Był sobie stan Teksas. Pewnego dnia rzekł: „Precz z socjalizmem, precz z państwo

Tomasz Markiewka:


Był sobie stan Teksas. Pewnego dnia rzekł: „Precz z socjalizmem, precz z państwowymi regulacjami, stworzymy najbardziej wolnorynkowy system energetyczny na świecie!”. Teksas poszedł tak daleko, że odciął się całkowicie od krajowej sieci energetycznej. Żeby tylko socjalistyczne regulacje nie przedostały się do niego podstępem z innych stanów.

A potem przyszły historyczne mrozy. Wiecie, jedno z tych ekstremalnych zjawisk pogodowych, których w epoce kryzysu klimatycznego będzie coraz więcej. Okazało się, że rynek nie jest na to przygotowany. Rurociągi z gazem zamarzły, w wielu domach zabrakło prądu, ogrzewania i wody. Nie we wszystkich, część rodzin nadal mogła korzystać z energii elektrycznej, a teraz dostaje rachunki. Tysiące dolarów za kilka dni… Niejednej rodzinie grozi bankructwo z tego powodu.

Morał? Ciągle ten sam. Jak ujął to ekonomista Paul Krugman, nie można traktować energii elektrycznej tak samo jak awokado. Mówiąc ogólniej, nie można traktować dóbr podstawowych tak samo jak typowych towarów rynkowych i wierzyć w to, że „rynek wszystkim się zajmie”. Prywatyzacja i deregulacja każdego kawałka naszego świata to przepis na katastrofę.

Kiedy przychodzi sytuacja kryzysowa, mityczny rynek reaguje zawsze tak samo. Po pierwsze, wyciąga ręce po pomoc państwa. Po drugie, gdzie się da, próbuje zarobić na ludzkiej tragedii.

„Właśnie zobaczyliśmy ciemną (i zimną) stronę wolnorynkowego fundamentalizmu. I to jest lekcja, której nie powinniśmy zapomnieć” – pisze Krugman dla „New York Timesa”.

Ale niektórzy są nieugięci.

Były gubernator Teksasu, Rick Perry, powiedział, że kilka dni bez prądu, ogrzewania i wody to poświęcenie, na które warto się zdecydować, byle tylko utrzymać regulacje państwowe z dala od Teksasu.

Nie bądźmy jak Rick Perry, nie poświęcajmy ludzkiego dobrobytu w imię religijnej wiary w rynek.


Źródło
Opublikowano: 2021-02-23 11:36:30

Adam Smith zastanowiłby się chyba dwa razy nad swoim słynnym powiedzeniem: „Nie

Tomasz Markiewka:

Adam Smith zastanowiłby się chyba dwa razy nad swoim słynnym powiedzeniem: „Nie od przychylności rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy naszego obiadu, lecz od ich dbałości o własny interes” – gdyby wiedział do jakich absurdów doprowadzą je jego współcześni „następcy” (piszę w cudzysłowie, bo Smitha najczęściej znają hasłowo).

Piotr Beniuszys pisze w „Gazecie Wyborczej”: „Prawo do patentu i gwarancja czerpania zysku z innowacji leczniczej od dawien dawna jest głównym i najpewniejszym motorem postępu w ochronie zdrowia. To tej kapitalistycznej motywacji zawdzięczamy fakt, że przestaliśmy umierać na wiele chorób”.

A ja mam proste pytanie: na jakiej podstawie wyciąga ten ogólny wniosek?

Nie jestem w żadnym razie specjalistą od historii medycyny, ale przez pewien czas pracowałem na uczelni medycznej i trochę się wtedy naczytałem na ten temat. Przynajmniej tyle, żeby wiedzieć jedno – równie dobrze można by napisać:

„Powszechne ubezpieczenie zdrowotne jest od dawien dawna głównym i najpewniejszym motorem postępu w ochronie zdrowia. To tej socjalistycznej motywacji zawdzięczamy fakt, że przestaliśmy umierać na wiele chorób”.

Albo:

„Publiczne inwestycje w szeroko pojmowaną infrastrukturę zdrowotną, nie tylko szpitale, ale też sieci kanalizacyjne, są od dawien dawna najpewniejszym motorem postępu w ochronie zdrowia. To tej socjalistycznej motywacji zawdzięczamy fakt, że przestaliśmy umierać na wiele chorób”.

Wszystkie trzy wypowiedzi są w swojej ogólnikowości równie prawdziwe. Rzekłbym nawet, że te dwie przeróbki bardziej niż oryginał, ale nie o to mi teraz chodzi.

Rzecz w tym, że fundamentaliści rynkowi mają dar do tworzenia dalece upraszczających wizji postępu, w których wszystkie dobre rzeczy pojawiły się dzięki pogoni za interesem własnym. Mistrzem tego gatunku jest Witold Gadomski, który kilka tygodni temu stwierdził, że cały postęp społeczny z ostatnich 200 lat zawdzięczamy nieskrępowanej rywalizacji przedsiębiorców. Też chcielibyście zobaczyć ekranizację tej fantazji, gdzie wszyscy bohaterowie – od Martina Luthera Kinga, po sufrażystki – byliby konkurującymi ze sobą CEO?

