Powiecie, że to błąd w matriksie, takie nierówności. Ale to nie żaden błąd, to bezlitosna logika nieregulowanego postkap

Urszula Kuczyńska

Powiecie, że to błąd w matriksie, takie nierówności. Ale to nie żaden błąd, to bezlitosna logika nieregulowanego postkapitalizmu.
Choć, kto wie, może taktycznie ten 1% wstaje dwa razy wcześniej i pracuje dwa razy ciężej niż ten dziesięcioletni chłopiec, co zginął wydobywając w kongijskim biedaszybie kobalt do Twojego smartfona.

A Wy jak tam? Rozliczyliście już pierwszą napotkaną aktywistkę z tego, czy zakręca wodę przy myciu zębów?


Źródło
Opublikowano: 2020-09-21 17:37:44

Z okazji akcji "Ratuj klimat, wspieraj atom!", którą organizują dziś F

Urszula Kuczyńska

Z okazji akcji "Ratuj klimat, wspieraj atom!", którą organizują dziś FOTA4Climate, Zielony Atom, Crazy nauka, Herzyk i Węglowy Szowinista w ramach ogólnoświatowego ruchu Stand Up For Nuclear, pokusiłam się o krótki manifest. Taki manifest nadziei w wykonaniu gorącej zwolenniczki przetrwania – przetrwania w obliczu katastrofy, którą ludzkość sprowadza na siebie sama, bez niczyjej pomocy.

Bo ja znam psychologiczny mechanizm wyparcia. Wiem jak działa i wiem jak wielką ma siłę. I tak jak żaden palacz nigdy jeszcze nie rzucił palenia na wieść, że mu ono w przyszłości zaszkodzi, tak ludzkość nie zerwie swojej zależności od paliw kopalnych bez względu na to, jak głośno Greta Thunberg będzie krzyczeć na szczycie w Davos, że wszyscy umrzemy.

Mechanizm wyparcia polega na tym, że można wiedzieć o pożarach buszu w Australii, czy lasów w Kalifornii i na Syberii; można czytać o topnieniu lodowców i falach śmiercionośnych upałów; patrzeć na umierającą na naszych oczach polską przyrodę i wysychającą Wisłę, na zimy bez śniegu i wiosny bez deszczu i nadal twierdzić, że dwutlenek węgla to gaz życia.

Dlatego alarmizm klimatyczny spod znaku Grety Thunberg jest konieczny. Potrzebujemy go, by połączyć wreszcie te kropki, przekonać się o potrzebie zmian. Ale sam alarmizm nie wystarczy.

Na dziś wiemy o nim bowiem tylko tyle, że przełożył się na coraz bardziej powszechną i leczoną w gabinetach psychiatrów depresję klimatyczną – zwłaszcza wśród młodszego pokolenia. Tymczasem, aby osiągnąć powszechną mobilizację społeczną; by doprowadzić do głębokiego przewartościowania potrzeba nadziei, nie rozpaczy.

Ludzką rozpacz łatwo jest prywatyzować. Można ją wysyłać na kozetki psychoterapeutów, opatrywać otwarte złamania plastrem w postaci powierzchownych działań, zakazywać użycia plastikowych słomek i zmienić barwy korporacyjnych logo.

Ale nie da się sprywatyzować nadziei. Tą – z definicji – trzeba się bowiem dzielić. Kiedy się wierzy, że można, że się da – to się działa. I kiedy wiadomo, co zrobić – działa się z tym większym przekonaniem i tym skuteczniej na rzecz wolnej od rozpaczy przyszłości.

Jak osoba uzależniona nikotynę, ludzkość rzuci swój nałóg, kiedy będzie na to gotowa. W naszym interesie jest, by była gotowa na wczoraj. Przygotowanie tych zmian, jak najszybsze ich wdrożenie uważam za kluczowe w tej całej skomplikowanej układance na rzecz bezpieczniejszej klimatycznie przyszłości.

Jedno jest bowiem pewne: nie powrócimy już nigdy do natury, jak chciałyby tego tradycyjne ruchy “ekologiczne”. Tej ich natury już nie ma. W ciągu ostatniego półwiecza wybiliśmy większość dzikich zwierząt na Ziemi, wyemitowaliśmy do atmosfery tak gigantyczne ilości CO2, że ociepliliśmy planetę o szacunkowe 1,3 stopnia Celsjusza. Wycięliśmy tyle drzew, że większość ekosystemów stoi na krawędzi załamania. Stoimy w obliczu realizacji scenariusza “gorącej Ziemi”.

Może to i marne pocieszenie, ale jednocześnie stworzyliśmy złożone systemy społeczne i organizacyjne pozwalające na rozwój technologii – w tym technologii dosłownie ratujących ludzkie życie. To głównie dzięki temu jest nas teraz na Ziemi, na tej niewielkiej planecie o skończonych zasobach, bezprecedensowo dużo.

Tego już nie odwrócimy i będzie z tym jak z dziedzictwem kolonializmu – to, co się wydarzyło było i nie przestaje być haniebne, ale ta moralna ocena nie zmieni rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Trzeba żyć dalej a przede wszystkim, zadbać o siebie nawzajem.

Ograniczenie konsumpcji w krajach rozwiniętych jest bez wątpienia konieczne. Mnie zawsze bawi ten szok zwiedzających Europę Amerykanów na wieść, że można dokądś dojechać pociągiem. Nie tylko można – trzeba.

Trzeba, bo czas zacząć myśleć o tym, jak zrobić więcej wykorzystując mniej. Mniej energii, mniej miejsca, mniej zasobów i środowiska. To się da zrobić i robiliśmy to jako ludzkość wielokrotnie, nazywając to postępem. Robiliśmy to na długo zanim wpadliśmy w pułapkę pseudorozwoju, który kazał nam działać w logice wirusa i uwierzyć w mnożenie dla samego mnożenia.

