Care work, czyli kobiety znów nie wiedzą, co dla nich najlepsze

Maja Staśko:


Szybka polemika z Jan Śpiewak: parafraza jego tekstu o pracy seksualnej. „Sex work” został tu wymieniony na „care work”, by pokazać, jak łatwo ta narracja, która podnosi wielkie hasła socjalizmu i antykapitalizmu może być wykorzystana, by stygmatyzować kobiety zarabiające w pracach opiekuńczych i reprodukcyjnych, utożsamianych z pracami z intymnością, ciałem, bliskością i emocjami, a także w ramach nieodpłatnej pracy domowej. To w istocie narracja antypracownicza i antyzwiązkowa, która staje po stronie bogatych celebrytek, a nie pracownic i pracowników. Brzmi bardziej jak gotowa do wypełnienia pasta, gdzie w miejsce „sex work” można wstawić jakąkolwiek pracę opiekuńczą, a nawet małżeństwo, a wyjdzie z niej stygmatyzacja pracujących kobiet pod płaszczykiem górnolotnych haseł o socjalizmie i wyzywania od liberałek. Wyzywanie od liberałek organizujących się pracownic przez socjologa, który patrzy na nie z dystansu, to wyższy poziom „papierowego socjalizmu” – wyraz nadużycia władzy i przywileju. Szkoda.

Care work, czyli kobiety znów nie wiedzą, co dla nich najlepsze

Źródło
Opublikowano: 2021-07-28 14:57:19

Jan Śpiewak:



Źródło
Opublikowano: 2021-07-21 21:03:57

Właśnie wróciłem znad rzeki Supraśl. Od kilku dni panują upały (mój termometr za

Jan Śpiewak:


Właśnie wróciłem znad rzeki Supraśl. Od kilku dni panują upały (mój termometr za oknem – a nie jest w cieniu – wskazał wczoraj 39 stopni Celsjusza), więc uznałem, że to dobry powód, aby się wykapać w chłodnej wodzie. Będąc już na miejscu, zrezygnowałem z tego pomysłu. Woda wcale nie była chłodna (27 stopni Celsjusza!), a poza tym na sporym rozlewisku przy brzegu pływały setki martwych i śniętych ryb. Przy powierzchni kolejne setki łapały pyszczkami powietrze. Nigdy nie sądziłem, że mój pierwszy kontakt z tak zadziwiającym zwierzęciem, jak minóg ukraiński, będzie przebiegał w tak smutnych okolicznościach. Poza nimi w wodzie roiło się od konających kiełbi, okoni, jazi, płoci i piskorzy.

Najprawdopodobniej odpowiedzialny jest za to wysoki stan wody, który jest konsekwencją ostatnich obfitych opadów deszczu, co w dalszej kolejności sprawiło, że rzeka rozlała się na pobliskie łąki. A te, nierzadko pokryte skoszoną trawą i świeżo nawożone, szybko się nagrzewają. Wysoka temperatura wody i gnijące siano zubażają wodę w tlen, i powodują przyduchę. Przykre uroki lata i współczesnych technik rolniczych.

Choć zdawałem sobie sprawę, że nic to nie zmieni, nie mogłem patrzeć na to obojętnie. Zacząłem zbierać część ryb, zwłaszcza tych największych (pomyślałem sobie, że jak przeżyją mają większą szansę się rozmnożyć) i najrzadszych zwierząt, jak minogi, i przenosiłem je na głębszą wodę, gdzie było trochę chłodniej. Po pewnym czasie i krótkiej rozmowie dołączyła do mnie pani Basia, okoliczna mieszkanka, która także przyjechała na rzekę, aby się wykąpać. Ją również zaniepokoiło to, co się dzieje. Opowiedziała mi, że jej syn jest członkiem ochotniczej straży pożarnej. Kilka tygodni temu zakupili sprzęt do napowietrzania wody i codziennie przez około 3 godziny, starają się pomagać rybom. Pewnie na niewiele się to zda, jak moje zbieranie osłabionych minogów, okoni czy kiełbi z mielizny, ponieważ to tylko jeden punkt na rzece, ale ucieszyło mnie, że są ludzie, którzy nawet w obliczu beznadziejnej katastrofy, nie przyglądają się biernie i chcą pomagać zwierzętom.

Uważam, że ryby są najbardziej poszkodowaną ze strony człowieka grupą kręgowców. Żyją najczęściej poza naszym wzrokiem, a czego nie widać, temu ciężko współczuć. Jeszcze do niedawna uważano, że nie odczuwają bólu, co dziś wielu wydaje się absurdalne i niedorzeczne. Przecież na poziomie anatomicznym ryby mają neurony zwane nocyceptorami, które służą do wykrywania potencjalnie niebezpiecznych czynników jak wysokie temperatury czy chemikalia. Poza tym produkują takie same opioidy (substancje przeciwbólowe), co ssaki. Aktywność ich mózgu podczas urazów jest analogiczna, jak u kręgowców lądowych.

Tę mniejszą wrażliwość było widać nad rzeką. Dzieci obrzucały się martwymi i śniętymi rybami, wyrzucały je na brzeg, łapały w siatki osowiałe osobniki, trzymały w wiaderkach z wodą, która jeszcze szybciej się nagrzewała, a rodzice albo w ogólnie nie zwracali na to uwagi, albo uważali, że to dobra zabawa i sami do tego je zachęcali.

To co się dzieje teraz w rzece Supraśl (i jej dopływach), to konsekwencja zmian klimatycznych, za które jesteśmy odpowiedzialni. Oczywiście, że takie sytuacje zdarzały się dawniej, ale teraz występują częściej i w bardziej zaburzonych ekosystemach (czyli znacznie wrażliwszych). Najbardziej martwią mnie konsekwencje biologiczne tego zdarzenia – śmierć tak dużej liczby ryb. I to nie tylko pod kątem zaburzenia funkcjonowania ekosystemu rzecznego, ale także percepcji ludzi, gdy to się skończy. Gdy tylko zorientują się, że ryb jest mniej, będą za to obwinić inne zwierzęta, jak wydry czy czaple.






Źródło
Opublikowano: 2021-07-10 15:35:07

Kiedy dostaliśmy te zdjęcia mieliśmy pewność, że to musiało się wydarzyć w jakim

Jan Śpiewak:


Kiedy dostaliśmy te zdjęcia mieliśmy pewność, że to musiało się wydarzyć w jakimś kraju trzeciego świata.
Jednak nie -to wydarzyło się w Polsce.

No jednym z rond w Wielkopolsce z ciężarówki przewożącej odpady poubojowe spadły elementy zabitych świń.
Rozumiecie to??
Na drodze były elementy zabitych zwierząt. Przewożone bez odpowiedniego zabezpieczenia, wystawały ponad wysokość samochodu.
To się dzieje w momencie intensyfikacji choroby świń jaką jest ASF.

Zero bioasekuracji, zero zdrowego rozsądku.




Źródło
Opublikowano: 2021-07-02 13:33:33

Przegrałem w pierwszej instancji kolejny proces. Tym razem karny. Kolejny raz pa

Jan Śpiewak:


Przegrałem w pierwszej instancji kolejny proces. Tym razem karny. Kolejny raz padł rekord sędziowskiej hucpy.

Poszło o słowa, które powiedziałem w trakcie konferencji prasowej na temat dzikiej reprywatyzacji kamienicy na Marymonckiej 49.

Historia w skrócie: w 2004 roku polityk PiS Edmund Świderski szef Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami na Bielanach przekazał w prywatne ręce kamienicę na Marymonckiej. Odbyło się to na podstawie protokołu przekazania nieruchomości, którego nikt poza urzędnikami nie podpisał. Dosłownie porzucili oni kamienicę wartą kilkanaście milionów złotych. Nie było żadnego aktu notarialnego, żadnej decyzji reprywatyzacyjnej, tylko protokół przekazania.