To wszystko byłoby śmieszne, gdyby nie było straszne. Bo wpajanie zafałszowanej historii postępu skutkuje fałszywymi receptami na dziś. Jeśli w epoce pandemii i kryzysu klimatycznego uwierzymy w bajkę, że postęp społeczny jest wynikiem rynkowej pogoni za zyskiem, to po nas.

Źródło
Opublikowano: 2021-02-08 21:32:39

Konrad Piasecki napisał, że z utęsknieniem czeka na partię, która będzie miała o

Tomasz Markiewka:


Konrad Piasecki napisał, że z utęsknieniem czeka na partię, która będzie miała odwagę wszcząć dyskusję o płatnych studiach. Otóż płatne studia to jeden z tych genialnych pomysłów, które za jednym zamachem mogą przyczynić się do pogłębienia trzech kryzysów.

Po pierwsze, kryzysu nierówności edukacyjnych. Z ankiet Instytutu Badań Edukacyjnych wynika, że wśród osób, które oceniają swoją sytuację materialną jako złą, tylko 5% starało się o wyższe wykształcenie. Wśród ludzi oceniających swoją sytuację ekonomiczną dobrze było to 14%. Sam znam osoby, które musiały pracować na studiach, żeby stać ich było na utrzymanie. Dołożenie im opłat za naukę oznaczałoby, że musiałyby z tych studiów najzwyczajniej w świecie zrezygnować, bo nie miały szczęścia urodzić się w bogatszym domu.

Po drugie, kryzysu ekonomicznego wśród młodych. Od lat wiadomo, że młodzi ze względu na rozplenienie się umów śmieciowych mają niepewną sytuację ekonomiczną, a coraz wyższe ceny nieruchomości sprawiają, że nie stać ich na własne mieszkania (ba, często nie stać ich nawet na kredyt na te mieszkania). Płatne studia oznaczałyby dołożenie im kolejnego problemu – spłacania kredytów studenckich. To nie tylko złe rozwiązanie z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej, ale także tworzenie politycznej mieszanki wybuchowej.

Po trzecie, kryzysu dóbr wspólnych. Kiedy wspomniałem o pomyśle Piaseckiego na Twitterze, ktoś skomentował, że płatne studia wprowadzają pożądaną formułę: „inwestycja/ryzyko/zysk/strata”. To jest właśnie myślenie, przed którym przestrzega wiele osób, także ekonomiści, na przykład Robert Reich. Zamiast myśleć o pewnych rzeczach w kategoriach dobra wspólnego i praw człowieka (Każdy ma prawo do edukacji, a bezpłatna edukacja to dobro wspólne, na którym korzysta całe społeczeństwo) myślimy o nich w kategoriach prywatnej odpowiedzialności (Edukacja to rodzaj indywidualnej inwestycji, coś jak kupowanie akcji albo zakładanie własnego biznesu). Takie podejście pogłębia atomizację społeczeństwa. A potem są płacze, że za mało w Polsce solidarności i zaufania społecznego. Jak mamy tworzyć zgrane społeczeństwo, skoro na każdym kroku namawia się nas do myślenia o świecie jako walce wszystkich ze wszystkimi?

Skąd się w ogóle bierze popularność takich pomysłów jak płatne studia? Niemal zawsze w tej dyskusji pojawiają się odniesienia do USA. Bo tam studenci opłacają studia z kredytów i zobaczcie, jak wysoko w rankingach światowych plasują się ich uczelnie. To naiwny sposób myślenia. Skończyłoby się nie na stworzeniu polskiego Yale, ale na powieleniu jednego z największych problemów społecznych w Stanach Zjednoczonych: ogromnych długów studenckich, które urosły do takich rozmiarów (jakieś 1,7 biliona dolarów), że w trakcie ostatniej kampanii prezydenckiej były jednym z jej głównych tematów.

Nie idźmy tą drogą.


Źródło
Opublikowano: 2021-02-08 12:50:39

Chcecie wolności słowa na Facebooku, a próbowaliście zrobić demo w galerii handlowej?

Tomasz Markiewka:


Twitter i Facebook zmonopolizowały rynek i stały się globalnym narzędziem komunikacji, z którego korzystają nie tylko tak zwani zwykli użytkownicy, ale także politycy i media na całym świecie. Co ma wielorakie konsekwencje, wykraczające daleko poza samego Trumpa. Bo oto kilka prywatnych firm kontroluje ogólnoświatowy przepływ informacji, wpływy reklamowe i dane milionów użytkowników, a społeczeństwo nie tylko ma marny wpływ na zasady działania tych firm, ale nie jest nawet pewne, jak dokładnie te zasady wyglądają.

Błędem jest myślenie o szefostwie Facebooka, Twittera czy Google’a w kategoriach przedsiębiorców, których od właścicielki zakładu fryzjerskiego odróżnia jedynie skala działalności i dochodów. W rzeczywistości bliżej im do polityków największych państw. Bo w przeciwieństwie do zakładów fryzjerskich mają władzę kształtowania naszych społeczeństw. Także za pośrednictwem lobbingu, na który łożą ogromne pieniądze i dzięki któremu tworzą prawo pod siebie. Ale nawet bez tego sama możliwość kontrolowania obiegu informacji, projektowania algorytmów wpływających na to, co widzimy na ekranach laptopów i smartfonów, dawania lub odbierania platformy różnym grupom – jest niczym innym jak właśnie władzą polityczną.