Innymi słowy, aby wrócić do tej natury, ratować siebie i ratować planetę potrzebujemy uciec do przodu – z wykorzystaniem wszystkiego, czego zdążyliśmy się nauczyć o świecie. Z wykorzystaniem nauki. Tej, która uczy nas jak produkować więcej żywności na mniejszym areale ziemi. Tej, która pozwala zużywać do tego mniej wody i pokazuje, jak ją zatrzymywać w miejscach, gdzie jest najbardziej potrzebna. Tej, która daje ogromną ilość potrzebnej do życia energii z garstki niestabilnych jąder atomu i tej, która ratuje nam życie na OIOMach. Tej, która pozwala zostawić maksymalnie duże pole działania samej naturze poprzez przeniesienie hodowli mięsa do laboratoriów i produkcję nabiału z wykorzystaniem drożdży. Tej, która pomoże uwolnić naturę od antropogenicznej presji, by ta mogła się zregenerować i stała naszym największym sprzymierzeńcem w walce o życie nasze i przyszłych pokoleń.

Innej drogi nie ma.

Konflikt w Syrii jest pierwszym – choć zapewne nie ostatnim – o którym mówi i pisze się wprost, że u zarania wywołały go zmiany klimatu. Rośnie liczba uchodźców klimatycznych, których zdefiniowały już jasno dokumenty ONZ. Dodatkowo, miliardy ludzi aspirują do poziomu życia, jaki osiągnęliśmy w krajach globalnej Północy.

Nie wiem, czy widzieliście kiedyś prawdziwą biedę. Taką o twarzy dwuletniej dziewczynki wygrzebującej resztki jedzenia ze śmierdzącej góry odpadków na obrzeżach miasta; taką o głodnych oczach chłopca, który kradnie Ci słodką bułkę z kieszeni plecaka i ucieka zanim zdążysz zawołać, żeby wziął jeszcze jabłko. Ja widziałam, bo kiedy się dokądś jedzie nie jako turysta a jako człowiek, to oprócz wielu rzeczy wspaniałych, widzi się też rzeczy straszne, niemożliwe do zauważenia z okien hoteli all-inclusive. I wtedy rozumie się prostą, głęboką prawdę, którą najlepiej ujął cytowany przez Jonathana Symonsa indyjski ekonomista: “nasza nędza, nie może być waszym planem na łagodzenie zmian klimatu.” Od dążenia do emancypacji i poprawy warunków życia przez egzystujące w biedzie i cierpieniu miliardy ludzi – tak jak od dokonanych zniszczeń i postępu technologicznego – nie ma już odwrotu.

Przed katastrofą klimatyczną nie uratuje nas indywidualizm ani indywidualna odpowiedzialność za produkcję własnej energii, za własny transport, za własną dietę, ubranie i własne, konsumenckie zachowania. Globalnych problemów nie rozwiązuje się w pojedynkę. Dziura ozonowa nie zniknęła dlatego, że każdy z nas przestał używać dezodorantów i lodówek z freonem.

Przetrwać i trwać w czasie globalnego kryzysu możemy tylko, kiedy przyjmiemy kolektywną odpowiedzialność za rzeczywistość materialną i społeczną, w jakiej żyjemy i tylko, kiedy posłużymy się wszystkimi narzędziami, jakich dostarcza nam współczesność, aby się z nim uporać.

Szersze wykorzystanie energii jądrowej w Polsce i na świecie to dopiero pierwszy, ale kluczowy krok – zwłaszcza teraz, gdy w Szwecji ma się rozpocząć pilotażowy projekt wykorzystania produkowanego przez elektrownie jądrowe ciepła do sekwestracji dwutlenku węgla z atmosfery.

Energii, zwłaszcza energii generowanej stabilnie, bez względu na warunki pogodowe, będziemy potrzebować tylko więcej, nie mniej.

Czego będziemy potrzebować mniej?

Z całą pewnością mniej potrzebujemy lęku i przed energią jądrową, i przyszłością. Również dlatego, że w ogromnej mierze energia jądrowa to właśnie przyszłość. Na dodatek taka, którą znamy i którą możemy mieć już dziś.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-20 11:35:15

Wczoraj, w otoczeniu najbliższej rodziny, w wieku 87 lat odeszła ikona światowego feminizmu, niezmordowana wojowniczka o

Urszula Kuczyńska

Wczoraj, w otoczeniu najbliższej rodziny, w wieku 87 lat odeszła ikona światowego feminizmu, niezmordowana wojowniczka o równość i prawa kobiet, sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego, Ruth Bader Ginsburg.

Pozostała aktywna zawodowo do ostatniego dnia, do ostatniego dnia próbując upewnić się, że niezmordowane ataki fanatycznej prawicy na podmiotowość kobiet nie pozostaną bez odpowiedzi i reakcji. W symbolicznym testamencie wyraziła wolę, aby jej następcę powołał dopiero prezydent, którego Amerykanie wyłonią w nadchodzących jesienią wyborach. Jeśli bowiem zrobi to Donald Trump, nie ma wątpliwości, że dojdzie do zniesienia wyroku w sprawie tzw. Roe vs. Wade i Amerykanki przestaną w świetle prawa stanowić autonomiczne osoby ludzkie, tracąc w momencie zajścia w ciążę przyrodzone każdemu człowiekowi prawo do godności, równej opieki zdrowotnej, integralności cielesnej i poszanowania życia prywatnego.

Prawa płodów staną się ważniejsze od praw kobiet – jak już dzieje się to w Polsce.