Nad kamienicą zarząd później przejęła firma „ZEST” należąca do żony E. Świderskiego i na dodatek zatrudniała również ich synów, Łukasza oraz Michała Świderskich, radnych dzielnicy z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Co ciekawe obok firmy ZEST powstała firma Posesor należąca do burmistrza Bielan Zbigniewa Dubiela z Platformy Obywatelskiej. Świderski i Dubiel podzielili między sobą rynek zarządzania nieruchomościami na Bielanach, gdy w 2002 roku doszło do powstania miasta Warszawa na obecnych prawach (wcześniej dzielnice były osobnymi bytami prawnymi).

Na konferencji prasowej powiedziałem, że ratusz przekazał kamienicę w ręce „rzekomych” spadkobierców. Nie użyłem ich nazwiska ani razu! Użyłem słowa rzekomi, bo nie doszło do przeprowadzenia postępowania reprywatyzacyjnego, a co do tego, czy to właśnie ci ludzie powinni w ogóle mieć roszczenia do kamienicy były poważne wątpliwości. Okazało się, że istnieją dwie decyzje sądu spadkowe, które nawzajem się wykluczały. Od 2004 roku ta rodzina czerpie ogromne korzyści z przejętych lokali mimo, że nie dysponuje do nieruchomości żadnym tytułem prawnym.

Nagłośniłem sprawę i w jej następstwie:

– Wygrałem proces w trybie wyborczym z Edmundem Świderskim
– Doszło do dyscyplinarnego zwolnienia Świderskiego z funkcji szefa ZGN-iu
– Ratusz wystąpił z pozwem przeciwko rodzinie okupującej budynek o wydanie nieruchomości

Sędzia Renata Kielak -Komorowska uznała, że użycie słowa rzekomi oznacza, że popełniłem przestępstwo zniesławienia. Mimo, że nie było żadnych dowodów na to, że nawet ktokolwiek wiedział o kim wtedy mówiłem. Skazała mnie na 3 tysiące złotych nawiązki i tysiąc złotych grzywny (zamienianych na sto dni aresztu). Oczywiście odwołamy się a w razie przegranej zamierzam iść do tego aresztu.

Nie mam wątpliwości, że ten wyrok to element kampanii sądowej przeciwko mnie. Od kiedy zacząłem nawalać nie tylko w PiS sądy mnie karzą z całą surowością i absurdem. Sądy też bronią się przed rozliczeniem z aferą reprywatyzacyjną, w którą były zamieszane po czubek głowy.

Jestem dzisiaj jedyną osobą z karnymi wyrokami za aferę reprywatyzacyjną. To mówi wszystko o polskim wymiarze sprawiedliwości. Nie zamierzam się jednak poddawać.

Możecie mnie wspierać na www.patronite.pl/JanekSpiewak


Źródło
Opublikowano: 2021-07-01 11:40:31

Co jakiś czas rozgłos zyskuje jakieś butikowe studio w suterenie z potencjałem do przerobienia na penthouse, ostatnio ch

Adriana Rozwadowska:


Co jakiś czas rozgłos zyskuje jakieś butikowe studio w suterenie z potencjałem do przerobienia na penthouse, ostatnio choćby trójkątne mieszkanie o powierzchni 12 mkw we Wrocławiu. Trójkąt nie kosztował jednak nawet 200 tys. zł, więc o czym tu mówić.
Natknęłam się więc na istną perłę polskiego rynku nieruchomości, oferowaną przez biuro Noble Apartments: 31 mkw przy ul. Noakowskiego w Warszawie. Cena: 860 tys. zł, czyli blisko 28 tys. zł za metr, czyli jakieś trzy razy więcej, niż wynosi warszawski standard z tych droższych standardów, czyli – jeśli wziąć na raty – prawie 5 tys. zł miesięcznie rozłożone na 30 lat.
Z opisu nie dowiemy się o mieszkaniu wiele, bo i o czym tu mówić – jeden przestronny salon z jednym oknem, które raczej nie powinno przeszkadzać w aranżacji powierzchni, opcja zrobienia sobie aneksu kuchennego (choć, jak sądzę, niepotrzebnie, bo żyjący w takich luksusach lokatorzy raczej jadają na mieście), plus schowek na miotły z potencjałem na łazienkę.
Dowiemy się za to, że w tej samej kamienicy sypiał kiedyś, mył się pod pachami i drapał po głowie Janusz Kusociński, a gdzieś tam w okolicy Marek Kondrat tupta czasami do swojego winebaru – mijając licznie reprezentowanych w dzielnicy miłośników jazzu.
Biuro poleca zakup tego prestiżowego adresu, ja zaś podpowiem osobom zawiedzionym, bo niedysponującym wolnym milionem, że prestiżowy adres można uzyskać także po prostu wykupując sobie wirtualną skrytkę pocztową. Powierzchnia i komfort wyjdą jakoś podobnie.
I linki dla potencjalnych kupców. Dla poważnie zainteresowanych:
https://www.noble-apartments.pl/mieszkania-na-sprzedaz-860000zl-31m2-warszawa-srodmiescie-o5956843
I dla chcących sobie skomentować: https://www.facebook.com/groups/1977687652506543/permalink/3031441187131179/?sale_post_id=3031441187131179




Źródło
Opublikowano: 2021-06-22 12:25:53

Budowa #NyczTower oznacza, że Warszawa straci cichych świadków historii – ślady

Jan Śpiewak:

Budowa #NyczTower oznacza, że Warszawa straci cichych świadków historii – ślady powstańczych walk. Możecie je łatwo znaleźć w okolicy parafii św. Barbary. Pozwolenie od PO i PiS na zniszczenie tych śladów jest haniebne. Miasto powinno dbać o pamięć o powstaniu warszawskim. Nie wszystko jest na sprzedaż.


NyczTower

Źródło
Opublikowano: 2021-06-16 20:39:11

Dom dla kotów pilnie poszukiwany.

Jan Śpiewak:

Dom dla kotów pilnie poszukiwany.

KOTY PILNIE SZUKAJĄ DOMU!

Wicio, Vader i Elianka szukają kochających, spokojnych domów. Kociaki w ostatnim czasie przeszły sporo życiowych zmian, straciły właściciela i potrzebują bezpiecznego miejsca “na zawsze”. Razem, w parach lub osobno.

Niżej szczegółowy opis każdego z osobna. Wszystkie koty są czyste i kuwetowane. Do tej pory karmione tanią karmą. Żaden z kotów nie nadaje się do domu z małymi dziećmi. Nie są wychodzące i nie będą umiały się zachować na podwórku czy niezabezpieczonym balkonie. Nauczone nieeksperymentować z kablami czy instrumentami muzycznymi. Powinny się dogadać z innym zwierzęciem (w poprzednim domu były i koty i psy), ale z racji wielu przejść w ostatnim czasie,… Więcej








Źródło
Opublikowano: 2021-06-14 14:13:28

Zbigniew Jakubas pozwał mnie do sądu za krytykę jego inwestycji deweloperskich,

Jan Śpiewak:

Zbigniew Jakubas pozwał mnie do sądu za krytykę jego inwestycji deweloperskich, w ramach szykanowania społeczników. Nie spodobały mu się słowa „Nie masz wstydu ciągać nas po sądach. Otrzyj oczy z łez stuzłotówką i idź do kąta liczyć swoje miliardy zarobione na publicznym majątku”. Dzisiaj poznaliśmy postanowienie sądu i dowiedzieliśmy się, że Jakubas pozwał mnie, w trakcie poprzedniego procesu z jego powództwa, za słowa publicznej krytyki pod jego adresem! Cienką skórę mają nasi stołeczni oligarchowie. Bardzo Wam dziękuję za wsparcie ✌️

Źródło
Opublikowano: 2021-06-12 17:17:13

Dwa dni temu odbyła się konferencja prasowa środowisk lokatorskich organizowana

Jan Śpiewak:


Dwa dni temu odbyła się konferencja prasowa środowisk lokatorskich organizowana przez Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów i mieszkańców kamienic porzuconych przez warszawski ratusz. Były one oddawane we władanie rzekomym spadkobiercom na podstawie zarządzenia Hanny Gronkiewicz-Waltz 1777/08. Gdy wybuchła afera reprywatyzacyjna HGW po cichu unieważniła zarządzenie. Dlaczego? Bo nie miało żadnej podstawy prawnej. Profesor prawa kpiła z prawa i działała na szkodę majątku miasta. Kamienice przekazywano tylko na podstawie unieważnienia decyzji nacjonalizacyjnej sprzed 70 lat, które Samorządowe Kolegium Odwoławcze wydawało hurtowo. Miasto oddawało te nieruchomości bez weryfikacji tożsamości spadkobierców, stanu nieruchomości, skali zniszczeń w czasie wojny, zadłużenia hipoteki. Nieruchomości oddawano bez aktu notarialnego i jakiejkolwiek decyzji administracyjnej – jedynie na podstawie protokołu przekazania nieruchomości!