Celem korporacji nie jest stanie na straży wartości, ale zarabianie pieniędzy. A pieniądz – o czym przypomina nam Terry Eagleton – jest niczym królowa brytyjska: nie ma własnego zdania na żaden temat. W konsekwencji „chętnie pójdzie za tym, który złoży najwyższą ofertę”.

Czasem z biznesowych kalkulacji może wyjść, że warto postawić się niszowej gazetce albo przegranemu politykowi, a czasem może wyjść zupełnie inaczej. Wystarczy wspomnieć, jak amerykańska organizacja non profit, wspomagana przez kierownictwo IBM i Google’a, pomaga chińskim władzom w zbieraniu informacji na temat tamtejszych obywateli. Albo jak firma konsultacyjna McKinsey wysyła do swoich rosyjskich pracowników polecenie, że mają powstrzymać się przed braniem udziału w protestach przeciwko Putinowi i wyrażaniem poparcia dla nich.

Chcecie wolności słowa na Facebooku, a próbowaliście zrobić demo w galerii handlowej?

Źródło
Opublikowano: 2021-01-27 14:26:29

Zrobiłem dzisiaj rzecz straszną – ograniczyłem człowiekowi wolność słowa. Konk

Tomasz Markiewka:

Zrobiłem dzisiaj rzecz straszną – ograniczyłem człowiekowi wolność słowa. Konkretnie Krzysztofowi Stanowskiemu, popularnemu dziennikarzowi (wiem, że niektórzy wzdrygną się na to słowo) sportowemu. To ograniczanie wolności polegało na tym, że – teraz uważajcie – napisałem tweeta, w którym go skrytykowałem. Jak upomniał mnie Stanowski: „Proszę pana, dopiero co napisał pan, że to straszne, że na kanale sportowym się coś takiego pojawiło i dodał pan, że podobna sytuacja miała miejsce w C+, gdzie komentator wygłosił opinię, której nie chciałby pan słyszeć. Ja to traktuję jako ograniczanie wolności słowa”.

Wspominam o tym, bo zachowanie Stanowskiego wpisuje się w trend, na który zwracałem… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2021-01-26 12:02:39

No więc na Maję Staśko rzuciła się armia internetowych bohaterów, którzy komen

Tomasz Markiewka:

No więc na Maję Staśko rzuciła się armia internetowych bohaterów, którzy komentują jej urodę, zdrowie psychiczne i sugerują niewybrednie, że potrzebuje „bata między nogami”. Jaką popełniła zbrodnię? Napisała artykuł, który nie spodobał się Krzysztofowi Stanowskiemu i jego fanom. Ponieważ Stanowski występuje na popularnym „Kanale Sportowym” i ma setki tysięcy obserwujących w social mediach, to jeden krótki filmik w internecie i kilka wpisów na temat „wojującej feministki” wystarczyło, żeby antyfeministyczni rycerze chwycili za broń.

Najlepsze są komentarze, że Staśko sama sobie zasłużyła, bo przecież napisała głupi tekst o molestowaniu i gwałtach, którym „tylko szkodzi normalnym kobietom”.… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2021-01-26 10:23:46

Ze wszystkich tekstów, które daję studentom do przeczytania, chyba największe

Tomasz Markiewka:

Ze wszystkich tekstów, które daję studentom do przeczytania, chyba największe wrażenie robi na nich pierwszy rozdział „Ludowej historii Stanów Zjednoczonych” Howarda Zinna. Z prostego powodu – większość z nich nie wie, że na Krzysztofa Kolumba można patrzeć nie jak na „wielkiego odkrywcę”, ale jak na oprawcę, który zapoczątkował proces wyzyskiwania i mordowania Arawaków: ludzi, którzy zamieszkiwali „odkryte” przez niego ziemie. Ta historia jest zawsze wstępem do ciekawej i trudnej dyskusji na temat pamięci historycznej i tego, z kim się utożsamiamy.

Cieszę się, że w tym roku wyszły co najmniej dwie książki, które mogą być podstawą do takiej dyskusji na polskim przykładzie. „Ludowa historia… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2021-01-26 08:43:37

Twitter zawiesił na stałe konto Donalda Trumpa. Mam na ten temat dwie refleks

Tomasz Markiewka:

Twitter zawiesił na stałe konto Donalda Trumpa.

Mam na ten temat dwie refleksje.

Pierwszą kieruję w stronę tej części prawicy, która rozpacza teraz nad cenzurą i zamachem na wolność słowa. Tak, moi drodzy, działa ten wasz ukochany „wolny rynek”, którego od lat dzielnie bronicie. Bo można sobie fantazjować o świecie małych przedsiębiorstw, ale dziś rynek to przede wszystkim Amazon, Google, Facebook, itd., potężne międzynarodowe molochy o ogromnej władzy, także politycznej. Obrona „wolnego rynku” przed „socjalistycznymi regulacjami”, czyli rzecz, której z taką pasją się oddajecie, oznacza w praktyce obronę tych instytucji przed jakąkolwiek demokratyczną kontrolą. To między innymi dzięki wam… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2021-01-26 07:04:27

Nie tylko Trump. Cała Partia Republikańska jest problemem USA – i świata

Tomasz Markiewka:

Miło jest myśleć, że była sobie rozsądna Partia Republikańska, którą pięć lat temu przejął podstępem niebezpieczny demagog. Taka wizja zakładałaby bowiem, że wraz z odejściem Trumpa wszystko „wróci do normy”.