W Polsce, gdzie gwałt na 14-letnim dziecku uchodzi sprawcy praktycznie na sucho, bo sędzia twierdzi, że dziecko “nie krzyczało”; w Polsce, gdzie gwałt zbiorowy na skatowanej i na wpółprzytomnej kobiecie sędzia uznaje za “wykorzystanie bezsilności” a nie zbrodnię na drugim człowieku. W Polsce, gdzie fanatyczna prawica chce torturować kobiety wraz z rodzinami poprzez zmuszanie ich do noszenia śmiertelnie chorych płodów i patrzenie jak tuż po porodzie umierają im w niewypowiedzianych cierpieniach na rękach. W Polsce, gdzie fanatyczna prawica chce wypowiedzieć Konwencję Antyprzemocową twierdząc, że sama będzie bronić polskich kobiet. Powinna ich bronić przed samą sobą. To ona jest dla polskich kobiet najgroźniejsza.

Dziś spuścizna sędzi Ruth Bader Ginsberg jest bardziej istotna niż kiedykolwiek. Jej mądrość, wiedza, rozwaga i empatia pozostaną z nami już na zawsze.

Niech Pani spoczywa w pokoju, Pani sędzio. Podejmiemy pałeczkę, by dalej biec i nie spocząć dopóki każda z naszych sióstr nie będzie równa w prawie, w obowiązkach i w rzeczywistości każdemu z naszych braci.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-19 19:00:49

Kanie rządzą! Pierwsza potrawa to klasyczny kotlet w panierce. Do tego surówka z

Robert Maślak

Kanie rządzą! Pierwsza potrawa to klasyczny kotlet w panierce. Do tego surówka z pomidorów z ogródka, makaron z sosem sojowym i sałatą. Druga to flaki – pierwszy raz w życiu jadłem flaki i to od razu wegeflaki! Pokrojone kanie najpierw podsmaża się szybko, najlepiej w woku, a potem klasycznie wrzuca do wywaru jarzynowego, tutaj robionego na bazie domowej bulionetki warzywnej z przepisu Olgi Smile, dodaje selera i koniecznie majeranku. Wybornie pyszne. Wszystkożercy mówili, że te flaki są trudne do odróżnienia od robionych z ciała krowy, tylko znacznie smaczniejsze. Dlatego liczne jeszcze kanie na łąkach i przy brzegach lasu, po pokrojeniu w paski, przysmażeniu i zamrożeniu, zabiorę do domu, na zimowe wegeflaki.

#Mazury #grzyby #kulinaria #kuchnia #zupy #GoVegan #weganizm #wegetarianizm #vegan #wegan #kuchniawege






Mazury,grzyby,kulinaria,kuchnia,zupy,GoVegan,weganizm,wegetarianizm,vegan,wegan,kuchniawege

Źródło
Opublikowano: 2020-09-19 16:41:48

Ostatnie trzy dni spędziłam w okolicach Żarnowca. To jedno z kluczowych miejsc dla historii polskiej energetyki. To gmin

Urszula Kuczyńska

Ostatnie trzy dni spędziłam w okolicach Żarnowca. To jedno z kluczowych miejsc dla historii polskiej energetyki. To gmina, która mogłaby dziś być wzorcowym przykładem na to, jak tworzyć zrównoważony, stabilny i niskoemisyjny miks energetyczny. Ale tak się nie stało.

Na brzegu Jeziora Żarnowieckiego znajdują się ruiny Elektrowni Jądrowej “Żarnowiec” – tej, którą we współpracy z międzynarodowymi konsorcjami i pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej budowaliśmy jako Polska za PRL. EJ “Żarnowiec” miała pomóc nam zmniejszyć swoją zależność od węgla, ale nie pomogła – budowę praktycznie gotowego obiektu zarzucono decyzją rządu Tadeusza Mazowieckiego w osobie ministra Syryjczyka.

Reaktor dla polskiej elektrowni był gotowy, ale nigdy do niej nie dojechał. Sprzedany za grosze jako mienie polikwidacyjne trafił i do dziś pracuje, gdzie indziej. Za porzucenie budowy zapłaciliśmy 30% wartości całego obiektu w karach umownych.

Porzuconej budowy nie zabezpieczono. Wydane na pastwę żywiołów ruiny przedstawiają 30 lat później makabrycznie fascynujący widok. I nie nadają się do niczego. PGE EJ1 – wskazany w ustawie inwestor w pierwszą (choć przecież drugą!) polską elektrownię jądrową – bada teren, żeby sprawdzić, czy spełnia dzisiejsze standardy bezpieczeństwa dla lokalizacji dla takich obiektów. Ma dokonać wyboru pomiędzy nim a terenem gminy Choczewo. Jeśli wybór PGE EJ1 padnie właśnie na Żarnowiec jako lokalizację, ruiny trzeba będzie rozebrać. To cenny czas i pieniądze, które można byłoby wydać na co innego.

Tuż obok, po drugiej stronie Jeziora Żarnowieckiego, znajduje się Elektrownia Szczytowo-Pompowa “Żarnowiec”. Powstawała równolegle z jądrówką. Ją jednak ukończono i do dziś stanowi największy magazyn energii w polskim systemie energetycznym. Zapewnia 3800 MWh bezemisyjnej energii – to wielokrotnie więcej niż jakikolwiek współcześnie budowany magazyn, czy Święta Bateria, której tak poszukują wyznawcy teorii o oparciu się o niedyspozycyjne źródła wytwórcze takie, jak słońce i wiatr.

Stałam wczoraj na zaporze górnego zbiornika ESP “Żarnowiec” i patrzyłam na zainstalowane w oddali, kręcące się niespiesznie turbiny wiatraków lądowych. I pomyślałam sobie, że na tych kilku kilometrach kwadratowych skupia się święty Graal głębokiej dekarbonizacji.

A raczej, że by się na nich skupiał, gdyby EJ Żarnowiec ukończono.