Prawdopodobnie około setki nieruchomości wartych kilkaset milionów złotych zostało tak przekazane w prywatne ręce. Zarządcy nieruchomości przejmowali części wspólne, czerpali z nich ogromne korzyści, podwyższali czynsze, prowadzili sprawy eksmisyjne, gdy w hipotece ciągle jako właściciel funkcjonowało miasto Warszawa. Po zdjęciu zarządzenia miasto powinno w teorii przejąć z powrotem zarząd nad nieruchomościami, ale nie kwapi się do tego.

Mam w tym momencie dwa procesy, które mi wytoczyli „władający nad nieruchomościami” w sprawach związanych z nieruchomościami, które de facto miasto porzuciło. W sprawie Joteyki na Ochocie, gdzie kuratorem 118 latka była córka ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, udało się zmusić miasto do przejęcia zarządu nad kamienicę. W tym przypadku przegrałem proces karny i sąd uczynił mnie przestępcą pomimo tego, że między innymi dzięki mnie ta nieruchomość wróciła do zasobu miasta.

W przypadku innych nieruchomości są one ciągle we władaniu osób prywatnych. Wraz z działaczkami i działaczami lokatorskimi domagamy się od Rafała Trzaskowskiego odebrania mienia, które należy do nas wszystkich. To nie pierwszy raz, gdy ratusz staje po stronie lobby reprywatyzacyjnego. Warszawa była i jest miastem bezprawia, ale nie odpuszczamy i nie odpuścimy w walce o sprawiedliwość.



Źródło
Opublikowano: 2021-06-11 11:34:42

Granda.

Jan Śpiewak:

Granda.

Dzisiaj rada miasta ma głosować nad nadaniem honorowego obywatelstwa Jolancie Brzeskiej – zamordowanej w 2011 roku działaczce lokatorskiej.

Uchwałę zgłosił PiS na wniosek środowisk lokatorskich. PO z Rafałem Trzaskowskim na czele postanowiło uwalić uchwałę dotycząca Brzeskiej „sprytnie” dodając do niej byłego szefa Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplinskiego. W ten sposób liczą na to, że radni opozycji nie zagłosują za Brzeską i Rzeplinskim w pakiecie. Rzepiński sławił się ostatnio głównie tym, że protestujące po wyroku Trybunału Konstytucyjnego kobiety nazwał „hołotą”.

W ten sposób PO i Trzaskowski obrażają nie tylko pamięć po zamordowanej Brzeskiej, ale tez wszystkie kobiety, które walczyły z drakońskim zakazem aborcji. Nie znajduje slow, żeby określić to niskie i podle zachowanie. Brzeska zasługuje na upamiętnienie, pomnik i sprawiedliwość, której ciagle nikt nie wymierzył. Wy zasługujecie tylko na pogardę.




Źródło
Opublikowano: 2021-06-10 10:02:59

Pomimo uchwalenia w lipcu 2020 r. ustawy, zakazującej w Warszawie zwrotu kamieni

Piotr Ikonowicz:


Pomimo uchwalenia w lipcu 2020 r. ustawy, zakazującej w Warszawie zwrotu kamienic z lokatorami, reprywatyzacja poza Warszawą nadal odbywa się z pogwałceniem praw lokatorów. Przykładem Chełm, gdzie kamienica – przejęta w zarząd państwowy w 1950 r. – została zwrócona spadkobiercom wraz z lokatorami, spadkobiercy odsprzedali zasiedloną nieruchomość, a nowy właściciel robi tam generalny remont, stwarzając zagrożenie dla życia i bezpieczeństwa mieszkańców.

Od półtora roku pan Leszek (l.71) szuka sprawiedliwości. Zaczął od miejscowej prokuratury: „Oskarżamy władze miasta Chełm obecne jak i poprzednie o dopuszczenie i uczestnictwo w przestępstwie zwrotu nieruchomości przy ul. Sienkiewicza 11 w Chełmie wraz z lokatorami.” – napisał w zawiadomieniu. Gdy zaś w listopadzie ub. roku prokuratura rejonowa odmówiła wszczęcia śledztwa, złożył skargę do sądu, rozprawa ma się odbyć 8 czerwca.

W postanowieniu o odmowie wszczęcia śledztwa prokurator Krystyna Biegalska Laube wydaje się być stroną w sprawie, co wynika z treści uzasadnienia. Stwierdza mianowicie, że kamienica przy ul. Sienkiewicza 11 „nie stanowiła własności Skarbu Państwa jak również własności komunalnej – została przejęta pod zarząd państwowy na skutek wniosku właścicieli wyrażonego w podaniu z dnia 10 12 1950 r. Administracja tego budynku przeszła pod zakres Przedsiębiorstwa Usług Mieszkaniowych Sp. z oo w Chełmie przy ul. Bieławin. Przedmiotowa kamienica nigdy nie była własnością Urzędu Miasta Chełma. Stanowiła własność prywatną, tylko w latach 50-tych została oddana w użytkowanie miastu Chełm i zasiedlona. W tej sytuacji obrót tą nieruchomością mógł się odbywać bez zgody Urzędu Miasta Chełma. Urząd Miasta nie miał obowiązku informowania lokatorów o zmianie właściciela nieruchomości. Takie informacje są przekazywane na zasadach określonych w przepisach prawa geodezyjnego i kartograficznego. W marcu 2019 r. do Urzędu Miasta Chełm zwrócili się spadkobiercy po właścicielu kamienicy z propozycją wykupu przez UM przedmiotowej kamienicy. W odpowiedzi Departament Geodezji, Kartografii, Nieruchomości, Architektury i Budownictwa Miasta Chełma odmówił jej wykupu z powodu braku środków finansowych niezbędnych do pozyskania do zasobu gminnego zabudowanej nieruchomości przy ul. Sienkiewicza 11. Ponadto pismem z dnia 29.01.2019 r poinformował PUM jako zarządcę, że w sprawie zabezpieczenia lokali mieszkaniowych dla lokatorów zamieszkałych przy ul. Sienkiewicza 11, osoby które są zainteresowane przydziałem lokalu mieszkaniowego zasobu miasta Chełma, mogą złożyć wniosek o wynajęcie”.
Innymi słowy, prokuratura nie widzi bezprawia w tym, że od ponad pół wieku kolejne ekipy rządzące miastem dysponowały prywatną kamienicą, przydzielając w niej lokale na zasadach obowiązujących w komunalnych zasobach, a gdy tylko upomnieli się o nieruchomość spadkobiercy, przydziały na mieszkania rzekomo utraciły moc prawną. Pan Leszek (lat 71), jego ciężko chora żona oraz pozostali lokatorzy mogą się jedynie ubiegać o miejsce na liście oczekujących na mieszkania komunalne…

– To ja się pytam, gdzie to prawo, gdzie sprawiedliwość? Miałem pięć lat, gdy wprowadziliśmy się do tego mieszkania z rodzicami. A po śmierci ojca, 24 stycznia 1992 r. otrzymałem pismo z Urzędu Miasta Chełma, w którym urząd zaświadcza, że jako syn, posiadam uprawnienia do dalszego zajmowania lokalu jako osoba stale tu zamieszkująca – mówi pan Leszek najgłośniej jak potrafi, bo za ścianą i nad sufitem mieszkania już walą młotami – właściciel kamienicy rozpoczął generalny remont, licząc na to, że wykurzy niechcianych lokatorów.