Niestety to ułuda, bo Trump jest – wprawdzie doprowadzonym do absurdu – ale jednak wcieleniem tendencji, które wśród republikanów są obecne od lat i nie znikną tylko dlatego, że słynny miliarder przegrał wybory.

Nawet gdyby Trump odszedł z polityki, to Partia Republikańska nadal pozostanie ugrupowaniem, które nie chce przyjąć do wiadomości kilku prostych faktów: sprywatyzowany system ochrony zdrowia ma fatalne konsekwencje dla ogromnej części społeczeństwa, teoria skapywania nie działa, Stany Zjednoczone wciąż mają problem z systemowym rasizmem, dostęp do broni powinien zostać ograniczony, zmiana klimatu to ogromne zagrożenie dla całej ludzkości.

Innymi słowy, Partia Republikańska nadal pozostanie ugrupowaniem, które działa na szkodę amerykańskiego społeczeństwa, a pośrednio – całego świata.

Nie tylko Trump. Cała Partia Republikańska jest problemem USA – i świata

Źródło
Opublikowano: 2021-01-26 05:25:28

Jest takie zjawisko w polskiej debacie publicznej, które mnie niezmiennie fasc

Tomasz Markiewka:

Jest takie zjawisko w polskiej debacie publicznej, które mnie niezmiennie fascynuje (i pewnie dlatego wiele moich ostatnich postów to wariacje na ten temat). Im więcej w kraju prawicowego radykalizmu, tym więcej dyskusji i obaw związanych z… „radykalną lewicą”.

Rząd PiS-u przykręca śrubę środowiskom LGBT+ i wsadza Margot do aresztu? Cóż za doskonały moment, żeby Agata Bielik-Robson przerwała publicystyczne milczenie i opublikowała w „Gazecie Wyborczej” serię tekstów na temat zagrożeń ze strony radykalnych lewicowców i aktywistów LGBT+. Przemysław Czarnek zostaje ministrem i zapowiada rozprawienie się z „marksistowską ideologią” (czytaj: ze wszystkim, co nie jest przaśnym konserwatyzmem) na… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2021-01-26 03:45:18

Dziś zaprzysiężenie prezydenta Bidena. To człowiek, który konsekwentnie budowa

Tomasz Markiewka:

Dziś zaprzysiężenie prezydenta Bidena. To człowiek, który konsekwentnie budował sobie wizerunek „umiarkowanego centrysty” i jak na „umiarkowanego centrystę” przystało ma problem ze zrozumieniem skali systemowych problemów USA. Niemniej trudno nie zauważyć jednej rzeczy: nawet Biden jest na lewo od tego, co w Polsce uchodzi za centrowe i umiarkowane.

Spójrzcie, jakie są jego pierwsze propozycje. Czeki dla wszystkich Amerykanów, pieniądze na nowych pracowników ochrony zdrowia, pieniądze na płatne urlopy, na bezrobotnych, na dodatkowe ubezpieczenia, podwyżka płacy minimalnej.

W sumie inwestycje na jakieś dwa biliony dolarów i to pomimo ogromnego długu publicznego USA, który wzrósł za kadencji… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2021-01-26 02:06:16

Memy z Bernie Sandersem są fajne, ale jeszcze fajniejsze jest to, że „demokrat

Tomasz Markiewka:

Memy z Bernie Sandersem są fajne, ale jeszcze fajniejsze jest to, że „demokratyczny socjalista” z Vermontu przejmuje stery senackiej komisji budżetowej.

Dlaczego to ważne? Otóż z powodu praktyki zwanej filibuster w amerykańskim senacie potrzeba 3/5 głosów, żeby przepchnąć jakąś zmianę. Partia Demokratyczna nie ma takiej większości. Nawet więc jeśli Joe Biden dotrzyma obietnicy i będzie dążyć do wprowadzenia zmian w interesie większości społeczeństwa, Partia Republikańska jest w stanie go zatrzymać. Ale… Niektóre rzeczy można przegłosować zwykłą większością głosów. Takie możliwości daje właśnie komisja budżetowa. To w ten sposób kilka lat temu Trump przepchnął cięcia podatkowe dla… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2021-01-26 00:26:22

Czy Biden poradzi sobie z popsutą amerykańską demokracją?

Tomasz Markiewka:

Piszę dla OKO.press o kłopotach amerykańskiej demokracji:

Nie dość, że Amerykanie mają kłopoty z samym procesem wyborczym, to ich system polityczny jest coraz bardziej uzależniony od interesów wielkiego biznesu i powiązanych z nim grup lobbystycznych.

Elizabeth Warren, senatorka z Partii Demokratycznej, mówiła o tym wprost w trakcie ostatniej kampanii prezydenckiej: „Nasz rząd został kupiony i opłacony przez grupę miliarderów i gigantycznych korporacji, którym się wydaje, że mogą dyktować zasady wpływające na wszystkich”.

Zdaniem Warren to biznesowym lobbystom Amerykanie zawdzięczają wysokie cenny leków, luki podatkowe dla najbogatszych, brak uregulowania rynku finansowego i czy… Więcej

Czy Biden poradzi sobie z popsutą amerykańską demokracją?