Polska energetyka mogła już 30 lat temu zacząć przechodzić na tory niskiej emisji i oprzeć się na miksie w postaci czystej energii z atomu i tej odrobiny dostępnej w polskich warunkach hydroenergetyki. Później zaczęły by dołączać wiatraki. Tak się jednak nie stało. Nasze władze wybrały jeszcze głębiej uzależnić nas od węgla.

Dziś, w dobie widocznego gołym okiem klimatycznego kryzysu, nie jesteśmy nawet w ówczesnym punkcie wyjścia. To niezwykle przygnębiająca myśl, która prześladuje mnie od wczoraj.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-18 20:15:08

Uchwalona dziś w nocy ustawa to ogromny sukces i postęp, ale ma trochę luk. Senat powinien spokojnie się jej przyjrzeć,

Robert Maślak

Uchwalona dziś w nocy ustawa to ogromny sukces i postęp, ale ma trochę luk. Senat powinien spokojnie się jej przyjrzeć, posłuchać organizacji pozarządowych, żeby ta ochrona zwierząt była skuteczna.

Tu najnowszy przykład jak według obecnego prawa obejść przepisy. Trzeba w nowym prawie podobne luki załatać. Liczę na Senat. Były właściciel fermy w Kościanie, choć usłyszał prawomocny wyrok sądu, ciągle zajmuje się hodowlą lisów. Przepisał fermę na żonę i z łatwością obszedł dziurawe prawo. Onet ujawnia nagrania, które pokazują, w jaki sposób nadal traktowane są tam zwierzęta.

Ujawnione w 2016 r. szokujące nagrania z fermy w Kościanie, dokumentujące ubój lisów, były pokazywane przez media w całej Polsce.

Właściciel fermy został wtedy skazany za znęcanie się nad zwierzętami
Onet ujawnia, że teraz, mimo wyroku, nadal hoduje zwierzęta.

Na ujawnionych przez nas nagraniach widać m.in. przepełnione klatki, lisy z chorobami oczu i ze zdeformowanymi łapami. W klatkach zalegają larwy, robactwo i sterty odchodów.

Właściciel hodowli w rozmowie z Onetem zaprzecza, by na jego fermie były jakiekolwiek uchybienia; przyznaje jednak, że wciąż współprowadzi hodowlę.
Artykuł i film: https://www.onet.pl/…/hodowla-lisow-w-pols…/6fcsjn7,79cfc278


Źródło
Opublikowano: 2020-09-18 13:52:33

Dlaczego hodowla lisów i norek na fermach jest okrucieństwem? Tłumaczy dr Robert Maślak

Robert Maślak


Na filmie wyjaśniam, dlaczego nie da się poprawić losu zwierząt futerkowych na fermach. Potrzebny jest całkowity zakaz tego typu procederu. Klatka to nie miejsce dla dzikich zwierząt.
#czasnazakaz #StopFurChallenge
https://www.youtube.com/watch?v=bRTtM7G4ZtE



czasnazakaz,StopFurChallenge

Źródło
Opublikowano: 2020-09-17 17:43:53

Kto chce dalszego torturowania zwierząt na fermach futrzarskich? Wyniki głosowania z 16 września 2020 r.

Robert Maślak

Kto chce dalszego torturowania zwierząt na fermach futrzarskich? Wyniki głosowania z 16 września 2020 r.
Z klubu Zjednoczonej Prawicy projekt Kaczyńskiego do śmieci chcieli wyrzucić wszyscy Ziobryści czyli Solidarna Polska (w tym Michał Woś, Minister Środowiska!). Oczywiście za biznesem futrzarskim stoi mocno cała Konfederacja, kasa futrzarzy nie śmierdzi, a związki narodowców i neofaszystów z futrzarzami to nic nowego (w końcu na weselu Bosaka bawili się potentaci tej branży) i około połowa część klubu PSL/Kukiz 15.
Część osób z klubów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy nie wzięła udziału w głosowaniu (niektórzy, o ile wiem, z powodów taktycznych).
Komisja Rolnictwa obradowała od 20:00 do 7:00 rano. Konfederacja próbowała przeszkadzać, blokować głosowania, krzyczeć. W Komisji było 58 głosowań, z powodu chaosu część sensownych poprawek przepadła (zakaz użytkowania koni do przewozu turystów na Morskim Oku czy dopisanie królików do zakazu ferm futrzarskich. To szaleńcze tempo związane jest z tym, że wydłużenie procedury spowoduje, że PiS byłby dłużej grilowany przez Rydzyka i Konfederację. Ważne jest też tarcia wewnątrz Zjednoczonej Prawicy – chodzi by utrzeć nosa Ziobrystom i pokazać im kto tu rządzi. Dzisiaj drugie czytanie w Sejmie (w tej chwili) i głosowanie. PiS chce się wycofać z zapisu o zakazie uboju rytualnego na eksport. Potem Senat i Duda.




Źródło
Opublikowano: 2020-09-17 14:21:41

Do ogłoszenia ze strony Polskiego Związku Łowieckiego przykleiłem fragment regulaminu tego konkursu. Nieprzypadkowo znal

Robert Maślak

Do ogłoszenia ze strony Polskiego Związku Łowieckiego przykleiłem fragment regulaminu tego konkursu. Nieprzypadkowo znalazły się tam słowa o "przyczynach kontynuowania pasji". Inaczej, na konkurs mogłyby przyjść relacje osób, dla których udział w polowaniu jako dziecko, był traumą na całe życie.
PZŁ wciąż walczy o możliwość udziału dzieci w polowaniach, choć dziesiątki organizacji zajmujących się prawami dziecka, psychologów, wypowiedziało się przeciwko temu pomysłowi.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-17 09:00:03

W Oregonie, tegoroczne zbiory ogórków odbywają się w maskach przeciwpyłowych i p

Urszula Kuczyńska


W Oregonie, tegoroczne zbiory ogórków odbywają się w maskach przeciwpyłowych i przy użyciu latarek, bo apokaliptyczna łuna z płonących lasów nie pozwala ich dostrzec również w ciągu dnia.

