Cała prawda o „prospołecznym” PiS #NowyŁad miał wprowadzić sprawiedliwe podatki,

Razem:

‼️Cała prawda o „prospołecznym” PiS‼️ #NowyŁad miał wprowadzić sprawiedliwe podatki, a tymczasem jest w nim mnóstwo dziur i furtek dla milionerów. A co dla Polek i Polaków? Podwyżki cen za śmieci, podwyżki cen biletów i zerowa jakość usług publicznych oferowanych przez samorządy.



NowyŁad

Źródło
Opublikowano: 2021-09-23 13:22:27

Dopłaty dla rolników szkodzą środowisku i planecie?

Obywatel:


Od lat wiadomo, że subsydia da rolnictwa wspierają wieli agrobiznes i jego szkodliwe praktyki i że gdyby te same pieniądze wydać na ekologizację produkcji rolnej, drobne gospodarstwa i rozwój wsi, to dałoby to wiele korzyści społecznych i przyrodniczych. Teraz powstał nowy raport w tej sprawie: „Prawie pół biliona dolarów rocznego wsparcia rolnictwa w skali globu szkodzi zdrowiu ludzi, klimatowi i prowadzi do nierówności, jak wynika z badań ONZ”. Więcej informacji w linku:
______________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Wesprzyj nas i wpłać darowiznę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, Bank Spółdzielczy Rzemiosła w Łodzi, numer rachunku: 78 8784 0003 2001 0000 1544 0001 – z dopiskiem „Darowizna”.

Dopłaty dla rolników szkodzą środowisku i planecie?

Źródło
Opublikowano: 2021-09-18 11:31:54

PiS przyznaje. To kapitulacja. Winny Gowin? „RAZEM!”

Adrian Zandberg:


Do zrujnowanego mieszkania wchodzi ekipa remontowa. Majster bierze zaliczkę, zaklina się, że za trzy miesiące mieszkanie będzie jak nowe. Nowoczesne instalacje, hydraulika, i jeszcze w gratisie wycyklinowana podłoga. „Będzie pan zadowolony” – zapewnia. Po trzech miesiącach właściciel wraca, żeby obejrzeć efekty. Zamiast nowych tynków na ścianach jest stara tapeta. W oknach furczy folia, wiszą powyrywane kontakty. Jedyna nowość to rzucona na stare deski najtańsza wykładzina. A majster rozkłada ręce – lepiej nie będzie.

Tak to mniej więcej wyglądało w piątek w Sejmie, gdzie rząd prezentował resztki Polskiego Ładu. Miała być wielka reforma podatkowa. Wyszło jak zwykle.

Polski system podatkowy trzeba naprawić. Dziś sprzątaczka płaci wyższą stawkę niż bogaty biznesmen. Podziurawiony system pozwala najbogatszym unikać podatków. Parę miesięcy temu Morawiecki obiecywał, że to zmieni – wprowadzi system taki, jak w innych krajach Unii Europejskiej. Bo w Europie norma to progresja: bogaci płacą więcej, a biedni mniej. U nas, jak wiadomo, jest odwrotnie.

Lewica oczywiście popiera wprowadzenie progresji. Niestety, ostatecznie zamiast podatków progresywnych rząd przyniósł do Sejmu jakiś śmieszny ogryzek. Nadal biznesmen ma płacić niższe stawki niż sprzątaczka, która u niego sprząta. Zostaje źródło niesprawiedliwości, podatek liniowy, z którego masowo korzystają milionerzy. Co gorsza, ministerstwo dorzuciło kolejne przywileje dla bogatych. Posłowie PiS w kuluarach sami przyznają: ta ustawa to kapitulacja.

Parę miesięcy temu słyszałem, że nic się nie da zrobić, bo Gowin nie pozwala. Teraz Gowina brak, ale ministerstwo nadal rozkłada ręce. Minister Sarnowski powiedział w Sejmie dlaczego. Cytuję: „bo wielki biznes chce niskiego opodatkowania. I to właśnie dajemy mu w tym projekcie”. Pogratulować szczerości.

Za koncesje dla milionerów mają zapłacić samorządy. Czyli, nie czarujmy się, nie pan Trzaskowski czy pan Sutryk, tylko zwykli ludzie. To im miasta podniosą opłaty, ceny biletów, ograniczą miejsca w żłobkach. Chcemy tego?

W rządowej ustawie są też rzeczy dobre, jak wyższa kwota wolna. W sejmowej debacie zaproponowaliśmy, jak ten projekt naprawić, ochronić ludzi przed podwyżkami cen – trzeba zagwarantować, że samorządy nie stracą ani złotówki. Jesteśmy odpowiedzialni, więc zaproponowaliśmy nowe dochody: dodatkowy podatek dla milionerów. Odpowiedziała nam wymowna cisza. Bo, jak się okazuje, dla rządu milionerzy to święte krowy.

PiS jasno pokazał, że nie zastąpi lewicy. Na progresywne podatki trzeba będzie poczekać na lewicowy rząd.

PiS przyznaje. To kapitulacja. Winny Gowin? „RAZEM!”

Źródło
Opublikowano: 2021-09-18 10:06:50

#PolskiŁad miał w końcu wprowadzić sprawiedliwe podatki i zagwarantować środki n

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk:


#PolskiŁad miał w końcu wprowadzić sprawiedliwe podatki i zagwarantować środki na ochronę zdrowia. Ale dla M. Morawieckiego przywileje dla biznesu są ważniejsze, niż zdrowie i życie Polaków.

Cena? 5 mld zł mniej na NFZ rocznie!
Zapłacą ją pielęgniarki, ratownicy i pacjenci.




