas skonsumować jednym slurpnięciem), 98 proc. załogi zagłosowało za strajkiem. Powody to przede wszystkim umowy czasowe zwane też „śmieciowymi” oraz wynagrodzenia: dla pracownika fizycznego – a praca tam to praca w pyle, czyli warunkach szkodliwych – znajdujące się w okolicach płacy minimalnej, mimo że Paroc rozwija się prężnie, zatrudnia, notuje zyski.
Doświadczenie pracowników jest zdaje się odwrotnie proporcjonalne do losów firmy, bo tak jak przez lat naście mogli np. korzystać z basenu, tak niedawno postanowiono im tę możliwość zabrać. Dopiero po protestach od zamiaru odstąpiono.
Dziś o 21 rozpocznie się strajk generalny. Staną maszyny, mają zostać wygaszone piece – a dodajmy, że Paroc produkuje 24/7, okrągły rok, z dwoma przerwami w Wigilię i bodaj Wielkanoc, codziennie spod zakładu odjeżdża 200 pełnych dóbr TIR-ów. Taki przestój to musi być dla zakładu nie lada perturbacja.
Nie dysponuję aktualnie listą polskich strajków ostatniej dekady, więc mogę się mylić trochę w tę albo we w tę, ale zdecydowanie jest to jedna z największych rzeczy – nie licząc ochrony zdrowia, ale to już zupełnie inna historia – jaką przyszło mi śledzić. Taka, ujmijmy to, jakby bardziej z krajów zachodnich, nie zaś grzecznej, strajkofobicznej Polski.
Na placu boju walczy tam oczywiście nieoceniony Grzegorz Ilnicki, bo jakżeby inaczej.
EDIT: O 21.10 piec zgasł.

Źródło
Opublikowano: 2021-08-04 17:50:52

Decyzja zapadła: spór zbiorowy w ZUS. Strajk urzędników sparaliżuje wypłaty emerytur?

Adriana Rozwadowska:


Przez ostatnie dwa dni przeprowadziłam blisko dwadzieścia rozmów z urzędniczkami ZUS-u. Nie potrzebowałam aż tylu, a kilku zaledwie – ale każda pociągała za sobą następną. I powiem tyle: to są kobiety na skraju załamania nerwowego, bądź w jego trakcie.
Jedna z nich – po tym jak mówiła szybko, i szybciej, i tak, że ledwo już nadążałam – zatrzymała się nagle i zaczęła przepraszać: „Wie pani, my jeszcze niedawno byliśmy ludźmi naprawdę kulturalnymi, dopiero teraz się tak rozhamowaliśmy, wielu jest takich, co jak sobie od rana hydroksyzyny z flachy nie pociągną, to do pracy nie przyjdą”.
To było wczoraj, więc nic dziwnego, że dzisiaj mam dla Was prawdziwy news: wszystko wskazuje na to, że dojdzie do strajku w ZUS-ie, bo dziś rano Związek Zawodowy Pracowników ZUS wszedł w spór zbiorowy z pracodawcą.
Żyjemy w kraju, w którym większość przekonana jest, że urzędniczki ZUS-u siedzą w tych klimatyzacjach i ze znudzenia tym dojmującym brakiem zajęcia pykają sobie w mahjonga, albo oglądają na ten przykład wizualizacje Pałacu Saskiego wymieniając się uwagami w kwestiach dotyczących jego estetyki. Otóż nie.
Żyjemy w kraju, w którym urzędniczka państwowa reprezentująca państwowego ubezpieczyciela, kobieta po ekonomii, i inna po prawie, jedna z 25-letnim, druga z 15-letnim stażem pracy, zarabiają po dwa z hakiem, i zastanawiają się, jak dotrwać do końca miesiąca. Pracują w skupieniu nad rzędami liczb, po 10 i więcej godzin dziennie, w 35 stopniach Celsjusza, bez zapewnionej wody do picia, siedząc na krzesłach przytarganych z własnego domu, bo stare się rozpadły, pisząc własnymi długopisami, czekając, aż komputer odwiesi im się dnia trzeciego, kombinując, jak tu się przelogować, bo a nóż zadziała, zrzucając się na wspólny czajnik albo rolety, żeby dowidzieć coś w monitorze, skacząc trzy pokoje dalej na internet, bo jest tylko w jednym pokoju, omdlewając przy wentylatorku z upału i radości, że go w ogóle mają, na lekach psychotropowych usiłując doczekać, aż koleżanka wróci ze zwolnienia na nerwy i wesprze przy wspieraniu rządowych programów za darmo.
Pałac Saski, a konkretnie jego brak, starczyłby na podwyżki o 1 tys. zł netto dla wszystkich 45 tys. (!) pracowników i pracownic ZUS-u na kilka lat do przodu.

Decyzja zapadła: spór zbiorowy w ZUS. Strajk urzędników sparaliżuje wypłaty emerytur?

Źródło
Opublikowano: 2021-07-30 17:44:09