Innego końca świata nie będzie, bez względu na to, co o „higienie lasów” bredzi amerykańska prawica.




Źródło
Opublikowano: 2020-09-15 20:02:19

Czy zakaz hodowli zwierząt na futra zrujnuje polską gospodarkę?

Urszula Kuczyńska

Dziś na YT krótki filmik, w którym rozjeżdżam walcem opowieść o niepowetowanej stracie dla gospodarki, jakim według podopiecznych ojca Rydzyka miałby być zakaz hodowli zwierząt na futra.
Ma dopiero 300 wyświetleń a ja nigdy jeszcze nie musiałam tak szybko kasować tylu wprost chamskich i idiotycznych komentarzy XD
Słychać wycie? ZNAKOMICIE.

Czy zakaz hodowli zwierząt na futra zrujnuje polską gospodarkę?

Rząd PiS wyciągnął z zamrażarki sejmowej projekt zakazu hodowli zwierząt na futra. To ustawa, którą próbował procedować w Sejmie kilka lat temu, ale wycofał …

Źródło
Opublikowano: 2020-09-14 18:06:17

Abp Jędraszewski atakuje już nie tylko LGTB i gender. Kolejna jego obsesja to &q

Robert Maślak

Abp Jędraszewski atakuje już nie tylko LGTB i gender. Kolejna jego obsesja to "ideologia singli". Atak na własną grupę zawodową, na Jarosława Kaczyńskiego czy zniesienie celibatu 😄.
Kościół katolicki jest nie tylko zblatowany z władzą PiS, ale też coraz bardziej oderwany od rzeczywistości. Może niektóre starsze osoby to kupują, u młodych takie anachronizmy nie przejdą
Artykuł: https://www.onet.pl/…/abp-jedraszewski-pel…/srqc7se,79cfc278


Źródło
Opublikowano: 2020-09-13 22:21:59

Kalifornia stoi w ogniu. San Francisco obleka apokaliptyczna, pomarańczowa poświata przypominająca tę z Sydney z początk

Urszula Kuczyńska

Kalifornia stoi w ogniu. San Francisco obleka apokaliptyczna, pomarańczowa poświata przypominająca tę z Sydney z początku roku. Płoną też lasy w Utah i Kolorado – pióropusz dymu rozciąga się na tysiące kilometrów, nad Ocean Spokojny.

W ogniu stoi też Arktyka. Fala rekordowych upałów za kołem podbiegunowym doprowadziła do topnienia wiecznej zmarzliny. Płoną rozległe obszary torfowisk, które przez tysiąclecia wychwytywały CO2 z ziemskiej atmosfery wiążąc go w glebie. Teraz wraz z zasnuwającym syberyjskie miasta siwym dymem, w niekontrolowany sposób uwalniają go z powrotem.

W Chinach trwają straszliwe powodzie.

Rok 2019 był najgorętszy w historii pomiarów, 2020 idzie na kolejny rekord.

Co w tym czasie robią rządy krajów?

Amerykański zezwala na wydobycie ropy na chronionych terenach Alaski. Francuski zaciera rączki na myśl o dochodzie z ropociągu, który będzie liczył 1445 km długości biegnąc przez chronione tereny Afryki. Polski przekopuje Mierzeję Wiślaną. Niemiecki zwalcza atom niosąc zbawienie przez rosyjski gaz.

A moi znajomi?

Płaczą nad upadkiem cywilizacji, bo ktoś zmienia regulamin przyznawania Oskarów i wypominają sobie nawzajem, kto z aktywistów je mięso, więc jest hipokrytą.

Czuję, jak rodzi się we mnie potężny wkrw na ten imposybilizm.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-13 20:34:17

Funkcjonariusze polskiego kościoła katolickiego nie przestają wprawiać mnie w osłupienie.

Urszula Kuczyńska

Funkcjonariusze polskiego kościoła katolickiego nie przestają wprawiać mnie w osłupienie.
Otóż biskup Marek Mendyk, podczas uroczystości objęcia swojego urzędu, przestrzegł rzesze witających go katolickich aktywistów z takich formacji jak Wojownicy Maryi (to ci, od zabaw z mieczami moczonymi w wodzie święconej, bo gdzieżby indziej) przed … pokusą ulegania „ideologii aktywizmu”.

Mam szczerą nadzieję, że to oznacza, że fanatyczne Wiewiórki, homofobusy i obrazy dżemu ze sklepu przed szpitalami wreszcie znikną z ulic naszych miast.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-13 11:17:43

W najnowszym numerze "Polityki" wywiad ze mną.

Robert Maślak

W najnowszym numerze "Polityki" wywiad ze mną.
"Duży kot, duży kłopot – czego nas uczy przypadek pumy Nubii"

"Podobno umieszczona w ogrodzie zoologicznym Nubia tęskni. To możliwe?
– Nie. Ona nie tyle tęskni za właścicielem, co go zna, bo od małego stanowił cały jej świat. Niewątpliwie go poznaje, gdy odwiedza ją w ZOO. Gdy ją odebrano, na pewno była zaskoczona i zaniepokojona, bo znalazła się w nowym miejscu. Puma nie będzie tęsknić, tak jak pies, czy kot domowy, bo jest samotnikiem. Po opuszczeniu matki, w wieku 1,5 – 2 lat, żyje samodzielnie i w dorosłym życiu nie ma potrzeby relacji społecznych, takich, jak np. lwy, które żyją w grupach.

– Skąd się bierze pumę?