PolskiŁad

Źródło
Opublikowano: 2021-09-17 15:16:25

Kilka słów o lotach samolotem. Ostatnio urosły one do rangi symbolu w sporze dot

Tomasz Markiewka:


Kilka słów o lotach samolotem. Ostatnio urosły one do rangi symbolu w sporze dotyczącym kryzysu klimatycznego. Jedni mówią, że loty trzeba ograniczać, bo są wysokoemisyjne, inni przestrzegają, że te ograniczenia skończą się na tym, że klasa niższa i średnia będą uziemione, a bogaci dalej będą sobie latać.

Od razu przyznam, że jestem przeciwnikiem „zielonej polityki zaciskania pasa”. Uważam, że jeśli przyjdziemy do ludzi z żądaniami ograniczeń, jeśli będziemy lekceważyli ich pragnienia, to skończy się to mniej więcej tak, jak próba podniesienia opłat za paliwo we Francji – masowymi protestami.

Jednocześnie jestem zwolennikiem ograniczenia lotów samolotowych. Z sympatią patrzę też na niektóre rozwiązania zalecane w ramach nurtu degrowth, który dąży do „celowej redukcji zużycia energii i zasobów”(definicja Jasona Hickela).

Jak to ze sobą godzę?

Podoba mi się to, jak ten problem ujmuje Marcin Popkiewicz: ludzie nie chcą latać, ludzie chcą podróżować.

Zaryzykuję tezę, że większość osób wsiada do samolotów nie z powodu uwielbienia dla nich, lecz z bardziej prozaicznych przyczyn: to najwygodniejszy (bo najtańszy i najszybszy) sposób przemieszczania się na dalekie dystanse. Na niektórych trasach (między kontynentami) tego nie przeskoczymy. Natomiast w obrębie kontynentów (nie mówiąc już o państwach) są możliwe alternatywy: szybkie połączenia pociągowe. One wcale nie musiałyby zabierać więcej czasu niż lot samolotem, jeśli uwzględnimy, że wybór samolotu oznacza też konieczność odbycia stosunkowo długiej odprawy, no i dojazdy z oraz na lotnisko. To tylko kwestia tego, czy państwa chcą inwestować pieniądze w sieć takich szybkich połączeń (a także w to, żeby były tanie). A dla klimatu byłoby lepiej, gdybyśmy używali pociągów.

Samoloty i pociągi to tylko przykład. Chodzi mi o to, że w całej tej dyskusji o klimacie i wyrzeczeniach zbyt często utożsamiamy „pragnienia” ze „sposobem realizacji tych pragnień”. Latanie samolotem to nie jest pragnienie, lecz sposób realizacji pragnienia podróżowania. I kiedy patrzę na propozycje padające w ramach degrowth, to często widzę tam nie uderzenie w najgłębsze potrzeby ludzi, ale raczej propozycję, by za pomocą systemowych zmian (czytaj: inwestycji publicznych i regulacji) zacząć realizować je w inny sposób.

Samoloty i samochody były kiedyś wspaniałymi rozwiązaniami. Dzisiaj wiemy, że pod względem środowiskowym te rozwiązania są po prostu marnotrawne. Możemy umożliwić ludziom przemieszczanie się w sposób przyjaźniejszy dla środowiska, a jednocześnie nadal wygodny.

Jasne, pociągi i inne sposoby obniżania zbiorowej konsumpcji energii oraz zasobów nie rozwiążą same z siebie kryzysu klimatycznego. Ale to można powiedzieć o każdym innym rozwiązaniu. Ani odnawialne źródła energii, ani atom, ani nowe technologie same z siebie nie załatwią sprawy. My potrzebujemy wszystkich tych rozwiązań naraz. Odrzucenie któregokolwiek z nich w obliczu tak potężnego kryzysu jest igraniem z ogniem.

Źródło
Opublikowano: 2021-09-15 16:13:16

Ekonomia polityczna migracji

OZZ Inicjatywa Pracownicza:


Czy migracje zarobkowe blokują wzrost płac? Taką tezę jakiś czas temu postawił Rafal Wos, postulując „moratorium na imigracje”. W nowym tekście opublikowanym na naszej stronie, Jakub Grzegorczyk z Komisji Krajowej polemizuje z Wosiem i przedstawia szerszą analizę ekonomicznego wymiaru migracji zarobkowych:

👉 Presja na obniżanie płac jest stałą cechą gospodarki kapitalistycznej a migracje zarobkowe to tylko jedno z wielu „narzędzi” po które sięgać mogą pracodawcy chcąc „trzymać płace w ryzach”. Zablokowanie imigracji ani nie sprawia, że presja ta znika, ani nie ogranicza dopływu rąk do pracy z innych źródeł.

👉 Migracje to tylko jedno – i to wcale nie najważniejsze – źródło „dopływu rąk do pracy”. Dla „trzymania płac w ryzach” dużo większe znaczenie mają przemiany w rolnictwie (wypieranie drobnych gospodarstw przez rolnictwo przemysłowe) i zwolnienia związane z restrukturyzacjami i zmianami technologicznymi.

👉 Wbrew alarmistycznym doniesieniom medialnym i anty-imigranckiej retoryce partii prawicowych, imigranci i imigrantki stanowią zaledwie 3,5% ludności świata i niecałe 5% globalnej siły roboczej.

👉 W krajach rozwiniętego kapitalizmu, udział płac w PKB rósł lub utrzymywał się na stałym poziomie w okresie zwiększonych migracji (1945-1975), a zaczął spadać w połowie lat 70., czyli okresie gdy zmniejszyła się liczba imigrantów i imigrantek. Podobne zmiany w podziale bogactwa narodowego zaszły także w krajach takich jak Japonia czy Korea Południowa, które prowadzą bardzo restrykcyjną politykę migracyjna – szczelne granice nie uratowały więc płac koreańskich i japońskich robotników.