Źródło
Opublikowano: 2020-12-25 03:35:37

Pora na świat bez podatków! (ale tylko dla korwinistów)

Tomasz Markiewka:

Wolnościowcy lubią udawać, że podatki, biurokracja i urzędnicy to konsekwencja wprowadzania socjalistycznego wirusa do zdrowego organizmu kapitalizmu. Bujda! Tak naprawdę to konieczność w wielomilionowych społeczeństwach kapitalistycznych, które z jednej strony muszą zapewnić podstawowe warunki życiowe swoim obywatelom, z drugiej – chcą gwarantować działanie wolnorynkowej machiny.

To nie znaczy, że każda państwowa regulacja, każdy podatek i każdy przejaw biurokracji są potrzebne i użyteczne. Wszystkie te rzeczy mogą przybrać mądrzejszą lub głupszą postać, ale wolnościowe hasła o podatkach jako „kradzieży” tylko utrudniają rozmowę o tym, jak sensownie zorganizować cały system. Bo sugerują, że podatki z definicji są czymś niedobrym, w najlepszym razie złem koniecznym. W rzeczywistości to najlepszy wymyślony do tej pory sposób finansowania podstaw naszej cywilizacji: od ochrony zdrowia, po komunikację publiczną.

Pora na świat bez podatków! (ale tylko dla korwinistów)

Źródło
Opublikowano: 2020-12-25 01:54:17

Jednym z tematów, które mnie niezmiennie interesują, jest ukrywanie decyzji po

Tomasz Markiewka:

Jednym z tematów, które mnie niezmiennie interesują, jest ukrywanie decyzji politycznych za językiem ekonomicznym (a konkretniej pseudoekonomicznym). Wiecie, chodzi o wszystkie hasła typu „rynek tak zdecydował”, „tak działa globalizacja”, „krzywa Laffera”, które są często łączone z bieda-filozoficznymi rozważaniami w rodzaju „taka jest ludzka natura” czy „konkurencja jest motorem postępu”.

Cała ta gadanina – wygłaszana z taką pewnością siebie, jakby ktoś właśnie powiedział E=mc2 – ma zazwyczaj ukryć fakt, że jakaś grupa interesów wykorzystała władzę, pieniądze i wpływy, żeby przepchnąć korzystne dla siebie rozwiązanie. Dlatego cieszy mnie, że od czasu do czasu nawet mainstreamowe media… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2020-12-25 00:15:09

O, Robert Reich, były sekretarz pracy USA, pisze dziś dla „Guardiana” o rzeczy

Tomasz Markiewka:

O, Robert Reich, były sekretarz pracy USA, pisze dziś dla „Guardiana” o rzeczy, którą powtarzam przy każdej okazji. Uzasadnianie bajecznego majątku miliarderów „prawami rynku” przypomina uzasadnianie rządów królewskich „prawami boskimi”. W obu przypadkach chodzi o zakonserwowanie hierarchii władzy za pomocą religijnych czy quasi-religijnych przekonań.

Szczególnie polecam ten fragment:

„Trudno znaleźć ideę, która zatrułaby tak wiele umysłów, jak koncepcja „wolnego rynku” istniejącego gdzieś tam we wszechświecie i podlegającego „ingerencjom” ze strony państwa. Zgodnie z tym poglądem każda zmiana, która dąży do zmniejszenia nierówności społecznych lub niepewności ekonomicznej – do tego, aby… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2020-12-24 22:35:56

Istnieje w Polsce rodzaj tęsknoty czy też pięknego marzenia o „prawdziwym i nowo

Tomasz Markiewka:

Istnieje w Polsce rodzaj tęsknoty czy też pięknego marzenia o „prawdziwym i nowoczesnym liberalizmie”. Można je streścić tak:

Liberalizm nie musi sprowadzać się do bezkrytycznego uwielbienia dla wolnego rynku, to nie musi być Witold Gadomski, Forum Obywatelskiego Rozwoju czy mający coraz większe jazdy Tomasz Lis, któremu wszystko kojarzy się z komunizmem. Liberalizm może łączyć obronę państwa prawa, poszanowanie wolności jednostki oraz przywiązanie do wolnorynkowej gospodarki z szeregiem socjalnych zabezpieczeń charakterystycznych dla Europy północnej i zachodniej.

To marzenie łączy się z pragmatyczną sugestią dla polskiej lewicy:

No i z takim liberalizmem powinniście współpracować, może z waszej perspektywy jest nadal zbyt wolnorynkowy, ale na dziś to w Polsce jedyna formacja ideowa, z którą można budować europejską cywilizację.

Na gruncie teorii brzmi rozsądnie. Widzę jednak poważny problem praktyczny. Otóż takiego liberalizmu w Polsce nie ma.

Ok, jest „Kultura Liberalna”, jest garść publicystów i publicystek rozsianych po różnych redakcjach, jest część Partii Razem i pozostałości po Wiośnie Biedronia, jest kilkaset osób w social mediach, dla których tak pojmowany liberalizm jest cenną wartością. Ale ta formacja ideowa nie istnieje jako poważna siła polityczna w Polsce.