– Kupuje się. Nubia pochodzi z hodowli w Czechach, gdzie rozmnażanie nawet bardzo niebezpiecznych zwierząt jest legalne. Jednak od niedawna władze zaczęły im się uważniej przyglądać, bo część zwierząt tam hodowanych, trafiało nielegalnie na rynek chiński, gdzie parafarmaceutyki produkowane np. z tygrysów są bardzo popularne. Gdy policja wkroczyła na jedną z takich farm, odkryła garnki, w których gotowały się poćwiartowane ciała tygrysów. Jeśli chodzi o zwierzęta przeznaczone dla indywidualnych odbiorców, postępuje się z nimi dokładnie tak, jak w cyrkach. Jeśli chce się trzymać taką pumę blisko z człowiekiem, tak jak w przypadku Nubii, trzeba je jak najwcześniej oddzielić od matki; już po kilku tygodniach, podczas gdy w naturze młode opuszczają matkę dopiero po półtora roku. Im młodszy będzie kot, tym łatwiej będzie można ukształtować jego charakter i go wytresować. Mała puma, która ledwie co otworzyła oczy, siłą rzeczy uzna, że cały jej świat to ten, którym otacza ją treser. Na początku to zwierzątko jest kompletnie bezradne, puchate, urocze.

– Mały kotek…

– Tak. Nie stanowi zagrożenia, nie trzeba go karać, bo najwyżej podrapie fotel, czy podrze firanki. Trzeba wiedzieć, że konsekwencje odebrania matce takiego malucha ponosi on przez całe życie. Jest to niezwykle ważny okres, kiedy kształtują się zachowania społeczne, interakcje z innymi osobnikami własnego gatunku. Deprywacja w tym czasie, czyli pozbawienie zwierzęcia zaspokojenia potrzeby niemal stałego kontaktu z matką, może skutkować potem zachowaniami lękowymi, agresywnymi, depresjami, zachowaniami kompulsywnymi czyli natręctwami, a u niektórych gatunków nawet autoagresją.
Czasem słyszę argumenty, że takie zwierzę traktuje człowieka, jak matkę, bo zostało poddane imprintingowi, czyli wdrukowaniu, o którym pisał twórca etologii Konrad Lorenz.

– Ale Lorenz pisał o gęsiach.

– Otóż to. Imprinting polega na tym, że wyklute pisklę uznaje za matkę pierwszą istotę, jaką zobaczy. Czy będzie to człowiek, kot, czy pies, pisklęta będą za nim podążać. Imprinting dotyczy ptaków, zwłaszcza zagniazdowników, które wodzą swoje młode poza gniazdem. Młode musza szybko wdrukować sobie obraz matki, aby się nie zgubić. U ssaków takie zjawisko w klasycznej postaci nie występuje. Więzi z matką są oczywiście równie istotne, ale okres ich powstawania jest zwykle bardziej rozciągnięty.

– To co trzeba zrobić, żeby uzyskać efekt „pumy przy nodze”?

– Po kilku miesiącach drapieżnik zaczyna już pokazywać pazury. W przenośni i dosłownie. Dzikie koty mają ogromny temperament, potrzebę eksploracji. Zabawy z człowiekiem stają się zbyt ostre i trzeba zwierzę utemperować; wprowadzić kary. W ZOO taka puma przebywa na ogrodzonej przestrzeni i człowiek nie ma z nią stałego, bezpośredniego kontaktu. Wystarczy stosować tzw. trening medyczny, oparty tylko na wzmocnieniu pozytywnym, czyli na nagrodach. Chodzi o to, by np. tygrys czy słoń pozwolił potem poddać się badaniom lekarskim czy pobieraniu krwi. Żeby trzymać drapieżnika w domu, czy – jak w przypadku Nubii prowadzać na smyczy na różne sesje fotograficzne – musi być stale poddane ostrej dyscyplinie. Trzeba je ujarzmić. Dokładnie tak, jak robią to cyrki.

– Jak?
– Złamać jego psychikę. Tu nie ma alternatywy. Samymi nagrodami się tego nie osiągnie. Potencjał agresji u dzikich kotów jest duży, bo potrzebują go do polowania. Potrzebny jest także system kar. Dzikie zwierzę nie jest nastawione na współpracę z człowiekiem. U psów czy kotów, w wyniku tysięcy lat udomowienia, zaszły takie zmiany w zachowaniu i w układzie nerwowym, że łatwo nawiązać z nimi relację. Wydają nawet dźwięki, które przeznaczone są tylko do komunikacji z ludźmi. W naturze dzikiego zwierzęcia nie ma chęci współpracy z człowiekiem. Trzeba je zmusić, stosując brutalną przemoc. Służą do tego m. in. kolczatki, obroże z dławikiem, który przy pociągnięciu skręca zwierzęciu szyję i je dusi, czy rażące prądem, obroże elektryczne. Pod wpływem bólu, zwierzę zaczyna rozumieć, że nie ma innego wyjścia niż posłuszeństwo i uczy się tłumić swoje naturalne potrzeby.

Myśli pan, że Nubia takich cierpień doświadczyła, zanim udało się stworzyć pozory miłości między nią a właścicielem?