👉 Procesy globalizacji i monopolizacji sprawiają, że coraz więcej branż zdominowanych jest przez międzynarodowe korporacje, które organizują produkcję i dystrybucję towarów i usług za pomocą zakładów pracy rozrzuconych po całym świecie -firmy te mogą swobodnie wykorzystywać różnice płacowe między państwami i regionami dążąc do maksymalizacji zysków i ograniczenia kosztów pracy. np. Amazon nie musi „ściągać” imigrantów do pracy w niemieckich magazynach – budując magazyny w Polsce i otwierając tu swoją lokalną filię, w przeciągu kilku lat zyskał możliwość ekspresowego przerzucania zamówień na drugą stronę Odry np. podczas strajków.

👉 Powstanie globalnych łańcuchów produkcji i dystrybucji sprawia, że praktycznie niemożliwe jest „zamknięcie” kapitału ponownie w granicach państw narodowych i narzucenia mu regulacji chroniących pracowników. Polityka gospodarcza (niezależnie od barw partyjnych poszczególnych rządów) sprowadza się obecnie do przyciągania inwestycji za pomocą niskich płac, kosztów pracy i podatków. Klasie pracującej pozostaje tylko samoorganizacja i solidarność ponad granicami, a nie czekanie na ratunek ze strony władz państwowych.

👉 Wbrew obiegowym opiniom, pracujący imigranci i imigrantki nie są bierni. To aktywność drugiego pokolenia imigrantów z Europy Środkowej i Wschodniej oraz Czarnych robotników wymusiła na amerykańskich elitach politycznych wprowadzenie „New Dealu”. To walka imigrantek i imigrantów z Ameryki Łacińskiej w ramach kampanii „Sprawiedliwość dla dozorców” doprowadziła do narzucenia podwykonawcom z branży sprzątającej w Los Angeles układu zbiorowego pracy. To strajki magazynierów z Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji doprowadziły do dwukrotnego wzrostu płac we włoskiej logistyce. Wreszcie, także w Polsce, w protest operatorów żurawi aktywnie angażowali się budowlańcy z Ukrainy.

👉 Hasła o „moratorium na imigrację” podkopują jedynie – i tak słabą – solidarność świata pracy. Tym, czego teraz potrzebujemy jest więcej solidarności i więcej internacjonalizmu. Więcej inicjatyw takich jak Ryanair MUST Change lub Amazon Workers International gdzie pracownicy z różnych państw wysuwają wspólne żądania i koordynują swoje walki w ramach jednej korporacji lub jej krajowych filii. Tylko to jest skuteczną odpowiedzią na przemiany, jakie w ostatnich dekadach dokonały się w światowej gospodarce.

https://ozzip.pl/publicystyka/gospodarka/item/2812-ekonomia-polityczna-migracji

Ekonomia polityczna migracji

Źródło
Opublikowano: 2021-09-10 14:21:08

Rusza kampania „Krwawe Pieniądze Mjanmy” (Blood Money Myanmar)

OZZ Inicjatywa Pracownicza:


adidas H&M Chevron DHL Volkswagen – to tylko niektóre z firm, które produkują i inwestują na terenie Mjanmy (dawniej Birmy) – kraju, gdzie od lutego 2021 r. władzę sprawuje wojskowa junta.

Birmańscy wojskowi mają na rękach krew co najmniej 900 osób, które zostały zabite podczas masowych strajków i protestów przeciwko zamachowi stanu. Kluczową rolę w tych protestach odgrywają pracownicy i pracownice różnych branż.

W ramach solidarności z protestami w Birmie, Grupa Robocza ds. Azji CIT ICL apeluje o wsparcie kampanii „Krwawe Pieniądze”, zainicjowanej i opracowanej przez aktywnych członków społeczeństwa obywatelskiego oraz oddolną federację Związków Zawodowych Pracowników Niewykwalifikowanych w Mjanmie (FGWM).

Kampania polega na presji na międzynarodowe korporacje, aby wycofały swoje inwestycje i zaprzestały współpracy z birmańskim reżimem. Szczegółowy opis tego, jak można się w nią zaangażować znajdziecie w zalinkowany tłumaczeniu artykułu na naszej stronie internetowej.

#BloodMoneyMyanmar #StopPayingToJunta #FreezeDollarToJunta

CC: Clean Clothes Polska

Rusza kampania „Krwawe Pieniądze Mjanmy” (Blood Money Myanmar)

Źródło
Opublikowano: 2021-09-10 08:23:35

Stałam się bohaterką felietonu Daniela Passenta i proszę Was o poradę (to na końcu).

Adriana Rozwadowska:

Stałam się bohaterką felietonu Daniela Passenta i proszę Was o poradę (to na końcu).
Felieton ów odnosi się do mojego tekstu o Robercie Lewandowskim i nosi tytuł „Wyjmij rękę z cudzej kieszeni”. I właściwie na tym etapie wszystko już wiemy. Ale i ja się odniosę, mam bowiem pewność, że Passent mój tekst zaledwie przeleciał wzrokiem.
Akapit pierwszy. Passent pisze, że niektórzy – chyba ja? – nie potrafią pogodzić się z faktem, że Lewandowski zarabia w Bayernie 20 mln euro brutto miesięcznie.
Otóż: wyraźnie i celowo podkreśliłam, że Lewandowski, który wydaje się zresztą całkiem sympatyczny, jako osoba publiczna jest egzemplifikacją problemu nierówności, który to problem należy rozwiązać… Więcej

Źródło
Opublikowano:

Zandberg po słowach Grodzkiego: bilans duńskich superszpitali jest nieoczywisty

Adrian Zandberg:


Marszałek Grodzki uważa, że metodą na naprawę ochrony zdrowia jest likwidacja większości szpitali. Lewica uważa inaczej. Kluczowe jest porządne finansowanie publicznej opieki zdrowotnej. Tak, żeby była naprawdę dostępna dla wszystkich, bez względu na miejsce zamieszkania. Bajki o restrukturyzacji nie zastąpią pieniędzy. A restrukturyzacja bez pieniędzy skończy się wożeniem pacjentów na zabieg na drugi koniec Polski.