Kilka dni po spotkaniu z przedstawicielem KSS omal nie doszło tam do tragedii, bo tuż obok przebywającego w odwiedzinach u dziadków wnuka spadła kupa gruzu. Sprawą remontu, prowadzonego w zamieszkałej wciąż kamienicy, zainteresował się inspektor nadzoru budowlanego.

Urzędnicy zrobili ponoć to, co do nich należało. Prezes Zarządu PUM, czyli miejskiej spółki zarządzającej lokalami komunalnymi, poinformował pana Leszka, że „istnieje możliwość składania wniosków o przydział lokalu mieszkalnego zasobu miasta Chełm”. Zastępca dyrektora Departamentu Komunalnego UM zaproponował (z zastrzeżeniem spełnienia kryterium dochodowego i niezalegania z czynszem) dwójce emerytów wynajem zagrzybionej kawalerki bez centralnego ogrzewania. Z Kancelarii Prezydenta RP, do której pan Leszek wysłał błagalny list, 12 maja otrzymał dwu stronicową odpowiedź, a w niej: podziękowanie „za okazane zaufanie, którego wyrazem jest podzielenie się swoimi problemami”; zapewnienie, że Kancelaria Prezydenta RP podchodzi z całą powagą do opisywanych spraw. Troską Pana Prezydenta Andrzeja Dudy jest prawidłowe funkcjonowanie państwa służącego obywatelom, dlatego też staramy się reagować i podejmować działania mające na celu niesienie pomocy; zastrzeżenie, iż „(…) działania, które może podjąć Kancelaria, muszą być zgodne z kompetencjami Prezydenta RP określonymi w Konstytucji i ustawach”; informację: „zwróciliśmy się do Urzędu Miasta Chełm w celu przeanalizowania przedmiotowej sprawy, podjęcia właściwych czynności zgodnie z przysługującymi kompetencjami oraz udzielenia Panu stosownych wyjaśnień oraz przesłania ich kopii Kancelarii Prezydenta RP”; radę: „Kończąc nadmieniamy, iż zdajemy sobie sprawę z tego, że sytuacja, w której się Pan znalazł jest niezmiernie trudna i może budzić szereg negatywnych emocji. Dlatego też chcielibyśmy jedynie wspomnieć o tym, że w ramach działania ośrodków pomocy społecznej prowadzone jest m.in. poradnictwo psychologiczne, które adresowane jest do osób mających trudności lub wykazujących potrzebę wsparcia w rozwiązywaniu swoich problemów życiowych bez względu na posiadany dochód”.

A tymczasem nowy zarządca kamienicy (firma z Białej Podlaskiej) nie bawi się w biurokrację. W „czyszczeniu” kamienicy pomaga mu były chełmski radny (PO), właściciel biura nieruchomości, który kazał panu Leszkowi wy…lać, jeśli nie chce mieć do czynienia z ciemnymi typami. Pan Leszek przekazał nagranie z tymi pogróżkami do KSS – z obawy, że w prokuraturze usłyszy zarzut nielegalnego nagrywania.

Hanna Maksim



Źródło
Opublikowano: 2021-06-07 11:25:07

Był sobie post, a później zniknął i nie wiem, czy tylko na skutek zmasowanej akc

Jan Śpiewak:


Był sobie post, a później zniknął i nie wiem, czy tylko na skutek zmasowanej akcji zgłaszania go czy za zacytowanie ze zbyt małą cenzurą tego, jak nazywają sami siebie niektórzy przedstawiciele „queeru”. (To pierwsze, ponieważ ten konkretnie post również zrzucili, został przywrócony pod odwołaniu do Facebooka.)
Poniżej wstawiam treść tego nieprawomyślnego tekstu, ale najpierw kilka słów o sytuacji, jaka mnie wczoraj spotkała, bo do teraz jestem w szoku.

Napisałam tekst o patologiach środowiska LGBT, o tym, co mi, jako lesbijce się w nim nie podoba, co uważam za bardzo szkodliwe i krótkowzroczne.

Gdyby to był tekst na dowolny inny temat, dyskusja z dowolnym innym środowiskiem to powymienialibyśmy się komentarzami, może jakimiś polemikami, w skrajnej sytuacji poleciałyby wyzwiska i wulgaryzmy. Ludzie nie muszą się we wszystkim ze sobą zgadzać i zazwyczaj to oczywiste.

Ale nie w przypadku starcia ze środowiskami trans / LGBT+. Tutaj jakiekolwiek odstępstwo od odgórnie ustalonej linii poglądowej jest zbrodnią, która nie może się wydarzyć. A jak się wydarzy to zrobią wszystko, żeby autora zastraszyć, zaszczuć i sprawić, by już nigdy więcej się nie odezwał.

Jak? Przede wszystkim mają hejterskie grupy, na których organizują nagonki (ale nie na faktycznych homo i transfobów, to ich zupełnie nie obchodzi, tylko na tzw. „terfy”) i żołnierzy monitorujących, czy gdzieś w internecie nie pojawiła się jakaś myślozbrodnia. Gdy się pojawi, wiedzą zazwyczaj jako pierwsi. Gdy już kogoś sobie upatrzą to ustalają nad nim „monitorowanie” każdej najdrobniejszej czynności w internecie. Mnie śledzą od ok. 2 miesięcy, od zbrodniczego wpisu wskazującego na to, że 2 płcie w spisie powszechnym wynikają z prawa unijnego. Teraz z tego co widziałam mam już ustanowiony specjalny nadzór – „trzeba trzymać rękę na pulsie” XD

Wiem, że straszna panika była na tej grupie, gdy się okazało, że jednak jest tam ktoś z zewnątrz. Stalking, doxing i plany na jak najdotkliwsze nękanie kilku upatrzonych przez nich kobiet – to właśnie ma tam miejsce.

Nie są to też przypadkowi ludzie, nagonce przewodniczą znani aktywiści i osoby związane z największymi organizacjami LGBT.

I co robią, gdy ktoś popełni tekst, z którym się nie zgadzają?
Nie wchodzą w dyskusję, nie. Organizują masowy najazd z morzem gróźb i wyzwisk, a jak to nie działa to próbują rozwalić każdy aspekt życia prywatnego takiej osoby, jaki tylko znajdą.
Znajomej od kilku dni próbują zniszczyć związek, robiąc nań hejterską nagonkę na twitterze, instagramie i facebookowych „grupach wsparcia” trans. A ja miałam podane na profilu uczelnie, więc cyk, już się organizują w sprawie donosów. Tak, tekst poniżej to dla tych ludzi SKRAJNA MOWA NIENAWIŚCI i coś, za co chcieliby wyrzucać studentów z uczelni (co w UK / USA się zresztą zdarza, ale normalnie no umówmy się – budzi śmiech i politowanie).

Najśmieszniejsze jest to, że oni dla swojej narracji mają fanpejdże po kilkaset tysięcy lajków, mają organizacje, mają finansowanie, mają przychylność wszystkich lewicowych i liberalnych mediów, a aż do takiej wściekłości doprowadza ich post randoma, który dotrze do w porywach kilkuset osób.
To jest naprawdę paranoja i poziom cenzury z jakim nigdy się jeszcze nie spotkałam, to nie chodzi już o wypowiedzi w mediach, nie można napisać głupiego posta na facebooku, gdy coś w działalności środowisk, które niby wypowiadają się w twoim imieniu cię boli. Nie możesz myśleć inaczej i już.

Skoro nie mam racji to czego aż tak się boicie?

—————————————————————

Jeden obrazek – więcej niż 1000 słów, chociaż kompletnie wbrew intencji autorów. Tęczy już nie ma, ruch na rzecz praw osób homoseksualnych skończył się w Polsce zanim zdołał cokolwiek osiągnąć.