– Nie mam co do tego wątpliwości. Bez kar i nagród nie da się przyuczyć dzikiego kota do chodzenia na smyczy, spania w łóżku z człowiekiem, czy pozowania do sesji fotograficznych. Samo przyuczenie zresztą nie wystarczy. Stale trzeba uważać i mieć środki dyscyplinujące pod ręką. Dziki kot, to piekielnie silna, muskularna „maszyna do zabijania”. Nie przewidzimy, kiedy coś go może zdenerwować, przestraszyć, albo nawet coś sobie wyobrazi. Kotowate mają szczególny dar wyobraźni. Wie to każdy opiekun kota, widząc, jak bawi się nieistniejącymi przedmiotami. Koty, tak jak ludzie mogą mieć także zaburzenia psychiczne. Zdarzyło się, że mój 21 – letni kot, wielki, łagodny pieszczoch, ugryzł mnie w rękę, do krwi. Jeden jedyny raz w życiu. W przypadku dużego drapieżnika, taka historia może się skończyć śmiercią właściciela. Przed laty w jednym z zagranicznych azyli dla niedźwiedzi, oswojony i wychowany przez człowieka osobnik, zaatakował wolontariuszkę, która weszła na wybieg i grała na skrzypcach. Na szczęście skończyło się lekkim poturbowaniem, ale takie sytuacje zdarzają się nierzadko. Rozmaici treserzy czy „zaklinacze” lwów czy niedźwiedzi czasem nie uchodzą z życiem z takich ataków. Wielokrotnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć reakcji psa czy kota na jakiś bodziec, tym bardziej zatem gatunku nieudomowionego. Oglądałem filmy z pokazów, w których brała udział Nubia i widać, że właściciel musiał jej cały czas pilnować. Miała kolczatkę lub obrożę z dławikiem.

Czy, przez analogię, można powiedzieć, że takie dzikie zwierzę, złamane przez człowieka ma coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego?

To coś więcej. Takie zwierzę, jak Nubia nie zna innego świata. Człowiek, to jej jedyny świat. Nie wie, że można żyć inaczej. I musi się z tym pogodzić, bo nie ma innego wyjścia. Treser więzi ją w swego rodzaju psychicznej klatce. Stosuje kary, ale daje jeść. Daje też przyjemność, kiedy podrapie za uchem. Na filmach z Nubią to widać. Gdy na jakimś jarmarku zaczynała się niecierpliwić, właściciel szarpie smyczą, ale zaraz potem głaszcze. Kara i nagroda. To tak, jak w cyrku. Widzimy, jak treser całuje w nos tygrysa, ale pytanie, czy to pożądana relacja i co się dzieje za kulisami.

– I pytanie, czy w XXI w. potrzebna jest nam taka barbarzyńska, jarmarczna rozrywka, okupiona cierpieniem zwierząt.

– Od lat jestem zaangażowany w działania przeciwko wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach. Z badań CBOS z 2018 roku wynika, że 74% Polaków uważa ten proceder za niepożądany. Mimo, że świadomość i wrażliwość opinii publicznej na los zwierząt cyrkowych jest coraz większa, ciągle nie udaje się tego zakazać. To o tyle dziwne, że w Polsce takich cyrków jest niewiele – trzy duże i kilkanaście mniejszych. Oczywiście zdarza się dość często, że na występy przyjeżdżają do Polski zagraniczne cyrki ze zwierzętami. Obserwowałem jak nowelizowano ustawę o ochronie przyrody. Znalazł się tam zapis, że ma być wydane rozporządzenie, określające kategorie zwierząt niebezpiecznych. Do kategorii pierwszej zaliczono gatunki najbardziej niebezpieczne, a jako miejsca, gdzie można je przetrzymywać wymienione były ogrody zoologiczne i placówki naukowe. A potem, nagle, znalazły się w tym zapisie także cyrki. To małe środowisko, nieporównywalne np. z potężnym lobby futrzarskim, wie, w jaki sposób dbać o swój interes.

– A dzięki temu możliwe są takie historie, jak historia Nubii. Wystarczy zarejestrować pseudo – cyrk i można trzymać pumę w domu.

– Ten zapis tworzy także furtkę dla prywatnych zwierzyńców, które rejestrują się jako cyrki. Żeby zarejestrować ogród zoologiczny, trzeba spełnić znacznie wyższe standardy – choćby mieć na stałe zatrudnionego lekarza weterynarii. W stosunku do cyrków wymagania są niewielkie. Były paradoksalne sytuacje, że gdy do takiego niby cyrku wchodziła kontrola z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, to nie mogła mu zarzucić np. trzymania zwierząt zamkniętych na zbyt małej przestrzeni, ale drobiazgi w stylu – brak planu występów. Może głośna historia Nubii sprawi, że sądy zaczną trochę wnikliwiej przyglądać się takim instytucjom i interpretacjom tego, co może być zarejestrowane, jako cyrk.

– Co dziś dla Nubii byłoby najlepsze? Urodziła się w niewoli, ma złamaną psychikę, o powrocie do natury nie ma co marzyć. Słyszałam argumenty, że skoro zło już się stało, to może lepiej, żeby pozostała z właścicielem, z którym łączy ją długa relacja, niż obce dla niej ZOO.

– Ale to nie jest relacja pożądana z punktu widzenia dobrostanu zwierzęcia. Przez całe lata nie znała innego życia, a w ogrodzie zoologicznym może go doświadczyć; życia, w którym nie ma kolczatek, obroży z dławikiem i kija. Nie jest stale tresowana i może zachowywać się swobodnie. Niestety, w polskich warunkach, ogród zoologiczny jest jedynym miejscem, które może jej takie warunki zapewnić. I to z trudnościami, bo generalnie ogrody zoologiczne nie przyjmują takich zwierząt. Mają inne zadania. Prywatne zwierzyńce nastawione są na zysk w czystej postaci i często złe warunki do trzymania zwierząt. Są ośrodki rehabilitacji, czyli miejsca, do których dzikie zwierzę trafia np. po wypadku, jest leczone i zwracane naturze. Ale azylów w Polsce dla takich zwierząt nie mamy. Kilka lat temu, razem z dr Agnieszką Sergiel, byliśmy kilkukrotnie w Ministerstwie Środowiska w sprawie niedźwiedzi, przebywających wówczas w schronisku dla psów w Korabiewicach i zapewniano nas, że faktycznie należałoby tak zmienić prawo, by stworzyć kategorię azylu dla konfiskowanych właścicielom egzotycznych dzikich zwierząt, z którymi nie ma co zrobić. Oczywiście nic się nie zmieniło. A dla Nubii najlepszy byłby azyl, czyli miejsce, które dysponuje dużą przestrzenią, gdzie mogłaby spełniać swoje biologiczne potrzeby.