Marszałek Grodzki powołuje się na duńską strukturę „super-szpitali”. Ale ten przykład ma niewiele wspólnego z naszymi realiami. Po pierwsze, Dania wydaje dużo więcej na lokalną ochronę zdrowia. Po drugie, duńskie „super-szpitale”, wprowadzone tam za rządów prawicy, zwiększyły nierówności – mówiła o tym niedawno obecna duńska premier. Dlatego duńska lewica szła do wyborów z hasłem „szpital w pobliżu”, a dziś rozbudowuje lokalną ochronę zdrowia.

Zandberg po słowach Grodzkiego: bilans duńskich superszpitali jest nieoczywisty

Źródło
Opublikowano: 2021-08-30 14:10:38

„Dziś mija 40 lat od dnia kiedy Ronald Reagan ogłosił plan cięcia podatków. 86%

Tomasz Markiewka:


„Dziś mija 40 lat od dnia kiedy Ronald Reagan ogłosił plan cięcia podatków. 86% gospodarstw domowych awansowało do wyższej grupy zarobkowej. Przez 10 lat PKB rosło 7,3% rocznie” – pisze na Twitterze Tomasz Wróblewski, człowiek, który zwiedził większość polskich mediów: był redaktorem naczelnym „Newsweeka”, „Dziennika Gazety Prawnej”, „Rzeczpospolitej” i „Wprost”, obecnie pisuje w „Do Rzeczy”.

Z tymi danymi jest pewien problem – są całkowicie zmyślone. Za Reagana PKB rosło o 3% rocznie, czyli mniej więcej tak samo jak w latach poprzedzających słynne cięcia podatków. Dziś wiemy też, że na tych cięciach skorzystała tylko garstka najbogatszych.

Na stronie Onetu możecie z kolei przeczytać tekst będący owocem współpracy portalu z Instytutem Misesa. W środku teza, że Stany Zjednoczone mają najmniejsze nierówności na świecie. Jest ona absurdalna – USA mają nierówności na bardzo wysokim poziomie, a wśród krajów rozwiniętych są liderem pod tym względem.

Mariusz Janicki pisze na łamach „Polityki” o rosnącej świadomości, że „socjal i ideologicznie motywowana polityka podatkowa za bardzo już odrywają się od realnego wkładu pracy, indywidualnego wysiłku i właśnie sprawiedliwości społecznej”. Na jakiej podstawie tak twierdzi? Nie wiadomo. Dziwne to jednak tezy w kraju, gdzie nauczycielka płaci procentowo wyższe podatki od menadżera na samozatrudnieniu (ewenement w Unii Europejskiej), a nierówności dochodowe – jak pokazują badania Bukowskiego i Novokmeta – są niepokojąco wysokie, jedne z najwyższych w Europie.

Nie wierzę w to, że pojedynczy tekst, nie mówiąc już o tweetach, ma jakiekolwiek przełożenie na społeczeństwo. Wierzę natomiast w coś, co brytyjski dziennikarz George Monbiot nazywa „infrastrukturą perswazji”. Jeśli jakiś komunikat jest powtarzany tysiące razy, w różnych wersjach, w różnego rodzaju mediach, to wpływa na poglądy obywateli danego kraju. A straszenie socjalizmem, pieśni pochwalne na temat fundamentalizmu rynkowego Reagana, biadolenie nad rozbuchanym socjalem – to są rzeczy, które znajdziecie niemal we wszystkich polskich mediach. Od „Wyborczej” po „Do Rzeczy”.

Przyznam, że wkurza mnie, gdy przy dyskusji o podatkach, różni komentatorzy mówią „Och, Polacy nie chcą progresji”, tak jakby ta niechęć rodziła się spontanicznie w naszych głowach i nie miała nic wspólnego z ową infrastrukturą perswazji (osobiście użyłbym mocniejszego słowa niż „perswazja”, na podstawie podanych przykładów możecie domyślić się czemu). Jakoś przy innych tematach łatwiej przychodzi nam łączenie kropek. Wiemy, że propaganda rządowo-kościelna ma wpływ na stosunek czy to do uchodźców, czy do osób LGBT. Ale przy dyskusjach o kwestiach socjalnych udajemy, że kilkadziesiąt lat bombardowania określonym przekazem nie ma większego znaczenia, a Polacy po prostu czegoś chcą, albo nie chcą.

Niektórzy czasem pytają, czemu tak krytykuję tych „liberałów” (czytaj: fundamentalistów rynkowych), skoro to prawica jest teraz u władzy. Ano dlatego, że ci ludzie nigdy nie są tak naprawdę w opozycji. Nie ma znaczenia, czy rządzi PO, czy Zjednoczona Prawica – fundamentaliści rynkowi są i tam, i tam, a infrastruktura perswazji cały czas pracuje na pełnych obrotach. Na szkodę większości z nas.

Źródło
Opublikowano: 2021-08-20 09:49:18

Możemy wszystko

Piotr Ikonowicz:


Możemy wszystko

Nie wierzę w dobroczynność, wierzę w solidarność. Dobroczynność jest odgórna. Przebiega z góry na dół. Solidarność jest pozioma a nie pionowa. Opiera się na szacunku dla drugiego człowieka. Tuwim określał filantropa, jako człowieka, który oddaje bliźniemu publicznie cząstkę tego co mu odebrał prywatnie.
Biorę udział w programie telewizyjnym, który polega na wzruszaniu widzów nieszczęściem chorego dziecka, biednej rodziny. Ludzie sms-ują a Caritas funduje nieszczęśnikom pomoc. Nie jestem nienormalny. Cieszę się z tych odruchów szczodrości i z tego, że ktoś umyka swemu okrutnemu losowi. Ale nie umiem nie myśleć o tych wszystkich, którzy nie mieli szczęścia trafić ze swoim problemem na wizję. I cierpią po cichu, anonimowo.
Dla nich jest właśnie solidarność. Dla nich jest pomoc wzajemna. Ale żeby one były musi istnieć społeczeństwo, a nie zbiór oddzielnych podmiotów, które niczym na spowiedzi, wysyłając sms-a zyskują odkupienie całego życia przeżywanego w obojętności na los innych.
Komentatorzy w studio oburzają się i dziwią, że kobieta wychowuje niepełnosprawną córkę w zagrzybionym lokalu bez łazienki. A ja się nie dziwię, ja wiem, że takie sytuacje to norma, a zdziwienie jest nieszczere, albo jest objawem totalnego społecznego wyobcowania zgromadzonych przed kamerami lekarzy, prawników, polityków czy innych celebrytów.
Ci sami ludzie, którzy przechadzając się ulicą przyspieszają kroku na widok brudnego żebraka obnażającego swe zniekształcone kończyny, radośnie w geście chrześcijańskiego miłosierdzia wrzucają pieniążki do puszek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy albo wspomagają sms-ami różne telewizyjne fundacje. A przecież jedno i drugie to tylko żebranina. To kupowanie spokoju za najniższą możliwa cenę. Bo jeżeli nie chcemy żeby byli ludzie, którzy muszą pełzać i błagać o zmiłowanie, musimy chętniej płacić podatki i domagać się nie taniego, lecz drogiego państwa, które nie dopuści by dzieci z astmą dusiły się z powodu niedogrzania i zagrzybienia ponurych nor, w których zmuszeni są mieszkać.
My w Kancelarii i Ruchu Sprawiedliwości Społecznej też pomagamy i kiedy człowiek w piżamie i samych kapciach został wystawiony na ulicę, otoczyliśmy go opieką, ale i wyciągnęliśmy rękę jak do przyjaciela, bez cienia poczucia wyższości. Dziś on, jutro ktoś z nas będzie potrzebował pomocy. Bardzo często taka osoba, kiedy już stanie na nogi staje się jednym lub jedną z nas. I niesie pomoc, ale i ideę sprawiedliwości społecznej dalej.
Dlatego tak nas gniewa, kiedy próbują sprowadzić to co robimy do działalności charytatywnej. My to nazywamy pomocą wzajemną. Od czegoś trzeba zacząć odbudowywać zerwane przez Balcerowicza i jego janczarów więzi społeczne.
Dlatego obok pomagania tak ważne jest dawanie świadectwa. Dlatego piszemy o tym, kręcimy filmy, tworzymy raporty o wykluczeniu społecznym w naszym kraju. Kiedy wystawiliśmy kilka lat temu zdjęcia opatrzone danymi statystycznymi ilustrującymi polską biedę w Parlamencie Europejskim, odezwały się głosy oburzenia, ze „kalamy własne gniazdo”. Dziś te skrywane długo informacje o biedzie polskich dzieci wyszły na jaw. Ba zaowocowały nawet programem 500+. Ale to przecież tylko plaster stosowany na groźną, śmiertelną chorobę, społeczne rozwarstwienie i wyzysk.
Mówi się, że Polski nie stać na socjal. Że rozdając pieniądze biednym marnuje się środki potrzebne na cele rozwojowe. Ale czy kraj, w którym istnieje niedożywienie dzieci, bezdomność, skrajne ubóstwo milionów może się naprawdę rozwijać? Czy wybudowanie w centrum Warszawy kilkunastu rekordowo wysokich drapaczy chmur, które mają przesłonić Pałac Kultury, przesłoni fakt, że są w stolicy tysiące mieszkań bez toalet, bez centralnego ogrzewania, zagrzybionych, w których wielopokoleniowe rodziny żyją w zagęszczeniu nie mniejszym niż więźniowie w Turcji?
W interes warszawskiego ratusza z wieżowcami zamieszany jest też episkopat. Jedna z planowanych wież nie przypadkiem jest już określana jako „Nycz Tower”.
Warszawa, podobnie jak większość polskich miast ma już za dużo biurowców. Za mało jest mieszkań, na które stać mieszkańców. Już dziś mamy w mieście miliony metrów kwadratowych nie wykorzystywanej powierzchni biurowej. Ale na budowie drogich, luksusowych drapaczy chmur i ekskluzywnych osiedli robo się biznes. A na walce z ciasnotą mieszkaniową i bezdomnością nie.
Biznes opiera się na korzyściach dla niewielkiej garstki uprzywilejowanych. Podczas gdy polityka mieszkaniowa i społeczna zaspakaja potrzeby większości społeczeństwa. Jeżeli więc jej nie wymusimy, okaże się, że demokracja nie działa, bo podejmowane decyzje są sprzeczne ze społecznym interesem.
Ale żeby zbudować siłę polityczną, która pozwoli większości rządzić we własnym interesie zaczynamy od podania ręki pojedynczemu człowiekowi. Trzeba go podnieść z kolan i nie tylko okazać pomoc, ale i przekonać go, że wszyscy jesteśmy równi. Że wspólnie możemy wszystko!

Piotr Ikonowicz

Źródło
Opublikowano: 2021-08-19 21:57:06

Tak wyglądają obecne protesty pracowników sądów i prokuratur w całej Polsce. Pra

Jan Śpiewak:


Tak wyglądają obecne protesty pracowników sądów i prokuratur w całej Polsce. Pracownicy wykorzystują przysługujące im w ciągu dnia 15-minutowe przerwy na wspólne „śniadania sądowe”, w czasie których stoją przed zakładami pracy z transparentami i kartkami z postulatami i robią sobie zdjęcia. Zdjęcia te następnie są publikowane w internecie.

Środy to ostatnio mój ulubiony dzień tygodnia, bo przez cały dzień spływają właśnie te zdjęcia z różnych zakątków Polski. Do protestów dołączyło ponad 120 sądów. Pokazuje to determinację, solidarność pracowników, ale też naszą desperację, bo poświęcanie jedynej przerwy w pracy na protestowanie jest, szczerze mówiąc, wyczerpujące. Nasze protesty wyglądają w ten sposób, bo ustawowo odebrano nam prawo do strajku. Według ustawodawcy jesteśmy tak ważni dla funkcjonowania państwa, że nie możemy przestać pracować. Niestety nie jesteśmy na tyle ważni, by nasza praca była godnie wynagradzana.