Od czasu do czasu ludzie wyrażający tęsknotę za prawdziwym liberalizmem próbują dostrzec jego oznaki w Platformie Obywatelskiej. Trzaskowski użył słowa „solidarność”, Sikorski w wywiadzie wspomniał o nierównościach społecznych, ktoś inny nie boi się wymówić słowa „LGBT”. To wielki przełom, PO wreszcie zrozumiała, tak właściwie to jest już partią socjaldemokratyczną. Tylko że to wielka ułuda, bo PO szybko wraca do swojego trybu domyślnego – do zachwytów nad Thatcher i Reaganem, czyli konserwatystami sprzed kilkudziesięciu lat, którzy mogą symbolizować różne rzeczy, ale na pewno nie nowoczesny liberalizm.

Zwolennicy „prawdziwego liberalizmu” zbyt łatwo przechodzą do porządku dziennego nad historią Nowoczesnej Ryszarda Petru. „To nie jest poważny polityk, nikt nie traktuje go serio, to nic nie znaczy”- tłumaczą. Rzecz w tym, że swego czasu był traktowany bardzo serio, a jego partia miała tworzyć ów wymarzony nowoczesny liberalizm. Skończyło się na tym, że nowoczesny liberał w epoce kryzysu klimatycznego wziął sobie na sztandary prawo do konsumowania dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, śmieszkował z globalnego ocieplenia i nie potrafił się nawet jednoznacznie wypowiedzieć w sprawie praw mniejszości. Została po nim młodzieżówka, która na fanpage’u narzeka na… dyskryminację białych mężczyzn.

Czy to wszystko nie powinno skłonić ludzi marzących o prawdziwym liberalizmie do poważnej refleksji? Dlaczego próba budowania reprezentacji politycznej dla tego typu poglądów skończyła się powstaniem jeszcze jednej prawicowej partii?

Znane są śmiechy z tego, że „prawdziwa lewica” to siła polityczna na trzy procent. Pewnie taka jest dziś gorzka prawda, ale „prawdziwy liberalizm” to nawet nie jest partia, ale podgrupa lewicowych sympatyków. Właśnie tak: lewicowych sympatyków, bo największe tęsknoty za „prawdziwym liberalizmem” wyrażają ludzie, którym programowo najbliżej pewnie do partii Razem i którzy są podgrupą jej wyborców, niektórzy są nawet jej członkami. Innymi słowy, jeśli „polska lewica” jest bańką, to „prawdziwi liberałowie” są jej podbańką.

I żeby było jasne, nie twierdzę, że w związku z tym lewica powinna – tak jak proponuje Rafał Woś – zacząć współpracę z PiS-em czy też podjąć próbę „cywilizowania PiS-u”. Uważam to za zły pomysł: zarówno pod względem ideowym, jak i pragmatycznym. Chodzi mi jedynie o to, że największą przeszkodą do współpracy lewicy z „nowoczesnym liberalizmem” nie jest lewicowy radykalizm i niechęć do kompromisów, ale to, że takiego liberalizmu w Polsce – jako siły politycznej – najzwyczajniej w świecie nie ma. Uczciwiej byłoby więc mówić o taktycznym sojuszu z wolnorynkową odnogą polskiej prawicy, zawiązanym przeciw prawicy nacjonalistycznej, a nie współpracy z wymarzonym liberalizmem.

Źródło
Opublikowano: 2020-12-24 20:57:10

Kiedy zbierałem materiały do „Gniewu”, trafiłem na wiele tekstów, które były naj

Tomasz Markiewka:

Kiedy zbierałem materiały do „Gniewu”, trafiłem na wiele tekstów, które były najzwyczajniej w świecie podłe. Najczęściej pochodziły od naszej prawicy, ale czasem płynęły ze strony środowisk określanych potocznie jako liberalne. Szczególnie uderzył mnie felieton Andrzeja Osęki opublikowany w marcu 1991 roku w „Gazecie Wyborczej”. Nie tylko dlatego, że był obrzydliwy – dałoby się znaleźć gorsze rzeczy – ale również z powodu tego, że symbolizuje jedną z podstawowych sprzeczności III RP, nierozwiązanych do dziś.

Oto kluczowy fragment z tekstu Osęki:

„Postawa roszczeniowa jest jak choroba woli i wyobraźni. (…) Z choroby roszczeniowej nie należy się śmiać. Jest nieszczęściem, jak na przykład alkoholizm. Jest niesłychanie groźna społecznie. Ale jak każdą chorobę – trzeba ją leczyć. Opisywać ze współczuciem, lecz możliwie najdokładniej. Mówić ludziom, że się jej nabawili”.

Gwoli formalności kilka słów wyjaśnienia, czemu jest to podłe.

– Roszczeniowość to kategoria publicystyczna służąca to biczowania społeczeństwa, nigdy nie próbowano jej porządnie zdefiniować, nie mówiąc już o czymś, co przypominałoby jakąkolwiek wiarygodną socjologicznie analizę. To zawsze był tylko ładniejszy sposób na powiedzenie ludziom: jesteście tępym motłochem, klękajcie przed nami, arystokracją ducha.

– Od roszczeniowców wyzywano ludzi, którzy chcieli walczyć o swoje prawa socjalne i pracownicze, czyli robić rzeczy, które w Europie są demokratycznym standardem.

– Nazywanie jakiejś osoby „chorą” z powodu jej poglądów albo żądań politycznych jest wyjątkowo agresywnym sposobem na wykluczenie tego kogoś z debaty demokratycznej – no bo z chorymi się nie dyskutuje, chorych się leczy. Ta strategia retoryczna ma długą i bardzo nieciekawą historię.