Jest, jak to piszą jakieś 2SLGBTQIAP+ / LGBTQQIAAP (musiałam 2 razy zerkać, żeby dobrze przepisać ten skrót, choć wciąż nie jest to całość, bo dalsze ciekawostki kryją się jeszcze pod plusem). Jest nowa etykietka dla rzesz narcyzów, postmodernistycznych ideologii i coraz bardziej szemranych środowisk. Jest wreszcie karykatura, wyciągnięta z homofobicznych fantazji skrajnej prawicy, a wcielona w życie przez skrajną lewicę.

Najlepszym podsumowaniem tej nowej flagi pride, jaka pojawiła się w zeszłym roku jest mem – „White Straight Guys, who believe in sexist gender roles, hiding behind people of color, fucking over lesbians, gay men and bisexuals”. Tutaj mamy już wersję, w której ta biało-różowo-niebiesko-brązowa strzała wywierciła jeszcze czerwoną dziurę na środku, bo i sex work uznaje się za LGBT.
Tęczy już prawie nie widać i tak jest nie tylko w sferze symbolicznej.

Powstanie tej zupy z liter, dającej możliwość utożsamieniu się każdemu, kto tylko chce jako „LGBT” jest największą tragedią, jaka przydarzyła się gejom i lesbijkom w ostatnich latach.

Dlaczego?

Bycie takiej czy innej orientacji wpływa jedynie na skład płciowy związku. Nie warunkuje poglądów, nie warunkuje stylu życia. Osoby o orientacji homoseksualnej doświadczają w Polsce dyskryminacji przede wszystkim, gdy tworzą stabilne, długoletnie związki, najmocniej, gdy są rodzinami z dziećmi.

„Niewidzialność” prawna powoduje mnóstwo poważnych problemów w życiu codziennym – nie możemy wziąć wspólnie kredytu, więc dużo większym problemem jest np. zakup mieszkania, nie dziedziczymy po sobie z mocy prawa – przy braku testamentu partner zostaje z niczym, dorobek życia trafia natomiast do rodziny, z którą być może osoba ta nie utrzymywała nawet kontaktu, w przypadku dziedziczenia testamentowego jest wysoki podatek od spadku, który w przypadku, gdy jest to np. nieatrakcyjna nieruchomość, bez szans na szybką sprzedaż, a nie ma żadnych oszczędności tworzy tylko problem. Nie mamy prawa do pochówku zmarłego partnera, ani uzyskania informacji o jego stanie zdrowia, nie możemy adoptować dziecka partnerki, nawet w wypadku jej śmierci, do głupot typu odebranie dziecka z przedszkola potrzebne są odrębne upoważnienia. Nie przysługuje nam zasiłek opiekuńczy, w przypadku, gdy partner wymaga stałej opieki, kłopotliwe są nawet takie rzeczy, jak odebranie poczty.

I część z tych problemów owszem, da się ominąć na różne sposoby (pełnomocnictwa, upoważnienia, spółka cywilna itp.), ale wymaga to pomocy prawnika + mnóstwa czasu i środków. Innych nie. To jest właśnie dyskryminacja – osobom heteroseksualnym wystarczy 1 czynność prawna, osoby homoseksualne muszą dokonać 50, żeby mieć przynajmniej ułomną wersję tego samego. Nie wszyscy są oczywiście w stanie to zrobić, większość ludzi nie myśli też zawczasu o różnych dość abstrakcyjnych sytuacjach w życiu i w momencie, gdy one nadchodzą takie osoby zostają z niezabezpiecznonymi podstawowymi prawami.

To jest właśnie podstawa Gay Rights Movement – od dekryminalizacji homoseksualizmu po równe prawa cywile. Postulaty oczywiste, zrealizowane już w zasadzie w całym szerokopojętym świecie zachodnim i niebudzące w nim obecnie kontrowersji. Oraz, co warto zaznaczyć – niezwiązane od pewnego czasu z poglądami lewicowymi czy liberalnymi. W części krajów równość małżeńska została wprowadzona przez konserwatystów. W UK przez torysów, w Niemczech przez chadeckie CDU, a w wielu krajach Europy Zachodniej nie ma ani jednej partii, która opowiadałaby się przeciw, ba – osoby LGB stały się targetem dla partii prawicowych sprzeciwiających się np. genderyzmowi czy niekontrolowanej imigracji.

I tutaj właśnie pojawił się problem – mamy bardzo rozbudowane organizacje, które po zrealizowaniu postulatów przestały mieć rację bytu, więc żeby dalej działać musiały sobie poszukać zupełnie nowej niszy. Ta znalazła się w postmodernizmie, w dekonstrukcji pojęć, które dotąd uchodziły za oczywiste i skrajnym indywidualizmie.

Bo oto czegoś takiego jak płeć biologiczna nie ma, twierdzenie, że jest inaczej (i jest podział na sex i gender) to transfobia i dyskryminacja na podobnym poziomie, co dyskryminacja rasowa albo antysemityzm (tweet brytyjskiego Stonewall sprzed kilku dni). „Transwomen are women” i nie, nie w sferze społecznej, ogólnie, pod każdym aspektem, bez możliwości jakiejkolwiek dyskusji, bo jak się nie zgadzasz, że np. w sporcie czy u lekarza jednak nie do końca to od razu kaganiec w postaci oskarżenia o transfobię i skrajną nienawiść.
Stąd postulat self id, czyli zmiany płci prawnej tylko przez wyrażenie takiej woli. Bez konieczności funkcjonowania przez pewien czas jako dana płeć, bez konieczności terapii hormonalnej, bez jakiegokolwiek kontaktu z lekarzem. A w związku z tym wpuszczenie mężczyzn określających się jako kobiety do kobiecych więzień, centrów pomocy ofiarom gwałtów, do kobiecego sportu, do miejsc na listach wyborczych zagwarantowanych na zasadzie parytetów dla kobiet.
Stąd postulat faszerowania jak najmłodszych dzieci blokerami dojrzewania (czyli dosłownie kastracja chemiczna), a później hormonami, przeprowadzania na nastoletnich dziewczynkach mastektomii, bo to nie tak, że dzieci mogą nie wpisywać się w seksistowskie stereotypy, nie, wtedy są przeciwnej płci i należy im to wmawiać dotąd, aż uzyskamy pacjentów na całe życie. Efekt? Wzrost dysforii wśród dzieci o ponad 3000% w przeciągu 10 lat. (To jest punkt aż tak nieludzki, że nawet w UK wstrzymano te eksperymenty na dzieciach po orzeczeniu w sprawie Bell vs. Tavistock).

Ale to dopiero część literki „T”, a dalej jest jeszcze zabawniej.

Bo pod T, obok klasycznie rozumianej transpłciowości podlegają też cuda takie jak np. niebinarność, agender czy xenogender (i baaardzo dużo innych genderów, jak jakieś osoby fauniczne czy inne osoby mgławicoromantyczne, osoby sylficzne i płynnopłciowe – ja tego nie wymyśliłam w ramach szyderstwa, jak ktoś nie wierzy to polecam stronkę zaimki.pl – tak, oni to robią zupełnie na poważnie). Niebinarnym może ogłosić się każdy, kto ma takie życzenie i polega to na tym, że skoro danej osobie nie po drodze ze stereotypami dotyczącymi płci to znaczy, że jest gdzieś między płciami i dyskryminują ją niektóre elementy języka, takie jak zaimki czy końcówki rodzajowe, no i oczywiście stwierdzenie, że jednak jakąś tam płeć biologiczną ma. Agender – chyba, że wcale nie ma płci, xenogender (to jest tak abstrakcyjne, że nawet posiadacze innych genderów się odcinają) – jako swoją tożsamość płciową wskazują zwierzęta bądź zjawiska, wymagają zwracania się do nich zaimkami typu kitty / bunny i cierpią straszliwie, bo w spisie powszechnym nie mogą sobie zaznaczyć np. „galaktyki” jako płci.
I tutaj wypada podkreślić – niebinarność & spółka to koncept teoretyczny wcielony w życie (xenogender to ponoć troll z tumblra, który bardzo dobrze się w tym środowisku przyjął), a nie coś nazwanego na podstawie obserwacji rzeczywistości. Nie ma żadnych badań, które wskazywałyby na jakiekolwiek biologiczne różnice między osobami utożsamiającymi się jako niebinarne / tymi, które tego nie robią. Całość sporu opiera się na tym, że oni przyjmują teorię queer i pokrewne za pewnik, za prawdę objawioną i dlatego krytyka jej założeń / samo nieprzyjmowanie jej jako faktycznego elementu rzeczywistości urasta od razu do rangi „mowy nienawiści”.