Żeby zrozumieć naszą sytuację trzeba się cofnąć do lat 2009-2016, kiedy to rząd PO-PSL, ze względu na kryzys „tymczasowo” zamroził nasze wynagrodzenia. W 2016 roku dostaliśmy zawrotne podwyżki w kwocie od 20 do 40 zł brutto. W 2018 roku pracownicy powiedzieli dość i również wychodzili na „śniadania sądowe”, aż w końcu w grudniu 2018 roku masowo zadbali o swoje zdrowie, co spowodowało paraliż sądownictwa w całym kraju. Nasz związek zawodowy rozpoczął procedury sporów zbiorowych w większości sądów, były demonstracje i akcje pod Ministerstwem Sprawiedliwości. Walka ta doprowadziła do uzyskania 1000 zł brutto podwyżki w 2019 roku. Ale trzeba zaznaczyć, że przez 10 lat nie było jakichkolwiek podwyżek dla pracowników sądów. Więc wywalczone w 2019 roku środki jedynie zaczęły zasypywać wcześniejsze gigantyczne zaniedbania w tym zakresie.

Obecne płace w sądzie na stanowiskach wspomagających (czyli zdecydowana większość pracowników) zaczynają się od najniższej krajowej, tj. 2.600 zł brutto do 8.400 zł brutto. Nie ma przy tym żadnych ministerialnych wytycznych, którzy pracownicy, na jakich stanowiskach i po jakim stażu pracy mają uzyskiwać pensje zbliżone do wyższej granicy widełek. Powoduje to niesamowite nierówności w wynagradzaniu w różnych częściach kraju, ale również w obrębie jednej apelacji czy nawet jednego zakładu pracy. Większość pracowników zarabia pensję w wysokości bliższej tej dolnej granicy widełek, czyli minimalnej krajowej. Również sam awans nie powoduje automatycznie podwyżki. I tak, jeśli ktoś z tytułu doświadczenia uzyskuje tytuł starszego sekretarza, czy starszego asystenta, dostaje jedynie dłuższy napis na pieczątce i więcej obowiązków. Nie idzie za tym podwyżka, bo nie ma na to środków.

Obecna inflacja, w szczególności rosnące koszty żywności, rachunki za prąd czy wywóz śmieci, a przede wszystkim najwyższy w Europie wzrost cen mieszkań i opłat za wynajem, powoduje, że nasze płace realnie tracą na wartości. W tym roku mamy nie dostać nawet podwyżki inflacyjnej. Jest to dla nas tym bardziej niezrozumiałe, że politycy ostatnio otrzymali podwyżki rzędu 40-60 %. Poseł PiS Janusz Śniadek, tydzień temu tak tłumaczył swojego głosowanie nad podwyżkami dla samorządowców i Prezydenta: „Będę za. Uważam, że nie ma lepszego momentu. Znakomita sytuacja budżetu, najlepsze wyniki od szeregu lat”.

No to nie wiem, jak jest taka świetna sytuacja, to dlaczego pracownicy budżetówki nie mogą dostać chociażby waloryzacji swoich pensji? My pracowaliśmy przez całą pandemię, nie mieliśmy praktycznie możliwości pracy zdalnej. Pomimo to, obcięto nam dodatki, nie dostajemy nagród kwartalnych, półrocznych, ani rocznych.

Nasz protest popierają w większości sędziowie i Krajowa Rada Sądownictwa, która zgłosiła zastrzeżenia do budżetu. Oni po prostu zdają sobie sprawę, że bez nas, bez wykwalifikowanych pracowników z wieloletnim doświadczeniem sądy nie są w stanie pracować. A co raz więcej pracowników odchodzi.

My naprawdę mamy ciężką odpowiedzialną pracę. Pracujemy na bardzo wrażliwych danych osobowych, od nas zależą wpisy do rejestrów, prawidłowe doręczenia, prawidłowe prowadzenie akt, a asystenci sędziów piszą projekty wyroków, uzasadnień, postanowień. Codziennie spotykamy się z największymi dramatami naszych współobywateli: sprawy o zabójstwa, czy przestępstwa seksualne, sprawy o rozwód, czy opiekę nad dziećmi, sprawy o eksmisję czy upadłość konsumencką. To są naprawdę trudne sprawy, których jest bardzo bardzo dużo. Nie mamy żadnego wsparcia psychologicznego. Pracy jest nawał, a nas jest za mało. Ministerstwo wprowadza ciągle to nowe nowelizacje, reformy, nowe systemu informatyczne. Okej. Ale nie ma dla nas żadnych szkoleń z tych nowinek. Musimy się sami wszystkiego uczyć metodą prób i błędów. To tylko wydłuża i tak już bardzo długi czas postępowań w Polsce. Jak mamy pomagasz naszym petentom w takich warunkach? Praca jest źle zorganizowana, jesteśmy zmuszani do ciągłych nadgodzin, często nowemu kierownictwu brakuje kultury osobistej, są krzyki, wulgaryzmy, wyzwiska.

W tym roku powołaliśmy w naszym związku zawodowym KNSZZ „Ad Rem” komisję w sprawie mobbingu tzw. „Bezpiecznik”. Odzew przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Pracownicy z całej Polski piszą w jakich warunkach pracują, jak przychodzą do domu po pracy albo w ogóle chowają się w toaletach w pracy i po prostu płaczą. Dużo osób chodzi do psychiatry, bierze zwolnienia bądź leki antydepresyjne. Obecnie na zakładach w całej Polsce mamy prowadzonych 20 oficjalnych postępowań o mobbing, a jedna sprawa już trafiła do sądu.