Wymowne, że po ten trik retoryczny najczęściej sięgały osoby, które przez całą III RP budowały sobie wizerunek ludzi proeuropejskich, prodemokratycznych i nowoczesnych. Na tym polega wspomniana sprzeczność. U podstaw III RP leżało marzenie, żeby Polska stała się w końcu nowoczesna i demokratyczna, „jak Zachód”, a jednocześnie od samego jej początku tępiono niezbędny element budowy nowoczesnego, demokratycznego państwa – postulaty socjalne i propracownicze.

To nie jest przypadek, że tak wielu polskich demokratów było zapatrzonych w zbrodniarza Pinocheta, a Waldemar Kuczyński, jeden z budowniczych III RP, jeszcze kilka miesięcy temu bronił działań chilijskiego generała. Tym ludziom Europa pomyliła się ze skrajnym antysocjalizmem. Z wolnorynkową utopią, którą wprowadza się rękoma ekspertów, nie licząc się ze zdaniem sporej części społeczeństwa, a czasem rękoma wojskowych, za cenę krwi.

Co jest oczywiście całkowicie bzdurną wizją, bo prawdziwa Europa była budowana także przez socjalistów, a wiele rzeczy, które tak bardzo w niej cenimy – od ochrony zdrowia, po prawa kobiet i mniejszości – powstawały dzięki zaangażowaniu ludzi albo będących socjalistami, albo oskarżanych o socjalizm. Nie byłoby współczesnej Europy bez „roszczeniowości”.

Puenta jest prosta. Jeśli w Polsce nie znajdzie się siła zdolna przełamać tę antysocjalistyczną – w konsekwencji antyeuropejską i antydemokratyczną – obsesję budowniczych III RP, to nasz kraj zatrzyma się w połowie drogi, będziemy co najwyżej niedorobioną kopią Europy.

Źródło
Opublikowano: 2020-12-24 19:17:35

Ten schemat jest coraz bardziej irytujący. 1. Jakaś osoba o konserwatywnych

Tomasz Markiewka:

Ten schemat jest coraz bardziej irytujący.

1. Jakaś osoba o konserwatywnych poglądach – we własnym mniemaniu liberalnych – napisze coś wyjątkowo głupiego i obraźliwego dla sporej części ludzi. Wiecie, Waldemar Kuczyński analizujący „dziecinne głosy” zapraszanych do radia kobiet, Witold Gadomski naśmiewający się z młodzieży biorącej udział w strajkach klimatycznych, Agata Bielik-Robson zrównująca ludzi walczących o prawa człowieka ze skrajną prawicą, itd.
2. Ponieważ jest to głupie i przykre dla wielu osób, pojawia się krytyka. Spotęgowana przez media społecznościowe, w których temperatura każdej dyskusji – w jakimkolwiek środowisku i nie tylko na tematy polityczne – jest gorąca.
3. Osoba… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2020-12-24 17:38:23

W sobotniej „Gazecie Wyborczej” Tomasz Stawiszyński opublikował tekst zatytuło

Tomasz Markiewka:

W sobotniej „Gazecie Wyborczej” Tomasz Stawiszyński opublikował tekst zatytułowany „Nie ma wolności słowa i myślenia, jeśli pojawiają się poglądy, których nie wolno krytykować”. W zgodzie z przesłaniem tego tytułu skorzystam z prawa do skrytykowania dwóch poglądów Stawiszyńskiego.

Po pierwsze, mam wątpliwości co do jego sugestii, że spada jakość debat politycznych, bo merytoryczną rozmowę na argumenty zastępują coraz częściej emocje oraz tożsamościowe bańki. Pisze Stawiszyński: „Współczesna debata publiczna – w Polsce i nie tylko – wydaje się systematycznie oddalać od tych prostych gwarancji, rudymentarnych zasad, na których opiera się każda realna demokracja”.

Zgoda co do negatywnego… Więcej

Źródło
Opublikowano: 2020-12-24 15:58:44

Kilka dni temu „Wysokie Obcasy” opublikowały wywiad z Rafałem Olesińskim, doradc

Tomasz Markiewka:


Kilka dni temu „Wysokie Obcasy” opublikowały wywiad z Rafałem Olesińskim, doradcą biznesowym. Olesiński odgrywa w nim rolę „doświadczonego człowieka, który opowie nam, jak wygląda NOWOCZESNY świat pracy”. I doprawdy mówi rzeczy zdumiewające.

Na przykład: „Coraz większej liczbie osób nie zależy na gwarancji praw pracowniczych, nie boją się nadużyć. (…) Więcej korzyści dają wzajemne zaufanie i elastyczność, tymczasem kodeks zakłada swego rodzaju sprzeczność interesów oraz konflikt pomiędzy pracownikiem a pracodawcą, a to jest założenie błędne”.

Zastanawiam się, czy Olesiński nie jest tu jednak półnowoczesny. Bo czy prawdziwie nowoczesny ekspert nie powinien zrobić kroku dalej i stwierdzić, że nawet umowa między pracodawcą a pracownikiem jest przestarzałym konceptem? Wszak sam fakt, że musimy coś spisać na papierze, świadczy o braku wzajemnego zaufania i sugeruje konflikt między pracownikiem a pracodawcą. Powiedziałbym nawet więcej – uzgadnianie z góry, ile się dostanie za swoją pracę jest niedostatecznie elastyczne i nowoczesne. Powinniśmy dążyć do modelu pełnego zaufania, w którym pracownik wykonuje swoją pracę w ciemno.