Rozszerzeniem tego szaleństwa jest Q.
Jesteś oczywiście hetero, ale (wybierz chociaż 1 punkt) – 1) masz niebieskie włosy 2) wolisz określać się jako lesbijka / gej bo tak, bo czemu nie 3) masz harem złożony z kilku „osób partnerskich” 4) masz lewicowe poglądy i chcesz zdobyć +100 do fajności w tym środowisku 5) jesteś mizoginem i homofobem, ale chcesz nim móc być bez konsekwencji 6) czujesz, że jesteś jedyny w swoim rodzaju, ale nie chcesz by inni nazywali cię narcyzem 7) 15 lat temu należałbyś do jakiejś subkultury 8 ) masz liczne zaburzenia psychiczne i wolisz je pielęgnować niż leczyć 9) masz tatuaże 10) albo chociaż kolczyk w nosie

= jesteś LGBT!

Dalej pod + są jeszcze np. fetyszyści (K) i poliamoryści (jedno z dwóch P). Pchają się jak widać również prostytutki i sutenerzy, a niektórym aktywistom trans zdarza się już przebąkiwać, że „małe dziewczynki są kinky”.

Taki absurd musi runąć i już widać pierwsze jaskółki to zapowiadające. W UK wstrzymano tranzycje medyczne u dzieci, kolejne organizacje zajmujące się prawami człowieka / organizacje rządowe rezygnują z współpracy Stonewall, powstało LGB Alliance (od razu okrzyknięte przez trans lobby faszystowskim), coraz głośniej jest o cenzurze na uniwersytetach.
W Niemczech i Hiszpanii odrzucono ostatnio projekty self id, w Hiszpanii niestety po długiej walce, w Niemczech póki co nie była konieczna, a oba projekty (od FDP i Die Grünen) przepadły olbrzymią większością.
Więc tak – dla „LGBT+” naturalnym przeciwnikiem są przede wszystkim feministki, bo podważanie istnienia płci biologicznej realnie skutkuje szkodą dla wszystkich praw na niej opartych i (co z polskiej perspektywy może wydać się nieprawdopodobne) – geje i lesbijki, których orientacja jest z góry wymazywana jako transfobiczna, a którzy są wykorzystywani do brudnych interesów różnych kompletnie niezwiązanych z nimi grup.

Nie mam jednak jakichś szczególnych obaw związanych z ostateczną kompromitacją „LGBT+” w krajach zachodnich. Nawet najgorszy backlash nie zmyje praw osób w związkach jednopłciowych, za mocno są już one ugruntowane, zbyt długą tradycję ma ten ruch. W Niemczech nawet episkopat KK popiera udzielanie błogosławieństw małżeństwom jednopłciowym, a ostatnio była duża akcja sprzeciwu wobec słów Franciszka, który to wykluczył (jak chcecie zobaczyć tęczową flagę na kościele na przedmieściach niewielkiego miasta albo happenig robiony przez księży w postaci udzielaniu tych błogosławieństw mimo zakazu to zapraszam), + ciekawostka – w NRD pierwsze organizacje osób homoseksualnych powstawały właśnie przy kościołach.
Widać to też dobrze zwłaszcza po tym, że jednym z częściej przewijających się zarzutów wobec organizacji LGBT+ jest ich… homofobia.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda niestety w Polsce.
Nie wiem czy to samo tak wyszło, czy ktoś faktycznie uznał, że ściągnięcie tego cyrku 1:1 na polskie podwórko to dobry pomysł.
W 2020 roku, po 1,5 rocznej obrzydliwej nagonce, robiącej z osób homoseksualnych najgorszych zboczeńców.
Lata tłumaczenia, że niczym się nie różnimy od par hetero i chcemy po prostu równych praw i spokoju jak krew w piach, bo oto do najbardziej homofobicznego kraju w UE wjeżdża queer, niebinarność, transowanie dzieci, osoby z macicami, kobiety z penisami i ogólnie przynależność do LGBT rozumiana jako styl życia.

Osoby mało rozeznane w temacie od razu tego nie zauważą, więc zwrócę uwagę na dwie kwestie:

1) Zdecydowana większość tęczowych agresorów z twittera / osób robiących jakieś dziwne happeningi polegające na obrażaniu np. katolików to nie są geje i lesbijki. Owszem, czasem się tak określają, ale nimi nie są i nie dotyczy ich skierowana w nas dyskryminacja prawna. Są to najczęściej „osoby niebinarne” / „osoby queerowe” (w związkach hetero, które z jakichś powodów nazywają je „queerowymi” bądź „lesbijskimi / gejowskimi”), albo „osoby sojusznicze” o woke poglądach i totalitarnych zapędach.
Stąd kompletnie nie interesuje ich jaki ta działalność będzie miała skutek dla osób, które faktycznie LGBT są, a nie określają się tak, bo to modne. Stąd najbardziej interesuje ich robienie zadymy, zaimki, „neutralny płciowo język” polegający na wymazywaniu słów takich jak kobieta czy matka i atakowanie tzw. terfek.

Oni, gdy za kilka lat wyrosną ze skrajnych poglądów, będą w pełni korzystać z przywileju „normalności”. My zostaniemy z naszą dyskryminacją, a przez taki „aktywizm” coraz ciężej będzie nam tłumaczyć, że chodzi o równość prawną, a nie ideologiczną przebudowę świata.

2) Polskie organizacje LGBT i różnorakie strony określające się jako „progresywne” lub „feministyczne” w ciągu zaledwie kilku miesięcy na full zdążyły pójść już z wymazywaniem istnienia orientacji homoseksualnej, jako tej obrzydliwej, bo transfobicznej.
Gdy piszą o osobach niebinarnych to piszą o osobach które SĄ niebinarne, gdy piszą o jakichś egzotycznych orientacjach seksualnych to piszą np. o osobach które SĄ panseksualne.
A gdy piszą o lesbijkach to nagle mamy osoby, które IDENTYFIKUJĄ SIĘ jako lesbijki (+konieczna wzmianka, że transwomen are women i że lesbijka może mieć penisa).

Więc z jednej strony mamy szalejącą reakcyjną kontrrewolucję, której marzy się sądzenie aborcji z paragrafów dotyczących zabójstwa (zbierają już pod tym podpisy) i powrót do penalizacji homoseksualizmu (póki co zbierają pod penalizacją „homopropagandy” i zakazem marszów równości), a z drugiej strony rewolucję denialistów płciowych, którzy snują fantazje o kompletnej cenzurze i wsadzaniu do więzień za wszystko, co uznają za „transfobię” (a często też o masowych egzekucjach, dołach z wapnem i „ekogułagach”, ale to tylko takie śmieszne ŻaRtY, a poza tym im wolno).

Sytuacja patowa i tym groźniejsza, że na wszystkich, którzy „nie chcą być jak PiS” i popierają np. równość małżeńską wymuszany jest od razu zestaw dużo skrajniejszych poglądów, niezwiązanych zupełnie z osobami LGB. Najbardziej było widać to po aresztowaniu Margot, gdy okazało się, że liberalne (i umówmy się, nieszczególnie nawet progresywne) media jak Wyborcza czy TVN bezkrytycznie przyjęły skrajny postulat self id i najgłośniej płakały nad tym, że trafił do męskiego aresztu.
Widać to też po ilości artykułów, dotyczących dzieci trans, widać po tym, że, gdy Rzecznikowi Praw Dziecka udało się powiedzieć coś z sensem (o sprzedawaniu hormonów dzieciom na grupach trans) to akurat to jest najgłośniej wyśmiewane.