I tutaj też Ministerstwo milczy. Mamy propozycje regulaminów antymobbingowych, mamy propozycje rozwiązań. Porównaliśmy, jak to jest rozwiązywane w innych krajach. I cisza. Ministerstwo nie jest zainteresowane wprowadzeniem takich regulaminów dla wszystkich sądów. A pracodawcy w poszczególnych sądach są różni. Jedni chcą z nami współpracować, a inni wymyślają przepisy typu: zwolnienie pracownika za nieudowodnione zgłoszenie mobbingu. Czasami problemem jest nawet to, żeby w komisji rozpoznającej daną sprawę zasiadał przedstawiciel związku zawodowego.

Ale walczymy! Staramy się nagłośnić sprawę. Mamy nadzieję, że Ministerstwo Sprawiedliwości nas usłyszy i w końcu usiądzie z nami do rozmów. 10. września organizujemy demonstrację w Warszawie, na którą serdecznie zapraszamy również innych pracowników sfery budżetowej, bo dotyczy to całej budżetówki.

STOP ZAMROŻENIU PŁAC!
STOP MOBBINGOWI!






Źródło
Opublikowano: 2021-08-18 13:14:30

Koniec wypłat pod stołem

Obywatel:


Tak trzymać i nie popuszczać: „Resort finansów chce zapobiec wypłacaniu części wynagrodzeń bez opodatkowania. W pakiecie uszczelniającym proponuje m.in., by po ujawnieniu takiej wypłaty to pracodawca, a nie pracownik musiał zapłacić zaległe podatki”. Więcej informacji w linku:
_______________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Wesprzyj nas i wpłać darowiznę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, Bank Spółdzielczy Rzemiosła w Łodzi, numer rachunku: 78 8784 0003 2001 0000 1544 0001 – z dopiskiem „Darowizna”.

Koniec wypłat pod stołem

Źródło
Opublikowano: 2021-08-16 10:03:53

Szczepionka na neoliberalizm

Obywatel:


Propagowaliśmy szczepienia zanim to było modne 🙂 Przypominamy nasz tekst z roku 2015: „Interes publiczny, społeczny i narodowy Polski i Polaków musi stać się wartością nadrzędną, będącą ponad interesem zagranicznych korporacji wspieranych przez neoliberalny dyskurs i jego akolitów. Kim lub czym chcemy być za 15–20 lat? Zamożnym, w miarę sprawiedliwym społecznie, średnim podmiotem na międzynarodowej scenie, podobnym do Korei Południowej czy Szwecji, czy też przedmiotem w globalnej rozgrywce, smutną, niesprawiedliwą, zwasalizowaną neokolonią, zdominowaną przez zagraniczne korporacje, podobną do wielu krajów postkolonialnych? Wybór wciąż jeszcze należy do nas”. Całość w linku:
_______________
Chcesz nadal czytać „Nowego Obywatela”? Wesprzyj nas i wpłać darowiznę: Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, Bank Spółdzielczy Rzemiosła w Łodzi, numer rachunku: 78 8784 0003 2001 0000 1544 0001 – z dopiskiem „Darowizna”.

Szczepionka na neoliberalizm

Źródło
Opublikowano: 2021-08-14 21:13:56

Wzrosną nakłady na służbę zdrowia

Obywatel:

Uchwalona w środę ustawa przewiduje osiągnięcie poziomu 6 proc. PKB na ochronę zdrowia w 2023 r. i określenie ścieżki wzrostu do 7 proc. PKB w 2027 r. Za głosowali głównie parlamentarzyści PiS i sporo osób z Lewicy, natomiast liberałowie centrowi, prawi i lewi postanowili wstrzymać się od głosu… Więcej informacji w linku:

Wzrosną nakłady na służbę zdrowia

Źródło
Opublikowano: 2021-08-13 10:00:11

Wczoraj Sejm przyjął z punktu widzenia państwa dwie ważne ustawy: nowelizację KP

Jan Śpiewak:


Wczoraj Sejm przyjął z punktu widzenia państwa dwie ważne ustawy: nowelizację KPA, która kończy dziką reprywatyzacją, podwyższenie wydatków na zdrowie do 7 procent PKB oraz ustawę, która otwiera drogę do prywatyzacji lasów. To nie są tematy zastępcze. Wokół nich nie toczy się praktycznie żadna debata publiczna. To są kluczowe dla nas rzeczy. Tymczasem na protestach w obronie TVN garstka ludzi. Mówię to bez satysfakcji: ale jeśli niemal całą treścią działalności TVN jest zapewnienie żenującej rozrywki, prezentowanie nihilistycznych, indywidualnych i hiperkapitalistycznych postaw, prezentowanie i nakręcanie głupiego i pustego konfliktu politycznego, wpajanie ludziom od dwóch dekad, że egoizm jest super, a solidarność i walka o swoje prawa to roszczeniowość, to nic dziwnego, że niewielu będzie się chciało pofatygować, żeby bronić stacji, która tak bardzo ma wywalone na życie zwykłych ludzi. Neoliberałowie sprzedali Kaczyńskiemu sznur, na których ich wiesza.

P.S. Jestem przeciwnikiem tak stanowionego prawa. Nie wierzę, że TVN trafi w ręce spółki skarbu państwa. Rozmawiajmy w mediach o zdrowiu, klimacie i reprywatyzacji, a ludzie będą bronić wtedy korpo mediów.

Źródło
Opublikowano: 2021-08-12 10:36:07

Majątek Publiczny – to, co wspólne.

Fundacja Kaleckiego:


Majątek Publiczny – to, co wspólne.

Razem z Fundacja Kaleckiego, grupą ekspercką Dobrobyt na Pokolenia, Fundacja im. Edwarda Lipińskiego i Polska Sieć Ekonomii uruchomiliśmy dzisiaj stronę www.majatekpubliczny.pl.