Być może w ogóle nie trzeba nawet płacić, bo jak mówi w innym fragmencie wywiadu Olesiński: „Dla części osób, np. dla wolontariuszy i pracowników NGS-ów, bardziej liczy się użyteczność dla społeczeństwa niż pieniądze. Dla takich ludzi bardzo ważna jest identyfikacja osobista, a nie np. pensja”.

Dziś pracownik to hipernowoczesny nomada, dla którego praca to duchowa podróż w poszukiwaniu własnej tożsamości. Wszyscy pamiętamy, jak na początku pandemii koronawirusa polskie pielęgniarki wydały oświadczenie, że kichają na podwyżki, najważniejsza jest dla nich identyfikacja osobista i użyteczność dla społeczeństwa.

Najgorsze, że ten wywiad to nie jest odosobniony przypadek. Takie mambo jambo wciska się nam od lat. „Nowoczesność”, „elastyczność”, „przyszłość”, itd. – za całym tym pięknym językiem kryje się próba przemodelowania prawa w taki sposób, aby jeszcze bardziej osłabić pozycję pracowników.

Za każdym razem, gdy słyszę o nowoczesnych rozwiązaniach na rynku pracy, przypomina mi się raport McKinsey Global Institute sprzed kilku lat. Jego autorzy przebadali dwadzieścia pięć najbogatszych gospodarek świata i stwierdzili, że dochody sporej części społeczeństwa spadają, a młodzi mogą być pierwszym pokoleniem od lat, które będzie miało gorzej od rodziców. Wiecie, co zdaniem autorów raportu pomagało częściowo wyhamować ten negatywny trend? Silne związki zawodowe. Rozwiązanie bardzo nienowoczesne – z „czasów II Międzynarodówki”, by użyć frazy Olesińskiego – ale nadal dość skuteczne.


Źródło
Opublikowano: 2020-12-18 11:04:40

Mam niezmienną opinię na temat osób, które nazywają podatki czy składki ubezpieczeniowe „haraczem”, „kradzieżą” bądź „ra

Tomasz Markiewka:

Mam niezmienną opinię na temat osób, które nazywają podatki czy składki ubezpieczeniowe „haraczem”, „kradzieżą” bądź „rabunkiem”. Wszystkim im powinno się zaproponować prosty deal. Ok, nie płacisz podatków, nie płacisz składek, żadnych PIT-ów, VAT-ów, CIT-ów, ubezpieczeń zdrowotnych, pełna wolność, człowieku, nikt cię nie będzie „okradał”. Żeby być jednak konsekwentnym, w zamian tracisz dostęp do dróg, wodociągów, pracowników wykształconych w szkołach publicznych, itd. Nie możesz korzystać z pomocy policji, sądów, straży pożarnej, z niczego, na co złożyła się reszta społeczeństwa. Pandemia czy nie, dla ciebie jest tylko prywatna służba zdrowia. Żadnych leków refundowanych. Jeśli chcesz mieć wyobrażenie, ile takie rzeczy mogą kosztować prywatnie, możesz zerknąć na cennik lekarstw i zabiegów w USA. No i oczywiście za niszczenie jakichkolwiek dóbr wspólnych, jak klimat, płacisz ogromne odszkodowania, ewentualnie idziesz za kratki. Ponieważ do więzień też się nie dokładasz, dostaniesz najtańszy model celi. Albo korzystasz z oferty, albo odpuść sobie ten korwinowski język.

Źródło
Opublikowano: 2020-09-14 16:17:44

Tomasz S. Markiewka: Opozycja chce obalić Kaczyńskiego, ale co z jego 10 mln wyborców? Mamy dla nich jakąś propozycję?

Tomasz Markiewka:

Kto ciekaw, może przeczytać w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” rozmowę przeprowadzoną przez Arkadiusz Gruszczyński, w której opowiadam o gniewie społecznym. Próbuję też przekonywać do polityki, a nawet – o zgrozo – do partii politycznych:

W Polsce zbyt łatwo daliśmy się przekonać, że polityka jest czymś jednoznacznie złym i brudnym. A przecież to najlepszy wymyślony przez ludzi sposób na zmienianie naszych społeczeństw na gorsze lub lepsze. Ile to razy słyszałem, że manifestacja, która zebrała się w jakimś politycznym celu, jest według jej organizatorów apolityczna? Było to z dumą podkreślane! Rozumiem to nastawienie, ponieważ polityka, szczególnie polityka partyjna, kojarzy się negatywnie, ale ostatecznie nie da się jej ominąć. Na końcu każdego procesu emancypacyjnego politycy i polityczki muszą przegłosować nowe prawo.

Tomasz S. Markiewka: Opozycja chce obalić Kaczyńskiego, ale co z jego 10 mln wyborców? Mamy dla nich jakąś propozycję?

Gniew to dzwonek alarmowy. Skoro pewna grupa społeczna jest wkurzona, to znaczy, że coś nie działa w społeczeństwie

Źródło
Opublikowano: 2020-09-12 15:00:49