Sytuacja patowa, bo chociaż wielu osobom homoseksualnym bardzo nie podoba się to, co robią samozwańczy „adwokaci” ich sprawy to siedzą cicho, bo albo szaleństwo „LGBT+” albo skrajna homofobia. Widać też dobrze, jak środowiska związane z szeroko pojętą „lewicą tożsamościową” boją się scenariusza, w którym owieczki jednak zaczęłyby kwestionować podsuwane kolejne i kolejne bzdury. Po chwilowej aktywności Koalicja LGB (czyli póki co strony z 300 lajkami, bez żadnych zasięgów) organizacje mające po 100 tys. lajków i stałe źródło finansowania zaczęły w panice krzyczeć, że pojawiła się zbrodnicza idea oddzielenia ruchu na rzecz praw osób homoseksualnych od zupy z liter, że to zabija dzieci trans i jest czymś co najmniej jak eugenika.
Oni po prostu wiedzą, że bez pasożytowania na osobach LGB reszty tego ruchu nie ma, bo jest on parodią jakiegokolwiek ruchu społecznego, pełzającym totalitaryzmem, który pod płaszczykiem troski o grupy dyskryminowane chciałby zbudowania „nowego, wspaniałego świata”.

Dlatego, podsumowując, tym, co głównie przychodzi mi na myśl w 1. dniu miesiąca, który kiedyś był Pride, a teraz zmienił się bardziej w Spicy Hetero Month jest dobitne NIE MAM Z TYM NIC WSPÓLNEGO.
NIE MAM Z TYM NIC WSPÓLNEGO, zazwyczaj jestem bardzo przeciw, ale przez istnienie tej literowej zbitki muszę się regularnie z tego tłumaczyć i regularnie za to obrywać.


Źródło
Opublikowano: 2021-06-03 20:00:42

Lokatorzy z al. Grunwaldzkiej 597 w Gdańsku sprzedani razem z kamienicą od 6 dni nie mają wody. I mieć nie będą, bo… takie jest prawo

Piotr Ikonowicz:


Wielu moich oponentów czy ludzi nastawionych niechętnie do faktu, że upominam się o prawa pokrzywdzonych przez system, pyta z czego ja się utrzymuję. Nie mogą się bowiem pogodzić z tym, że zamiast biegać za monetą mogę sobie pozwolić na poświęcanie większości mojego czasu na pomaganie innym. Są rozczarowani, że system kapitalistyczny nie zmusił mnie, jak wielu innych, do groszoróbstwa i egoizmu.

Ten mój wolny czas ma swoja cenę. Żyjemy z żoną bardzo skromnie. Mamy pełnoletni samochód, wynajmujemy na wolnym rynku mieszkanie bez centralnego ogrzewania. Kiedy jest zimno palimy w piecu i dogrzewamy się prądem. Kiedy przychodzą wysokie rachunki zdarza się, że wyłączają nam prąd.
Ta sytuacja pozwala lepiej rozumieć problemy ludzi, którzy zgłaszają się do nas po pomoc.

Wstaję zwykle wcześnie rano i „odwalam” pracę zarobkową, piszę teksty do gazet, robię tłumaczenia, ekspertyzy, itp. Na to poświęcam 2-3 godziny dziennie. Mam łatwość pisania, znam 8 języków obcych, więc zarabianie tych niezbędnych do przeżycia groszy przychodzi mi z łatwością. Reszta czasu to praca społeczna i to ona jest treścią mojego i mojej zony życia.
Jesteśmy szczęśliwi, bo wiemy po co żyjemy.

Jestem jak najdalszy od gloryfikowania biedy i zgadzam się Tewje mleczarzem ze „Skrzypka na dachu”, że to nie wstyd być biednym, ale też i nie wielki honor”.

Lokatorzy z al. Grunwaldzkiej 597 w Gdańsku sprzedani razem z kamienicą od 6 dni nie mają wody. I mieć nie będą, bo… takie jest prawo

Źródło
Opublikowano: 2021-06-03 17:13:01

Bajeczne interesy Michała Sołowowa.

Piotr Ikonowicz:


Jan Śpiewak:

Tak jak sądziłem przegrałem w I instancji z byłym wiceprezydentem stolicy.

15 tysięcy złotych kary plus przeprosiny na fejsie. Mam usunąć fragment posta, który sąd już wcześniej w ramach zabezpieczenia powództwa kazał mi usunąć (LOL). Kolejny skandaliczny wyrok, w którym polskie sądy występują przeciwko wolności słowa. Zostałem skazany za jedno zdanie w poście, które sam wiceprezydent de facto publicznie wypowiedział. Sąd w uzasadnieniu zarzucał nam, że nie udowodniliśmy związków Jacka Wojciechowicza z aferą reprywatyzacyjną podczas, gdy wcześniej odmówił nam możliwości przeprowadzenia w tej sprawie dowodów. Uznał, że faktycznie media pisały w takim kontekście o zwolnieniu Wojciechowicza, ale to nie ma znaczenia. Znaczenie ma co o Wojciechowiczu mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Mieliśmy dzisiaj do czynienia z szokującym popisem pogardy wobec prawa, praworządności i elementarnej logiki ze strony sądu. Odbieram to jako kolejny element operacji sprzątania po aferze reprywatyzacyjnej przez wymiar sprawiedliwości. Dzisiaj to głównie ja ponoszę prawne konsekwencje ujawnienia afery, w której ukradziono mienie warte miliardy złotych i nielegalnie wyrzucono z mieszkań kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Warszawy. Politycy odpowiedzialni za tę sytuację w żaden sposób nie są ścigani przez prokuraturę.

Chociaż część sądów i establiszment chcą, żebyśmy się ich bali, żebyśmy nie patrzyli im na ręce, pozwolili dalej bezkarnie rozkradać nasze państwo i nasze miasta to mnie tak łatwo nie złamią. Nosze ich wyroki z dumą jako dowód na moją skuteczność.

Na moim kanale na YouTube dwa filmy ujawniające rolę wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza w aferze reprywatyzacyjnej:

Możecie mnie wesprzeć na:
www.patronite.pl/JanekSpiewak

Bajeczne interesy Michała Sołowowa.

Źródło
Opublikowano: 2021-06-03 09:17:42

Piękna i symboliczna koincydencja. Dzisiaj zostalem skazany przez sąd za informo

Jan Śpiewak:


Piękna i symboliczna koincydencja. Dzisiaj zostalem skazany przez sąd za informowanie opinii publicznej o aferze reprywatyzacyjnej. Dzisiaj też Sąd Najwyzszy orzekł, że prześladowca Brzeskiej znany handlarz roszczeniami Marek M. pozostanie bez kary i wyjdzie na wolności! Marek M. próbował wyłudzić kamienice na Pradze. Dostał tylko 1.5 roku więzienia, ale dla SN to wciąż za dużo.

Ta decyzja sądu sprawia, że jestem teraz jedyną osobą skazaną karnie za aferę reprywatyzacyjną 😂😬


Źródło
Opublikowano: 2021-06-01 13:20:11

Na dzień dziecka kupiłem sobie nową koszulkę.

Jan Śpiewak:

Na dzień dziecka kupiłem sobie nową koszulkę.

Tak jak sądziłem przegrałem w I instancji z byłym wiceprezydentem stolicy.