Za pomocą znajdującego się tam symbolicznego licznika majątku publicznego chcemy przypomnieć o wartości tego, co wspólne. Kolejnym krokiem będzie wynajęcie telebimu tuż nad miejscem, w którym 10 lat temu FOR Leszka Balcerowicza powiesił licznik długu publicznego i wyświetlenie tam naszego licznika. W ten sposób chcemy pokazać, że jako społeczeństwo, poza długiem, mamy też majątek i wprowadzić do przestrzeni publicznej narrację opartą na ekonomicznej wiedzy, a nie na emocjach i mitach. A fakty są na przykład takie, że w ciągu ostatniej dekady majątek publiczny rósł ponad dwa razy szybciej, niż dług państwa.

Nie stoją za nami ani rządowe pieniądze, ani zagraniczne granty, ani bogaci darczyńcy. Jesteśmy po prostu grupą ekonomistów i ekonomistek, którzy chcą coś zrobić, by troska o to, co wspólne, była obecna w debacie publicznej.

Zorganizowaliśmy tę akcję z trzech powodów. Po pierwsze, widzimy, że z roku na rok jesteśmy w Polsce coraz bardziej podzieleni. Ofiarą politycznych sporów padło już wiele przyjaźni, niejednej rodzinie coraz trudniej spotkać się przy tym samym stole. Nasze wybory życiowe i polityczne różnią się czasem tak bardzo, że nieraz zdaje się, że żyjemy w równoległych rzeczywistościach. To, co nas różni jest ważne, ale ważne jest też to, co nas łączy. Po drugie, kiedy zapominamy o tym, jak wiele mamy, łatwiej przestajemy o to dbać. A przecież duży majątek to duża odpowiedzialność. Odpowiedzialność za to, by mądrze gospodarować tym, co wspólne. Nie roztrwonić tego, zachować dla przyszłych pokoleń. Warto pamiętać, że jako wspólnota mamy o co dbać. Po trzecie, o finansach publicznych najczęściej słyszymy, kiedy ktoś porusza temat długu publicznego. Wielu publicystów straszy nas deficytem budżetowym i długiem publicznym. Tymczasem wszyscy ekonomiści doskonale wiedzą, że dług państwa to zupełnie co innego, niż dług zwykłego obywatela czy obywatelki. To nieintuicyjne, ale dług publiczny różni się od kredytu mieszkaniowego na przykład tym, że długu publicznego nie trzeba spłacać. Wystarczy pokrywać koszty odsetek. Zamiast więc straszyć ludzi, że jesteśmy zadłużeni na ponad 50% Produktu Krajowego Brutto, lepiej mówić, że koszt obsługi tego długu to około 1% PKB. O innych różnicach między zadłużeniem prywatnym a publicznym mówią na naszej stronie eksperci tacy jak prof. Elżbieta Mączyńska, prof. Jerzy Osiatyński, Dr Hanna Szymborska, Dr Wojtek Paczos czy Gracjan Bachurewicz. Docenienie roli majątku publicznego w polityce fiskalnej jest także postulowane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Jak pisze Dr Szymborska: „Dyskusje o majątku publicznym zbyt często skupiają się tylko na długu, pomijając pierwszą zmienną tego równania, jaką są aktywa publiczne. Badania wykazują, że inwestycje państwa w infrastrukturę publiczną i społeczną nie tylko przyczyniają się do lepszej jakości życia obecnie, ale mają również znaczący wpływ na zmniejszanie nierówności międzypokoleniowych w przyszłości.”

Wszystkich, którzy chcieliby wesprzeć akcję zapraszamy do choćby małej wpłaty na wynajem telebimu: https://zrzutka.pl/z/majatekpubliczny


Źródło
Opublikowano: 2021-08-12 10:02:03

A jeśli jeszcze dzisiaj nie mieliście okazji zdziwić się Polską, w komentarzu wrzucam pismo, jakie wydał dziś z siebie Z

Adriana Rozwadowska:


A jeśli jeszcze dzisiaj nie mieliście okazji zdziwić się Polską, w komentarzu wrzucam pismo, jakie wydał dziś z siebie Związek Zawodowy Anestezjologów.
Jak wiadomo polska ochrona zdrowia jest niedofinansowana, i od dawna już lekarze walczą o 7 proc. PKB na zdrowie, obecnie nawet o 8 proc. Słusznie.
Okazuje się jednak, że 7 proc. tak – byle nie z ich kieszeni, może niech ktoś inny zapłaci, np. jakieś społeczeństwo, ale z wyłączeniem lekarzy.
Czy jesteście w stanie pojąć, że Związek Zawodowy Anestezjologów – powtarzam: związek zawodowy – pisze, że opowiada się przeciwko zmianom podatkowym zawartym w Nowym Ładzie (9 proc. składka zdrowotna nieodliczana od podatku), bo:
> nie chce płacić wyższych podatków
> bo to obniży wynagrodzenia lekarzy
> bo to spowoduje, że ci przechodzić będą z umów cywilnoprawnych na umowy o pracę
> i przestaną obchodzić w ten sposób czas pracy
> przez co powstanie presja na wzrost płac (o rany, jakie smutne!)
> co spowoduje wzrost kosztów szpitali
> dlatego związek żąda wycofania się ze zmian, inaczej lekarze zaczną emigrować do, cytuję, „krajów, w których występuje stabilny system podatkowy”.
Tak, to wszystko pada tam wprost. I, jak mniemam, wyemigrują do Niemiec, Norwegii, i innych atrakcyjnych zarobkowo destynacji lekarskich. Destynacji, gdzie nie ma umów śmieciowych, pracy po pińcet godzin na miesiąc, są za to progresywne podatki i jakaś tam w miarę poważana społeczna zgoda i umowa, że na usługi publiczne zrzucamy się proporcjonalnie do zarobków – i stąd biorą się przyzwoite warunki pracy i solidna opieka zdrowotna.
Naprawdę tak ciężko połączyć te kropki?

Źródło
Opublikowano: 2021-08-09 19:05:21