– Jaka jest skala takich konfiskat w Polsce?

Wydaje się niewielka, ale może dlatego, że nie prowadzi się statystyk. Od pracowników Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska słyszę czasem, że nie konfiskują np. małpy, trzymanej w prywatnym domu, w fatalnych warunkach, bo nie będą mieli co z nią zrobić. Nie ma gdzie jej umieścić. Tak naprawdę więc skala nie jest znana. Mamy otwarte granice, a jak pokazuje historia Nubii, dzikie zwierzę można przywieźć bez problemu.

Dr Robert Maślak – etolog zajmujący się zachowaniem i dobrostanem zwierząt nieudomowionych w niewoli. Pracuje w Instytucie Biologii Środowiskowej na Uniwersytecie Wrocławskim."

https://www.polityka.pl/…/1970290,1,czego-nas-uczy-przypade…


Źródło
Opublikowano: 2020-09-12 18:00:01

Pewnie nie jest przypadkiem, że sponsorem imć Bosaka jest pan Szczepan Wójcik, największy hodowca norek w Polsce

Urszula Kuczyńska

To jest fascynujące patrzeć, jak ludzie, którzy zbudowali sobie markę „gospodarczych realistów” bronią jak niepodległości zysków garstki bogaczy, którzy zatruwają życie, glebę i wodę setkom tysięcy rolników i ludzi w tym kraju.
I jeszcze robią to w imię obrony … 900 miejsc pracy, które według danych ZUS generuje w Polsce hodowla zwierząt futerkowych. Resztę roboty – rzecz jasna na czarno – opylają im przecież imigranci zza wschodniej granicy.

Pewnie nie jest przypadkiem, że sponsorem imć Bosaka jest pan Szczepan Wójcik, największy hodowca norek w Polsce.

Wiecie, wystarczy tak „racjonalnie” przyjąć radę Amerykanów i żeby zrozumieć, o co tu chodzi po prostu spojrzeć, skąd do pana Bosaka płynie srebrny pieniążek.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-11 20:12:36

Obejrzyj Cyrk Arena – zwierzęta

Robert Maślak


Odwiedziłem cyrk. Zwierzęta z zaburzeniami zachowania to dla mnie nic nowego, ale te lwy szamoczące się w ciasnej klatce to szczególnie przykry widok. Choć Wrocław nie udostępnia terenów miasta dla cyrków ze zwierzętami, mogą one występować na prywatnych posesjach. Miejsce dla cyrku Arena udostępniła Spółdzielnia Mieszkaniowa im. Bolesława Krzywoustego na Psim Polu. Najbardziej przejmujące były warunki życia pary lwów należącejdo czeskich treserów. Zdecydowana większość aktywności to zachowania stereotypowe – zaburzenie świadczace o niskim poziomie dobrostanu, o dyskomforcie i cierpieniu zwierząt.
Inne moje opinie o zwierzętach w cyrku:
https://www.tuwroclaw.com/sonda,czy-cyrk-z-uzyciem-zwierzat…

https://www.radiorodzina.pl/…/dr-robert-maslak-o-zwierzeta…/


Źródło
Opublikowano: 2020-09-11 18:00:05

Dwa obrazki: 1. Minister Środowiska Michał Woś, który zajmuje się wszystkim, tylko nie środowiskiem, chce wejść na uniwe

Robert Maślak

Dwa obrazki: 1. Minister Środowiska Michał Woś, który zajmuje się wszystkim, tylko nie środowiskiem, chce wejść na uniwersytety z hasłem, który pochodzi wprost z putinowskiej Rosji. Ziobryści stali się dominującą siłą w rządzie z propozycjami naruszającymi prawa człowieka, 2. Wpis dziennikarza w którym przytacza słowa premiera Holandii Marka Rutte, w którym poddaje proponuje utworzenie Unii Europejskiej od nowa, bez Polski i Węgier, jako opcji ostatecznej, gdyby sytuacja w tych krajach nie uległa poprawie. Wzywa też Parlament Europejski do wywarcia presji.
Zatem, Polski nie wyrzucą z UE. Po prostu utworzą nową, bez nas.



Źródło
Opublikowano: 2020-09-11 11:58:00

Makabryczne odkrycie w Lubięcinie. Ktoś zabił i poćwiartował stado łabędzi. Ich szczątki mieszkaniec wsi znalazł w lesie

Robert Maślak

Makabryczne odkrycie w Lubięcinie. Ktoś zabił i poćwiartował stado łabędzi. Ich szczątki mieszkaniec wsi znalazł w lesie, ok. 1 km od jeziora. Miały ucięte skrzydła. Po lokalnym jeziorze pływało ich 9, teraz zostały tylko 2.
Info: Info i zdjęcia: Tygodnik Regionalna – Nowa Sól, Zielona Góra.




Źródło
Opublikowano: 2020-09-10 20:34:12

Dzisiaj w TVN24 o 21:00 w magazynie "Polska i świat" o raporcie na tem

Robert Maślak

Dzisiaj w TVN24 o 21:00 w magazynie "Polska i świat" o raporcie na temat utraty bioróżnorodności i wymieraniu gatunków.
Prawdopodobnie z moją wypowiedzią (byłem na nagraniu).
Dzisiaj został opublikowany dramatyczny raport na temat utraty bioróżnorodności świata. W ciągu blisko 50 lat liczebność badanych populacji (ryb, płazów, gadów, ssaków i ptaków) spadła o 68%. To prawdopodobnie najszybsze wymieranie gatunków w historii Ziemi.


Źródło
Opublikowano: 2020-09-10 20:21:15