15 tysięcy złotych kary plus przeprosiny na fejsie. Mam usunąć fragment posta, który sąd już wcześniej w ramach zabezpieczenia powództwa kazał mi usunąć (LOL). Kolejny skandaliczny wyrok, w którym polskie sądy występują przeciwko wolności słowa. Zostałem skazany za jedno zdanie w poście, które sam wiceprezydent de facto publicznie wypowiedział. Sąd w uzasadnieniu zarzucał nam, że nie udowodniliśmy związków Jacka Wojciechowicza z aferą reprywatyzacyjną podczas, gdy wcześniej odmówił nam możliwości przeprowadzenia w tej sprawie dowodów. Uznał, że faktycznie media pisały w takim kontekście o zwolnieniu Wojciechowicza,… Więcej




Źródło
Opublikowano: 2021-06-01 10:18:36

Polecam ten przybytek. Chyba ostatni prawdziwy dom kultury na Helu. Wspierajmy k

Jan Śpiewak:

Polecam ten przybytek. Chyba ostatni prawdziwy dom kultury na Helu. Wspierajmy kina studyjne, bo zostanie nam tylko flądra z grilla.

Ej dobrzy ludzie! Zostało 8 godzin zrzutki. Cel, to było 35 000 zł, na ten moment jest 62 780 zł, ale posłuchajcie, posłuchajcie. To 35k, to Patrycja, Daga i Babinex – trzy wspaniałe kobiety prowadzące od lat Kino Żeglarz w Jastarni – wyliczyły, jako niezbędne minimum na przetrwanie kina (bo nie dostały ANI ZŁOTÓWKI dotacji w tym roku, będąc jedynym kinem i w pewnym sensie domem kultury na Półwyspie). A każda następna złotówka idzie na modernizację, konserwację, remont kina. A do zrobienia jest od chuja i ciut ciut. Jeśli kiedyś tu byliście – wiecie, że to magiczne miejsce. Azyl. Miłość. Przyjaźń. Przygoda. Dobrzy ludzie. Inspiracje. Jeśli nie – spróbujcie to sobie wyobrazić i planujcie wizytę. Te wspaniałe kobiety, z którymi mam przyjemność pracować, nie znoszą prosić o hajs i najchętniej puszczałyby Wam wszystkim filmy za darmo. Ale no cholera. Simoleony są potrzebne, żeby ocalić i rozwijać to niesamowite miejsce. Więc jeśli macie jakiekolwiek zaskórniaki – proszę Was całym moim serduszkiem – wpłaćcie coś na Żeglarza. Dziękuję, pozdrawiam.
👽 https://zrzutka.pl/vumep8


Źródło
Opublikowano: 2021-05-30 15:08:46

Struktura świata wg prawicy:

Maja Staśko:

Struktura świata wg prawicy:
Szef lewicy: Jaś Kapela
Istota lewicy: Maja Staśko i Jana Shostak
Jaka powinna być lewica: @Rafał Woś i Jan Śpiewak
Szef opozycji: Borys Budka
Wehrmacht: wyborcy opozycji
Szef NWO, masonerii i szatan naczelny: George Soros
Zagrożenie egzystencjalne: Donald Tusk
Szkoda, że nie gra po naszej stronie: Władimir Putin
Szkoda, że gra po naszej stronie: UE
Przywódca Wolnego Świata: Viktor Orban
Nadzieja Wolnego Świata: literally każdy nacek kandydujący w jakichkolwiek wyborach
Wieczny papież: JP2
Wieczny prezydent RP: Lech Kaczyński
Wieczny prezydent USA: Donald Trump

Źródło
Opublikowano: 2021-05-30 12:01:16

Wczoraj w Polsacie Piotr Ikonowicz walczył z lichwiarzami i bronił ludzi przed s

Jan Śpiewak:

Wczoraj w Polsacie Piotr Ikonowicz walczył z lichwiarzami i bronił ludzi przed spiralą długów. Wczoraj Jaś Kapela wziął siedemset złotych za udział w programie Krzysztofa Stanowskiego, gdzie przez dwie godziny nerwowo się śmiał, pocierał nos i gadał farmazony. Jeden codziennie pracuje u podstaw, żeby ludzie zaczęli kojarzyć lewicę z pomaganiem ludziom, drugi za pieniądze Krytyki Politycznej i Stanowskiego niemal codziennie ją kompromituje. Ja chcę lewicy Ikonowicza.

Źródło
Opublikowano: 2021-05-28 10:17:56

Dziś o 20:00 w Polsacie pierwszy odcinek programu „Wolni od długów”, rewelacyjn

Jan Śpiewak:

Dziś o 20:00 w Polsacie pierwszy odcinek programu „Wolni od długów”, rewelacyjnej produkcji z moim udziałem. Dzieło fantastycznego zespołu. Zobaczycie jak się skutecznie pomaga ludziom wyjść z pętli zadłużenia, stanąć na nogi.. Prawdziwe historie, ludzkie dramaty i mnóstwo serca. Zapraszam!


Źródło
Opublikowano: 2021-05-27 06:36:51

Dzisiaj z Piotrem Ikonowiczem Społecznym Rzecznikiem Praw Obywatelskich odwiedzi

Jan Śpiewak:


Dzisiaj z Piotrem Ikonowiczem Społecznym Rzecznikiem Praw Obywatelskich odwiedziliśmy Zawady Dworskie, której mieszkańcy pokazali ogromny hart ducha i solidarność w walce z wielkim przemysłem mięsnym.

W Polsce trwa epidemia ptasiej grypy. To efekt ogromnego zagęszczenia ferm na bardzo małej powierzchni. Kury mają koszmarne warunki życia na fermach, są osłabione, karmione antybiotykami. Padają łatwo ofiarą chorób. W jednym powiecie żuromińskim hoduje się w nawet sto milionów kurczaków. Najbliższe fermy stoją nawet kilkanaście metrów od ludzkich zabudowań. Tak gigantyczna produkcja jest uciążliwa dla środowiska i dla samych mieszkańców: smród i zatrucie wód gruntowych to norma.

Teraz gdy w powiecie wybuchła epidemia za pomocą dwutlenku węgla gazuje się miliony kurczaków. Co zrobić z taka ilością zabitych zwierząt? Spalarnie nie przerabiają takich ilości. Władze zdecydowały się część zakopać w Zawadach Dworskich kilkadziesiąt kilometrów od ogniska epidemii. Wynajęły od lokalnego obszarnika, który ma tysiąc hektarów teren i zaczęto kopać na kilku hektarach ośmiometrowe doły. Bez żadnego zabezpieczenia, bez żadnych specjalnych pozwoleń, w ziemi miano zakopać kilka tysięcy ton martwych zwierząt. Zaledwie 450 metrów od zabudowań. Taka ilość martwych zwierząt zatrułaby wody gruntowe i stanowiła zagrożenie biologiczne dla mieszkańców. Decyzja została wydana w jeden dzień. Wszystko w czasie święta pracy 1 maja. W nocy przyjechały pierwsze ciężarówki z martwymi kurczakami. Przykryte po prostu plandeką. Z ciężarówek lała się ciecz stwarzając zagrożenie rozniesienia pandemii na wolne do tej pory od ptasiej grypy gminy. Mieszkańcy wyszli zablokować transport. Natychmiast ściągnięto kilkuset policjantów. Blisko trzystu mieszkańców z okolicznych wsi przez kilka dni czuwało i blokowało przejazd. W końcu właściciel, który miał zarobić na tym nawet dwa miliony złotych, wycofał się z budowy grzebowiska. Niestety zagrożenie ciągle istnieje, bo ciągle ma zgodę na budowę dołów na martwe zwierzęta.

Tak właśnie wyglada druga strona kurczaka za 8 złotych za kilogram. Koszty przerzucane są na okolicznych mieszkańców. Zyskują tylko potężni producenci mięsa. To typowa cecha neoliberalizmu: koszty uspołecznić, zyski sprywatyzować. Tylko czemu władze stoją zawsze po stronie wielkich producentów a nie mieszkańców?

My dzisiaj z Piotrem Ikonowiczem jesteśmy z mieszkańcami Zawad Dworskich i wspieramy ich w tej walce. Brawo dla nich za solidarność i nieustępliwość. Pokazali, że można wygrać z potężna maszyną. Będziemy monitorować sytuacje.


Źródło
Opublikowano: 2021-05-26 13:29:09